Dodaj do ulubionych

Praca domowa w podstawówce

21.02.07, 15:46
Ostatnio byłam świadkiem tyrady jednego z nauczycieli na temat prac domowych.
Wywiązała się z tego dyskusja, w wyniku której okazało się, że 85%
nauczycieli w mojej szkole uważa, że praca domowa w podstawówce to:
- kompletny absurd,
- dodatkowe zadanie dla nauczycieli (przygotowywanie i sprawdzanie)
- obciążenie dla rodziców
- rzecz niesprawiedliwa i nieskuteczna, bo "ci co jej potrzebują i tak jej
nie robią, a ci dobrzy, którym właściwie nie jest potrzebna robią"
- zmuszanie dzieci do robienia czegoś, czego nienawidzą,
- zbędny obowiązek i tak niemożliwy do wyegzekwowania.

Hmmmm, przyznam szczerze, że wbiło mnie w fotel (ok. w stołek :)), bo co
prawda nie jestem fanką gór 'prac domowych', jakie sama miałam do pokonania w
Polsce, nie jestem za tym, żeby dziecko siedziało codziennie godzinami pisząc
tony wypracowań, rozwiązując tony słupków i przygotowywało projekty,
absolutnie nie jestem też za tym, żeby praca domowa (jak to się niestety
dzieje w Polsce), była narzędziem kary albo służyła "podganianiu z
materiałem", co się zwykle równało przerabianiu SAMODZIELNIE przez ucznia
jakiegoś tematu, z którego potem trzeba było odpowiadać, ale ... moim zdaniem
rozsądna i dobrze przygotowana przez nauczyciela praca domowa się przydaje
(raz w tygodniu).

Jestem ciekawa waszych opinii - jakie macie zdanie jako matki (i nie-matki),
nauczycielki itp.
--
Don't guess.
Obserwuj wątek
    • chihiro2 Re: Praca domowa w podstawówce 21.02.07, 16:07
      Nie jestem ani matka, ani nauczycielka, ale czytalam ostatnio list czytelnika
      do ktorejs brytyjskiej gazety na ten temat. Czytelnik ten nie chcial zmuszac
      dziecka do odrabiania prac domowych, gdyz uwazal, iz to strata czasu. Co
      ciekawe, inni czytelnicy uwazali tak samo (to taki rodzaj interakcji, gdzie w
      jednym tygodniu przedstawia sie problem, ludzie pisza ze swoimi opiniami i w
      nastepnym tygodniu je sie drukuje razem z opinia eksperta). Ekspert powolal sie
      na ksiazke, ktora niedawno sie ukazala, napisana przez jakiegos pedagoga.
      Podobno jedyna praca domowa, jaki ma sens w podstawowce, to czytanie (ok.
      godzina dziennie). Wszystkiego innego dziecko powinno byc w stanie nauczyc sie
      w szkole, zwlaszcza, ze czesto spedza w niej wiekszosc dnia. W szkole sredniej
      praca domowa ma sens, ale powinno sie ja ograniczyc do 1-2h. Nauczyciel
      powinien tak prowadzic lekcje, by przekazac uczniom cala wiedze, jaka chce
      przekazac (szczegolow nie znam).

      Nigdy nie bylam nauczycielka, ale mysle, ze nie zawsze wykonalne jest
      wykorzystanie w pelni czasu lekcji. Duzo sprowadza sie do systemu szkolnictwa i
      wlasciwej oceny poziomu ucznia. Gdy wszystkie dzieci ucza sie rownie szybko nie
      ma duzych problemow. Ale w sytuacji, gdy poziom jest zroznicowany (a czesto
      jest, nie wszystkie dzieci chociazby wladaja jezykiem angielskim na poziomie
      native speakera - a to czesty przypadek w UK) uwazam za najzupelniej sluszne,
      by te slabsze dzieci poswiecaly dodatkowo wiecej czasu w domu na nauke.
      Zgadzam sie natomiast z tym, ze czytanie jest niezwykle istotne i wciaz
      niedoceniane przez wielu rodzicow. Nie powinno traktowac sie czytania jedynie
      jako hobby, porownywalnego z ogladaniem TV, ale jako nieoceniona metode
      edukacji, ktora poszerza horyzonty myslowe, wzbogaca slownictwo, uczy wlasciwej
      ortografii, rozwija wyobraznie, ksztaltuje styl itp.
      • jofin Re: Praca domowa w podstawówce 21.02.07, 17:20
        Effato, ja juz na ten temat przestalam rozmawiac z Anglikami, bo patrze na
        mnie , jak na kosmite.
        A oczywiscie zgadzam sie z Toba. W tutejszej edukacji bardzo duzo mnie rzeczy
        zadziwia. Nie dosc, ze praca domowa rzadko /choc od 4,5 klasy/ dzieci musza
        troszke w domu pracowac, to jeszcze dodaj do tego brak podrecznikow, brak
        lektur i ... szczerze mowiac podziwiam Anglikow, ze udaje im sie taka szkole
        prowadzic. Faktem jest, ze jednak w tutejsze szkole dzieci sporo robia. Pisza
        bardzo duzo wypracowan, nawet wiersze, choc wiersze same w domu rzadko czytaja.

        NIe wiem czy slyszalas o szkole Kumon, ktora dobrze przyjela sie na tutejszym
        rynku. A co ciekawe, Japonczyk wymyslil dokladnie to, czego dzieciom tutaj
        brakuje. Codzienne cwiczenia przez 365 dni w roku czy to z matematyki czy to z
        angielskiego i ... ludzie za to placa. A toz to przeciez zwykla naturalna praca
        domowa. Na BBc nie danwno sporo dyskusji bylo na ten temat.
        • chihiro2 Re: Praca domowa w podstawówce 21.02.07, 17:35
          Ja w Warszawie chodzilam do jednego z lepszych w Polsce liceum spolecznego,
          gdzie niemal nie mialam pracy domowej. Przed klasowkami byly zadania z
          matematyki, wypracowania z polskiego i historii i oczywiscie material do
          nauczenia. Praca domowa byla praktycznie niemal wylacznie z jezykow obcych. Nie
          bylo niezapowiedzianych kartkowek, podreczniki tylko z jezykow obcych i
          polskiego. I swietnie sobie wszyscy dawali rade, mature pozdawali wszyscy
          niezle, wielu mielismy laureatow olimpiad, duza wiekoszsc osob dostala sie na
          studia na wybrane kierunki bez problemow. Kwestia wlasciwego nauczania,
          podejscia nuaczycieli i dojrzalosci uczniow, ktorzy braku podrecznikow i pracy
          domowej nie uznaja za "luzacka" edukacje.
          • effata Re: Praca domowa w podstawówce 22.02.07, 15:15
            >Wszystkiego innego dziecko powinno byc w stanie nauczyc sie
            >w szkole, zwlaszcza, ze czesto spedza w niej wiekszosc dnia.
            No właśnie: "spędza", to jeszcze nie znaczy, że się uczy.
            Policzmy. Początek szkoły - 9.00. zanim dzieciaki dotrą do klasy, rozbiorą,
            się, usiądą, zostanie sprawdzona lista - 9.10, o 10.15 jest assembly, więc
            lekcja trwa 65 minut. Potem przerwa (która często się przedłuża). Następna
            lekcja od 10:50 - 12.05 czyli kolejne 75 minut. Przerwa na lunch do 13.15
            (znowu dotarabanienie się do klasy, lista itp. kolejne 10 min. do tyłu) i
            następna lekcja (w KS2, gdzie już nie ma dodatkowej przerwy) do 15.30 czyli 125
            minut. Razem 265 minut czyli 4,5 godziny czystej nauki! A w piątki jeszcze
            krócej, bo jest ogólnoszkolne assembly (apel - choć nie znoszę tego słowa) i
            ostatnia godzina to 'golden time'. Tak przynajmniej jest u mnie w szkole. To
            chyba kapkę za mało dla takich np. jedenastolatków, które za chwila przejdą do
            szkoły średniej. A jak dodatkowo te jedenastolatki nie potrafią czytać ze
            zrozumieniem, nie rozumieją znaczenia podstawowych słów (przykład z ostatniej
            chwili to 'rather' i 'department store')

            Poza tym ty Chihiro piszesz o liceum (i oczywiście zgadzam się z tym, co
            napisałaś) - ale myślę, że większość nawyków wynieśliście z podstawówki i z
            domów.
            A tu niestety problem leży w tym, że panuje spychologia pospolita. Szkoła zwala
            sprawę na dom (chociażby jeśli chodzi o naukę czytania, która przysparza wielu
            dzieciom ogromnych trudności), a 'dom' często ma to w nosie. I koło się zamyka.




            --
            Don't guess.
    • marcia113 Re: Praca domowa w podstawówce 21.02.07, 17:56
      jako matka sie nie wypowiem bo minie pare dobrych lat zanim moj bobas pojdzie do
      szkoly, chociaz mam nadzieje ze nie stanie sie to w UK. Jakos nie ufam temu
      szkolnictwu. Ale jak widzialam moja mlodsza siostre, ktore ze szkoly
      (podstawowka) przychodzila ok 15, zjadla obiad i brala sie do lekcji i konczyla
      ok 19 to wspolczulam jej z calego serca. Myslalam ze taki z niej len ze tyle
      czasu zajmuja jej lekcje i kiedys zaczelam jej pomagac w odrabianiu i spedzilam
      z nia 4h intensywnie myslac;) 3 strony zadan z matematyki, wypracowanie z
      polskiego(w miedzy czasie czytanie lektury), cwiczenia z przyrody, nawet z
      religi musiala opisac jakiegos swietego i jeszcze z paru innych przedmiotow. I
      tak co drugi dzien;/
      • anya.po.prostu Re: Praca domowa w podstawówce 21.02.07, 18:31
        może jak tutejsze dzieciaki siedziałyby po 4 godziny dziennie nad pracą domową
        to nie w głowie byłyby im inne głupoty takie jak włoczenie się po shopping mall
        i dewastowanie przystanków autobusowych :PPPP

        a tak na serio to oczywiście nie jestem zwolennikiem bezsensownego
        przepisywania słupków czy wkuwania na pamięć po kilka godzin dziennie, ale
        myślę, że praca domowa, szczególnie ta bardziej kreatywna, to też okazja dla
        dziecka do samodzielnej pracy, do przygotowania czegoś we własnym zakresie. To
        chyba dosyć pozytywna zdolność, którą warto praktykować.
    • vierablu Re: Praca domowa w podstawówce 21.02.07, 18:05
      Praca domowa jest absolutnie niezbedna.
      Strasznie sie denerwuje, jak sa tygodnie, w ktorych corce prawie nic nie zadano.
      Poleganie na tym, co sie zapamieta z lekcji, to chyba za malo?
      Niektore dzieci sa mobilizowane przez rodzicow do nauki w domu mimo braku
      zadan, ale sadze, ze liczba takich, ktorzy sie nie przejmuja jest ogromna i dla
      ich dzieci praca domowa jest jedyna zacheta do nauki.
    • viaappia Re: Praca domowa w podstawówce 21.02.07, 18:22
      Uwazam, ze slusznie dzieci w podstawowce w Uk nie dostaja duzo pracy domowej;
      przeciez to jeszcze maluchy, ktore czasem zaczynaja Reception w wieku 4 lat
      (tak jest w naszej prep school, gdzie nabor jest tylko raz w roku)i spedzaja w
      szkole wieksza czesc dnia (pamietam w Polsce poszlam do szkoly gdy mialam 7 lat
      i przez pierwsze dwa lata tylko na 3 godz. dziennie); dzieci naprawde sa
      zmeczone;

      moi chlopcy sa w Y1 i Y3 i praca domowa to codzienne czytanie i praktyka
      ortografii (10 wyrazow na tydzien)a zupelnie incydentalnie cos dodatkowego;
      czas w szkole od 8.30 do 3.30 lub 4 jest wystarczajacy aby zapoznac sie z
      materialem i zrobic odpowiednie cwiczenia, jesli nauczyciele dobrze ten czas
      zorganizuja;
      wiem ze uczniowie, ktorzy maja problemy z nauka dostaja zadania do domu od
      korepetytorki;

      akurat moj starszy chodzi dodatkowo na Kumon maths (material nie pokrywa sie z
      programem szkolnym) i bardzo mu to pomaga w koncentracji, ale mlodszego nie
      posylam, mimo ze on chcialby, bo nie widze takiej potrzeby;
      • mysz2006 Re: Praca domowa w podstawówce 21.02.07, 19:46
        wiele zalezy od tego jakie aspiracje maja rodzice co do swoich dzieci

        ogolnie pracy domowej w szkolach panstwowych w starszych klasach jest za malo.
        Dzieci sa slabo przygotowane do zwiekszonego tempa w szkolach srednich, maja
        kiepsko wyrobione zdolnosci organizacyjne czasu itp, i w 100 procentach
        polegaja na tym ze szkola ich prowadzi za raczke. Idac do szkoly sredniej nie
        sa przygotowane do indywidualnej pracy i nie maja wyrobionego instynktu
        znajdowania informacji poza obrebem szkoly. Brakuje im motywacji do uczenia sie
        poza godzinami szkolnymi, sa zdezorganiszowani i karmieni papka w szkole
        podstawowej nie umieja sie uczyc.

        Zeby dostac sie do selective grammar schools dzieci ze szkol panstwowych chodza
        na korepetycje, ktore dla bardziej uzdolnionych dzieci polegaja na wlasnie
        maglowaniu supkow i cwiczeniach z jezyka, ktore rownie dobrze dziecko mogloby
        samo robic w ramach pracy domowej, gdyby takowa byla norma.
        • viaappia Re: Praca domowa w podstawówce 21.02.07, 20:54
          nie do konca wiem jak jest z praca domowa w starszych klasach (nawet w naszej
          szkole); egzaminami do grammar school (ewentualnie)bedziemy sie martwili za
          kilka lat, ale starszy jest juz zapisany na korepetycje, ktore zaczna sie w Y5
          (ostatnie wolne miejsce u korepetytorki rok temu!); prywatna szkola chlopcow
          nie przygotowuje bowiem do egzaminow 11+ (od ktorych zdania zalezy przyjecie do
          wybranej grammar school)- egzamin nie jest bowiem zastosowaniem wiedzy z
          national curriculum a bardziej testem na inteligencje (w pewnej mierze oparty
          jest na verbal reasoning) i wymaga specyficznego "treningu"; a zatem obszernosc
          pracy domowej chyba nie pomoze w przygotowaniu sie do tego akurat
          egzaminu;kazdy z kim rozmawialam o tym ( ze szkol prywatnych i panstwowych),
          posylal dzieci na dodatkowe korepetycje (nawet te najzdolniejsze);
          nasza szkola prywatna nie jest zainteresowana odejsciem chlopcow po Y6 i chyba
          chetnie widzialaby wiecej uczniow w Y7 i Y8 idacych do public schools (szkoly
          srednie prywatne);


          • steph13 Re: Praca domowa w podstawówce 21.02.07, 22:52
            viaappia napisała:

            > nie do konca wiem jak jest z praca domowa w starszych klasach (nawet w naszej
            > szkole);
            Moje corki chodzily do prywatnej primary w wieku 3 - 11 lat. Przez pierwsze dwa
            lata homework nie bylo, chyba ze rysunki typu co robilas w weekend czy napisac
            pare linijek liter czy cyfr. Od wieku lat 5, homework byl codziennie, o
            przepisanym nakladzie czasu. Najpierw czytanie, pisanie prostych zdan, troche
            arytmetyki, kazdego dnia praca domowa miala zajac 45 minut. Pozniej, stopniowo
            1.5 - 2 godziny.
            W ostatnich dwoch latach nalezalo poswiecic okolo 2.5/3 godziny dziennie na
            projects, wypracowania, duzo zadan z matematyki, jezyk francuski i bardzo duzo
            czytania.
            W year 6 przyszly rowniez verbal/non verbal reasoning tests, robione w klasie i
            w domu, w ramach przygotowania dzieci do egzaminow wstepnych do grammar
            schools. Nawiasem, testy te mozna kupic w WHSmith i cwiczyc nieustannie do
            oporu bo tylko tak mozna nabrac w nich wprawy. Dzieci bardzo czesto przescigaja
            doroslych w tych umiejetnosciach.
            Duza czesc pracy domowej na tym etepie stanowily rowniez przygowtowania do
            egzaminow do prywatnych szkol srednich - np naniesc glowne miasta, rzeki itp na
            konturowa mape GB, Europy, USA etc, najwieksze osiagniecia Industrial
            Revolution, Tudor England, Kings & Queens of England, religie swiata,
            Institutions of European Union, Rosetta Stone, architektura Christopher Wren w
            Londynie, odwiedzone miejsca historyczne, Seven Wonders of the World i wiele
            innych. Bralam w tych naukach aktywny i nadzorczy udzial stad swietnie to
            wszystko do dzisiaj pamietam. I wspominam z pewna nostalgia.
            Poza oczywistymi korzysciami z regularnej pracy domowej dla dziecka, homework
            jest rowniez dobrym zrodlem wiedzy o postepach dziecka dla rodzicow.

            >
            >
            • jaleo Re: Praca domowa w podstawówce 22.02.07, 11:07
              steph13 napisała:

              > > W ostatnich dwoch latach nalezalo poswiecic okolo 2.5/3 godziny dziennie na
              > projects, wypracowania, duzo zadan z matematyki, jezyk francuski i bardzo
              duzo
              > czytania.

              Zaraz zaraz, ale przeciez dzieci wracaja ze szkoly powiedzmy o 16:00, a nawet
              16:30 (jesli dojezdzaja). Potem obiad, i powiedzmy minimum pol godziny
              odpoczynku, i jest 17:30. Trzy godziny pracy domowej - jest 20:30. Gdzie czas
              na jakiekolwiek zajecia? Sporty? Czy nawet rozmowe z rodzicami?
              • steph13 Re: Praca domowa w podstawówce 22.02.07, 11:56
                jaleo napisała:

                > Zaraz zaraz, ale przeciez dzieci wracaja ze szkoly powiedzmy o 16:00, a nawet
                > 16:30 (jesli dojezdzaja). Potem obiad, i powiedzmy minimum pol godziny
                > odpoczynku, i jest 17:30. Trzy godziny pracy domowej - jest 20:30. Gdzie
                czas na jakiekolwiek zajecia? Sporty? Czy nawet rozmowe z rodzicami?

                W naszym wypadku, dzieci konczyly szkole o 15.20, kilka razy w tygodniu
                zostawaly w szkole na nastepna godzine na muzyke, balet, szachy i rozne takie
                extra zajecia. Po powrocie do domu mialy godzine odprezenia ie rozmowy ze mna,
                wymiane plotek szkolnych, obiad, troche TV no a potem homework. Zgodnie z twoim
                obliczeniem, odrabianie lekcji konczylo sie okolo 20.00/20.30. O dziewiatej
                ogladaly News, ktorych zawartosc byla dyskutowana w klasie nastepnego ranka, i
                okolo 10tej szly spac. Tak bylo w ostatnich dwoch latach szkoly podstawowej.
                Dopiero w weekend byl czas na tenisa, jazde konna, przyjecia urodzinowe,
                zakupy, kino itp. Nic dziwnego, ze kazy half term oczekiwany byl z radoscia.
                • chihiro2 Re: Praca domowa w podstawówce 22.02.07, 14:47
                  Steph, a kiedy Twoje dzieci mialy czas na czytanie dla przyjemnosci, na zabawe,
                  na wlasne zajecia (typu rysowanie, pisanie w pamietniku itp.), ktore nie bylyby
                  zorganizowane i wiazalyby sie ze spedzaniem czasu samemu? Wszystko zostawiane
                  na weekend? Nic dziwnego, ze Twoje dzieci tesknily do wakacji, by wyrwac sie z
                  tego kieratu...
                  Jestem przeciwniczka az takiej ilosci zajec zorganizowanych. Najczesciej
                  wyrastaja z tego mlodzi ludzie nie potrafiacy zajac sie sami soba, nie radzacy
                  sobie z samotnoscia i z ulga rzucajacy sie na rynek pracy (bo po pracy juz nic
                  sie nie musi). Wystarczajaco duzo naogladalam sie takich studentow w Oxfordzie,
                  gdzie mlodziez czula sie jak spuszczona ze smyczy - nie ma nadzorujacej mamusi,
                  wiec mozna pic i imprezowac ile wzlezie, swoje zajecia pozalekcyjne juz sie
                  odbebnilo w ciagu kilku lat edukacji przeduniwersyteckiej. I tacy ludzie tez -
                  stwierdzam na podstawie moich obserwacji i rozmow z nimi - nalogowo wrecz
                  lykaja juz na studiach antydepresanty. W zyciu nie widzialam tyle osob z manic-
                  depressive disorder co w Oxfordzie wsrod studentow.
                  • jaleo Re: Praca domowa w podstawówce 22.02.07, 15:23
                    Ja bym sie nie odwazyla 10-cio lub 11-latkowi pozwolic ogladac wiadomosci o
                    21:00. To jest po tzw. watershed i mnie sama wiele razy przerazily tematy
                    omawiane w wieczornych wiadomosciach i drastyczne obrazki tam pokazywane. A co
                    dopiero dziecko. Ja wiem, ze dzieci nie mozna w bawelne owijac, ale "watershed
                    is for a reason" ze sie tak z angielska wyraze, bo po polsku nie umiem tego
                    powiedziec :-) I bardzo, bardzo sie dziwie, ze szkola do tego namawia.
                    • steph13 Re: Praca domowa w podstawówce 22.02.07, 15:54
                      jaleo napisała:

                      >I bardzo, bardzo sie dziwie, ze szkola do tego namawia.

                      Oczywiscie szkola nie nakazywala specyficznie Nine O'clock News - mozna bylo
                      ogladac wczesniejsze biuletyny, ale u nas tak akurat wychodzilo, ze ogladalismy
                      wszyscy razem o 9tej.
                  • steph13 Re: Praca domowa w podstawówce 22.02.07, 15:43
                    chihiro2 napisała:

                    > Steph, a kiedy Twoje dzieci mialy czas na czytanie dla przyjemnosci, na
                    zabawe, na wlasne zajecia (typu rysowanie, pisanie w pamietniku itp.), ktore
                    nie bylyby zorganizowane i wiazalyby sie ze spedzaniem czasu samemu? Wszystko
                    zostawiane na weekend? Nic dziwnego, ze Twoje dzieci tesknily do wakacji, by
                    wyrwac sie z tego kieratu...

                    chiriro, mowie tu o koncowce szkoly podstawowej, kiedy duzy nacisk kladziono na
                    przygotowanie do egzaminow do szkol srednich. Czyli strictly, nie byl to tylko
                    sam homework, ale rowniez dodatkowa, w duzym sensie samodzielna nauka z zakresu
                    poza szkolnym curriculum. Nie wiem kiedy pisaly pamietniki ale cale tomy do
                    dzisiaj leza w domu wiec jakos czas na to znalazly.

                    > Jestem przeciwniczka az takiej ilosci zajec zorganizowanych. Najczesciej
                    > wyrastaja z tego mlodzi ludzie nie potrafiacy zajac sie sami soba, nie
                    radzacy sobie z samotnoscia i z ulga rzucajacy sie na rynek pracy (bo po pracy
                    juz nic sie nie musi). Wystarczajaco duzo naogladalam sie takich studentow w
                    Oxfordzie,
                    Podejrzewam, ze dzieci tak jak dorosli, sa rozne. Bardziej samodzielne zycie i
                    organizowanie wlasnego czasu przyszlo na etapie szkoly sredniej kiedy same
                    wypracowaly sobie wlasna rutyne w oparciu o wczesniej nabyte poczucie
                    odpowiedzialnosci za wyniki wlasnej pracy. Wspomnialas Oxford - nasza mlodsza
                    corka zbliza sie wlasnie do finals w Oxford Uni. Zadziwieni bylismy jak lekko
                    znosi wymagania i rygory nauki, niepozbawiajac sie absolutnie wszelkich urokow
                    zycia studenckiego. Potrafi spedzic 12 godzin w bibliotece, pozniej balowac do
                    poznej nocy i rano byc na turorials. Daleko od antydepresantow, zastanawia sie
                    nad ostatnio otrzymana oferta pracy akademickiej na uczelnichociaz ciagnie ja
                    powaznie do City. Zapalczywa wioslarka dla Oxford Blues, gra w rugby i udziela
                    sie w Oxford Union. I oczywiscie nie jest wyjatkiem w zadnym sensie.
                    >
                    > gdzie mlodziez czula sie jak spuszczona ze smyczy - nie ma nadzorujacej
                    mamusi, wiec mozna pic i imprezowac ile wzlezie, swoje zajecia pozalekcyjne juz
                    sie odbebnilo w ciagu kilku lat edukacji przeduniwersyteckiej. I tacy ludzie
                    tez stwierdzam na podstawie moich obserwacji i rozmow z nimi - nalogowo wrecz
                    lykaja juz na studiach antydepresanty. W zyciu nie widzialam tyle osob z manic-
                    > depressive disorder co w Oxfordzie wsrod studentow.

                    Nie twierdze, ze tacy studenci nie istnieja, ale moja corka twierdzi, ze sa to
                    czesto ci, ktorzy zawsze olewali wlasny wysilek, nie znali rygorow powaznej
                    pracy i raptem w Oxford doznali szoku.
                    Anyway, zapewne ilu rodzicow, tyle opinii; kazdy zna najlepiej wlasne dzieci i
                    wie jaki system pasuje najlepiej do ich charakteru i usposobienia. Dla jednych
                    homework to meczarnia i pozbawienie urokow dziecinstwa, dla innych normalna
                    czesc mlodych lat.
                    • chihiro2 Re: Praca domowa w podstawówce 22.02.07, 16:04
                      W takim razie gratuluje madrej corki :) Moj chlopak, ktory wlasnie skonczyl
                      drugie studia w Oxfordzie tez mial energie niespozyta - tez dzialal w kilku
                      societies, prezydentowal jednej, tez regularnie trenowal wioslarstwo, potrafil
                      balowac i stawiac sie na tutorials z napisanymi esejami. I dostal 2.1. Ale tak
                      bylo przez pierwsze trzy lata, gdy mieszkal sam na campusie. Te drugie studia,
                      kiedy mieszkal tu juz ze mna, spedzil spokojniej, zastanawial sie nieraz, skad
                      bral tyle energii wczesniej. I wlasnie jego znajomi, ktorzy kontynuowali stary
                      tryb zycia, wpadali w rozne psychiczne zaburzenia. Widac na wszystko jest pora,
                      kiedys trzeba dojrzec i zmadrzec. Takich studentow, jak Twoja corka, jest
                      zdecydowana mniejszosc. A nawet jesli radza sobie swietnie podczas studiow,
                      wyczerpujaca praca, czesto w City, odbija sie niekiedy na psychice (co
                      zrozumiale, gdy pracuje sie min. 10-12h na dobre) - zeby nie bylo, moj chlopak
                      wlasnie zaczal prace w City :) Mam nadzieje, ze uda mu sie zachowac rownowage
                      zyciowa, ja sie juz o to postaram. Czego i twojej corce z calego serca zycze :)
                      • steph13 Re: Praca domowa w podstawówce 22.02.07, 16:24
                        chihiro2 napisała:


                        Takich studentow, jak Twoja corka, jest zdecydowana mniejszosc. A nawet jesli
                        radza sobie swietnie podczas studiow, wyczerpujaca praca, czesto w City,
                        odbija sie niekiedy na psychice (co zrozumiale, gdy pracuje sie min. 10-12h na
                        dobre) - zeby nie bylo, moj chlopak wlasnie zaczal prace w City :) Mam
                        nadzieje, ze uda mu sie zachowac rownowage zyciowa, ja sie juz o to postaram.
                        Czego i twojej corce z calego serca zycze :)

                        Dzieki za mile zyczenia. Wplyw pracy w City na psychike znam z doswiadczenia
                        drugiej corki i zgadzam sie z Toba. Po wolnosci lat studenckich, raptem nie ma
                        wyboru gdzie i jak spedzic nastepnych 12 godzin bo wiadomo, ze przez 5 dni w
                        tygodniu beda one spedzone przed multiple computer screens, nie mozna wyskoczyc
                        na dlugi lunch, zabalowac do rana, czasami nawet plany na weekend trzeba
                        odwolac bo boss oczekuje 24/7 commitment. Jest duza satysfakcja w bonus day ale
                        to tylko jeden dzien w roku i na nastepny trzeba ciezko zapracowac. Nic
                        dziwnego, ze duzo ludzi przestaje pracowac dlugo przed wiekiem emerytalnym - no
                        ale moga sobie przynajmniej na to pozwolic. Zycze powodzenia w poskramianiu
                        City high-flier.
          • mysz2006 Re: Praca domowa w podstawówce 22.02.07, 15:10
            zdziwilo mnie to co napisalas. Wszystkie szkoly prywatne jakie znam
            przygotowywuja dzieci do 11+, bo przejscie z junior school do upper school nie
            jest _zwykle_ automatyczne. Oczywiscie przygotowanie do egzaminu wewnetrznego
            moze byc inne niz do grammar school. Prywatne szkoly i grammar school maja inne
            kryteria przyjec pod wzgledem akademicznym, i zdecydowanie

            Moje dzieci _nie_ chodzily na korepetycje (choc chodzily do prywatnej szkoly) i
            bez chwalenia sie syn byl 31-szy w rankingu do grammar school (1200 chetnych na
            200 miejsc). Oczywiscie przygotowywal sie do egzaminu w domu - 2 razy w
            tygodniu przerabial verbal reasoning practice papers i raz w tygodniu z
            matematyki, czasem z angielskiego.

            Zalezy od grammar school chyba bo do szkoly do ktorej chodzi moj syn egzamin
            byl z verbal reasoning, matematyki i wypracowanie z angielskiego, oprocz verbal
            rasoning caly material matematyki/jezyka byl oparty na national curriculum
            przerobionym od dechy do dechy. A verbal reasoning to test na logiczne myslenie
            wiec ani szkola ani tutor tego nie nauczy. Dziecko to albo ma w sobie albo nie,
            choc cwiczenie pomaga wyrobic nawyk. Inteligencji tez przeciez nie nauczy sie.
            • viaappia Re: Praca domowa w podstawówce 22.02.07, 16:26
              mysz, jak widac nie kazda szkola prywatna przygotowuje do 11+ (zreszta niewiele
              grammar schools pozostalo w kraju); w naszej szkole Y7 i Y8 sa czescia prep
              school i nie ma egzaminow - zostaja tam ci ktorzy nie chca isc do grammar
              schools i przygotowuja sie do common entry do public schools (w wieku 13 lat);

              przyznaje ze korepetycje do 11+ sa presja otoczenia a ja nie chce byc jedyna
              matka w okolicy, ktora przygotowuje dzieci sama na podstawie testow z WHSmith
              • mysz2006 Re: Praca domowa w podstawówce 22.02.07, 17:25
                viaappia, ja wlasnie bylam jedyna z niewielu matek ktora nie ulegla presji
                otoczenia. Z zalozenia ze moje dzieci chodzily do prywatnej szkoly, gdzie mialy
                warunki stworzone do nauki uwazalam ze jesli w takich okolicznosciach przy
                naszym 'pilnowaniu'i wspolpracy nie osiagnely swojego optimum to nawet
                najlepszy korepetytor (zwlaszcza grupowy) im nie pomoze. Jesli kilkunastu
                grupowych korepetytorow w naszej okolicy - i specjalnie sie zainteresowalam jak
                takie zajecia wygladaja, ile pracy domowej jest plus dodatkowe seminaria,
                symulacje itd. Mnie sie wydawalo ze dziecku ktore posiada wiedze nie sa takie
                korepetycje potrzebne, a temu ktore tej wiedzy nie ma jesli chodzi do prywatnej
                szkoly (o ile szkola sie wywiazywala ze swojego zadania!) taka intensywna praca
                albo sie na nic nie zda i tak i tak albo tylko doprowadzi do tego ze dziecko
                sie do grammar school dostanie ale w tej szkole bez dodatkowej pomocy sobie nie
                poradzi. Obserwuje wlasnie u mojego syna w szkole takie dzieci ktore 'na sile'
                sie dostaly do szkoly i wcale sobie nie radza ani z tempem ani z materialem i w
                oglole adaptacja do nowych warunkow.
                Uwazalam tez ze dzieci wystarczajaco duzo czasu spedzaja na formalnych
                zajeciach w szkole i chodzenie do jakby 'drugiej' szkoly byloby
                kontraproduktywne, stresujace i czasochlonne.
                WHSmith i podobne maja testy/cwiczenia przeroznych zrodel - korepetytorzy nie
                maja dostepu do zadnych innych materialow ktorych Ty nie mozesz kupic w
                ksiegarni. Ale jak mowilas decyzja korepetycje lub nie - to sprawa bardzo
                indywidualna.
                • viaappia Re: Praca domowa w podstawówce 22.02.07, 19:09
                  mysz, uspokoje cie, ze syn jest zapisany na indywidualne korepetycje, wiec
                  zakladam, ze program bedzie dopasowany do jego potrzeb; mamy jeszcze kilka lat
                  na podjecie decyzji czy pojdzie do grammar school (i ktorej) czy do jednej z
                  public schools; jest wiele dobrych szkol srednich w okolicy wiec mam nadzieje
                  ze dostanie sie do takiej w ktorej bedzie mogl zrealizowac swoj potencjal;
    • jaleo Re: Praca domowa w podstawówce 21.02.07, 21:53
      Ja akurat uwazam, ze pracy domowej jest za duzo. Tendencja jest na pewno
      zwyzkowa - ja nie pamietam, zeby cokolwiek w podstawowce zadawali. Natomiast
      moj starszy syn w Reception dostawal jedna ksiazeczke tygodniowo. Corka
      (dziewiec lat pozniej w Reception) dostaje trzy ksiazeczki tygodniowo, i jedna
      literke na tydzien do "rozpracowania" w linijkach. Jak na czterolatke, to jest
      sporo.

      Mysle, ze to zwiekszanie pracy domowej w podstawowce wynika z obledu pogoni za
      wynikami czyli ratings, ktore sa dla szkol sprawa zycia i smierci (wszystko sie
      sprowadza do polityki rzadu, ktory ma obsesje na punkcie targets i ratings).

      Z Polska trudno porownywac, bo w Polsce czterolatki w ogole do szkoly nie
      chodza, a jak juz zaczna szkole, to koncza o 13:00 wiec spokojnie moga sobie
      dwie godziny pracy domowej dziennie odrabiac. Jak by konczyly o 15:30, jak
      tutaj, to by byla inna rozmowa.

      Jesli chodzi o starsze roczniki, moj syn jest teraz w Year 8 i oczywiscie
      wiekszosc pracy domowej odrabia w ostatniej chwili czyli w weekendy, ale
      zajmuje mu to srednio 2 - 3 godziny, do tego mniej wiecej godzina w tygodniu,
      co jak na jego wiek - 13 lat - uwazam za "w sam raz".
      • eballieu Re: Praca domowa w podstawówce 22.02.07, 14:26
        Jestem przeciwnikiem.
        I teraz wybiegam w przyszlosc.
        Dziecko odbieram ze szkoly o 16. Zanim dojdziemy/dojedziemy rowerem ze szkly -
        16.30/16.45. Bo przeciez pedzenia na zbity pysk uczyc dziecka nie bede. Niech
        poskacze, zachaczy o mijany plac zabaw. Wrocimy do domu, niech sie przebieze
        jesli jest taka potrzeba, dostanie kawalek owocu na podwieczorek i wlaczy sie w
        przygotowanie kolacji dla przykladu. O 18 zasiadziemy wspolnie z tata do
        kolacji, ta niech trwa godzine. Wiec jest godzina 19. Nie chcialabym, aby po
        godzinie 19 dzieciaki w tym wieku mialy jeszcze robic cos wymagajacego wielkiej
        aktywnosci psychicznej. Niech to bedzie czas dla rodziny, czas na spacer,
        pobrykanie, i ot po prostu na nic nie robienie lub robienie tego co sie
        najbardziej lubi.
        Pod pojeciem to co sie najbardziej lubi nei istnieje telewizja u nas w domu.
        Miesiac temu kupilismy pierwsze DVD. Ale juz poszlo do szafy. Glupia skrzynka
        chciala nam ukrasc dziecko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka