Jeszcze raz o dress code

15.05.09, 18:53
Prowadziłem dyskusję o dreskodzie, ale temat jakby obumarł mimo, że nie doczekałem się żadnych konkretnych argumentów uzasadniających jego istnienie. Rozpoczynam zatem nowy wątek: do czego służy dress code?
Na początek aktualny stan mojej wiedzy:
1. Dress code nie sluży na pewno identyfikacji osób, do tego stosuje się napisy na drzwiach, biurkach, identyfikatorach, względnie mowę, takie metody są znacznie precyzyjniejsze, niż rozpoznawanie urzędnika po garniturze.
2. Czy zwiększają powagę instytucji? Dla mnie nie- gdy widzę zbliżającego się do mnie w banku człowieka w garniturze wiem, że zaraz będzie chciał mi wcisnąć coś, co dla mnie się niekoniecznie musi opłacać, za to dla niego na pewno. Jest to tania sztuczka psychologiczna, która mnie nie rusza. Ponadto, nawet gdy na kogoś takie coś działa i tak nie przywróci powagi utraconej przez instytucję w wyniku idiotycznych przepisów, którymi się kieruje, albo np. debilnych reklam, jeśli chodzi o banki.
3. Może najwyżej stanowić samoofiarę pracownika wobec firmy, w której pracuje, tylko, jak nawet u nehsy niektórzy twierdzą, taka samoofiara nie jest pracą, nie przynosi żadnych wymiernych efektów, poza obniżeniem sprawności fizycznej i psychicznej pracowników, co może powodować obniżenie efektywności.
4. Jest wynikiem niechęci do wszelkich zmian, typowej dla wszelkiego typy molochów urzędowych i korporacyjnych. Innym efektem tej niechęci jest niewielka efektywność, także ekonomiczna wielkich czap biurokratycznych zarządzających tymi instytucjami (to tam najczęściej dress code obowiązuje). Więc może łagodząc takie zasady, dając pracownikom jakąś swobodę można uzyskać także wzrost merytorycznej efektywności?
    • rudolf.ss Re: Jeszcze raz o dress code 15.05.09, 19:05
      1. urzędnik reprezentuje państwo i dlatego powinien elegancko wyglądać.

      2. wolę bankowców w garniturach niż w krótkich spodenkach i czapkach z daszkiem.

      3. pracownik ma być dumny, że może nosić firmowe ubranie. Pracownik widzi to
      jako dobry gest pracodawcy, że nie musi on brudzić własnych ubrań (pracownicy
      fizyczni). W handlu ubranie firmowe jest kolejną formą reklamy - wchodząc do
      avansu możesz nie zapamiętać nazwy sklepu, ale zapamiętać sprzedawców w
      jaskrawo-pomarańczowych koszulkach, albo chociaż będziesz kojarzył sklep jako
      pomarańczowy bo wszystko było w tym kolorze - nawet pracownicy.

      To coś podobna sytuacja jak kostiumy sceniczne - np. Elvis miał swoje skafandry,
      dzięki którym lepiej go kojarzymy.

      Dreskode jest według mnie nieuzasadniony w biurach wśród pracowników nie
      mających kontaktu z klientami.


      4. Wprowadzenie odzieży firmowej to oznaka statusu i prestiżu firmy.
      Wyobraź sobie mcdonald i sprzedawców w dresach :D
      • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 15.05.09, 19:18
        > 3. pracownik ma być dumny, że może nosić firmowe ubranie. Pracownik widzi to
        > jako dobry gest pracodawcy, że nie musi on brudzić własnych ubrań (pracownicy
        > fizyczni). W handlu ubranie firmowe jest kolejną formą reklamy - wchodząc do
        > avansu możesz nie zapamiętać nazwy sklepu, ale zapamiętać sprzedawców w
        > jaskrawo-pomarańczowych koszulkach, albo chociaż będziesz kojarzył sklep jako
        > pomarańczowy bo wszystko było w tym kolorze - nawet pracownicy.

        Bywam w Avansie i zapamiętałem ten sklep jako drogi, ale masz rację, coś tam pomarańczowego było :). Nigdy nie zwróciłem uwagi na kolor strojów sprzedawców, bo byłem zajęty patrzeniem na ceny, marki i parametry sprzętu.
        Zapewnianie pracownikom fizycznym stroju ochronnego nazywamy BHP a nie dress code.
        BTW tu masz ciekawy przykład :)

        entertainment.webshots.com/video/3095930010102291668ypbGWu
        > 2. wolę bankowców w garniturach niż w krótkich spodenkach i czapkach z daszkiem

        A co to za różnica? Ważne, żeby mieli coś do zaoferowania.

        > 1. urzędnik reprezentuje państwo i dlatego powinien elegancko wyglądać.

        Co jest ważniejsze, efektywne działanie, czy umundurowany wygląd?

        > Dreskode jest według mnie nieuzasadniony w biurach wśród pracowników nie
        > mających kontaktu z klientami.


        I tu, o dziwo, zgadzam się z tobą w 100%.

        > 4. Wprowadzenie odzieży firmowej to oznaka statusu i prestiżu firmy.
        > Wyobraź sobie mcdonald i sprzedawców w dresach :D

        4-1. A oznaką prestiżu firmy nie są przypadkiem jej osiągnięcia biznesowe? Co ma do tego kolor ubranek?
        4-2. Wyobrażam sobie sprzedawców w dresach :), nie tylko w MacCośtam, ale nawet w banku.
    • hypatia69 Re: Jeszcze raz o dress code 15.05.09, 19:50
      A estetyka w ogólnoświatowym pojęciu? Schludność i
      pewne "obowiązujące" formy?
      Wiesz... Zdarza mi sie pracować z ludźmi... Nie w biurze urzędnika
      do czegokolwiek, raczej na imprezach typu koncerty. I pracuje ze mna
      taka panna, co to lata w fioletowych [fiolet adwentowy] rajstopkach,
      buciorach z klamrami i złocistych, obcisłych sweterkach zapietych na
      jeden guzik na obfitym biuście. Goście imprez przygladają jej sie
      ciekawie i - mimo identyfikatora - omijają szerokim łukiem. Wolą sie
      z dowolnym pytaniem zwrócić do ochroniarza w tym takim fikuśnym
      wdzianku z kieszonkami, niż do panny, która wygląda, jakby skacowana
      wróciła z imprezy. Ja zaś wyglądam "urzędowo a oficjalnie" i nie ma
      problemu: można podejść i zadać choćby najgłupsze pytanie.
      Albowiem w świadomości ludzi tkwi, że ktoś w [odpowiednio dobranym i
      dopasowanym] garniturze/kostiumie jest osobą poważna, rozsądna i
      kompetentną. I nie chodzi tu o powagę nagrobka, wszak i urzędowy
      uśmiech obowiązuje, nawet w stosunku do marudnego pierdoły.

      Ja sama tez chetniej podejdę do urzędniczki w stylu choćby jak
      sekretarka z przedmiescia, niż do urzędniczki, która wygląda trendy
      i cool.
      Owszem, jest to tania sztuczka psychologiczna. Na Ciebie nie działa.
      Ale na znakomitą większość populacji - owszem.

      Dodam jeszcze, ze w tłumie i półmroku na jakimś koncercie powiedzmy
      zespołu Mazowsze identyfikator bywa mało widoczny, zaś kostium wrecz
      przeciwnie - rzuca sie w oczy, bo goście przyodziani są jednak
      inaczej.

      "4. Jest wynikiem niechęci do wszelkich zmian, typowej dla (...)
      Więc może łagodząc takie zasady, dając pracownikom jakąś swobodę
      można uzyskać także wzrost merytorycznej efektywności?"
      Jak to widzisz? Zasiadzie, powiedzmy, w Urzedzie pracy, panna w
      spodniach z miejscem na kupę, z kolczykami w rozmaitych, wystających
      częściach ciała, dredami i koszulce, która nie zasłania cycków; na
      to podejdzie do niej czysty i przecietnie ubrany obywatel [załóżmy,
      ze ma dżinsy i białą koszulę] i co stwierdzi? "Ojaciepiedole... Taka
      kurev dostała robotę w UP, a ja nie mogę dostac w magazynie...
      Ciekawe, czemu?". I sobie pójdzie precz.
      I wiesz co? Ja bym, szczerze mówiąc, nie chciała, żeby taka
      odbierała choćby ode mnie opłatę za kibelek. I mozesz sobie myśleć,
      że mam archaiczne poglady, ale dla mnie estetyka tak, jak jest
      pojmowana przez ogół - jest ważna.
      • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 16.05.09, 00:58
        > Jak to widzisz? Zasiadzie, powiedzmy, w Urzedzie pracy, panna w
        > spodniach z miejscem na kupę, z kolczykami w rozmaitych, wystających
        > częściach ciała, dredami i koszulce, która nie zasłania cycków; na
        > to podejdzie do niej czysty i przecietnie ubrany obywatel [załóżmy,
        > ze ma dżinsy i białą koszulę] i co stwierdzi? "Ojaciepiedole... Taka
        > kurev dostała robotę w UP, a ja nie mogę dostac w magazynie...
        > Ciekawe, czemu?". I sobie pójdzie precz.

        Słyszałaś kiedyś o przypadku znalezienia normalnej pracy (tzn. nie darmowego stażu) przez UP???
        Druga sprawa, wyobrażam to sobie, nieraz takie w UP, podobnie jak w haerze różnych firm widywałem, co więcej, wcale mi to nie przeszkadzało, przynajmniej było na co popatrzeć :).

        > Dodam jeszcze, ze w tłumie i półmroku na jakimś koncercie powiedzmy
        > zespołu Mazowsze identyfikator bywa mało widoczny, zaś kostium wrecz
        > przeciwnie - rzuca sie w oczy, bo goście przyodziani są jednak
        > inaczej.

        Ale tu chodzi o konkretny kostium, jak sądzę nieco tradycyjny i związany z pełnioną funkcją. Nie zamierzam się wtrącać w stroje tancerzy z Mazowsza, chodzi mi o biedne urzędniczki i urzędników, pracowników korporacyjnych, bankowych wbitych w ciasne garsonki, garnitury kompletnie nie wiadomo po co.
        • belgijska Re: Jeszcze raz o dress code 16.05.09, 01:22
          strikemaster napisał:

          wbity
          > ch w ciasne garsonki

          Po diabła się wbijają w ciasnotę? Trzeba zakładać właściwy rozmiar a nie o numer
          mniejszy :) na wypadek "jak schudnę" :)
          • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 18.05.09, 22:42
            Co nie zmienia faktu, że dress code jako taki jest przeżytkiem, pozostałością po czasach, gdy urzędników królewskich, czy miejskich rozpoznawano po kolorowych czapach itp. rzeczach. Dzisiaj służy głównie jako element opresji wobec pracowników, mający im pokazać miejsce w hierarchii i jako taki stoi w sprzeczności ze wolnością obywatelską. Niektórzy napiszą, że zatrudniając się pracownik zdaje sobie sprawę z obowiązywania zasad ubioru i może się nie zgodzić, to prawda, ale zasady te niczemu tak na prawdę nie służą, a dodatkowo ludzie bywają w sytuacjach, w których mimo wewnętrznej niezgody na dress code, muszą się na danym stanowisku zatrudnić (coś trzeba jeść).
            • kot_behemot8 Re: Jeszcze raz o dress code 19.05.09, 07:27
              strikemaster napisał:

              > ale zasady te niczemu tak na prawdę nie służą,


              Służą. Sprawiają, że ludzie lepiej się czują w instytucji gdyż
              większość woli być obsługiwana przez osobę ubraną według wzorca tzw
              tradycyjnej elegancji (mężczyzna-garnitur, kobieta-garsonka). A że
              instytucje powołane sa właśnie po to, by służyć a nie dla wygody
              urzędników, to taki powód jest wystarczający.
              I fakt, że ty (a także ja, tak na marginesie) odbierasz to inaczej i
              nie przeszkadzaliby ci urzędnicy ubrani swobodnie, nie zmienia
              faktu, że twoi rodzice, dziadkowie i spora część sąsiadów czuje tak
              jak napisałam. Odbierasz im prawo do tej odmienności? ;)
              • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 19.05.09, 14:40
                Niby nie miałbym nic przeciwko temu, ale...
                1. Jakoś w urzędach nie mam wrażenia, że urzędnicy mi służą, wręcz przeciwnie, to ja im służę :(.
                2. Rzekome dobre samopoczucie petentów i klientów realizowane jest kosztem pracowników.
                3. W wielu firmach i urzędach dress code jest stosowany jako element opresji wobec pracowników.
      • sir.vimes raczej odrotnie 27.05.09, 14:35
        "Zasiadzie, powiedzmy, w Urzedzie pracy, panna w
        spodniach z miejscem na kupę, z kolczykami w rozmaitych, wystających
        częściach ciała, dredami i koszulce, która nie zasłania cycków"

        i z tak ubraną dziewczyną zapewne sporo ludzi będzie mniej obawiało się pogadać
        niż z przysłowiową biurwą z ołówkiem w koku.
    • kot_behemot8 Re: Jeszcze raz o dress code 15.05.09, 20:48
      > 2. Czy zwiększają powagę instytucji? Dla mnie nie-


      A dla innych tak, w dodatku to ci inni stanowią wiekszość. I to
      właściwie wyczerpuje temat.
      • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 15.05.09, 21:07
        > A dla innych tak, w dodatku to ci inni stanowią wiekszość. I to
        > właściwie wyczerpuje temat.

        Dysponujesz może jakimiś badaniami?
        • kot_behemot8 Re: Jeszcze raz o dress code 15.05.09, 21:16

          strikemaster napisał:

          > > A dla innych tak, w dodatku to ci inni stanowią wiekszość. I to
          > > właściwie wyczerpuje temat.
          >
          > Dysponujesz może jakimiś badaniami?


          Nie dysponuję, chociaż podejrzewam, że jakby poszukac to by się
          znalazło. Ale proponuję, żebyś sam się uczciwie zastanowił jak to
          jest - nie biorąc do rozważań włącznie osób podobnych do ciebie.
          Ludzi starszych na przykład. Ludzi o poglądach konserwatywnych.
          Serio wierzysz, że większość Polaków chętnie przyjełaby pełną
          dowolność ubioru, fryzur, makijażu urzędników/urzędniczek?
          • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 15.05.09, 21:23
            > Nie dysponuję, chociaż podejrzewam, że jakby poszukac to by się
            > znalazło. Ale proponuję, żebyś sam się uczciwie zastanowił jak to
            > jest - nie biorąc do rozważań włącznie osób podobnych do ciebie.
            > Ludzi starszych na przykład. Ludzi o poglądach konserwatywnych.
            > Serio wierzysz, że większość Polaków chętnie przyjełaby pełną
            > dowolność ubioru, fryzur, makijażu urzędników/urzędniczek?

            Nie nie wierzę, co nie przeszkadza mi pisać o utopijnych wizjach społeczeństwa, przekonywać ludzi do słuszności moich poglądów. Pełnej dowolności nie uda mi się wywalczyć, ale może dojść do jakiegoś złagodzenia, co będzie krokiem w dobrym kierunku.
            • kot_behemot8 Re: Jeszcze raz o dress code 15.05.09, 21:43
              > Nie nie wierzę, co nie przeszkadza mi pisać o utopijnych wizjach
              społeczeństwa,
              > przekonywać ludzi do słuszności moich poglądów.


              I w tym masz rację. Powodzenia:))
    • nehsa Re: Jeszcze raz o dress code 16.05.09, 05:48
      strikemaster napisał:
      "3. Może najwyżej stanowić samoofiarę pracownika wobec firmy, w
      której pracuje, tylko, jak nawet u nehsy niektórzy twierdzą, taka
      samoofiara nie jest pracą, nie przynosi żadnych wymiernych efektów,
      poza obniżeniem sprawności fizycznej i psychicznej pracowników, co
      może powodować obniżenie efektywności."
      nehsa kolejnemu intelektualiście na Forum odpowiada!
      W prowadzonych wątkach "Wartości, bez nich żyć się nie da", i "Jezus-
      bis" spłodziłem w dniu 14 maja 2009 po jednym wątku.
      W "Wartościach...", o godzinie 5.39. W "Jezus-bis.Podsumowanie", o
      godzinie 23,04. Podałem w nich, m.in., czym różni się praca od
      współpracy, i samoofiara od ofiary. Jest to "strikemaster" wiedza
      oczywista, czyli taka, o której niewiedza jest komentowana
      słowami: "Słysząc, słuchać będziecie, ale nie usłyszycie, i widząc,
      widzieć będziecie, ale nie ujrzycie.".
      Ale na użytek tych wszystkich, którzy chca coś sensownego od ciebie
      usłyszeć, a wchodzą na ten, twój wątek, odpowiadam:
      Dowodami miłości, jest samoofiara, ofiara i współofiara.
      Samoofiarę od ofiary i współofiary, różni brak współpracy, a tym
      samym i brak współodpowiedzialności.
      Samoofiarę, czyni wobec swojego Syna(Boga) Ojciec(Bóg. I samoofiarę
      wobec nas ludzi, czyni Syn(Bóg). Ani Ojciec(Bóg), ani Syn(Bóg, nie
      są za swój czyn nagradzani.
      A my, ludzie, możemy jedynie wobec siebie czynić ofiary, bądź
      współofiary. Za które to czyny, jesteśmy nagradzani, nawet wówczas,
      kiedy podejmujemy heroiczną decyzję samospalenia się.
      Te, moje wspomniane wyżej postki, podają racjonalne
      dowody na istnienie, jak wy Go określacie, Boga, których na naszej
      planecie do tej pory nikt, poza mną nie podał. Pozdrawiam
      Ps.
      Uważam że twoja wiedza ogólna, przewyższa moją, i to znacznie. Ale
      ja, chociaz wiem mniej, to wiem od ciebie lepiej. Nie tylko od
      ciebie.


      • kot_behemot8 Re: Jeszcze raz o dress code 16.05.09, 08:04
        nehsa napisał:


        > Te, moje wspomniane wyżej postki, podają racjonalne
        > dowody na istnienie, jak wy Go określacie, Boga, których na naszej
        > planecie do tej pory nikt, poza mną nie podał.


        O, nowy mesjasz forumowy? Powiew świeżości, w dodatku jaki skromny:)
        • nehsa Re: Jeszcze raz o dress code 16.05.09, 09:08
          kot_behemot8 napisała: "> nehsa napisał: Te, moje wspomniane wyżej
          postki, podają racjonalne dowody na istnienie, jak wy Go określacie,
          Boga, których na naszej planecie do tej pory nikt, poza mną nie
          podał. O, nowy mesjasz forumowy? Powiew świeżości, w dodatku jaki
          skromny:)"
          1./ Nie zauważyłeś "Kocie", że piszę, "postki".
          2./ Dlatego piszę, aby Was nikt nie robił w przysłowiowego balona.
          3./ A nie podejrzewałem cię o zawiść.
          • kot_behemot8 Re: Jeszcze raz o dress code 16.05.09, 09:29
            nehsa napisał:

            balona.
            > 3./ A nie podejrzewałem cię o zawiść.


            Niesłusznie nie podejrzewasz. Jak mogłabym nie być zazdrosna o tak
            niezwykłe osiągnięcie jak zostanie pierwszym człowiekiem na Ziemi
            któremu udało się podać racjonalny dowód istnienia Boga?
            Na Zeusa, zazdrość mnie wprost zżera...
            • nehsa Re: Jeszcze raz o dress code 16.05.09, 10:27
              kot_behemot8 napisała: "nehsa napisał: >balona.> > 3./ A nie
              podejrzewałem cię o zawiść.> >
              > Niesłusznie nie podejrzewasz. Jak mogłabym nie być zazdrosna o tak
              > niezwykłe osiągnięcie jak zostanie pierwszym człowiekiem na Ziemi
              > któremu udało się podać racjonalny dowód istnienia Boga?
              > Na Zeusa, zazdrość mnie wprost zżera...> > "
              Nic prostszego, jak obalić podany przeze mnie dowód zależności
              człowieka(każdego), od Stwórcy. Do dzieła, i życzę powodzenia.

    • 10iwonka10 Re: Jeszcze raz o dress code 19.05.09, 09:30
      >>>>Dreskode jest według mnie nieuzasadniony w biurach wśród
      pracowników nie mających kontaktu z klientami. >>>>

      Niwe zgadzam sie- oni tez reprezentuja firme- Jesli jest to np
      centrala duzego banku to pracownicy back-office maja nosic szorty ,
      czapeczki i klapki i moze jeszcze ze sluchawkami na uszach sluchac
      hip-hopu???





      • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 19.05.09, 14:03
        Apoteoza centrali banku?
        Uważasz firmę za rzecz świętą? Bank jest zwykłą firmą, która świadczy pewne usługi w zamian za niemałe opłaty, nie jest to powód do mumifikacji pracowników, nhawet tych posiadających kontakt z klientami.
        Dawniej księgowego i bankiera poznawano po śmiesznych okrągłych okularkach, noszonych przez nich niezależnie od posiadania lub nieposiadania wady wzroku. Miał to chyba być sygnał, że stracili wzrok ślęcząc nad naszymi rachunkami. Nie uważasz, że jest to głupie podejście? A może by tak bankowcy pozakładali sobie na odsłoniętych częściach ciała szwy i plastry, co oznaczałoby, że odnieśli rany w obronie naszych pieniędzy? :)
        • 10iwonka10 Re: Jeszcze raz o dress code 19.05.09, 14:52
          Alez ja nie pisze o mumifikacji pracownikow ale o
          podstatwowym 'dress-code'

          Istnieje cos takiego jak -image firmy- ja sie na tym nie znam to
          zadanie dla marketinkowcow ale dla okolo 90% klientow ( obecnych i
          przyszlych) ma to znaczenie.
          • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 19.05.09, 17:26
            A podstawowy dress code, czyli garnitur z krawatem lub garsonka, w połączeniu ze sztucznym urzędowym uśmieszkiem i postawą zasadniczą stanowi właśnie mumifikację.
          • jolunia01 Re: Jeszcze raz o dress code 20.06.09, 14:20
            10iwonka10 napisała:

            > Alez ja nie pisze o mumifikacji pracownikow ale o
            > podstatwowym 'dress-code'
            > ... dla okolo 90% klientow ( obecnych i
            > przyszlych) ma to znaczenie


            Uważasz, że klient, któremu pieczątkę przybija miła urzędniczka w
            sandałkach na nodze nie odzianej w rajstopy jest mniej
            usatysfakcjonowany od tego, któremu tę pieczątkę
            przybija "dresscodowa w pełni" skwaszona baba?
    • piwi77 Re: Jeszcze raz o dress code 19.05.09, 15:01
      strikemaster napisał:

      > Więc może łagodząc takie zasady, dając pracownikom jakąś swobodę
      > można uzyskać także wzrost merytorycznej efektywności?

      Zdecydowanie tak. Uniformizm służy utrzymaniu dyscypliny,
      odsamodzielnieniu pracownika. Jasne, że tracić na tym musi
      efektywność jego pracy.
      • Gość: paskudek1 Re: Jeszcze raz o dress code IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.09, 15:56
        pozwolę sobie zauważyć, ze jesli pracownikowi banku, urzędnikowi czy komukolwiek, kto pracuje w firmie w której obowiązuje dress code ubiór przeszkadza w efektywnej pracy, to człowiek ten nie nadaje się do tej pracy.
        Dress code to nie tylko urzędowy garniturek i garsonka, nie tylko buty z zakrytymi palcami czy spódniczka określonej długości. TO także np.: odpowiedni ubiór na egzamin, do teatru, na rozmowe kwalifikacyjną. To pomoc w odróżnieniu np. w szpitalu lekarza os sprzątaczki. Co wcale nie jest takie proste, kiedy w szpitalu obowiązuje pewna dowolność w tych kitelkach, któe oni noszą. iedyś wiadomo było: idzie siostra, lekarz czy salowa. teraz to loterai.
        W banku, mimo wszystko, wolę byc obsługiwana przez ubraną stosownie osobę. A jeżeli tej osobie ubranko rzuca się tak na umysł, ze nieefektywnie rpacuje to wybaczcie, ale w dresie też może byc nieefektywna bo jej np. lampa będzie za mocno świeciła w oczka.
        • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 19.05.09, 17:24
          Jeśli chodzi o zbyt jasno świecące lampy, zostały w tym celu stworzone normy BHP określające, jakie może być natężenie światła na stanowisku.

          > nTo pomoc w odróżnieniu np. w
          > szpitalu lekarza os sprzątaczki. Co wcale nie jest takie proste, kiedy w szpita
          > lu obowiązuje pewna dowolność w tych kitelkach, któe oni noszą. iedyś wiadomo b
          > yło: idzie siostra, lekarz czy salowa. teraz to loterai.

          A nie można zapytać?
          I tak nie jest w szpitalu ważne, czy to lekarz, czy pielęgniarka, ważne, czy to jest Twój lekarz prowadzący i pielęgniarka opiekująca się Twoim odcinkiem, czego można dowiedzieć się po identyfikatorze lub za pomocą mowy.

          > pozwolę sobie zauważyć, ze jesli pracownikowi banku, urzędnikowi czy komukolwie
          > k, kto pracuje w firmie w której obowiązuje dress code ubiór przeszkadza w efek
          > tywnej pracy, to człowiek ten nie nadaje się do tej pracy.

          Problem polega na tym, że każdemu, niezależnie od upodobań i samozaparcia, niewygodny strój przeszkadza w wykonywanej pracy.
          • 10iwonka10 Re: Jeszcze raz o dress code 19.05.09, 19:26
            Niewygodny? To zalezy dla kogo. Niektorzy mezczyzni wlasnie lepiej
            sie czuja w garniturze i krawacie w pracy niz bez. U mnie np jesli
            ktos pracuje w back office - to mezczyzni nosza koszule ( nie
            podkoszulki) kobiety dosc dowolnie z wyjatkiem dzinsow,
            trampek,klapek, - nosza wszystko. Co w tym niewygodnego?

            • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 26.05.09, 21:55
              > Niewygodny? To zalezy dla kogo. Niektorzy mezczyzni wlasnie lepiej
              > sie czuja w garniturze i krawacie w pracy niz bez.

              Którzy to są. Mam wrażenie, ze jest to efekt czysto prsychologiczny związany z przyzwyczajeniem.
              W back office faceci muszą i tak dość elegancko, co za tym idzie niewygodnie, kobiety, jak widać dość dowolnie. Dlaczego tak jest?
              BTW czy kobietom wolno zrezygnować ze szpilek, czy muszą się w nich mordować ku zadowoleniu kierownika?
              • paskudek1 Re: Jeszcze raz o dress code 27.05.09, 13:42
                wiesz co podam ci dwa przykłady które znam osobiście:
                1. kolega ze studiów, z mojego roku. Alergicznie nienawidził krawatów, garniturów itp. Po zakończeniu studiów dostał rpacę w banku. MUSIAŁ wdziać garnitur, krawat i tyle. Zalezało mu na pracy, na zarobkach, praca mu sie podobała więc przełknął żabę i nie wydziwiał. W dresie mógł sobie biegac po pracy.
                2. młody chłopak z tych samych studiów rok niże ode mnie. Spotkany na jakiejś imprezce zwirzył się że odrzucił pracę w wydawnictwie, dodam ze dla niego pracę bardzo ciekawą, dającą możliwości rozwoju bo... wymagali ścięcia włsów lub chociaż uporządkowania (a chłopaczek miał bujną czuprynkę) i niestety wbicia w koszulę, krawat, marynarkę. Cóż "wolna dusza" jeszcze młoda nie poddała się dress code, odmówił. Młody był, bez zobowiązań, mógł sobie pozwalać. Nie wiem tylkoczy kiedykolwiek później miał podobnie dobre propozycje pracy.
                Dwa różne rpzypadki, dwie rekacjie. Każdy robi jak uważa za słuszne i co jest w stanie poświęcić ze swojej "yndywidualności" na rzecz prozaicznego zarabiania na chlebek i do chlebka.
                Jak dla mie kolega pierwszy okazął się po prostu dojrząły - wiedział ze bez pracy nie wyjdzie z dołka finansowego, nieusamodzielni się. Więc zrezygnował z kawałka "yndywidualności".
                Drugi jak dla mnie młody gniewny "nie będę się dostosowywał". Nie wiem jakie były jego dalsze losy, mam nadzieję ze nadal moze byc wolny i swobodny w tym co zakłada idąc do pracy.
                • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 27.05.09, 14:32
                  Trafne przykłady pokazujące bezsensowność istnienia dress code. :)
                  1. Świadczą one o przymusie stosowania się do niego, całkiem niedawno próbowano mi wmówić, że przymusu nie ma.
                  2. Na jakiej podstawie wnioskujesz, że nieprzestrzeganie głupich zasad, czy niezgoda na nie świadczy o niedojrzałości?
                  3. Dlaczego cywilizacja utrudnia nam życie, zamiast je ułatwiać?
                  4. A Ty przy zatrudnianiu też musiałaś ściąć włosy? A może jednak faceci w ramach dress code są dyskryminowani?
                  5. To może wprowadźmy zasadę, że każdy musi malować sobie twarz na niebiesko i nosić kolorowego irokeza? Kto sięnie podporządkuje jest niedojrzały i nie zasługuje na to, by mieć co jeść.
                  • paskudek1 Re: Jeszcze raz o dress code 28.05.09, 12:44
                    wiesz co, przekonam Cię do drees code. Twoja sprawa, możesz sobie szukac takiej pracy gdzie będzie pracodawcy wszystko jedna no jak wyglądasz i w czym do tej pracy przychodzisz. Ale widzisz, właśnie oglądam sobie durnowaty serial Na Wspólnej. Dawno nie oglądałam. I właśnie była scenka gdzie do kancelarii adwokackiej przychodiz pan na rozmowę kwalifikacyjną, w sprawie aplikacji. Tyle że pan jest ubrany w strój rowerowy, trykocik, kurteczkę, rękawiczki itd. Pani mecenas wychodzi do recepcji z dokumentami do wysyłki, czeka na kuriera. I za kogo bierze pana od aplikacji? Za kuriera. Wręcza mu dokumenty i prosi żeby je dostarcyzł. Niby durny serial, niby fikcja ale bardzo ładnie ilustruje że powiedzenie "jak cię widzą tak cię piszą" działa i jest raczej nieśmiertelne.
                    Owszem to może działać i w drugą stronę ale jednak czułabym się nieswojo gdyby np. na sali sądowej wystąpił adwokat, już nie mówię że bez togi ale np. w koszulce w kolorowe papugi i bermudy. W koncu nie w jego stroju leżą jego umiejętności prawda? Albo wyobraź sobie ze wchodzisz do recepcji hotelu i pani jest w bikini.... czemu nie, jak jest gorąco.
                    • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 28.05.09, 16:18
                      Widzisz, nadal nie jestem przekonany. Podałaś przykład ekstremalny, w dodatku strój rowerowy też jest rodzajem dress code (np. dla kurierów). Chyba jest logiczne, że gdybym do biura, w którym szwankuje instalacja elektryczna przyszedł na rozmowę we flanelowej koszuli i ze śrubokrętem, to pokazali by mi, które lampy nie świecą. :)
                      Sytuację w sądzie potrafię sobie wyobrazić (koszulka w papugi mogła by być dobrym identyfikatorem adwokata :). IJest to tylko kwestia przyzwyczajeń, które w wielu dziedzinach sięzmieniają (czasem łagodnieją, czasem się zaostrzają). Gdyby była wola społeczna, żeby to zmienić, za kilka lat nikt nie zwracałby na to uwagi. Dlatego próbuję uśwaiadomić ludziom, że te zasady w większości (a może nawet w całości) nie mają żadnego logicznego uzasadnienia.
                      BTW gdzie jest ten hotel z recepcjonistką w bikini, chętnie tam zamieszkam. :)
                      • majaa Re: Jeszcze raz o dress code 15.06.09, 15:55
                        strikemaster napisał:

                        Dlatego próbuję uśwaiadomić ludziom, że te zasady w większości (a
                        może naw
                        > et w całości) nie mają żadnego logicznego uzasadnienia.


                        Przyjąłeś błędne założenie - te zasady mają logiczne i
                        psychologiczne podstawy, o czym już wielu forumowiczów pisało. Ale
                        najwyraźniej nie zamierzasz przyjmować tego do wiadomości. Mam
                        wrażenie, że interesuje Cię wyłącznie udowadnianie swoich racji, a
                        nie zdanie innych ludzi - zwłaszcza, jeśli różni się od Twojego.
                        • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 15.06.09, 20:02
                          Nie wątpię w istnienie podstaw psychologicznych, tylko owe podstawy psychologiczne są w znacznym stopniu przestarzałe i może czas na zmiany?
                          • majaa Re: Jeszcze raz o dress code 15.06.09, 20:26
                            Gdybyż to było takie proste...
                            A poza tym po co zmieniać coś, co większości ludzi po prostu
                            odpowiada?
                            • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 15.06.09, 20:48
                              A jeżeli większość ludzi sobie po prostu nie zdaje sprawy, że może być inaczej?
                              Właściwie mógłbym zakończyć ten temat, zeby nikomu nie obrażać uczuć konserwatywnych, sam i tak zawsze wybieram stanowiska, na których nie wymaga się ścisłego (a czasem wcale) przestrzegania tych zasad, więc mógłbym, mówiąc kolokwialnie to olać. Ale taką mam naturę, że bardzo chciałbym poprawiać świat, pokazywać ludziom pewne zjawiska z innej strony, dać im do myślenia. Może drążąc skały przyczynię się do poprawy ich warunków pracy. Poza tym, jak tu wcześniej ktoś zauważył, jestem bardzo cięty na krawaty, bo są niewygodne, zawsze gdy to coś zakładam, czuję jak mi oczy wychodzą na wierzch (nie jest to wina samego krawatu, bo takie samo uczucie mam przy każdym- widocznie mam za gruby kark :) ) i nie udało mi się znaleźć żadnej sensownej funkcji, którą mógłby pełnić.
              • majaa Re: Jeszcze raz o dress code 15.06.09, 15:32
                strikemaster napisał:

                > W back office faceci muszą i tak dość elegancko, co za tym idzie
                niewygodnie, ...

                Zastanawiający wywód "logiczny"...
                Wyobraź sobie, że nawet eleganckie ubranie o dziwo może być wygodne
                i - co z pewnością wydaje Ci się już zupełnym dziwactwem - można się
                w nim czuć dobrze oraz być sprawnym umysłowo. Niepojęte, co?

    • grenzoid Re: Jeszcze raz o dress code 20.05.09, 10:04
      Okazuje się, że twój wątek jest ciekawym probierzem postaw ludzkich. Jest, jak
      jest. (A to napisałem !) Sposób ubierania był, jest i będzie znaczący. Myślę, że
      jest tyle za, co i przeciw. Natomiast wielka część ludzi po prostu woli to, co
      zna, zmian nie lubi, lub wręcz się boi i oni są większością. Osobiście jestem
      przeciwnikiem zbyt sztywnych zasad w kwestii ubioru, więc na pocieszenie dodam,
      że jeszcze nie tak dawno widok kobiety w spodniach, lub mężczyzny z długimi
      włosami był czymś bardzo niecodziennym i społecznie nieakceptowanym. A jak jest
      dziś ? Widać. Zresztą w poprzednim wątku na ten temat pisałem, że obsługiwał
      mnie w UK w banku facet w pofarbowanych na zielono włosach. Na tzw. zachodzie
      wszystko to już się zmienia, ale Polacy, jako społeczeństwo konserwatywne raczej
      szybko na luz nie przystaną.
      • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 21.05.09, 00:50
        Zauważ, że moi rozmówcy w wątkach o dress code, jak i powiązanych (np. te o kiltach itp.) w znacznej mierze wypowiadają się, podobnie jak praktycznie wszyscy rozmówcy w świecie realnym, że im to nie robi różnicy. Przeważnie w dyskusjach pojawiają sie mityczni oni, większość, która podobno nie toletuje odstępstw. Zaczynam mieć wrażenie, ze w tym przypadku jest podobnie, jak z bolszewikami. Oni też, mimo, że było ich mniej niż np. mienszewików, mieli prawo dyktować reszcie swój światopogląd, gdyż stanowili większość.
        • 10iwonka10 Re: Jeszcze raz o dress code 27.05.09, 09:42
          >>>podobnie jak praktycznie wszyscy rozmówcy w świecie realnym, że
          im to nie robi różnicy>>>>

          ??? Wydaje mi sie z enie wszyscy.


          Dziwne porownanie bolszewizmu do dress-code.

          Bolszewizm byl narzucony w przypadku dress-code ty masz wybor- idac
          na rozmowe kwalifikacyjna dowiadujesz sie wsystkich szczegolow na
          temat firmy lacznie z wymaganiami dotyczacymi ubioru. jesli cie
          zaakceptuja ostateczny wybor nalezy do ciebie.

          Inny wariant mozesz zalzyc wlasna firme bez dress-code.
          • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 27.05.09, 13:08
            Przed bolszewizmem teżczsem dało się uciec. Poprzez emigrację. Też na wiecu ludność siędowiadywała, jakie są warunki (z tym, że wtedy było już najczęściej za późno na emigrację, decyzję trzeba było podejmować wcześniej).
            • 10iwonka10 Re: Jeszcze raz o dress code 28.05.09, 20:57
              >>>Przed bolszewizmem teżczsem dało się uciec>>> Ucieczka to nie
              wolny wybor. I za tych ciezszych czasow to chyba ciezko bylo - 'Mis'
              mi sie przypomnial:-)- nikt paszportu w domu nie mial trzeba bylo
              skladac wniosek a wydanie.

              • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 28.05.09, 21:05
                I jeszcze był podział na paszporty do demoludów i te na Zachód, otrzymywane dopiero po przedstawieniu zaproszenia, weryfikacji przez SB itd. Co nie zmienia faktu, że ucieczka przed dress codem wiąże sięnajczęściej z obniżeniem wynagrodzenia lub wręcz nieotrzymaniem żadnej pracy. Ludzi, którzy nie chcą sięzgodzić na kretyńskie zasady, które dodatkowo nie mają żadnych lofgicznych podstaw istnienia, spycha się na margines. Ludzie ci, ze względu na niekonwencjonalne podejście mogliby często wnieść jakieś nowe pomysły. Ich talent jest bezlitośnie miażdżony przez urawniłowkę, jak za tzw. komuny.
                • 10iwonka10 Re: Jeszcze raz o dress code 28.05.09, 21:11
                  >>>>Ludzie ci, ze względu na niekonwencjonalne podejśc
                  ie mogliby często wnieść jakieś nowe pomysły>>>>

                  Czy ja wiem? Artysci, muzycy, wynalazcy, programisci ich nie
                  obowiazuje 'stroj roboczy.

                  Szczerze mowiac mnie ten dress code specjalnie nie przeszkadza bo w
                  Anglii nie jest on az tak przestrzegany w firmach jak w Polsce.U nas
                  jest to strasznie sztywne i na powaznie. Anglicy wbrew opini o byciu
                  konserwatywnymi w miejscach pracy czesto go lamia i nikt sie tym
                  specjalnie nie przejmuje.Np klapki, sukienki na ramiaczkach w
                  lecie....w zeszlym roku jak bylo goraco to mezczyzni przychodzili w
                  krotkich spodenkach. I jest to back office instytucji finansowej.


                  • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 29.05.09, 00:37
                    A w Polsce tak nie wolno, nawet w instytucjach niefinansowych. Jak się pewnie domyślasz, klima w biurze, i to jeszcze działająca to raczej rzadkość.
                    Jakiś czas temu oglądałem na DTV cykl programów "I, Videogame" przedstawiający historię rozwoju komputerowej branży rozrywkowej (czyli głównie gier i konsol). W jednym z odcinków przedstawiano tam upadek amerykańskich firm z tej branży. W latach '70 i '80 USA w tej dziedzinie przodowało, szczególnie dzięki innowacyjności, firmy wtedy bardziej przypominały kolorowe bandy hippisów, atmosfera była tam luźna, nie obowiązywały żadne dress cody, hierarchia służbowa, pracownicy zajmowali się tym, co lubili. Na przełomie '80 i '90 firmy przyjęły korporacyjny model zarządzania. Byli, wybitni i kreatywni pracownicy tych firm wypowiadało się w tym programie. Twierdzili oni, że część z nich zrezygnowała z pracy, głównie w proteście przeciw dress code i hierarchii, pozostali, ci którzy nie zrezygnowali, zwyczajnie zmarnowali swoje talenty, pracując jako szarzy umundurowani urzędnicy piszący bzdurne raporty. Jak wygląda dzisiaj amerykański przemysł komputerowy, każdy widzi.
    • distroxpl dress code - jesteś tym czym jesteś 27.05.09, 11:30
      czyli zakupionym przez firmę narzędziem biurowym. kryteria są takie same jak
      przy doborze stylu recepcji, okienek czy sal konferencyjnych w firmie.
      • strikemaster Re: dress code - jesteś tym czym jesteś 27.05.09, 13:06
        Skutkiem jest kreatywność pracowników na poziomie długopisu lub pieczątki firmowej.
        • paskudek1 Re: dress code - jesteś tym czym jesteś 27.05.09, 13:46
          no cóż a ja nadal będę się upierała że jeżeli komuś w kreatywności przeszkadza marynarka czy buty to ta kreatywnośc troszkę wybrakowana jest. Wiesz, wysokie obcasy mogą rpzeszkadzac w dobrym i bezpiecznym prowadzeniu samochodu, ale na pewno nie powinny w np. wymyslaniu reklam czy pisaniu pism albo obsługiwaniu petentów w urzędzie czy banku.
          • strikemaster Re: dress code - jesteś tym czym jesteś 31.05.09, 22:47
            Na pewno nie pomagają, a przy tym nie mają praktycznie żadnej innej funkcji użytkowej, poza wymuszaniem karności wśród pracowników. Wprowadzenie dress code stanowi też najczęściej tylko jeden z elementów korporacyjnych szykan, które już jako całość wydatnie obniżają poziom kreatywności zespołu.
    • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 11.06.09, 19:15
      Jak widać, nie tylko ja sprzeciwiam się istnieniu dress code :)

      muzeumhumoru.onet.pl/1247947,1,gnews.html
      • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 14.06.09, 23:26
        I co, nikt więcej nie ma nic do powiedzenia nt. dress code?
    • strikemaster Re: Jeszcze raz o dress code 18.06.09, 21:49
      Tu podaję przykłady, racjonalnie uzasadniające potrzebę złagodzenia, lub w niektórych przypadkach nawet całkowitego odejścia od dress code. Po pierwsze wpis Leszlonga:

      jedyniesluszne.blox.pl/2007/07/Wolnosc-ubioru-dla-mezczyzn.html
      Niektórzy mogą pomysleć, że to znów jest wlwment promocji męskich spódnic (fakt, autor się tam dość szczegółowo na tan temat rozpisuje), ale tutaj chodzi mi głównie o ten fragment:

      "W Japonii i Hiszpanii trwa akcja odrywania facetów od krawatów, zostawiania marynarek w domach w celach oszczędzania prądu na klimatyzacji (artykuł La Vanguardii). Tu się zgadzam, po kiego grzyba tak obniżać temperaturę w budynku, aby konieczne było ciepłe ubieranie się. Dodatkowo dress code wielu korporacji i firm wymaga garniturów jedynie w ciemnych kolorach i krawatów przez cały dzień pracy. Pracowałem i wiem jakie to cholernie męczące i drażniące, szczególnie jak nie ma klimatyzacji w ogóle. A jeśli któryś z pracowników widzi klienta raz na miesiąc albo i rzadziej? Dlaczego ma się ubierać sztywno? Dla kobiet te zasady są luźniejsze, tylko z mężczyzn robi się mumie."

      Może nie tylko z mężczyzn, co wynikło z moich dyskusji.
      Zadaję więc pytanie: dlaczego aby ktoś mógł być profesjonalnie odebrany, musi od razu szczelnie zasłonić całe ciało? Profesjonalistom zawsze jest zimno?
      I dlaczego pozwala się na nadmierne zużycie energii tylko po to, żeby szef miał dobrze zmumifikowanych pracowników? Żeby było ciekawiej, przeciętny polski szef nie będzie wydawał kasy na jakieś tak klimy w biurach a zmumifikowanych podwładnych i tak chce mieć.

      Podaję też przykład dość eksteremalnego protestu ze Szwecji:

      muzeumhumoru.onet.pl/1247947,1,gnews.html
      Dlaczego, gdy jest ciepło kierowcy autobusu nie wolno przyjść do pracy w krótkich spodniach? A w miniówce jest już profesjonalny? Może więc w ramach dress code dla kierowców wprowadzić miniówki? :)

      Podobny protest miał miejsce wśród listonoszy w USA, teżnie pozwolono im chodzić w krótkich spodniach (bo pewnie ucierpiałby na tym autorytet US Mail), więc w proteście przyszli w kieckach podebranych żonom. Tak im się spodobało, że teraz walcząprzed sądami o wprowadzenie do pocztowych uniformów kiltów (i tu jest wyraźne nawiązanie do wątków kiltowych :). Wynika więc z tego, że paradoksalnie utrzymywanie ścisłych zasad ubioru w dłuższej perspektywie odniesie skutek przeciwny do oczekiwanego, tzn. pracownicy zbuntują się całkowicie i takie protesty przestaną nikogo dziwić, więc może po prastu złagodzić zasady zamiast czekać, aż zbuntowany lud je obali całkowicie?
Pełna wersja