Dodaj do ulubionych

skąd ten kult dziewictwa?

17.07.06, 18:11
niedawno na onecie sie natknęlam na artykuł o jednorożcach i wynikłą z niego
dyskusję o dziewicach i naprawde zdumiał mnie fakt ile osób ( a zwłaszcza
meżczyzn) przywiazuje wagę do dziewictwa - nie swojego oczywiscie lecz partnerek.
jakiś facet utyskiwał, że jego żona nie była dziewicą i myślał, że mu to nie
bedzie przeszkadzac, ale jednak zaczęło etc. etc. Cyrk po prostu. albo te
deklaracje jak to wspaniale jest zwiazać się z dziewicą i ją rozdziewiczyć
albo jaki to wspaniały dar w noc poślubną gdy małżonkowie zachowują dziewictwo
aż do tego momentu... czemu ludziom na tym zalezy? wydaje mi się, że jak sie
kogoś kocha to fakt czy dana osoba jest dziewicą/prawiczkiem nie powinien mieć
znaczenia.
Obserwuj wątek
    • skorpionica11 Re: skąd ten kult dziewictwa? 17.07.06, 18:17
      Ja tez tego nie rozumiem.Myslenie z epoki "kamienia Łupanego".
      Wiesz moze jak tatus wmawial synkowi od malego ze twoja przyszła wybranka musi
      byc dziewica ,bo takie moze sa najbardziej oddane ,to synek posuchał sie
      rodziców.
      Mnie to tez smieszy takie podejscie,pierw trzeba sie wyszumiec a pózniej myslec
      o stabilnosci w zyciu.
    • tomas_torquemada Brakuje Ci podstaw moralnych.. 17.07.06, 18:22
      zeby znalezc na to pytanie odpowiedz.. 1. Faceci uwazaja, ze to fajnie byc nr
      1.. Jest sie czym chwalic etc.. blablabla ( mozesz tu wsadzic co drugi argument
      uzywany w celu podkreslenia meskiego szowinizmu ). Nikt jednak nie rozumie, ze
      "akt" z dziewica nalezy do jednego z mniej udanych. Nie dosc, ze 80% kobiet nie
      ma umiejetnosci w tej dziedzinie pomimo swego "rozwiazlego" zycia to co ma taka
      bidulka za 1 razem umiec? Przeciez ona sie zwyczajnie obawia na jaki to debilny
      pomysl wpadnie macho chcacy ja wprowadzic w swiat "doroslych". Osobiscie uwazam,
      ze "staromodne" myslenie o zachowaniu dziewictwa az do slubu etc jest troche nie
      na czasie.. Nie znajdziesz partnera, ktory zrobi to tak jak powinien przed
      slubem nie znajdziesz i po slubie tylko, ze po slubie problem staje sie wiekszy..
      • tomas_torquemada Re: Brakuje Ci podstaw moralnych.. 17.07.06, 18:24
        Zapomnialbym.. dziewica nie jest jeszcze splugawiona.. :)
        • crax Re: Brakuje Ci podstaw moralnych.. 17.07.06, 21:57
          "...dziewica nie jest jeszcze splugawiona..."

          Taaaak... Jeśli masz na myśli to, że kobieta po kontakcie z tobą jest splugawiona, to masz w 100% rację.
          • tomas_torquemada Re: Brakuje Ci podstaw moralnych.. 17.07.06, 23:36
            splugawiona dla innego mezczyzny.. potencjalnie.. tak.. crax zacznij myslec.. to
            nie boli..
    • Gość: m Re: skąd ten kult dziewictwa? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.06, 18:25
      myslę,że ludzie wola miec przy sobie kogoś wiernego, komu beda mogli zaufac i
      wysłac np. na delegację czy sanatorium bez obaw,ze papierek ze slubu to tylko
      przeciez papierek
      • the_dzidka Re: skąd ten kult dziewictwa? 18.07.06, 14:23
        > myslę,że ludzie wola miec przy sobie kogoś wiernego, komu beda mogli zaufac

        To znaczy Ty uwazasz, że jeśli ja straciłam cnotę z X, a w tej chwili jestem w
        dajmy na to 5-letnim związku z Y, to Y nie może mi ufać, mimo że w ciągu tych 5
        lat ani mi było w głowie go zdradzać?
        Boszsz... co za myslenie.
    • nancyboy Re: skąd ten kult dziewictwa? 17.07.06, 18:29
      Nie chcą wychowywac czyichś dzieci.
      • tomas_torquemada a co jezeli matka dziecka.. 17.07.06, 18:32
        jest tego warta?
        • nancyboy Re: a co jezeli matka dziecka.. 17.07.06, 18:39
          Zdarza się, że jeżeli jest szansa na dorodne potomstwo z samicą, która już ma
          dziecko, to samiec inwestuje swoje zasoby także w to nieswoje dziecko.
    • depresyjka4 ja jestem dziewica i tez bardzo bym chciała aby 17.07.06, 18:44
      mój ukochany był taki czysty i nietknięty jak ja :)
      pozdrawiam
      • Gość: skorpionica11 depresyjka jasne dziewica orleanska:))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.06, 19:00
    • gytha_ogg skąd ten kult dziewictwa? 17.07.06, 19:03
      vivian.darkbloom napisała:
      skąd ten kult dziewictwa?

      jest to spadek po wielowiekowej patriarchalnej kultury chrzescijanskiej, w
      ktorej kobieta uwazana byla za wylaczna wlasnosc meza, a dziewictwo za rzecz
      uswiecona, co znalazlo rowniez swoj wyraz w kulcie Maryi - zawsze dziewicy -
      matki boskiej. Maryja uosabia tu wiec naraz dwie swiete, nienaruszalne
      tradycyjne wartosci, zwiazane z kobieta: dziewictwo oraz macierzynstwo, i
      nikomu absolutnie nie przeszkadza, ze jedno jest sprzeczne z drugim. do dzis sa
      one zreszta aktywnie promowane przez kosciol katolicki.
      • mandaryna65 gyta, ależeś pierdzielneła elaboracik 17.07.06, 19:20
        jestem pod wrażeniem....
      • kaczm77 typowo wąskie patrzenie.... 18.07.06, 08:18
        > jest to spadek po wielowiekowej patriarchalnej kultury chrzescijanskiej, w
        > ktorej kobieta uwazana byla za wylaczna wlasnosc meza,

        Bezedura...., konia z rzędem dla tego kto "wyłączną własność męża" pokaże mi w
        nauczaniu Jezusa z Nazaretu i Apostołow.

        I teraz zagwozdka programu.... jaka byla pozycja społeczna kobiety w starożytnym
        Rzymie i Grecji... no... szuzkamy google...wikipedia...

        Docenimy jak wielką rewolucje przyniosło społecznie chrześcijaństwo własnie dla
        Kobiet, własnie w osobach tych ktore towarzyszyły Jezusowi podczas jego Życia i
        Śmierci. Jak były docenione w gminach, małżeństwach, jaką uzyskały godnosć.

        Docenimy rownież jak wielką rewolucje i szokujące dla ówczesnych sytuacje
        zdarzały się w gminach chrzescijanskich, gdzie Liderem(biskupem,pastorem, jak
        zwal tak zwał) był niewolnik, a członkiem jego Pan...

        Docenimy to co z cesarzy skapował sie dopiero Konstantyn, że nie ważna może być
        narodowość i pochodzenie etniczne - że można być jednoscią na przekór podziałom.

        jak wielką zmianę przyniosły Te słowa...

        "Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie
        ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie
        Jezusie."

        List do Galatów 3:28.

        Oczywiscie łatwo ocenic starożytnych z wygodnego fotela siedząc w XXI wieku...
        Ale XX wiek, ani XXI jak widac po newsach z Tv - nie przyniosl takiej rewolucji
        ani pokoju, ani politycznej stabilności. Gdzie więc powod do dumy ?

        pozdrowienia dla dziewic - które wiedza w co wierzą, i prawiczków rownież. :)
        <>^<
        • gytha_ogg Re: typowo wąskie patrzenie.... 18.07.06, 17:04
          kaczm77 napisał:
          > > jest to spadek po wielowiekowej patriarchalnej kultury chrzescijanskiej,
          > w
          > > ktorej kobieta uwazana byla za wylaczna wlasnosc meza,
          >

          > Bezedura...., konia z rzędem dla tego kto "wyłączną własność męża" pokaże mi w
          > nauczaniu Jezusa z Nazaretu i Apostołow.


          konia z rzedem temu, kto w nauczaniu Jezusa z Nazaretu i apostolow znajdzie mi
          dzialalnosc inkwizycji, wojny krzyzowe, nawracanie mieczem, negowanie osiagniec
          nauki, celibat kaplanow, zbieranie haraczu od biednych i gromadzenie fortuny,
          wiare w moc "swietych relikwii", nieomylnosc papieza, oparcie dla niewolnictwa,
          zakaz antykoncepcji............. etc.


          > "Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego,
          nie
          > ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w
          Chrystusie
          > Jezusie."
          >
          > List do Galatów 3:28.

          i dlatego przez wieki kosciol nie sprzeciwil sie niewolnictwu w USA, a Rydzyk
          szerzy antysemityzm.....

          moj drogi, nie pisalam o nauce Jezusa, tylko o kulturze chrzescijanskiej, zwaz
          na te subtelna inaczej roznice....
        • vivian.darkbloom nie Jezus winny lecz św. Paweł 18.07.06, 18:26
          w nauczaniu Jezusa rzeczywiscie nie ma wątków antykobiecych. To św. Paweł
          uważany jest za tego, który zapoczątkował niechęć chrzescijaństwa wobec kobiet.
          Wszyscy znają ten jeden cytat, a nie znaja innnych, w których kobiecie zaleca
          byc posłuszną meżowi, publicznie się nie wypwowiadać etc. chrzescijaństwo
          narodziło się z judaizmu, który był niechetny kobietom i czerpało z
          grecko-rzymskiej kultury, które także były niechętne kobietom, więc rezultat był
          taki jaki był.
          • kaczm77 Re: nie Jezus winny lecz św. Paweł 18.07.06, 21:51
            Mylisz sie.

            Przypisujac sw.Pawłowi intencje seksistowskie popelniasz blad. To on wlasnie
            napisal to co powyzej podalem w liscie do Gal.

            Natomiast rzecz o jakich wspominasz czyli 'np. zakaz
            przemawiania_na_nabożeństwach_chrzescijanskich' jak tez i np. zalecenie by
            kobieta przykrywala glowe podczas modlitwy i inne wskazania z listu do
            Koryntian, wynikaja z KULTURY w jakiej obracali sie pierwsi chrzescijanie.

            Ktore z kobiet chodzily bowiem z rozpuszczonymi wlosami -> nierządnice i
            kurtyzany. Jak wygladalo by nabozenstwo chrzescijan w oczach zewnętrznych osob -
            zle. Zreszta - tej łatki (ze agappa=orgie) oraz ze jedzą ciało ludzkie, ze
            chrzescijanie truja wode w studni, podpalili rzym i wielu innych - i tak nie
            dalo sie uniknąć mimo takich zalecen sw.Pawła co do porządku na nabożenstwach...

            I podkreslam jeszcze raz, cokolwiek i jakkolwiek sw.Paweł by nie napisał - dla
            ówczesnych społeczeństw, status Kobiety w chrzescijanstwie, to ZGROZA, SMIECH,
            REWOLUCJA.

            Wystarczy wczytac sie w posługe diakonis (odpowiednik męskich diakonów). by
            widzieć jak bardzo byly zrównane i szanowane w społecznościach chrzescijańskich.

            <>^<
            • vivian.darkbloom Re: nie Jezus winny lecz św. Paweł 20.07.06, 17:53
              "wynikanie z ówczesnej kultury" pojawia się kiedy to dla Kościoła wygodne. jak
              narazie potępeinie homoseksualizmu w Pismie Swiętym nie jest traktowane jako
              uwarunkowane kulturą. podobnie było z antykobiecymi wątkami w Kosciele. teraz
              ich wielowiekową dyskryminację przedtawia isę jako swoiste "błędy i wypaczenia".
              a oto próbka św. Pawła:
              List do Efezjan 5,22-24 "Żony niechaj będą poddane swym meżom, jak Panu, bo mąż
              jest głową żony, jak i Chrustus - Głową Kościoła (...)Lecz jak Kościół poddany
              jest Chrystusowi, tak i żony mężom - we wszystkim."
              Pierwszy List do Koryntian 11, 3-10 "(...) głową każdego mężczyzny jest
              Chrystus, meżczyzna zaś jest głową kobiety (...)Mężczyzna zaś nie powinien
              nakrywać głowy, bo jest obrazem i chwałą Boga, a kobieta jest chwałą meżczyzny.
              To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z meżczyzny. Podobnie też
              meżczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla meżczyzny. Oto
              dlaczego kobieta powinna miec na głowie znak poddania, ze względu na aniołów."
              Czy to nie ejst przykład SKRAJNEGO seksizmu? nie wiem czy to do konca mozna
              uzasadniać momentem historycznym... zrestzą rzecz nie tylko w tym, że św. Paweł
              cos tkaiego napisal, ale też, ze te teksty kilka wieków pózniej weszły do kanonu
              "Nowego Testamentu" - moment historyczny się nieco zmienił, ale antyfeminizm
              pozostał ten sam.
      • Gość: P.S.J. Re: skąd ten kult dziewictwa? IP: *.itpp.pl 18.07.06, 10:57
        Bullshit, chodziło o to, by (w warunkach kultury feudalnej i późniejszych)
        najstarsze dziecko (co do zasady dziedziczące całość majątku) było faktycznie
        dzieckiem spadkodawcy, a nie klerka z pobliskiego klasztoru czy komory
        kupieckiej.
        • gytha_ogg Re: skąd ten kult dziewictwa? 18.07.06, 17:09
          Gość portalu: P.S.J. napisał(a):

          > Bullshit, chodziło o to, by (w warunkach kultury feudalnej i późniejszych)
          > najstarsze dziecko (co do zasady dziedziczące całość majątku) było faktycznie
          > dzieckiem spadkodawcy, a nie klerka z pobliskiego klasztoru czy komory
          > kupieckiej.


          no coz, w tamtych czasach, owszem, takie wyjasnienie mialo sens. tylko, ze w
          obecnych juz jest troche inaczej i pierworodne dziecko nie ma wcale
          uprzywilejowanej pozycji, a pytanie z poczatku watku dotyczylo chyba ludzi
          WSPOLCZESNYCH. nie powiesz mi, ze do tej pory chodzi o tego pierworodnego...
          • Gość: P.S.J. Re: skąd ten kult dziewictwa? IP: *.itpp.pl 19.07.06, 15:40
            Imprinty kulturowe, czy nowocześniej mówiąc - memy - są ponoć (jak twierdzą
            m.in. antropolodzy kultury) BAAARDZO silne. Nie ma żadnego racjonalnego
            wytłumaczenia na to, że:
            a) kobiecie w ciązy się nie odmawia,
            b) nie przechodzi się pod drabiną ani pod skrzyżowanymi słupami sieci
            elektrycznej,
            c) na widok czarnego kota się spluwa,
            d) (z innej beczki) zgodnie z zasadami kobietę pod rękę trzymamy po prawej
            stronie mężczyzny

            a jednak ludzie to robią, bo jest to głęboko zakorzenione w ich społeczeństwie,
            Od wieków.
            • gytha_ogg Re: skąd ten kult dziewictwa? 19.07.06, 20:04
              Gość portalu: P.S.J. napisał(a):
              > a) kobiecie w ciązy się nie odmawia,

              ustepowanie miejsc siedzacych i kolejek, bo kobiety w zaawansowanej ciazy po
              prostu sa wystarczajaco zmeczone ciaza, i nie powinny sie dodatkowo forsowac ze
              wzgledu na zdrowie. wiec racjonalnym wytlumaczeniem jest zdrowie tych kobiet i
              ich dzieci.
              gdyby jednak do banku weszla kobieta w ciazy i zazadala bez uzasadnienia
              wyplaty 1000000 zl, nie sadze, zeby komukolwiek przyszlo na mysl, ze skoro jest
              w ciazy, to nie nalezy jej odmawiac.

              > b) nie przechodzi się pod drabiną ani pod skrzyżowanymi słupami sieci
              > elektrycznej,
              > c) na widok czarnego kota się spluwa,
              > d) (z innej beczki) zgodnie z zasadami kobietę pod rękę trzymamy po prawej
              > stronie mężczyzny

              nie mam problemu z przechodzeniem pod drabinami, ani tym bardziej slupami
              elektrycznymi (sa wyzsze), czarne kotki lubie, jak kazde inne, a za reke chodze
              z moim Kochaniem raz po jednej, raz po drugiej stronie - nigdy nie
              przywiazywalam do tego szczegolnej wagi. rzeczywiscie glupie.

              hura, jestem silniejsza od imprintow kulturowych! :D
              • p.s.j Re: skąd ten kult dziewictwa? 20.07.06, 10:55
                ad a) nie chodzilo mi o ustępowanie miejsca, ale o taki przesąd, że jak kobieta
                ciężarna cię o coś poprosi, to odmówienie przyniesie _TOBIE_ pecha. Przy czym
                prośba o coś może być dowolnie irracjonalna, np. ciężarna poprosi cię, żebyś
                zaśpiewała.


                > nie mam problemu z przechodzeniem pod drabinami, ani tym bardziej slupami
                > elektrycznymi (sa wyzsze), czarne kotki lubie, jak kazde inne, a za reke
                chodze
                >

                Ale wiesz dobrze, że takie przesądy istnieją. Wiesz, jak działają. Czyli masz
                już ten imprint, tyle że jednostkowo nie stosujesz się do niego, jesteś tak
                jakby "nosicielem", ale nie "chorą". Być może opowiesz o nich własnym dzieciom,
                a one być może (jeśli będą mniej silne niż ty, dostosują się do ogółu i wrócą
                do przestrzegania tych przesądów. Wiadomo, że każda czarownica, w tym niania
                Ogg, jest silniejsza od jakiś tam imprintów...
                ...ale jak czytałaś Świat Dysku, to właśnie "seria" o czarownicach doskonale
                pokazuje działanie memów - czarownice nie musza udowadniać, że są czarownicami,
                bo mem czarownictwa jest tak silnie zakorzeniony w Lancre, iż wystarczy mieć
                czarny, spiczasty kapelusz by BYĆ czarownicą.
                • gytha_ogg Re: skąd ten kult dziewictwa? 20.07.06, 16:19
                  p.s.j napisał:

                  > ad a) nie chodzilo mi o ustępowanie miejsca, ale o taki przesąd, że jak
                  kobieta
                  >
                  > ciężarna cię o coś poprosi, to odmówienie przyniesie _TOBIE_ pecha. Przy czym
                  > prośba o coś może być dowolnie irracjonalna, np. ciężarna poprosi cię, żebyś
                  > zaśpiewała.

                  szczerze mowiac - nigdy wczesniej o tym nie slyszalam... i tym sposobem Ty sam
                  stales sie aktywnym "roznosicielem" imprintow - wlasnie "zakaziles" kolejna
                  osobe, mnie :P ;))
                  • Gość: P.S.J. Re: skąd ten kult dziewictwa? IP: *.itpp.pl 21.07.06, 11:50
                    "lepszy imprintator, niż inseminator" - porzekadło ludowe z regionu Wolicy,
                    Wielkopolska, II poł. XIX wieku (za Oskarem Kolbergiem)
    • mandaryna65 to nie żaden kult, to chodzi o miłość 17.07.06, 19:19
      pewnych rzeczy nie można obejść. Są trudne , ale nikt nie powiedział ,że życie
      jest łatwe
      • gytha_ogg Re: to nie żaden kult, to chodzi o miłość 17.07.06, 19:23
        mandaryna65 napisała:

        > pewnych rzeczy nie można obejść. Są trudne , ale nikt nie powiedział ,że
        życie
        > jest łatwe
        >


        dla mnie za trudne - wytlumacz prosze, tak, zebym zrozumiala (jesli sama wiesz,
        o co chodzi) :)
        • mandaryna65 ja tak to widzę 17.07.06, 19:30

          >
          > dla mnie za trudne - wytlumacz prosze, tak, zebym zrozumiala (jesli sama wiesz,

          sprawy , które tu zostały poruszone należą do najprostszych pod słońcem. Chcesz
          być dziewicą czy prawiczkiem bo tak czujesz? Miej odwagę się tego trzymać!
          NIe chcesz, nie widzisz potrzeby? NIkt ci nie każe , ale błagam, nie dorabiaj do
          tego ideologii. Po co te słowa: kult, patriarchat, kościół etc...
          • gytha_ogg Re: ja tak to widzę 17.07.06, 19:47
            spoko, ale w tym topiku nie mowimy kazdy o sobie, tylko zastanawiamy sie, co
            moze kierowac ludzmi, ktorzy akurat tak, a nie inaczej czuja. wiec ja tez nie
            mowilam o sobie, bo co do siebie nie mam watpliwosci, ale probuje wglebic sie w
            zachowanie innych ludzi, odmienne od mojego.
    • jotkajot49 Re: skąd ten kult dziewictwa? 17.07.06, 20:00
      Tylko zapłodnienie w trakcie aktu defloracyjnego dawało gwarancję przekazania
      potomkom genów defloranta. W każdym innym wypadku istniała ( choćby teoretyczna )
      możliwość zebrania plonu, który zasiał ktoś inny.
      • yoma Re: skąd ten kult dziewictwa? 17.07.06, 22:52
        Oj, oj, nie do końca tak... :)
      • gytha_ogg Re: skąd ten kult dziewictwa? 17.07.06, 22:55
        jotkajot49 napisał:

        > Tylko zapłodnienie w trakcie aktu defloracyjnego dawało gwarancję przekazania
        > potomkom genów defloranta. W każdym innym wypadku istniała ( choćby
        teoretyczna
        > )
        > możliwość zebrania plonu, który zasiał ktoś inny.


        powiedzmy, ze to daje teoretycznie pewnosc co do pierwszego dziecka. i co z
        tego, skoro osemke nastepnych moze miec z listonoszem, czy tam kowalem etc.?


        • jotkajot49 Re: skąd ten kult dziewictwa? 18.07.06, 08:31
          Stąd uprzywilejowana, wśród rodzeństwa, pozycja pierworodnego.
    • taus Wynika to z 2 rzeczy 17.07.06, 22:58
      1. Stereotyp

      -Facet mający na koncie wiele podbojów miłosnych to wręcz bohater.

      -Kobieta mająca wielu facetów na koncie to k..., a z taka sie nie wiąże.

      2. Polacy naród romantyczny, no i każdy by sobie marzył, że ta pierwsza jedyna na zawsze :-)
      • dunajec1 Re: Wynika to z 2 rzeczy 17.07.06, 23:07
        Sw.Antoni,sw.Antoni do Ciebie modly dzis wznosze
        o taka nowa choc nylonowa ja Ciebie cnote dzis prosze.
        • taus Re: Wynika to z 2 rzeczy 18.07.06, 01:22
          haha xD
    • Gość: Izka Re: skąd ten kult dziewictwa? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.06, 01:06
      Bo dziewczyna jest jak puszka kakao. Fabrycznie zapieczętowana. A jakby
      konsument nabył taką puszkę i stwierdził, że jest już otwarta, to by się wkurzył
      i mógłby nawet zgłosić reklamację.
      Takiego oto merkantylnego porównania użył nasz ksiądz katecheta, by wyjaśnić
      istotę związku mężczyzny i kobiety.
      • agrest15 Re: skąd ten kult dziewictwa? 18.07.06, 01:48
        Juz byl tam jakis powod, ze natura te blone dziewicza zachowala.To po pierwsze,
        a po drugie, nie kazdy lubi uzywany towar.
        • renebenay Re: bzdury.. 18.07.06, 05:39
          Wasze odpowiedzi sa chore i nic wiecej.
          • Gość: Echo Madrosc wzajemnej spowiedzi IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 18.07.06, 06:28
            Tutaj nie tyle idzie o dziewictwo co zaufanie. Kobieta/mezczyzna ktorzy
            bardzo luzno traktowali seks w czasach przedmalzenskich, nie rokuja dobrze na
            malzenstwo.

            Sama blona dziewicza nie jest wazna jak podejscie do seksu jako bardzo powaznej
            sprawy w zwiazku dwojga ludzi. Jesli komus cos sie wydarzylo przed slubem to
            musi o tym uczciwie powiedziec drugiej stronie. Zalecam pelna wzajemna spowiedz
            nawet jesli to moze prowadzic do zerwania. Lepsze to niz pozniejsze kiszenie sie
            w nieudanym zwiazku. Najczesciej prowadzi do czegos na odwrot: wzajemnego
            zaufania. Jesli ktos nie dorosl do bardzo glebokich wyznan na intymne tematy,
            ten nie dorosl do malzenstwa.
            • vivian.darkbloom brak dziewictwa a lużny stosunek do seksu 18.07.06, 08:19
              tylko, że brak dziewictwa nie oznacza koniecznie lużnego stosunku do seksu.
              jeśli dziewczyna czy chłopak mają przed tobą np. jednego partnera to nie można
              mówić lużnym stosunku. (ale co do tego, ze bardzo lużny stosunek moze żle
              rokowac małżenstwu to się z toba zgodzę) a odnosze wrażenie, że wielu ludzi nie
              dostrzega tej ciagłości i dla nich istnieją tylko dziewice albo rozpustnice.
              • Gość: Echo Re: brak dziewictwa a lużny stosunek do seksu IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 18.07.06, 08:33
                Zycie z kims przed slubem niekoniecznie musi oznaczac "luznego stosunku".
                Jednak jest to luzniejszy stosunek niz wstrzemiezliwosc seksualna. Wiem ze
                ludzie latwiej akceptuja jesli komus "sie zdarzylo" niz jezeli osoba zyla
                systematycznie w nieformalnym zwiazku a potem chce z innym formalny. Jesli
                nieformalny zwiazek nie doprowadzil do slubu, to mozna zapytac czy formalny
                zwiazek nie doprowadzi do rozwodu. Chodzi o to zeby drugiej osoby nie traktowac
                jak zabawki tylko jak Osobe. Seks to bardzo powazna sprawa i nie mozna go
                traktowac jako rozrywki towarzyskiej.
                • vivian.darkbloom co ma jedno do drugiego? 18.07.06, 14:11
                  "Jesli nieformalny zwiazek nie doprowadzil do slubu, to mozna zapytac czy formalny
                  zwiazek nie doprowadzi do rozwodu." nie widzę tu żadnego związku. równie dobrze
                  o rozpad zwiazku nieformalnego moze spowodować ta druga osoba. zerwanie moze by
                  wynikiem bardzo konkretnego problemu - np. niezgodności charakterów, innych
                  pogladów, zdrady etc. etc. a nie z jakiejs ogólnej nieumiejetnosci budowania
                  trwałych relacji.
                  druga osobę można traktować jak zabawke równie dobrze w małżeństwie jak związku
                  nieformalnym. to, ze ktoś przed ślubem miał innych partnerow też nie oznacza, ze
                  traktuje seks jak rozrywkę towarzyską.
                  • Gość: Echo Nie ma jesli ktos zerwal z przeszloscia IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 18.07.06, 17:55
                    I to zdecydowanie. Jesli malzonek dalej mysli ze kohabitacja byla
                    rownie dobra jak malzenstwo albo jak 0golone_jajka ze malzenstwo
                    malzenstwem ale warto sobie cos urozmaicic po boku, to to jest
                    prosta droga do katastrofy ktora nastapi wczesniej czy pozniej.
                    Znam tylko jednen zwiazek (gejow), ktorzy uwazaja ze od czasu do
                    czasu mozna sobie pobaraszkowac. Oczywiscie taki zwiazek jest typowym
                    wygodnictwem dla alimentow za aplazje oodbytnicy i niczym wiecej.
                    W malzenstwach mowimy o prokreacji i wychowaniu dzieci, poswieceniu, wzorcach
                    moralnych etc. Dlatego zrownywanie malzenstwa ze zwiazkami typu czterech
                    pancernych i pies, albo dwie lesbijki i pies, jest patologicznym
                    nieporozumieniem forsowanym przez postempackie kregi.
      • vivian.darkbloom jak się oskarzy Kościół o seksizm.... 18.07.06, 13:40
        ...to podnosi się wrzask oburzenia. ale puszka z kakao mówi sama za siebie jak
        przemdiotowo księża postrzegają kobiety.
        abstrahując od tego jak obrażliwe i prostackie jest to porównanie jest on także
        nieadekwatne. bo trudno znależc jakąś korzyść z nabycia otawrtej puszki kakao,
        a kobieta która nie jest już dziewicą moze być lepszą kochanką ze wzgledu na
        swoje doswiadczenie więc plusy są.
        • Gość: Echo Re: jak się oskarzy Kościół o seksizm.... IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 18.07.06, 17:59
          > ...to podnosi się wrzask oburzenia. ale puszka z kakao mówi sama za siebie jak
          > przemdiotowo księża postrzegają kobiety.

          MOzliwe ze niektorzy ksieza czy katolicy maja tendencje do splycania.
          Ale to nie jest stanowisko Kosciola wiec nie wiem o czym piszesz...

          Poczytaj ile razy papieze pisali w encyklikach o puszce kakao.
          • gytha_ogg Re: jak się oskarzy Kościół o seksizm.... 19.07.06, 20:08
            Gość portalu: Echo napisał(a):
            >
            > Poczytaj ile razy papieze pisali w encyklikach o puszce kakao.

            no tak, w encyklice nie przeszedlby taki kawalek z grubej rury - tam nalezy to
            opakowac w wykwintne slowka i wyszukane brzmienie, co nie oznacza, ze sens jest
            inny....
      • gytha_ogg Re: skąd ten kult dziewictwa? 18.07.06, 17:11
        Gość portalu: Izka napisał(a):

        > Bo dziewczyna jest jak puszka kakao. Fabrycznie zapieczętowana. A jakby
        > konsument nabył taką puszkę i stwierdził, że jest już otwarta, to by się
        wkurzy
        > ł
        > i mógłby nawet zgłosić reklamację.
        > Takiego oto merkantylnego porównania użył nasz ksiądz katecheta, by wyjaśnić
        > istotę związku mężczyzny i kobiety.


        rety... kiedy zaczelam czytac tego posta, pomyslalam sobie, ze dobitnie i
        trafnie ujelas istote problemu, jak przedmiotowo traktowana jest kobieta
        poprzez takie myslenie.. ale gdy doszlam do koncowki, w ktorej okazalo sie, ze
        tak mowil jakis ksiadz na powaznie, to mi szczeka opadla o_O
        • Gość: sabinka Re: skąd ten kult dziewictwa? IP: 83.168.96.* 19.07.06, 20:41
          gytha_ogg napisała:
          > rety... kiedy zaczelam czytac tego posta, pomyslalam sobie, ze dobitnie i
          > trafnie ujelas istote problemu, jak przedmiotowo traktowana jest kobieta
          > poprzez takie myslenie.. ale gdy doszlam do koncowki, w ktorej okazalo sie,ze
          > tak mowil jakis ksiadz na powaznie, to mi szczeka opadla

          0, kurczę, i nie mam możliwości by sprawdzić czy ukochany jako buteka koniaku
          był już napoczęty.
    • Gość: Matylda Re: skąd ten kult dziewictwa? IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.06, 10:40
      Czy jest różnica między dziewczyną, która przed ślubem miała jednego partnera a
      taką, która miała ich...powiedzmy dwudziestu?
      • Gość: kaczm77 Oczywiscie. IP: *.gazownia.pl 18.07.06, 13:56
        oczywiscie.

        Dziwne zadajesz pytanie...
        Ta powyzsza odpowiedz wyplynie akurat i z ust liberalow i z ust konserwatystow.

        OCZYWISCIE ze jest róznica.

        <>^<
      • vivian.darkbloom pewnie, ze jest rożnica 18.07.06, 14:06
        ...ale kult dziewictwa aż do ślubu tę różnicę unieważnia, dzieląc kobiety tylko
        na dziewice i nie-dziewice (te drugie godne potępienia) mimo, że wśrod
        nie-dziewic są kobiety, które miały powiedzmy 2, 4 albo 7 partnerów i takie
        które miały ich kilkunastu albo i kilkudzisięciu.
        • Gość: wredna_jedza Re: pewnie, ze jest rożnica IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.06, 14:32
          Jeden partner wcześniej, a teraz ślub z drugim...
          A sytuacja gdy wcześniej było 7 partnerów...
          Chyba o takiej różnicy mówimy...
    • Gość: wredna_jedza chyba męski szowinizm... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.06, 11:46
      To raczej bierze sie z tego, że facet, poślubiając dziewice, jest pewien, że
      jest "pierwszy"...
      Tak to do końca życia nie wie, ilu facetów jego kobitka miała przed nim...
      • wdakra Re: chyba męski szowinizm... 18.07.06, 14:48
        Gość portalu: wredna_jedza napisał(a):

        > To raczej bierze sie z tego, że facet, poślubiając dziewice, jest pewien, że
        > jest "pierwszy"...

        Taaa... Tylko owa "pewność", że poślubił dziewicę może być fałszywa.
        Pewna prostytutka twierdziła, że są dwa sposoby na złapanie męża - na dziecko i
        na św. Cecylię (czyli dziewicę). Ten drugi jest mniej ryzykowny i
        skuteczniejszy. Panie wiadomej profesji mają swoje sposoby, żeby facet dał się
        nabrać na ich "dziewictwo". :)))
        • Gość: wredna_jedza Re: chyba męski szowinizm... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.06, 15:02
          Da sie złapać jak sam jest prawiczkiem :)))))
          Poza defloracją są jeszcze inne reakcje podczas aktu płciowego, a te są zupełnie
          różne u kobiety, która robi to "pierwszy raz", i u doświadczonej :D
          • billy.the.kid Re: chyba męski szowinizm... 18.07.06, 17:05
            spotkały sie dwie dawne przyjaciołki-
            co słychać?
            - a wiesz wyszłam za mąż. i nie żałuję tego kroku.
            -patrz, a ja tego kroku nie żałuję i jeszcze za mąż niewyszłam.
    • gepe Re: skąd ten kult dziewictwa? 18.07.06, 19:05
      Kult dziewictwa?
      Mnie się wydaje, że obecnie mamy raczej do czynienia z czymś wręcz odwrotnym. Im
      dziewczę czy chłopię bardziej 'doświadczone' tym lepsze.
      A szkoda, kurde... to wszystko trochę na głowie stoi.

      Szkoda, że czystość przedmałżeńska została tak mocno zdewaluowana. Szkoda, że
      nie zwraca się na to już takiej uwagi. Szkoda, że sama instytucja małżeństwa i
      rodziny jest coraz mniej poważana.

      Moja teoria jest taka, że 'próbowanie', 'nabywanie doświadczenia' w dziedzinie
      seksu jest po prostu pójściem na łatwiznę. Że niby nie da się 'wytrzymać'.
      Wszystko dookoła (media) utwierdza w przekonaniu, że takie postępowanie jest
      pożądane, wręcz jest nieuniknione (szczególnie teraz, w czasie wakacji).
      A już do szału doprowadza mnie tłumaczenie, że jest to sprawdzenie, czy później
      w ewentualnym (!) małżeństwie będzie OK. Tzn., że jak nie będzie, to całą miłość
      licho w kąt bierze? Tzn., że seks od miłości ważniejszy? Nie dorosło to ani do
      małżeństwa ani do seksu.
      Ciekawe jest to, że sporo chłopaków z jednej strony lubi sobie 'popróbować', ale
      z drugiej strony od swoich wybranek wymaga czystości. Moralność Kalego tak trochę...
      Vivian - spójrz na temat trochę inaczej. Napisałaś:
      > wydaje mi się, że jak się kogoś kocha to fakt czy dana osoba jest
      dziewicą/prawiczkiem nie powinien mieć znaczenia.<
      ... i masz rację.
      ... ale jeśli _ja_ kogoś kocham (nie: wydaje mi się, że kocham), to chcę mu dać
      _wszystko_ co mam. Dla tego ukochanego / ukochanej trzymam to, co wydaje mi się
      najcenniejsze, najczystsze, najpierwsze. Ten / ta, kogo kocham ma być pierwszym
      i jedynym. Inaczej całą tę miłość między bajki. I teraz to już ma znaczenie.
      Pytanie jeszcze, co kto uważa za najcenniejsze....
      Oczywiście, można popełnić błąd. Jesteśmy ludźmi. Ale zupełnie inaczej w oczach
      partnera (i w sumieniu) wygląda sprawa, kiedy się zrobiło błąd i się tego
      żałuje, niż, kiedy się _zakłada_, że się będzie błądziło. Partner - jesli kocha
      - powinien być zdolny w swej miłości błędy wybaczyć. Ale czy bezczelność także?

      pozdrawiam - gepe
      • vivian.darkbloom Re: skąd ten kult dziewictwa? 18.07.06, 21:23
        "do szału doprowadza mnie tłumaczenie, że jest to sprawdzenie, czy później
        w ewentualnym (!) małżeństwie będzie OK. Tzn., że jak nie będzie, to całą miłość
        licho w kąt bierze? Tzn., że seks od miłości ważniejszy?" ja się nie spotkałam z
        twierdzeniem, że udany seks gwarantuje udane małżeństwo -zwolennikom
        "próbowania" chodzi o to, że seks nieudany z bardzo dużym prawdopodobieństwem
        prowadzi do nieudanego małzeństwa. jeśli dla obu stron seks nie jest ważny to
        nie ma problemu kryzysu czy rozpadu małżeństwa - problem się pojawia gdy dla
        jednej jest wazny a dla drugiej nie.
        posatwa "daje wszytsko" jakos mnie odstrecza - czlowiek nie moze roztapiać sie w
        partnerze, ma prawo do zainteresowań ktorych z nim nie dzieli, do własnych
        przyjaciół, do róznicy poglądów, do pry
        • gepe Re: skąd ten kult dziewictwa? 18.07.06, 21:52
          vivian.darkbloom napisała:

          > ja się nie spotkałam
          > z
          > twierdzeniem, że udany seks gwarantuje udane małżeństwo -zwolennikom
          > "próbowania" chodzi o to, że seks nieudany z bardzo dużym prawdopodobieństwem
          > prowadzi do nieudanego małzeństwa. jeśli dla obu stron seks nie jest ważny to
          > nie ma problemu kryzysu czy rozpadu małżeństwa - problem się pojawia gdy dla
          > jednej jest wazny a dla drugiej nie.
          > posatwa "daje wszytsko" jakos mnie odstrecza - czlowiek nie moze roztapiać sie
          > w
          > partnerze, ma prawo do zainteresowań ktorych z nim nie dzieli, do własnych
          > przyjaciół, do róznicy poglądów, do pry


          • gepe Re: skąd ten kult dziewictwa? 18.07.06, 22:21
            gepe napisał:

            > vivian.darkbloom napisała:
            >
            > > ja się nie spotkałam
            > > z
            > > twierdzeniem, że udany seks gwarantuje udane małżeństwo -zwolennikom
            > > "próbowania" chodzi o to, że seks nieudany z bardzo dużym prawdopodobieńs
            > twem
            > > prowadzi do nieudanego małzeństwa. jeśli dla obu stron seks nie jest ważn
            > y to
            > > nie ma problemu kryzysu czy rozpadu małżeństwa - problem się pojawia gdy
            > dla
            > > jednej jest wazny a dla drugiej nie.
            > > posatwa "daje wszytsko" jakos mnie odstrecza - czlowiek nie moze roztapia
            > ć sie
            > > w
            > > partnerze, ma prawo do zainteresowań ktorych z nim nie dzieli, do własnyc
            > h
            > > przyjaciół, do róznicy poglądów, do pry
            >
            ... i się coś naknociło i Tobie - bo się ucięło, i mnie, bo nic nie wysłało :(

            OK.
            Jasne, zapewne nie ma żadnej gwarancji w sprawie o której piszesz. Ja się też
            takim - poważnym - twierdzeniem nie spotkałem. Możemy mówić jedynie o
            prawdopodobieństwie.
            Sądzę, że zwolennicy 'próbowania' tkwią w poważnym błędzie. Zakładają bowiem, że
            nieudany seks może zniszczyć uczucie miłości.
            Ale co to jest 'nieudany seks'? Przeciez seksu jest tyle wariantów, że chyba
            niepodobnym jest, że nie uda się 'dobrać' czegoś odpowiedniego. Natomiast
            negatywne nastawienie partnera do seksu (co faktycznie może być przyczyną
            kłopotów) da się na kilometr wyczuć bez 'próbowania'. Poza tym mówimy tu o
            planowaniu związku. Zakładamy dobrą wolę obu stron, wzajemną komunikację i
            szczerość. Takie sprawy się wyjaśnia a nie próbuje. Jeśli przed zawarciem
            związku wiem, jak partner podchodzi do seksu, to mogę odpowiednio postąpić. Nie
            zapominajmy, że w związku małżeńskim pożycie należy do kategorii obowiązków,
            więc warto sprawę poważnie omówić.
            Druga sprawa: uważam znowu, że masz rację, tyle, że na sprawę warto spojrzeć
            także z drugiej strony. Jeśli już na początku będziemy zakładać, że istnieją w
            związku sfery 'prywatne', to prędzej czy później doprowadzi to do kwasów, choćby
            i niewypowiedzianych.
            Sądzę, że lepsza - choć trudniejsza w realizacji - jest postawa dawania
            'wszystkiego'. Z takiej pozycji darowanie partnerowi prawa do prywatności
            (obopólne!) wygląda zupełnie inaczej niż 'rezerwacja' takiegoż samemu sobie.
            Trzeba ją także umieć przyjąć, ale to już inna sprawa.
            Może to trochę naiwnie wygląda, ale tak wygląda miłość (agape, nie eros) niejako
            z definicji.

            pozdrawiam - gepe
            • kaczm77 w swiecie totalnych egoistow ciezko.... 19.07.06, 07:35
              ... znalezc osobe ktora ma tak rozsądne patrzenie jak Ty.

              Dzis kult "nie-dziewictwa" to tylko jeden z symptomów egocentryzmu, jaki rozwija
              sie w spoleczenstwie a co najdobitniej widac u dzieci i w zachowaniu młodzieży.

              Ja, Mnie, Tu, Teraz, Za Darmo, Bez wysiłku, Powszechny Hedonizm na każdym kroku.
              Społeczeństwo Fast-Fooda....

              A prawda jest trudna, jezeli coś nic Cię nie kosztuje, to też NIC nie bedzie dla
              ciebie warte. Tak seks, tak wierność, tak miłosć, tak DVD.

              To ostatnie to chyba najbardziej dziś ludzi kosztuje...i najbardziej doceniaja ;/

              pozdrawiam.
              <>^<
              • blondgirl Re: w swiecie totalnych egoistow ciezko.... 19.07.06, 11:36
                Wśród moich koleżanek są i takie, które czekały z tym do ślubu i takie, które
                miały kilku partneróe zanim trafiły na tego właściwego.

                Co zastanawiające, te pierwsze be przerwy zastanawiają się jak by to było z
                kimś innym, nowym. Chciałyby zaznać czegoś nowego, innego... Poza tym mąż nie
                zawsze je satysfakcjonuje. I jak same mówią trochę tego żałują, że nie poznały
                męża w tej sferze jeszcze przed ślubem.

                Z kolei te drugie nawet nie myślą ozdradzie, bo wiedzą, że zbyt dużo mogą
                stracić...
                • gepe Re: w swiecie totalnych egoistow ciezko.... 19.07.06, 18:15
                  Witaj,
                  Znaczy - jeśli myślisz, że małżonkowie, którzy czekali z seksem do ślubu są
                  wolni od pokus dnia codziennego, to raczej nie jest to prawdą. Może gdzieś by
                  się i tacy uchowali, ale... :)

                  Wstrzemięźliwość przed ślubem nie jest 'polisą ubezpieczeniową' na całe życie.
                  Zawsze mówiłem, że to, że jestem na diecie, to jeszcze nie znaczy, że nie mogę
                  zajrzeć w kartę dań ;)

                  Ale tylko zajrzeć. Zamówienie czegokolwiek jest równoznaczne ze zdradą. I jestem
                  skłonny sądzić, że fakt iż zarówno ja jak i partner był w stanie dotrzymać
                  wierności przed, to będzie w stanie także i po. Nie mówię o pewności, lecz o
                  prawdopodobieństwie. Ale to i tak moim zdaniem dużo, jeśli mówimy o grupie ludzi
                  wielkości społeczeństwa.

                  To nie jest tak, że jak już dochowalismy tej przedślubnej wierności, to dalej
                  musi być OK (w domyśle: zasłużyliśmy, żeby było OK). Figa. Związek opiera się na
                  ciągłej pracy nad sobą, nad tymże związkiem, w szczególności także nad seksem.
                  Rutyna zabija, rodzi nudę i zniechęcenie, a to z kolei skłania naturalną koleją
                  rzeczy do poszukiwań wrażeń na zewnątrz. Obowiązkiem obojga stron jest dbać o
                  to, by pożycie było atrakcyjne. Jeśli facetowi rośnie brzuch, bo o siebie nie
                  dba i staje się tym samym dla partnerki mało atrakcyjny, to znaczy
                  prawdopodobnie, że nie rozumie (a być może nigdy nie rozumiał) jej potrzeb.
                  Trzeba rozmawiać i podjąć stosowne działania, żeby mechanizm pożądania znów
                  zaczął działać prawidłowo.

                  Głowę daję, że takie sytuacje zdarzają się w obu wymienionych przez Ciebie
                  grupach koleżanek.
                  Cały mechanizm małżeństwa opierać się musi na wzajemnym zaufaniu. To zaufanie
                  zaczyna się już przed ślubem a dziewictwo może (może!) być sporym posagiem. To
                  przed ślubem musimy zweryfikować, czy partner jest godzien mojego zaufania i czy
                  ja jestem godzien zaufania partnera. Z partnerem godnym zaufania można wyjaśnić
                  wszystko, co leży na wątrobie.

                  Pewnie, że życie jest brutalne i najczęściej ono dokonuje swojej włanej
                  weryfikacji. Ale trudniej mu zweryfikować negatywnie związek oparty na solidnych
                  podstawach.

                  Tak sobie pofilozofowałem :)
                  pozdrawiam - gepe
              • gepe Re: w swiecie totalnych egoistow ciezko.... 19.07.06, 18:32
                kaczm77 napisał:

                > ... znalezc osobe ktora ma tak rozsądne patrzenie jak Ty.
                >
                > Dzis kult "nie-dziewictwa" to tylko jeden z symptomów egocentryzmu, jaki rozwij
                > a
                > sie w spoleczenstwie a co najdobitniej widac u dzieci i w zachowaniu młodzieży.
                >
                > Ja, Mnie, Tu, Teraz, Za Darmo, Bez wysiłku, Powszechny Hedonizm na każdym kroku
                > .
                > Społeczeństwo Fast-Fooda....
                >
                > A prawda jest trudna, jezeli coś nic Cię nie kosztuje, to też NIC nie bedzie dl
                > a
                > ciebie warte. Tak seks, tak wierność, tak miłosć, tak DVD.
                >
                > To ostatnie to chyba najbardziej dziś ludzi kosztuje...i najbardziej doceniaja
                > ;/
                >
                > pozdrawiam.
                > <>^<

                Dzięki za wsparcie, fajnie mieć przy sobie druha :)

                Ja wiem, czy to jest egoizm? Może i tak, ale skąd on się bierze? Uważam, że z
                niewiedzy. Niewiedzy, a może niewiary, że coś jest możliwe. Że wysiłek się
                opłaca. I że w ostatecznym rachunku nie o słodkie idee idzie tylko o twardy biznes.
                Wysiłek się opłaca. Mądry wysiłek.

                pozdrawiam - gepe
              • vivian.darkbloom gdzie tu egoizm? 20.07.06, 15:25
                gdzie tu widzisz egoizm? o egoizmie w seksie mozna mówić wtedy gdy komuś zależy
                tylko na własnej przyjemności i nie troszczy się o przyjemność partnera - a coś
                takiego moze zdarzyć się zarówno poza małżeństwem jak i w małżeństwie.
                • gepe Re: gdzie tu egoizm? 20.07.06, 19:02
                  vivian.darkbloom napisała:

                  > gdzie tu widzisz egoizm? o egoizmie w seksie mozna mówić wtedy gdy komuś zależy
                  > tylko na własnej przyjemności i nie troszczy się o przyjemność partnera - a coś
                  > takiego moze zdarzyć się zarówno poza małżeństwem jak i w małżeństwie.

                  Nie jestem pewien, czy to było do mnie, trochę się zgubiłem... :)

                  gepe
                  • vivian.darkbloom Re: gdzie tu egoizm? 20.07.06, 19:41
                    nie, to do kaczm77, który zaczął ten wątek z egoizmem.
            • vivian.darkbloom nieudany seks 20.07.06, 15:21
              nie byłabym taka pewna czy zawsze z góry da się okreslic negatywne nastawienie
              do seksu. często ta osoba może sama nie wiedzieć, jakie ma potrzeby seksualne.
              Czy osoba, ktora np. nigdy nie próbował grac w siatkówkę, jeżdzić na nartach,
              grać w kręgle etc. jest w stanie z góry wydedukowac jak bardzo będzie to lubić,
              jak często będzie mieć ochotę uprawiać te sporty etc.? z seksem może byc
              podobnie - jedna osoba moze potrzbebowac seksu codziennie druga raz na tydzień,
              jedna będzie lubic eksperymenty druga nie. jeśli spotkają sie całkiem rózne
              temperamenty to nie wiem czy wszystko uda sie zgrać.
              • gepe Re: nieudany seks 20.07.06, 18:59
                vivian.darkbloom napisała:

                > nie byłabym taka pewna czy zawsze z góry da się okreslic negatywne nastawienie
                > do seksu. często ta osoba może sama nie wiedzieć, jakie ma potrzeby seksualne.
                > Czy osoba, ktora np. nigdy nie próbował grac w siatkówkę, jeżdzić na nartach,
                > grać w kręgle etc. jest w stanie z góry wydedukowac jak bardzo będzie to lubić,
                > jak często będzie mieć ochotę uprawiać te sporty etc.? z seksem może byc
                > podobnie - jedna osoba moze potrzbebowac seksu codziennie druga raz na tydzień,
                > jedna będzie lubic eksperymenty druga nie. jeśli spotkają sie całkiem rózne
                > temperamenty to nie wiem czy wszystko uda sie zgrać.

                Nie ma się co oszukiwać: pewności nie będzie. Tym bardziej, że o ile wiem,
                upodobania, temperament zmieniają się w czasie, a nawet chęci są funkcją tylu
                różnych czynników obiektywnych i nieobiektywnych, że w zasadzie żadne
                eksperymenty nie są w stanie ich objąć.
                W eksperymentach nic nie ustalisz, może co najwyżej tyle, że w danej chwili jest
                Wam fajnie i że w danej chwili lubicie (albo nie lubicie) taką a taką pozycję,
                takie a takie akcesoria etc. A za pięć miesięcy, pięć lat lub w dowolnym innym
                terminie może być już zupełnie inaczej.
                Krótko mówiąc seks przedmałżeński jako tester jest obarczony tak dużym błędem,
                że nie wierzyłbym mu ani na jotę.

                Partnera przyjmuje się z całym 'dobrodziejstwem inwentarza', z zaletami i wadami
                - i później się nad tym wszystkim znojnie pracuje. Wspólnie. Nikt nie obiecuje,
                że będzie łatwo.
                Dużo istotniejsze wydaje mi się rozeznanie przed zawarciem związku, czy partner
                jest skłonny do kompromisu, czy potrafi rozmawiać, czy każde 'nie' rodzi
                konflikt... to wszystko ma później dużo większy wpływ na relacje erotyczne niż
                to, czy lubi / nie lubi np. zakładać kajdanki.
                Nie jestem biegły w psychologii, ale z doświadczenia mogę powiedzieć, że wiele
                zachowań seksualnych można po prostu wypracować (kto powiedział, że cały
                repertuar trzeba zużyć od razu na poczatku?) i że większość rzeczy można
                uzgodnić. Pod warunkiem, że sobie ufamy, czujemy się bezpiecznie, potrafimy o
                tym rozmawiać i ... jesteśmy sprawni fizycznie na tyle, by swe fantazje
                realizować ;)

                Ale od rozmowy się zaczyna. Komunikacja jest podstawą sprawnych relacji.
                Myślę, że 'niedopasowanie seksualne' jest jakimś mitem, który wynika z rzeczy
                bardziej podstawowych, o których wyżej. Jasne, zawsze może się zdarzyć, że
                rzeczywiście jakaś rzecz tragicznie nie zagra. Ale śmiem sądzić, ze będzie to
                wyjątek raczej niż reguła.

                pozdrawiam - gepe
      • gytha_ogg co do tego calego "sprawdzania" 19.07.06, 20:26
        > A już do szału doprowadza mnie tłumaczenie, że jest to sprawdzenie, czy
        później
        > w ewentualnym (!) małżeństwie będzie OK. Tzn., że jak nie będzie, to całą
        miłoś
        > ć
        > licho w kąt bierze?

        zgadzam sie w 100%, ze takie "tlumaczenie", o ile w ogole sie zdarza (bo w
        praktyce sie nie spotkalam, pojawia sie chyba glownie w akademickich
        dyskusjach) jest o kant rozbic.

        dla normalnych, kochajacych sie ludzi, seks przed slubem to nie jest "proba",
        przed "premiera" , ktora mialaby nastapic po slubie :/ co to w ogole za
        podejscie?? dla pary kochajacych sie ludzi nie ma znaczenia zaden kawalek
        papieru, na ktorym ktos zapisal, ze sa mezem i zona. nie ma podzialu na "przed"
        i "po" slubie, bo przez caly czas SĄ ze soba, przed, tak samo, jak i po. slub
        to tylko formalnosc, akt prawny. prawdziwa milosc jest ponad takie przyziemne
        sprawy, jak papierki, formalnosci... :)
        • gepe Re: co do tego calego "sprawdzania" 19.07.06, 22:01
          gytha_ogg napisała:


          > zgadzam sie w 100%, ze takie "tlumaczenie", o ile w ogole sie zdarza (bo w
          > praktyce sie nie spotkalam, pojawia sie chyba glownie w akademickich
          > dyskusjach) jest o kant rozbic.
          >
          > dla normalnych, kochajacych sie ludzi, seks przed slubem to nie jest "proba",
          > przed "premiera" , ktora mialaby nastapic po slubie :/ co to w ogole za
          > podejscie?? dla pary kochajacych sie ludzi nie ma znaczenia zaden kawalek
          > papieru, na ktorym ktos zapisal, ze sa mezem i zona. nie ma podzialu na "przed"
          >
          > i "po" slubie, bo przez caly czas SĄ ze soba, przed, tak samo, jak i po. slub
          > to tylko formalnosc, akt prawny. prawdziwa milosc jest ponad takie przyziemne
          > sprawy, jak papierki, formalnosci... :)


          Ano - ja się spotkałem z takim tłumaczeniem wiele razy, nawet chyba gdzieś na
          forum było.

          A co do meritum, to ja uważam (będąc mam nadzieję normalnym człowiekiem), że
          "dla normalnych, kochajacych sie ludzi, seks przed slubem to nie jest "proba",
          przed "premiera" ", bo dla "normalnych, kochajacych sie ludzi" wogóle czegoś
          takiego jak seks przedmałżeński nie ma. Być nie powinno w każdym razie.

          No i dla mnie jednak ślub ma znaczenie wręcz fundamentane, ale nie ze względu na
          akt prawny (choć jest to coś ważnego ze względów społecznych) lecz ze względów
          sakramentalnych. Ale to już inna bajka :)

          Pozdrawiam - gepe
          • gytha_ogg Re: co do tego calego "sprawdzania" 20.07.06, 16:16
            gepe napisał:

            > bo dla "normalnych, kochajacych sie ludzi" wogóle czegoś
            > takiego jak seks przedmałżeński nie ma. Być nie powinno w każdym razie.


            och, nie uogolniaj. powiniens napisac: dla normalnych, kochajacych sie
            CHRZESCIJAN, bo nie kazdy czlowiek uwaza slub, za jakis tam sakrament, wierz
            mi. dla ludzi niewierzacych jest to tylko akt prawny.
            szanuje cudze odczucia religijne, ale zasada, mowiaca o tym, ze seks przed
            zawarciem malzenstwa jest czyms zlym jest tylko i wylacznie zasada religijna,
            taka sama, jak niejedzenie wieprzowiny u muzulmanow, czy ich modlenie sie 5
            razy dziennie. w obiektywnym, pozareligijnym sensie nie ma nic zlego w
            uprawianiu seksu pomiedzy kochajacymi sie ludzmi, wiec bardzo prosze ludzi
            wierzacych, aby nie uwazali, ze ich prywatne, religijne zasady sa uniwersalne i
            nie oczekiwali, ze przez wszystkich beda uwazane za rozsadne :) ja np. nie
            widze zadnego sensu w powstrzymywaniu sie od seksu, tak jak nie widze sensu w
            powstrzymywaniu sie od jedzenia miesa w piatek, ktory jest dla mnie takim samym
            dniem, jak pozostale.
            • vivian.darkbloom słuszna uwaga 20.07.06, 17:05
              no właśnie - czemu przeciwnicy seksu przedmałżeńskiego nie napisza wprost, ze
              ich sprzeciw wynika ze względów religijnych? podobnie bywa z naturalnymi
              metodami antykoncepcji - zamiast uczciwie stwierdzić, ze to kwestia dogmatu
              religijnego próbuje się racjonalizować i nadac zakazom takim jak zakaz seksu
              przedmałżeńskiego charakter uniwersalnego dobrodziejstwa.
              • gepe Re: gytha_ogg; vivian.darkbloom; 20.07.06, 20:29
                gytha_ogg napisała:

                och, nie uogolniaj. powiniens napisac: dla normalnych, kochajacych sie
                CHRZESCIJAN, bo nie kazdy czlowiek uwaza slub, za jakis tam sakrament, wierz
                mi. dla ludzi niewierzacych jest to tylko akt prawny.
                szanuje cudze odczucia religijne, ale zasada, mowiaca o tym, ze seks przed
                zawarciem malzenstwa jest czyms zlym jest tylko i wylacznie zasada religijna,
                taka sama, jak niejedzenie wieprzowiny u muzulmanow, czy ich modlenie sie 5
                razy dziennie. w obiektywnym, pozareligijnym sensie nie ma nic zlego w
                uprawianiu seksu pomiedzy kochajacymi sie ludzmi, wiec bardzo prosze ludzi
                wierzacych, aby nie uwazali, ze ich prywatne, religijne zasady sa uniwersalne i
                nie oczekiwali, ze przez wszystkich beda uwazane za rozsadne :) ja np. nie
                widze zadnego sensu w powstrzymywaniu sie od seksu, tak jak nie widze sensu w
                powstrzymywaniu sie od jedzenia miesa w piatek, ktory jest dla mnie takim samym
                dniem, jak pozostale.

                vivian.darkbloom napisała:

                > no właśnie - czemu przeciwnicy seksu przedmałżeńskiego nie napisza wprost, ze
                > ich sprzeciw wynika ze względów religijnych? podobnie bywa z naturalnymi
                > metodami antykoncepcji - zamiast uczciwie stwierdzić, ze to kwestia dogmatu
                > religijnego próbuje się racjonalizować i nadac zakazom takim jak zakaz seksu
                > przedmałżeńskiego charakter uniwersalnego dobrodziejstwa.

                Pozwolicie, że odpowiem łącznie na oba posty?

                Zasady religijne mają bardzo różne podłoża, niektóre bardzo głęboko osadzone w
                historii, psychologii, socjologii, czyli ogólnie mówiąc kulturze i tradycji -
                nie mam niestety wystarczających kompetencji by wgłębiać się w to na tyle, by
                cokolwiek wyjaśniać. Sa tu na pewno ludzie mądrzejsi ode mnie, którzy mogę się
                wypowiedzieć. Zawsze można też sięgnąć do literatury, byle solidnej. Fachowa
                literatura pochodzenia religijnego (naukowa) także wbrew pozorom nie parzy :)
                Ale z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę założyć, że większość (o ile nie
                wszystkie) owych zasad ma swoje uzasadnienie pozareligijne. Być może któreś z
                nich (tych uzasadnień) straciły na aktualności, inne być może zyskały jakieś
                bardziej współczesne podparcie, ale na pewno nie jest tak, jak niektórzy sądzą,
                ze jakaś tam zasada istnieje tak sobie, bo 'papież napisał' czy coś równie
                niemądrego.

                Reasumując - zasady, które obowiązują w świecie danej religii pochodzą zazwyczaj
                od dużo bardziej przyziemnych przyczyn i w nich mają swoje uzasadnienie. Dlatego
                sprzeciw 'ze względów religijnych' wynika (zgoda, że często nieświadomie -
                kwestia niewiedzy, ignorancji) ze względów uniwersalnych.

                Tak więc, to nie było z mojej strony uogólnienie. Napisałem 'dla normalnych,
                kochających się ludzi', bo tak uważam. Przepraszam, jesli to sformuowanie kogoś
                uraziło.

                A teraz - dlaczego tak uważam, postaram się pominąć 'względy religijne'.
                Podejmując współżycie płciowe musimy (no, niestety, jeśli jesteśmy
                odpowiedzialni, to musimy) być przygotowani na jego konsekwencje. Nie muszą się
                przydarzyć, ale mogą, życie to pokazuje. Jedną z poważniejszych konsekwencji
                jest poczęcie dziecka.
                Żeby móc przyjąć dziecko trzeba być zabezpieczonym zarówno materialnie (choćby
                na podstawowym poziomie), jak i społecznie, a dobrze byłoby także i duchowo.
                Otóż takie warunki w naszej kulturze pojawiają się z reguły w rodzinie i to nie
                od razu, często gęsto to magiczne dziewięć miesięcy nie jest czasem
                dostatecznym. (Tak, wiem, są takie rodziny i to wcale niemało, że może lepiej,
                żeby ich nie było; możliwe, ze spora ich ilość jest skutkiem niedostatecznego
                'rozpracowania partnera' i to wcale nie w dziedzinie seksu).
                Konsekwencją 'wpadki' może być, szczególnie w małych środowiskach, przyjęcie na
                siebie społecznego ostracyzmu, czasem także kwasów w rodzinie, co może być
                niemiłe i utrudniać normalne funkcjonowanie. I naprawdę bardzo ostrożnie
                używałbym tutaj epitetów w rodzaju 'zacofanie', 'ciemnogród', itp. Te 'ludowe
                mądrości' niosą z sobą wiele wieków doświadczeń i choć niektóre z nich wywołują
                uśmiech politowania, to sporo nich jest zadziwiąjaco aktualna, osadzanie ich z
                miejsca w kącie bardziej niż o nich świadczy o tym, który tak postępuje.
                Jeżeli konsekwencją podjęcia współżycia jest utrata dziewictwa, to również może
                rodzić to określone kosekwencje, szczególnie dla kobiety - o tym już mówiliśmy.
                To tylko to, co mi na gorąco przyszło na myśl.

                Teraz jeszcze a'propos poczęcia dziecka, trzeba wspomnieć o zabezpieczeniu się
                przed tą konsekwencją. Nie chciałbym się powtarzać, tym bardziej, że już i tak
                jeśli chodzi o wielkość postu pojechałem po bandzie. Jeśli chcecie, to
                zajrzyjcie do forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=43880909&s=0, gdzie
                dyskutowaliśmy z kolegą crax-em na podobne tematy.

                Nie przynudziłem? :)
                pozdrawiam - gepe
                • vivian.darkbloom to było przed antykoncepcją 21.07.06, 13:47
                  zakaz seksu przedmałżenskiego miał inną wagę kiedy został sformułowany, bo nie
                  istaniły jeszcze nowoczesne środki antykoncepcyjne, nie było prezerwatyw
                  chroniących przed chorobami wenerycznymi etc. To, że pozamałżeński seks skończy
                  się ciążą było bardzo prawdopodobne, a nieślubne dzieci i ich matki spotykały
                  się z bez porównania wiekszym ostracyzmem niż dziś, iwęc seks rzeczywiscie mógł
                  rpzynieśc wiecej cierpienia
                  • gytha_ogg no wlasnie 21.07.06, 16:44
                    vivian.darkbloom napisała:

                    > zakaz seksu przedmałżenskiego miał inną wagę kiedy został sformułowany, bo nie
                    > istaniły jeszcze nowoczesne środki antykoncepcyjne, nie było prezerwatyw
                    > chroniących przed chorobami wenerycznymi etc. To, że pozamałżeński seks
                    skończy
                    > się ciążą było bardzo prawdopodobne, a nieślubne dzieci i ich matki spotykały
                    > się z bez porównania wiekszym ostracyzmem niż dziś, iwęc seks rzeczywiscie
                    mógł
                    > rpzynieśc wiecej cierpienia



                    wtedy mozna bylo mowic o pozareligijnym uzasadnieniu - teraz juz nie. nie
                    odkryles Ameryki, Gepe, zakaz jedzenia wieprzowiny przez Muzulmanow tez mial
                    jakis racjonalny poczatek - moze jakies masowe zatrucia wierzowina, a moze cos
                    innego.... co nie oznacza, ze gdyby dzis Muzulmanin zjadlby szynke, staloby mu
                    sie cokolwiek poza tym, ze czulby wyrzuty sumienia z powodu zlamania zasady
                    swojej wiary.
                    • gepe Re: no wlasnie 21.07.06, 20:09
                      gytha_ogg napisała:

                      > vivian.darkbloom napisała:
                      >
                      > > zakaz seksu przedmałżenskiego miał inną wagę kiedy został sformułowany, b
                      > o nie
                      > > istaniły jeszcze nowoczesne środki antykoncepcyjne, nie było prezerwatyw
                      > > chroniących przed chorobami wenerycznymi etc. To, że pozamałżeński seks
                      > skończy
                      > > się ciążą było bardzo prawdopodobne, a nieślubne dzieci i ich matki spoty
                      > kały
                      > > się z bez porównania wiekszym ostracyzmem niż dziś, iwęc seks rzeczywisci
                      > e
                      > mógł
                      > > rpzynieśc wiecej cierpienia
                      >
                      >
                      >
                      > wtedy mozna bylo mowic o pozareligijnym uzasadnieniu - teraz juz nie. nie
                      > odkryles Ameryki, Gepe, zakaz jedzenia wieprzowiny przez Muzulmanow tez mial
                      > jakis racjonalny poczatek - moze jakies masowe zatrucia wierzowina, a moze cos
                      > innego.... co nie oznacza, ze gdyby dzis Muzulmanin zjadlby szynke, staloby mu
                      >
                      > sie cokolwiek poza tym, ze czulby wyrzuty sumienia z powodu zlamania zasady
                      > swojej wiary.

                      Ten zakaz, a właściwie zalecenie, bo na razie nikt nie jest w stanie tego
                      zakazać (na szczęście) ma moim zdaniem ciągle wielką wagę. Przestrzeganie tego
                      (oczywiście nie tylko tego) zalecenia świadczy bowiem o podejściu do
                      odpowiedzialności za swoje postępowanie. Wyjątki były, są i będą zawsze, ale w
                      skali populacji taka prawidłowość ciągle istnieje.
                      Jeżeli dana osoba przed ślubem była wierna, to istnieje duża szansa (nie
                      pewność, ale szansa, zaznaczam), że po ślubie także będzie. Jeżeli obie strony
                      były sobie wierne, to ta szansa jest już naprawdę spora. Tylko, proszę, nie
                      mówcie o naiwności. Siła do takiego postępowania nie bierze się z powietrza
                      (niektórzy wierzą, że z nieba, ale to oczywiście ich prywatna sprawa :) ).
                      Jeżeli obie strony doszły do tego momentu w wyniku wspólnego działania, rozmów,
                      wspierania się, po pokonaniu wielu lub niewielu trudności, może także i w
                      modlitwie, to jest duża szansa, że i w małżeństwie będą podobnie rozwiązywać
                      inne trudności (a nie na przykład co krok wchodzić w konflikty, które np. będą
                      obserwować dzieci i uczyć się). Że będą umieli i chcieli szlifować swoje charaktery.
                      Uważam, że to jest naprawdę dobry test przedmałżeński, choć z pewnością nie jest
                      żadnym gwarantem udanego związku. Taki gwarant wogóle chyba nie istnieje.

                      Środki antykoncepcyjne stoją niestety na drodze takiemu postępowaniu, ponieważ
                      dają łatwą pokusę, typu 'spróbuj, konsekwencji nie będzie, precz z ciemnogrodem'
                      (a co, jeśli jednak konsekwencje będą? Do kogo reklamacje?). Przy okazji kreuje
                      się je jako dobroczynne, ponieważ np. prezerwatywa chroni przed chorobami, a w
                      jakichś tam tabletkach (przepraszam za ignorancję) są pozytywnie działające
                      środki chemiczne, czy inne.
                      Nie twierdzę, że prezerwatywa nie chroni przed chorobami (choć może się zdarzyć,
                      że zawiedzie - jak wszystko), ani że jakaś tam pastylka antykoncepcyjna nie
                      pomoże przy okazji przy czymś innym. Wogóle nie o to w całej sprawie idzie.

                      Przed chorobami najlepiej chroni wypróbowany partner i nic innego lepiej
                      chroniło nie będzie. Przed niespodziankami także. Przed nieudanym związkiem
                      takoż (ciagle z zastrzeżeniem, że gwarant nie istnieje). Poczucia bezpieczeństwa
                      naprawdę nie zdobywa się za pieniądze, trzeba je wypracować. Szkoda, że nie jest
                      to lansowane mediach, ale widocznie media mają swoje powody.

                      Czy to wszystko może być uzasadnieniem pozareligijnym (bez odkrywania Ameryki)?

                      Dziewczyny (mam nadzieję, że się nie mylę :D ), jedno pytanie: jeśli macie lub
                      miałybyście dziecko / dzieci w wieku 'uczenia się', to - przy założeniu, że mają
                      one swoje sympatie - czy lepiej byście się czuły, gdyby stosowały one 'zasady'
                      obojętnie z jakich pobudek, czy gdyby na nie nie zważały? W której sytuacji
                      byłybyście spokojniejsze, zadowolone? Tak, do szczerego pomyślenia.

                      pozdrawiam - gepe
                      PS. Swoją drogą, zajmujące to, jak łatwo można przejść od kultu dziewictwa do
                      menu muzułmanina :)

                      • gytha_ogg Re: no wlasnie 22.07.06, 13:06
                        gepe napisał:

                        > Jeżeli dana osoba przed ślubem była wierna, to istnieje duża szansa (nie
                        > pewność, ale szansa, zaznaczam), że po ślubie także będzie. Jeżeli obie strony
                        > były sobie wierne, to ta szansa jest już naprawdę spora. Tylko, proszę, nie
                        > mówcie o naiwności.

                        nie bede mowic o naiwnosci, powiem o czyms innym - czy jak Ty decydujesz sie na
                        slub z kims, to jest to osoba, ktora znasz, czy tez jest to osoba, o ktorej
                        wiesz tylko, czy uprawiala seks, czy nie? bo zaczynam sadzic, ze to drugie -
                        traktujesz ludzi jak "przecietne statystyczne" - a przeciez Twoja wybranka
                        powinna byc dla Ciebie jedyna, niepowtarzalna TA osoba. trudno chyba w
                        przypadku osoby, ktora znasz bardzo dobrze, mowic o jakichs "szansach"
                        i "prawdopowdobienstwach". to tak, jakbys powiedzial, ze Twoja matka ma duza
                        szanse nie byc alkoholiczka, skoro Ty nigdy nie widziales jej pijanej -
                        przeciez to Twoja matka, Ty WIESZ, ze nie jest alkoholiczka, a nie oceniasz jej
                        szanse na to. nie tylko nie widziales jej pijanej, ale rowniez znasz jej zdanie
                        na ten temat, znasz ogolna postawe zyciowa. tak samo o Twojej wybrance nie
                        tylko wiesz, czy uprawiala seks, czy nie, ale znasz jej postawe zyciowa w tej
                        psprawie, mozesz z nia o tym rozmawiac, wiec nie musisz kierowac sie
                        statystyka. to, ze ktos uprawia seks przed slubem, niewiele tak naprawde mowi o
                        tej osobie i nie stanowi raczej zadnej podstawy o oceny wiernosci tej osoby.


                        > Środki antykoncepcyjne stoją niestety na drodze takiemu postępowaniu, ponieważ
                        > dają łatwą pokusę, typu 'spróbuj, konsekwencji nie będzie, precz z
                        ciemnogrodem'
                        > (a co, jeśli jednak konsekwencje będą? Do kogo reklamacje?).

                        nie - daja mozliwosc cieszenia sie seksem bez stresu, choc oczywiscie zawsze
                        istnieje margines nieskutecznosci, z ktorym tez trzeba sie liczyc.

                        > Przed chorobami najlepiej chroni wypróbowany partner i nic innego lepiej
                        > chroniło nie będzie. Przed niespodziankami także.

                        myslalam, ze jestes przeciwnikiem "wyprobowywania"? i co to sa te
                        niespodzianki - czy chodzi o ciaze? wiesz, to chyba tylko w
                        przypadku "wyprobowanego - że bezplodnego" partnera.... choc moim zdaniem ciaza
                        w wyniku uprawiania seksu, a zwlaszcza bez antykoncepcji, nie jest zadna
                        niespodzianka... (ach, to moze o to chodzilo..)

                        Przed nieudanym związkiem
                        > takoż (ciagle z zastrzeżeniem, że gwarant nie istnieje). Poczucia
                        bezpieczeństwa
                        > naprawdę nie zdobywa się za pieniądze, trzeba je wypracować. Szkoda, że nie
                        jest
                        > to lansowane mediach, ale widocznie media mają swoje powody.
                        >
                        > Czy to wszystko może być uzasadnieniem pozareligijnym (bez odkrywania
                        Ameryki)?

                        nieszczegolnie - bo nie widze tu za bardzo zwiazku ze sprawa, od ktorej
                        wyszlismy, czyli zakazem seksu przedmalzenskiego. mowisz caly czas raczej o
                        monogamii, z ktora nikt tu nie dyskutuje - to oczywiste, ze seks z jednym
                        stalym partnerem jest z wielu praktycznych wzgledow bezpieczniejszy, niz zmiany
                        partnerow, ale co stoi na przeszkodzie, by uprawiac seks z jednym stalym
                        partnerem - bez slubu? i na odwrot - czy po slubie zmiany partnerow nie sa juz
                        mozliwe?

                        > Dziewczyny (mam nadzieję, że się nie mylę :D ), jedno pytanie: jeśli macie lub
                        > miałybyście dziecko / dzieci w wieku 'uczenia się', to - przy założeniu, że
                        mają
                        > one swoje sympatie - czy lepiej byście się czuły, gdyby stosowały one 'zasady'
                        > obojętnie z jakich pobudek, czy gdyby na nie nie zważały? W której sytuacji
                        > byłybyście spokojniejsze, zadowolone? Tak, do szczerego pomyślenia.

                        wiek uczenia sie moze obejmowac okres od pierwszej klasy podstawowki, az do
                        obrony pracy magisterskiej, wiec to dosc spory rozrzut. zaloze, ze chodzi mniej
                        wiecej o wiek 15 - 18. ozywiscie, ze swoim dzieciom mam zamiar wpajac pewne
                        zasady - czy Ty uwazasz, ze ludzie, aprobujacy seks przedmalzenski sa
                        pozbawieni zasad????? no to byc moze zdziwie Cie, ale mam swoje zasady, ktore
                        chcialabym przekazac dzieciom - mianowicie seks powinien byc czescia zwiazku, w
                        ktorym jest milosc, a nie sportem, a ponadto powinno sie do niego dojrzec,
                        dlatego nie chcialabym, zeby moje dzieci zaczynaly wspolzycie zbyt wczesnie.
                        uwazam, ze to przyjemnosc przeznaczona dla doroslych, nie dla dzieci. kiedy
                        wszystkie powyzsze warunki sa spelnione, trzeba jeszcze pamietac o
                        antykoncepcji, jesli nie jest sie gotowym na zostanie rodzicem. i to sa glowne
                        zasady, o jakich, chcialabym, aby pamietaly moje potencjalne dzieci.



                        a na zakonczenie dodam jeszcze cos bez zwiazku z Twoim postem :)
                        przeciwnicy seksu przedmalzenskiego zapominaja, a byc moze czasem nawet wcale
                        nie wiedza o podstawowej sprawie, dotyczacej seksu - seks zbliza do siebie
                        ludzi, jak nic innego (mam na mysli dwoje ludzi w zwiazku, zeby bylo jasne),
                        nieslychanie cementuje zwiazek, umacnia go i wplywa pozytywnie na wszystkie
                        inne aspekty zycia razem. udany seks to dobre samopoczucie na codzien, latwosc
                        rozwiazywania konfliktow i dojscia do kompromisu. seks daje poczucie
                        psychicznej bliskosci, usuwa bariery pomiedzy ludzmi. seks to samo zdrowie, tak
                        fizyczne, jak i psychiczne.

                        nie ma wiekszej bzdury, niz sugestia ludzi swiadomie odrzucajacych potezna
                        sile, jaka jest seks (o Tobie mowie, gepe), ze jakoby seks przed zawarciem
                        malzenstwa mialby wplywac destrukcyjne - to wlasnie brak seksu jest czynnikiem
                        prowadzacym do narastania napiecia, stresu i frustracji, o czym zreszta powie
                        Ci kazdy psycholog.
                        katolickie narzeczenstwa, przestrzegajace reguly z brakiem seksu, nie trwaja
                        przewaznie zbyt dlugo - mlodzi jak najszybciej chca zawrzec zwiazek malzenski.
                        jak myslisz, dlaczego? nie zmyslam, znam takich ludzi, oboje jeszcze studiuja
                        (medycyna dziennie - mozliwosci pracy jednoczesnie raczej nikle), mieszkaja w
                        akademiku na koszt rodzicow itd. ale slub biora wlasnie w tym tygodniu :) nikt
                        przy zdrowych zmyslach nie spieszylby sie tak z zawarciem slubu, kiedy brak
                        jest materialnych warunkow do samodzielnego funkcjonowania, jako rodzina. a
                        najgorsze, ze takie pospieszne, pochopne decyzje, moga czesto okazac sie
                        bledne - ile jest rozbitych malzenstw, w ktorych podstawowym bledem bylo
                        hajtniecie sie zbyt szybko, w zbyt mlodym wieku?
                        • gepe Re: no wlasnie 25.07.06, 13:27
                          gytha_ogg napisała:


                          > nie bede mowic o naiwnosci, powiem o czyms innym - czy jak Ty decydujesz sie na
                          >
                          > slub z kims, to jest to osoba, ktora znasz, czy tez jest to osoba, o ktorej
                          > wiesz tylko, czy uprawiala seks, czy nie? bo zaczynam sadzic, ze to drugie -
                          > traktujesz ludzi jak "przecietne statystyczne" - a przeciez Twoja wybranka
                          > powinna byc dla Ciebie jedyna, niepowtarzalna TA osoba.

                          Oczywiście, że to pierwsze, w każdym razie w moim przypadku.
                          To nie jest tak, że ja monitoruję tylko i wyłącznie aktywność seksualną i na jej
                          podstawie oceniam 'wartość', wydawało mi się, że dość jasno wynika to z tego, co
                          piszę. Twierdzę, że to jedna z wielu, ale dość istotna przesłanka. Skupiliśmy
                          się na niej, ponieważ w topiku jest o kulcie dziewictwa, a ta przesłanka dotyka
                          go bezpośrednio.
                          Nie do konca rozumiem, skąd wziął się osąd o 'danych statystycznych' - jeśli
                          możesz, sprecyzuj, o co chodzi. Natomiast ostatnie zdanie jest oczywiste. Pełna
                          zgoda.



                          trudno chyba w
                          > przypadku osoby, ktora znasz bardzo dobrze, mowic o jakichs "szansach"
                          > i "prawdopowdobienstwach". to tak, jakbys powiedzial, ze Twoja matka ma duza
                          > szanse nie byc alkoholiczka, skoro Ty nigdy nie widziales jej pijanej -
                          > przeciez to Twoja matka, Ty WIESZ, ze nie jest alkoholiczka, a nie oceniasz jej
                          >
                          > szanse na to. nie tylko nie widziales jej pijanej, ale rowniez znasz jej zdanie
                          >
                          > na ten temat, znasz ogolna postawe zyciowa. tak samo o Twojej wybrance nie
                          > tylko wiesz, czy uprawiala seks, czy nie, ale znasz jej postawe zyciowa w tej
                          > psprawie, mozesz z nia o tym rozmawiac, wiec nie musisz kierowac sie

                          Ponieważ nie mówię o jakiejś konkretnej osobie a o hipotetycznej. Nie mogę mowić
                          o kimś konkretnym, ponieważ nie sposób omówić każdy przypadek - to chyba jest
                          oczywiste. Banałem będzie powiedzieć, że każdy jest inny, niepowtarzalny.
                          O 'szansach', 'prawdopodobieństwach' wspominam właśnie dlatego. Jeżeli 'wiem',
                          to jest już pewność, a pewności tak naprawdę nie ma nigdy.


                          > statystyka. to, ze ktos uprawia seks przed slubem, niewiele tak naprawde mowi o
                          >
                          > tej osobie i nie stanowi raczej zadnej podstawy o oceny wiernosci tej osoby.

                          No to się nie zgadzamy, trudno. Uważam, że wierność zaczyna się jeszcze przed
                          poznaniem tej 'jedynej' osoby, więc moim zdaniem podstawa jednak jest.



                          >
                          > > Środki antykoncepcyjne stoją niestety na drodze takiemu postępowaniu, pon
                          > ieważ
                          > > dają łatwą pokusę, typu 'spróbuj, konsekwencji nie będzie, precz z
                          > ciemnogrodem'
                          > > (a co, jeśli jednak konsekwencje będą? Do kogo reklamacje?).
                          >
                          > nie - daja mozliwosc cieszenia sie seksem bez stresu, choc oczywiscie zawsze
                          > istnieje margines nieskutecznosci, z ktorym tez trzeba sie liczyc.

                          Kwestia podejścia. Albo 'bez stresu', albo 'margines błędu'. Dla mnie 'bez
                          stresu' znaczy tyle, że z pełnym zaufaniem, także wówczas, gdy ów 'margines
                          błędu' da znać o sobie, to znaczy, kiedy ewentualne (nieplanowane) dziecko można
                          będzie mimo wszystko ugościć na tym świecie bez robienia komukolwiek zarzutów i
                          'reklamacji'.


                          >
                          > > Przed chorobami najlepiej chroni wypróbowany partner i nic innego lepiej
                          > > chroniło nie będzie. Przed niespodziankami także.
                          >
                          > myslalam, ze jestes przeciwnikiem "wyprobowywania"? i co to sa te

                          Mówiłem już, że dla mnie 'próba', to nie jest odbycie iluś tam stosunków w celu
                          sprawdzenia sprawności seksualnej... Wypróbowany w sensie 'zaufany', ten 'jedyny'.

                          > niespodzianki - czy chodzi o ciaze? wiesz, to chyba tylko w
                          > przypadku "wyprobowanego - że bezplodnego" partnera.... choc moim zdaniem ciaza
                          >
                          > w wyniku uprawiania seksu, a zwlaszcza bez antykoncepcji, nie jest zadna
                          > niespodzianka... (ach, to moze o to chodzilo..)


                          Chodziło o zajście w ciążę. Jeśli uprawiamy seks, nie zakładając poczęcia, no to
                          jeśli jednak się zdarzy, to jest pewną niespodzianką...

                          >
                          > Przed nieudanym związkiem
                          > > takoż (ciagle z zastrzeżeniem, że gwarant nie istnieje). Poczucia
                          > bezpieczeństwa
                          > > naprawdę nie zdobywa się za pieniądze, trzeba je wypracować. Szkoda, że n
                          > ie
                          > jest
                          > > to lansowane mediach, ale widocznie media mają swoje powody.
                          > >
                          > > Czy to wszystko może być uzasadnieniem pozareligijnym (bez odkrywania
                          > Ameryki)?
                          >
                          > nieszczegolnie - bo nie widze tu za bardzo zwiazku ze sprawa, od ktorej
                          > wyszlismy, czyli zakazem seksu przedmalzenskiego. mowisz caly czas raczej o
                          > monogamii, z ktora nikt tu nie dyskutuje - to oczywiste, ze seks z jednym
                          > stalym partnerem jest z wielu praktycznych wzgledow bezpieczniejszy, niz zmiany
                          >
                          > partnerow, ale co stoi na przeszkodzie, by uprawiac seks z jednym stalym
                          > partnerem - bez slubu? i na odwrot - czy po slubie zmiany partnerow nie sa juz
                          >
                          > mozliwe?


                          Gwoli ścisłości: wyszliśmy od kultu dziewictwa :)
                          Na przeszkodzie stoi ewentualne dziecko, szacunek dla życia.
                          Co stoi na przeszkodzie (oprócz niektórych idiotycznych zapisów prawa w naszym
                          kochanym kraju), by zanim zacznie się uprawiać seks z tym jednym (zakładam, że
                          planuje się z nim dalsze życie) wejść z nim w związek małżeński?
                          Hipotetyczna sytuacja: poczyna się dziecko, a ojciec po jakimś czasie umiera.
                          Jeśli byli w związku małżeńskim, matka zostaje młodą wdową, jeśli nie, to panną
                          z dzieckiem. Zupełnie inny status społeczny.

                          Zmiany partnerów po ślubie? No, ale po co? I gdzie tu wspomniana wierność?


                          > > Dziewczyny (mam nadzieję, że się nie mylę :D ), jedno pytanie: jeśli maci
                          > e lub
                          > > miałybyście dziecko / dzieci w wieku 'uczenia się', to - przy założeniu,
                          > że
                          > mają
                          > > one swoje sympatie - czy lepiej byście się czuły, gdyby stosowały one 'za
                          > sady'
                          > > obojętnie z jakich pobudek, czy gdyby na nie nie zważały? W której sytuac
                          > ji
                          > > byłybyście spokojniejsze, zadowolone? Tak, do szczerego pomyślenia.
                          >
                          > wiek uczenia sie moze obejmowac okres od pierwszej klasy podstawowki, az do
                          > obrony pracy magisterskiej, wiec to dosc spory rozrzut. zaloze, ze chodzi mniej
                          >
                          > wiecej o wiek 15 - 18. ozywiscie, ze swoim dzieciom mam zamiar wpajac pewne
                          > zasady - czy Ty uwazasz, ze ludzie, aprobujacy seks przedmalzenski sa
                          > pozbawieni zasad????? no to byc moze zdziwie Cie, ale mam swoje zasady, ktore
                          > chcialabym przekazac dzieciom - mianowicie seks powinien byc czescia zwiazku, w
                          > ktorym jest milosc, a nie sportem, a ponadto powinno sie do niego dojrzec,
                          > dlatego nie chcialabym, zeby moje dzieci zaczynaly wspolzycie zbyt wczesnie.
                          > uwazam, ze to przyjemnosc przeznaczona dla doroslych, nie dla dzieci. kiedy
                          > wszystkie powyzsze warunki sa spelnione, trzeba jeszcze pamietac o
                          > antykoncepcji, jesli nie jest sie gotowym na zostanie rodzicem. i to sa glowne
                          > zasady, o jakich, chcialabym, aby pamietaly moje potencjalne dzieci.

                          No i pięknie. Znaczy - nie miałem zamiaru nic Tobie zarzucać (zresztą po co?).
                          Ani wcale nie uważam tak, jak mnie pytasz. Właściwie, gdyby z Twojej wypowiedzi
                          wyjąć zdanie o środkach antykoncepcyjnych, to się pod nią podpisuję. w zamian
                          byłaby zasada, by nie rozpoczynały aktywności seksualnej, jeśli nie czują się
                          gotowe do rodzicielstwa.
                          Dodatkowo chciałbym by jedną z wyznawanych przez moje dzieci zasad była ta o
                          dziewictwie (niezależnie od płci oczywiście).
                          Antykoncepcja to chyba temat na oddzielną rozmowę.

                          >
                          >
                          >
                          > a na zakonczenie dodam jeszcze cos bez zwiazku z Twoim postem :)
                          > przeciwnicy seksu przedmalzenskiego zapominaja, a byc moze czasem nawet wcale
                          > nie wiedza o podstawowej sprawie, dotyczacej seksu - seks zbliza do siebie
                        • gepe Re: no wlasnie-cd 25.07.06, 13:47
                          >
                          >
                          >
                          > a na zakonczenie dodam jeszcze cos bez zwiazku z Twoim postem :)
                          > przeciwnicy seksu przedmalzenskiego zapominaja, a byc moze czasem nawet wcale
                          > nie wiedza o podstawowej sprawie, dotyczacej seksu - seks zbliza do siebie
                          > ludzi, jak nic innego (mam na mysli dwoje ludzi w zwiazku, zeby bylo jasne),
                          > nieslychanie cementuje zwiazek, umacnia go i wplywa pozytywnie na wszystkie
                          > inne aspekty zycia razem. udany seks to dobre samopoczucie na codzien, latwosc
                          > rozwiazywania konfliktow i dojscia do kompromisu. seks daje poczucie
                          > psychicznej bliskosci, usuwa bariery pomiedzy ludzmi. seks to samo zdrowie, tak
                          >
                          > fizyczne, jak i psychiczne.

                          Wielka zgoda. Seks to jedno z najwspanialszych zjawisk w kosmosie.


                          > nie ma wiekszej bzdury, niz sugestia ludzi swiadomie odrzucajacych potezna
                          > sile, jaka jest seks (o Tobie mowie, gepe), ze jakoby seks przed zawarciem
                          > malzenstwa mialby wplywac destrukcyjne - to wlasnie brak seksu jest czynnikiem
                          > prowadzacym do narastania napiecia, stresu i frustracji, o czym zreszta powie
                          > Ci kazdy psycholog.


                          No i widzisz. Po pierwsze, ja wcale nie odrzucam tej siły, co więcej jestem jej
                          gorącym zwolennikiem. Tyle, że nie samopas.
                          Po drugie: nie każdy. Chyba, kurde, znam jakiegoś nienormalnego psychologa
                          (profesor w swej dziedzinie...), bo on twierdzi cokolwiek innego, niż Ty. Chcesz
                          namiary? Jak w każdej nauce, tak i w psychologii, czy seksuologii nie wszsyscy
                          naukowcy są jednomyślni w wielu sprawach. Wręcz przeciwnie, pewników jest
                          zdecydowanie mniej niż wątpliwości.
                          Powiem tak (trochę za owym profesorem): Mniej więcej to, co powyżej napisałaś
                          jest prawdziwe w odniesieniu do osób, które psychicznie i socjologicznie
                          (społecznie) dojrzały do seksu. To znaczy osób, które nie są przez swoje popędy
                          kierowane, ale potrafią nimi kierować, używając rozumu. Które są gotowe przyjąć
                          ewentualną 'niespodziankę' bez rozwalenia sobie życia.



                          > katolickie narzeczenstwa, przestrzegajace reguly z brakiem seksu, nie trwaja
                          > przewaznie zbyt dlugo - mlodzi jak najszybciej chca zawrzec zwiazek malzenski.
                          > jak myslisz, dlaczego? nie zmyslam, znam takich ludzi, oboje jeszcze studiuja
                          > (medycyna dziennie - mozliwosci pracy jednoczesnie raczej nikle), mieszkaja w
                          > akademiku na koszt rodzicow itd. ale slub biora wlasnie w tym tygodniu :) nikt
                          > przy zdrowych zmyslach nie spieszylby sie tak z zawarciem slubu, kiedy brak
                          > jest materialnych warunkow do samodzielnego funkcjonowania, jako rodzina. a
                          > najgorsze, ze takie pospieszne, pochopne decyzje, moga czesto okazac sie
                          > bledne - ile jest rozbitych malzenstw, w ktorych podstawowym bledem bylo
                          > hajtniecie sie zbyt szybko, w zbyt mlodym wieku?

                          Wiesz, może gdybyś się rozejrzała, to dostrzegłabyś i takie i takie
                          narzeczeństwa. Wokół mnie było ich sporo, to być może kwestia środowiska, w
                          jakim się obracamy. Były także i takie, które nie 'wytrwały' i jakoś nikt ich
                          nie potępiał, ja także ich nie potępiam, żeby nie było niejasności.
                          Ważne było to, że oni - w większości - uważali ten 'upadek' za swoją wspólną
                          porażkę. Różne były ich losy. Część z nich rozeszła się w zgodzie, jedna, czy
                          dwie pary w niezgodzie. Część postanowiła - tak sądzę - zacisnąć zęby i dalej
                          'szlifować' charaktery. Podejrzewam, ze właśnie takim parom było najtrudniej.
                          Sporo par jednak wytrwało i sposród nich wszystkich (tych, z którymi mam
                          kontakt) nie ma - na razie - ani jednego nieudanego małżeństwa. Bardzo ich
                          wszystkich szanuję i podziwiam, tych, którzy 'nie wytrwali' także.
                          Myślę, że dla nich wszsytkich 'kult dziewictwa' był i jest ważny.

                          Pozdrawiam -gepe
                          • vivian.darkbloom Re: no wlasnie-cd 25.07.06, 19:43
                            zgoda, że w psychologii nie ma tak roztryzgajacych wyników jak w fizyce, ale
                            jednak są dominujące tendencje. Sam piszesz tylko o jednym takim profesorze.
                            "uważali ten 'upadek' za swoją wspólną porażkę' czy to naprawdę nie wydaje Ci
                            się chore? jak dwoje kochajacych ise ludiz moze uwazac wynikły z miłości seks za
                            upadek i porażke?
                            • gepe Re: no wlasnie-cd 26.07.06, 07:31
                              vivian.darkbloom napisała:

                              > zgoda, że w psychologii nie ma tak roztryzgajacych wyników jak w fizyce, ale
                              > jednak są dominujące tendencje. Sam piszesz tylko o jednym takim profesorze.

                              Vivian, ja znam jednego bardziej 'osobiście'. To nie znaczy, że tylko jeden taki
                              istnieje wogóle. Jestem przekonany, uczonych mężów o podobnych poglądach jest wielu.

                              > "uważali ten 'upadek' za swoją wspólną porażkę' czy to naprawdę nie wydaje Ci
                              > się chore? jak dwoje kochajacych ise ludiz moze uwazac wynikły z miłości seks z
                              > a
                              > upadek i porażke?

                              Chyba nie o to chodzi. Jeżeli stawiam sobie jakieś zadanie (w tym przypadku
                              zachowanie czystości do ślubu) i nie udaje mi się to, to moge uznać, że to jest
                              'porażka'. Sam seks obiektywnie jest czymś wspaniałym i tego nie neguję i nigdy
                              nie negowałem.

                              pozdrawiam - gepe
                      • vivian.darkbloom seks przedmałżeński nie przeszkadza byc wiernym 23.07.06, 18:40
                        przecież osoby, ktore miały więcej niz jednego partnera także mogą być wierne.
                        niby co stoi na przeszkodzie?
                        jeśli chodzi o dzieci to jest całkiem inny problem - to, że ktoś jest przeciwny
                        czekaniu ze współżyciem do ślubu nie ma żadneg zwiazku z tym jaki wiek uważa za
                        odpowiedni do rozpoczęcia współżycia.
                        • gepe Re: seks przedmałżeński nie przeszkadza byc wiern 25.07.06, 13:43
                          vivian.darkbloom napisała:

                          > przecież osoby, ktore miały więcej niz jednego partnera także mogą być wierne.
                          > niby co stoi na przeszkodzie?

                          Jasne, że tak. Jeżeli partner np. owdowieje i ponownie wejdzie w jakiś związek,
                          to również mówimy o wierności.
                          Natomiast moim zdaniem - napisałem to już gythii - wierność zaczyna się jeszcze
                          przed zawarciem związku. W przeciwnym wypadku możliwe i nawet normalne stają się
                          założenia typu 'wpierw się wyszaleję a potem ustatkuję'. Tylko nie każdy ma
                          ochotę na 'napoczęty towar' i trudno mieć pretensję.


                          > jeśli chodzi o dzieci to jest całkiem inny problem - to, że ktoś jest przeciwny
                          > czekaniu ze współżyciem do ślubu nie ma żadneg zwiazku z tym jaki wiek uważa za
                          > odpowiedni do rozpoczęcia współżycia.

                          Nie rozumiem, o co chodzi, niestety. Chyba nie istnieje coś takiego jak 'wiek
                          odpowiedni do rozpoczęcia współżycia'.

                          Pozdrawiam - gepe
                          • vivian.darkbloom wierność przed zawarciem związku? 25.07.06, 15:11
                            "wierność zaczyna się jeszcze przed zawarciem związku" to jakiś absurd... czyli
                            co= nie zna się kogos, nawet nie wie się, że istnieje i trzeba być mu wiernym?
                            "wpierw się wyszaleję a potem ustatkuję'- taka postawa to całkiem co innego.
                            przecież nie każdy przed ślubem szaleje - niektórzy mają np. jeden czy dwa STAłE
                            zwiazki przed zwiazkiem który pprowadzi do małżenstwa.
                            • Gość: m Re: wierność przed zawarciem związku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.06, 17:17
                              "niektórzy mają np. jeden czy dwa STAłE
                              zwiazki przed zwiazkiem który pprowadzi do małżenstwa."

                              jeen czy dwa STAŁE ZWIAZKI przed malzenstwem
                              hehe, to chyba niezbyt STAŁE

                              • vivian.darkbloom Re: wierność przed zawarciem związku? 25.07.06, 19:10
                                OK nie czepiajmy się słówek - chodzi mi oto, że nie kazdy przyjmuje zasadę
                                "przed ślubem należy się wyszumieć" i gustuje w przygodach na jedną noc. pisząc
                                "stały związek" miałam na myśli jakąś trwalszą relację nawet kilkuletnią, często
                                powiazaną ze wspólnym zamieszkaniem etc.
                                • Gość: m Re: wierność przed zawarciem związku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.06, 19:39
                                  ale gdzie wyznaczysz granice tej "stałosci"? misiac,pół roku, rok, mieszkanie
                                  razem przez tydzien, m-c, rok, kilka lat? dla kazdego "powazny" zwiazek znaczy
                                  co innego -dla mnie jest to małzenstwo ,a wiec decyzja i zobowiazania na
                                  zawsze , w innych przypadkach mozna te granice swobodnie ( i wygodnie) przesuwac
                                  • vivian.darkbloom Re 27.07.06, 08:13
                                    wiadom, ze nie da się wyznaczyć ostrej granicy. Tydzień to na pewno nie ejst
                                    poważny zwiazek, ale trudno nie nazwać poważnym zwiazku trwajacego kilka lat
                            • gepe Re: wierność przed zawarciem związku? 26.07.06, 07:38
                              vivian.darkbloom napisała:

                              > "wierność zaczyna się jeszcze przed zawarciem związku" to jakiś absurd... czyli
                              > co= nie zna się kogos, nawet nie wie się, że istnieje i trzeba być mu wiernym?

                              Ależ to nie jest absurd. To zależy, jak spogladasz na wierność. Jeżeli tak jak
                              pani, która - mając kilka(naście) związków na koncie - twierdziła '...ale
                              każdemu byłam wierna', to może faktycznie wyglądać na absurd. Tylko, czy ciągle
                              mówimy o wierności?

                              > "wpierw się wyszaleję a potem ustatkuję'- taka postawa to całkiem co innego.
                              > przecież nie każdy przed ślubem szaleje - niektórzy mają np. jeden czy dwa STAł
                              > E
                              > zwiazki przed zwiazkiem który pprowadzi do małżenstwa.

                              Nie to samo. ale w prostej linii może do takiej postawy prowadzić i sankcjonować
                              ją jako coś normalnego. Niekoniecznie od razu, może nawet nie dla Ciebie. Ale
                              już dla Twoich dzieci, czy wnuków tak.

                              pozdrawiam - gepe
                              • vivian.darkbloom wierność 28.07.06, 22:38
                                czyli jak w podstawówce całujesz sie z koleżanką lub kolegą to zdradzasz meża
                                czy żonę, którego będziesz mieć za 15-20 lat? to jest śmieszne. wiernym można
                                byc komuś lub czemuś, ale nie mozna byc wiernym w ogólności. a nie da się być
                                wiernym komus jeśli się go nie zna.
                                • gepe Re: wierność 31.07.06, 20:45
                                  vivian.darkbloom napisała:

                                  > czyli jak w podstawówce całujesz sie z koleżanką lub kolegą to zdradzasz meża
                                  > czy żonę, którego będziesz mieć za 15-20 lat? to jest śmieszne. wiernym można
                                  > byc komuś lub czemuś, ale nie mozna byc wiernym w ogólności. a nie da się być
                                  > wiernym komus jeśli się go nie zna.

                                  :)
                                  No już nie przesadzajmy... ja też się całowałem w przedszkolu z koleżanką pod
                                  stołem (póki nas kumpel nie nakrył i naskarżył pani :) ), czy też spałem w
                                  jednym namiocie z inną - i wyrzutów sumienia z tego powodu nie czuję. Mówimy o
                                  seksie, inna sprawa, co kto rozumie pod tym pojęciem; dla jednego może to być
                                  dopiero pełny stosunek, dla wielbicieli Ojca Tadeusza już uwodzicielskie
                                  spojrzenie może nieść znamiona nieprzyzwoitości. Nie ma ostrej granicy i sprawę
                                  trzeba chyba powierzyć sumieniu.

                                  A wierność... Znów spoglądamy na to samo zupełnie inaczej i stąd wrażenie
                                  śmieszności. Masz rację - nie znać, a nawet nie wiedzieć o istnieniu konkretnej
                                  osoby Imię.Nazwisko i próbować być jej wiernym jest żądaniem głupawym. To prawda.
                                  Ja widzę to w ten sposób: mam być wierny komuś, kto będzie moim partnerem (żoną
                                  / mężem). Jeszcze nie wiem, kto to będzie, może nawet jeszcze tego kogoś nie
                                  znam, ale zakładam, że on _istnieje_. Moj partner gdzieś tam _jest_. Jestem
                                  wierny nie osobie Imię.Nazwisko, lecz partnerowi, ktokolwiek nim zostanie. A
                                  ponieważ jeszcze nie wiem, kto to, więc ze współżyciem powstrzymuję się do
                                  momentu, kiedy taką pewność uzyskam. Zwyczajowo takim momentem jest ślub.

                                  pozdrawiam - gepe
                                  • vivian.darkbloom takie ujęcie prowadzi do paradoksów... 01.08.06, 15:21
                                    nie nazywaj chęci zachowania czystości do ślubu wiernością - tylko o to mi
                                    chodzi. Twoje ujęcie prowadzi do paradoksów, bo może w ogóle nie być osoby,
                                    ktora jest ci "przeznaczona", która bedzie twoim przyszłym mężem czy żoną -
                                    czyli całe życie byłeś wierny osobie, która nigdy nie istniała? i co z
                                    powtórnymi małżeństwami po śmierci współmałżonka? czy pierwsze małżeństwo ma być
                                    interpretowane jako niedochowanie wierności drugiemu małżonkowi?
                                    • gepe Re: takie ujęcie prowadzi do paradoksów... 02.08.06, 21:11
                                      vivian.darkbloom napisała:
                                      > nie nazywaj chęci zachowania czystości do ślubu wiernością - tylko o to mi
                                      > chodzi. Twoje ujęcie prowadzi do paradoksów, bo może w ogóle nie być osoby,

                                      Nie jest to to samo. Mógłbym powiedzieć, że chęć zachowania czystości do ślubu
                                      jest 'składnikiem' wierności i jakimś tam jej przejawem. Nie widzę wielkiej
                                      różnicy między wiernością 'przed' a wiernością 'po'. Może ta druga jest nieco
                                      bardziej oczywista. Jeżeli partner ma być 'jedyny', no to 'jedyny', a nie
                                      'jedyny po dwóch poprzednich'. A że wierność 'przed' łączy się siłą rzeczy z
                                      czystością (w założeniach...) - no to właśnie o to chodzi. Kult dziewictwa
                                      zapewne miał silną przesłankę w fakcie, że dziewica / prawiczek, to partner
                                      wierny, czyli najprawdopodobniej jest osobą o silnym kręgosłupie moralnym.
                                      Niegdyś to cenili... a pomyłki pewnie i kiedyś były i dziś są.

                                      > ktora jest ci "przeznaczona", która bedzie twoim przyszłym mężem czy żoną -
                                      > czyli całe życie byłeś wierny osobie, która nigdy nie istniała? i co z
                                      > powtórnymi małżeństwami po śmierci współmałżonka? czy pierwsze małżeństwo ma
                                      >być interpretowane jako niedochowanie wierności drugiemu małżonkowi?

                                      Ano, bywa tak, choć myślę, że są to przypadki odosobnione. Może być komuś
                                      'przeznaczona' samotność, nawet wbrew tego kogoś oczekiwaniom.
                                      Ale tego ten ktoś nie wie, póki nie odejdzie z tego świata. A skoro nie wie, to
                                      założenie o istnieniu przeznaczonej osoby ciągle jest aktualne. Ten paradoks o
                                      którym mówisz istnieje tak naprawdę jedynie teoretycznie. To my - osoby, które z
                                      zewnątrz obserwują tą osobę - możemy go dostrzec, dla osoby zainteresowanej jest
                                      on w zasadzie niedostrzegalny.
                                      Powtórne małżeństwo po śmierci partnera jest czymś innym. Drugi partner
                                      zazwyczaj wie o poprzednim i wie, że ma do czynienia z wdową / wdowcem.
                                      Wymaganie od kogoś takiego wierności 'przed' (i czystości) jest wymaganiem
                                      czegoś niemożliwego z natury (wprawdzie zdarzają się małżeństwa nieskonsumowane,
                                      ale taka sytuacja nawet w Kościele może być podstawą do jego unieważnienia).
                                      Krótko mówiąc jest to zupełnie naturalny, logiczny, oczywisty i zwyczajowo
                                      przyjęty wyjątek od reguły.

                                      Jeszcze z innej beczki. Uważam, że bardzo istotne są intencje, zamysły z jakimi
                                      dana osoba postępuje. Kto wie, czy nie jest to kwestia fundamentalna. Wspomniany
                                      wyżej przypadek kogoś, kto 'nie doczekuje' swojej połówki jest czymś modelowo
                                      idealnym i trudno przypuszczać, by w sytuacjach ekstremalnych sprawdzał się co
                                      do joty. Ktoś, kto nie ma nikogo, by zaspokoić naturalne potrzeby erotyczne
                                      (pobudzane zresztą na każdym kroku), ze sporym prawdopodobieństwem ulegnie im
                                      prędzej czy później, albo nabawi się jakichś defektów psychicznych (choć są
                                      osoby i to wcale niemało, które spokojnie dają sobie z tym radę, chylę czoła).
                                      Ale przyznasz, że jest różnica pomiędzy kimś, kto po jakich szczerych, uczciwych
                                      wewnętrznych zmaganiach po prostu najzwyczajniej w świecie uległ, a kimś kto
                                      sobie założył luźny styl życia. Jest różnica między kobietą, której - dajmy na
                                      to - dwóch mężów odeszło z tego świata i ona przyjmuje kolejnego, bo chce, by
                                      dzieci jednak miały ojca, a filmową gwiazdą, która w błysku flesza przynaglana
                                      kontraktem reklamowym zawiera kolejne 'małżeństwo' na pokaz. Na zewnątrz wygląda
                                      to zupełnie podobnie, o ile nie tak samo, a jednak to nie jest to samo i różną
                                      miarę do obu bym przyłożył. "'Prawie' robi wielką różnicę' :). Między tymi
                                      przypadkami zawiera się milion 'pośrednich' i konia z rzędem temu, kto potrafi
                                      sprawiedliwie rozsądzić każdy z nich.
                                      Bóg - o ile istnieje, ja wierzę, że tak - ma nad nami przewagę, bo on zna nasze
                                      intencje, my możemy sobie jedynie podyskutować nad pewnymi modelami
                                      postępowania, nikogo do konkretnego modelu nie zaliczając z góry, by go
                                      niesprawiedliwie nie skrzywdzić (albo i nie przechwalić).


                                      pozdrawiam - gepe
                          • vivian.darkbloom wiek odpowiedni do rozpoczecia współżycia 25.07.06, 19:02
                            pewnie, że nie uważam jakoby istaniał jakis jeden wiek odpowiedni dla każdego i
                            w kazdej kulturze. to zalezy od dojrzałości konkretnej osoby, choć pewne ogólne
                            ramy można wyznaczyć. 14 lat to zdecydowanie za wczesnie, ale już w wieku 20
                            kilku to myślę, ze 99% osób jest wystarczająco odpowiedzialna żeby rozpocząć
                            współżycie. miedzy tym mamy taki plynny obszar bo niektórzy 18 latkowie moga być
                            już wystarczajaco dojrzali do seksu inni nie.
                            • Gość: m Re: wiek odpowiedni do rozpoczecia współżycia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.06, 19:40
                              co to znaczy "dojrzałośc do seksu"-mam wrazenie,ze posługujesz sie sloganami,
                              ktore mozna dowolnie( i wygodnie dla siebie) interpretowac
                              • vivian.darkbloom Re: wiek odpowiedni do rozpoczecia współżycia 28.07.06, 14:29
                                tak jak trzeba być dojrzałym psychicznie np. do założenia rodziny, prowadzenia
                                samochodu, głosowania w wyborach etc. tak samo do rozpoczecia współżycia.
                          • gytha_ogg no i wyszlo szydlo z worka - gepe 25.07.06, 19:41
                            gepe napisał:

                            > Tylko nie każdy ma
                            > ochotę na 'napoczęty towar' i trudno mieć pretensję.

                            bardzo starasz sie pisac "poprawnie" - niby to wartosci, a zasady i gornolotne
                            stwierdzenia, tylko, ze.... i Tobie wymsknelo sie powyzsze zdanie, ktore
                            potwierdzilo to, o czym pisalam juz wczesniej: przywiazywanie wagi do
                            dziewictwa jest nieuchronnie zwiazane z przedmiotowym traktowaniem drugiej
                            osoby. obojetnie, czy zdajesz sobie z tego w pelni sprawe, czy nie - nie
                            nazwalbys nikogo "napoczetym towarem" (a zrobiles to prawdopodobnie odruchowo i
                            bez glebszego zastanowienia), gdybys widzial w ludziach ludzi, a nie towary. ja
                            nie mialabym ochoty na nikogo, kto uwaza mnie za towar.

                            nie bede wiecej rozbijac Twoich postow i tlumaczyc dalej mojego swiatopogladu
                            po kawalku, bo widze, ze nie nalezysz do osob reformowalnych w tej sprawie.
                            w kwestii danych statystycznych chodzilo mi o to, ze Twoje wynurzenia nie maja
                            zadnego zastosowania w rzeczywistosci - mozesz sobie teoretyzowac i
                            hipotetyzowac do woli, ale w zyciu kazdy natrafia na konkretna osobe, a nie
                            hipotetyczna przecietna. wszelkie uogolnienia sa po prostu sztuka dla sztuki -
                            bez znaczenia w realnej rzeczywistosci.
                            stwierdzenie, ze wiernosc zaczyna sie jeszcze przed poznaniem tej jedynej
                            osoby, zakrawa na zarty.

                            wszystko byloby OK, gdybys swoje zasady uwazal za po prostu swoje, a nie
                            probowal udowodnic, ze sa uniwersalne. ja nie mam zamiaru zachecac Cie, czy
                            namawiac do seksu przedmalzenskiego - jest to wylacznie Twoja prywatna sprawa i
                            Twoj wybor. Ty natomiast probujesz dowiesc, ze tylko Twoj sposob na zycie jest
                            dobry i moralny, a deprecjonujesz inne punkty widzenia, inne podejscia. ja
                            uwazam, ze w seksie kazdy powinien isc wlasna, indywidualna droga, gdyz jest to
                            najprywatniejsza sprawa ze wszystkich - dotad, dopoki zachowuje szacunek do
                            siebie i innych ludzi. jesli uwazasz, ze tylko Twoje podejscie oznacza ten
                            szacunek, to grubo sie mylisz. zdanie, ktore zacytowalam na poczatku tego
                            posta, swiadczy o czyms wrecz przeciwnym. nadawanie zbyt wielkiego
                            znaczenia "przedslubnemu dziewictwu" prowadzi do oceniania czlowieka przez
                            pryzmat seksu, tak, jakby nie liczyly sie jego cechy osobowosci, inteligencji
                            itd. - jest to splycanie czlowieka do jednej tylko plaszczyzny, ktora istotna
                            jest wlasciwie tylko dla danej osoby, ktorej dotyczy, a nie powinna byc istotna
                            dla wszystkich naokolo.
                            • Gość: m Re: no i wyszlo szydlo z worka - gytha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.06, 19:52
                              Moze przy braku gepe ja troche pofilozofuję
                              Wydaje mi się,ze wlasnie traktowanie seksu jako czegos co mozna dac kazdej
                              osobie, ktora mi sie akurat spodoba i do ktorej mam pociag jest przedmiotowym
                              traktowaniem osoby ,
                              a juz na pewno jest nim "probowanie się" ,bo wlasnie towar się probuje a jak
                              nie działa lub gorzej działa to sie reklamuje lub wyrzuca.
                              Seks jest ogromna siła i wielu ludzi podejmuje decyzje o malzenstwie bo im
                              dobrze w łozku i godzą sie, lagodza konflikty zawsze poprzez łozko. To nie
                              prowadzi do budowania prawdziwego porozumiania na innych płaszczyznach i jest
                              kierowaniem sie w życiu seksem-stad tez złe decyzje do malzenstwa i brak
                              porozumienia w malzenstwie, zwłaaszcza jak w nieco starszym wieku te sprawy
                              schodza na inny plan.
                              Nie znam w zyciu osoby ,ktora nie mogac powstrzymac sie od uprawiania seksu
                              przed malzenstwem moze sie nagle pohamowac w malzenstwie jesli chodzi o osoby
                              trzecie. Oczywiscie mozemy mówic o zobowiazniach, przysiegach wiernosci itd.
                              Tyle,ze "co jas sie nie nauczył tego jan nie bedzie umiał",wiec granica tej
                              wiernosci bedzie tylko tam gdzie partner znajdzie sobie lepsza, bardziej
                              pociagajaca partnerke. Nie bedzie potrafił zyc we wstrzemieźliwosci, walczyc z
                              namietnosciami kiedy przyjdzie czas kryzysu,albo pojawi sie ktos trzeci.
                              Taka jest praktyka zycia niestety. A z faktami sie nie dyskutuje, z faktów sie
                              wyciaga wnioski...
                              • gytha_ogg Re: no i wyszlo szydlo z worka - gytha 25.07.06, 20:17
                                Gość portalu: m napisał(a):

                                > Moze przy braku gepe ja troche pofilozofuję
                                > Wydaje mi się,ze wlasnie traktowanie seksu jako czegos co mozna dac kazdej
                                > osobie, ktora mi sie akurat spodoba i do ktorej mam pociag jest przedmiotowym
                                > traktowaniem osoby ,

                                chyba raczej jest to przedmiotowe traktowanie seksu, jak juz cos (akurat
                                zarowno osoba dajaca, jak i bioraca cokolwiek jest najbardziej podmiotem, a
                                przedmiotem jest cos, co mozna dac lub wziac).

                                > a juz na pewno jest nim "probowanie się" ,bo wlasnie towar się probuje a jak
                                > nie działa lub gorzej działa to sie reklamuje lub wyrzuca.

                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=45386940&a=45517879
                                > Seks jest ogromna siła i wielu ludzi podejmuje decyzje o malzenstwie bo im
                                > dobrze w łozku i godzą sie, lagodza konflikty zawsze poprzez łozko. To nie
                                > prowadzi do budowania prawdziwego porozumiania na innych płaszczyznach i jest
                                > kierowaniem sie w życiu seksem-stad tez złe decyzje do malzenstwa i brak
                                > porozumienia w malzenstwie, zwłaaszcza jak w nieco starszym wieku te sprawy
                                > schodza na inny plan.

                                nigdy nie twierdzilam, ze jedyna podstawa do porozumienia ma byc seks. seks
                                jednak rozladowuje napiecie i obniza agresje, a to zawsze pomaga patrzec na
                                rozne sprawy trzezwo i spokojnie.


                                > Nie znam w zyciu osoby ,ktora nie mogac powstrzymac sie od uprawiania seksu
                                > przed malzenstwem moze sie nagle pohamowac w malzenstwie jesli chodzi o osoby
                                > trzecie.

                                w takim razie znasz bardzo niewiele osob lub tez obracasz sie nie wsrod tych
                                ludzi, jakich nazwalabym "na poziomie".

                                > Oczywiscie mozemy mówic o zobowiazniach, przysiegach wiernosci itd.
                                > Tyle,ze "co jas sie nie nauczył tego jan nie bedzie umiał",wiec granica tej
                                > wiernosci bedzie tylko tam gdzie partner znajdzie sobie lepsza, bardziej
                                > pociagajaca partnerke.

                                "madrosci" ludowe nigdy nie sa w dyskusjach powaznym argumentem, pamietaj :)
                                zamiast przyslow o jasiu, lepiej stosowac w zyciu proste, acz pewne zasady,
                                np.: na nauke nigdy nie jest za pozno.
                                a nie chce przez to oczywiscie powiedziec, jakoby ktos, kto uprawia seks przed
                                slubem ze swoim partnerem, mial sie jeszcze czegokolwiek uczyc. nie ma tu
                                zadnej podstawy do takiego stwierdzenia.

                                > Nie bedzie potrafił zyc we wstrzemieźliwosci, walczyc z
                                > namietnosciami kiedy przyjdzie czas kryzysu,albo pojawi sie ktos trzeci.
                                > Taka jest praktyka zycia niestety. A z faktami sie nie dyskutuje, z faktów
                                sie wyciaga wnioski...

                                przepraszam, czy caly czas mowisz o osobach, ktore po prostu rozpoczely
                                wspolzycie przed zawarciem malzenstwa? :) ehhh....
                                tylko dlaczego te Twoje "fakty" podejrzanie przpominaja mi gadke ksiedza na
                                katechezie albo "porady" z gazetki "Milujcie sie", ktora to mialam okazje kilka
                                razy przegladac, ku swojej uciesze badz rak zalamaniu... bo z rzeczywistoscia
                                to ma tyle wspolnego, co wiedza proboszcza na temat samopoczucia podczas
                                ciazy :)
                              • gepe do m 26.07.06, 09:24
                                Cześć,

                                Myśmy się już chyba kiedyś spotkali na forum, prawda?
                                Super, że ciągle jesteśmy po tej samej stronie, miło Cię znów widzieć.
                                Jak to mówił pewien znakomity człowiek 'Tyj, bracie, na duchu!' :)

                                Dzięki za wsparcie, trzymaj się :)

                                pozdrawiam - gepe
                            • gepe Re: no i wyszlo szydlo z worka - gepe 26.07.06, 09:13
                              gytha_ogg napisała:

                              > gepe napisał:
                              >
                              > > Tylko nie każdy ma
                              > > ochotę na 'napoczęty towar' i trudno mieć pretensję.
                              >
                              > bardzo starasz sie pisac "poprawnie" - niby to wartosci, a zasady i gornolotne
                              > stwierdzenia, tylko, ze.... i Tobie wymsknelo sie powyzsze zdanie, ktore
                              > potwierdzilo to, o czym pisalam juz wczesniej: przywiazywanie wagi do
                              > dziewictwa jest nieuchronnie zwiazane z przedmiotowym traktowaniem drugiej
                              > osoby. obojetnie, czy zdajesz sobie z tego w pelni sprawe, czy nie - nie
                              > nazwalbys nikogo "napoczetym towarem" (a zrobiles to prawdopodobnie odruchowo i
                              >
                              > bez glebszego zastanowienia), gdybys widzial w ludziach ludzi, a nie towary. ja
                              >
                              > nie mialabym ochoty na nikogo, kto uwaza mnie za towar.

                              Tuś mnie czekała :) Ech... gytha, przeciez Ty mnie wogóle nie znasz, a szafujesz
                              opiniami. Mam wrażenie,że wyobrażasz mnie sobie jako kolesia, który usiadł przed
                              komputerem z postanowieniem naprawy świata, a tak naprawdę myśli zupełnie
                              inaczej niż pisze i zmusza się do 'gładkich', poprawnych' sformuowań i w końcu
                              coś mu się 'wymsknie', jak ten nieszczęsny 'naruszony towar'. Ja nie jestem,
                              żadnym księdzem, żeby pisać gładkie kazania. Staram się być kulturalny i nikogo
                              nie obrażać, bo już się wyzwisk i czepiania na forum naczytałem do oporu - i
                              tyle. Ale jestem w tym jak się wyrażam zupełnie naturalny.
                              Mam nadzieję, że nie prowadziłaś tej dyskusji tylko po to, by wyciągnąć z
                              zanadrza jedno nieszczęśliwie sformuowane zdanie.
                              Dla Twojej informacji - posłużyłem się jedynie epitetem spotkanym już gdzieś
                              wcześniej, bo już mi się nie chciało pisać kolejny raz 'osoba, która.....'.
                              Zresztą celowo ująłem to w cudzysłów, bo nie uważam tego za sformuowanie
                              szczęśliwe, choć może nieźle opisujące.
                              Jeśli poczułaś się urażona - przepraszam.


                              >
                              > nie bede wiecej rozbijac Twoich postow i tlumaczyc dalej mojego swiatopogladu
                              > po kawalku, bo widze, ze nie nalezysz do osob reformowalnych w tej sprawie.

                              Ja bardzo przepraszam, ale jeśli dyskutowaliśmy po to, by siebie _przekonywać_,
                              to w tym momencie możemy skończyć. Nie jestem idiotą, zdaję sobie sprawę, że w
                              ten sposób nikt nikogo do niczego tak naprawdę nie przekona i nie o to mi idzie.
                              Moim celem było i jest nadal pokazać, że postawy i opinie, które w dzisiejszym
                              świecie są dyskredytowane (w tym przypadku kult dziewictwa, przedmałżeńska
                              czystość itd.) mają swoich zwolenników, którzy nie są oszołomami w radiomaryjnym
                              skansenie, zepchniętymi do kruchty, czy katechetycznej salki nawiedzonymi, tylko
                              twardo stąpającymi po ziemi ludźmi, którzy w dodatku swoje racje potrafią
                              poprzeć racjonalnymi (racjonalnymi!) argumentami, niekiedy nawet - o zgrozo -
                              naukowymi. Nie udało się - trudno. Ale może coś w podświadomości gdzieś zostanie.

                              > w kwestii danych statystycznych chodzilo mi o to, ze Twoje wynurzenia nie maja
                              > zadnego zastosowania w rzeczywistosci - mozesz sobie teoretyzowac i
                              > hipotetyzowac do woli, ale w zyciu kazdy natrafia na konkretna osobe, a nie
                              > hipotetyczna przecietna. wszelkie uogolnienia sa po prostu sztuka dla sztuki -
                              > bez znaczenia w realnej rzeczywistosci.

                              Jesteś pewna, że żadnego? No to 'pożyjemy, zobaczymy' :) W moim środowisku
                              model, który starałem się opisać i popierać sprawdził się już wiele razy i na
                              pewno jeszcze więcej razy sie sprawdzi.
                              Z tego, co wydedukowałem, jesteś na studiach, albo trochę po. Jestem pewien, że
                              słyszałaś o czymś takim jak 'modelowanie', 'model' i że za pomocą takich
                              konstrukcji można całkiem nieźle opisać rzeczywistość na poziomie pewnej grupy.
                              I że takie modele służą do badań naukowych (niekoniecznie statystycznych).
                              Jakość takiego modelu, czyli to, w jak poprawny sposób opisuje on daną
                              rzeczywistośc zależy m.in. od przyjętych warunków brzegowych i stopnia jego
                              sparametryzowania -, zdarza się, że niektóre z nich wręcz wzorcowo opisują
                              zachowania grupy.
                              Jak do tych spraw podchodzi gytha, czy vivian, czy gepe - tak naprawdę mnie nie
                              obchodzi. Za to obchodzi mnie, jak do nich podchodzi młodzież - bo oni będą
                              kształtowali zachowania naszych dzieci i wnuków. I wolabym, by je kształtowali
                              godnie, niż lekceważąco w stosunku do zasad, które i mnie są drogie.


                              > stwierdzenie, ze wiernosc zaczyna sie jeszcze przed poznaniem tej jedynej
                              > osoby, zakrawa na zarty.

                              To takie oczywiste? Nie. Moim zdaniem na żart (ponury dość) zakrawa fakt, że
                              istnieją jeszcze ludzie, którzy sobie z tego nie zdają sprawy (nie piję do Ciebie.)

                              > wszystko byloby OK, gdybys swoje zasady uwazal za po prostu swoje, a nie
                              > probowal udowodnic, ze sa uniwersalne. ja nie mam zamiaru zachecac Cie, czy
                              > namawiac do seksu przedmalzenskiego - jest to wylacznie Twoja prywatna sprawa i
                              >
                              > Twoj wybor. Ty natomiast probujesz dowiesc, ze tylko Twoj sposob na zycie jest
                              > dobry i moralny, a deprecjonujesz inne punkty widzenia, inne podejscia. ja
                              > uwazam, ze w seksie kazdy powinien isc wlasna, indywidualna droga, gdyz jest

                              Sądzę, że Twój osąd jest wynikiem zbytniego 'wzięcia do siebie' tego, co piszę.
                              A ja nie zamierzam nikogo do niczego przekonywać. Ja po prostu mówię 'jestem',
                              'są tacy ludzie i w dodatku mogą mieć rację'. A Ty (Wy) wcale nie musicie się
                              zgadzać.

                              to
                              >
                              > najprywatniejsza sprawa ze wszystkich - dotad, dopoki zachowuje szacunek do

                              Tu kilka zdań. Już wiele razy zaobserwowałem, że jeśli komuś coś nie pasuje (a
                              częściej: jest z czymś na bakier), to stara się zepchnąć oponenta do magicznej
                              'sfery prywatnej'. 'Religia - Twoja prywatna sprawa', 'zachowania seksualne -
                              Twoja prywatna sprawa' itp. Owszem, niekiedy ma to uzasadnienie, ale często jest
                              to próba usprawiedliwienia swoich - w sumieniu niewłaściwych - postępów (żeby
                              nie znów nie było: nie wiem, jak jest w tym przypadku, ale się asekuruję).
                              A tymczasem jest tak: owszem - sam seks w sensie pożycia - to jest jak
                              najbardziej prywatna sprawa i nikomu nie zaglądamy do alkowy. Ale już Twoja czy
                              moja opinia, stosunek do tego seksu jest jak najbardziej sprawą 'publiczną'. To
                              trzeba rozdzielić. A dlaczego? Ano dlatego, że te opinie, poglądy na różne
                              tematy składają się na świadomość społeczną (choćby dlatego, że wymieniamy się
                              tymi poglądami na forum) i w jakiś sposób ją kształtują. I będą w jakiejś tam
                              mikroczęści kształtowały opinie następnych pokoleń. To zdecydowanie wykracza
                              poza 'priv'. To tak w skrócie.


                              > siebie i innych ludzi. jesli uwazasz, ze tylko Twoje podejscie oznacza ten
                              > szacunek, to grubo sie mylisz. zdanie, ktore zacytowalam na poczatku tego
                              > posta, swiadczy o czyms wrecz przeciwnym. nadawanie zbyt wielkiego
                              > znaczenia "przedslubnemu dziewictwu" prowadzi do oceniania czlowieka przez
                              > pryzmat seksu, tak, jakby nie liczyly sie jego cechy osobowosci, inteligencji
                              > itd. - jest to splycanie czlowieka do jednej tylko plaszczyzny, ktora istotna
                              > jest wlasciwie tylko dla danej osoby, ktorej dotyczy, a nie powinna byc istotna
                              >
                              > dla wszystkich naokolo.

                              Gytha, albo nieuważnie czytasz - może to po części moja wina, bo i długie posty
                              i dygresji sporo - albo wykazujesz złą wolę. Przyjmuję, że to pierwsze.
                              Gdzie ja napisałem, że zwracam uwagę _tylko_ na stosunek do seksu? Za to
                              zaznaczałem kilka razy (no, raz co najmniej), że to jeden z wielu czynników,
                              wprawdzie bardzo ważny. Natomiast proporcje mogą być takie, że dużo o tym piszę,
                              bo przecież o tym rozmawiamy.


                              pozdrawiam - gepe
    • autenty Smok Wawelski tez wolal dziewice! 18.07.06, 19:09
      To stad ten kult.
      • gepe Re: Smok Wawelski tez wolal dziewice! 18.07.06, 19:11
        autenty napisał:

        > To stad ten kult.


        :D
      • vivablue Re: Smok Wawelski tez wolal dziewice! 19.07.06, 00:50
        autenty napisał:

        > To stad ten kult.

        Tak, to jest wyjasnienie :-)
    • kamajkore Re: skąd ten kult dziewictwa? 18.07.06, 21:02
      Może stąd, że u nas większość ludności (a więc i większość facetów) to katolicy,
      a w katolicyźmie czci się boginię-dziewicę... kto ich tam wie, dlaczego...? :)
    • iza1310 Izka 18.07.06, 23:26
      Afirmacja dziewictwa występowała też w religiach niechrześcijańskich. Oznaczało
      ono niezależność, "bieganie samopas", zwolnienie z konieczności podporządkowania
      mężczyźnie i rodzenia mu dzieci. Boginie o androgynicznej tożsamości, np. Atena,
      Artemida-były dziewicami. Często również kapłanki, których status społeczny był
      przecież wysoki.
      Być może początkowo tak rozumiano sens celibatu zakonnic - uczone, powszechnie
      szanowane niewiasty. Elżbietę I też nazywano "The Virgin Queen".
      • iza1310 Nie chciałam bynajmniej zasugerować 18.07.06, 23:26
        • iza1310 Re: Nie chciałam bynajmniej zasugerować 18.07.06, 23:28
          że jakaś Izka jest dziewicą.
          Pomyliły mi się rubryki.
    • Gość: Matylda Re: skąd ten kult dziewictwa? IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 19.07.06, 00:07
      Jesteśmy dorośli (mam nadzieję, że wszyscy) to wiemy, że można robić przed
      ślubem takie rzeczy o jakich mąż nie śni nawet w noc poślubną a dziewictwo
      zachować. Obecność błony dziewiczej wskazuje jedynie na to, że kobieta nie
      odbywała stosunków seksualnych w klasycznym pojęciu. Czy więc chodzi o ten
      kawałek błony czy raczej o czystość w sferze psychiki? Co bardziej się liczy;
      niewinne ciało czy niewinna dusza? Co właściwie jest tym dziewictwem?
      • Gość: iki Re: skąd ten kult dziewictwa? IP: 86.67.66.* 19.07.06, 03:10
        Kiedyś to wszystko miało swoje podstawy - podstawy biologiczne przerabiane na
        religijne - mające zabezpieczyć ciągłość męskiego rodu. Zauważcie, że podobne
        ograniczenie chyba nigdzie nie obowiązywało mężczyzn, a i za cudzołówstwo
        przeważnie karano kobiety (choć w cudzym łóżku same nie były). Tak też jest w
        przyrodzie: samiec kopuluje z wieloma partnerkami, ale samice mają przeważnie
        niewielu, albo tylko jednego partnera. Żałosne jest dorabianie do biolgii zasad
        religijnych.

        A trzymanie "dziewictwa" dla "tego/tej jedynej" też jest obecnie żałosne: w
        przypadku każedgo z moich (dla tropicieli rozpusty: niewielu) partnerów wydawało
        mi się, że to ten właściwy, a powodem rozstania był raz i seks. Bo wpólne życie
        to także seks, szanowni obrońcy cudów, a ludzkie oczekiwania, marzenia, fantazje
        seksualne bywają różne. I tak, jak nie nie dojdą do porozumienia miłośnik mebli
        w stylu Ludwika XIV z wielbicielką pop-artu (a kompromisy w upodobaniach
        niezawsze są możliwe), tak i np. mężczyzna szukający dominatorki nie zgra się z
        kobietą uległą (itp). Ale tego nie sprawdzi test w przykościelnej salce.

        Dziewictwa nie ma, jest znalezienie kogoś, na kogo się czekało. I ta osoba
        otrzymuje coś specjalnego: bezwzględną miłość, wierność, zaufanie, szacunek,
        przy niej jednej zawsze czujemy się dobrze. Ale tego wszystkiego - seksualności
        też - trzeba się dowiedzieć, nauczyć, spotykając z różnymi ludźmi. Bo inaczej
        skończy się na "katolickim małżeństwie": ona gotuje i mu "daje" bo "tak trzeba",
        a on zjada i idzie na dziwki, bo ona seks traktuje jak dopust boży.
        • Gość: kaczm77 Re: skąd ten kult dziewictwa? IP: *.gazownia.pl 19.07.06, 07:27
          > Zauważcie, że podobne
          > ograniczenie chyba nigdzie nie obowiązywało mężczyzn, a i za cudzołówstwo
          > przeważnie karano kobiety (choć w cudzym łóżku same nie były).

          Bezedura.

          Zajrzyj do Ksiąg Mojżeszowych. Karani byli oboje códzołożnicy - ukamienowaniem.
          Tak mężczyzna jak kobieta.


          > Tak też jest w
          > przyrodzie: samiec kopuluje z wieloma partnerkami, ale samice mają przeważnie
          > niewielu, albo tylko jednego partnera. Żałosne jest dorabianie do biolgii >
          zasad religijnych.


          Załosne to jest sproawdzanie jedynego świadomego gatunku (ludzi) którego
          inteligencja i zdolnosć pojmowania oraz samostanowienia jest bardzo rozwinięta,
          który nie kieruje sie tylko instynktem, ale byl wstanie zbudowac kulturę (to
          szerokie pojęcie) ....

          ...... do poziomu zwierząt.

          <>^<
          • Gość: Aki Re: skąd ten kult dziewictwa? IP: 86.67.66.* 19.07.06, 15:35
            To nie jest sprowadzenie, tylko stwierdzenie faktu: człowiek JEST zwierzęciem i
            kierują nim popędy. A kultura albo niektóre pochwala i wynosi na piedestał (jak
            instynkt macierzyński), albo potępia (jak pociąg seksualny).

            A co do cudzołóstwa, poprawiam się różnie to bywa:
            www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/idealnemalzenstwo/jakdawniejzaniewiernoscmalzenskakarano.html
            Ale przeważnie kobiety karano częściej i surowiej, a co do mężczyzn, to bardzo
            często istniało w dodatku mniej lub bardziej wyraźne przyzwolenie na ich
            kontakty z prostytutkami. Takie a nie inne postępowanie jest uzasadnione
            biologicznie właśnie, a kultura to tutaj tylko dorobiona do logiki matki natury
            okrutna ideologia.
            • gepe Re: skąd ten kult dziewictwa? 19.07.06, 19:52
              Gość portalu: Aki / Iki napisał(a):

              Kiedyś to wszystko miało swoje podstawy - podstawy biologiczne przerabiane na
              religijne - mające zabezpieczyć ciągłość męskiego rodu. Zauważcie, że podobne
              ograniczenie chyba nigdzie nie obowiązywało mężczyzn, a i za cudzołówstwo
              przeważnie karano kobiety (choć w cudzym łóżku same nie były). Tak też jest w
              przyrodzie: samiec kopuluje z wieloma partnerkami, ale samice mają przeważnie
              niewielu, albo tylko jednego partnera. Żałosne jest dorabianie do biolgii zasad
              religijnych.

              A trzymanie "dziewictwa" dla "tego/tej jedynej" też jest obecnie żałosne: w
              przypadku każedgo z moich (dla tropicieli rozpusty: niewielu) partnerów wydawało
              mi się, że to ten właściwy, a powodem rozstania był raz i seks. Bo wpólne życie
              to także seks, szanowni obrońcy cudów, a ludzkie oczekiwania, marzenia, fantazje
              seksualne bywają różne. I tak, jak nie nie dojdą do porozumienia miłośnik mebli
              w stylu Ludwika XIV z wielbicielką pop-artu (a kompromisy w upodobaniach
              niezawsze są możliwe), tak i np. mężczyzna szukający dominatorki nie zgra się z
              kobietą uległą (itp). Ale tego nie sprawdzi test w przykościelnej salce.

              Dziewictwa nie ma, jest znalezienie kogoś, na kogo się czekało. I ta osoba
              otrzymuje coś specjalnego: bezwzględną miłość, wierność, zaufanie, szacunek,
              przy niej jednej zawsze czujemy się dobrze. Ale tego wszystkiego - seksualności
              też - trzeba się dowiedzieć, nauczyć, spotykając z różnymi ludźmi. Bo inaczej
              skończy się na "katolickim małżeństwie": ona gotuje i mu "daje" bo "tak trzeba",
              a on zjada i idzie na dziwki, bo ona seks traktuje jak dopust boży.

              --
      • gepe Re: skąd ten kult dziewictwa? 19.07.06, 19:07
        Gość portalu: Matylda napisał(a):

        > Jesteśmy dorośli (mam nadzieję, że wszyscy) to wiemy, że można robić przed
        > ślubem takie rzeczy o jakich mąż nie śni nawet w noc poślubną a dziewictwo
        > zachować. Obecność błony dziewiczej wskazuje jedynie na to, że kobieta nie
        > odbywała stosunków seksualnych w klasycznym pojęciu. Czy więc chodzi o ten
        > kawałek błony czy raczej o czystość w sferze psychiki? Co bardziej się liczy;
        > niewinne ciało czy niewinna dusza? Co właściwie jest tym dziewictwem?

        Można nakleić nalepkę 'Coca - Cola' na butelkę z oranżadą. To będzie oszustwo.
        Można po wielu seksualnych ekscesach zachować fizjologicznie nienaruszoną błonę
        dziewiczą(albo ją chirurgicznie zrekonstruować). To także będzie coś w rodzaju
        oszustwa.
        Ale kobieta może uszkodzić błonę np. w wyniku wypadku. I tu już przestaje to byc
        jednoznaczne.
        Kobieta jest tu nieco 'poszkodowana', ponieważ w jej przypadku materiał dowodowy
        jest łatwiejszy do zdobycia.

        Niemniej sam fakt istnienia błony dziewiczej nie jest jeszcze dziś żadnym
        gwarantem. To tylko zewnętrzny objaw, ale w istocie dziewica / prawiczek to stan
        bardziej psychiczny niz fizyczny. Ten drugi wynika z pierwszego.

        pozdrawiam - gepe
        • Gość: peach Re: skąd ten kult dziewictwa? IP: .3P2D* / *.saix.net 19.07.06, 22:35
          Hey gepe, zgadzam sie z kazdym Twoim slowem. Mam dokladnie takie samo zdanie na
          temat dziewictwa. Nie rozumiem tego szumu wokol dziewictwa - to indywidualny
          wybor kazdej jednostki.Jednak w dzisiejszych czasach trudno wymagac od kobiet
          realizujacych sie na szczeblach kariery aby czekaly z tym pierszym razem do 35
          roku zycia. I moje drogie w tym wieku dziewica to potwor tak ze nie zalamujcie
          rak i nie wylewajcie lez. Kochajcie sie seks lagodzi obyczaje.
          JUZ NIEDZIEWICA
          • gepe Re: skąd ten kult dziewictwa? 20.07.06, 20:52
            Gość portalu: peach napisał(a):

            > Hey gepe, zgadzam sie z kazdym Twoim slowem. Mam dokladnie takie samo zdanie na
            >
            > temat dziewictwa. Nie rozumiem tego szumu wokol dziewictwa - to indywidualny
            > wybor kazdej jednostki.Jednak w dzisiejszych czasach trudno wymagac od kobiet
            > realizujacych sie na szczeblach kariery aby czekaly z tym pierszym razem do 35
            > roku zycia. I moje drogie w tym wieku dziewica to potwor tak ze nie zalamujcie
            > rak i nie wylewajcie lez. Kochajcie sie seks lagodzi obyczaje.
            > JUZ NIEDZIEWICA

            Hey, Brzoskwinko :)
            Oczywiście, że to koniec końców indywidualny wybór każdego z osobna i
            przynajmniej ja nie zamierzam nikogo zniewalać :)
            Ani także wymagać. Kazdy powinien wymagać od siebie, czego Tobie, sobie i
            wszystkim życzę.

            pozdrawiam - gepe
    • truten.zenobi zazdrość, egoizm, niepewność.. 19.07.06, 19:58
      co do swojej "męskości" czy brak pewności co do ojcostwa...
    • znj2 Re: skąd ten kult dziewictwa? 19.07.06, 22:09
      To jest bardzo zabawne, gdyż każdy facet chce "zaliczać" dupki, a żenić się z
      dziewicą.Znałem pewną dziewicę, która robiła każdemu "loda", natomiast nie
      chciała nawet słyszeć o normalnym stosunku. Jak tłumaczyła: trzymam cnotę dla
      męża.
      • Gość: dziewica Re: skąd ten kult dziewictwa? IP: 5.6.2R1D* / *.saix.net 19.07.06, 22:47
        A mnie zawsze zastanawia czemu Ci ktorym tak bardzo zalezalo na dziewictwie a
        im jakos nie wyszlo potrafia opowiadac takie historie o dziewicach.
        Zazdrosc !!! Ja znalam wiele dziewczyn ktore na haslo kolesia po 5 piwach"o
        CHYBA CIE KOCHAM " bezwiedznie rozkladaly nogi i niewazne ze co miesiac innemu
        wazne ze milosc i ze takie popularne!!!!!.
        • Gość: kaczm77 Re: skąd ten kult dziewictwa? IP: *.gazownia.pl 20.07.06, 09:10
          bo co to tak naprawde znaczy (po 5 piwach) - podaje tłumaczenie...

          "chyba SIĘ kocham... i ciśnienie mam" ;>, tylko ze ona niedoslyszala...

          Rotfl.

          Slyszalem kiedys ze babcie mowily.... "jak suka nie da to pies nie wezmie" - cos
          w tym jest, stąd we wszystkich lekturach wystepuje tzw "zła kboieta" co ją na
          kupę gnoju potem wyworzą ...

          oczywiscie nie zwalniam facetow z odpowiedzialnosci za swoje - bynajmniej...

          <>^<
    • edico Re: Jest to efekt bujania 21.07.06, 21:48
      między idealizmem religijnym a barbarzyńskim okrucieństwem. Czy w naturze
      barbarzyńców istniała zawsze skłonność do idealizowania?

      Jeżeli do tego dodamy, że poza obowiązującym w tych kwestiach dogmatyzmem mamy
      do czynienia z religią istniejącą w formie zorganizowanej w oparciu o
      "najlepsze" wzorce hierarchicznej strażnicy jedynej i ostatecznej prawdy,
      przyczyny i owoce takiego zjawiska stają się w pełni zrozumiałe.
    • xvqqvx Re: skąd ten kult dziewictwa? 22.07.06, 12:27
      Ów "kult" wynika z tego, iż ongiś to był najpewniejszy sposób, żeby wierzyć,
      że poślubiana kobieta nie jest w ciąży z innym mężczyzną. :-)
    • Gość: oO prosta odpowiedź IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.06, 23:03
      może była, ale nie chce mi sie wszystkiego czytać.
      chodzi o przekazanie genotypu - jeżeli kobieta jest "fabrycznie zamknięta" to pozostaje ci już tylko zatroszczyć sie o to, by być jedynym jej partnerem.
      jak nie, to oprócz tej troski ryzykujesz że wychowasz dzieciaka innego z którym zaciążyła ciut wcześniej. marnując wuchte zasobów na coś co nie podtrzyma twojej lini.

      dziś już nie ma to takiego znaczenia, ale sam "rytuał" pozostał, podtrzymywany dodatkowo pięknym uzasadnieniem jakim tłumaczono go od dawna, bo jak sami widzicie powyższe wyjaśnienie nie brzmi najlepiej.
      (z tego samego powodu można zauważyć dość silną pozycje siostrzeńców w kulturze zachodu. wychowując swojego dzieciaka, nie wiem czy jest mój - chyba że zrobie testy, których dawniej nie wykonywano. inwestując w dzieci siostry robie dobrą inwestycje niezależnie od tego, czy była wierna szwagrowi. proste?)
      • Gość: Echo Widze ze ktos ma obsesje na tym punkcie. IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 03.08.06, 05:59
        Prawda jest taka ze charakter budzi szacunek.
        Wyksztalcenie budzi szacunek bo wymaga wysilku.
        Dziewictwo budzi szacunek bo wymaga wysilku.
        Wysilek wymaga szacunku!!!
        • vivian.darkbloom nie traktujmy wysiłku jako wartości samej w sobie 03.08.06, 16:40
          wysiłek można podejmowac także w sprawach bez znaczenia, a nawet złych. Więc sam
          wysiłek, konieczny żeby czegoś dokonać, nie czyni jeszcze danej rzeczy
          wartościową.
          • Gość: Echo Re: nie traktujmy wysiłku jako wartości samej w s IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 03.08.06, 16:56
            > wysiłek można podejmowac także w sprawach bez znaczenia, a nawet złych. Więc sa
            > m
            > wysiłek, konieczny żeby czegoś dokonać, nie czyni jeszcze danej rzeczy
            > wartościową.


            Wysilek budowania charakteru i nie rozmieniania sie na drobne jest najwazniejszym
            rodzajem wysilku ktorego czlowiek moze sie podjac.
    • nick.kertiz To proste 03.08.06, 18:27
      vivian.darkbloom napisała:

      > skąd ten kult dziewictwa?

      > niedawno na onecie sie natknęlam na artykuł o jednorożcach i wynikłą z niego
      > dyskusję o dziewicach i naprawde zdumiał mnie fakt ile osób ( a zwłaszcza
      > meżczyzn) przywiazuje wagę do dziewictwa - nie swojego oczywiscie lecz
      partnere
      > k.
      > jakiś facet utyskiwał, że jego żona nie była dziewicą i myślał, że mu to nie
      > bedzie przeszkadzac, ale jednak zaczęło etc. etc. Cyrk po prostu. albo te
      > deklaracje jak to wspaniale jest zwiazać się z dziewicą i ją rozdziewiczyć
      > albo jaki to wspaniały dar w noc poślubną gdy małżonkowie zachowują dziewictwo
      > aż do tego momentu... czemu ludziom na tym zalezy? wydaje mi się, że jak sie
      > kogoś kocha to fakt czy dana osoba jest dziewicą/prawiczkiem nie powinien mieć
      > znaczenia.



      To proste.

      Religijni oraz inni damscy bokserzy szukają pretekstu, żeby uderzyć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka