effata
21.02.07, 15:46
Ostatnio byłam świadkiem tyrady jednego z nauczycieli na temat prac domowych.
Wywiązała się z tego dyskusja, w wyniku której okazało się, że 85%
nauczycieli w mojej szkole uważa, że praca domowa w podstawówce to:
- kompletny absurd,
- dodatkowe zadanie dla nauczycieli (przygotowywanie i sprawdzanie)
- obciążenie dla rodziców
- rzecz niesprawiedliwa i nieskuteczna, bo "ci co jej potrzebują i tak jej
nie robią, a ci dobrzy, którym właściwie nie jest potrzebna robią"
- zmuszanie dzieci do robienia czegoś, czego nienawidzą,
- zbędny obowiązek i tak niemożliwy do wyegzekwowania.
Hmmmm, przyznam szczerze, że wbiło mnie w fotel (ok. w stołek :)), bo co
prawda nie jestem fanką gór 'prac domowych', jakie sama miałam do pokonania w
Polsce, nie jestem za tym, żeby dziecko siedziało codziennie godzinami pisząc
tony wypracowań, rozwiązując tony słupków i przygotowywało projekty,
absolutnie nie jestem też za tym, żeby praca domowa (jak to się niestety
dzieje w Polsce), była narzędziem kary albo służyła "podganianiu z
materiałem", co się zwykle równało przerabianiu SAMODZIELNIE przez ucznia
jakiegoś tematu, z którego potem trzeba było odpowiadać, ale ... moim zdaniem
rozsądna i dobrze przygotowana przez nauczyciela praca domowa się przydaje
(raz w tygodniu).
Jestem ciekawa waszych opinii - jakie macie zdanie jako matki (i nie-matki),
nauczycielki itp.
--
Don't guess.