worldmaster1
28.07.06, 22:24
Już od paru lat latem w różnych regionach Polski ogłaszany jest stan klęski
żywiołowej, długotrwała susza niszczy uprawy, pojawiają się problemy z
zaopatrzeniem w paszę dla zwierząt na zimę (łąki wysychają), a rolnicy
ponoszą straty finansowe. Większość z nich nie jest ubezpieczona, więc, tak
jak w tym roku, duża część z nich liczy na pomoc ze strony państwa. Pomoc ta,
w takich wypadkach jak tegoroczna susza jest jak najbardziej potrzebna, lecz
nie o tym chciałbym w tym wątku rozmawiać. Uważam bowiem, że tego typu pomoc
powinna być udzielana w wyjątkowych sytuacjach, lecz gdy przestają one
być "wyjątkowe", trzeba szukać metody jak z nimi walczyć. Już od długiego
czasu z różnych źródeł, od różnych ludzi słyszymy, że zasoby wody w Polsce są
wyjątkowo małe. Jak temu zaradzić? Oczywiście budując zbiorniki retencyjne,
który to postulat od czasu do czasu przewija się wśród niektórych partii
politycznych (z którymi nie sympatyzuję, lecz tym razem wyjątkowo się
zgadzam). Wiele państw, mogących pochwalić się nowoczesnym rolnictwem potrafi
racjonalnie gospodarować zasobami wodnymi, które bywają często wykorzystywane
do nawadniania pól uprawnych przy użyciu melioracji lub odpowiednich
urządzeń. My niestety nie możemy zatrzymać większych ilości wody. Dlaczego?
Problem 1. (zaczynając od najbardziej banalnych)
Paaanie... nie piętrzymy wody tym jazem bo dziecko se wejdzie i sie utopi
panie....
Problem 2. (już troche lepiej - jest jakaś regulacja wody)
Paaanie, jaz miał mi pole nawodnić, a wszystko schnie, patrz panieee...
(wizja lokalna) - a dlaczego nie ma zastawki?
- aaa, komuś była deska potrzebna i se zabrał. pewnie w płocie dziure se
załatał...
Problem 3. (indywidualny)
- Paaaanie, zalało mnie....
- Rów nie wykoszony / - nie ma przepustu/ - nie ma rowu
- Przez moje nic tu nie bedzie płyneło! / - A co? To nie mój rów!
Problem 3. (NAJWAŻNIEJSZY)
Niech ktoś spróbuje wybudować w Polsce zbiornik retencyjny. Załóżmy
optymistycznie, że wszyscy właściciele okolicznej ziemi znajdują się "w
zasięgu" (tzn. nie ma spadkobiercy, który jest zameldowany w USA, ale podobno
wyjechał w podróż dookoła świata i zamieszkał gdzieś na Mikronezji).
Następnie trzeba wszystkich przekonać do tego, by sprzedali swoją ziemię pod
inwestycję. I tutaj robi się paskudnie, bo jeszcze nie słyszałem o przypadku,
by nie znalazł się ktoś, kto nie chce sprzedać swojego pół hektara po cenach
z centralnego Manhattanu lub nie chce sprzedać w ogóle I KUNIEC DYSKUSJI.
Po przebiciu się przez zielonych / greenpeace / lokalnych oszołomów /
niesprzyjające przepisy i zdobyciu funduszy na inwestycję można zacząć
budowę.
Wraz z napełnianiem i zagospodarowaniem zbiornika inwestycja zamyka się więc
w jakieś ĆWIERĆ WIEKU!!! ( o ile ktoś niezadowolony nie zaskarży budowy do
sądu - to jeszcze + 3 latka co najmniej). Ile susz trzeba przetrwać przez ten
czas? Ile pieniędzy trzeba przeznaczać na pomoc dla rolników?
Mam liberalne poglądy na gospodarkę i dzisiejszy narodowy socjalizm PiS-u
wywołuje u mnie obrzydzenie i poczucie marnotrawstwa. Nie chcę też twierdzić,
że mieszkańcy wsi, jako słabiej (zazwyczaj) wykształcona grupa społeczna są w
jakiś sposób gorsi, ale czasami naprawdę ręce opadają mi oraz wielu znajomym
inżynierom, jak występują w/w problemy.
Uważam temat wart jest przemyślenia i jest odrobinę bardziej społeczny niż
wiele wątków religijnych, homo vs. hetero itp.