Dodaj do ulubionych

czy powinniśmy ratować samobójców?

13.10.06, 10:29

i dlaczego?

wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3681902.html
Obserwuj wątek
    • trunz Re: czy powinniśmy ratować samobójców? 13.10.06, 10:59
      chyba trzeba ratować, często czyn samobójczy jest wynikiem choroby psychicznej
      albo zalamania nerwowego, wiec podejmują go ludzie nie do konca poczytalni. Po
      otrząsnięciu się, czesto wracają do zdrowia.

      • mozambique Re: czy powinniśmy ratować samobójców? 13.10.06, 11:06
        czyn samobójczyjest nieodrwacalany

        próba samobójcza to co innego
      • alexanderson Radykalne stanowisko 13.10.06, 11:18
        A ja mam bardzo radykalne stanowisko - uważam, że osoba w pełni zdrowa
        psychicznie, podejmująca tę decyzję świadomie ma prawo się zabić i nawet pytać
        nie należy, dlaczego to zrobiła. Sęk w tym, że dla większości ludzi
        samobójstwo=szaleństwo i nie mogą się z tym pogodzić.
        • lilimeye Re: Radykalne stanowisko 13.10.06, 13:35
          alexanderson napisał:

          > A ja mam bardzo radykalne stanowisko - uważam, że osoba w pełni zdrowa
          > psychicznie, podejmująca tę decyzję świadomie ma prawo się zabić i nawet pytać
          > nie należy, dlaczego to zrobiła. Sęk w tym, że dla większości ludzi
          > samobójstwo=szaleństwo i nie mogą się z tym pogodzić.

          Tylko sęk w tym, że osoba zdrowa psychicznie nie podejmuje prób samobójczych.
          Próby takie są wynikiem stanu ostrej depresji, a w takim przypadku nie ma mowy o
          równowadze psychicznej. Dlatego należy ratować samobójców. I leczyć depresję -
          często się udaje.
          • mozambique Re: Radykalne stanowisko 13.10.06, 13:53
            "Tylko sęk w tym, że osoba zdrowa psychicznie nie podejmuje prób samobójczych"

            udowodnij !

            skoro nie mamy wpływu na to kiedy i gdzie sie rodzimy to niektórzy chcą sami
            zdecydowac kiedy i jak odejda z tego swiata.
            Delaczego im to mamy uniemozlwic ?

            Wg mnie ten kto naprawde chce odejs to po prostu popełnia samobójstwo w spoob
            zdecydowany i natychmiastowy.
            Rózne próby to tak naparwde NIECH MNIE KTOS ZAUWAŻY a nie zadne ZEGNAJCIE .
            • lilimeye Re: Radykalne stanowisko 13.10.06, 16:11
              mozambique napisała:

              > "Tylko sęk w tym, że osoba zdrowa psychicznie nie podejmuje prób samobójczych"
              >
              > udowodnij !

              W skrócie tutaj:
              pl.wikipedia.org/wiki/Samob%C3%B3jstwo#Czynniki_psychologiczne
              • 33qq Re: Radykalne stanowisko 13.10.06, 19:55
                a co powiesz o samobójstwach osób nieuleczalnie chorych, na przykład?
                Również uważam, że samobójstwo może być świadomym wyborem .
                • lilimeye Re: Radykalne stanowisko 13.10.06, 20:47
                  33qq napisał:

                  > a co powiesz o samobójstwach osób nieuleczalnie chorych, na przykład?
                  > Również uważam, że samobójstwo może być świadomym wyborem .

                  Świadomość nieuleczalności choroby bardzo często wywołuje depresję.
                  Poza tym, w takiej sytuacji mamy do czynienia z nieuniknionym końcem - tak czy
                  owak taka osoba umrze. Jeśli cierpi, moim zdaniem należy jej pozwolić odejść,
                  ale tu dotykamy problemu eutanazji, a to temat na inną dyskusję.
                  • 33qq Re: Radykalne stanowisko 13.10.06, 21:23
                    teraz będzie bardzo ryzykowna teza: Tak czy owak mamy do czynienia z
                    nieuniknionym końcem.
                    Wyobrażam sobie człowieka któremu się to już znudziło i po prostu chce ten
                    koniec przyspieszyć, bez deprasji, bez choroby i bez kataklizmu, w pełni
                    świadomie, jemu też trzeba "pomagać"?
                    • Gość: ferment Re: Radykalne stanowisko IP: *.chello.pl 13.10.06, 21:42
                      33qq napisał:

                      > teraz będzie bardzo ryzykowna teza: Tak czy owak mamy do czynienia z
                      > nieuniknionym końcem.
                      > Wyobrażam sobie człowieka któremu się to już znudziło i po prostu chce ten
                      > koniec przyspieszyć, bez deprasji, bez choroby i bez kataklizmu, w pełni
                      > świadomie, jemu też trzeba "pomagać"?

                      Wracasz zmęczony z pracy. Wyrywa Ci się stwierdzenie: już nie mam siły, żyć mi
                      się nie chce.
                      A tu kochana rodzinka podaje Ci kroplówkę, fioleczkę z trucizną, przytrzymuje,
                      znaczy pomaga odejść z tego swiata.
                      Strach pomyśleć.
                    • lilimeye Re: Radykalne stanowisko 13.10.06, 21:48
                      > Wyobrażam sobie człowieka któremu się to już znudziło i po prostu chce ten
                      > koniec przyspieszyć, bez deprasji, bez choroby i bez kataklizmu, w pełni
                      > świadomie, jemu też trzeba "pomagać"?

                      W przypadku człowieka, który ma jeszcze lata życia przed sobą, trzebaby postawić
                      pytanie: dlaczego mu się znudziło życie? U podstawy takiego
                      'znudzenia' też leżą czynniki, zakłócające zdrowe funkcjonowanie psychiki.
                    • lilimeye Re: Radykalne stanowisko 13.10.06, 21:51
                      > Wyobrażam sobie człowieka któremu się to już znudziło i po prostu chce ten
                      > koniec przyspieszyć, bez deprasji, bez choroby i bez kataklizmu, w pełni
                      > świadomie, jemu też trzeba "pomagać"?

                      Trzebaby postawić pytanie: dlaczego mu się znudziło życie? U podstawy takiego
                      'znudzenia' też leżą czynniki, zakłócające zdrowe funkcjonowanie psychiki.
          • Gość: *** Re: Radykalne stanowisko IP: *.escom.net.pl 13.10.06, 15:17
            >Tylko sęk w tym, że osoba zdrowa psychicznie nie podejmuje prób samobójczych.

            To mocno naciągany pogląd.

            koń
            • Gość: ferment Re: Radykalne stanowisko IP: *.chello.pl 13.10.06, 15:51
              Gość portalu: *** napisał(a):

              > >Tylko sęk w tym, że osoba zdrowa psychicznie nie podejmuje prób samobójczy
              > ch.
              >
              > To mocno naciągany pogląd.
              >
              > koń<


              Definicja zdrowia

              Zdrowie to pełny dobrostan fizyczny, psychiczny i społeczny, a nie tylko brak
              choroby lub niedomagania.
              Światowa Organizacji Zdrowia, 1946.

              starthealthylife.com/page339.htm
              • kon_by_sie_usmial Re: Radykalne stanowisko 13.10.06, 15:56
                Była mowa o zdrowiu psychicznym, nie dostrzegłeś tego Sfermentowany?


                koń
                • Gość: ferment Re: Radykalne stanowisko IP: *.chello.pl 13.10.06, 16:02
                  kon_by_sie_usmial napisał:

                  > Była mowa o zdrowiu psychicznym, nie dostrzegłeś tego Sfermentowany?
                  >
                  >
                  > koń


                  Czego nie dostrzegłem? Możesz rosjaśnić?

                  Nie jestem sfermentowany.
                  Jestem ferment.
                  Nie widzisz różnicy?

                  • Gość: *** Re: Radykalne stanowisko IP: *.escom.net.pl 14.10.06, 13:36
                    >Czego nie dostrzegłem? Możesz rosjaśnić?

                    A sam sobie popatrz na jaką treść udzieliłeś homilii o zdrowiu.

                    >Nie jestem sfermentowany.
                    >Jestem ferment.
                    >Nie widzisz różnicy?

                    Ty już jesteś Sfermentowany. Czuję to końskimi nozdrzami.

                    koń
                    • Gość: ferment Re: Radykalne stanowisko IP: *.chello.pl 14.10.06, 21:47
                      > Gość portalu: *** napisał(a):

                      > >Czego nie dostrzegłem? Możesz rosjaśnić?
                      >
                      > A sam sobie popatrz na jaką treść udzieliłeś homilii o zdrowiu.
                      >
                      > >Nie jestem sfermentowany.
                      > >Jestem ferment.
                      > >Nie widzisz różnicy?
                      >
                      > Ty już jesteś Sfermentowany. Czuję to końskimi nozdrzami.
                      >
                      > koń

                      Taki jesteś czujny a nie zauważyłeś mojej literówki?
                      Sam poprawię:
                      >rozjaśnić<
                  • Gość: ferment Re: Radykalne stanowisko IP: *.chello.pl 14.10.06, 21:44
                    >Możesz rosjaśnić?<

                    Rozjaśnić rzecz jasna miało być.
          • Gość: asd Re: Radykalne stanowisko IP: *.chello.pl 13.10.06, 19:00
            90% samobójców miało zdiagnozowane zaburzenie psychiczne- najczęsciej są to
            choroby afektywne, dalej toksykomania- alkoholizm,narkomania- schizofrenia,
            zaburzenia osobowosci. zwlaszczxa borderline i antspoleczna.tak dowodza badania.
            • 33qq Re: Radykalne stanowisko 13.10.06, 19:57
              a pozostałe 10 % miała niezdiagnozowaną czy było zdrowe?
              • Gość: asd gdzie te 10%? odpowiedz. IP: *.chello.pl 14.10.06, 02:06
                teoretycznie- bo samobójstwo bardzo trudno zbadac- te 90% to determinanty
                psychologiczne-psychopatologia, ktora sie wyksztalcila w trakcie okresu
                rozwojowego. te 10% to te, ktore badał durkheim, czyli akty sam. popelnione pod
                wplywem czynników spolecnzych.np zla sytuacja materialna, trudna syt. zyciowa
                (sam. fatalistyczne);sa tez samobójcy altruistyczni- np. kamikadze- giną w imię
                idei wyzszej, sam. anomiczne, i egoistyczne.
                jednak problem samobojstwa jest duzo bardziej zlozony niz to sie wydaje. wplywy
                psychologiczne i spoleczne się przenikają. i gdyby nie przypadki samobojców
                altruistycznych, osmielilabym sie twierdzic, ze te 10% to jednak sa
                niezdiagnozowani.
                ps. wlasnie za tydz. bronie sie z tematu samobójstw i zaburzen psychicznych.
        • facet123 Re: Radykalne stanowisko 13.10.06, 14:08
          > A ja mam bardzo radykalne stanowisko - uważam, że osoba w pełni zdrowa
          > psychicznie, podejmująca tę decyzję świadomie ma prawo się zabić i nawet pytać

          Zgadzam się. Tylko, że ten koleś o którym jest artykuł zadzwonił do losowej
          osoby żeby sobie pomarudzić. A to świadczy o tym, że raczej nie chciał się
          zabijać, a jedynie zwrócić na siebię uwagę.
        • pajak.krzyzak Re: Radykalne stanowisko 16.10.06, 22:35
          samobojcy w 99% przypadkow przd popelnieniem samobojstwa probuja dac swiatu
          zewn jakos do zrozumienia ze chca to zrobic...podswiadomie chca aby ich od tego
          odwiesc
      • obserwatorka7 NIE 13.10.06, 17:35
        j.w

        jeśli ktoś już podejmie taką decyzję, to innym od tego wara. chyba chociaż o
        swoim końcu człowiek mógłby zdecydować sam.
        • Gość: ferment Re: NIE IP: *.chello.pl 13.10.06, 17:38
          > obserwatorka7 napisała:

          > j.w
          >
          > jeśli ktoś już podejmie taką decyzję, to innym od tego wara. chyba chociaż o
          > swoim końcu człowiek mógłby zdecydować sam.<

          A to czemu?
          Czy decydował o swym początku?
          • 33qq Re: NIE 13.10.06, 19:58
            Idiotyczny argument.
            To może ktoś powinien zabijać?

            • Gość: ferment Re: NIE IP: *.chello.pl 13.10.06, 20:14
              > 33qq napisał:

              > Idiotyczny argument.
              > To może ktoś powinien zabijać?<

              Na czym polega idiotyzm mego argumentu?

              Zabijać? Dlaczego zabijać człowieka?
              Może lepiej mu pomóc przejść przez trudny czas?

          • 666kgb Re: NIE 14.10.06, 12:56
            Gość portalu: ferment napisał(a):

            >
            > A to czemu?
            > Czy decydował o swym początku?

            nie każdy jest ubezwłasnowolnionym masochistą biegającym całe życie na łańcuchu
            jak pies przu budzie, jeśli to lubisz - twoja sprawa ale daj żyć innym po
            swojemu - przecież łańcucha ci nikt nie zabiera ??!!
    • raveness1 Re: czy powinniśmy ratować samobójców? 13.10.06, 13:57
      Takich jak karierowicze w wyscigu szczurow? To przeciez tez samobojcy.
      Ani mi sie sni. Nie zrobili, nie robia i nie zrobia niczego pozytecznego dla
      swiata. Niech sie zatem pozgryzaja na wlasne zyczenie.
    • Gość: ot Tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.06, 14:02
      Bo ci ludzie mogą się jeszcze na coś w społeczeństwie przydać,
      i z innych przyczyn też
      • mozambique Re: Tak 13.10.06, 14:14
        czyli ciągniemy z nich az pozosatnie tylko flak ?
      • 666kgb Re: Tak 14.10.06, 12:51
        Gość portalu: ot napisał(a):

        > Bo ci ludzie mogą się jeszcze na coś w społeczeństwie przydać,

        ot i pieprzony samolubny "samatytanin" sie znalazł, przydać społeczeństwu !
        a jego to masz w dup..e !?
        • Gość: wer Re: Tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.06, 14:14
          On dlatego chce się zabić, ze myśli, ze nic z niego nie ma,
          chyba, ze jest złośliwy, i chce się zabic , żeby inni mieli kłopot.
    • jaka.to.melodia Re: czy powinniśmy ratować samobójców? 13.10.06, 17:48
      Chyba nikt tutaj nawet nigdy nie miał depresji, więc nie gadajcie takich bzdur !!!
    • jaka.to.melodia Re: czy powinniśmy ratować samobójców? 13.10.06, 17:53
      Ale chyba najczęstrzym powodem samobójstw jest samotność. Tak w ogóle samotność
      jest straszna, bo jest to jedyny problem, którego nigdy nie omówisz z najlepszym
      przyjacielem !!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: niedoszłysamobójca Re: czy powinniśmy ratować samobójców? IP: *.chello.pl 13.10.06, 19:02
      moim zdaniem tak.wdzieczny jestem za to, ze nie zginalem. "znowu w zyciu mi nie
      wyszlo.."- teraz z tego sie ciesze.
      • renebenay Re: czy powinniśmy ratować samobójców? 13.10.06, 20:20
        Mialem kiedys bardzo fajnego kumpla we Francji,pracowalismy bardzo czesto razem
        i on zawsze mowil ze,sie zabije jakby nie mial swoich pieniedzy na zycie-jak
        mowil, nigdy o nic nikogo nie prosil i tez nigdy nie bedzie nikogo
        prosil.Jednego dnia zostal zwolniony i po paru miesiacach bezrobocia skonczyl ze
        soba,dla mnie to bylo marnotrawstwo jednego zycia.
      • lesage Re: czy powinniśmy ratować samobójców? 14.10.06, 10:20
        Dobrych kilka lat temu, w Noc Sylwestrową, godzinę przed północą zadzwonił do
        mnie kolega. Początkowo życzył mi szczęśliwego nowego roku, ale już po paru
        minutach zorientowałam się, że "coś jest nie tak". Nie zadawałam mu żadnych
        pytań, starałam się jedynie podnieść go na duchu. Rozmawialiśmy przez godzinę.
        Odkładając słuchawkę miałam wrażenie, że mój rozmówca czuje się już odrobinę
        lepiej.

        Po kilku latach, całkiem przypadkiem dowiedziałam się, że tamten telefon miał
        być ostatnim telefonem w jego życiu.

        Uważam, że powinniśmy ratować niedoszłych samobójców.



    • Gość: warisw Re: czy powinniśmy ratować samobójców? IP: *.chello.pl 13.10.06, 20:32
      Jestem ciekawa czy ktoś z Was miał osobę bliską , która to zrobiła? A jeśli
      tak , to czy byście ją ratowali? A jeśli nie znalibyście osobiście.... -
      życie to wartość najwyższa .... "Czy powinniśmy..?"
      • Gość: chwila Re: czy powinniśmy ratować samobójców? IP: *.chello.pl 13.10.06, 21:57
        Poruszasz bardzo istotną kwestię. Wszelkie, nawet bardzo "racjonalne" poglądy w
        myśl których nie powinno się odmawiać prawa do decydowania o swoim życiu,
        ulegają diametralnym zmianom, gdy samobójcza śmierć dotyka kogoś bliskiego, lub
        tylko dobrze nam znanego.
    • 666kgb NIE !! 14.10.06, 00:29
      i dlatego, ich wybór ich droga...
    • akasha75 Re: czy powinniśmy ratować samobójców? 14.10.06, 14:49
      Nie wiem, to bardzo trudne. czasem próba samobójcza jest prośbą o zauważenie i
      właśnie o uratowanie, a czasem naprawdę człowiek nie chce już żyć.
    • funix Pytanie: jak? 15.10.06, 02:23
      Pytanie „czy...i dleczego...?” wydaje mi się trochę bez sensu. Czy wypowiadający
      się tu „radykalni” naprawdę wsadziliby ręce w kieszeń, wzruszyli ramionami i
      powiedzieli: „nie moja sprawa, rób jak uważasz” , gdyby chodziło o kogoś z
      rodziny czy bliskich przyjaciół?

      Gdy Słoneczko popełnił samobójstwo nasza paczka ostatecznie się rozpadła. Jakoś
      trudno byłoby sobie patrzeć w oczy – wszyscy zawiedliśmy! Nawet to, że byliśmy
      już rozrzuceni po Kraju i częściowo żonaci przestało być usprawiedliwieniem. Gdy
      widziałem go po raz ostatni, byłem zaszokowany, ale nie dałem tego po sobie
      poznać ( bo przecież nie mieszam się w cudze, prywatne, sprawy... ) i nie
      zrobiłem nic. Mogłem był? Powinienem był?
      Pół roku później powiesił się, pozostawiając żonę i dwóch małych synów. I nikt (
      NIKT!! ) nie potrafił powiedzieć, dlaczego. Tyle wspólnych przeżyć i nocnych
      dyskusji o życiu i ...wszystko g.. warte?

      Co jest ważne w życiu i ile my sami jesteśmy warci, jeśli nie nie potrafimy
      ochronić nawet kogoś bliskiego przed ostateczną klęską?
      • funix Nieśmiałe pytanie... 29.10.06, 01:03
        W związku ze śmiercią Ani i Moniki (wiadomosci.onet.pl/1424649,11,item.html
        ), gdy temat samobójstwa przestał ( jak sądzę ) być jedynie polem do
        abstrakcyjnych popisów retorycznych, chciałbym Was zapytać:
        czy teraz napisalibyście to samo?

        Jeśli nie macie odwagi napisać, proszę, chociaż odpowiedzcie sobie sami:
        Czy powinniśmy ratować samobójców ( Anię i Monikę – tak, inne/ych nie
        koniecznie...) ?
        Uważacie, że śmierć Ani i Moniki to tak jak ich życie: ich sprawa, nikomu nic do
        tego?
        Był to jedynie przejaw głupoty, nieodpowiedzialności ( „nie zwalniającej od
        odpowiedzialności karnej” gdyby się je udało odratować...), choroby psychicznej
        kwalifikującej się do leczenia czy innej patologii (tylko) ich samych?


        PS.
        Tylko w 1986 zanotowano w Polsce 55 samobójstw sprawców/ofiar do 14 roku życia
        ( M:50, K:5 );
        w 1987 : 48 ( M:40, K:8 ).
        W przedziale wiekowym 15-20 było to odpowiednio:
        1986: 277 ( M:209, K:68 )
        1987: 233 ( M:173, K:60 ) ( B.Hołyst „Przywróceni życiu”, s.79 )


        www.Archeologia.glt.pl

    • Gość: omnipotentny nieomal nierozwiązywalny dylemat lekarza IP: *.cn.com.pl 15.10.06, 13:50
      temat samobójstw logicznie wiąże się z tematem eutanazji.
      jeżeli ktoś postuluje, że w imię wolności człowiek ma prawo domagać się od
      lekarza przeprowadzenia eutanazji, a lekarz nie powinien być za to karany (dziś
      za zabójstwo eutanatyczne idzie się do więzienia), to tym bardziej ktoś taki
      musi postulować, żeby lekarz NIE MÓGŁ ratować życia osobie, która dokonała
      nieudanej próby samobójczej. wyobraźmy sobie sytuację, w której powiedzmy na
      oczach kilkudziesięciu ludzi osoba oświadcza, że chce popełnic samobojstwo,
      jest w pelni swiadoma swoich czynów, i dajmy na to skacze z tego balkonu.
      zwolennik eutanazji i nieskrępowanej wolności człowieka powie: miał do tego
      prawo. ale nasz samobójca, dajmy na to, nie zdołał się zabić: leży pod balkonem
      i jęczy, z rozłupaną czaszką, złamanymi kończynami i krwawi. przyjeżdża karetka
      pogotowia, wychodzi lekarz.. i co? zwolennik niczym nieskrepowanej wolności
      powinien powiedzieć: lelarz wobec niewątpliwej sytuacji (byli świadkowie), że
      poszkodowany chciał się zabić, powinien go dobić.
      jeżeli lekarz miałby prawo do dokonywania eutanazji w majestacie prawa, to TYM
      BARDZIEJ powinien mieć prawo do nieudzielania pomocy niedoszłym samobójcom.
      jeżeli zaś uważamy życie człowieka za dobro najwyższe, a więc lekarz ma ratować
      KAŻDEGO potrzebującego i nie może dokonywać entanazji, to niedoszły samobójca,
      po starannym wyleczeniu, powinien znaleźć się na sali sądowej i, niczym u
      hobbesa, zostać skazanym za targnięcie się na życie ludzkie (nie ma znaczenia,
      czyje).
      • Gość: ferment Re: nieomal nierozwiązywalny dylemat lekarza IP: *.chello.pl 15.10.06, 14:21
        > to niedoszły samobójca,
        > po starannym wyleczeniu, powinien znaleźć się na sali sądowej i, niczym u
        > hobbesa, zostać skazanym za targnięcie się na życie ludzkie (nie ma znaczenia,
        > czyje). <

        Zamiast skazywać na więzienie korzystamy z orzeczenia psychiatrów o zaburzeniach
        funkcji psychicznych i potrzebie pomocy lekarskiej
        • Gość: omnipotentny Re: nieomal nierozwiązywalny dylemat lekarza IP: *.cn.com.pl 15.10.06, 15:11
          > Zamiast skazywać na więzienie korzystamy z orzeczenia psychiatrów o
          zaburzeniac
          > h
          > funkcji psychicznych i potrzebie pomocy lekarskiej



          w 100% przypadków jest to zaburzenie funkcji psychicznych? jeżeli tak,
          rzeczywiście proces sądowy nie ma sensu - osoba zostanie uznana za niepoczytalną
          • Gość: ferment Re: nieomal nierozwiązywalny dylemat lekarza IP: *.chello.pl 15.10.06, 15:18
            >> w 100% przypadków jest to zaburzenie funkcji psychicznych?<

            Chyba nie może być inaczej. Człowiek pozbawiony instynktu zamozachowawczego nie
            spełnia podstawowej normy. Tak to widzę.
            Nie móimy tu o samobójstwach z powodu wywieranej na ofiarę presji. To już sfera
            kryminalna.
            • Gość: omnipotentny Re: nieomal nierozwiązywalny dylemat lekarza IP: *.cn.com.pl 15.10.06, 15:52
              > Chyba nie może być inaczej. Człowiek pozbawiony instynktu zamozachowawczego
              nie
              > spełnia podstawowej normy. Tak to widzę.



              generalnie wiem o czym myślisz i się z tym zgadzam, że z człowiekiem, który
              chce się dobrowolnie unicestwić cos musi być nie tak, ale czy, jakby to nazwać,
              głopota samobójcy zawsze będzie obiektywnym zaburzeniem funkcji psychicznych?
              czy to, że ktoś sobie powiedzmy nie radzi w jakiejś sytuacji życiowej, gdy jest
              to tak przytłaczające, że czuje, że nia da rady, czy zawsze podjęcie decyzji o
              samobójstwie będzie wywołane chorobą psychiczną? czy zwykła głupota i
              lekkomyślność a czasemi i nieodpowiedzialność (łatwiej mi się zabić niż
              walczyć) są oznaką choroby psychicznej?
              • Gość: ferment Re: nieomal nierozwiązywalny dylemat lekarza IP: *.chello.pl 15.10.06, 17:04
                >? czy zwykła głupota i
                > lekkomyślność a czasemi i nieodpowiedzialność (łatwiej mi się zabić niż
                > walczyć) są oznaką choroby psychicznej?<

                Pewnie zależy od sposobu definiowania, przyjętych kryteriów.
                Mozna przyjąć/?/, że i głupota i nieodpowiedzialność to jakieś zaburzenie
                funkcjonowania i nazwać je zaburzeniem psychicznym. A to już nie jest zdrowie,
                psychiczne też.
                Zbytnio chyba teoretyzujemy, nie mając podstaw naukowych. Nie jestem lekarzem
                psychiatrą ani psychologiem.
                • Gość: omnipotennty Re: nieomal nierozwiązywalny dylemat lekarza IP: 212.2.99.* 15.10.06, 20:53
                  > Mozna przyjąć/?/, że i głupota i nieodpowiedzialność to jakieś zaburzenie
                  > funkcjonowania i nazwać je zaburzeniem psychicznym.


                  owszem, ale głupota i nieodpowiedzialnosc nie zwalniają od odpowiedzialności
                  karnej.
      • funix Genialne! 15.10.06, 14:28
        Po tak błyskotliwym wywodzie logicznym pozostaje już tylko domagać się ( w imię
        Boże ) stosowania, wobec mających za sobą nieudaną próbę samobójstwa, co
        najmniej kary 25 lat więzienia a dla recydywistów – kary śmierci.
        • Gość: omnipotentny Re: Genialne! IP: *.cn.com.pl 15.10.06, 15:00
          funix napisał:

          > Po tak błyskotliwym wywodzie logicznym pozostaje już tylko domagać się ( w
          imię
          > Boże ) stosowania, wobec mających za sobą nieudaną próbę samobójstwa, co
          > najmniej kary 25 lat więzienia a dla recydywistów – kary śmierci.



          nie przesadzajmy z tym dożywotnim, ale tak do 5-ciu lat im się należy.
          jeżeli państwo powstało po to, by zapewnić mi bezpieczeństwo, to powinno mi
          zapewniać bezpieczeństwo zarówno przed samym sobą jak i przed mną samym. Hobbes
          zapewne by stwierdził: niedoszły samobójca musi być wyleczony i zabity za
          naruszenie bezpieczeństwa
          • funix Jeżeli... 15.10.06, 16:59
            > jeżeli państwo powstało po to, by zapewnić mi bezpieczeństwo,
            > to powinno mi zapewniać bezpieczeństwo ...

            Ba! A państwo komunistyczne ( jako idea, przynajmniej...) powstało nawet po to,
            żeby zapewnić ludziom szczęście ( „Od każdego według jego możliwości, każdemu
            według jego potrzeb”). Jeżeli tak, to POWINNO im je zapenić, nawet jeśli ludzie
            TEGO szczęścia nie chcą...

            Nie masz uczucia, że poruszasz się w temacie, który jest Ci w 100% obcy i
            niezrozumiały?

            > ...zarówno przed samym sobą jak i przed mną samym.

            Tu się chyba oportunistycznie z Tobą zgodzę, bo włosy mi już stają dęba!...
            • Gość: omnipotentny Re: Jeżeli... IP: 212.2.99.* 15.10.06, 20:58
              Jeżeli tak, to POWINNO im je zapenić, nawet jeśli
              > ludzie
              > TEGO szczęścia nie chcą...
              >
              > Nie masz uczucia, że poruszasz się w temacie, który jest Ci w 100% obcy i
              > niezrozumiały?
              >



              jest wiele slusznosci w tych koncepcjach, które mówią, ze wspolnota panstwowa
              powstała po to, by każdy czuł sie bezpiecznie. cała ingerencja panstwa w nasze
              życie ogranicza sie do sytuacji, w ktorych chodzi o CHRONIENIE obywatela
              (konstytucja, kk, kc, policja itd). dlaczego uważasz, że ze poruszam sie w
              temacie, który jest mi w 100% obcy?
              • funix Re: Jeżeli... 16.10.06, 00:34
                > jest wiele slusznosci w tych koncepcjach,
                > które mówią, ze wspolnota panstwowa
                > powstała po to, by każdy czuł sie bezpiecznie.

                Pewnie tak. ( Chcąc uściślić tę wypowiedź trzeba by jednak zacytować jeszcze
                Engelsa, ha, ha, ha ;)

                > cała ingerencja panstwa w nasze
                > życie ogranicza sie do sytuacji,
                > w ktorych chodzi o CHRONIENIE obywatela
                > konstytucja, kk, kc, policja itd).

                Niestety, zupełny brak związku przyczynowo-skutkowego z powyższym. Twierdzenie,
                że takowy istnieje (z definicji?) jest bardzo niebezpieczne, bo stanowi alibi
                dla wszelkiej maści totalitaryzmów ( „cel uświęca środki” ), co starałem się
                wcześniej ironicznie wykazać. Przyczyna tego niebezpieczeństwa tkwi w cichym
                założeniu, że są wartości wyższe niż życie pojedynczego człowieka. A stąd już
                tylko krok do: „jednostka niczym, jednostka bzdurą!”
                Czy ja, ateista, muszę Tobie, wierzącemu, przypominać słowa Jezusa na temat
                szabatu? Nie widzę powodu, by nie miały one dotyczyć również państwa.

                > dlaczego uważasz, że ze poruszam sie w
                temacie, który jest mi w 100% obcy?

                Traktowanie samobójców ( i tych niedoszłych ) jako winowajców z punktu widzenia
                dobra wspólnoty państwowej, jest moim zdaniem postawieniem sprawy na głowie,
                przejawem czysto teoretycznego podejścia do tematu, zdradza brak empatii i
                zrozumienia wobec tych którym zabrakło siły by żyć, jak równieś zwykłą
                nieznajomość lieratury psychologicznej na ten temat.
                • Gość: omnipotentny Re: Jeżeli... IP: 212.2.99.* 16.10.06, 20:52
                  > Pewnie tak. ( Chcąc uściślić tę wypowiedź trzeba by jednak zacytować jeszcze
                  > Engelsa, ha, ha, ha ;)


                  uważasz że po co powstało panstwo?


                  > Niestety, zupełny brak związku przyczynowo-skutkowego z powyższym.
                  Twierdzenie,
                  > że takowy istnieje (z definicji?) jest bardzo niebezpieczne, bo stanowi alibi
                  > dla wszelkiej maści totalitaryzmów ( „cel uświęca środki” ), co sta
                  > rałem się
                  > wcześniej ironicznie wykazać.


                  nie, nie stanowi alibi. totalitaryzmy posluguja sie prawem jako narzędziem do
                  utrzymania władzy. normalne panstwo demokratyczne uznaje prawo za srodek do
                  ochrony ludzi.


                  > Przyczyna tego niebezpieczeństwa tkwi w cichym
                  > założeniu, że są wartości wyższe niż życie pojedynczego człowieka


                  czy ja stwierdzilem, że sa wartości wyzsze nic życie czlowieka?
                  wlaśnie, jeżeli życie czlowieka jest najwyższym dobrem, samobójstwo godzi w
                  ład społeczny



                  > Traktowanie samobójców ( i tych niedoszłych ) jako winowajców


                  ja stwierdzilem, jeżeli uważnie czytales, że jeżeli uznajemy prawo do
                  eutanazji, to tym bardziej trzeba uznać prawo do nieratowania życie niedoszłych
                  samobojców. można powiedzieć - niedoszły samobójca w imię wolności ma prawo
                  umrzeć, jeśli tego chciał. ma prawo by ktoś bezkarnie mógł go dobić. czy ja
                  wyznawca Boga muszę tobie, ateiście, tlumczyc na czym polega nieskrępowana
                  niczym WOLNOŚĆ
                  • funix Re: Jeżeli... 17.10.06, 02:02
                    Hm...

                    >uważasz że po co powstało panstwo?

                    A dlaczego piszesz bezosobowo: „powstało” podkreślając równocześnie jego celowość?
                    To KTOŚ je kiedyś w jakichś okolicznościach tworzył. I obawiam się, że to
                    CHRONIENIE obywatela, o którym mówisz, zawsze oznaczało chronienie obywatele
                    bogatego i uprzywilejowanego przed biednym i często właśnie bez praw. ( A to
                    właśnie chcąc nie chcąc Engels...;) Może i warto na ten temat podyskutować, ale
                    chyba nie w tym wątku...

                    > totalitaryzmy posluguja sie prawem jako narzędziem do utrzymania władzy.
                    normalne panstwo demokratyczne uznaje prawo za srodek do ochrony ludzi.

                    Znasz rząd, który przyznaje, że stosuje prawo nie dla ochrony ludzi, ale dla
                    utrzymania władzy?

                    >> Przyczyna tego niebezpieczeństwa tkwi w cichym
                    >> założeniu, że są wartości wyższe niż życie pojedynczego człowieka

                    >czy ja stwierdzilem, że sa wartości wyzsze nic życie czlowieka?
                    >wlaśnie, jeżeli życie czlowieka jest najwyższym dobrem, samobójstwo godzi w
                    >ład społeczny

                    Więc skoro obaj się zgadzamy, że nie ma wartości wyższych niż życie człowieka,
                    to dlaczego dla mnie samobójcy są ofiarami, a dla Ciebie winowajcami
                    załugującymi na wysokie kary (o ile uda się ich uratować..)?
                    ( Podpowiem, że jedna z przyczyn jest ta, że ja ich znam, a Ty nie masz o nich
                    pojęcia...;)

                    > ja stwierdzilem, jeżeli uważnie czytales, że jeżeli uznajemy prawo do
                    eutanazji, to tym bardziej trzeba uznać prawo do nieratowania życie niedoszłych
                    samobojców. można powiedzieć - niedoszły samobójca w imię wolności ma prawo
                    umrzeć, jeśli tego chciał. ma prawo by ktoś bezkarnie mógł go dobić. czy ja
                    wyznawca Boga muszę tobie, ateiście, tlumczyc na czym polega nieskrępowana
                    niczym WOLNOŚĆ

                    Uznaję prawo do eutanazji ( i w tym przypadku uważam, że nie wiesz, o czym
                    mówisz; polecam: www.wstronemorza.spinka.pl/ ), ale absolutnie nie uznaję
                    Twojej pseudologiki. Nikt nigdy nie rozciągał prawa do eutanazji do generalnego
                    uznania prawa do nieratowania życie niedoszłych samobojców i to w imię wolości!!
                    I , na Boga!, nie tłumacz mi proszę jako ateiście, „na czym polega nieskrępowana
                    niczym WOLNOŚĆ”, bo widzę, że ateizm to jeszcze jeden temat, w którym jesteś źle
                    poinformowany ;)

                    Jeśli chcesz lepiej zrozumieć samobójców ( w co wątpię ;) to sięgnij po książki
                    Dąbrowskiego, Kępińskiego, czy prosto: Brunona Hołysta „Przywróceni życiu” ).

                    A póki co, przeczytaj „List Do Pozostałych" Stachury ( bardzo ciężko przeżyłem
                    jego śmierć ) i skonfrontuj ze wszystkim, co do tej pory Ty napisałeś na ten temat.

                    Aha, nie jestem za kontynuacją tej dyskusji, gdyż ona nam obu chyba nic nie
                    daje, a inni i tak już dawno posnęli.


                    List Do Pozostałych

                    Umieram

                    za winy moje i niewinność moją
                    za brak, który czuję każdą cząstką ciała i każdą cząstką duszy,
                    za brak rozdzierający mnie na strzępy jak gazetę zapisaną
                    hałaśliwymi nic nie mówiącymi słowami
                    za możliwość zjednoczenia z Bezimiennym, z Pozasłownym,
                    Nieznanym
                    za nowy dzień
                    za cudne manowce
                    za widok nad widoki
                    za zjawę realną
                    za kropkę nad ypsylonem
                    za tajemnicę śmierci
                    w lęku, w grozie i pocie czoła
                    na zagubione oczywistości
                    na zagubione klucze rozumienia
                    z malutką iskierką ufności, że jeżeli ziarno
                    obumrze, to wyda owoc
                    za samotność umierania
                    bo trupem jest wszelkie ciało
                    bo ciężko, strasznie i nie do zniesienia
                    za możliwość przemienienia
                    za nieszczęście ludzi i moje własne, które dźwigam na sobie
                    i w sobie
                    bo to wszystko wygląda, że snem jest tylko, koszmarem
                    bo to wszystko wygląda, że nieprawdą jest
                    bo to wszystko wygląda, że absurdem jest
                    bo wszystko tu niszczeje, gnije i nie masz tu nic trwałego
                    poza tęsknotą za trwałością
                    bo już nie jestem z tego świata i może nigdy z niego nie byłem
                    bo wygląda, że nie ma tu dla mnie żadnego ratunku
                    bo już nie potrafię kochać ziemską miłością
                    bo noli me tangere
                    bo jestem bardzo zmęczony, nieopisanie wycieńczony
                    bo już wycierpiałem
                    bo już zostałem, choć to się działo w obłędzie, najdosłowniej
                    i najcieleśniej ukrzyżowany i jakże bardzo
                    i realnie mnie to bolało
                    bo chciałem zbawić od wszelkiego złego ludzi wszystkich
                    i świat cały i jeżeli się tak nie stało, to winy mojej w tym
                    nie umiem znaleźć
                    bo wygląda, że już nic tu po mnie
                    bo nie czuję się oszukany, co by mi pozwoliło raczej trwać
                    niż umierać; trwać i szukać winnego, może w sobie;
                    ale nie czuję się oszukany
                    bo kto może trwać w tym świecie - niechaj trwa i ja mu życzę
                    zdrowia, a kiedy przyjdzie mu umierać - niechaj śmierć
                    ma lekką
                    bo co do mnie, to idę do Ciebie Ojcze pastewny
                    żeby może wreszcie znaleźć uspokojenie,
                    zasłużone jak mniemam, zasłużone jak mniemam,
                    bo nawet obłęd nie został mi zaoszczędzony
                    bo wszystko mnie boli straszliwie
                    [ tu tekst nieczytelny]
                    bo duszę się w tej klatce
                    bo samotna jest dusza moja aż do śmierci
                    bo kończy się w porę ostatni papier i już tylko krok i niech
                    Żyje Życie
                    bo stanąłem na początku, bo pociągnął mnie Ojciec i stanę na
                    końcu i nie skosztuję śmierci.
    • maureen2 Re: czy powinniśmy ratować samobójców? 15.10.06, 14:53
      zawsze ratować, ponieważ decyzja bywa podjęta czasami pod wpływem chwili, a
      póżniejsza ocena sytuacji bywa zupełnie inna.
      • lesage Re: czy powinniśmy ratować samobójców? 15.10.06, 15:15
        maureen2 napisała:

        > zawsze ratować, ponieważ decyzja bywa podjęta czasami pod wpływem chwili, a
        > póżniejsza ocena sytuacji bywa zupełnie inna.

        Częściowo masz rację.
        Nie wiem doprawdy dlaczego nikt na Forum nie wspomniał jeszcze o
        tzw. "syndromie presuicydalnym" opisującym kryzys osoby mającej zamiar popełnić
        samobójstwo, a polegającym na zawężeniu świadomości (obecne są jedynie myśli
        dotyczące samobójstwa), zawężeniu działania (podejmowane są jedynie aktywności
        prowadzące do pozbawienia siebie życia) oraz zawężenia uczuciowego (tu
        oczywiście dominują negatywne emocje).

        Może warto także wspomnieć o sygnałach świadczących o chęci popełnienia
        samobójstwa. Są to następujące:

        - poczucie beznadziejności
        - złość, wściekłość, szukanie zemsty
        - zachowania lekkomyślne bądź ryzykowne, podejmowane najwidoczniej bez
        głębszego przemyślenia
        - poczucie bycia w pułapce (sytuacji bez wyjścia)
        - wzrastające używanie alkoholu lub narkotyków
        - oddalanie się od przyjaciół, rodziny, społeczeństwa
        - lęk, rozdrażnienie, niemożność zaśnięcia lub senność w ciągu dnia
        - nagłe zmiany nastroju
        - brak powodu do życia; brak celu czy sensu w życiu

        (przetłumaczone na podstwie wytycznych podawanych przez AAS (Amerykańskie
        Towarzystwo Suicydologiczne)
        • Gość: hanka Re: czy powinniśmy ratować samobójców? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.06, 15:41
          syndrom presiucydalny,to co innego niż dokonana proba samobojcza
          • Gość: ferment Re: czy powinniśmy ratować samobójców? IP: *.chello.pl 15.10.06, 15:43
            Zgłaszam, że nie rozumiem przedmówczyni. Proszę o wyjaśnienie.
            • Gość: hanka Re: czy powinniśmy ratować samobójców? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.06, 15:55
              temat dotyczy ratowania osób ktore podjęły próbę samobojczą a nie doszukiwania
              się wszędzie potencjalnych samobójców na podstawie szerokich kryteriów
          • lesage Re: czy powinniśmy ratować samobójców? 15.10.06, 16:08

            Syndrom presuicydalny dotyczy osób ŻYWYCH mających zamiary samobójcze

            a dokonana próba samobójcza odnosi się do osób MARTWYCH

            Dyskusja w tym wątku dotyczy samobójców (zarówno tych niedoszłych jak i osób
            zmarłych w wyniku udanej próby samobójczej).



            • Gość: hanka Re: czy powinniśmy ratować samobójców? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.06, 16:18
              dokonana próba nie zawsze jest skuteczna, martwego nie można uratować
              • lesage Re: czy powinniśmy ratować samobójców? 15.10.06, 17:50
                w przypadku samobójstwa dokonanego pojawia się zazwyczaj wiele niedomówień

                Należy pamiętać, że śmierć samobójcza nie pozostaje bez wpływu na osoby, które
                miały kontakt ze zmarłym. Jednym z czynników ryzyka podjęcia próby samobójczej
                jest właśnie samobójcza śmierć osoby z najbliższej rodziny lub otoczenia danego
                człowieka. To znaczy, że kiedy zabije się na własne życzenie Twój znajomy,
                członek rodziny czy inna osoba, z którą byłaś w jakikolwiek sposób związana,
                wzrasta prawdopodobieństwo, iż zechcesz kiedyś pójść w jego ślady.
                Stąd też pomocy wymaga osoba, która pozostała przy życiu (samobójstwo
                niedokonane), jak również jednostki z otoczenia osoby, której udało się
                skutecznie odejść z tego świata bądź przeżyć probę samobójczą. W pracy z
                osobami, w rodzinie ktorych ktoś popełnił skuteczne samobójstwo,
                należy "odbudować dobry obraz" osoby zmarłej. Prawie zawsze w takich rodzinach
                (lub wśród znajomych samobójcy) jest wiele złości na osobę zmarłą za to, iż
                opuściła bliskich. Zauważ, że sprawa wygląda zupełnie inaczej, gdy ktoś ginie w
                katastrofie.
                Dlatego, pomimo, iż martwego nie można uratować, można (a nawet trzeba) zająć
                się jego rodziną, przyjaciółmi itp.





                • Gość: hanka Re: czy powinniśmy ratować samobójców? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.06, 18:08
                  ee tam
                  • Gość: Echo Re: czy powinniśmy ratować samobójców? IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 29.10.06, 01:05
                    Statystyka pokazuje ze wiekszosc z nich nie targa sie powtornie na wlasne
                    zycie. Szczegolnie dzieci i mlodziez.
                    • Gość: Echo Zwierzeta nie popelniaja samobojstw! IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 29.10.06, 01:41
                      To niech bedzie przestroga dla postempakow co uwazaja czlowieka za jeszcze jedno
                      zwierze albo co gorsza: maszyne. Samobojstwo tej biednej, upokorzonej
                      dziewczynki jasno pokazuje ze czlowiek to cos wiecej niz "gnoj historii", ze nie
                      jest "narzedziem produkcji i konsumpcji" ale "dzieckiem Bozym" jak to mowil Jan
                      Pawel II przed wysadzeniem komuny w powietrze. CZLOWIEK ma swoja godnosc, zasady
                      moralne i obietnice ze posiadzie NIESKONCZONOSC. Czlowieka mozna ponizyc,
                      podeptac, zbagatelizowac, wysmiac jego przekonania, wartosci i nie dac mu NIC w
                      zamian. Taka jest postempacka obietnica i filozofia ktora mozna czytac prawie w
                      kazdym watku na tym forum.
    • szmajch Re: czy powinniśmy ratować samobójców? 29.10.06, 11:54
      Tak, bo to często akt wołania o pomoc dokonywany w stanie zachwiania równowagi
      emocjonalnej. Wiele osób po takich próbach i po uzyskaniu pomocy wraca do
      normalnego życia. A jeśli ktoś chce się naprawdę na zimno zabić, to obmyśli i
      zrobi to tak, że nikt nie będzie miał najmniejszej szansy mu pomóc.
    • Gość: ant tego który mnie uratuje jak bede chciał umrzeć IP: *.adsl.inetia.pl 29.10.06, 12:06
      OSOBIŚCIE ZAJE..Ę I OBEDRĘ ZE SKÓRY !!!
      • funix Nie ma sprawy ;) 30.10.06, 00:24
        Dla pewności proponowałbym tylko pozostawić karteczkę z jednoznacznym tekstem
        podobnej treści :)

        A tak nieco poważniej.
        Zastanawia mnie, dlaczego właściwie tak wielu, pytanie: czy ratować samobójców,
        wzięło do samych siebie? Przecież 8macek nie pyta: czy oczekujecie, żeby was
        ratować, gdy zechcecie popełnić samobójstwo! Także kontekst ( artykuł ) jest
        jednoznaczny. Chodzi o innych.
        Wystarcza wyobraźni tylko do czubka własnego nosa?

        Ja też daję sobie prawo do zdecydowania o SWOJEJ śmierci. Ale nie widzę w tym
        żadnego „usprawiedliwienia” dla obojętności wobec takiego wyboru INNYCH!

        Jak byś, ant, przyjął rano wiadomość, że z bloku, w którym mieszkasz, rzuciła
        się w nocy 22-letnia dziewczyna? Ja się czułem podle przez kilka tygodni, a
        wcale jej nie pamiętam i jedyne, czego się dowiedziałem to, że „zawsze była
        smutna, chyba miała jakieś problemy”.
        • Gość: ant Re: Nie ma sprawy ;) IP: 217.153.227.* 30.10.06, 13:58
          > A tak nieco poważniej.
          > Zastanawia mnie, dlaczego właściwie tak wielu, pytanie: czy ratować
          samobójców,
          > wzięło do samych siebie? Przecież 8macek nie pyta: czy oczekujecie, żeby was
          > ratować, gdy zechcecie popełnić samobójstwo! Także kontekst ( artykuł ) jest
          > jednoznaczny. Chodzi o innych.
          > Wystarcza wyobraźni tylko do czubka własnego nosa?

          bo jak napiszę o nieratowaniu innych to usłyszę że nie mam prawa decydować za
          innych - i masz rację - nie chce decydować za innych - lecz niech dadzą nam
          prawo zadecydować co chcemy zrobić ze sobą !
          jak nie chcę żyć to nie i koniec, a jak chcę to niech mnie ratują, a
          tłumaczenie "bo jestem stary, bezrozumny, chory itp" i dlatego nie wolno mi
          decydowac o sobie (!!!) powinno się o kant d.. potłuc.

          > Ja też daję sobie prawo do zdecydowania o SWOJEJ śmierci. Ale nie widzę w tym
          > żadnego „usprawiedliwienia” dla obojętności wobec takiego wyboru I
          > NNYCH!

          coś jak Kali i jego spojrzenie na świat ?? bo nie wiem czy cie dobrze rozumiem -
          Kali ukrać krowę, dobrze, Kalemu ukrdli krowę, ooojojoj baaaardzo źle !!
          jesli sie myle to mnie wyprowadź z błędu.

          > Jak byś, ant, przyjął rano wiadomość, że z bloku, w którym mieszkasz, rzuciła
          > się w nocy 22-letnia dziewczyna? Ja się czułem podle przez kilka tygodni, a
          > wcale jej nie pamiętam i jedyne, czego się dowiedziałem to, że „zawsze by
          > ła
          > smutna, chyba miała jakieś problemy”.

          pewnie bym się smucił, bo decyzje innych nie zawsze nas radują, ale przez
          szacunek dla danej osoby nie dyskredytował bym jej za to co uczyniła.To była
          jej decyzja i należy ją uszanować.
          A wszystkich i tak nie uszczęśliwisz !
          • funix Re: Nie ma sprawy ;) 30.10.06, 21:39
            Gość portalu: ant napisał(a):

            >
            > > Ja też daję sobie prawo do zdecydowania o SWOJEJ śmierci. Ale nie widzę w
            > tym
            > > żadnego „usprawiedliwienia” dla obojętności wobec takiego wyb
            > oru I
            > > NNYCH!
            >
            > coś jak Kali i jego spojrzenie na świat ?? bo nie wiem czy cie dobrze rozumiem
            > -
            > Kali ukrać krowę, dobrze, Kalemu ukrdli krowę, ooojojoj baaaardzo źle !!
            > jesli sie myle to mnie wyprowadź z błędu.
            >
            Źle zrozumiałeś, choć bardzo się starałem, by nikomu to właśnie nie przyszło do
            głowy :(
            Zareagowałeś tak, jakbym napisał:>> Ale nie widzę w tym żadnego
            „usprawiedliwienia” dla takiego wyboru INNYCH <<
            Nie chodzi mi o „usprawiedliwienia” (decyzji) samobójców ale o
            „usprawiedliwienia” obojętnej postawy wobec samobójców, tych, którzy sami
            biorą taką możliwość pod uwagę. Chwytasz?
            Absolutnie nie podnieca mnie perspektywa demencji, alzheimera z parkinsonem czy
            umierania w łóżku przez 5 lat po wylewie, ale co to ma wspólnego z tą
            dziewczyną z sąsiedniej klatki schodowej? Cokolwiek było bezpośrednią
            przyczyną, ją zabiła rozpacz, bezradność, samotność, wrażliwość, obojętność
            tych, pomiędzy którymi żyła. Ona nie skorzystała z prawa wyboru (!), ale, w
            jedyny sposób jaki umiała, uciekła od cierpienia, które było ponad jej siły.
            Wiedząc to dopiero byłbym cynicznym hipokrytą, gdybym pomiędzy swoim i jej
            wyborem stawiał znak równości!

            > A wszystkich i tak nie uszczęśliwisz !

            Nie zamierzam. Ale... gdybyśmy, my wszyscy, nie byli tacy obojętni, małostkowi i
            zajęci tylko sobą, i trochę się postarali, i mieli trochę więcej zrozumienia dla
            innych, właśnie innych... to może ich, wieszających się na paskach, skakankach,
            przecinających sobie żyły, trujących się, skaczących z dachów było trochę mniej?

            Czy wystarczy mianować kolejnego świętego, który się nimi zajmie?

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka