Zbędne zajęcia w pracy

04.12.08, 15:02
Obecnie nie mam z tym problemu, ale - w różnych zakładach pracy - spotykałem
się z tym często, więc ciekaw jestem waszej opinii (zwłaszcza, jeśli trafię na
pracodawców).

Chodzi o takie sytuacje, w których pracownik zrealizuje w całości zakres
swoich obowiązków, wykona powierzoną mu pracę i nie ma już nic więcej do
zrobienia. Tymczasem przełożony wynajduje na siłę zupełnie niepotrzebne
rzeczy, byle pracował.

Miałem 18 lat, zatrudniłem się dorywczo w supermarkecie. I nie było opcji, że
mogłem zrobić swoje i już. Wszystko poukładane, posprzątane, podłogi umyte...
Nie! Podchodził szefik i mówił "no nie stój tak - rób coś, poprzekładaj
chociaż towar na półkach". Serio! Wymagał ode mnie jałowej, niepotrzebnej
pracy, byle tylko coś było robione.

Pracowałem w biurze przygotowując różne dokumenty. I to samo było. Wycena
gotowa, starannie przygotowana, wydrukowana, zapakowana, wysłana i w ogóle :)
Pozostaje poczekać na kolejny wydruk do opracowania. Nie! "To może by pan tu
trochę sprzątnął". Porządek, ani drobinki kurzu, wszystko poukładane co do
kanta, na swoim miejscu i w ordynku. Ale "może by pan sprzątnął, bo głupio tak
żeby pan siedział".

W UK też byłem trochę, jak przystało na Polaka ;) Tam pracowałem w takim dużym
warsztacie naprawczym. Przydzielone mi maszyny reperowałem, a kiedy były
zrobione przed czasem, pozostawało czekać na transport z kolejnymi. Nie! Idź
pomóc chłopakom tutaj, tam. Sześć kucharek, niepotrzebny bałagan. Byle coś
robić...

Spotykacie się z tym ? Co o tym sądzicie ?
    • prskchx Re: Zbędne zajęcia w pracy 04.12.08, 15:22
      Nie podoba Ci się racjonalne wykorzystanie czasu pracy pracownika?
      • grenzik Re: Zbędne zajęcia w pracy 04.12.08, 15:27
        Ale mi właśnie chodzi o nieracjonalne. No po co sprzątać posprzątane biuro, albo
        w kółko zamieniać ze sobą miejscami dwa pudełka na półce ? Tzn. domyślam się, że
        w tym pytaniu była ironia ? ;)
        • prskchx Re: Zbędne zajęcia w pracy 04.12.08, 15:41
          Nie było ironii w moim tekście. Chodzi mi o to, że gdybym był pracodawcą
          wymagałbym od pracownika samodzielności. To znaczy, że gdyby wykonał swą pracę i
          pozostało mu jeszcze np: 30% czasu pracy to powinien to poświęcić na
          udoskonalenie swego miejsca pracy. Oczywiście bez ponoszenia kosztów. Naprawdę
          wiele można dokonać w takiej sytuacji. Swojego czasu robiłem te udoskonalenia po
          prostu z nudów, bo swoje zrobiłem a do 15 3 godz..... Zaowocowało to później! :)
          A skoro Twój szef przychodzi i wrzeszczy: posprzątaj!!! to znaczy,że się
          obijasz, że Cię przyłapał na molestowaniu koleżanek, albo na paleniu
          papierosów......
          PZDR :)
          • grenzik Re: Zbędne zajęcia w pracy 04.12.08, 15:49
            Kurde! A mi chodzi właśnie o sytuacje, kiedy nie ma już naprawdę nic co można by
            zrobić. I nie w każdej pracy można się wykazać kreatywnością. Owszem - obecnie
            mogę i robię to o czym piszesz :). Bo mogę! A ja pisałem właśnie, o zadawaniu
            pracy niepotrzebnej w wypadku, kiedy naprawdę możliwości ingerencji w środowisko
            pracy są żadne.
            • prskchx Re: Zbędne zajęcia w pracy 04.12.08, 16:00
              Kreatywnością można wykazać się w każdej pracy.
              Tak sądzę
              PZDR
            • migreniasta Re: Zbędne zajęcia w pracy 04.12.08, 16:00
              Typowe dla obiboków spojrzenie na świat. Albo masz płacone za godziny i wtedy
              pomykasz albo w akordzie.Rasowy pracodawca puszcza do domu skrupulatnie
              zapamiętując o której delikwenta puścił wolno. Pracując na godziny nie jesteś w
              stanie zrobić wszystkiego przed czasem bo masz pracować od do.Tylko w wojsku
              gdzie jest czasoprzestrzeń liście grabi się od ósmej do tamtych drzew
              • dritte_dame Re: Zbędne zajęcia w pracy 04.12.08, 18:21
                migreniasta napisała:

                > Tylko w wojsku
                > gdzie jest czasoprzestrzeń liście grabi się od ósmej do tamtych drzew

                No co Ty?
                Nie byłaś w wojsku?? ;))

                Przecież grabi się właśnie odwrotnie: "od tych drzew, do ósmej"!
                • migreniasta Jak nie jak tak 04.12.08, 18:44
                  Jednego dnia grabi się tak jak powiedziałaś,ale na drugi dzień liści jest znów
                  dużo i całą robotę powtarza się w odwrotnej kolejności.
                  • Gość: marcus winiciusz damska logika IP: *.acn.waw.pl 05.12.08, 17:59
                    migreniasta napisała:

                    > Jednego dnia grabi się tak jak powiedziałaś,ale na drugi dzień
                    liści jest znów
                    > dużo i całą robotę powtarza się w odwrotnej kolejności.
                    --------------------------------
                    Przymyśl to sobie raz jeszczez.....
          • Gość: Gość Re: Zbędne zajęcia w pracy IP: *.pptp.tuniv.szczecin.pl 05.12.08, 22:40
            Widzisz, to jest tak - jest umowa - pracownik robi to a to - a
            pracodawca mu płaci. I jeżeli pracownik zrobił to co jest w jego
            OBOWIĄZKACH - to szefo nie ma po prostu prawa kazać mu zrobić tego
            czego NIE BYŁO W UMOWIE O PRACĘ.

            Inaczej - pracujesz w biurze. Szefo stwierdza: umyje pan okna. No
            dobrze - mama mogła ci kazać - a szefo to za coś takiego dostaje
            żółtą kartkę - w postaci "to nie należy do moich obowiązków" i
            jeszcze "nie chcielibyśmy, aby w razie wypadku, na przykład
            wypadnięcia z okna, ktoś miał pretensje do pana kierownika". A jak
            próbuje znowu i znowu - to dostaje czerwoną kartkę - czyli
            dziękujemy za pracę i szukamy normalnego psychicznie pracodwawcy.

            Z trzeciej strony - system takiego upierdliwego czepiania się
            pracowników zachęca do obniżania wydajności pracy. Po co zrobić coś
            w godzinę - skoro można w dwa dni? To miało nawet specjalną nazwę za
            tzw. komuny - "pracę trzeba szanować". I zamiast ludzi zdolnych do
            wysiłku - masz ciągle zapracowanych obiboków.

            A jeżeli chcesz coś osiągnąć z zespołem... oj, można - ale trzeba
            mieć talent. I jeszcze samemu dużo od siebie wymagać. No i płacić,
            płacić, płacić - jeżeli pracownik wie, że za dodatkową pilność w
            pracy zarobi dodatkowo...

            Ale najczęściej kierownik to sadysta, który mając kłopoty z żoną
            udaje twardziela wobec pracowników. Mobbing i tyle.
            • Gość: Wrecekrzepki Re: Zbędne zajęcia w pracy IP: *.xdsl.centertel.pl 06.12.08, 11:17
              Czesto w umowie o prace jest zapis, ze jednym z obowiazkow pracownika jest
              "wykonywanie INNYCH polecen przelozonego". Oczywiscie nie chodzi o mycie okien
              ani szorowanie podlog, ale na pewno sa bezmyslne rzeczy, ktore pod ten punkt
              podlegaja i ktore pracodwaca z radoscia Ci zleci, zebys nie siedzial bezczynnie.
    • Gość: jedynydorosły Re: Zbędne zajęcia w pracy IP: *.gprs.plus.pl 04.12.08, 17:01
      Doskonale Cię rozumiem. Miałem to samo. Pracodawcę(państwowego) po prostu
      przerastało prawidłowe zorganizowanie pracy. Nie potrafił zdefiniować swoich
      oczekiwań, a drażniło go, że ktoś według niego się obija. To po prostu arogancki
      dureń. Obibok potrafi doskonale markować wytężoną pracę. Szybko się tego
      nauczyłem i miałem spokój.
      • grenzik Re: Zbędne zajęcia w pracy 04.12.08, 17:19
        Już traciłem nadzieję, że ktoś złapie o co mi chodzi. Jak to na forum, z miejsca
        zaczęła się ocena piszącego, a tu nie o to, nie o to. Motyw złej organizacji
        pracy jak najbardziej mnie przekonuje. I tu przypomina mi się jeszcze jeden
        przykład. W Anglii chwilowo pracowałem w dużym magazynie. Otrzymywałem zlecenie
        na skaner, zbierałem po odpowiednich lokalizacjach towar, pakowałem go,
        drukowałem potwierdzenie realizacji zamówienia, naklejkę z adresem i wystawiałem
        kierowcom. Czasami zdarzało się, że pomiędzy jednym, a drugim zleceniem było
        nawet kilkanaście minut wolnego czasu, czyli: sprzątamy. Ok. Ale, kiedy było już
        kompletnie posprzątane, a nikt nie miał co robić, polecano nam idiotyczne
        rzeczy, jak np układanie kartonów tak, żeby równo stały na półkach... I było
        powiedziane wprost, że owszem, nie ma to sensu, ale coś musimy robić.
        Natomiast odnośnie wcześniejszych post'ów to obiboka sobie wypraszam :) Mam
        teraz względny luz w pracy, a wolne chwile poświęcam na wspomnianą optymalizację
        środowiska pracy, tudzież rozgryzanie nowych narzędzi, albo pomoc komuś, kto
        słabiej sobie radzi. Ale - uwierzcie - nie wszędzie można coś zmienić!
        • Gość: jedynydorosły Re: Zbędne zajęcia w pracy IP: *.gprs.plus.pl 04.12.08, 18:21
          Tak w ogóle to facet o którym pisałem nie znosił cudzej inicjatywy. Alergicznie
          reagował na propozycje racjonalizacji pracy. Traktował to jako zamach na
          autorytet. Ogólnie po prostu dureń.
        • elibre Re: Zbędne zajęcia w pracy 05.12.08, 16:02
          Wydaje mi się, że chodzi tu o pokazanie się bezpośrednio twojego przełożonego przed przełożonym twojego przełożonego, że oto podwładni mi pracownicy mają co robić, sumiennie pracują i nie obijają się.

          Idealną sytuacją jest, gdy jest co robić cały czas. Są zawody (recepcjonistka), gdzie może się zdarzyć, że w jakieś tam chwili nie ma co robić ale musi być "na posterunku". Ale gdy trzeba kogoś przywitać czy odebrać telefon, to reaguje natychmiast mimo, że jest rozleniwiona układaniem pasjansa.

          Mi marzą się drzemki w pracy. Ci co mnie znają, wiedzą, że 5 min z zamkniętymi oczami daje mi 100x więcej energii niż siekierzasta kawa. Wniosek: po drzemce pracowałbym lepiej/efektywniej. 5 min "stracone" na drzemkę to 5 min zainwestowane w późniejszą lepszą wydajność.
          Podobnie mogłoby być z odpoczynkiem ODPOWIEDZIALNEGO pracownika. Jeśli rzeczywiście nie ma co robić, to niech odpocznie, byle potem nie spadała mu efektywność.
    • Gość: 0,7 Re: Zbędne zajęcia w pracy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.08, 18:05
      Zawsze powtarzam że jeśli pracodawca dobrze zorganizuje pracę to nikt nie będzie
      się obijał i jeśli robota jest faktycznie dobrze zrobiona a pozostał jakiś czas
      to normalny pracodawca powie "dziękuję że tak szybko odwaliliście robotę".
      Następnym razem pracownik sam zapyta czy jeszcze coś zrobić. Pochwała też jest
      motywacją natomiast ciągłe ganienie doprowadza do tego że ludzie tylko udają że
      pracują co się negatywnie odbija na efektach.
      • Gość: Alka Re: Zbędne zajęcia w pracy IP: *.adsl.inetia.pl 04.12.08, 18:38
        Nakazywać wykonywanie niepotrzebnych czynności wydajnemu
        pracownikowi, który ze wszystkim potrafi szybko się uporać, byle
        zapchać źle w jego wypadku skalkulowany czas - to traktowanie
        dorosłego człowieka, niczym przedszkolaka, który pozostawiony sam
        sobie mógłby cos nabroić.
    • yoma Re: Zbędne zajęcia w pracy 04.12.08, 18:57
      Dupogodziny precz. Zrobić robotę i do domu.
      • Gość: nudzę się w pracy Re: Zbędne zajęcia w pracy IP: *.lodz.dialog.net.pl 05.12.08, 10:52
        Najgorzej jak nie można tak po prostu iść do domu. Kiedyś pracowałam w wakacje w
        Anglii jako kelnerka w chińskiej restauracji. Jak nie było klientów to nie można
        było tak po prostu usiąść i poczekać tylko szefo kazał nam np. myć i wycierać
        dopiero co umyte talerze. Czułam się przy tym jak idiotka. Dodatkowo pracę,
        które można było wykonać na siedząco (np. skałdanie serwetek czy polerowanie
        sztućców) kazano nam wykonywac na stojąco bo byliśmy przecież "w pracy"...
        Przymus udawania, że się jest zajętym i krzątania się do dziś doprowadza mnie do
        szału. Teraz pracuje w biurze ale panicznie boję sie doprowadzić do sytuacji
        kiedy jestem obrobiona ze wszystkim i nie ma co robić bo niezwykle ciężko
        wymyśleć mi jakieś dodatkowe zajęcie. Robię co mogę żeby zostawić sobie zawsze
        pewną ilość pracy "na czarną godzinę".
    • brum.pl1 Re: Zbędne zajęcia w pracy 05.12.08, 11:30
      To zależy od charakteru pracy. Załóżmy, że nie jest to praca fizyczna.
      Po wykonaniu prac wynikających z harmonogramu, można poczytać literaturę
      fachową, dokształcić się w swojej dziedzinie, poszerzyć wiedzę. Czyli
      wykorzystać maksymalnie czas pracy.
    • Gość: B Re: Zbędne zajęcia w pracy IP: 87.192.13.* 05.12.08, 11:35
      W pewnych sytuacjach i firmach rzeczywiście może dochodzić do bezsensownego
      przestawiania pudełek, ale wyobrażacie sobie market, w którym "nie ma
      kompletnie nic do zrobienia". Ja z punktu widzenia klienta znalazłabym zawsze
      pracę dla co najmniej kilku osób - market albo restauracja to nie jest miejsce w
      którym może być "za czysto".
    • Gość: 123_end Re: Spróbuj zostać własnym szefem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.08, 12:00
      i wtedy pogadamy :)
      • genoveva Re: Spróbuj zostać własnym szefem... 05.12.08, 15:57
        E tam, zależy od rodzaju pracy. Z mojego doświadczenia wynika, że
        lepiej funkcjonują zespoły, gdzie podwładni mają trochę swobody i
        samodzielności oraz akceptują polecenia szefa, tzn. rozumieją
        konieczność wykonania jakiejś pracy. Wymyślanie roboty na siłę,
        często bez sensu, decydowanie kiedy ktoś ma posprzątać, a kiedy
        podnosić swoje kwalifikacje, skutkuje zazwyczaj mniejszym
        zaangażowaniem. Moim zdaniem lepiej dać ludziom trochę luzu, kiedy
        nic nie ma do roboty, za to kiedy naprawdę potrzeba są spore szanse,
        że dadzą z siebie znacznie więcej.
        • elibre Re: Spróbuj zostać własnym szefem... 05.12.08, 16:05
          > Moim zdaniem lepiej dać ludziom trochę luzu, kiedy
          > nic nie ma do roboty, za to kiedy naprawdę potrzeba są spore szanse,
          > że dadzą z siebie znacznie więcej.

          Jeśli tylko to rozumieją - TAK! Niestety to nie jest zbyt częste zjawisko.
          • genoveva Re: Spróbuj zostać własnym szefem... 05.12.08, 16:33
            Podobno nie ma ludzi leniwych, są tylko źle zmotywowani ;) Tak jak
            już pisałam, bardzo dużo zależy od rodzaju pracy. W branży, gdzie
            najważniejsi są ludzie – ich wiedza i umiejętności, a proces
            wyuczenia nowego pracownika jest długi i kosztowny, właściwie nie ma
            innego wyjścia, jak dać samodzielność.
            • Gość: Gość Re: Spróbuj zostać własnym szefem... IP: *.pptp.tuniv.szczecin.pl 05.12.08, 23:00
              To co teraz napiszę może będzie trochę trudne, ale wbrew pozorom,
              jak przemyślicie to sobie, to dojdziecie do wniosku że jakaś racja w
              tym jest.

              Religia katolicka zbudowana jest na grzechu. To znaczy - jeżeli nie
              byłoby grzechu - to i religi nie byłoby - w każdym razie w takim
              kształcie jaki jest. Jednym z grzechów jest... suprise, suprise...
              lenistwo. Od małego wmawia się dzieciom - a potem młodzieży,
              dorosłym - że coś takiego jak grzech istnieje i że istnieje coś
              takiego jak lenistwo.

              Jak byłem mały ciągle ktoś wmawiał mi że jestem leniwy. Dorosłem.
              Dalej to samo - lenistwo to typowa cecha którą z rozkoszą przypisuje
              się innym, wręcz z sadystyczną rozkoszą. Czasem bywa to "zdolny ale
              leniwy", czasem "leniwy i dlatego nie chce", czasem jeszcze inaczej.
              Przypomnijcie sobie - nie uwierzę, aby nikt nigdy was nie zwymyślał
              od leniuchów...

              Tymczasem jako dorosły usiadłem kiedyś spokojnie i przemyślałem
              sprawę - ktoś nazwał mnie leniem - więc podsumowałem po lewej i po
              prawej stronie kartki - co zrobiłem ja i co zrobił ten ktoś. I
              wiecie co? Wyszło mi, że nie tylko ja zrobiłem więcej. Wyszło mi, że
              ja zrobiłem bardzo dużo. A ten co lenistwo mi zarzucał - to obibok.

              Wracając do religi - ksiądz uczy o lenistwie - a co sam zrobił? Nie,
              nie chodzi aby np. w kamieniołomach pracował - ale np. czy odwiedził
              już chorych w parafii? Czy posprzątał kościół? A może zainteresował
              się dlaczego ktoś żebrze? Albo zrobił coś dla narkomanów? 99,99%
              księży nic takiego nie robi - a nawijają jak potłuczeni o lenistwie.

              Więc teraz jak ktoś mi mówi coś o lenistwie - to uśmiecham się
              szeroko - tak, wiem już dlaczego ten ktoś tak mówi - chce zmusić
              mnie do tego abym coś zrobił za niego i myśli że jestem równie głupi
              jak on sam.

              Zróbcie sobie taki rachunek sami - co wy robicie w pracy - a co robi
              wasz szef. I zastanówcie się, bez kogo firma /mogłaby/
              funkcjonować :)
              • Gość: Marek Re: Spróbuj zostać własnym szefem... IP: 193.160.251.* 06.12.08, 04:53
                Stary, nie da rady. Zasypiam przy trzecim zdaniu.
              • brum.pl1 Re: Spróbuj zostać własnym szefem... 06.12.08, 09:36
                W tym co mówisz rzeczywiście jest dużo racji. Większość genialnych wynalazków
                powstała w wyniku lenistwa ich twórców. Musi być jednak spełniony jeden warunek:
                leniem jest geniusz. Połączenie tych dwóch cech, tzn geniuszu i lenistwa jest
                gwarantem sukcesu. Najprostszym tego przykładem jest odkrycie ciągu arytmetycznego.
                Jeśli leniem jest matoł, to pierdziajew, nic z tego nie będzie.
        • Gość: ja Re: Spróbuj zostać własnym szefem... IP: 82.160.117.* 05.12.08, 20:15
          Dokładnie tak. Tak jest ze mną. Nic nie tak nie wqrwia przez duże W jak bezsensowna praca. Moje zaangażowanie spada wtedy niemal do zera. Praca musi mieć sens i cel. I to nie tylko dla szefa ale dla całego zespołu.
    • joanna182-0 Re: Zbędne zajęcia w pracy 05.12.08, 12:03
      Ja też się niestety z takim czymś spotkałam. Jest to bez sensu. Ja
      pracuję w usługach i często przychodząc do pracy i zaczynam od
      sprzątnięcia, potem zobaczę czy jakiegoś raportu nie trzeba wysłać,
      czy jeszcze czegoś nie mam do zrobienia. Jak już wszystko zrobię to
      pozostaje mi czekać na klienta. Dobre jest to, że szefowa wie o tym
      doskonale, że od czasu do czasu się siedzi i się czeka na klienta.
      Współczuję ci , że trafiłeś na takich przełożonych.
    • jurek.powiatowy Re: Zbędne zajęcia w pracy 05.12.08, 12:47
      Zawsze warto poprosić o opis stanowiska pracy, w którym będzie biało na czarnym
      co należy do Twoich obowiązków. Jeżeli księgowa skończy swoją pracę i nie ma co
      robić, to z pewnością pracodawca nie ma prawa kazać jej myć podłogi. Inna
      sprawa wygląda np. z magazynierami, których obowiązkiem jest też sprzątanie na
      magazynie.
      Wszystko więc w porządku.
      Pozdrawiam.
    • obrotowy Mlode to i niedoswiadczone :) 05.12.08, 14:44
      I nie traktuj tej uwagi - jako ocene Twojej osoby
      - lecz jako zartobliwe wejscie w temat.

      Gdy pracujesz sprawniej, niz inni, to ryzykujesz wiele.
      Zazdrosc kolegow, lub tez postawienie Twojego przelozonego
      w niepewnej sytuacji - czy musi tu moze cos zmienic w organizacji
      pracy...?

      Szkoda nerwow na takie zabawy, szczegolnie , gdy sie jest mlodym,
      chyba , ze lubisz walke i przyspieszona sciezke awansu.
      To moze sie udac, ale moze tez skonczyc sie przegrana walka ,
      lub stresem...

      Najbardziej RACJONALNA metoda jest pracowac wolniej, lub tez
      pozorowac prace. Ja wiem, ze to tez meczy - ale przynajmniej
      nie bedziesz mial klopotow, ktore opisales.

      A mowi Ci to wieloletni kierownik :)
      • Gość: wyjadacz O, widzę że spóźniłem się z wpisem :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.12.08, 14:51
        Pozdrawiam doświadczonego kolegę :)
    • Gość: wyjadacz Z mądrości majstrów: "Szanuj robotę" :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.12.08, 14:49
      No cóż, zdarzają się tacy szefowie. Kiedyś się tym przejmowałem, do momentu
      kiedy obserwując bardziej doświadczonego kolegę wreszcie pojąłem co mieli na
      myśli starzy majstrzy-wyjadacze mawiając "szanuj robotę".

      Nie chodzi tu bynajmniej o pracę sumienną i wydajną, lecz o szanowanie roboty
      niezrobionej, czyli mówiąc krótko pracowanie na tyle powolne, żeby za szybko
      wszystkiego nie zrobić.
      • silverbaum Socjalizm niby juz minal 05.12.08, 15:22
        ale to haslo z tamtych czasow - ktore podales
        - a dobitniej brzmiace:

        "robota nie zajac, nie ucieknie"

        czasami nadal bywa aktualne.
        • Gość: a jak Re: Socjalizm niby juz minal IP: *.telpol.net.pl 05.12.08, 15:44
          Tego, jak szanować robotę nauczył mnie przełożony w Stanach. Podejrzewam, że to
          hasło jest niezależne od ustroju :-)))
      • Gość: pracownik Re: Z mądrości majstrów: "Szanuj robotę" :-) IP: 195.149.64.* 05.12.08, 15:26
        Pracowałem w różnych miejscach i szanowanie roboty ma dla mnie
        podstawowe znaczenie. Jak człowiek za szybko coś zrobi to stresuje
        się, że nie ma roboty a trzeba czekać do końca dnia
    • kwakwarakwa Polecam tzw. "deskę Antosia". 05.12.08, 16:25
      to idealne rozwiązanie w Twojej sytuacji.
      Co to jest "deska Antosia"? służę wyjaśnieniem.
      W jednej z firm, gdzie pracowałem (branża budowlana), prowadzono kilka(naście
      budów). Na jednej z nich pracował (raczej: "bywał" lub "spędzał czas") niejaki
      Antoś, chłop prosty lecz wcale niegłupi. Otóż ten Antoś, codziennie rano po
      przyjściu do roboty, i odbyciu wszystkich rytuałów, brał leżącą w jednym,
      ustalonym przez siebie miejscu, i niósł ją w dowolnie, losowo wybrane miejsce.
      Zapytany, zawsze odpowiadał, a jakże, że "właśnie niesie deskę na szalunek" czy
      w jakimkolwiek innym celu budowlanym. Antoś, jak wspomniałem, był niegłupi, i na
      budowlance się znał jak mało kto. Dlatego też doskonale wiedział, co i gdzie się
      dzieje na budowie (w końcu bywał tu czy tam, i był spostrzegawczy), i wiedział
      gdzie jest potrzebna jego deska w danym momencie. Dzięki tej desce miał zajęcie
      i wiecznie był zajęty, przez co nie można było go zaangażować do innej roboty.
      Mały smaczek na koniec tej opowieści, w charakterze puenty. Wypada wiedzieć, jak
      "wpadł" ów Antoś i jak się zakończyła jego historia. Otóż pewnego dnia, spychacz
      zmiażdżył mu deskę, a nowej nie miał skąd wziąć. Więc poszedł na skład po deskę,
      niestety z gołymi rękami...
      Jaki stąd morał (choć to nie bajka)? Musisz zawsze mieć taką swoją deskę. Byś
      nie musiał nigdy chodzić po nią na skład. I pamiętaj - nie zostawiaj jej byle
      gdzie ;-)
      Gdy szef każe Ci sprzątnąć, wtedy wychodzisz "po materiały do sprzątania".
      Wracasz oczywiście następnego dnia.
      • Gość: jedynydorosły Re: Polecam tzw. "deskę Antosia". IP: *.gprs.plus.pl 05.12.08, 17:19
        Ta deska to numer z "przedwojny". Opisywał to Grzesiuk w książce "Pięć lat
        kacetu". Warszawski cwaniak opisuje między innymi swoje sposoby na udawanie
        pracy w hitlerowskich obozach śmierci. Tam bezsensowna, katorżnicza praca była
        metodą na wyniszczenie. Nie porównuję oczywiście sytuacji, ale metody
        oszukiwania nadzorcy.
        • Gość: julian Re: Polecam tzw. "deskę Antosia". IP: *.as.kn.pl 05.12.08, 19:15
          a ja się jak najbardziej zgadzam , bezsensowne zajęcia wynajdowano mi
          w wielu miejsach pracy - jak np w irlandzkim mcdonalds'ie; w
          momentach gdy nie bylo zadnych klientow, towar byl uzupelniony,
          wszystko dookola posprzatane a nie mozna bylo opuscic swojego
          stanowiska(za kasa) pozostawalo nam wielokrotne przecieranie szmatka
          blatow i ukladanie slomek do napojow ( kto stal bezczynnie - wylecial
          z pracy, nie zartuje)
          • Gość: nick Re: Polecam tzw. "deskę Antosia". IP: *.icpnet.pl 06.12.08, 15:49
            akurat Mcdziadostwo ma w każdym kraju taką politykę, tak samo
            wszystkie inne amerykańskie korporacje
    • bnew Re: Zbędne zajęcia w pracy 05.12.08, 19:51
      Rozumiem doskonale o co ci chodzi.
      Mikrozarządzanie to jest właśnie problem managementu, miałem takie fajne
      szkolenie z jednym gościem który zapytał co robimy jak kierownik przechodzi koło
      biurka, no i odpowiedź jest jedna zaczynamy udawać że pracujemy, czyli jakieś
      przewracanie papierów, klikanie w myszkę itd. A przecież jako inżynier płacą mi
      za myślenie a nie za wysyłanie emaili. Przecież własnie mogę obmyślać
      rozwiązanie jakiegoś problemu, praca nie składa się tylko z czynności widocznych
      fizycznie, pozatym każdy pracuje około 80% dostępnego czasu, takie są prawa
      przyrody i wiedzą to pracodawcy. Jedyne co możesz zrobić to po prostu zwolnić bo
      mentalności kierownika nie zmienisz.
      A tak przy okazji: kto to jest kierownik? Jeszcze nie dyrektor a już ch...
    • xyzak Re: Zbędne zajęcia w pracy 05.12.08, 20:31
      'look busy' - wyglądaj na zajętego

      wydrukuj coś na drukarce w drugim końcu budynku, pójdź po wydruk i w drodze
      powrotnej zrób sobie kawę a zaczepiony nie unikaj rozmowy - nie chciałbyś
      przecież wyjść na gbura, nie?

      Masz spotkanie? prezentację? wydrukuj materiały dla wszystkich i pospinaj. Jak
      masz czas to możesz powkładać pojedyncze kartki w koszulki i całość w
      segregator. Full 'profeska'.

      Zrobiłeś swoje i siedzisz przy komputerze? Wyciągnij notes i napisz kilka
      linijek tekstu związanego z tym co robisz. Pamiętaj, żeby chociaż jedno okno
      przeglądarki pokazywało treści związane z Twoją pracę. W przypadku 'nalotu'
      sięgnij po długopis i dopisz kilka słów. Zapytany możesz powiedzieć, że chciałeś
      sprawdzić jakieś zagadnienie związane z Twoim zadaniem.

      Metod przetrwania jest wiele - podstawa to wyglądać na zapracowanego.
    • seattle92 Re: Zbędne zajęcia w pracy 06.12.08, 06:49
      Najlepsza jest praca umysłowa, bo wtedy trudno ocenić czy ktoś myśli w danym
      momencie nad projektem, czy o niebieskich migdałach. Szef nie jest w stanie
      zajrzeć do czyjeś głowy (na całe szczęście ;))
      Natomiast w pracy fizycznej nie da się ukryć tego, ze w danym momencie nic nie
      robisz, dlatego trzeba ściemniać. Tak to już jest, że płaca ci za pracę, a nie
      za stanie i drapanie się po tyłku.
    • wybitniemadry kolego mylisz pojecia 06.12.08, 09:26
      kolego kiedy masz placone na godzine to masz zaplanowac sobie dzien zeby pracowac 8 godzin, twoje, "zrobilem/odwalilem i czekam" jest podejsciem dziecka niezorientowanego na czym praca polega. jesli natomiast pracujesz nad konkretnym projektem ktory ma byc jak najszybciej skonczony, to go konczysz i idziesz do domu pogwizdujac. Pracujac w sklepie czy warsztacie jestes tepym kmiotem i wyrobnikiem ktory ma pracowac 8 godzin, a jak masz za malo to idz do szefa i sie spytaj czy ma cos dla ciebie.
    • piwi77 Re: Zbędne zajęcia w pracy 06.12.08, 11:19
      To nie kwestia zajęcia ile kwestia osoby zatrudnionej. Są
      pracownicy, których cały etat jest zbędny, a wszystko co robią,
      niepotrzebne (często nie wiadomo w ogóle co robią). A sa tacy,
      których nawet czas podczas picia kawy nie jest dla firmy stracony,
      bo nawet podczas kawopicia omawiają z kimś istotne dla firmy sprawy.
    • naprawdetrzezwy Dawno temu Pan Dyrektor wprowadził raport miesięcz 06.12.08, 14:49
      ny. W nim trzeba było wyszczególnić co się robiło każdego dnia.
      I co?

      Ano, nic - WSZYSCY pracownicy mieli w 100% wypełniony każdy dzień.
      Nawet czasu się odlać nie było.

      Tak, oczywiście kłamaliśy wszyscy jak jeden mąż.
      Skoro dyrektor był idiotą...
      • agulha Re: Dawno temu Pan Dyrektor wprowadził raport mie 07.12.08, 02:20
        Teraz pracuję na stanowisku specjalistycznym, mam normalnych szefów i zawsze
        sporo pracy, którą jednak można sobie w myśli poukładać według pilności.
        Pamiętam jednak praktykę wakacyjną przed I rokiem medycyny, na porodówce.
        Musiałam się nauczyć pozorować pracę, bo bym dostała kota. Oddziałowa była
        życzliwą kobietą, ale nie mogła znieść widoku nicnierobiącego pracownika (i nie
        chodziło tu o reprezentację (wrażenie na pacjentkach), zapewniam). Wtedy
        przychodziły jej do głowy pomysły na różne męczące, żmudne zajęcia - może nie
        zupełnie zbędne, ale takie, bez których wykonania spokojnie oddział się
        obchodził. W związku z tym szybko nauczyłam się, że należy np. obejrzeć
        wszystkie stojaki na porodówce - któryś zawsze był lekko umazany (krwią) - wziąć
        go do brudownika, wstawić do wanny i czyścić. Czyścić długo ;-)).
        Dla niezorientowanych - praktyki robotnicze należą do przeżytków związanych z
        minionym ustrojem, były przymusowe i na ogół niespecjalnie sensowne, moja
        jeszcze i tak miała pewne walory poznawcze (pierwsze zetknięcie zarówno z
        położnictwem, jak i z pracą na oddziale szpitalnym).
    • kol.3 Re: Zbędne zajęcia w pracy 07.12.08, 08:16
      Jeśli pracujesz szybko i sprawnie - działasz na swoją szkodę, dołożą
      Ci pracy, przeważnie cudzej, należącej do kogoś, kto jest leniwy i
      się nie wyrabia, pieniędzy Ci natomiast nie dołożą, a leniowi
      pieniędzy nie zabiorą.
      Co więcej zapamiętają, że jesteś sprawny i odtąd będziesz dostawał
      więcej pracy niż inni.
      Jeszcze nie spotkałam pracodawcy, który by płacił pracownikowi za
      to, że jest szybszy i sprawniejszy niż reszta.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja