Dodaj do ulubionych

Teksty o historii Białołęki I

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 22:58
Pradzieje Białołęki, czyli 25 wieków patrzy na Ratusz.
Białołęka jak i w ogóle obszar prawowobrzeżnej Warszawy, jest dość bogata pod
względem archeologicznym. W niniejszym artykule chciałbym w zarysie przedstawić
pojawiające się w literaturze archeologicznej wzmianki o roli terenów
dzisiejszej Białołęki w prehistorii. Szczególne jednak miejsce chcę poświęcić
pracom wykopaliskowym jakie były prowadzone na terenie Henrykowa od 1946 do
1962 (z dużymi zresztą przerwami). Najpełniejszym opracowaniem tych wykopalisk
jest praca Barbary Zawadzkiej zamieszczona w 10 tomie Materiałów
Starożytnych z 1964 roku, większość danych o grobach kloszowych zaczerpnąłem
właśnie z tego opracowania.
Człowiek pojawił się na Mazowszu a zarazem na obszarze dzisiejszej
Polski mniej więcej w czasie od 12000–10000 p.n.e. Świadczą o tym zabytki
krzemienne znalezione głównie na terenie Świdrów Wielkich. Archeolodzy badając
dalsze dzieje tego osadnictwa wyróżnili między 10 a 8 tysiącleciem p.n.e.
przemysły płudzki i wyględowski, nazwy te zostały utworzone od nazw
miejscowości warszawskich, w których znaleziono krzemienne pozostałości.
Występowanie przemysłu płudzkiego stwierdzono m.in. w Płudach (już w paleolicie
byłby więc akcent białołęcki), Żerzeniu, Miłosnej czy Miedzeszynie.
Okres mezolitu ok. 8000- 4000 p.n.e. pozostawił po sobie ślady na
terenie
m.in. na terenie Targówką i Żerania. Warto w tym miejscu wyjaśnić, że nazwy
paleolit, mezolit czy neolit wywodzą się od podstawowego tworzywa do wyrobu
narzędzi jakim był wtedy kamień; paleolit jest to więc starsza epoka kamienia,
mezolit środkowa, zaś neolit oznacza młodszą epokę kamienia.
Okres neolitu nie pozostawił na interesującym nas terenie zbyt dużo
śladów. Wiązało się to z brakiem tu dobrych gleb, których potrzebowało
rozwijające się tu prymitywne rolnictwo. Od połowy III tysiąclecia na teren
Mazowsza napłynęły plemiona zajmujące się hodowlą zwierząt. Z tego okresu
znajduje się na terenie Warszawy ślady ich pobytu określane jako kultura
pucharów lejkowatych. Ślady znaleziona np. na terenie Wiśniewa i Brzezin
Nowych. Zabytki pochodzące z tego okresu w postaci ułamków ceramiki, odłupków
krzemiennych znajdowano również na Annopolu, Białołęce, Dąbrówce Szlacheckiej,
Marcelinie czy na południu Warszawy w Miedzeszynie i Rembertowie.
Następną w kolejności epoką jest epoka brązu 1700- 700 p.n.e., z której
także pozostał na terenie gminy Warszawa-Białołęka materiał archeologiczny.
Spory obszar dzisiejszej Polski obejmowała wtedy kultura trzciniecka (nazwa
powstała od znalezisk w Trzcińcu koło Lublina). Ludność tej kultury zajmowała
się hodowlą zwierząt, łowiectwem czy prymitywnym rolnictwem. Ślady osadnictwa
tej ludności znajdowano m.in. na terenie Białołęki, Białołęki Dworskiej,
Starego Bródna, Płud czy Marcelina.
Z IV okresu epoki brązu (archeolodzy ze względu na przemiany
cywilizacyjne i kulturowe dzielą poszczególne epoki na mniejsze jednostki
czasowe) 1100-900 p.n.e. pochodzi bardzo ciekawy zabytek znaleziony na terenie
Białołęki. Jest nim obosieczny miecz brązowy, typu węgierskiego. Został on
wyorany w 1942 roku. (Być może spowoduje to kiedyś nawiązanie partnerstwa z
jedną z węgierskich gmin.)
Z tego też okresu na Targówku przy ul. Św. Anny zachowały się resztki
osady związanej z kulturą łużycką. Ślady kultury łużyckiej znajdowano też na
terenie Białołęki Dworskiej, Świdrów Starych i Nowych czy na Żeraniu, głównie w
postaci materiału ceramicznego.
Najważniejszym odkryciem archeologicznym dokonanym na terenie Białołęki
jest niewątpliwie duże cmentarzysko grobów kloszowych pochodzących z epoki
żelaza, datowane na ok.V p.n.e. Nim przejdę do samego wykopaliska, chciałbym
podać parę informacji ogólnych, które pozwolą ująć to odkrycie w szerszym
archeologicznym kontekście. W epoce żelaza żyły na terenie polski grupy
związane z kulturą łużycką. Z tego okresu pochodzi znalezione w 1946 roku na
Grochowie cmentarzysko (ul. Wiatraczna i Makowska). Na tym cmentarzysku
znalezione też obok grobów pochodzących z okresu kultury łużyckiej, młodsze od
nich groby jamowe i kloszowe. Tego typu pochówki związane są z wpływami kultury
pomorskiej, związanej być może z osiadłymi na Pomorzu Wschodnim Prasłowianami.
Sam grób kloszowy wyglądał następująco: na dole była popielnica w której
znajdowały się przepalone kości ( zmarłych w owym czasie palono), która
przykryta była misą, całość zaś ustawiona była pod odwróconym do góry dnem
naczyniem- zwanym właśnie kloszem. Groby tego typu znajdowano (poza
wzmiankowanym już Grochowem) także w okolicach ul. Ostrobramskiej,
Zamieniewskiej, Targówku, zaś na terenie dzisiejszej gminy Białołęki 23 groby
znaleziono na Marcelinie.
W 1946 roku uczeń VII klasy Wojciech Wieczorkiewicz dokonał jednak na
terenie między ulicami Podróżniczą, Skuterową i Drożdżową odkrycia, które
spowodowało duże zainteresowanie archeologów tym terenem. Prowadzone dość
pobieżnie, ze względu na ogólną sytuację materialną kraju (rok 1946!) prace
wykopaliskowe doprowadziły do odkrycia koło 40 grobów. Przez następne dziesięć
lat nie prowadzono tu prac archeologicznych, zaś z samego terenu wydobywano
piasek. Dopiero sygnał od jednego z mieszkańców Henrykowa, który stał się
mimowolnym odkrywcą kilku grobów, spowodował przeprowadzenie na tym terenie
wykopalisk w latach 1960–1962. Pora ich przeprowadzenia nie była przypadkowa,
wiązało się to z przygotowaniami do obchodów 1000-lecia państwowości polskiej.
W sumie w 1946 roku i w latach 1960- 1962 przekopano około 3600 m2,
kształt cmentarzyska określono jako owal o wymiarach 90 na 55 m zorientowany z
pn.- zach. na pd.-wsch. Znaleziono tam 96 grobów kloszowych, 19 jamowych i
tyleż samo popielnicowych. Część grobów zawierała pochówki zbiorowe, szacuje
się, że mogło być tam pochowane 228 osób. W grobach znaleziono 59 przedmiotów
czy pozostałości z brązu bądź żelaza m.in.: bransolety, główkę szpili, szczątki
noży czy obrączki żelazne. Ciekawym znaleziskiem było żelazne wędzidło.
Odkrycie to dostarczyło nowych materiałów do badań obrzędów pogrzebowych.
Pozwala też na fragmentaryczne odtworzenie stosunków gospodarczych i
społecznych panujących wtedy na tym obszarze. Wygląda na to, że
ówcześni „białołeczanie” trudnili się hodowlą bądź myślistwem, zapewne części z
nich nieobce było rolnictwo. Przedmioty metalowe to raczej nie ich dzieło, choć
nie da im się odmówić kunsztu garncarskiego.
Trudno oczywiście dopatrywać się w śladach dawnych kultur przodków dzisiejszych
mieszkańców Białołeki, nawet tych mieszkających tu od pokoleń (także
słowiańskość tych kultur nie jest do końca pewna). Wydaje się jednak, że
świadomość wielowiekowej historii i kilkutysięcznej prehistorii ziemi na której
się żyje i mieszka, pozwala znaleźć większy dystans do samego siebie i swojej
działalności. Co powiedzą archeologowie, gdy za kilka tysięcy lat odkopią
pozostałości białołęckiego ratusza?
historyk

Tarchomińska nekropolia...


Przy ul. Mehoffera jadąc o strony ulicy Modlińskiej w stronę Tarchomina
Kościelnego mija się po prawej stronie położony na płaskowyżu cmentarz. Latem
można go nawet nie spostrzec, gdyż cały tonie w zieleni za sprawą krzewów,
dębów (są wśród nich pomniki przyrody),kasztanów i innych drzew.
Losy tego cmentarza sięgają początku XIX wieku. Wtedy to w całej Europie
rozpoczął się trend przenoszenia cmentarzy grzebalnych z terenu przykościelnego
i od siedzib ludzkich. Pierwsza wzmianka o tym cmentarzu pochodzi z roku 1830-
go ze sporządzanego wówczas inwentarza parafialnego w Parafii Świętego Jakuba
Apostoła. W latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia znajdowała się tam już
kaplica. Cmentarz ten ze względu na ukształtowanie terenu na którym jest
położony przypomina nieco wileńską Rossę, w trakcie swego istnienia był
zresztą wielokrotnie powiększany. N
Obserwuj wątek
    • Gość: historyk Re: Teksty o historii Białołęki I IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 23:00
      . Najbardziej znaczącemu powiększeniu uległ w 1945 roku, kiedy todzieki
      staraniu Ks. Karola Izdebskiego przydzielono mu jeden hektar ziemi, należący
      uprzednio do niemieckich kolonistów.
      Spacerując w jesienny dzień pośród mogił, nie sposób nie zgodzić się z
      twierdzeniem, iż nic nie wyraża lepiej historii danej ziemi niż jej cmentarz.
      Są tu bowiem groby rodzin od dawna związanych z tym terenem, niektóre jeszcze z
      dziewiętnastego wieku, są mogiły niemieckich kolonistów z lat dwudziestych
      (pozostałość cmentarza luterańskie); ofiary ostatniej wojny z września 1939
      czy kwatera żołnierzy Armii Krajowej zgrupowania " Marianowo" z 1944
      (odrestaurowano ostatnio staraniem gminy Białołęki) a także tylko groby
      symboliczne z Katynia, obozów koncentracyjnych oraz te jeszcze z wczoraj tonące
      w wieńcach.
      Przyglądając się w blasku zachodzącego słońca ludziom porządkującym
      groby i mogiłom tych co odeszli, staję się wobec nieuchronności życia.
      Dobrze ,że są takie miejsca jak to, gdzie kres jawi się taki dostojny a zarazem
      oswojony.






    • Gość: historyk Teksty o historii Białołęki II- Wąskotorówka IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 23:02
      Historyk na tropach wąskotorówki


      Czekając wieki na 152, czy denerwując się na spóźnione 101, mimowolnie nasuwa
      się myśl, iż kiedyś mieszkańcy z terenów dzisiejszej Białołęki mieli do
      dyspozycje dwa relatywnie wygodne i punktualne połączenia kolejowe. Pierwszym
      była istniejąca do dziś linia szerokotorowa Warszawa Gdańska –Nasielsk (Warto
      pamiętać, iż do 1939 r. z Warszawy Gdańskiej dojechać można było także do
      Otwocka czy Celestynowa), drugim kolejka wąskotorowa z Karczewa do Jabłonny.
      Końcowa stacja znajdowała się przy drodze z Jabłonny do Legionowa, tam gdzie
      dziś jest stacja CPN. Stacja początkowa dla tego odcinka kolejki znajdowała się
      przy Moście Kierbedzia. Stamtąd dojechać można było bliźniaczą ciuchcią aż do
      Karczewa. Między Jabłonną a stacją Most kolejka zatrzymywała się na przystanku
      Jabłonna przy łuku obecnej ul. Modlińskiej. Następną stacją był Buchnik,
      potem kolejka zatrzymywała się w Bukowie i Dabrówce Szlacheckiej.
      Kolejka jadąc wzdłuż ówczesnej Szosy Modlińskiej wjeżdżała następnie do
      Henrykowa- przystanek znajdował się powyżej wejścia do dzisiejszego Parku
      Henrykowskiego przy Aromie. Henryków stanowił wówczas swoisty węzeł
      komunikacyjny. Stąd prowadziła droga do Płud, Białołeki Dw. czy Marcelina. W
      Henrykowie była też mijanka, kolejka była bowiem jednotorowa i często jeden
      skład musiał czekać nim przejedzie inny z przeciwnej strony. Inne mijanki były
      w sąsiednich Wiśniewie i Buchniku oraz w Golędzinowie i na Pelcowiznie.
      Na następnej po Henrykowie stacji - Wiśniewie znajdowała się pompa do
      napełniania zbiorników wody lokomotyw i mała stacja ciśnień w pobliżu
      dzisiejszej ul. Sąsiedzkiej. Podobne urządzenia były jeszcze na północnym
      odcinku kolejki Jabłonna Karczew na Pelcowiznie i Moście.
      Następnie kolejka zatrzymywała się w Piekiełku, budynek stacyjny był przed
      dzisiejszą ul. Ekspresową. Tory przebiegały wówczas obok starej kuźni, gdzie
      podkuwano wtedy okoliczne konie. Następnie na wysokości obecnej ul. Kowalczyka
      kolejka zatrzymywała się na stacji Żerań. Przed Mostem kolejka zatrzymywała się
      jeszcze m.in. w Śliwicach i Golędzinowie .
      Początki
      Nim jednak podam kilka epizodów i zdarzeń związanych z kolejką z
      Jabłonny do Karczewa, parę zdań poświecić chciałbym powstaniu i rozwojowi kolei
      wąskotorowych na terenie Warszawy i okolic. Kolejki zaczęły powstawać pod
      koniec XIX wieku. Pierwsza była kolejka wilanowska- jej trasa wiodła od Pl.
      Unii Lubelskiej do Wilanowa, a później powstał jeszcze odcinek do Konstancina.
      Następnie z tegoż samego placu poprowadzono linię do Góry Kalwarii. W 1898 r.
      powstała linia z Targówka do Marek, przedłużona następnie do Radzymina. Na
      początku XX w. powstała linia z Jabłonny do Karczewa.
      Wbrew opiniom ówczesnych pesymistów każda z tych linii była rentowna i
      odpowiadała na zapotrzebowanie ludności. Rozwój kolei wąskotorowej miał także
      duże znaczenie dla polskości. Po przejęciu przez władze carskie Kolei
      Warszawsko – Wiedeńskiej na początku XX w., była to jedna z niewielu instytucji
      publicznych niezależnych od Rosjan. W 1914 r. zarząd nad wszystkimi kolejkami
      objęła Spółka Akcyjna Warszawskie Koleje Dojazdowe, w której znaczne udziały
      posiadał kapitał belgijski.
      Pierwsza wojna światowa przyniosła z jednej strony duże straty kolei
      wąskotorowej, gdyż uciekający w 1915 r. z Królestwa Polskiego Rosjanie zabrali
      z sobą prawie cały tabor, z drugiej jednak wkraczający Niemcy przywiązywali do
      tej formy transportu duże znaczenie. Dzięki temu nastawieniu udało się szybko z
      powrotem uruchomić kolejki. Podczas okupacji niemieckiej wybudowano też
      połączenie alternatywne dla linii Jablonna – Karczew, powstała bowiem linia z
      Zegrza do Wawra (linię tę rozebrano zresztą w 1923 r. z powodu jej
      bezużyteczności).

      Lata dwudzieste, lata trzydzieste
      Po I wojnie światowej, w niepodległej Polsce kolejki stały się ważnym
      elementem życia warszawiaków. Woziły ich na majówki do Świdra czy Buchnika, do
      pracy. Wiele terenów podwarszawskich zawdzięcza swój rozwój właśnie owym
      kolejkom. Wiele osób zdecydowało się wybrać któreś z podwarszawskich osiedli za
      swe miejsce zamieszkania, po tym jak miło spędziło tam niedzielę. Jako
      ciekawostkę można podać tu fakt, iż pierwszymi mieszkańcami takich osiedli jak
      Białołęka Dworska czy Dabrówka Grzybowska byli właśnie kolejarze czy
      tramwajarze.
      Istnienie kolejki miało również duży wpływ pośredni na mieszkańców
      terenów, przez które przechodziła. Jej gwizdy odmierzały ludziom czas.
      Udekorowane wagony świadczyły o przypadających właśnie świętach (np. na Zielone
      Świątki ozdabiano je na zielono). Do dobrego tonu należało też polewanie
      podróżujących letników wodą przez miejscowe straże pożarne. Ci ostatni
      bynajmniej nie pozostawali dłużni. Warto zaznaczyć w tym miejscu, iż letni
      skład stanowiły wagoniki praktycznie bez ścian bocznych i dachu.
      Ciuchcia nie była zbyt szybkim środkiem transportu. Trasę od Mostu
      Kierbedzia do Henrykowa pokonywała w ok. 50 minut. Z tego powodu młodsi
      pasażerowie wysiadali często „w biegu”. O powolności kolejki świadczyć może
      poniższa anegdota. Maszyniście proponującemu podwózkę, kobiety niosące mleko
      miały odpowiedzieć: „Dziękujemy, ale się spieszymy. Sporą wadą kolejki była
      też jej podatność na kaprysy aury. Podczas zawiei i zamieci kolejka nie
      kursowała, ponieważ nie była w stanie przebrnąć przez zaspy. Czasami ratowali
      ją z tej opresji pasażerowie- pchając lokomotywę.

      Okres heroiczny
      Czas wojny był bardzo dramatyczny i trudny tak dla pasażerów, jak i pracowników
      kolejki. Nie bez kozery Lenin uważał kolejarzy za awangardę klasy robotniczej,
      którzy ze względu na własne środki łączności i mobilność mniej poddani są
      kontroli władzy (z tego też powodu po rewolucji roztoczono nad tą grupą
      zawodową szczególną kontrolę). Pracownicy WKD od początku czynnie uczestniczyli
      w różnych organizacjach polskiego podziemia. Kolej dojazdowa stała się bardzo
      ważnym źródłem aprowizacji dla okupowanej Warszawy. To nią płynęła do stolicy
      żywność z podwarszawskich wsi. Zaradności kolejarzy, którzy umiejętnie zawyżali
      normy zużycia węgla, Warszawa zawdzięczała w dużej mierze opał. To w wagonach
      WKD rozbrzmiewały wreszcie zakazane piosenki, śpiewane przez ulicznych
      grajków: „ Siekiera, motyka...”
      Działo się tak mimo drakońskich kontroli przeprowadzonych przez niemiecki
      zarząd. Jedną z takich kontroli na trasie do Jabłonny opisał w książce
      pt. „Ciuchcie warszawskie” Symeon Surgiewicz. Na szczęście dla kolejarzy
      niemieckim kontrolerom nie udało udowodnić się zawyżania norm zużycia węgla.
      Szczególnie bezwzględny był zwłaszcza niemiecki szef zarządu „Warschauer
      Einsenbahn” (jak brzmiała niemiecka nazwa kolejki) Karl Juergens. Za
      tę „gorliwość” ukarany został przez polskie podziemie wyrokiem śmierci.
      W 1943 r. warszawskie kolejki dojazdowe przewiozły rekordową liczbę pasażerów –
      11 862 421. Związane było to z utrudnieniami- czynionymi przez władze
      okupacyjne - przy korzystania przez Polaków z kolei szerokotorowej. Dzięki
      odwadze pracowników kolejki sporo część wpływów z biletów nie trafiała do kasy
      okupanta. W owym czasie rozgrywało się w wagonach WKD ( w tym zwłaszcza na
      linii Karczew – Jabłonna) wiele dramatów osobistych. Świadectwem tych wydarzeń
      są wspomnienia Calela Perechodnika pt. „Czy ja jestem mordercą?” Autor –
      ofiara Holokaustu (nie dożył końca wojny) opisuje tam m.in. swoje losy po
      likwidacji getta w Otwocku i pomoc jakiej udzielił mu jeden z konduktorów
      kolejki po ucieczce z obozu w Piekiełku (Żydzi, którzy nie zostali wywiezieni
      z Otwocka do Treblinki, byli wykorzystywani przez Niemców do budowy wałów nad
      Wisłą), oferując schronienie jemu i innym ukrywającym się Żydom. Trzeba
      pamiętać, że za ukrywanie Żydów groziła podczas okupa
      • Gość: historyk Re: Teksty o historii Białołęki II- Wąskotorówka IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 23:04
        Autor – ofiara Holokaustu (nie dożył końca wojny) opisuje tam m.in. swoje losy
        po likwidacji getta w Otwocku i pomoc jakiej udzielił mu jeden z konduktorów
        kolejki po ucieczce z obozu w Piekiełku (Żydzi, którzy nie zostali wywiezieni
        z Otwocka do Treblinki, byli wykorzystywani przez Niemców do budowy wałów nad
        Wisłą), oferując schronienie jemu i innym ukrywającym się Żydom. Trzeba
        pamiętać, że za ukrywanie Żydów groziła podczas okupacji śmierć.
        Dobra informacja, jaką dysponowali kolejarze chroniła też pasażerów przed
        łapankami. Jeśli przekazano maszyniście ostrzeżenie o szykowanej przez Niemców
        łapance na stacji Most, kolejka zwalniała i wypuszczała na wysokości ul.
        Ratuszowej kłęby pary a podróżni rozpływali się jak we mgle. Zdawano sobie
        bowiem sprawę, iż nawet legalne papiery nie chroniły przed obozem
        koncentracyjnym. Wiele zaś osób korzystało podczas okupacji z fałszywych
        dokumentów.
        Zmierzch ?
        We wrześniu 1944 r. Niemcy wywieźli większość taboru z linii Jabłonna –
        Karczew. Ocalały tylko dwie lokomotywy. Od 1945 r. kolejka wznowiła regularnie
        swoje funkcjonowanie. Nie obyło się bez licznych trudności. Musiano nawet
        rozebrać część pozostałej z nawierzchni Mostu Kierbedzia drewnianej kostki, by
        zapewnić kolejce paliwo. W 1948 r. zmodernizowano przystanki na trasie do
        Jabłonny. W miejsce drewnianych budynków powstały murowane. Służyły one jeszcze
        jakiś czas po likwidacji kolejki np. jako sklepy.
        Nowe koncepcje komunikacyjne w latach pięćdziesiątych zapowiadały jednak
        zmierzch wąskotorówek w Warszawie. Linię z Jabłonny do Mostu Kierbedzia
        zlikwidowano w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych. Stopniowo wprowadzano
        zresztą rozwiązania zastępcze: w 1952 r. od Ogrodu Zoologicznego do FSO zaczął
        kursować tramwaj 21. W następnych latach z Żerania do Henrykowa zaczął
        kursować autobus nr 126, wreszcie połączono Warszawę z Jabłonną komunikacją
        autobusową.
        Odcinek do Karczewa, stopniowo likwidowany, przetrwał nieco dłużej. Ostatecznie
        zlikwidowano go 1 kwietnia 1963 roku. Fakt ten uwiecznił w swoim felietonie
        Wiech. Wysłużone ciuchcie dokończyły swój żywot gdzieś na koszalińskich torach.
        Ostatnie ślady ciuchci na terenie Białołęki znikły w latach siedemdziesiątych
        podczas modernizacji i poszerzania ul. Modlińskiej.
        Nie ma już prawie 50 lat na ziemi białołęckiej wąskotorówki. Sfrustrowanym
        pasażerom autobusów pozostały tylko wspomnienia. Czasami podczas zagranicznych
        wojaży w Szwajcarii czy Słowacji widząc tamtejsze kolejki, nostalgicznie
        wyobrażam sobie Warszawską Kolejkę Dojazdową w czasach jej świetności. Było,
        nie wróci... Nie w tym tkwi zresztą nadzieja na rozwiązanie współczesnych
        problemów komunikacyjnych. Może za kilkanaście lat duch ciuchci ożyje w
        podziemiach tarchomińskiego metra?
      • Gość: historyk Polska Macierz Szkolna- Białołęka historia III IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 23:07
        Czytając stare numery „Nowin”
        Rzecz o polskiej Macierzy Szkolnej na ziemi białołęckiej

        Raz na jakiś czas pojawiają się wzmianki i wspomnienia na łamach
        czasopism o działalności Polskiej Macierzy Szkolnej na terenie dzisiejszej
        Białołęki. Cenne informacje zawierają m.in. prace Zbigniewa Bzinkowskiego i
        Jadwigi Borowskiej. O bibliotece założonej przez Polską Macierz Szkolną, a
        prowadzoną później przez Wojciecha i Antoniego Zawadzkich pisał, zmarły przed
        kilku tygodniami, Antoni Zawadzki.
        W krótkim tekście chciałbym więc przede wszystkim skupić się nie na
        tym co zostało po dziś dzień z działalności Polskiej Macierzy Szkolnej (a
        zostało naprawdę niewiele), ile raczej odtworzyć klimat tamtych dni, problemów
        i spraw, które zajmowały młodych społeczników. Oprócz wymienionych wyżej prac,
        najważniejszym źródłem jest są mnie przede wszystkim numery gazety „Nowiny”,
        wydawane przez działaczy Polskiej Macierzy Szkolnej w drugiej połowie lat
        trzydziestych. Teksty te otrzymałem dzięki życzliwości p. Cecylii Rydzewskiej.

        Ludzie i organizacja

        Idea Polskiej Macierzy Szkolnej wywodzi się z końca XIX wieku. Polska, jak
        wiadomo, była wówczas pod zaborami, i by rozwijać polską kulturę i szkolnictwo
        musiano się przede wszystkim opierać na inicjatywach społecznych. Inicjatywy te
        były zresztą szczególnie ważnym narzędziem oporu przeciwko polityce rusyfikacji
        i germanizacji. Wykorzystując osłabienie polityki rusyfikacyjnej na ziemiach
        polskich podczas rewolucji 1905 r. udało się wybitnym polskim twórcom i
        społecznikom (m.in. Henrykowi Sienkiewiczowi) uzyskać od władz carskich zgodę
        na zarejestrowanie Polskiej Macierzy Szkolnej.
        Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. działalność Polskiej
        Macierzy nie osłabła, przeciwnie, starano się w ją w sprzyjających politycznie
        warunkach rozwijać. Za podstawowe cele stawiano sobie podniesienie poziomu
        edukacyjnego i kulturalnego młodego pokolenia, m.in. poprzez rozwój
        czytelnictwa. We wzorcach wychowawczych nawiązywano do społecznej nauki
        kościoła i tradycji patriotycznej.
        Na terenie dzisiejszej gminy Białołęka pierwsze struktury Polskiej Macierzy
        Szkolnej zaczęły powstawać na początku lat trzydziestych. Ostatecznie
        ukształtowały się dwa koła: młodzież starsza skupiona była w Kole PMSz w
        Płudach, Koło Młodych znajdowało się w Wiśniewie. Za szczególnie ważne uznawano
        rozwój bibliotek. Biblioteka dziecięca założona została w 1930 roku, później
        założono bibliotekę dla dorosłych, której lokalu użyczyły siostry Felicjanki.
        Niektóre punkty biblioteczne nigdy nie miały stałej siedziby, zdarzało się
        nawet, że książki wypożyczano czytelnikom na otwartym powietrzu. Działalność
        czytelnicza stała się w latach trzydziestych istotnym spoiwem dla PMSz.
        Rozpoczęto organizację zabaw tanecznych, z czytelników bibliotek rekrutowali
        się członkowie drużyn harcerskich, biblioteki zaczęły również spełniać funkcję
        świetlic.
        Jak można przeczytać w jednym z numerów wychodzącego od 1938 roku pisma
        PSMz „Nowiny” (poprzednikami tego pisma były m.in. takie tytuły jak „Młodzi”,
        czy „Kronika”) we władzach kół PMS znajdowali się m.in. prezes Adam Bielecki,
        wice-prezesami byli L. Godlewski i Janusz Lipiński, sekretarzem E. Soszko,
        skarbnikiem Tadeusz Lipiński, kierownikiem biblioteki była Janina Szołajska.
        Istotne znaczenie w pracy PMS pełniły sekcje. Kierownikiem sekcji odczytowej
        był Włodzimierz Rydzewski (po wojnie długoletni dyrektor szkoły w Wiśniewie),
        sekcji sportowej Janusz Lipiński, w Komisji Rewizyjnej zasiadali m.in. Zbigniew
        Godlewski i A. Ciupalski. Działalność kół Polskiej Macierzy Szkolnej nie byłaby
        możliwa gdyby nie wsparcie finansowe miejscowej inteligencji. Wsparcia
        finansowego PMSz udzielał m.in. ojciec Adama Bieleckiego, wówczas dyrektor
        jednego z banków. Z kolei plac pod budowę lokalu bibliotecznego przeznaczyła
        rodzina Wiśniewskich. Wpłat i pomocy rzeczowej dokonywały również m.in.
        rodziny: Barańskich, Cybulskich, Dorobów, Iłowieckich, Majlertów.

        Uczyć bawiąc, bawiąc uczyć
        Jak już wspomniałem wyżej, istotne znaczenie w działalności PMSz odgrywały
        sprawy edukacyjne. Z tego powodu dość często odbywały się odczyty. Odczyty
        miały różnorodną tematykę, np. o stosunkach polsko-sowieckich, o maszynach
        parowych, o ochronie przyrody. Niekiedy prelegentami były osoby później
        powszechnie znane, np. 5 grudnia 1937 r. wykład pt „Walka o nowe społeczeństwo”
        miał mec. Władysław Siła-Nowicki – w czasach PRL obrońca w słynnych procesach
        politycznych, m.in. członków Komitetu Obrony Robotników w drugiej połowie lat
        siedemdziesiątych i jeden z ekspertów NSZZ „Solidarność” w 1980 r.
        Jak można wyczytać z relacji zamieszczanych w „Nowinach” nie zawsze
        odczyty kończyły się sukcesem, niekiedy prelegenci nazbyt nużyli słuchaczy.
        Ważne rolą w życie PMS odgrywały zabawy taneczne organizowane np. w okresie
        karnawału. Po pierwsze była to bardzo popularna wówczas forma rozrywki, po
        wtóre uzyskiwano dzięki temu jakieś wpłaty od uczestników, które pozwalały
        finansować jakieś działania charytatywne lub kupować potrzeby sprzęt. Bardzo
        ważną inwestycją było np. kupienie radia w 1937 (koszt radioodbiornika wynosił
        wówczas prawie dwie miesięczne wypłaty robotnika) . Podobną rolę, oprócz rzec
        jasna pielęgnowania tradycji, miało organizowanie przedstawień jasełkowych.
        Każde z organizowanych przedsięwzięć wymagało odpowiedniego
        przygotowania. Dlatego np. przed czasem karnawału intensywnie pracowano nad
        poprawą umiejętności tanecznych. Jak wspominał Zbigniew Bzinkowski „nauka tańca
        rozpoczynała się od pieca”. Życie towarzyskie, jak w każdym czasie i miejscu
        miało swoje prawa, toteż od czasu do czasu na łamach „Nowin” pojawiały się
        informacje o zaślubinach. Relacje damsko-męskie pozwoliły zresztą sformułować
        jednemu z redaktorów „Nowin” sympatyczny, acz żartobliwy komentarz o swoich
        koleżankach: „Panie [koleżanki z PMSz] nie obmawiają, gdyż jest to broń
        obosieczna. Nie prowadzą ewidencji, kto, z kim, bo ze względu na ilość
        przekraczałoby to granice możliwości. Nie polują wreszcie na mężów, wiedząc,
        że panowie nasi są zbyt subtelni, by swemi [!] osobami przez zawarcie związków
        małżeńskich krępować nowoczesne, postępowe koleżanki.”
        Członkowie Polskiej Macierzy Szkolnej podejmowali również szereg
        działań na rzecz swojej wspólnoty, m.in. przed Świętem Zmarłych porządkowali
        zaniedbane i opuszczone mogiły na cmentarzu tarchomińskim. Swoją drogą szkoda,
        ze idea prac społecznych została w PRL tak bardzo ośmieszona.
        Z zamieszczonych w „Nowinach” tekstów widać też olbrzymią ciekawość.
        Relacja z wycieczki do Częstochowy zawiera nie tylko opis przeżyć religijnych,
        lecz także daje obraz jak wówczas podróżowano, jakie napisy znajdowały się na
        ścianach pociągów itp.
        W piśmie zamieszczano również „korespondencje zagraniczne” będące
        zbiorem refleksji obserwacji przebywających właśnie zagranicą członków PMSz. W
        korespondencji z Łotwyi autor donosił m.in.: „ [...] te same niebo, ten sam
        księżyc i te same słowiczęta. Język tylko odmienny , porozumiewać się trzeba na
        migi a panny tamtejsze pachną trochę... oborą”.
        Do ut des
        Tą rzymską maksymą (daję, abyś dał) można by scharakteryzować cele edukacyjne
        jakie stawiali sobie działacze polskiej Macierzy Szkolnej. Organizując bowiem
        odczyty czy imprezy edukacyjne dla swoich członków liczono, iż ci będą się z
        kolei dzielić swoją wiedzą z młodszymi. Stąd tak duże znaczenie w działalności
        PMSz różnych form samopomocowych. Najlepszym tego przykładem może być
        ufundowanie dwóch rocznych stypendiów przez członków PMSz dla niezamożnych
        dzieci ze szkól powszechnych, by mogły dalej kontynuować swoją edukację.
        Zakładano, iż stypendyści podejmując w przysz
        • Gość: historyk Re: Polska Macierz Szkolna- Białołęka historia III IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 23:09
          Do ut des
          Tą rzymską maksymą (daję, abyś dał) można by scharakteryzować cele edukacyjne
          jakie stawiali sobie działacze polskiej Macierzy Szkolnej. Organizując bowiem
          odczyty czy imprezy edukacyjne dla swoich członków liczono, iż ci będą się z
          kolei dzielić swoją wiedzą z młodszymi. Stąd tak duże znaczenie w działalności
          PMSz różnych form samopomocowych. Najlepszym tego przykładem może być
          ufundowanie dwóch rocznych stypendiów przez członków PMSz dla niezamożnych
          dzieci ze szkól powszechnych, by mogły dalej kontynuować swoją edukację.
          Zakładano, iż stypendyści podejmując w przyszłości pracę, spłaconą zaciągnięty
          dług wdzięczności, pomagając innym potrzebującym.

          W obliczu wojny
          W numerach „Nowin” z 1939 r. spotyka się ślady nadciągającej wojny. Ukazują się
          między innymi porady jak zachować w razie ataku gazowego. Z powodu doświadczeń
          I wojny światowej w dwudziestoleciu międzywojennym obawiano się bardzo gazów
          bojowych. W artykule z marca 1939 r. autor zdając sobie sprawę z realności
          zagrożenia wojennego, informował czytelników, iż Niemcy są w stanie
          zbombardować każdy zakątek polski. Artykuł zawierał również porady, jak bronić
          się przed skutkami ataku lotniczego.
          Mimo klęski wrześniowej, członkowie PMSz nie stracili wiary w Polskę. Walczyli
          o nią zarówno próbując organizować normalne życie po okupacją niemiecką-
          organizując tajne nauczanie, działając w strukturach konspiracyjnych. Ciekawie
          opisał tę działalność ( w większości przedwojennych członków PMSz) Zbigniew
          Bzinkowski w artykule pt.: „Żołnierze bez broni” na łamach „Biuletynu
          Białołęckiego” . Kilku członków PMSz oddało podczas okupacji za Wolną Polsce
          swoje życie.
          Z perspektywy wnuka
          Czytając przedwojenne numery „Nowin” – najpełniejsze źródło do poznania
          dziejów PMSz na ziemi białołęckiej nie sposób oprzeć się kilku refleksjom. Z
          jednej strony ludzie ci i ich działalność wydają się całkiem normalni i
          naturalni. Wydając pismo lokalne borykali się ostatecznie z takimi samymi
          problemami jak wydawcy i redaktorzy dzisiejszych gazetek w gminie Warszawa-
          Białołęka. Mówiąc krótko, brakowało im tekstów, bo społecznie mało kto jest w
          stanie systematycznie pisać. Podobnie naturalnym wydaje się być fakt, że młodzi
          ludzie przede wszystkim chcą się bawić, poznawać świat. Z drugiej jednak strony
          podziw budzi fakt, jak wiele udało się wtedy zrobić i jak daleko dzisiejszym
          społecznikom do tamtych wzorców. Nie jest przypadkiem, iż ludzie, którzy
          przeszli przez Polską Macierz Szkolną odgrywali potem znaczącą rolę w swoich
          wspólnotach lokalnych. Jestem przekonany, iż gdyby przeprowadzić badania nad
          elitami lokalnymi w na ziemi białołęckiej okazałoby się, że większość z tych
          ludzi miała jakieś związki z PMSz. Również w chwili obecnej ostatni z
          pamiętających te czasy starają się czynnie uczestniczyć w życiu swojej gminy.
          To wszystko upoważnia do stwierdzenia, iż PMSz była jednym z najważniejszych
          wydarzeń na teranie dzisiejszej Białołęki. Szkoda tylko, że tak mało już
          znanym.
    • miko_ Re: Teksty o historii Białołęki I 02.06.02, 19:44
      A nie mógłbyś tego samego jakoś ciekawiej opowiedzieć? :-))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka