b_j
28.06.06, 15:18
z: Bertrand Russell, Dlaczego nie jestem chrzescijaninem
Istnienie Boga
Kwestia istnienia Boga jest obszernym i poważnym zagadnieniem i gdybym miał
pokusić się o jego wyczerpujące przedstawienie, byłbym zmuszony trzymać was
tutaj aż do końca świata. Musicie mi więc wybaczyć, że potraktuję je w
cokolwiek sumaryczny sposób.
Kościół katolicki podał jako dogmat, że można udowodnić istnienie Boga
posiłkując się tylko rozumem. Dogmat ten jest dość osobliwy, niemniej jednak
zalicza się do dogmatów katolickich. Kościół musiał go ustanowić, ponieważ w
pewnym okresie wolnomyśliciele nabrali zwyczaju mówienia, że naturalnie
przyjmują istnienie Boga jako prawdę objawioną, ale istnieją takie a takie
argumenty, które sam rozum może wysunąć przeciw tej idei.
Argumenty te zostały wyłożone bardzo szczegółowo i Kościół katolicki uczuł się
zniewolony położyć temu kres. Ustanowił więc zasadę, że można dowieść
istnienia Boga za pomocą czystego rozumu, i znalazł się w konieczności
przedstawienia tego, co uważał za materiał dowodowy. Argumentów była pokaźna
liczba, ale rozpatrzę tylko kilka spośród nich.
Argument pierwszej przyczyny
Argument pierwszej przyczyny jest może najprostszy i najłatwiejszy do
zrozumienia. Kościół utrzymuje, że wszystko, co widzimy na tym świecie, ma
jakąś przyczynę, i że posuwając się coraz dalej wzdłuż tego łańcucha przyczyn
musimy dojść do pierwszej przyczyny, która otrzymuje nazwę "Boga".
Skłonny jestem przypuszczeć, że ten argument nie ma dzisiaj wielkiej wagi,
przede wszystkim dlatego, że pojęcie przyczyny nie jest już tym, czym było
dawniej. Filozofowie i uczeni pogłębili to pojęcie, które w następstwie
zatraciło dawną żywotność; ale niezależnie od tego łatwo zauważyć, że argument
głoszący konieczność pierwszej przyczyny nie może posiadać wartości.
W młodych latach, gdy rozmyślałem bardzo poważnie nad tymi zagadnieniami,
godziłem się przez długi czas na argument pierwszej przyczyny; ale pewnego
dnia, mając osiemnaście lat przeczytałem "Autobiografię" Johna Stuarta Milla i
znalazłem tam następujące zdania:
"Ojciec mój pouczył mnie, że na pytanie: Kto mnie stworzył ? - nie można dać
odpowiedzi, gdyż bezpośrednio potem wyłania się nowe pytanie: Kto stworzył
Boga ? To proste zdanie wykazało mi zwodniczość argumentu pierwszej przyczyny.
Jeśli wszystko musi mieć przyczynę, to Bóg musi ją mieć również. Jeśli może
być coś bez przyczyny, może to być równie dobrze świat, jak i Bóg, tak że
argument ten jest zupełnie bezwartościowy. Jest on równoznaczny z poglądem
indyjskim, według którego świat spoczywa na słoniu, a słoń na żółwiu; gdy zaś
pytano: A żółw ? - Hindus odpowiadał: Może byśmy tak zmienili temat rozmowy ?"
Argument pierwszej przyczyny nie jest w gruncie rzeczy niczym lepszym. Nie ma
powodu, dla którego świat nie mógłby zacząć istnieć bez przyczyny; ani też, z
drugiej strony - nie ma żadnej racji, dlaczego by nie miał istnieć zawsze. Nie
ma powodu do przypuszczenia, że świat w ogóle miał początek. Myśl, że rzeczy
muszą mieć początek, zawdzięczamy w rzeczywistości ubóstwu naszej wyobraźni.
Dlatego wydaje mi się, że nie potrzebuję tracić więcej czasu na zbijanie
argumentu pierwszej przyczyny.