Gość: M. Kolbe
IP: 140.159.68.*
29.07.03, 06:02
"Biedni" Żydzi
Bóg zawsze jest - w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. W czasie
powołał do bytu z niczego istoty duchowe, obdarzone rozumem i wolną wolą.
Jako takie, dobrowolnie miały sobie wyznaczyć przyszłość - odbyć próbę
wierności. Część, choć stworzenia, nicość sama z siebie, sobie przypisuje to,
czym jest i chce się stać równą Bogu własnymi siłami. Grzeszy pychą. W tejże
chwili spotyka ją zasłużona kara - odrzucenie. Wiernych zaś, pokornie
wyznających prawdę, że od Boga mają to, czym są i co mogą i przez Niego
tylko, jako źródło bytu, mogą coraz bardziej Go poznawać, kochać posiadać i
tak coraz bardziej (o ile się tak wyrazić można) się ubóstwiać, Bóg
uszczęśliwił w sobie, w niebie.
I stworzył Bóg też istotę cielesną, i jej dał duszę obdarzoną rozumem i wolną
wolą. I tej dał czas próby. Duch pyszny, z dopuszczenia Bożego, zazdroszcząc
szczęścia tej istocie, podsuwa jej, by "stała się jako Bóg" własnymi siłami.
Człowiek daje się zwieść, żądza pychy rodzi nieposłuszeństwo. Rozum jednak
ludzki, to już nie jasność poznawcza ducha, więc i wina mniejsza. Pan Bóg
zatem nie wymierza kary wiecznej, ale skazuje na cierpienia i śmierć.
Któż jednak zdoła zadośćuczynić Bożej sprawiedliwości? Wielkość obrazy mierzy
się godnością obrażonego, którym jest nieskończony Bóg. Żadna więc istota
skończona, anie wszystkie razem nie są w stanie dać zadośćuczynienia
nieskończonego. Bóg, i tylko nieskończony Bóg, może nieskończenie
zadośćuczynić.
I dzieje się rzecz niepojęta. Bóg zniża się do stworzenia, staje się
człowiekiem, by go odkupić i nauczyć pokory, cichości, posłuszeństwa, prawdy.
By go zaś ludzie rozpoznać mogli, wybiera człowieka, Abrahama, którego ród
szczególną opieką otacza, by nie zatracił wiary w prawdziwego Boga, wzbudza w
nim proroków, którzy podali czas Jego przyjścia, miejsce i szczegóły z życia,
śmierci i zmartwychwstania.
Przyszedł w ubogiej stajence, zamieszkał w ubogim domku, przez 30 lat był
posłusznym w pokorze, uczył, jak żyć, miłościwie przygarniał pokutujących
grzeszników, gromił obłudnych faryzeuszów, a wreszcie zawisł na drzewie
Krzyża spełniając proroctwa. Człowiek odkupiony.
Chrystus Pan zmartwychwstaje, zakłada swój Kościół na opoce - Piotrze i
obiecuje, że bramy piekielne nie przemogą go.
Część narodu żydowskiego uznała w Nim Mesjasza, inni, a zwłaszcza pyszni
faryzeusze, nie chcieli Go uznać, prześladowali Jego wyznawców i potworzyli
mnóstwo przepisów nakazujących żydom prześladowanie chrześcijan. Przepisy te
połączone z opowiadaniami poprzednich rabinów zebrał w r. 80 po Chrystusie
rabbi Johanan ben Sakai, a ostatecznie wykończył około 200 r. rabbi Jehuda
Hannasi i tak powstała Miszna. Późniejsi rabini znowu wiele dodali do Miszny,
tak że około r. 500 rabbi Achai ben Huna mógł już z tych dodatków sklecić
osobną księgę tzw., Gemara.. Miszna i Gemara tworzą razem Talmud. W Talmudzie
nazywają owi rabini chrześcijan bałwochwalcami, gorszymi od Turków,
mężobójcami, rozpustnikami nieczystymi, gnojem, zwierzętami w ludzkiej
postaci, gorszymi od zwierząt, synami diabła, itd. Księży nazywają "kamarim",
tj., wróżbiarzami, i "gałachim", tj., z ogoloną głową, a szczególnie zaś nie
cierpią dusz Bogu poświęconych w klasztorze.
Kościół zowią zamiast "Bejs tefila", tj., dom modlitwy, "bejs tifla", tj.,
dom głupstw, paskudztwa.
Obrazki, medaliki, różańce itd., zowią "ełyłym", co znaczy "bałwany".
Niedziele i święta przezywają w Talmudzie "jom ejd" tj., dniami zatracenia.
Uczą też, że żydowi wolno oszukać, okraść chrześcijanina, bo "wszystkie
majętności gojów są jako pustynia, kto je pierwszy zajmie, ten jest ich
panem".
Tak więc księgę zawierającą 12 grubych tomów i dyszącą nienawiścią ku
Chrystusowi Panu i chrześcijanom wtłacza się w głowy, że to księga święta,
ważniejsza od Pisma św., tak że nawet sam Pan Bóg uczy się Talmudu i radzi
się uczonych w Talmudzie rabinów.
Nic więc dziwnego, że ani przeciętny żyd, ani rabin nie ma zazwyczaj pojęcia
o religii Chrystusowej, karmiony jedynie nienawiścią ku swemu Odkupicielowi,
zakopany w sprawach doczesnych, goniący za złotem i władzą, nie przypuszcza
nawet, ile pokoju i szczęścia daje jeszcze na tej ziemi wierna, gorliwa i
wspaniałomyślna miłość Ukrzyżowanego, jak ona przewyższa
wszystkie "szczęścia" zmysłowe czy umysłowe, które daje nędzny świat.
Niedawno temu spotkałem się w pociągu z młodym, może 18-letnim żydem.
Potoczyła się rozmowa o szczęściu. Wyznał szczerze, że pieniądze i bogactwa
szczęścia nie dają, ani też nie można go znaleźć w przyjemnościach
zmysłowych. Gdy jednak żądny poznania prawdziwego źródła szczęścia coraz
dalej rozmawiał, nagle dał się słyszeć z drugiego przedziału głos starszego
żyda z upomnieniem, by się tak daleko nie zapuszczał.
Rozżalony takim przeszkadzaniem w dojściu do prawdy, zwrócił się do owego
żyda z żądaniem: "To wy mnie powiedzcie, jak się rzecz ma". A gdy ten nie
miał na to odpowiedzi, nie mógł się powstrzymać od kilku ostrzejszych słów
wymówki. - Są więc między żydami tacy, którzy szukają prawdy, tak między
pospolitym tłumem, jak i między rabinami. Często się też zdarza, że szczere
poszukiwania, poparte gorącymi modlitwami, przy życiu czystym doprowadzają do
poznania prawdy - do nawrócenia.
Głośne było na cały świat nawrócenie zapalczywego żyda Ratisbonne'a po
otrzymaniu Cudowenego Medalika, a zakon który on potem założył, wielu z jego
z jego współziomków obmył wodą Chrztu świętego.
Nie zapomnę też nigdy prośby nawróconego żyda, głośnego muzyka we Włoszech
północnych, a potem zakonnika, franciszkanina, o. Emilio Norsy.
W Rzymie po poznałem. Bardzo kochał Niepokalaną. W ostatniej chorobie trzymał
zawsze obrazek Niepokalanej na stoliku i często go całował. Gdy mu mówiono,
że teraz w chwilach samotnych będzie mu przychodziło natchnienie muzyczne do
pisania utworów, wskazywał na obraz Matki Bożej wiszący przed nim na ścianie,
mówiąc: "Stąd mi przyjdzie natchnienie". Otóż ten gorący czciciel
Niepokalanej, żyd, kapłan zakonu OO, Franciszkanów prosił mnie, bym się
łączył z jego intencjami przy odprawianiu Mszy św. (czując chwilowe
polepszenie myślał, że zdoła jeszcze 3 dni Mszę św. Odprawiać). Intencje były
następujące: 1) Za Ojca św., 2) o pokój światowy, i 3) o nawrócenie żydów.
Czyniąc zadość życzeniu śp. o Norsy proszę też i Was Szanowni Czytelnicy o
modlitwę do Niepokalanej "o nawrócenie żydów" tego "najnieszczęśliwszego z
narodów", jak zwykł mawiać o. Norsa, bo zakopanego w rzeczach ziemskich i
przemijających. A więc:
1. Niechaj każdy z członków i każda z członkiń Milicji uważnie, na gorąco co
dzień odmawia nasz akt strzelisty: "O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za
nami, którzy się do Ciebie uciekamy i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie
uciekają , a zwłaszcza za masonami" , bo masoni to nic innego jak tylko
zorganizowana klika fanatycznych żydów, dążących nieopatrznie do zniszczenia
Kościoła Katolickiego, któremu nam Bóg Człowiek zapewnił, że bramy piekielne
nie zwyciężą go. Biedni, szaleni uderzają głową o skałę.
2. Gdy ktoś z nas napotka żyda, niechaj westchnie o jego nawrócenie do
Niepokalanej, chociażby tylko myślą, np. "Jezus Maryja", a gdy się zdarzy
napotkać rabina, który ma większą odpowiedzialność, bo za siebie i za tych,
których prowadzi, rachunek przed Bogiem zdać musi, wypada więcej modlitwy
ofiarować, chociażby "Zdrowaś Maryjo".
3. Pamiętajmy, że za każdego, bez względu na różnice narodowości, umarł Pan
Jezus i że każdy, a więc i każdy żyd, jest niewdzięcznym, ale jednak
dzieckiem naszej Matki wspólnej w niebie. Modlitwą (a zwłaszcza odmawianiem
różańca św.), umartwieniem (wzroku, słuchu, smaku, woli), dobrym przykładem,
a jeżeli roztropność na to pozwala, to i zbawiennymi rozmowami, a przede
wszystkim roztropnym szerzeniem Medalika Cudownego, nawet wśród zbłąkanych
synów Izrae