Dodaj do ulubionych

rozwód - chcę czekać

IP: *.um.net / 192.168.1.* 16.06.03, 13:58
Witajcie,
proszę o opinię i wypowiedzi Pań, które przechodziły sprawę rozwodową, a w
szczególności te Panie, które same składały wniosek o rozwód. Krótko opiszę
moją sytuację:
Poznałem pewna damę (przełom roku 2002/2003), zaczęliśmy się spotykać i choć
podejrzewałem, że nie jest sama, to po 2 tygodniach znajomości wyznała mi, że
ma męża. Po czym opowiedziała mi coś na początek, co się w jej życiu dzieje,
jakie ma plany itd. Małżenstwo 12 lat (córka prawie w tym wieku). Powiedziała
mi, że planuje rozwód. Po kolejnych 2 tygodniowych spotkaniach i rozmowach o
wszystkim (o jej życiu również, zawsze coś o sobie i nieudanym życiu
opowiedziała na spotkaniu) powiedziała mi, abym nigdy nie myślał, że sie
rozwodzi z powodu mnie lub kogokolwiek innego. Po prostu stwierdziła, że
koniec psychicznych męczarni (nawiasem mówiąc ma tylko ślub cywilny). Czuło
się, że między nami rodzi się uczucie. Niestety, okoliczności (po prostu mąż
się dowiedział przypadkiem, a nie chcieliśmy tego) zmusiły ją do
wyprowadzenia się do rodziców i to rozpoczęło całą procedurę rozwodu. Wciąz
spotykaliśmy się potajemnie i co ciekawe, uczucie wciąż narastało, aż do
chwili, kiedy zrozumieliśmy, że się kochamy. Jednak ani ja ani ona nie
chcieliśmy, aby nasze uczucie przesłoniło właściwą przyczynę rozwodu.
Nie mógłbym życ z tym, że rozbiłem rodzinę, więc się upewniłem, że wie co
robi. Dostałem odpowiedź, że to nie przeze mnie.
Ale wiadomo, uczucia nie da się wyłaczyć jak np. telewizora. Czuła równiez,
że zatraca się jej więź z córka. Spowodowało to ochłodzenie naszych kontaktów,
rozważana była możliwość zaprzestania spotykania się i kontaktów, ale udało
się nam wynegocjować tzw. przyjaźń, ale niestety, spotykając się trudno
maskować swoje uczucia, (ona co zauważyłem spotykała się ze mną, ale myślami
była w tej swojej sytuacji, w problemach z córka itd). Przyjaźń niewypaliła,
tzn w tym sensie że mówiła, że moje uczucie ją osłabia, ona musi mieć siłę
do walki w sądzie, by pokazać, że to nie rozwód przez i dla kogoś ale że to
mąż nie był za święty i niestety rozstanie jest przez niego. A w moich
gestach czy spojrzeniu widać było co czuje do niej. Skutek jest taki, że
chciała zerwać naszą znajomość całkowicie, bo jak mówiła, nie może oszukiwać
jego i dziecka, że nie ma nikogo w życiu, bo sumienie ją męczy, kiedy z córka
nie może złapać więzi a spotyka się ze mną. Poza tym mówiła, że ma wrażenie,
że otoczenie odbiera ją tak, jakby odeszła właśnie dla kogoś.
Staneło na tym, że powiedziała mi, że nie możemy się już więcej spotykać.
Powiedziała, że nie chce mieć nikogo obok siebie, musi swoje sprawy sama
rozwiązać. Wynegocjowałem, aby zostawić ze sobą kontakt telefoniczny,
mailowy i sms'owy. Cudem jest, że sie na to zgodziła (jak na razie było kilka
maili, nie czuło sie aby był pisany na odczepnego i kilka sms'ów, na razie
bez telefonu). Wiem a raczej czuję, że ma strasznego doła, że jej się tak to
wszystko ułożyło, że córka od niej jest "daleko" uczuciowo, mówiąc prościej,
że traci dziecko. Dlatego odsunęła się ode mnie, aby ratować swoje więzi z
dzieckiem. Prosiłem, aby kontakt zachować, aby po wszystkim, jak już dojdzie
do siebie, aby zobaczyć jak to jest spotkać się już nie po kryjomu, jak to
jest móc iść swobodnie ulicą (nie objętym czy za rekę, po prostu iść).
Powiedziała, że nie może mi nic obiecać, nie może mi zostawiać złudzeń, bo
nie wie co będzie po rozwodzie, jak będzie i czego będzie pragnęła. A nie
chce być ze mna z wdzięczności (bo starałem się "czuwać" przy niej, dawałem
drobniutkie prezenty pocieszenia np kwiaty, slodkości, wycinanki robione
własnoręcznie itp). Jeśli już to chce być ze mną z miłości (i to akurat
rozumiem). I wtedy powiedziała, że na tzw dzień dzisiejszy czuje, że nie
kocha. Wiem, że jak są problemy, to o rzeczach przyjemnych się nie myśli,
najpierw trzeba sie uporać z problemami, a potem sie cieszyć.
Nurtuje mnie, czy jest to słuszne, że na okres rozwodowy lepiej się nie
spotykać, lepiej znajomość zawiesić (chociaż w moim przypadku to bardziej
zerwać). Acha, mówiła, że nie chce zostawiać niczego na później, bo nie
chce składać deklaracji bo one zobowiązują. Mówię, a co będzie jeśli
poczujesz, że uczucie odżyło, bo dojdziesz do siebie po wszystkim,
odpowiedziała, że wtedy się będzie o to martwiła (a wcześniej mówiła, że byc
może teraż żle robi i będzie tego potem żałowała, więc usilnie negocjowałem
zachowanie kontaktu typu tel., mail, sms).
Powiedzcie Drogie Panie, jest to normalne, aby kontakty zminimalizować aby
uporządkować swoje życie? Że nie ma w takiej sytuacji miejsca na partnera
życiowego, kiedy są takie problemy jak np dziecko?
Ja naprawdę czuję, że ją bardzo kocham, nie chce naciskać i jej przeszkadzać
(chyba moje uczucie przeszkadzało). Ja po prostu chciałbym po jej rozwodzie,
jak odsapnie, spotkać się np na kawie, potem za jakiś czas iść do kina...po
prostu odnowić to uczucie, lub powalczyć o jego odnowienie bo w to wierzę.
Wiem, nie buduje się szczęscia na czyimś nieszczęściu, ale wiem też, że to
nie przeze mnie. Czuje w sobie siły, aby ten okres przeczekać. Wiem, też że
nic nie obiecała, że sprobujemy, że mialbym jakąś nadzieję (owszem, to że
nie zerwała do końca bo jeszcze chce wymienić maila, czasem sie zdzwonić
daje mi malutka nadzieję, bo wie, że ja kocham i że mi na niej zależy,
powiedziałem Jej to wtedy przez telefon).
Jeśli uważacie, że to nie wątek na forum, to chetnie będę korespondował z
poważnymi Paniami, jaki jest właśnie Pań punkt widzenia, odczuwania...itd.
Chcę na Nią czekać, jak myślicie, możliwe jest spotkanie po wszystkim? Ja
bardzo Ją kocham.
Pozdrawiam serdecznie
P.S. Przepraszam jeśli chaotycznie opisałem, ale tak się właśnie czuję.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka