Dodaj do ulubionych

On Katolik, Ona nie lub odwrotnie

01.06.06, 10:52
Jak pogodzic wspolne zycie lub malzenstwa ludzi odmiennej wiary. Lub czlowieka religijnego i ateisty, jak wychowywac dzieci. Czy zycie takich par bez konfliktow jest mozliwe??
CO o tym sadzicie?
Obserwuj wątek
    • maniek.27 Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 01.06.06, 10:55
      Mój kumpel ateista z wychowania chodzi z katoliczką. Stwierdził że z racji na
      to że ją kocha może wziąść ślub kościelny gdyż jemu to żadnej różnicy nie robi
      bo i tak "w te bajki nie wierzy".
      • Gość: omnipotentny Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 11:00
        nie da sie tego rozwazyc teoretycznie, bo to wynika z postawy konkretnych osob.


        > Mój kumpel ateista z wychowania chodzi z katoliczką. Stwierdził że z racji na
        > to że ją kocha może wziąść ślub kościelny gdyż jemu to żadnej różnicy nie
        robi
        > bo i tak "w te bajki nie wierzy".



        Ciekawe, jak do tego podchodzi jego dziewczyna?
        bo chyba nie rzecz w tym, czy on może wziąć slub koscielny, bo i tak w to nie
        wierzy, tylko czy ona, wiedzac o tym, jak on podchodzi do sakramentu
        malzenstwa, powinna zgodzic sie w tej sytuacji na slub koscielny, majac
        swiadomosc tego, ze zarowno ewentualna spowiedz meza, sakrament slubu jak i
        komunia przez niego przyjeta bedzie świętokradztwem.
        • maniek.27 Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 01.06.06, 11:03
          Teoretycznie masz rację. Tylko że ona sobie nie wyobraża tylko ślubu cywilnego.
          Raczej nie myśli o tym co ty napisałeś. Być może powinna.
        • ejkuraczek Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 01.06.06, 12:42
          Przeciez ateista moze wziac z katoliczka slub koscielny.Oczywiscie on wystepuje
          jako ateista, wiec o zadnej spowiedzi czy komunii nie moze byc mowy. Tak samo
          innowierca-byleby kazdy okreslił sie kim jest.
          Problemem chyba najwiekszym jest wychowanie dzieci-protestant nigdy sie nie
          zgodzi aby np posłac dziecko do komuni,weic trzeba się na cos przed slubem
          zdecydowac.Zresztą wspólne wychowanie dzieci to chyba problem nie tylko praktyk
          religijnych...
          • Gość: omnipotentny Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 14:18
            > Przeciez ateista moze wziac z katoliczka slub koscielny.Oczywiscie on
            wystepuje
            >
            > jako ateista, wiec o zadnej spowiedzi czy komunii nie moze byc mowy. Tak samo
            > innowierca-byleby kazdy okreslił sie kim jest.


            jesli okresli, że jest ateista, to oczywiscie masz rację. wtedy on nie
            przyjmuje samkramentu, a tylko jego żona. jest to jakby jednostronny sakrament
            tylko dla osoby wierzacej, z pelnymi tego konsekwencjami (niemozliwosc
            rozwodu).
            jesli natomiast ukrywa to przed żoną albo wprost kłamliwie utrzymuje, ze jest
            wierzacy, byle by tylko sie ozenic, i uczestniczy swiętokradczo we wszystkich
            obrzedach, moze to byc pozniej okolicznoscia zrywajaca malzenstwo, tzn.
            uznanie sakramentu malzenstwa za niebyły. oczywiscie jest to nader korzystne
            dla ''sprytnego'' oszusta - rozwod cywilny wiaze sie z podzialem majatku.
      • wujo_prezio Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 01.06.06, 11:08
        Wydaje mi sie ze problemem nie jest slub. Problem lezy w codziennym zyciu. Np jedna strona chce pojsc do Kosciola a druga np pojechac na zakupy kina itp.
    • bez.wyksztalcenia Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 01.06.06, 10:56
      moj ojciec jest ateista, ja formalnie naleze do KK. w praktyce - religia nie
      jest obecna w naszym domu, no moze w Boze Narodzenie i Wielkanoc.
      Minusy w moim przypadku - jest to przynaleznosc na papierze, czyli hipokryzja
      Plusy - duza tolerancja religijna, zrozumienie dla innych wyznan i ich
      ciekawosc, liberalny swiatopoglad
      • wujo_prezio Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 01.06.06, 11:10
        nalezysz formalnie co nie znaczy ze jestes katolikem. Nie wiem jak Twoja mamam, ale rozwazam przypadek wierzacych praktykujacych, a nie takich ktorzy tylko sie uwazaja za wierzacych. Mysle ze wtedy problem jest znaczeni powazniejszy!
        • bez.wyksztalcenia Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 01.06.06, 11:27
          dla konserwatywnych polakow byc moze jest to problem.
          moi znajomi niemcy - ona katoliczka, on protestant. kosciol protestancki uznaje
          chrzest w KK, wiec dzieci maja chrzest w katolickim. obecnie maja okolo 20 lat
          i czasem chodza do kosciola - raz do tego, raz do ewangelickiego. zaden problem.

          ja mam nawet bierzmowanie, jesli chcialam chodzic do kosciola (a byl kiedys
          taki czas), to to robilam. jesli nie - to nie. nikt nikogo w mojej rodzinie nie
          zmuszal do praktyk religijnych, lub ich zabranial.
          problem jest wtedy, kiedy dla kogos religia jest sensem zycia.

          w berlinie pastorem w jednej z parafii jest mezczyzna, ktory ozenil sie z
          muzulmanka. maja dzieci. oboje maja szacunek dla swoich religii. ich dzieci
          poznaja obie religie, zeby mogly w przyszlosci wybrac. byl wywiad z tym
          malzenstwem w gazecie niemieckiej kiedys.

          w koncu Bog jest jeden - ludzie tylko go wielbia na rozny sposob. czy to
          chrzescijanstwo, czy islam, hinduizm itp. i ateizm, jesli ktos czyni dobro.

          takiego podejscia zycze wszystkim ekstremistom religijnym.

          bywalczyni od czasu do czasu w kosciolach roznych wyznan - zaleznie od humoru.
          • Gość: omnipotentny Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 15:07
            > problem jest wtedy, kiedy dla kogos religia jest sensem zycia.


            jesli wierzysz w Boga, a wierzysz, to zastanow się, czy okazujesz mu należyty
            szacunek? (i porownaj go z szacunkiem np. do osob starszych, do pan w urzędzie,
            do kumpli i kolezanek, do rodziców). Bogu należy się nieskonczenie wiekszy
            szacunek i cześć.
            • bez.wyksztalcenia Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 01.06.06, 15:34
              okazuje mu szacunek bedac dobrym czlowiekiem
              modlitwa
              a ze niekoniecznie potrzebuje do tego KK - to inna sprawa
    • supaari Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 01.06.06, 11:02
      wujo_prezio napisał:

      > Jak pogodzic wspolne zycie lub malzenstwa ludzi odmiennej wiary. Lub
      czlowieka
      > religijnego i ateisty, jak wychowywac dzieci. Czy zycie takich par bez
      konflikt
      > ow jest mozliwe??
      > CO o tym sadzicie?

      Zasada (niepisana), jaka wśród wyznawców kościołów chrześcijańskich
      obowiązywała niegdyś, mówiła: "syn w wierze ojca, córka w wierze matki". Nie
      zawsze była pewnie respektowana, ale można ją uznać. Problem większy rodzi się,
      gdy wyznania są skrajnie różne (małżonkowie nie są w stanie zaakceptować
      poglądów męża/żony), ale wówczas można zapytać: "Na cym oparliście Wasze
      małżeństwo?". Sądzę, że "prawdziwa miłość" (wybacz, Atrakcyjny Kazimierz - cytt
      nie zamierzony) jest w stanie pokonać takie problemy.
    • znj2 Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 01.06.06, 11:05
      Nie ma co sądzić , trzeba tak mieć. To są bardzo indywidualne zachowania, na
      które nie ma gotowych recept.
      • ejkuraczek Re: Pytanie do ateistów 01.06.06, 12:47
        Pytanie do ateistów: powiedzmy ,ze Wasz maz/zona to praktykujacy katolicy. Jak
        zachowywalibyscie sie w stosunku do ich praktyk, zasad katolickich(
        antykoncepcja?) i ewentualnego wychowania dzieci w wierze? czy jest tu mozliwe
        porozumienie?
        • bez.wyksztalcenia Re: Pytanie do ateistów 01.06.06, 13:11
          ejkuraczek napisała:

          > Pytanie do ateistów: powiedzmy ,ze Wasz maz/zona to praktykujacy katolicy.
          Jak
          > zachowywalibyscie sie w stosunku do ich praktyk, zasad katolickich(
          > antykoncepcja?) i ewentualnego wychowania dzieci w wierze? czy jest tu
          mozliwe
          > porozumienie?

          ilu katolikow stosuje sie do tych zasad - np. antykoncepcji?
          moj ojciec jest ateista i dla niego bylo to zupelnie obojetne, czy dzieci
          chodza do kosciola. na naszych pierwszych komuniach tez byl. co za problem?

          a'propos protestantow: chyba masz na mysli tych w polsce, w niemczech jest
          mnostwo rodzin roznowyznaniowych i jest to tak samo istotne, jak kolor oczu
          wspolmalzonka
          • ejkuraczek Re: Pytanie do ateistów 01.06.06, 13:32
            Ci ,ktorzy stosują się "do wszystkich tych zasad" przystepuja do komuni czyli
            jest to wsrod praktykujących regularnie (40%) ok. 1/3, wiec jest to ok. 15%
            ludnosci w Polsce.
            Chodzi mi o praktukujących katolików ,a nie formalnie przynaleznych.
        • pkulej Re: Pytanie do ateistów 01.06.06, 13:24
          > Pytanie do ateistów: powiedzmy ,ze Wasz maz/zona to praktykujacy katolicy.
          Jak
          > zachowywalibyscie sie w stosunku do ich praktyk, zasad katolickich(
          > antykoncepcja?) i ewentualnego wychowania dzieci w wierze? czy jest tu
          mozliwe
          > porozumienie?

          Pokaż mi katolika, który stosuje się do tych wszystkich zasad.

          Mój ojciec jest ateistą a matka jest wierząca i świetnie sobie radzą. Nigdy nie
          słyszałem, żeby się o to kłócili. Ja jak dorosłem to mogłem wybrać.
        • Gość: ant Re: Pytanie do ateistów IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 13:30
          ej, kokoszko, czy najpierw robisz, a dopiero potem myślisz ??
          jeśli nie, to jak możesz doprowadzić do takiej sytuacji, aby trzeba było
          odpowiadać na takie (tak postawione) pytanie ??
          może najpierw pomysl nad tym problemem (wychowania w wierze) zanim dzieci sobie
          zafundujesz ?
          :))
          • ejkuraczek Re: Pytanie do ateistów 01.06.06, 13:35
            Gość portalu: ant napisał(a):

            > ej, kokoszko, czy najpierw robisz, a dopiero potem myślisz ??
            > jeśli nie, to jak możesz doprowadzić do takiej sytuacji, aby trzeba było
            > odpowiadać na takie (tak postawione) pytanie ??
            > może najpierw pomysl nad tym problemem (wychowania w wierze) zanim dzieci
            sobie
            >
            > zafundujesz ?
            > :))

            Ja tego problemu na szczęscie nie mam.
            Rozumiem ,ze Ty po prostu nie chajtnałbys się za katoliczke?
            • Gość: ant Re: Pytanie do ateistów IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 13:49
              jakby mi nie odpowiadała to na pewno nie, a jeśli tak, to wytedy nie robił bym
              problemów z powodu wychowania dzieci w wierze czy bez.
              to przecież bez znaczenia.
              • Gość: omnipotentny Re: Pytanie do ateistów IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 14:20
                > to przecież bez znaczenia


                to nie jest bez znaczenia.
                • Gość: ant Re: Pytanie do ateistów IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:21
                  dla ciebie, ale mało mnie to by obchodziło przy wychowywaniu moich dzieci...
    • Gość: ant to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 13:13
      leworęcznego z praworęczną, lub odwrotnie.
      wszystko zależy od człowieka, a nie od wyznania.
      • wujo_prezio Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 13:45
        Nie porownuj takich rzeczy, chodzi o filozofie i wartosci w jakich wychowuje sie dzieci i w jkaich sie zyje. Co ma z tym wspolnego ktora reka sie pisze??
        Kazdy chce przekazywac dzieciom swoje wartosci, powstaje konflikt ktore wartosci przekazac.
        • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 13:54
          pamietasz bajke o wojnie zwolenników jedzenia jajka od cieńszej lub od grubszej
          strony ??
          to jest podobne, jaka to różnica ??
          no, że jak ktoś ma oszołomiony umysł to dla niego wartość pisania prawą ręką
          może przysłonić rzeczywistość i doprowadzić do wojny ze światem leworęcznych.
          dzieci trzeba wychowywać na ludzi, a nie na katolików lub nie, praworęcznych
          lub leworęcznych.
          • wujo_prezio Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 14:04
            Zgadzam sie ze trzeba dzieci na ludzi wychowywac, ale zawsze jest tak ze przekazujesz im swoje wartosci, idealy. Dorosli ludzie moga wybierac, podejmowac decyzje, ale 5-6 letnie dzieci nie maja pojecia co dla nich jest lepsze, moga co najwyzej wybrac co wygodniejsze. A wybierajac tylko to co wygodniejsze daleko w zyciu sie nie zajdzie.
            • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 14:13
              wujo_prezio napisał:

              > A wybierajac tylko to co wygodniejsze daleko w z
              > yciu sie nie zajdzie.

              po to mają właśnie rodziców, aby dowiedziały się o tym co piszesz odpowiednio
              wcześnie i daleko zachodziły :))
              więc korelacji z wiarami nie ma co tu tworzyć.
              • wujo_prezio Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 15:02
                Tylko jak rodzice maka przekazac dziecku wartosci skoro oboje maja odmienne?
                • bez.wyksztalcenia Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 15:23
                  hm, a nie sadzisz, ze istnieja wartosci uniwersalne?
                  • Gość: P.S.J. Re: to samo sądzę co o związku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.06, 15:26
                    Wg. Kanta tylko jedna - człowieczeństwo :)
                  • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 15:27
                    bez.wyksztalcenia napisała:

                    > hm, a nie sadzisz, ze istnieja wartosci uniwersalne?



                    tak, istnieja. wszystkie wartości chrzescijanskie odnoszace sie do zycia
                    spolecznego sa uniwersalne.
                    • bez.wyksztalcenia Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 15:39
                      > tak, istnieja. wszystkie wartości chrzescijanskie odnoszace sie do zycia
                      > spolecznego sa uniwersalne.

                      owszem, w takim razie rodzice - niezaleznie od wyznania - moga je przekazac
                      dziecku, bo to wartosci UNIWERSALNE. o rodowod bym sie sprzeczala. "nie
                      zabijaj" - mysle, ze istanialo dlugo przed Chrystusem
                      obrzadek religijny bedzie sie roznil, ale to tym lepiej dla dziecka. czy nie
                      jest to piekne: poznac 2 religie, nauczyc sie szacunku dla odmiennosci,
                      tolerancji?
                      • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:07
                        > obrzadek religijny bedzie sie roznil, ale to tym lepiej dla dziecka. czy nie
                        > jest to piekne: poznac 2 religie, nauczyc sie szacunku dla odmiennosci,
                        > tolerancji?


                        2 religie jak najbardziej. natomiast dziecko, ktorego jeden z rodzicow jest
                        ateista, a drugi w Boga wierzy, to dziecko zyjace w swiecie sprzecznosci. to, w
                        co jeden z rodzicow wierzy, drugi calkowicie neguje. oby jednak bylo to dla
                        dziecka inspiracja do wlasnych poszukiwan i przemyslen.
                        • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:23
                          nie bądź skrajnym, ateistą jest też ten któremu "wisi" czy bóg istnieje czy
                          nie, a nie tylko ten który "neguje".

                          • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:28
                            > ateistą jest też ten któremu "wisi" czy bóg istnieje czy
                            > nie, a nie tylko ten który "neguje".


                            ateiści by się pogniewali na ciebie. ateizm to przeciwienstwo teizmu - to
                            odrzucenie lub zanegowanie istnienia Boga. To poszukiwanie uzasadnienia dla
                            tezy o nieistnieniu Boga. Zwykłe ''olewanie'' wiary w Boga nie jest ateizmem,
                            lecz zwykłym ignoranctwem i lenistwem umysłowym. Dlatego min. skłaniam się ku
                            tezie, że 80% tych, ktorzy deklaruja swoj ateizm, to zwykli, jak to ujałem
                            powyzej, ignoranci, ktorych nie obchodzi ani wiara w Boga, ani zaprzeczanie
                            istnieniu Boga.
                            • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:35
                              > tezie, że 80% tych, ktorzy deklaruja swoj ateizm, to zwykli, jak to ujałem
                              > powyzej, ignoranci, ktorych nie obchodzi ani wiara w Boga, ani zaprzeczanie
                              > istnieniu Boga.

                              znaczy się, że wiara nie jest jednak tak istotna jak byś tego chciał.
                              • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:41
                                > znaczy się, że wiara nie jest jednak tak istotna jak byś tego chciał.


                                to już sprawa każdego czlowieka z osobna. ktos znajduje czas, żeby isc do kina,
                                a nie znajduje go, by pomyśleć o Bogu. ja znajduje czas i na to, i na to.
                                • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:47
                                  czyli nie ma po co szyfladkowac ludzi na kinomanów (złych) i tych od serialów w
                                  TV (dobrych) ??
                                  no to żeś mnie uspokoił :))
                                  • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:50
                                    Gość portalu: ant napisał(a):

                                    > czyli nie ma po co szyfladkowac ludzi na kinomanów (złych) i tych od serialów
                                    w
                                    >
                                    > TV (dobrych) ??
                                    > no to żeś mnie uspokoił :))



                                    ciesze sie, że do czegos moglem sie przydac.
                                    • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:52
                                      you welcome :))
          • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 14:25
            > to jest podobne, jaka to różnica ??


            już to pisałem - roznica jest zasadnicza.


            > dzieci trzeba wychowywać na ludzi


            z tym to roznie bywa. zalezy, jak zdefiniujemy pojecie: ''ktos wychowany na
            czlowieka''.
            • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 14:27
              > z tym to roznie bywa. zalezy, jak zdefiniujemy pojecie: ''ktos wychowany na
              > czlowieka''.

              ja tego problemu nie mam, ktoś kto nie szkodzi drugiemu ani otoczeniu jest
              normalny, a to czy jest katolikiem czy arabem czy hindusem - bez znaczenia.
              • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 14:30
                > ja tego problemu nie mam, ktoś kto nie szkodzi drugiemu ani otoczeniu jest
                > normalny


                a ktoś kto szkodzi sobie?
                • bez.wyksztalcenia Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 14:38
                  somookaleczasz sie?
                  dla hindusa - katolicy szkodza sobie, bo nie wyznaja jedynie slusznej religii
                  wg hindusa. no i co?
                  • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 14:42
                    bez.wyksztalcenia napisała:

                    > somookaleczasz sie?
                    > dla hindusa - katolicy szkodza sobie, bo nie wyznaja jedynie slusznej religii
                    > wg hindusa. no i co?



                    ale zupełnie nie o to mi chodziło. co ty bredzisz?
                    • bez.wyksztalcenia Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 14:45
                      >a ktoś kto szkodzi sobie?
                      no to wyjasnij, o co ci chodzilo, zebym wiecej nie bredzila
                      ant napisal, ze czlowiek, ktory nie szkodzi innym....
                      skad wiesz, czy szkodzi sobie?
                      samookaleczenie widac. anorekcje widac - cielesne uszkodzenia [wyjasniam, bo
                      znow nie zrozumiesz]
                      duchowe okaleczenia????
                      • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 14:47
                        nie mówmy o duchowości. wyłącz wiarę i religię.

                        ant napisał, że czlowiek, ktory nie szkodzi drugiemu, jest normalny, a wiec
                        czlowiek ,ktory nie szkodzi drugiemu, a szkodzi sobie , jest normalny. a ja
                        mówie - nie jest.
                        • bez.wyksztalcenia Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 14:51
                          "ja tego problemu nie mam, ktoś kto nie szkodzi drugiemu ani otoczeniu jest
                          normalny, a to czy jest katolikiem czy arabem czy hindusem - bez znaczenia."

                          to jest wypowiedz anta, nigdzie nie napisal o szkodzeniu sobie
                          twoj wniosek to nadinterpretacja

                          ale napisze, co o tym mysle: nie lubie tych, ktorzy probuja uszczesliwiac
                          innych na sile. nie masz monopolu na jedynie sluszne zdanie, wiec nie mozesz
                          byc na 100%, czy ktos sobie szkodzi
                          • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 14:56
                            ant: > "ja tego problemu nie mam, ktoś kto nie szkodzi drugiemu ani otoczeniu
                            jest
                            > normalny, a to czy jest katolikiem czy arabem czy hindusem - bez znaczenia."

                            bez.wyksztalcenia >nigdzie nie napisal o szkodzeniu sobie
                            > twoj wniosek to nadinterpretacja


                            ależ dokładnie tak, masz rację: nigdzie nie napisał o szkodzeniu sobie. tak
                            więc jego definicja normalnosci czlowieka zawiera tylko jeden warunek, ktorym
                            jest szkodzenie drugiemu czlowiekowi. tak więc bez względu na to, czy ktoś
                            szkodzi sobie, czy nie, ten ktoś jest normalny, jeśli spelnia warunek: nie
                            szkodzi drugiemu. w mojej wypowiedzi nie ma żadnej nadinterpretacji.

                            tak więc osoba, która szkodzi sobie, i nie szkodzi innym, jest zdaniem ant. i
                            twoim chyba też, normalna. A moim zdaniem nie jest.
                            • bez.wyksztalcenia Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 15:40
                              nadinterpretujesz
                              podaj przyklad szkodzenia sobie:
                              • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:11
                                bez.wyksztalcenia napisała:

                                > nadinterpretujesz


                                Nie! W tym wypadku nie ma zadnej nadinterpretacji czy w ogole jakiejkolwiek
                                interpretacji. to po prostu logicznie wynika z definicji podanej wczesniej. ja
                                niczego nie interpretuję!

                                > podaj przyklad szkodzenia sobie:

                                pierwszy z brzegu: samobójstwo.
                                • bez.wyksztalcenia Re: to samo sądzę co o związku 02.06.06, 10:58
                                  dla niektorych samobojstwo jest swiadomym wyborem. i nie tobie to oceniac
                                  cierpienia drugiego czlowieka - tak wielkiego, ze chce juz umrzec
                                  • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 02.06.06, 11:33
                                    bez.wyksztalcenia napisała:

                                    > dla niektorych samobojstwo jest swiadomym wyborem. i nie tobie to oceniac
                                    > cierpienia drugiego czlowieka - tak wielkiego, ze chce juz umrzec



                                    nie oceniam drugiego czlowieka. każdy ma wolna wole i moze zrobic z sobą co
                                    chce. nie zmienia to jednak faktu, że unicestwienie swojego życia jest
                                    wystąpieniem przeciwko prawu natury, które to życie powołuje i to życie w
                                    naturalny sposób kończy.
                                    • bez.wyksztalcenia Re: to samo sądzę co o związku 02.06.06, 12:54
                                      ale nie jest to szkodzenie sobie - nie kazdy wierzy w "prawo natury" jako prawo
                                      nadrzedne
                                      • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 02.06.06, 13:36
                                        > nie kazdy wierzy w "prawo natury" jako prawo
                                        >
                                        > nadrzedne
                                        >


                                        na szczescie w prawo natury nie trzeba wierzyć. wystarczy wiedziec, jakie ono
                                        jest. i kazdy podlega jemu, czy to sie mu podoba, czy nie.
                • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 14:40
                  bawisz sie w boga??
                  nie tobie oceniac co kto lubi....
                  • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 14:46
                    Gość portalu: ant napisał(a):

                    > bawisz sie w boga??
                    > nie tobie oceniac co kto lubi....



                    nie zrozumiales chyba, o co mi chodziło. wg twojej definicji ''nieszkodzenie
                    drugiemu powoduje, że czlowiek jest normalny''. a wiec twoim zdaniem czlowiek,
                    ktory nie szkodzi drugiemu, choćby szkodzil sobie, jest normalny. a wg mnie
                    czlowiek nie moze szkodzic ani drugiemu,ani sobie.
                    • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 19:37
                      a jak stwierdzisz ze szkodzenie sobie (wg. ciebie) nie jest dla niego zaj..ą
                      przyjemnością ??
                      jesteś bogiem ?? pytam.
                      • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:14
                        Gość portalu: ant napisał(a):

                        > a jak stwierdzisz ze szkodzenie sobie (wg. ciebie) nie jest dla niego zaj..ą
                        > przyjemnością ??




                        samobojstwo jest szkodzeniem sobie bez wzgledu na przyjemnosc, z jaka delikwent
                        je popelnia.

                        • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:40
                          udowodnij !!!
                          :))
                          • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:44
                            co mam udowadniać? że odebranie sobie życia jest szkodliwe dla osoby, która
                            odbiera sobie życie? to przecież zaprzeczenie podstawowemu prawu natury. to
                            unicestwienie tego wszystkiego, co czlowiek otrzymał, to unicestwienie rozumu i
                            rozumenj woli, swiadomości. to skrajna niewdzieczność za dar życia.
                            • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:49
                              śmierć jest tak samo NATURALNA jak narodziny, tylko ty nie chcesz, boisz się
                              lub z innego powodu, przyjąć tego do wiadomości.
                              jest to NATURALNA kolej rzeczy, którą wg.ciebie ustalił bóg, a któremu ty
                              próbujesz się przeciwastawiać.
                              nie rozumiem dlaczego ??
                              • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:52
                                > śmierć jest tak samo NATURALNA jak narodziny, tylko ty nie chcesz, boisz się
                                > lub z innego powodu, przyjąć tego do wiadomości.



                                ale ja sie jak najbardziej zgadzam z tym, ze smierc jest tak samo naturalna,
                                jak narodziny. i wcale nie boje sie przyjac tego do wiadomości. JA SIE Z TOBĄ
                                ZGADZAM!



                                > jest to NATURALNA kolej rzeczy, którą wg.ciebie ustalił bóg, a któremu ty
                                > próbujesz się przeciwastawiać.


                                nie, ja sie temu nie przeciwstawiam. przeciwstawia sie temu SAMOBÓJCA.
                                • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:55

                                  > nie, ja sie temu nie przeciwstawiam. przeciwstawia sie temu SAMOBÓJCA.

                                  jakby się temu przeciwstawił to nie byłby samobójcą tylko żyjącym człowiekiem,
                                  trafiony zatopiony !
                                  nieraz życie jest okrutniejsze niż śmierć....
                                  trzeba to zrozumieć i nie być zamordystą.
                                  • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 22:45
                                    > jakby się temu przeciwstawił to nie byłby samobójcą tylko żyjącym
                                    człowiekiem,


                                    co to za bzdury? gdyby przeciwstawiał się temu, że śmierć jest czymś
                                    naturalnym, to byłby żyjącym człowiekiem?
                                    no to powiedz mi, w jakiej sytuacji zamierzasz pepełnić samobójstwo?
                                    • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 23:05
                                      tak napisałeś, tak cie zrozumiałem, tak odpowiedziałem, co jest nie tak ??
                                      • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 02.06.06, 11:15
                                        co jest nie tak ??



                                        w jakich okolicznościach zamierzasz popełnić samobójstwo?
                                        • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 02.06.06, 11:27
                                          nie zastanawiam się nad tym, ale chcę mieć to prawo bez twojego negatywnego
                                          osądu mojego ewentualnego czynu.
                                          :)
                  • bez.wyksztalcenia Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 14:47
                    bawi sie, w koncu takiego ma nicka:))))
                    • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 14:49
                      bez.wyksztalcenia napisała:

                      > bawi sie, w koncu takiego ma nicka:))))



                      masz rację. ponieważ Bog istnieje, mogę się tylko ''w niego bawić''. Gdyby nie
                      istniał, sam bym się nim oglosił.
                      • bez.wyksztalcenia Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 14:52
                        Gość portalu: omnipotentny napisał(a):
                        > masz rację. ponieważ Bog istnieje, mogę się tylko ''w niego bawić''. Gdyby
                        nie
                        > istniał, sam bym się nim oglosił.

                        na miejscu Boga obrazilabym sie za "bawienie sie w niego". czy nie zabrania on
                        tego w Biblii ?
                        • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 14:57
                          > na miejscu Boga obrazilabym sie za "bawienie sie w niego". czy nie zabrania
                          on
                          > tego w Biblii ?


                          powiedziawszy szczerze, to ty stwierdzilas, że sie w niego bawię. ja zaś, że
                          tylko ''mogę się w niego bawić''. co nie oznacza, że to robię.
      • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 14:22
        Gość portalu: ant napisał(a):

        > leworęcznego z praworęczną, lub odwrotnie.


        ''troszkę'' przesadziłeś z tym porownaniem , jest zupelnie nieanalogiczne.
        sposob zycia katolika i ateisty jednak rozni sie trochę.
        • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 14:29
          przesadziłem celowo, bo uważam, że tragizm życia ludzi różnych wyznań też jest
          przez autora wątku przesadzony, taki już mój charakterek.
          mysle, że tym nikogo nie uraziłem.
          a jeśli tak to szkoda, nie to miałem na celu.
          • bez.wyksztalcenia Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 14:36
            zgadzam sie z toba ant. to samo napisalam powyzej.
            a dzieciom mozna przekazac wartosci bedac ateista. moj ojciec - powtarzam -
            jest ateista i jest super uczciwy. co nie przystaje do realiow polskich. np.
            jak bylam mala, to tlumaczyl mi matme, ale nigdy nie zrobil za mnie pracy
            domowej. czego nie mozna powiedziec o wielu rodzicach - katolikach.
            nie ma takiej zaleznosci m-dzy tym, czy dziecko wychowane zgodnie z jakas
            religia, wyrasta na lepszego czlowieka niz dziecko ateisty.
            • ejkuraczek Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 15:18
              bez.wyksztalcenia napisała:

              > zgadzam sie z toba ant. to samo napisalam powyzej.
              > a dzieciom mozna przekazac wartosci bedac ateista. moj ojciec - powtarzam -
              > jest ateista i jest super uczciwy. co nie przystaje do realiow polskich. np.
              > jak bylam mala, to tlumaczyl mi matme, ale nigdy nie zrobil za mnie pracy
              > domowej. czego nie mozna powiedziec o wielu rodzicach - katolikach.
              > nie ma takiej zaleznosci m-dzy tym, czy dziecko wychowane zgodnie z jakas
              > religia, wyrasta na lepszego czlowieka niz dziecko ateisty.

              Wtracając:ja caly czas mówie o zasadach religii i wychowaniu w wierze ,nie
              tylko w moralnosci.
              choc na marginersie wiekszosc polskich "ateistów" bylo wychowywanych w
              katolickich rodzinach wg moralnosci chrzescijanskiej...
              >
              • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 15:22
                > choc na marginersie wiekszosc polskich "ateistów" bylo wychowywanych w
                > katolickich rodzinach wg moralnosci chrzescijanskiej...


                moralność chrzescijanska jest tak uniwersalna, że gdyby ktorykolwiek ateista
                chcial się jej zaprzeć i wychowujac dzieci odciąć się od niej, skazałby sie na
                samozagładę. moralność i moralnośc chrześcijańska to pojecia ze wszech miar
                tożsame.
                • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 19:40
                  nawet jeśli tak (choć sie do końca nie zgadzam) to co to zmienia ??
                  • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:16
                    to, że konsekwentny ateista jest niespójny i nielogiczny.
                    • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:19
                      możesz rozwinąć swoją myśl, bo nie widzę w tej wypowiedzi czegokolwiek.
                      • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:22
                        np. próbujac wychowywać dziecko na uczciwego i normalnego człowieka wg. swojego
                        swiatopogladu da facto uczy go zasad, ktore sa fundamentem chrzescijanstwa.
                        • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:31
                          > swiatopogladu da facto uczy go zasad, ktore sa fundamentem chrzescijanstwa.

                          a nie np. fundamentem buddyzmu ??
                          jesteś nielogiczny w tym co wypowiadasz, chrześcijaństwo jest najmłodszą przed
                          islamem z dużych religii i wszystko co w nim widzisz zaczernięto od
                          poprzedników.
                          oczywiście możesz się nie zgadzać, co nie zmieni faktów.
                          a wiarę uczyniono po to aby upowszechniać człowieczeństwo i normy etyczne - nie
                          odwrotnie, chyba nie stwierdzsz, że najpierw była wiara potem powstało
                          społeczeństwo ??
                          • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:35
                            > a nie np. fundamentem buddyzmu ??
                            > jesteś nielogiczny w tym co wypowiadasz, chrześcijaństwo jest najmłodszą
                            przed
                            > islamem z dużych religii i wszystko co w nim widzisz zaczernięto od
                            > poprzedników.



                            od jakich poprzedników?
                            kiedy powstalo chrzescijanstwo?


                            > oczywiście możesz się nie zgadzać, co nie zmieni faktów.


                            masz rację - twoja czy moja opinia (a nawet opinia autora ''wybitnej''
                            powieści "kod da vinci") nie zmieni faktów historycznych.


                            > a wiarę uczyniono po to aby upowszechniać człowieczeństwo i normy etyczne -
                            nie
                            >
                            > odwrotnie, chyba nie stwierdzsz, że najpierw była wiara potem powstało
                            > społeczeństwo ??


                            tak, jestem w stanie stwierdzić, że wiara była przed spoleczenstwem. np. wiara
                            w siły przyrody, wiara w duchy prymitywnych spoleczenstw p.n.e.
                            • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:39
                              > od jakich poprzedników?
                              > kiedy powstalo chrzescijanstwo?

                              a co ? powstało wraz z powstaniem człowieka ??

                              > tak, jestem w stanie stwierdzić, że wiara była przed spoleczenstwem. np.
                              wiara
                              > w siły przyrody, wiara w duchy prymitywnych spoleczenstw p.n.e.

                              ale co wiara w drzewo "dąb bartek" dla przykładu, ma z normami etycznymi ??
                              najpierw powstało prymitywna społecznośc ze strachem w oczach w stosunku do
                              otoczenia, a dopiero wiara w wyimaginowanego boga-nauczyciela-przewodnika-kata-
                              sedzię.
                              • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:47
                                > najpierw powstało prymitywna społecznośc ze strachem w oczach w stosunku do
                                > otoczenia, a dopiero wiara w wyimaginowanego boga-nauczyciela-przewodnika-
                                kata-
                                > sedzię.


                                po pierwsze nie wyimaginowanego. po drugie z powodu tego, że czlowiek jest z
                                natury dobry, ale i z tego, że czlowiek jest w stanie popełniać zło, kierujac
                                sie wolną wolą, zaczeły kształtowac sie normy etyczne, wynikajace wprost z
                                prawa natury. cala natura zas jest odbiciem Boskiego wszechmocnego rozumu. Bog
                                to objawial przez prorokow i Chrystusa, a nie ''tworzył'' te prawa wraz z
                                rozwojem spoleczenstw.
                                • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:51
                                  > po pierwsze nie wyimaginowanego.
                                  udowodnisz ??

                                  wynikajace wprost z
                                  > prawa natury. cala natura zas jest odbiciem Boskiego wszechmocnego rozumu.
                                  Bog
                                  > to objawial przez prorokow i Chrystusa, a nie ''tworzył'' te prawa wraz z
                                  > rozwojem spoleczenstw.


                                  w ten sposób mozna udowodnić DOSŁOWNIE WSZYSTKO !!!
                                  co nie zmienia sprawy, że to tylko gadanie.
                                  • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:54
                                    > w ten sposób mozna udowodnić DOSŁOWNIE WSZYSTKO !!!


                                    ale ja tu niczego nie udowadniałem. po prostu stwierdzilem tylko, że
                                    chrzescijanskie zasady moralne sa tak samo oczywiste, jak prawo natury, bo po
                                    czesci z niego wynikaja.
                                    • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:58
                                      czyli ogólne zasady moralne nie wynikają z chrześcijaństwa co zmienia postać
                                      rzeczy i nie zmusza innowierców, czy niewiernych do kajania się ??
                                      wszystkie wiary i zasady wynikają z praw natury.
                                      czekam na gromy z nieba....
                                      :))
                                      • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 22:49
                                        chrzescijanstwo tylko stwierdza, że moralność wynika z naturalnego porzadku
                                        swiata, ktory jest porzadkiem danym do Boga, który stwarzał swiat. i nic
                                        ponadto. ktos, kto nie wierzy, może poprzestać na stwierdzeniu, że moralność
                                        wynika z naturalnego porzadku swiata. a dylemat o powstaniu swiata bedzie
                                        musiał sobie mniej lub bardziej logicznie wytłumaczyc sam.
                                        • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 23:06
                                          OK, przyjmuje do wiadomości :)
              • bez.wyksztalcenia Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 15:33
                rozne zasady moralne przeszkadzaja w wychowaniu
                zasady religijne - nie sadze. po prostu dziecko od malego poznaje dwie religie
                (albo wersje tej samej religii vide: katolik i protestant), co wyjdzie mu tylko
                na dobre. co jest w tym zlego, ze rodzina obchodzi np. swieto zydowskie, a
                potem Boze Narodzenie?
                zasady moralne przekazuje sie te same, obrzadek sie tylko rozni
                Bog jest jeden - powtarzam sie tu - tylko sposob jego wielbienia jest inny w
                roznych religiach. K
                no dobrze, martwiloby mnie, gdyby ojciec mojego dziecka byl czlonkiem jakiejs
                sekty, ale z zalozenia sekty nie opieraja sie na uniwersalnych zasadach
                moralnych (ktore sa podstawa wiekszosci, jesli nie wszystkich religii).
                • ejkuraczek Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 20:05
                  bez.wyksztalcenia napisała:

                  > rozne zasady moralne przeszkadzaja w wychowaniu
                  > zasady religijne - nie sadze. po prostu dziecko od malego poznaje dwie
                  religie
                  > (albo wersje tej samej religii vide: katolik i protestant), co wyjdzie mu
                  tylko
                  >
                  > na dobre. co jest w tym zlego, ze rodzina obchodzi np. swieto zydowskie, a
                  > potem Boze Narodzenie?
                  > zasady moralne przekazuje sie te same, obrzadek sie tylko rozni
                  > Bog jest jeden - powtarzam sie tu - tylko sposob jego wielbienia jest inny w
                  > roznych religiach. K
                  > no dobrze, martwiloby mnie, gdyby ojciec mojego dziecka byl czlonkiem jakiejs
                  > sekty, ale z zalozenia sekty nie opieraja sie na uniwersalnych zasadach
                  > moralnych (ktore sa podstawa wiekszosci, jesli nie wszystkich religii).


                  Wszystko pieknie gdyby chodziło tylko o świeta religijne. Ale wychowanie w
                  wierze to nie tylko rytuały i moralnosc( co do moralnosci to świat coraz
                  bardziej schodzi ku relatywizmowi moralnemu, w Polsce jeszcze tego tak mocno
                  nie widac)
              • j611g Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 16:59
                czym sie wg Ciebie rozni "moralnosc chrzescijanska" od zwyklej ???
                • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 19:41
                  :)
                  dobre pytanie :))
                • ejkuraczek Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 20:04
                  j611g napisała:

                  > czym sie wg Ciebie rozni "moralnosc chrzescijanska" od zwyklej ???

                  No własnie to swiadczy o tym,ze Twoja moralnosc jest chrzescijanska. Nie znasz
                  nawet innej...
                  • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:17
                    czyli papuas z nowej gwinei czy inny z borneo, który wyznaje "nie zabijaj, nie
                    cudzołóż, nie kradnij, nie pożądaj" etc. jest de facto chrześcijaninem mimo, że
                    nigdy nie słyszał o chrystusie ??
                    ciekawa intrpretacja.
                    • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:20
                      > czyli papuas z nowej gwinei czy inny z borneo, który wyznaje "nie zabijaj,
                      nie
                      > cudzołóż, nie kradnij, nie pożądaj" etc. jest de facto chrześcijaninem mimo,
                      że
                      >
                      > nigdy nie słyszał o chrystusie ??
                      > ciekawa intrpretacja.



                      lepiej by było, gdybyś odwrócił kierunek implikacji. świadczy to o tym, jak
                      wielki dobry wpływ ma chrzescijanstwo na budowanie moralności ludzi oraz jak
                      niewiele dzieki każdego czlowieka od wiary.
                      • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:43
                        IMO wpływ chrześcijaństwo miało i wielki i wiele razy wątpliwy w rozwój
                        człowieka, ale papuas ?? znaczy że wiara chrześcijańska powstała na borneo ??
                        :)
                        (żart)
                    • ejkuraczek Re: to samo sądzę co o związku 01.06.06, 21:22
                      Gość portalu: ant napisał(a):

                      > czyli papuas z nowej gwinei czy inny z borneo, który wyznaje "nie zabijaj,
                      nie
                      > cudzołóż, nie kradnij, nie pożądaj" etc. jest de facto chrześcijaninem mimo,
                      że
                      >
                      > nigdy nie słyszał o chrystusie ??
                      > ciekawa intrpretacja.

                      Moze byc, Bóg nie dziala tylko w chrzescijanach. Chrzescijanstwo nazywa takich
                      ludzi "ludźmi dobrej woli" i mówi o ich zbawieniu. Ale praktyka zycia(nie mówie
                      o papuasach-nie mam tu praktyki, a Ty?) wskazuje ,ze takich ludzi jest niewiele
                      • Gość: ant Re: to samo sądzę co o związku IP: *.adsl.inetia.pl 01.06.06, 21:45
                        > Moze byc, Bóg nie dziala tylko w chrzescijanach.

                        czyli nie trzeba być chrześcijaninem aby byc dobrym, blisko boga etc. ??
                        a już sie bałem....
                        nie musze chodzic do koscioła aby być sprawiedliwym, och!
                • Gość: omnipotentny Re: to samo sądzę co o związku IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 01.06.06, 21:17
                  j611g napisała:

                  > czym sie wg Ciebie rozni "moralnosc chrzescijanska" od zwyklej ???



                  niczym.
    • owca_86 sztuka kompromisu 01.06.06, 15:08
      lub kompletnie nieporozumienie
    • gintaras2 Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 01.06.06, 23:20
      To może być problem, ale to zależy od wzajemnego nastawienia. Ludzie, różnej
      wiary lub niewierzący w Boga, myśląc o pobraniu się powinni przedyskutować
      wszystkie warianty. Mój mąż i ja byliśmy innej wiary. Nie ewangelizowałam go na
      siłę, bo szanowałam jego wyznanie, ale wiem, że to moje czyny spowodowały jego
      nawrócenie do Jezusa.
      Dla katolików ślub jest sakramentem, dla innych chrześcijan nie jest. W innych
      kościołach chrześcijańskich, ślub cywilny jest tak samo święty i poważany jak
      kościelny. Nie wiem skąd u katolików bierze się taka bezkompromisowość jeśli
      chodzi o ślub kościelny?
    • kryzolia Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 02.06.06, 11:20
      Moim zdaniem, to co piszesz nie zalezy od tego czy ktos jest alteista badź
      wierzącym. Zalezy to od toleracji, od szanowania uczuc drugiego człowieka. I
      równiez od tolerancji zalezy wiele innych kwestii w małżeństwie - bez tego nie
      mogło by ono istniec.
      • wujo_prezio Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 02.06.06, 13:10
        tak, ale jak 2 ludzi ma wychowac potomstwo, skoro idealy jednego zaprzeczaja idealom drugiego?? Sztuka porozumienia 2 osob jest mozliwa, ale z wychowaniem dzieci jest naprawde powazny problem!!!
        • bez.wyksztalcenia Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 02.06.06, 14:56
          nie, to nie jest problem
          chyba, ze ktos jest ekstremista religijnym
          u mnie nie bylo zadnego problemu
          • Gość: omnipotentny Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 02.06.06, 22:06
            > u mnie nie bylo zadnego problemu


            to ci się chwali, ale nie możesz budować na tej podstawie ogolnego
            stwierdzenia, że to nie jest problem. to mniej wiecej tak, jak wychowanie
            dzieci przez rodzica - lenia i rodzica - wiecznie zajetego. dzieci patrza na
            rodzica - lenia, załóżmy ojca, ktory calymi dniami lezy przed telewizorem, i
            mysla, ze to normalne, z drugiej strony widza zapracowana i zabiegana matke.
            psychika dziecka jest bardzo wyczulona na takie, dla doroslych nieistotne
            kwestie.
          • Gość: m Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.06, 15:03
            > nie, to nie jest problem
            > chyba, ze ktos jest ekstremista religijnym
            > u mnie nie bylo zadnego problemu

            ..oprócz tego ,ze dziecko zostało wojujacym ateistą...
    • kolejar Re: On Katolik, Ona nie lub odwrotnie 03.06.06, 01:30
      To zupełnie możliwe - zwłaszcza, gdy oboje są chrześcijanami (są stosowne umowy
      między "głównymi" Kościołami o wzajemnym honorowaniu sakramentów). Na wschodzie
      Rzeczypospolitej był zwyczaj, że syn dziedziczy religię po ojcu, a córka po
      matce. A jak przyszła wojna, to i tak się powyrzynali...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka