Dodaj do ulubionych

probelm 'psychologiczny'

27.05.06, 00:25
czesc dziewczyny,

interesuje sie psychologia troszke i ostatnio zastanawialam sie jak
doswiadczenia z przszlych zwiazkow moga 'naznaczyc' zwiazek obecny? zawsze
wydawalo mi sie ze jak sie spotka ta wielka milosc to wlasciwie zadne takie
tam 'przeszle doswiadczenia' nie maja wlasciwie zadnego wplywu na zwiazek
obecny - czyli nie ma projektowania przeszlych doswiadczen na obecny zwiazek.
no ale tak naprawde to jak to jest? i czy jesli ktos mial takie
doswiadczenia - jak sobie z tym poradzilyscie?
i jak radzicie sobie z uprzedzeniami, jesli jestescie w zwiazku z
obcokrajowcem? i roznicami kulturowymi? jakies ciekawe/ zabawne/tragiczne
przyklady miedzykulturowych nieporozumien?:)

pozdrawiam
baska
Obserwuj wątek
    • robak.rawback Re: probelm 'psychologiczny' 27.05.06, 01:30
      nie wiem jak to ujac zeby bylo zrozumiale, ale z kazdym zwiazkiem, jak sie
      rozpada to mam wrazenie ze czesc mnie odchodzi z ta osoba. i ja nie moge juz
      tych doswiadczen/siebie? odzyskac. nie podoba mi sie to.
      w moim przypadku bardzo wplywaja wczesniejsze zwiazki na terazniejszosc i
      przyszlosc. a wplywaja w taki sposob ze mnie coraz mniej przestaja interesowac
      faceci. utrzymywanie zwiazku mnie meczy.

      stwierdzam ze z wiekiem bardziej mnie interesuje moja kariera i coraz mniej mam
      czasu na zwiazek staly.
      bardziej by mi pasowalo z doskoku, ale zwiazki z doskoku sa plytkie. wiec to
      tez mi chyba nie odpowiada.

      najbardziej to bym chciala zeby relationship byl na moich zasadach, czyli
      spotykamy sie raz na tydzien wtedy kiedy mi sie chce, ale jak wiadomo nikt by
      sie na to nie zgodzil na dluzsza mete.

      mnie zawsze bylo bardzo dobrze w multicultural relationships.
      nie przeszkadza mi jak otoczenie narzeka albo wydziwia, ewentualnie mojemu
      facetowi mogloby przeszkadzac.
    • kiotano_woman zdecydowanie TAK...niestety :-( 27.05.06, 09:41
      Niestety, w moim przypadku doswiadczenia z poprzednich zwiazkow maja wplyw.
      Pisze "niestety", bo na obecne relacje przekladaja sie te ..przykre
      doswiadczenia. Tez sie kiedys zastanawialam nad tym i wysnulam taka teorie, ze
      wraz z doswiadczeniami: dobrymi, zlymi, w naszym mózgu wytwarzaja sie jakies
      matryce zachowan, ktore potem stosujemy przy pojawieniu sie w zyciu znanej nam z
      przeszlosci sytuacji. Oczywiscie mowie o relacji w zwiazkach. Nie wiem, czy
      umiem to jasno wyrazic, ale np. moj eks robil to i to, a bylo to spowodowane tym
      ze np. byl nie fair...wiec identyczne zachowanie u naszego nowego wybranka tez
      automatycznie interpretujemy w ten sam sposob...czyli ze ZNOWU NAM SIE TO
      PRZYTRAFIA albo WSZYSCY MEZCZYZNI Są TACY SAMI ...
      ale sie namadralowalam,... to absolutnie moja "domowa" filozofia... wiec pewnie
      prawie nikt sie z nia nie zgadza :-)

      Mam to samo rawback.roback. W tym sensie, ze tez mi sie wydaje, ze wraz z
      kolejnym zwiazkiem umiera czesc mnie. Juz nie jestem taka spontaniczna,
      wyrozumiala, radosna i otwarta. Nie stac mnie juz na takie wielkie
      poswiecenia... szczerze to nawet zaluje, ze mi sie tak porobilo.
      Nawet +przyznam sie do czegos jeszcze gorszego+ zdecydowanie mniej z siebie
      daje. Przestalam wierzyc w ....a potem zyli dlugo i szczesliwie. Szkoda...
      • minisufka zdecydowanie TAK...na szczescie :-) 27.05.06, 09:55
        a ja sie po kazdym zwiazku uczylam nowych rzeczy - o facetach, o sobie, o
        zwiazkach. kazdy moj zwiazek (doslownie kazdy.... az wstyd sie przyznac)
        konczyl sie bo ja tego chcialam - chyba dlatego, ze wiedzialam, ze ten nastepny
        powinien byc lepszy, chcialam czegos (i kogos) lepszego niz mialam.

        i znalazlam i teraz jest idealnie (nie mowie, ze sie nie klocimy, ale uwazam
        nasz zwiazek za naprawde idealny - taki jak zawsze chcialam). staram sie nie
        popelniac bledow ktore popelnilam kiedys, staram sie patrzec inaczej na
        niektore sprawy. mamy na przyklad taka niepisana i niemowiona umowe z moim
        mezem, ze nigdy jeszcze nie wspomnielismy swoich przeszlych zwiazkow. bo i po
        co? o wiele zdrowiej, bez smiesznych zazdrosci o kogos z kim kiedys gdziestam.
      • robak.rawback Re: zdecydowanie TAK...niestety :-( 27.05.06, 12:07
        kiotano_woman napisała:

        > Mam to samo rawback.roback. W tym sensie, ze tez mi sie wydaje, ze wraz z
        > kolejnym zwiazkiem umiera czesc mnie. Juz nie jestem taka spontaniczna,
        > wyrozumiala, radosna i otwarta. Nie stac mnie juz na takie wielkie
        > poswiecenia... szczerze to nawet zaluje, ze mi sie tak porobilo.
        > Nawet +przyznam sie do czegos jeszcze gorszego+ zdecydowanie mniej z siebie
        > daje. Przestalam wierzyc w ....a potem zyli dlugo i szczesliwie.

        o no wlasnie, tez tak mam.
    • formaprzetrwalnikowa to ja sie teraz pomądrze ;) 27.05.06, 10:41
      oczywiscie, ze poprzednie zwiazki wpływają na obecny.
      a na nie wpływają doswiadczenia wyniesione z domu rodzinnego - bo od kogo, jak
      nie od rodziców uczymy sie (w większosci nieswiadomie) jak funkcjonują ludzie w
      zwiazkach?
      ja mam cholerne szczescie, ze moj facet zadnego bagazu z poprzednich związków
      nie ciagnie, a ze z domu rodzinnego ulotnił się w wieku 15-16 lat, więc i ten
      wpływ nie jest taki silny (chociaz jest). ja - sie nie liczę, bo po zawodowym
      praniu mózgu, jaki na ten (i pokrewne) temat przeszłam, nawet jakby moje
      poprzednie związki miały wpływ, tobym sie nie przyznała ;) a tak na serio:
      poprzednie związki nie, ale to, co sie działo miedzy moimi rodzicami ciągle
      jeszcze trochę tak (mimo kilkuletniej pracy nad tym).
      och, gdyby to zycie było prostsze - wzdycham sobie czasem
      ;)
      • barbarakaroluk Re: to ja sie teraz pomądrze ;) 27.05.06, 17:55
        dzieki za odpowiedzi dziewczyny.

        ja musze powiedziec ze czesto zastanawiam sie jak fakt ze moj tato zmarl kiedy
        mialam 7 lat i bylam wychowywana przez mame wplynal na moje zycie.....i musze
        powiedziec ze widze coraz wiecej .....
        i ja tez sobie wzdycham czasami - och, gdyby zycie bylo prostsze....ale i tak
        jest piekne wiec nie ma na co narzekac:)

        pozdrawiam
    • rodzynka2000 Re: probelm 'psychologiczny' 27.05.06, 23:37
      często relacje z ważnymi dla nas osobami (partner, rodzic, dziadek,
      nauczyciel...) mają wpływ na inne relacje
      czy tego chcemy czy nie, powtarzamy pewne schematy zachowań, których byliśmy
      uczestnikami
      często wydaje się nam to naturalne, robimy to nieświadomie



    • barbarakaroluk Re: probelm 'psychologiczny' 04.06.06, 21:38
      a ja postanowilam wyciagnac 'stary' topic i moze zwrocic uwage na to a odwrocic
      uwage od znaikajacych czlonkow naszego forum:)

      ni i jak to jest z tymi doswiadczeniami? ktos sobie poradzil jakos wybitnie z
      uniknieciem takich ?
      • formaprzetrwalnikowa Re: probelm 'psychologiczny' 04.06.06, 22:05
        ja. tzw praniem mózgu.
        cięzko było. ale chyba* warto
        :)


        *chyba, bo nie wiem, ajk się do tego odnosi mój narzeczony
        :)
        • barbarakaroluk Re: probelm 'psychologiczny' 04.06.06, 22:22
          a jak takie pranie mozgu wygladalo?
          jestem bardzo ciekawa!!!:)

          pozdrawiam
          • formaprzetrwalnikowa Re: probelm 'psychologiczny' 04.06.06, 22:27
            pranie mózgu nazywa się oficjalnie psychoterapią. było mi potzrebne tak czy
            siak - do dopełnienia warunków uzyskania certyfikatu.
            ogólnie mówiąc: bardzo przydatne, w najrózniejszych płaszczyznach zycia
            :)
            • donat351 Re: probelm 'psychologiczny' 05.06.06, 04:00
              namnieprzeszle zwiazki tez maja wplyw. Z jednej strony, mam swiadomosc, ze
              moge 'narozrabiac' i poranic, wiec tego nie robie. Z drugiej strony wiem, ze ja
              tez moge zostac poraniony. Wydaje mi sie, ze jak zwiazek sie rozwija i dojrzewa
              (wraz z partnerami) to oni coraz bardziej otwieraja sie na siebie. W zwiazku z
              tym, ze przezylem juz 50% statystecznej dlugosci zycia dla mezczyzny (albo
              ponad :))) i mam za soba rozwod to chcialbym, zeby mi wyszlo nastepnym, ale tez
              nic na sile. Chyba bardziej zdaje sobie sprawe z moich ograniczen ale tez
              dostrzegam plusy. Wydaje mi sie, ze moi rodzice mieli udany zwiazek (drugi
              mojego ojca, 16 lat roznicy pomiedzy tata i mama) moze z wyjatkiem 1 ostrej
              rocznej klotni. Z mojego doswiadczenia wynika, ze kobiety pochodzace ze
              stabilnych domow tak jakos barxziej zdroworozsadkowo podchodza do swoich
              zwiazkow. tez wizerunek ojca i relacja z nim jest istotna, ale chyba nie mozna
              tego pzrewartosciowywac.

              A propos psychoterapii, to szkoda ze tak malo ludzi bierze w tym udzial.
              • kraxa dawne zwiazki ciaza 06.06.06, 15:10
                a to dlatego, ze skoro zaliczaja sie do kateorii bylych, to cos w nich w koncu
                bylo nie tak, i niestety przenosimy wzorce zacowan na ten obecny zwiazek
                dokladnie jak ktos powiedzial kazdy kolejny nieudany zwiazek pozbawia nas w
                jakims sensie zludzen co do natury relacji miedzy ludzmi i w jakims sensie
                zubaza nasza wole do dawania. Ja tez akurat przeszlam kilka sesji z
                psychologiem, nie byla to bynajmniej pelna psychoterapia- i jedno zapamietalam,
                czlowiek ma ogromny potencjal odradzania sie mimi wszystko i potezne mechanizmy
                obrone, ktore z czasem zacieraja zle wpomnienia, po to, zebysmy mogli
                maszerowac dalej. Ja tez mialam aki moment w zyciu, ze sadzilam, ze po dwoch
                powaznych zwiazkach nic dobrego juz z siebie nie wykrzesze dla nikogo. a
                jednak, przyszla milosc i znia znow ogromne poklady dobrej woli, checi. Nie jst
                to juz takie szczeniackie zaclysniecie jak w wieku nastu lat, ale oze pozbycie
                sie zludzen jest potrzebne, zeby budowac dojrzal relacje nie oparta na
                mrzonkach?
                • princessjobaggy Re: dawne zwiazki ciaza 06.06.06, 16:33
                  kraxa napisała:

                  >Nie jst to juz takie szczeniackie zaclysniecie jak w wieku nastu lat, ale oze
                  pozbycie sie zludzen jest potrzebne, zeby budowac dojrzal relacje nie oparta na
                  > mrzonkach?

                  Niektorym takie pozbycie sie zludzen po nieudanych zwiazkach jest potrzebne,
                  innym nie. Ja ze swoim partnerem jestem od wielu lat, a nasz zwiazek rozpoczal
                  sie, kiedy mialam niecale 17 lat. I nie nazwalabym tego szczeniackim
                  zachlysnieciem, choc wiem co mialas na mysli, bo rzeczywiscie z wiekiem
                  czlowiek ma troche inne podejscie do calej tej milosci...

                  Moj nie-maz jest wlasciwie moim pierwszym i jedynym prawdziwym partnerem
                  zyciowym. Nie doswiadczylam w zyciu powaznych milosnych zawodow. Czy to
                  oznacza, ze nie jestem odpowiednio doswiadczona, zebym mogla czerpac ze zwiazku
                  co najlepsze? To chyba nie jest do konca tak, ze potrzebujemy kopa w postaci
                  rozstania, zeby byc madrzejszym. Mnie madrosci nauczyly nasze wspolne
                  doswiadczenia, ktore przeciez nie zawsze byly przyjemne.
                  • kraxa ale princessjobaggy 09.06.06, 17:06
                    Ja mowie wy;lacznie o zwiazkach, drugich lub kolejnych. Moja teoria dotyczaca
                    niezbednej utraty zludzen odnosi sie tylko do kolejnych prob, po zwiazkach
                    nieudanych. Nikomu asloutnie nie odmawiam prawa do 'zlotego strzalu' za
                    pierwszym razem, i moze nawet troszke zazdroszcze;-)?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka