formaprzetrwalnikowa
03.08.05, 14:14
od jakiegos czasu dopadaja mnie mysli, kiedy wreszcie uda mi sie osiagnac
swobode w poslugiwaniu sie jezykiem angielskim. wiem, ze 'cwiczenie czyni
mistrza', i posluszna temu powiedzeniu staram sie mowic, mimo stresu
sciskajacego gardlo (jedyny obszar w jakim jestem parszywa perfekcjonistka-
jezykowy) i wciaz ucze sie nowych slowek, powtarzajac je codziennie z
supermemo. ogladam TV, czytam gazety, 'podsluchuje' rozmowy na ulicy czy w
metrze - z rozumieniem zywego jezyka nie mam wiekszego problemu -
przystosowanie sie zajelo mi kilka tygodni i zauwazalam swoj postep w
rozumieniu. gorzej z mowieniem: zrobilam pewnien postep na poczatku, ale
teraz moj poziom stoi w miejscu. Ile czasu Wam zajelo osiagneicie swobody w
wyrazaniu sie po angielsku? Moj poziom 'na wyjsciu', czyli w chwili wyjazdu z
Polski to CAE (na C, wiec raczej slabo)