Charakterystyczny klik

07.04.07, 13:26
Czasem gdy nosze córeczke na rękach słysze taki charakterystyczny klik w
stawach biodrowych. Ale córka ma juz pół roku, a wiem, że ten "klik"
występuje chyba tylko u noworodków? Moze to przez rozpoczynający sie proces
kostnienia. Prawe biodro ma zdrowe, juz jest wyleczone, a lewe było
zwichnięte, teraz jest IIc. Na wizycie byłysmy m-c temu, tez było słychac
klikanie, ale mniej. Lekarz powiedział wtedy, że jest poprawa, bo juz dobrze
odwodzi nózki i są stabilne. A teraz klikanie się nasiliło, jest głośniejsze.
Strasznie się martwię, a wizyta dopiero za m-c (dojeżdzamy do ortopedy prawie
300km, uznał, że sytuacja jest juz na tyle stabilna, że nie powinniśmy
nic "zepsuć")
    • exylia Re: Charakterystyczny klik 07.04.07, 14:34
      Odpowiedziałam Ci już w Twoim drugim wątku, ale teraz mam jaśniejszy obraz
      sytuacji.
      Jeżeli martwi Cię to klikanie to koniecznie skonsultuj się z jakimkolwiek
      lekarzem ortopedą. U mojej córki takie klikanie jest wynikiem wiotkości
      stawowej i dodatkowo powoduje dysplazję wtórną w lewym biodrze (prawe mimo
      klikania jest ok.). Torebka stawowa lewego biodra jest tak wiotka, że głowa
      kości udowej nie centruje prawidłowo w panewce. W chwili obecnej córka jest
      leczona aparatem odwodzącym, w którym może się chodzić. Dodam tylko, że w 11
      miesiącu życia Małej na kontroli u ortopedy wszystko było w porządku (biodra
      1b) i też nic miało się już nie dziać. Natomiast na kontroli w 13 miesiącu
      okazało się właśnie, że jest coś nie tak.

      Nie chcę Cię straszyć, bo klikanie jest charakterystyczne dla dysplazji, która
      przecież występuje jeszcze u Twojej córeczki. Jest też charakterystyczne dla
      wiotkości stawowej, która u większości niemowląt ustępuje wraz z rozwojem
      ruchowym. Niemniej jednak dla własnego spokoju radzę Ci skonsultować córkę z
      innym ortopedą.
      • gabi_10 Re: Charakterystyczny klik 07.04.07, 16:01
        dziekuje za twoje odpowiedzismile troszke mnie pocieszyłas. nie chce juz
        konsulowac sie z innymi ortopedami, bo na początku leczylam ją aż u trzech.
        Dopiero po dwóch błędnych sposobach leczenia znalazłam porzadnego specjaliste,
        aż w Lublinie, bardzo znany, dyrektor Kliniki Ortopedii Dzieciecej AM w
        Lublinie. Jego diagnozom już ufam i dlatego męcze córke takimi dalekimi
        wyjazdami do Lublina. Lekarze po zdiagnozowaniu mojej córki, mimo że miała
        dopiero 2 m-ce nie chceili słyszeć o innej metodzie leczenia niz wyciąg w
        szpiatlu i gips, kazali sie przygotowac na min. 6 tyg. pobyt. Straszyli, że
        nawet po tym nic nie bedzie wiadomo a leczenie będzie trwało ok. roku, jeden
        nawet zwyzywał nas, że doprowadziliśmy dziecko do kalectwa!!! Cudem dostalismy
        się do naszego prof. i ten w ciągu 3 tyg. wyprowadził córkę za pomoca szelek
        pavlika, majtek ortopedycznych, masażów i kąpieli ze zwichnięcia do dysplazji.
        Bez wyciągu, gipsu, operacji...Za to jestem mu bardzo wdzięczna. Ale nie
        zmienia to faktu, że jeszcze długa droga przed nami...A bardzo się boję, aby
        teraz nie zepsuc tego, co z takim trudem naprawiliśmy.
Pełna wersja