barder
28.12.06, 20:12
Mały eksperyment, mianowicie spróbuję w sposub neutralny, z jak najbardziej
neutralnym nastawieniem przedstawić receptę na szczęśliwe współżycie osób
wierzących i niewierzących.
1. Osoba niewierząca z własnej woli nie ma nic wspólnego z organizacjami
religijnymi, nie miesza się do spraw wewnętrznych tych organizacji i nie
bierze udziału w ich powstawaniu / funkconowaniu.
2. Osoba wierząca funkconuje z własnej woli w danej organizacji religijnej,
nie narzuca zasad danej organizacji współobywatelom i we własnym zakresie
bierze udział w jej powsawaniu / funkcjonowaniu.
3. Areną spotkań wierzących i niewierzących jest teren RP - państwa, które
dla zachowania równowagi nie faworyzuje i nie represjonuje żadnej strony.
4. I nikomu nie dzieje się krzywda...
Więc dlaczego ten banalny schemat nie działa? Czy jest on zły?
Nic nie chcę sugerować, nie chcę prowokować...