mg2005
28.01.09, 20:48
londyn.gazeta.pl/londyn/1,86059,5563541,Jak_to_sie_robi_na_Wyspach_.html
"Jak zapobiegać niechcianym ciążom, chorobom przenoszonym droga
płciową i aborcjom? Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista.
Edukować, edukować i jeszcze raz edukować. W Wielkiej Brytanii
dzieci zaczynają poznawanie tajników ludzkiej seksualności bardzo
wcześnie.
Według ekspertów, stopniowe wprowadzanie dzieci w świat seksu
pozwoli uchronić je przed zbyt szybkim próbowaniem owocu zakazanego,
gdy zaczną dorastać. Czyżby?
Na Wyspach owoc właściwie nie jest zakazany. Dzieciom, które chcą
rozpocząć życie seksualne oferowana jest wszelka pomoc. Dyskretna i
fachowa. W wieku 11 lat w szkole uczniowie uczą się, jak zakładać
prezerwatywę. W ponad tysiącu brytyjskich szkół średnich działają
przychodnie nazywane "sex clinics", w których nastolatki mogą
otrzymać nie tylko darmową poradę na temat antykoncepcji, ale
również testy ciążowe i środki antykoncepcyjne, wśród których
największą popularnością cieszy się pigułka "dzień po". Taką samą
pigułkę nastolatki mogą otrzymać za darmo w każdej aptece.
138 milionów funtów - tyle wydano na program zapobiegania
nastoletnim ciążom. Zrealizowane założenia programu to zwiększenie
ilości godzin wychowania seksualnego w szkołach oraz zapewnienie
dzieciom lepszego dostępu do darmowej antykoncepcji, czyli
rozdawanie w szkołach prezerwatyw.
15 procent - o tyle rząd stworzony przez Partię Pracy zobowiązał się
zredukować liczbę ciąż wśród nastolatek, które nie skończyły jeszcze
18 lat.
39 tysięcy - tyle nastolatek zaszło w ciążę w 2006 roku. O 4 tysiące
więcej niż 10 lat wcześniej.
Wydawałoby się, że przy tak rozwiniętej edukacji seksualnych i
łatwym dostępie do wszelkich - w dodatku darmowych - środków
antykoncepcyjnych Wielka Brytania nie powinna mieć żadnych problemów
z niechcianymi ciążami. A jednak Brytyjki - nie tylko nastolatki -
zachodzą w ciążę niemal masowo i masowo się jej pozbywają. W
europejskich statystykach aborcyjnych Anglia i Walia zajmują drugie
miejsce, zaraz po Francji. Metoda uświadamiania i ułatwiania
najwyraźniej się nie sprawdza. Czyżby przyszedł czas na
przeorganizowanie brytyjskiego systemu wartości?"