alberto4
15.04.06, 23:52
Nie ma co się z niego tak nabijać jak wielu z nas to robiło i robi, boć to
był tylko człowiek, a nie Bóg. Może miał cześć boską (bo chyba ją odbierał,
nie?) u ludzi lecz już nie powstanie, tylko na sąd ostateczny. Przykre, że
nie miał nadziei w Ojcu ale tylko w Mateńce jak to często podkreślał - "totus
tus". Chyba Ona mu nie pomogła że znalazł sie tam gdzie się znalazł a
przypuszczam, że nikt nie chciałby się znaleźć tam gdzie on teraz jest - bo
tylko "kogo Syn wyswobodzi prawdziwie wolnym będzie"; a "gdzie drzewo
upadnie, tam zostaje" jak zapisane w Salomona. Gdyby on, podobnie jak ów
złoczynca na krzyżu który w swej agonii zawołał do Zbawcy żeby wspomniał o
nim w swoim królestwie, tak samo mógł zawołać; ale czy zawołał? Dobrze, że
większość z nas idzie za tym głosem co przez wieki rozbrzmiewa głośnym (albo
cichym echem): "Pójdźcie do Mnie wszyscy którzyście spracowani i obciążeni, a
Ja, dam wam odpocznienie".., za którym to głosem, z okazji Wielkiejnocy,
zachęca was iść,-
współautor strony alberto.pl