chaladia
02.02.02, 23:14
Około 50 lat temu, w zniszczonej wojną Warszawie, gdy trudno było o jakąś
ocalałą zieleń zaczęto sadzić topole. Drzewa bardzo szybko rosnące, ale krótko
żyjące. Było to słuszne posunięcie, gdyż dzięki temu Warszawa w stosunkowo
szybko stała się zielonym miastem. Gdyby posadzono wtedy np. dęby - dziś
mielibyśmy dopiero kilkunastometrowe drzewka. Niestety, obecnie te najwczesniej
sadzone mają już po pół wieku z okładem i zaczynają wchodzić w wiek starczy.
Ostatnia wichura pokazała, że są niebezpieczne.
Ekolodzy (eko-wariaci?) zaraz zaczną swój koncert kociej muzyki, ale ja uważam,
że należy w trybie pilnym zacząć wymianę starzejących się i niebezpiecznych
drzew na nowe. Przynajmniej w miejscach, gdzi upadek drzewa lub choćby jego
większej gałęzi może stanowić zagrożenie dla ludzi. Jeżeli będziemy to robić od
zaraz i "na raty", to unikniemy sytuacji, że jakiś park straci 100% swojego
dorosłego drzewostanu w jednym roku.
Oczywiście w miejskiej kasie nie ma pieniędzy. A może więc zacząć akcję
imiennie sponsorowanych drzew? To dąb "...", tam kasztan "..." . jest nas w
Warszawie sporo. Jeżeli co druga/trzecia osoba zasponsoruje nowe drzewo, to
jest szansa, że wycięcie wszystkich starych topoli nie odbije się negatywnie na
wyglądzie miasta.