Dodaj do ulubionych

Uwolniony od jarzma sekty

29.04.07, 12:26
Calokształt nauki koscioła katolickiego przeczy Biblii.Obrzedowosc ,rytuały
zostały stworzone przez władze koscielne celem manipulacji i pozyskiwania
środków finansowych .Historia kształtowania sie koscioła pokazuje ,niechec tej
instytucji do Pisma Świetego.Na przestszeni wiekow ,koscioł niejednokrotnie
zakazywał czytania Biblii ,bojąc sie utraty swego autorytetu. Pod wpływem
znajomosci dziejow koscioła ,postanowiłem podpisac akt apostazji. Jest to
dokument pozwalający na całkowite wystąpienie z kosciola rzymsko -
katolickiego.Stwierdzilem ,ze kwestionowanie nauk koscioła ,przy jednoczesnej
przynaleznosci do tej instytucji ,jest z mojej strony aktem obłudy i
dwulicowosci . By skonczyc z tym ,podjołem decyzje ,ktorej owocem jest
czystosc
sumienia względem samego siebie.Wszystkich do tego zachecam.
Obserwuj wątek
    • chwila.pl Re: Uwolniony od jarzma sekty 29.04.07, 12:40
      mysl2 napisał:

      > Stwierdzilem ,ze kwestionowanie nauk koscioła ,przy jednoczesnej
      > przynaleznosci do tej instytucji ,jest z mojej strony aktem obłudy i
      > dwulicowosci . By skonczyc z tym ,podjołem decyzje ,ktorej owocem jest
      > czystosc sumienia względem samego siebie.

      Podjąłes słuszną decyzję, nie ma sensu kontynuować przynależności do struktur,
      które napawają Cię niesmakiem. Jesli czujesz sie teraz wolny, spełniony, w
      zgodzie z własnym sumieniem to należy Ci tylko pogratulować słusznej decyzji.
      Szanuje Twoją decyzję.
      Ale oczekuję też Twojego szacunku dla tych, którzy mają odmienny punkt widzenia
      na przynależność do KK.
      • rujawi Re: Uwolniony od jarzma sekty 29.04.07, 23:53
        zgadzam się z chwila.pl
        Nasz Nocnik
    • monia-67 Re: Uwolniony od jarzma sekty 30.04.07, 08:35
      Gratuluje dobrej decyzji,ja niedługo też dokonam takiej samej.
    • supaari Re: Uwolniony od jarzma sekty 30.04.07, 09:27
      mysl2 napisał:

      > Calokształt nauki koscioła katolickiego przeczy Biblii.Obrzedowosc ,rytuały
      > zostały stworzone przez władze koscielne celem manipulacji i pozyskiwania
      > środków finansowych .Historia kształtowania sie koscioła pokazuje ,niechec tej
      > instytucji do Pisma Świetego.Na przestszeni wiekow ,koscioł niejednokrotnie
      > zakazywał czytania Biblii ,bojąc sie utraty swego autorytetu. Pod wpływem
      > znajomosci dziejow koscioła ,postanowiłem podpisac akt apostazji. Jest to
      > dokument pozwalający na całkowite wystąpienie z kosciola rzymsko -
      > katolickiego.Stwierdzilem ,ze kwestionowanie nauk koscioła ,przy jednoczesnej
      > przynaleznosci do tej instytucji ,jest z mojej strony aktem obłudy i
      > dwulicowosci . By skonczyc z tym ,podjołem decyzje ,ktorej owocem jest
      > czystosc
      > sumienia względem samego siebie.Wszystkich do tego zachecam.

      To teraz się zacznie!!! Myśl ujarzmiona była trudna do zniesienia, myśl
      uwolniona od jarzma będzie groźniejsza od bomby atomowej i epidemii hiszpanki
      razem wziętych. Ratuj się kto może!!!
    • lolek94 Re: Uwolniony od jarzma sekty 30.04.07, 09:51
      Mysl i reszta ale musimy pamietac o tym ze nie mozemy odrzucic Boga odrzucajac
      jakis kosciol. Sa inne, warto sprobowac. Nawet bez wypisywania sie isc poprostu
      zobaczyc, jak jest w innych kosciolach innej denominacji czy wyznania.

      Niektorzy robia tak ze wkurzaja sie na kosciol lub na jakiegos przełozonego
      (ksiadz , pastor) , nie z przyczyn doktrynalnych nawet i odchodza od Boga. To
      jest dopiero chore.
    • Gość: omnipotentny mam ci pogratulować? IP: *.cn.com.pl 30.04.07, 10:29
    • Gość: osiba Re: Uwolniony od jarzma sekty IP: *.chello.pl 30.04.07, 11:32
      Czytam Pismo Św już parę lat i przyznaję rację temu co napisałeś.Nauka KK jest całkowicie sprzeczna z
      Pismem. Nigdzie nie ma tam mowy o rytuałach, obrzędach ,tradycjach,świętach itd,itp, jakie KK
      praktykuje. Słowo sekta będzie tutaj najodpowiedniejsze. Co mi dało w życiu zauważenie tego? Poprzez
      czytanie Nowego Testamentu i wyłapanie tych rzeczy ,powoli poznawałam naturę Boga i jaki On naprawdę
      jest.Zakochałam się w Jezusie ,zobaczyłam Go jako mojego Pana i Zbawiciela. Przynależność do KK tego
      mi nie dała. Już 10 lat tam nie chodzę i wcale mi tego nie brakuje. Chyba będę musiała podpisać tak jak
      Ty,akt apostazji. myslę,że to będzie OK względem siebie i nie będzie sztucznie podbijało statystyk. Życie
      jest piękne!!!!!!!!!
      • Gość: Jakub Re: Uwolniony od jarzma sekty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.04.07, 12:21
        Polecam wątki jesli ktoś chce tą wypowiedz prostować niech najpierw przeczyta
        te:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=61350072&a=61350072
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=45004708&a=45006869
        • Gość: Jacek Re: Uwolniony od jarzma sekty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.04.07, 13:08
          Jeszcze znalazlem na forum cikut ciekawy podobny do twojej sytulacji
          Ksiądz - lecz Bogu nieznany

          Świadectwo nawróconego księdza
          Josepha Tremblaya






          Bóg jest w stanie zbawić każdego w każdym czasie i każdym miejscu. Bez względu
          na punkt, w jakim ktoś się znajduje, bez względu na jego zajęcie i pochodzenie
          etniczne Bóg zawsze może zbawić dziś każdego, kto się nawróci z grzechów i
          zaufa Jezusowi Chrystusowi jako Dawcy zbawienia. Przykładem tego jest moja
          historia.
          Wszystko zaczęło się w 1964 roku w Chile, gdzie byłem misjonarzem Zgromadzenia
          Księży Oblatów Niepokalanej Maryi, zakończyło zaś w Kanadzie w 1966 roku. Cóż
          dokonało się w ciągu tych dwu lat? Zbawienie mej duszy. Zawsze pragnąłem oddać
          się Bogu. I sądziłem, że uczyniłem, trwając w religii, w której się urodziłem.
          Ale jednego dnia Bóg otworzył mi oczy, ukazując mój grzech i swą drogę
          zbawienia.
          Urodziłem się w Quebecu w Kanadzie w 1924 roku. Od najmłodszych mych lat
          rodzice starali się wpoić mi szacunek dla Boga. Gorliwie pragnąłem Mu służyć i
          oddać Mu się zupełnie według Jego upodobania, zgodnie ze słowami apostoła
          Pawła: ,...proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała
          swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby
          Bożej" (Rz 12,1). To pragnienie służby Mu kierowało mną przy podejmowaniu
          decyzji o przyjęciu święceń kapłańskich kościoła rzymskokatolickiego.

          Misjonarz w Boliwii


          Po kilku latach studiów przyjąłem w Rzymie święcenia kapłańskie. Po roku
          wysłano mnie do Boliwii i Chile, gdzie pracowałem ponad 13 lat. Życie tam
          bardzo przypadło mi do gustu; starałem się też dobrze spełniać obowiązki. Żyło
          mi się przyjemnie u boku mych współpracowników; nawet jeśli kpili z
          deklarowanego przeze mnie zainteresowania Biblią, to ich prośby, bym dzielił
          się wynikami mych studiów, mówiły za siebie. Gdy przezwali mnie ,Józio-Biblia",
          wiedziałem, że w głębi serca zazdroszczą mi. Parafianie też umieli docenić
          posługę opartą na Słowie Bożym, zorganizowali nawet sami domowe grupy biblijne.
          Byłem wręcz zmuszony do starannej lektury Pisma Świętego, aby dobrze
          przygotowywać się zarówno do improwizowanych spotkań domowych, jak i
          niedzielnych kazań.
          Studium Pisma Świętego, traktowane dotąd jak konik, rychło stało się zawodowym
          obowiązkiem. Spostrzegłem, jak jasno wyrażono w nim pewne prawdy, z drugiej zaś
          strony widziałem, że nie ma tam słowa o wielu dogmatach, które badam. Studium
          dowiodło, że właściwie nie znam Biblii; zasugerowałem przełożonym, iż w czasie
          urlopu chętnie pogłębię jej znajomość. Mniej więcej w tym czasie zaprosili mnie
          na wykłady biblijne w swoim seminarium nauczycielskim jezuici z Antofagasty;
          nie wiem, gdzie usłyszeli o mych zainteresowaniach. Świadomy swego braku
          przygotowania, przyjąłem jednak zaproszenie, wiedząc, że nowy obowiązek będzie
          wymagał jeszcze pilniejszego oddania się badaniom Słowa Bożego.

          Ewangelia przez radio

          Ileż godzin, dni i nocy poświęciłem przygotowaniom do zajęć, spotkań, kazań! By
          podsycać w sobie zapał do pracy podczas długich godzin czytania i studiowania,
          miałem zwyczaj słuchać muzyki. Dostałem małe radio tranzystorowe, dzięki czemu
          mogłem sobie słuchać pięknej, spokojnej muzyki bez potrzeby martwienia się o
          przekładanie płyty na drugą stronę.
          Jednego dnia uświadomiłem sobie, że słyszę pieśni i hymny religijne; od czasu
          do czasu, zajęty lekturą Biblii i komentarzy biblijnych, wyławiałem bowiem
          słowo ,Jezus". Nastrój miałem więc sprzyjający. Wtem przerwano nadawanie pieśni
          i nastąpiła lektura krótkiego ustępu biblijnego. Zastanowił mnie ostatni jego
          werset: ,On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy
          się stali w Nim sprawiedliwością Bożą" (2Kor 5,21). Na tym wersecie oparto
          kazanie. Zrazu miałem ochotę zmienić stację, bo słuchanie czyjegoś głosu
          podczas studium rozprasza; poza tym myślałem: ,Cóż nowego może mi ta stacja
          objawić? Mnie, ze wszystkimi mymi stopniami naukowymi? Sam mógłbym ich sporo
          nauczyć". Ale po chwili wahania postanowiłem posłuchać, co ów ktoś ma do
          powiedzenia... I doprawdy, dowiedziałem się cudownych rzeczy o Osobie Jezusa
          Chrystusa. Ogarnął mnie wstyd, gdy uświadomiłem sobie ponad wszelką wątpliwość,
          że nie spisałbym się tak dobrze jak ów kaznodzieja. Wydawało się, że to sam
          Jezus do mnie przemawia, stoi przede mną. Tak mało wiedziałem o tym Jezusie,
          który był przecież w moich myślach i w mych badaniach. Czułem się daleki od
          Niego.
          Po raz pierwszy ogarnęły mnie takie uczucia co do Chrystusa: Wydał mi się
          zupełnie obcy. Miałem wrażenie, że wypełnia mnie pustka, którą sam obudowałem
          konstrukcją z zasad i dogmatów teologicznych, piękną, dobrze zaprojektowaną i
          uzasadnioną, ale nie umiejącą dosięgnąć duszy, zmienić mej istoty. Poczułem się
          tak, jakby wypełniała mnie wielka próżnia. Choć kontynuowałem studia i ze
          zdwojoną energią oddawałem się czytaniu, modlitwie i rozważaniom, pustka
          potężniała z każdym mijającym dniem.

          • Gość: Jacek Re: 2 czesc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.04.07, 13:10
            Zbawienie łaską

            Nadal słuchałem tej samej stacji radiowej, starając się złapać każdy ich
            program. Dowiedziałem się, że mają siedzibę w Quito i nazywają się HCJB.
            Dowiedziałem się też, że ich program jest poświęcony w całości głoszeniu
            Ewangelii na całym świecie. Czasami bardzo mnie wzruszało to, co słyszałem, a w
            takich chwilach chwytałem za pióro i pisałem na ich adres z podziękowaniami i
            prośbą o informacje.
            W ich pogadankach uderzał mnie nacisk na zbawienie z łaski: że cała zasługa za
            zbawienie człowieka przypada nie zbawionemu, ale Panu Jezusowi Chrystusowi,
            jedynemu Zbawcy. Że człowiek nie ma czym się szczycić, bo jego uczynki są
            jak ,skrwawiona szmata", że życie wieczne może otrzymać tylko jako dar, a nie
            nagrodę za dokonania. Że to niezasłużony dar od Boga dla każdego, kto nawróci
            się z grzechów i przyjmie Jezusa do serca i życia jako swego Zbawiciela. Było
            to dla mnie nowe i sprzeczne z teologią, którą znałem: że na niebo i życie
            wieczne można zapracować własnym wysiłkiem, wiernością, hojnością, ofiarami.
            Tak właśnie sam trudziłem się długie lata. Jaki był skutek tych trudów? Chcąc
            sobie na to odpowiedzieć, musiałem dojść do wniosku: ,Wcale nie posunąłem się
            naprzód. Jeśli popełnię grzech śmiertelny i nie wyznam go na czas, idę prosto
            do piekła. Moja teologia głosi, że zbawienie zyskuję przez uczynki i ofiary; w
            Biblii widzę zbawienie za darmo. Moja teologia nie daje mi żadnej pewności
            zbawienia, pewność tę daje natomiast Biblia. Nie wiem, co myśleć. Najwyższy
            chyba czas przestać słuchać tego radia". Wewnętrzny konflikt nabierał
            niepokojących rozmiarów. Cierpiałem fizycznie i psychicznie: bóle głowy,
            bezsenność, strach przed piekłem. Nie miałem ochoty odprawiać mszy, wysłuchiwać
            spowiedzi. Dusza pragnęła przebaczenia i pociechy bardziej niż wszystkie inne
            znane mi dusze razem wzięte. Unikałem ludzi.
            Ale w samotności mego udręczonego serca Bóg nie przestał do mnie mówić.
            Dręczyły mnie wciąż nowe pytania, w sercu tliły się złe przeczucia. Słowo Boże
            przyszło mi z pomocą lejąc kojący balsam na rozpalone emocje. ,Tak Bóg umiłował
            świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie
            zginął ale miał życie wieczne" (J 3,16). ,Wszyscy bowiem zgrzeszyli i
            pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski,
            przez odkupienie, które jest w Chrystusie Jezusie" (Rz 3,23-24). ,Albowiem
            zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w
            Chrystusie Jezusie, Panu naszym" (Rz 6,23). Wiele innych tekstów przyszło mi
            wówczas na myśl, znanych z częstego słuchania audycji HCJB.

            Święta Matka - Kościół

            Poprosiłem o rozmowę przełożonego. Ten mądry człowiek o i ście ojcowskim dla
            nas sercu zdążył zresztą spostrzec moje kłopoty. ,Zmieniłeś się" - zauważył. -
            ,Coś jest nie tak". Wyjaśniłem, czemu się zmieniłem, a on słuchał. Wreszcie
            wyznałem: ,Chcę nie tylko czytać i studiować Biblię, ale i dostosować do niej
            życie, żyć według tego, co tam napisano, bez dodatków autorstwa ludzi".
            Odpowiedź dostałem niejasną; przełożony najwyraźniej nie chciał mnie zranić.
            Poradził, bym nadal czytał Biblię, ale przypomniał, że muszę dochować wiary
            naukom naszej ,Matki, Kościoła Świętego", której należy się poddać nawet w
            rzeczach dla nas niezrozumiałych. Słuchałem go z całym szacunkiem, jaki dla
            niego żywiłem. Sam nie był pewien swego zbawienia. A ja w głębi duszy straciłem
            już wiarę w mój kościół, bo nie uczył on o pewności zbawienia. Na mym sercu
            pojawiła się rysa, która miało z czasem rosnąć i zburzyć wszystko. Szybciej,
            niż przypuszczałem.
            Światło w moim sercu rozbłysło w chwili, gdy się tego najmniej spodziewałem.
            Nadeszła moja kolej na niedzielne kazanie. Jako temat wybrałem sobie ,obłudę
            relgijną", chcąc skorzystać z biblijnego tekstu:

            Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz
            ten, kto spełnia wolę Mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym
            dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie
            wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą
            Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy,
            którzy dopuszczacie się nieprawości [Mt 7,21-23].

            Duch Święty działa

            Znałem mych parafian. Chciałem zwrócić im uwagę na próżną chwałę obnoszoną
            przez niektórych z powodu ich dobrych uczynków, często skrywających zepsute
            serce. Wypowiadając słowa kazania, czułem, że Słowo Boże powraca jak piłka
            pingpongowa, która odbiwszy się uderza prosto w twarz gracza. To fascynujące,
            jak duch ludzki potrafi w ciągu zaledwie chwili skonstruować schemat myślowy,
            który wymagałby długich godzin werbalnego objaśniania. Stało się, że gdy ja
            wygłaszałem kazanie, jakiś głos w moim sercu mówił kazanie tylko do mnie,
            idealnie pasujące do mego położenia.
            Myślałem, że jako osoba pobożna, w dodatku ksiądz, jestem lepszy niż moi
            słuchacze. Lecz słowo to miało się odbić echem właśnie w moich uszach: ,Nigdy
            cię nie znałem. Precz ode Mnie". Oczyma wyobraźni widziałem swą obronę przed
            straszliwą perspektywą: ,Jak to, mój Boże, nie znasz mnie? Czy nie jestem Twoim
            kapłanem? Nie jestem pobożny? Spójrz na ofiary, jakie dla Ciebie poniosłem:
            lata nauki, rozłąka z rodziną, obczyzna, śluby ubóstwa, posłuszeństwa i
            czystości, rezygnacja z wygód - wszystko po to, by Ci lepiej służyć. I Ty
            mówisz, że nigdy mnie nie znałeś? Spójrz na moje cierpienia podczas
            misjonarskiej służby: nie zawsze mogłem najeść się do syta, płakałem z
            płaczącymi, ochrzciłem setki dzieci, wysłuchiwałem najtrudniejszych spowiedzi,
            pocieszałem tyle szlochających, załamanych dusz, cierpiałem chłód, samotność,
            pogardę, niewdzięczność, pogróżki... Jestem gotów życie oddać za Ciebie..."
            Mimo jednak wszystkich tych racji przedstawianych Bogu w uszach dźwięczał mi
            wyrok: ,Nigdy cię nie znałem..." Zaczęło mi brakować argumentów - i siły.
            Myślałem, że nie wytrzymam i wybuchnę płaczem na oczach wszystkich parafian,
            którzy zresztą czuli nadciągającą burzę.
            I burza wybuchła. Łzy nie pozwoliły mówić dalej. Załamany tak haniebną klęską
            całego dzieła mego życia, swymi grzechami i Bożym potępieniem, nie umiałem nad
            sobą zapanować. Uciekłem do biura. Tam, na kolanach, czekałem, aż się uspokoję.
            Co miałem teraz zrobić? Może wybawi mnie moja teologia, jeśli do niej powrócę i
            wiernie zastosuję wszystkie jej dogmaty i zasady? Ale teologia, do której
            powrót rozważałem, też zaczęła ulegać procesowi chaosu, zmiany, niszczenia.
            Powędrowałem myślami do znajomych. Byli w takim samym położeniu jak ja: w
            niepewności. Zaufać tylko sobie? Na swoje dobre uczynki nie mogłem liczyć;
            jedno spojrzenie na siebie dowodziło, że jestem kompletną ruiną. Nie mogłem
            zrobić nic więcej, byłem w zupełnie wyczerpany, przygnębiony, załamany. I w
            takiej chwili Bóg udzielił mi swej łaski.

            Nawrócenie i odpowiedź

            "Cierpienie człowieka to okazja dla Boga". Podczas moich rozważań nad Biblią
            Bóg szykował swe Słowo zbawienia: ,Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę.
            A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt
            nie chlubił" (Ef 2,8-9). W końcu pojąłem swój błąd i powód odrzucenia mnie
            przez Boga: chciałem zbawić się sam przez uczynki- a Bóg chciał zbawić mnie
            łaską. Ktoś już zadbał o sprawę mych grzechów i należnej kary: Jezus Chrystus.
            Dlatego umarł na krzyżu, za grzechy cudze, bo On grzechu nie popełnił. Za czyje
            więc grzechy umarł? Czyżby moje? Tak! Przypomniałem sobie słowa: ,Pójdźcie do
            Mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie"
            (Mt 11,28; BW). Pojąłem, że po pewność zbawienia i pokój duszy muszę iść do
            Jezusa. Już miałem spytać: ,Gdzie jesteś, Jezu, bym mógł przylgnąć do Ciebie?",
            ale nim moje udręczone serce zdążyło to wymówić, przypomniałem sobie
            słowa: ,Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy Mój głos i dr
            • Gość: Jacek Re: 3 czesc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.04.07, 13:11
              Mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną"
              (Ap 3,20).
              Już wiedziałem, gdzie jest Jezus. Był bliżej, niż śmiałbym się spodziewać.
              Pośpieszyłem więc zaprosić Go, aby wszedł do mojego serca, i nie pytałem o
              pozwolenie żadnego człowieka: ,Wejdź, Panie Jezu! Wejdź do mego serca. Bądź
              jego przewodnikiem i mistrzem, umiłowany Zbawicielu!" Wiedziałem, że uwolniono
              mnie od kary, która od dawna wisiała mi nad głową. Otrzymałem zbawienie,
              przebaczenie grzechów. Miałem życie wieczne. Bóg rozpoczął we mnie swe dzieło.
              Teraz dopiero pojąłem Słowo, które wcześniej tylekroć słyszałem: ,On to dla nas
              grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim
              sprawiedliwością Bożą" (2Kor 5,21). ,Lecz On był przebity za nasze grzechy,
              zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego
              ranach jest nasze zdrowie" (Iz 53,5).

              Wewnętrzne zmagania

              Co stało się potem? Z początku nadal spełniałem kapłańskie obowiązki najlepiej,
              jak umiałem; ale powoli zacząłem czuć się dziwnie w tym położeniu. Pojąłem, że
              łaska, która mnie zbawiła, która uczyniła ze mnie dziecko Boże, nie może
              współistnieć z,uczynkami" wykonywanymi z racji roli, jaką dalej usiłowałem
              pełnić. Byłem szczęśliwy - bo w końcu pewny zbawienia; ale nadal krępowała mnie
              powinność wykonywania pewnych uczynków, by zasłużyć sobie na zbawienie.
              Zbawienie już miałem; wszystkie zatem te uczynki zacząłem stopniowo zarzucać,
              jeden po drugim. Zmieniła się tematyka mych kazań i sposób ich wygłaszania.
              Interesował mnie tylko Jezus Chrystus: kim jest i co uczynił. Zrezygnowałem z
              tematów ustalonych przez diecezjalną diakonię liturgiczną, a poświęciłem swe
              wysiłki Osobie i dziełu umiłowanego Zbawcy, ukazując Go właśnie tak zdumionym
              parafianom, nieraz ku ich zakłopotaniu, lecz często ku zbudowaniu.
              Poprosiłem o zwolnienie mnie z obowiązków proboszcza, gdyż nie mogłem dłużej
              głosić tego, co sprzeciwiało się Słowu Bożemu. Przełożeni przyjęli rezygnację,
              choć nie mogli zrozumieć jej powodów. Trzeba przyznać, iż potraktowali mnie
              bardzo dobrze, wiele razy idąc mi na rękę. Nie mogę im nic zarzucić,
              przynajmniej pod względem zapewnienia mi pożywienia, ubrania, zakwaterowania.
              Zyskałem jednak pewność zbawienia; Chrystus stał się moim Mistrzem. Nie
              musiałem już robić nic, aby zapracować sobie na zbawienie - zostało one
              uzyskane dla mnie przez Kogoś Innego. I ten Ktoś miał odtąd kontynuować we mnie
              dzieło, które rozpoczął - gdyż On nigdy nie robi niczego połowicznie.

              Wizyty chrześcijan

              W 1965 roku wróciłem do Quebecu na dłuższy wypoczynek. Odwiedzili mnie tam
              ewangelikalni chrześcijanie. Skąd dowiedzieli się o moich zainteresowaniach
              Słowem Bożym? Nie ukrywali: moje dane przekazał im personel radia HCJB. Ale
              choć rozmowa była bardzo budująca, nie otworzyłem się przed nimi do końca. Jako
              człowiek przez 40 lat uwięziony w systemie, w którym się urodził, wyrósł i żył,
              bałem się uwikłać w kolejny system teologiczny. Prosiłem jednak Pana, aby
              znalazł mi braci i siostry, do których mógłbym dołączyć i nie czuć się tak
              samotnym. Znałem doświadczenia pierwszych chrześcijan, opisane w Dziejach
              Apostolskich: ,Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba
              iw modlitwie" (Dz 2,42). Czy to możliwe, że w naszych czasach wierzący wciąż
              gromadzą się, aby wspominać Pana i oczekiwać Jego przyjścia? Bóg, który
              zapewnił mi zbawienie duszy, miał też zadbać o to, abym zetknął się z Jego
              dziećmi.

              Nowy obowiązek

              Zadzwonili do mnie przełożeni z Montrealu z prośbą o zastąpienie profesora
              teologii w pewnym kolegium w Rouyn. Wahałem się, czy przyjąć propozycję,
              głównie dlatego, że nie przepadałem za regionem Abitibi, którego Rouyn jest
              stolicą. Lecz w końcu zgodziłem się, zastępstwo miało trwać tylko kilka
              miesięcy. Poproszono mnie o wykładanie przedmiotu ,Kościół" i udostępniono całą
              literaturę potrzebną do przygotowania zajęć. Ale przygotowania rozpocząłem
              tylko od Biblii. Studentom wyjaśniłem, czym jest kościół według Biblii.
              Przyznaję, że sam nie do końca pojmowałem, czego uczę; było to tak inne od
              kościoła zhierarchizowanego, w którym przecież dalej się znajdowałem. Przypadło
              mi do gustu studium tego tematu. Aby urozmaicić wykłady, puszczałem studentom
              nagrane wcześniej wywiady z ,osobami z ulicy".
              Jednego razu przeczytałem w prasie, że telewizja nada program pod
              hasłem ,Kościół". Nagrywając ten program z zamiarem pokazania go na zajęciach,
              spostrzegłem, że temat ujęto z biblijnego punktu widzenia. Tak uderzyło mnie
              podobieństwo między tą prezentacją autorstwa nieznanej mi osoby (jak się potem
              okazało, był to ewangelikalny chrześcijanin) a mym własnym ujęciem tematu, że
              wysłałem do autora podziękowanie, prosząc go - jeśli zechce - o spotkanie.
              Przyszedł - a ja poznałem, że zna on Pana. Po kilku wizytach zaprosił mnie do
              siebie, abym spędził niedzielę wraz z jego rodziną. Przy okazji tej wizyty
              pierwszy raz w życiu uczestniczyłem w Pamiątce Wieczerzy Pańskiej. W
              nabożeństwie tym rozpoznałem to, co opisuje 11 rozdział Pierwszego Listu do
              Koryntian, i uświadomiłem sobie, że Bóg odpowiedział na moją modlitwę i
              zapoznał mnie z braćmi i siostrami w Panu, którzy w naszych czasach zbierają
              się razem, aby wspominać Pana i oczekiwać Jego przyjścia. ,Ilekroć bowiem
              spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż
              przyjdzie" (1Kor 11,26).

              Bóg odpowiada

              Wkrótce napisałem do przełożonych w Montrealu, oznajmiając, że odnalazłem swą
              duchową rodzinę, i prosząc, aby postarali się dla mnie o zwolnienie ze ślubów,
              jakie złożyłem w kościele rzymskokatolickim, za którego członka już się nie
              uważam. Napisałem, że moje życie należy teraz do Pana i od Pana zależy odtąd
              jego kierunek.
              Pan mnie wyzwolił, nie tylko z mego grzechu, nie tylko od swego gniewu, ale
              również z wszelkiego systemu ludzkiego pomysłu, który przytłacza i gnębi.

              Teraz jednak dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, nie ma już potępienia.
              Albowiem prawo Ducha, które daje życie w Chrystusie Jezusie, wyzwoliło cię spod
              prawa grzechu i śmierci [Rz 8,1-2].


              Joseph Tremblay,
              nawrócony ksiądz






              Joseph Tremblay, władający płynnie francuskim, hiszpańskim i angielskim,
              prowadzi pracę ewangelizacyjną w wielu krajach. W 1995 roku odwiedził Irlandię,
              głosząc Ewangelię, opowiadając swe świadectwo i wyjaśniając różnicę pomiędzy
              biblijnym chrześcijaństwem a katolicyzmem.
              Adres: P.O. Box 665, Riviere-du-Loup QC G5R 3Z3, Kanada.
              • Gość: osiba Re: 3 czesc IP: *.chello.pl 30.04.07, 21:17
                To samo stało się w moim życiu. 10 lat temu oddałam moje życie Jezusowi i wciąż pamiętam ten dzień.
                Nic dziwnego,skoro wtedy Jezus wybaczył mi moje grzechy i dał nową szansę.To tak jakby ktoś wypuścił
                mnie z więzienia na wolność i to zupełnie za darmo. To było fantastyczne.To był początek mojego życia z
                Nim.Tak realny ,tak fantastyczny. Przez lata poznawałam prawdę i to mnie wyzwoliło z niebiblijnych
                struktur KK.Tych różnic nie da się nie zauważyć. To ewidentne dla każdego zbawionego człowieka ,który
                czyta Słowo.To co przedstawiłeś ,to świetne świadectwo.
      • Gość: omnipotentny wy nie wiecie, co to jest Pismo Świete IP: *.cn.com.pl 30.04.07, 21:46
        Gość portalu: osiba napisał(a):

        > Czytam Pismo Św już parę lat i przyznaję rację temu co napisałeś.Nauka KK
        jest
        > całkowicie sprzeczna z
        > Pismem. Nigdzie nie ma tam mowy o rytuałach, obrzędach ,tradycjach,świętach
        itd
        > ,itp, jakie KK
        > praktykuje.
    • Gość: et Re: Uwolniony od jarzma sekty IP: *.chello.pl 01.05.07, 00:08
      gratulacje.
      zrobie podobnie.



      .
      apostazja.pl/
    • alberto4 wszystko_jasne 01.05.07, 10:24
      a wystarczyłoby poczytać stronę alberto lub kliknąć w link:
      www.alberto.pl/darmo.php i tam poszukać "doktryn katolickich"
    • meltbigson Dawno to zrobilam, boga nie ma 01.05.07, 10:28
      Czemu boze, po wieczerzy
      nie pozmywasz mi talerzy?
      • alberto4 Re: Dawno to zrobilam, boga nie ma 01.05.07, 10:47
        jeśli Bopga nie ma, to jak wytłumaczysz LINK - ATEIZM, który mam na stronie czy -
        www.alberto.pl/filozofia.php
    • Gość: mysldwaipuł Re: Uwolniony od jarzma sekty IP: 62.29.168.* 03.05.07, 14:39
      Całokrztaut nałki kościoła katolidzkiego pszeczy bibli. Rytułały zostały
      sytwożone dla pieniendzy i dla gwałtowania nieletnich. Na przeszczeni wiekuf
      kościuł nieraz zakazywał czytania bibli wolonc gwałtowanie i molestowanie.
      Wienc dlatego znajonc dzieje koscioła postanowiłem dokonac aktu ałtoełtanazji
      rzeby było czysto rzeby nic nie było i wszyskich do tego zahencam
      • Gość: rydzyk-fizyk Re: Uwolniony od jarzma sekty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.07, 14:54
        lecz się debilu!!@! nie chcesz być katolikiem to nie ale dlaczego najeżdżasz na
        kościół? chcesz wybawić ciemiężonych katolików, w kogo ty się bawisz? w
        mojżesza czy jezusa?
      • Gość: blink Re: Uwolniony od jarzma sekty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.05.07, 09:33
        zmien kosciol, malo masz kosciolow innych demominacji nie potrzeba nam takich
        osob w KK
    • Gość: p28 Nie pitol z ta sekta , jehowa jestes jak nic IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 03.05.07, 19:41
    • jeanie_mccake Re: Uwolniony od jarzma sekty 03.05.07, 20:24
      mysl2 napisał:

      > Calokształt nauki koscioła katolickiego przeczy Biblii.

      Tak, wiemy od dawna.
      Sa dwa glowne nurty zachodniego chrzescijanstwa.
      Dla katolikow autorytetem jest papiez, zrodlem moralnosci tradycja kosciola i
      do swietych i magicznych obrazow sie modli.
      Dla protestantow autorytetem jest zmartwy stolarz, zrodlem moralnosci stara
      ksiazka i do jednego z bogow sie modli.
      Niby duzo sie roznia ale coz, niech sie bawia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka