merolagazeta
10.02.09, 17:48
Od kilku miesięcy trójmiejscy kierowcy ze zdziwieniem, czasami
pewnie z zazdrością, przyglądali się samochodom, które naklejkami na
zderzakach lub na masce dumnie ogłaszały: dzięki tej reklamie
zarabiam miesięcznie 888 zł (czasami 688 zł). Wygląda na to, że
powód do zazdrości właśnie się skończył.
Ponad trzydzieści osób przyszło w czwartek 19 czerwca do siedziby
firmy Pier&Gio na ul. Ogarnej w Gdańsku po odbiór należnych im
pieniędzy. Nie dostali ich, bo zastali zaknięte i opuszczone biuro.
Pier&Gio to legalnie zarejestrowana firma, ni to agencja reklamowa,
ni to dystrybutor napojów z aloesu. Przez kilka miesięcy promowała
się płacąc kierowcom za umieszczanie swoich reklam na samochodach.
Zasada jej działania była następująca: kierowca wpłacał kaucję w
wysokości 2666 zł, przyklejał na auto reklamę (np. wody mineralnej
Aloe Vera), a następnie co miesiąc otrzymywał do ręki 688 zł (choć
do końca ubiegłego roku było to 888 zł). Umowa podpisywana była na
dwa lata. Po jej wygaśnięciu kaucja miała być zwracana.
W Polsce firma działa od listopada ubiegłego roku, ma 10 placówek, w
tym po jednej w Gdańsku i Gdyni. Po Trójmieście jeździło sporo aut z
hasłem "Dzięki tej reklamie zarabiam 888 zł (lub 688 zł)". Do tej
pory – jak mówią ci, którzy jej zaufali – nie było z nią problemów.
Pieniądze były wypłacane na czas. Aż do teraz.
- W maju dostaliśmy informację, że wypłaty będą odbywały się po 16
czerwca przelewem, mimo, że umowa mówi, iż mają oni obowiązek
wypłacić pieniądze do 14 dnia każdego miesiąca gotówką - relacjonuje
nam jeden z kierowców, pan Łukasz.
Kiedy we wtorek 17 czerwca pieniędzy nie było, zaniepokojeni ludzie
postanowili osobiście zasięgnąć informacji w gdańskiej i gdyńskiej
siedzibie firmy. I tu niespodzianka. Zamiast pracownika przywitała
ich kartka w drzwiach z napisem: "Po wypłaty zapraszamy 19 czerwca,
od godziny 10".
Ponad 30 osób zjawiło się więc w czwartek na Ogarnej punktualnie. I
tu kolejna niespodzianka. Biuro nadal zamknięte, ale kartki już nie
ma. I tak było przez cały dzień.
Co ciekawe, przez delikatnie uchylone okno dało się zauważyć, że w
środku brakuje komputerów i większości wyposażenia. Zadzwoniliśmy
również do placówek Pier&Gio w Gdyni, Olsztynie i Bydgoszczy.
Zarówno telefony stacjonarne, jak i komórkowe milczały.
Nasz czytelnik nie jest jeszcze w najgorszej sytuacji, bowiem umowę
podpisał on w grudniu. Ponieważ do maja firma sumiennie płaciła za
reklamę, współpraca z Pier&Gio zwróciła mu się z nawiązką.
Nie wszyscy mieli takie szczęście. - Podpisałam umowę i wpłaciłam
kaucję w maju. Teraz przyszłam po pierwszą wypłatę - mówi spotkana
przez nas na ul. Ogarnej pani Anna.
Jeszcze większa niepewność jest z kolei u pani Emilii z Wrzeszcza,
która za pośrednictwem Pier&Gio postanowiła kupić sobie samochód. Od
niedawna firma oferowała bowiem pośrednictwo w zakupie auta i
spłacanie rat kredytu, pod warunkiem że przez pięć lat będzie woziło
się jej reklamy.
- Zamówiłam Toyotę Yaris i wpłaciłam 10 proc. wartości auta, czyli
5,4 tys. - mówi pani Emilia. - Na samochód miałam czekać trzy
miesiące. Jak na razie minął miesiąc. Firmy nie ma i auta też nie
ma..
Zdesperowani kierowcy postanowili sprawę skierować do prokuratury.
Jacek Stańczyk
j.stanczyk@trojmiasto.pl
Chyba będzie o tym głośno, bo samochodów z tymi naklejkami nie
barkuje...