mysia-mysia
23.01.09, 17:49
Witam,
Niecałe trzy miesiące pracuję w niewielkim residential home prowadzonym przez
parę hindusów. To miejsce od początku nie zrobiło na mnie najlepszego wrażenia
ale potrzebowałam pracy od już więc się zdecydowałam.
Jeden z problemów to to, że wrzeszczy się tam na pensjonariuszy (no dobra,
czasem są denerwujący, ale uważam, że za to między innymi mam płacone, żeby
tego po sobie nie okazywać). A przoduje w tym szefostwo.
Do tego pracuję na zmianie z taką denerwującą Angielką. Kobieta lat 60,
marudna i leniwa. Jak pensjonariusz poprosi o dodatkową kromkę chleba to
najpierw jest marudzenie (około minuty) "A wczoraj jej się pytałam, czy chce,
to nie chciała. Czy ona musi tak zmieniać zdanie? Skąd ja mam wiedzieć, czego
ona chce? Nic nie można sobie zaplanować." - tak do każdego, kto akurat jest
pod ręką, łącznie z szefami. Później następuje podanie kromki chleba (15
sekund) a następnie marudzenie że jak wszyscy będą tak się zachowywać, to ona
nie będzie miała kiedy swojej pracy zrobić.
No i efekt jest taki, że pensjonariusze o wszystko proszą mnie, a jak zdarzy
się jakaś sytuacja kryzysowa to szefostwo nie woła Angielki tylko mnie. Już to
mnie wkurzało, a teraz jeszcze doszła sprawa z oszczędzaniem.
Hindusi oszczędzają na wszystkim (np. szefowa twierdzi, że herbatę w dzbanku
dla wszystkich - dwadzieścia osób - robi się z czterech torebek, a owsiankę
gotuje się na wodzie z niewielkim dodatkiem mleka), ostatnio doszło
oszczędzanie na pieluchach - podobno government wprowadził przepis, że ludziom
przysługują dwie na dzień i najwyraźniej zużyliśmy zbyt wiele, bo jak się w
niedzielę rano skończyły, to nowe przynieśli nam w poniedziałek po południu.
Zapasy leżą w garażu, do którego tylko szefostwo ma dostęp.
Teraz doszło oszczędzanie na jednorazowych rękawiczkach. Normalnie mamy do
dyspozycji tylko takie foliowe, jak do farbowania włosów, ale wczoraj i tego
zabrakło. Jak poprosiłam szefową to dała mi jedną parę normalnych, gumowych
mówiąc "to trzymaj je sobie, one już będą twoje". Dla mnie to jakiś skecz
jest, bo one są przecież JEDNORAZOWE. Mam je po użyciu umyć i włożyć do kieszeni?
Niektórzy tam przynoszą własne, ale mi to przepraszam, kojarzy się trochę z
Polską - nie dość że płacą minimalnie powyżej minimum to jeszcze mam kawałek
pensji przeznaczać na narzędzia pracy?
No i jestem gotowa szukać czegoś innego. Tylko że boję się, że sytuacja może
się powtórzyć. Czy te z Was, które pracują w podobnych miejscach, mogą się
podzielić doświadczzeniami?
Zastanawiam się jeszcze nad pracą w nursing home - ale koleżanka mówiła mi że
od wiecznego hoistowania wysiadał jej kręgosłup. Koleżanka ta jest taka
wydelikacona, więc nie wiem, czy mam wierzyć. Mi jak na razie to raz o mało
nie wysiadł, gdy kobietę ok. 80 kg podnosiliśmy po upadku w dwie osoby
ręcznie. Hoist jest, ale nikt go nie używa. Przypuszczam, że stoi tam tylko ze
względu na inspektorów.
Please, help me koleżanki emigrantki :-)