Gość: :O))
IP: *.proxy.aol.com
23.10.03, 09:38
Żaba po norwesku
Każdy bez wyjątku ma prawo do świętowania swoich rocznic, a srebrne wesele
Karola Wojtyły to – jak by nie patrzeć – rocznica znamienna. Obchody
jubileuszu też były jedyne w swoim rodzaju, choćby dlatego, że na przykład w
Polsce czy w Watykanie pochłonęły miliony dolarów, a sam jubilat mógł nawet
dobrze nie zajarzyć, co się wokół niego dzieje. Wszak podobne, tylko trochę
mniej huczne, wyrazy uwielbienia odbiera każdego dnia. Myślących ludzi XXI
wieku powinno jednak razić zbiorowe szczytowanie milionów nad półżywym
starcem – kult jednostki porównywalny już tylko z orgiastycznym uwielbieniem
dla tyrana Korei Północnej, Kim Dzong-Ila, tam oczywiście w skali mikro. Nie
mam nawet ochoty komentować tego, co wyprawiali przez ostatni tydzień moi –
opanowani zbiorowym amokiem – rodacy.
O wiele ciekawsze było preludium do głównej opery na Placu Świętego Piotra.
Fani papieża od miesięcy zacierali ręce w oczekiwaniu na ogłoszenie go
laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Miał to być jednoznaczny hołd uwielbienia
całego świata dla idola katolików i zarazem jakże wskazany wstęp do głównych
uroczystości jubileuszowych. Przyznanie nagrody Shirin Ebadi było dla
wszystkich, którzy obstawiali papieża (łącznie z bukmacherami, którzy np. w
Londynie płacili 120 do 1 jeśli ktoś nie postawił na Papę!), parafrazą
werdyktu kardynałów sprzed 25 lat – habemus klapam. Dla wielu zaś potwarzą i
jawną niesprawiedliwością. Przecież papież dwóch tysiącleci – jak go nazwał
ksiądz Peszkowski – nie dość że nie został uhonorowany, to jeszcze przegrał z
kobietą, na dodatek muzułmanką! On, spadkobierca świętego Piotra, wielki
siewca pokoju, święty ojciec związku katolickich republik – nie
dostał „swojej” nagrody! To zupełnie tak, jakby następcy wodza rewolucji,
Breżniewowi, odmówiono orderu Lenina.
Norweski komitet noblowski zafundował za to wielkie święto wszystkim
antyklerykałom. Ucieszyli się zwłaszcza zdrowo myślący duchowni, bo to oni
najwięcej dostają w kość od Papy. Ucieszył się szczerze prawicowy prezydent
laickiej Francji i obłudnie rozradowało kilku kardynałów z Watykanu.
Arcybiskupowi Dziwiszowi po prostu kamień spadł z serca, że olali jego
pryncypała. Ludzie, cyrk na kółkach papamobile! Widzieliście te zawiedzione
gęby biskupów stacjonujących w Polsce?! Oburzenie Pieronka, pokrętne
tłumaczenia Macharskiego i Życińskiego, mistrzów w wywracaniu kota ogonem.
Jak oni biedni się natrudzili, żeby przełknąć tę norweską żabę, a
kompromitację i klęskę przekuć w zwycięstwo! W sukurs natychmiast poszli
słudzy pańscy. Prezydent wszystkich katolików oznajmił, że nagrody świata
całego nie są warte naszego papieża, bo zasługi jego są „nie do oszacowania”.
No tak, Norwedzy nie mogli ich oszacować i dali sobie spokój. Lech Wałęsa –
śmieszny w swoim prymitywizmie i pyszałkowatości – chciał nawet oddać swoją
własną nagrodę, mimo że – jak sam stwierdził – dostał ją zupełnie zasłużenie.
Wybór Shirin Ebadi polski laureat Nobla nazwał „niesmaczną pomyłką”. W
argumentacji Wałęsy i np. zakonu franciszkanów, „papież jak nikt inny
zasłużył sobie na tę nagrodę”. Tak, to akurat prawda. Pod warunkiem, że
zasługi na rzecz pokoju mierzy się ilością wypowiedzianych słów i
skierowanych apeli, z których notabene nic nie wynika. Zapatrzeni w swojego
guru fani, sami wychowani na katolickiej powierzchowności i pustosłowiu, nie
są w stanie zrozumieć, że mówienie o pokoju jest głównym zajęciem wszystkich
papieży, od kiedy – dzięki zdobyczom humanizmu – już nie wypada im zagrzewać
do wojny, zwłaszcza tej religijnej. Ostatnim „Ojcem Świętym”, który za mało
mówił o pokoju, przemilczał zbrodnie wojenne, a tak naprawdę po cichu sam
liczył na Drang nach Osten – był Pius XII. Odbija się to papiestwu czkawką do
dzisiaj. Jego następcy z pewnością nigdy nie popełnią podobnego błędu, a
nawijanie o pokoju na świecie wpisali sobie na stałe w zakres obowiązków.
Tyle że za rzetelną pracę, choćby nawet w pocie czoła, nagród Nobla jeszcze
nie dają.
Owszem, Jan Paweł II się nie oszczędza. Zwraca uwagę na problemy świata,
takie jak głód, wojny, niesprawiedliwy podział dóbr. Pochyla się nad chorymi,
modli się, błogosławi i współczuje ofiarom kataklizmów. Jednocześnie sam żyje
w królewskim przepychu, pod opieką sztabu lekarzy, rehabilitantów,
dietetyków. Patrzy codziennie na tony złoceń, przechadza się obok tysięcy
bezcennych dzieł sztuki, z których każde nakarmiłoby średni afrykański kraj.
Pół miliona jego sutannowych podwładnych hołduje zbytkom i luksusom, większą
radość znajdując w braniu niż dawaniu.
Różnica pomiędzy Shirin Ebadi a papieżem Wojtyłą jest taka, jak między
szeregowym, radzieckim żołnierzem pierwszej linii frontu narażającym co
chwila własne życie a oficerem politycznym, który, grzejąc sztabowy stołek na
tyłach walk, wygłasza ideologiczne rozprawy na temat dzieł Lenina. Iranka
dostała Nobla za „wkład w demokratyzację Iranu oraz walkę o prawa człowieka,
zwłaszcza kobiet i dzieci”. Papież owszem, miałby szansę... gdyby nagrodę tę
przyznawano za umacnianie absolutyzmu i skuteczne tłumienie demokracji w
Kościele (np. teologii wyzwolenia), deprecjację kobiet, moralne wspieranie
dyktatur (np. Pinocheta) i brak reakcji na masowe przypadki pedofilii wśród
podległego mu kleru. Znamienny, choć oczywiście skrzętnie przemilczany, był
komentarz innego polskiego noblisty – Czesława Miłosza: „Nieprzyznanie
papieżowi nagrody można jedynie wyjaśnić faktem, że nagroda ta byłaby
wyróżnieniem całego Kościoła rzymskokatolickiego, którego papież jest
głową...”.
Natomiast „ta pani” – jak pogardliwie nazywa laureatkę Wałęsa – już na
pierwszej konferencji zażądała od mułłów rządzących Iranem, aby uwolnili
wszystkich więźniów politycznych, co – ta pani – może (po raz kolejny)
przypłacić więzieniem zaraz po powrocie do swojej islamskiej ojczyzny. Papież
nigdy by się nie zdobył na podobny apel, mogłoby to przecież zaszkodzić jego
stosunkom z muzułmańskimi ajatollahami. Irańska adwokatka – broniąca
prześladowanych, walcząca o demokrację w mateczniku islamistów; niezwykła,
odważna kobieta w kraju, gdzie mułłowie traktują kobiety jak osły, potępiana
i więziona – jak nikt zasłużyła na Nagrodę Nobla. Przy takiej kandydatce
wybranie Wojtyły byłoby zaiste „niesmaczną pomyłką”, do której na całe
szczęście nie doszło.
Prawdziwym Polakom katolikom pozostało tylko obsobaczać komitet noblowski i
chrzanić, że nie dorósł on do oceniania tak wielkiego Autorytetu. Zapewne
spadnie teraz sprzedaż „Rzeczpospolitej”, a także na stacjach Statoil i w
sklepach Rema 1000 należących do Norwegów. Polski rząd i prezydent dopilnują,
żeby polskim gazociągiem nigdy nie popłynął skandynawski gaz.
A ja wczoraj, po raz pierwszy od dłuższego czasu, kupiłem norweskiego
łososia. Podobno nie tak zdrowy jak polski, ale za to jak smakuje!
JONASZ