Dodaj do ulubionych

kiedy kurs dolara w stosunku do euro wzrosnie ?

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.04, 13:39
a moze warto zamienic USD na euro jak najszybciej ?
a co bedzie jak Bush znowu wygra wybory ? jakie sa perspektywy dla
amerykanskiej gosdpodarki ? Jesli ameryka nie ruszy gospodarczo to caly swiat
bedzie sie pograzal w jeszcze wiekszym marazmie.
Obserwuj wątek
    • Gość: kagan Re: kiedy kurs dolara w stosunku do euro wzrosnie IP: 203.221.209.* 15.09.04, 13:55
      Jak USA przestana zyc na kredyt. Ale oni to robia od czasow Reagana...
    • edwart $$ -EU 15.09.04, 14:02
      Bush prawdopodobnie wygra te wybory. Dlatego, ze USA przechodza obecnie jeden z
      najciemniejszych okresow w swej historii, ludzie sa fatalnie
      zastraszeni "terrpryzmem" i niesamowicie podatni na wszelaka propagande.
      Bush jest idiota i daje soba manipulowac, a ci co nim manipuluja to sk...yny
      nie do opisania.
      Bush zastal kraj z nadwyzka budzetowa i w ciagu 3.5 roku wpuscil go w
      najwiekszy dol w jakim USA kiedykjolwiek byly.
      Rosna cany wszystkiego- od RE poczawszy a na mleku skonczywszy.Drozeja
      dokladnie wszystkie artykuly zarowno uzytku codziennegio jak i dobra trwale.
      Jednoczesnie ludziom klamie sie w zywe oczy, ze inflacja jest 0.2% i nie
      rosnie. Dol w budzecie krajowym to jedno, trading deficit to drugie.
      USD a Euro? No sam sobie dospiewaj.....Sporo zalezy tez od pozycji Euro, czy
      waluta ta rzeczywiscie zdobedzie pelne zaufanie i stanie sie powszechna w
      Europiee i na swiecie we wszelakich rozliczeniach.
      Ja mieszkam i pracuje w USA , ale zarobione pieniadze lokuje w nieruchomosci w
      Polsce oraz we franki szwajcarskie. Trzeba przelamac sie psychicznie, bo
      aktualny kurs wymiany dolara na Euro czy CHF nie jest korzystny, ale lepiej na
      pewno nie bedzie.
      Za ciezko zapierdalam, aby to roztrwonic w glupi sposob !
      • Gość: pawel-l Re: $$ -EU IP: 213.17.165.* 15.09.04, 14:16
        Też jestem krytykiem Busha (200 mld$ na wojnę z Irakiem) ale nie obarczajmy go
        winą za wszystko.
        Zadłużenie budżetu rośnie od czasu Reagana i za Clintona też rosło.
        W latach 90-tych panowała euforia i ludzie rozrzucali pieniądze w Internet i
        telekom. (Nasdaq 5200).
        W 2000r to się skończyło. Greenspan który wywołał ten boom teraz go próbuje
        podtrzymać wpędzając Amerykanów w zadłużenie hipoteki.

        Co do cen to bym nie przesadzał. Popatrz na ceny aut, biletów lotniczych,
        komputerów i DVD, rozmów telef. i gadżetów z Chin.

        Jak już szukać dobrej waluty to chyba lepiej gdzieś w Azji niż w Europie
        • edwart Re: $$ -EU 15.09.04, 15:18
          Gość portalu: pawel-l napisał(a):

          > Też jestem krytykiem Busha (200 mld$ na wojnę z Irakiem) ale nie obarczajmy
          go
          > winą za wszystko.
          > Zadłużenie budżetu rośnie od czasu Reagana i za Clintona też rosło.
          > W latach 90-tych panowała euforia i ludzie rozrzucali pieniądze w Internet i
          > telekom. (Nasdaq 5200).
          > W 2000r to się skończyło. Greenspan który wywołał ten boom teraz go próbuje
          > podtrzymać wpędzając Amerykanów w zadłużenie hipoteki.
          >
          > Co do cen to bym nie przesadzał. Popatrz na ceny aut

          Drozeja !

          , biletów lotniczych,

          Drozeja ! (Benzyna!) Sprobuj poleciec do Polski za 360 dol. jak w 1998.....

          > komputerów i DVD, rozmów telef. i gadżetów z Chin.

          No to akurat chyba naturalny spadek cen spowodowany upowszecnieniem sie nowej
          technologii ???
          A co z ropa, benzyna, stala, aluminium, tworzywami sztucznymi, materialami
          budowlanymi, zbozem, warzywami, owocami, lekarstwami, artykulami chemicznymi ??

          >
          > Jak już szukać dobrej waluty to chyba lepiej gdzieś w Azji niż w Europie

          Expertem w tej materii nie jestem, ale wydaje mi sie ze Azja zwrocona jest w
          strone dolara. Zreszta czy mozna sie dziweic? W koncu wiekszosc swego chlamu
          sprzedaje w USA ! Jakos nie widzialem zbyt wielu produktow Made in China w
          Europie zachodniej, a sporo jezdzilem w ciagu ostatnich 10 lat.
          Nawiasem mowiac- czy juan nie jest sztucznie zwiazany z dolarem ???
        • Gość: Kagan Re: $$ -EU IP: *.lib.unimelb.edu.au 16.09.04, 13:44
          Gadzety z Chin tanieja, ale zarcie i "accomodation" drozeje, oraz drozeje
          paliwo, a to jest dobrze ponad 50% wydatkow konsumenckich!
        • edwart A to ciekawostka. 16.09.04, 16:11
          Gość portalu: pawel-l napisał(a):

          >
          > Co do cen to bym nie przesadzał. Popatrz na ceny aut, biletów lotniczych,

          Cheaper prices for clothes, cars, airfares and gasoline helped to temper price
          increases for medical care, education, some food items and some energy goods.

          Tak mowi dzisiaj wydany raport. Jak oni to robia? Domyslam sie, ze jesli
          usredniona umowna cena przelotu samolotem na okreslonym srednim krajowym /
          miedzynarodowym dystansie wynosila powiedzmy 100 punktow na dzien 01/01/1998,
          potem wzrosla do 200 pkt. w maju 2004 a w sierpniu 2004 spadla do 198pkt to
          wykazuje sie, ze ceny biletow lotniczych spadly o 2% ?
          No bo jak inaczej tlumaczyc fakt, ze za przeloty na tej samej trasie place
          dwukrotnie wiecej niz 5-6 lat temu?
          (A latam nie tylko do Polski z USA !)
      • Gość: Kagan Re: $$ -EU IP: *.lib.unimelb.edu.au 16.09.04, 13:43
        Poczytaj watek o mnoznikach a sie dowiesz, jak sie falszuje wysokosc CPI a wiec
        inflacji...
    • bush_w_wodzie Re: kiedy kurs dolara w stosunku do euro wzrosnie 15.09.04, 18:20
      Gość portalu: jac napisał(a):

      > a moze warto zamienic USD na euro jak najszybciej ?

      a moze nie?

      > a co bedzie jak Bush znowu wygra wybory?

      to samo tylko bardziej zdegenerowane i meczace

      > jakie sa perspektywy dla amerykanskiej gosdpodarki ?

      wzlot lub upadek

      > Jesli ameryka nie ruszy gospodarczo to caly swiat
      > bedzie sie pograzal w jeszcze wiekszym marazmie.

      jesli usa uda sie utrzymac obecny poziom wzrostu gospodarczego to o marazmie nie
      moze byc mowy. to bylby rozowy scenariusz

      martwilbym sie raczej konsekwencjami ewentualnej recesji w usa ad 2005
    • przycinek.usa Re: kiedy kurs dolara w stosunku do euro wzrosnie 15.09.04, 22:43
      kurs dolara wzrosnie niedlugo. trudno jednak powiedziec jaki bedzie to mialo
      przebieg.

      Jesli liczysz na wzrost wartosci dolara wzgledem Euro to moze dojsc do
      znacznego umocnienia w perspektywie kilku miesiecy. Uwazam, ze nalezy trzymac
      dolary obecnie. Oczekuje srednioterminowego umocnienia USD w stosunku do EUR do
      poziomu 1:1 maksymalnie. Teraz przez kilka dni USD powinien sie silnie umacniac
      wzgledem EUR. Zarobisz.





      • przycinek.usa Re: kiedy kurs dolara w stosunku do euro wzrosnie 15.09.04, 22:45
        ooops. 1:1.1 - ale latwo sie pomylic.
      • Gość: E$-ka Re: kiedy kurs dolara w stosunku do euro wzrosnie IP: *.proxy.aol.com 16.09.04, 00:03
        Teraz przez kilka dni USD powinien sie silnie umacniac
        >wzgledem EUR. Zarobisz.

        Zarobisz, ale chyba w leb. Pozbywaj sie tego smiecia na biezaco- dolar jest
        skonczony raz na zawsze.

        • Gość: o90 dolar jest skonczony - niezly zart kolego !!!! IP: *.handpicked.uk.com 16.09.04, 02:48
          ile jestes sklonny postawic kasy swoja teorie o skonczeniu sie dolara i o
          jakim okresie gaworzysz ?
          fascynajcja euro-socem nie moze byc az tak wielka....

          skonczony....dobre sobie

          ile stawiasz ?
          • Gość: Kagan dolar sie skonczyl w latach 1970tych IP: *.lib.unimelb.edu.au 16.09.04, 13:46
            Jak "czasowo" zawieszono jego wymienialnosc na zloto!
          • vip-1 He he :) 16.09.04, 14:56
            Dolarow nie postawie bo ich nie mam a zdobycie tego, co za dolary kupilem ma
            dla mnie zbyt duza wartosc bym sie o to zakladal....takze wybacz.
            Dolar skonczyl sie w momencie, kiedy obce banki zgromadzily dolara w takiej
            ilosci, ze jego uwolnienie spowodowaloby jego calkowita zapasc w ciagu kilku
            dni. Stalo sie tak, bo USA kupowaly badziewie wszelkiego rodzaju na calym
            swiecie placac, oczywiscie, swym dolarem.
            Kagan zauwazyl, ze w latach 70 zlikwidowano parytet zlota- a jak miano go nie
            zlikwidowac ( 1976) , kiedy potrzeba bylo coraz wiecej i wiecej dolarow ????
            Takze mamy taka sytuacje- gosc siedzi na dupie i chce mu sie pierdziec, ale
            sciska poldupki, wiec w okolo nie smierdzi. On ten gaz w dupsku ma, ale nie
            puszcza calego od razu, tylko malymi pierdkami, bo liczy na to ze tego nikt nie
            poczuje Duzej chmurki nie cjhce puszczac, go bo nie tylko innym, ale i i jemu
            bedzie mocno smierdzialo. Kiedys jednak byc moze ze stolka bedzie musial
            wstac , bo mu sie np. zechce szczac i wtedy pojdzie naookolo wielki smrod.
            Kapisz?
            • Gość: pawel-l Re: He he :) IP: 213.17.165.* 16.09.04, 15:09
              Dla Kagana o inflacji
              Is Inflation Truly a Threat? By A. Gary Shilling
              www.gold-eagle.com/editorials_04/mauldin091404.html
              • forall4a Re: He he :) 16.09.04, 20:21
                heh ci co przegapili inflacje spogladajac sie na nic nie znaczacy wzkanik CPI,
                niech sie teraz boja deflacji. nie, nie cen buleczek czy ogorkow ale deflacji
                cen papierow wartosciowych. wzrost cen surowcow + nasycenie rynku ABSami =
                poczatek deflacji. trzeba bylo pomyslec co bedzie PO boomie kredytowym, heh nowy
                boom czy bum ;) ??
                • Gość: jac Re: IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.04, 15:54
                  przeciez gospodarki krajow europejskich (tych liczacych sie: Niemcy, Fra,
                  Wlochy, Gbr) sa w duzych opalach - znacznie wieksze bezrobocie niz w USA i
                  mniejszy wzrost GBP niz w USA i dodatkowo silne Euro - cos tu musi peknac w
                  koncu. Mysle, ze Europa nie wytrzyma tego wysokiego kursu Euro na dluzsza mete.
                  • maksimum JEDYNA ROZSADNA WYPOWIEDZ. 20.09.04, 04:33
                    Gość portalu: jac napisał(a):

                    > przeciez gospodarki krajow europejskich (tych liczacych sie: Niemcy, Fra,
                    > Wlochy, Gbr) sa w duzych opalach - znacznie wieksze bezrobocie niz w USA i
                    > mniejszy wzrost GBP niz w USA i dodatkowo silne Euro - cos tu musi peknac w
                    > koncu. Mysle, ze Europa nie wytrzyma tego wysokiego kursu Euro na dluzsza
                    mete.

                    EU nie ma tez zadnego wyjscia z obecnej sytuacji.
                    • bush_w_wodzie tymczasem 20.09.04, 13:41
                      produkcja przemyslowa w strefie euro rosnie. takze rosna amerykanskie deficyty.
                      pomimo slabnacego dolara i wzmacniajacego sie euro
                    • Gość: Michu Re: JEDYNA ROZSADNA WYPOWIEDZ. IP: *.proxy.aol.com 21.09.04, 03:10
                      Laskawie zauwaz, ze UE nie ma biliardowego deficytu handlowego i tragicznego
                      budzetowego rosnacego w dodatku o kilka mld tygodniowo. Oto co musi peknac.
                      • darr.darek ROZSĄDNA ? a gdzie tu logika ? 21.09.04, 15:07
                        Gość portalu: Michu napisał(a):
                        > Laskawie zauwaz, ze UE nie ma biliardowego deficytu handlowego i tragicznego
                        > budzetowego rosnacego w dodatku o kilka mld tygodniowo. Oto co musi peknac.

                        Gdzie Ty wyczytałeś, że UE nie ma duzego deficytu budżetowego (rosnącego w mld
                        Euro ... dziennie!) ??? Na jakich to "naukach" tak uczą ?
                        EU ma podobny deficyt w relacji do PKB jak USA. I jedni i drudzy rozpieprzacze
                        zadłużają tam DZIŚ swoje wnuki. Ja tam im nie wypominam, ale nasza rodzima
                        durna, czerwona hołota bierze przykład z tamtych i zadłuża MOJE dzieci -
                        wydatki na odsetki od pożyczek dunej, czerwonej hołoty są w Polsce parę razy
                        wyższe niż wydatki na NAUKĘ !!! Oto obraz stworzony przez debilną, czerwoną
                        hołotę.

                        Deficyt handlowy, jeśli nie wynika z zadłużania się za granicą, nie jest
                        istotny. Akurat w przypadku USA, tak jak i w przypadku Polski, deficyt handlowy
                        w pewnym stopniu wynika z zagranicznego zadłużania się budżetu.
                        Groźny jednak nie jest deficyt handlowy a deficyt budżetowy, jeśli tego nie
                        rozumiesz służę pomocą w zrozumieniu.

                        Poddam ci "pod rozwagę" pewną oczywistość : gdyby zagranica zechciała przysyłać
                        nam BEZ ŻADNEGO ZADŁUŻANIA się 3 razy więcej towarów i usług niż sami
                        wytwarzamy, to nagle stalibyśmy 4 razy bogatsi. Rozumiesz to ?
                        I to jest "kompletna" argumentacja dla zwolenników WYWOŻENIA TOWARÓW Z KRAJU i
                        przeciwników PRZYWOŻENIA TOWARÓW DO KRAJU.
                        To podstawy, którymi logicznie próbował tłumaczyć bodajże Bastiat
                        merkantylistom. No coż, logiczne tłumaczenie nigdy nie zdobyło "rzeszy
                        wyznawców", bo rzesze wyznawców nie potrafią logicznie myśleć.

                        Mało tego, merkantyliści przynajmniej o tyle logicznie myśleli, że dochodzili
                        do wniosku, że podstawową misją handlu zgranicznego ma być
                        zwożenie "świecidełek"(złoto, diamenciki itp.) do skarbca państwa.
                        Dzisiejszi czerwoni plotą w telewizorni o "konieczności większego wywożenia z
                        kraju towarów niż przywożenia", bo ... tak. Dzisiejszy czerwony nawet nie
                        zająknie się, że celem ma być gromadzenie złota i świecidełek, bo jest ... zbyt
                        głupi(zwyczajnie, jest zbyt głupi), aby zrozumieć, że większy eksport niż
                        import bez przyrastającej góry "świecidełek" jest okradaniem własnego kraju.

                        • bush_w_wodzie tchnienie laponii 21.09.04, 15:26
                          darr.darek napisał:

                          > Gość portalu: Michu napisał(a):
                          > > Laskawie zauwaz, ze UE nie ma biliardowego deficytu handlowego i tragiczn
                          > ego
                          > > budzetowego rosnacego w dodatku o kilka mld tygodniowo. Oto co musi pekna
                          > c.
                          >
                          > Gdzie Ty wyczytałeś, że UE nie ma duzego deficytu budżetowego (rosnącego w mld
                          > Euro ... dziennie!) ??? Na jakich to "naukach" tak uczą ?

                          wystarczy poczytac statystyki. ue-15 ma skonsolidowany deficyt budzetowy okolo
                          2.5% pkb. niechlubne wyjatki to niemcy i francja - okolice 4% deficytu

                          > EU ma podobny deficyt w relacji do PKB jak USA. I jedni i drudzy rozpieprzacze
                          > zadłużają tam DZIŚ swoje wnuki. Ja tam im nie wypominam, ale nasza rodzima
                          > durna, czerwona hołota bierze przykład z tamtych i zadłuża MOJE dzieci -
                          > wydatki na odsetki od pożyczek dunej, czerwonej hołoty są w Polsce parę razy
                          > wyższe niż wydatki na NAUKĘ !!! Oto obraz stworzony przez debilną, czerwoną
                          > hołotę.

                          tak jest. trzeba wiec kupowac dzieciom obligajce

                          >
                          > Deficyt handlowy, jeśli nie wynika z zadłużania się za granicą, nie jest
                          > istotny.

                          to znaczy ze deficyt handlowy wynikajacy z dobrowolnego przekazywania darow z
                          zagranicy to jest to?

                          > Akurat w przypadku USA, tak jak i w przypadku Polski, deficyt handlowy
                          > w pewnym stopniu wynika z zagranicznego zadłużania się budżetu.

                          a jesli sie firmy zadluzaja to cos zmienia zasadniczo?

                          > Groźny jednak nie jest deficyt handlowy a deficyt budżetowy, jeśli tego nie
                          > rozumiesz służę pomocą w zrozumieniu.

                          obydwa moga byc grozne lub niegrozne. zalezy od sytuacji

                          >
                          > Poddam ci "pod rozwagę" pewną oczywistość : gdyby zagranica zechciała
                          przysyłać
                          >
                          > nam BEZ ŻADNEGO ZADŁUŻANIA się 3 razy więcej towarów i usług niż sami
                          > wytwarzamy, to nagle stalibyśmy 4 razy bogatsi.

                          i to ma byc realistyczny przyklad?

                          > Rozumiesz to ?

                          > I to jest "kompletna" argumentacja dla zwolenników WYWOŻENIA TOWARÓW Z KRAJU i
                          > przeciwników PRZYWOŻENIA TOWARÓW DO KRAJU.

                          no to kiepsko. bo na tym swiecie raczej nikt nie daje nic za darmo i dlatego
                          deficyt handlowy zawsze oznacza zadluzanie sie

                          > To podstawy, którymi logicznie próbował tłumaczyć bodajże Bastiat
                          > merkantylistom. No coż, logiczne tłumaczenie nigdy nie zdobyło "rzeszy
                          > wyznawców", bo rzesze wyznawców nie potrafią logicznie myśleć.
                          >
                          > Mało tego, merkantyliści przynajmniej o tyle logicznie myśleli, że dochodzili
                          > do wniosku, że podstawową misją handlu zgranicznego ma być
                          > zwożenie "świecidełek"(złoto, diamenciki itp.) do skarbca państwa.
                          > Dzisiejszi czerwoni plotą w telewizorni o "konieczności większego wywożenia z
                          > kraju towarów niż przywożenia", bo ... tak. Dzisiejszy czerwony nawet nie
                          > zająknie się, że celem ma być gromadzenie złota i świecidełek, bo jest ...
                          zbyt
                          >
                          > głupi(zwyczajnie, jest zbyt głupi), aby zrozumieć, że większy eksport niż
                          > import bez przyrastającej góry "świecidełek" jest okradaniem własnego kraju.

                          zwlaszcza jesli wywozisz np komputery zubazajac tym samym swoje cenne zloza
                          piasku. tak naprawde to okresy nadwyzek i deficytow w handlu oscyluja wokol
                          punktu rownowagi miedzy eksportem i importem. dlatego tez po okresach duzych
                          deficytow handlowych i zwiekszonej konsumpcji przychodza okresy spowolnenia
                          wzrostu lub nawet spadku konsumpcji i nadwyzek handlowych

                          a moze dalej uwazasz ze importowac dobrze be be be exportowac zle be be be?
                          • darr.darek Re: tchnienie laponii 21.09.04, 16:37
                            bush_w_wodzie napisał:
                            > wystarczy poczytac statystyki. ue-15 ma skonsolidowany deficyt budzetowy okolo
                            > 2.5% pkb. niechlubne wyjatki to niemcy i francja - okolice 4% deficytu

                            "Niechlubne wyjątki" - dobre, to największe kraje EU.
                            Całkowity, skumulowany deficyt budżetowy JEST PODOBNY ! W USA ok. 70% PKB, w EU
                            ok. 60% PKB. To są podobnne wartości.

                            Istotna różnica jest w stopie opodatkowania PKB :
                            - w USA ok. 30% PKB "przelatuje przez budżet"
                            - w EU ok. 50% PKB "przelatuje przez budżet".
                            To jest duża różnica. Gdyby sobie wyobrazić, że rozpieprzacze
                            jankescy "powinni" mieć rocznie 2000 mld USD podatków więcej, to ... zmieniłoby
                            to całkowicie obrazy deficytów. Prawda ? Prawda ?

                            > > wydatki na odsetki od pożyczek dunej, czerwonej hołoty są w Polsce parę r
                            > > wyższe niż wydatki na NAUKĘ !!! Oto obraz stworzony przez debilną, czerwo
                            > > hołotę.
                            >tak jest. trzeba wiec kupowac dzieciom obligajce

                            Hmmm, obligacje rozpieprzaczy są dobre tylko do czasu collapsu.

                            > > Deficyt handlowy, jeśli nie wynika z zadłużania się za granicą, nie jest
                            > > istotny.
                            >to znaczy ze deficyt handlowy wynikajacy z dobrowolnego przekazywania darow z
                            >zagranicy to jest to?

                            Ooo !!! To właśnie jest to ! Niech te dary sobie wchodzą w pełnej wartości w
                            bilans handlowy, byleby tylko ... przychodziły do mnie. I dziś np. przyjeżdża
                            po mój adres Merc jako dar od daimler-benza, jutro przywożą mi wielkoekranowy
                            telewizor plazmowy jako dar od japończyków, pojutrze Francuzi zasypują mnie
                            toną darmowej żywności i czterema chodziarkami, aby mi się to nie popsuło, a
                            Włosi podarowują mi nowe, kompletne wyposażenie domu, bo słyszeli, że chałupę
                            nową stawiam (może ktoś i dom przywiezie - leniwy jestem a i wydawać na
                            robotników nie lubię, bo mam węża w kieszeni).
                            No żyć nie umierać.

                            > > Akurat w przypadku USA, tak jak i w przypadku Polski, deficyt handlowy
                            > > w pewnym stopniu wynika z zagranicznego zadłużania się budżetu.
                            >a jesli sie firmy zadluzaja to cos zmienia zasadniczo?

                            Tak, zmienia się "coś" zasadniczo !!!
                            Jeśli firma X zadłużyła się okropnie celem rozwoju i za lat 10 wielkie zyski ma
                            i zawiść wywołuje, to ja wiem, że "ryzykowali i mają" a ja z tego czasem ...
                            korzystam(jako pracownik i/lub konsument).
                            Jeśli firma Y zadłużyła się okropnie celem rozwoju i za lat 10 ... wielką klapę
                            mają i bankructwo, to ja wiem, że "ryzykowali ale NIE MOIMI pieniędzmi" i mnie
                            ich bankructwo nie obciąża. Może szkoda mi ich, że głupiego prezesa mieli i
                            głupie decyzje podejmował, i część konkurencji z rynku zniknęła i jeden
                            pracodawca zniknął, ale wiem, że ten prezes robił wszystko co potrafił (może
                            potrafił niewiele), aby nie dopuścić do bankructwa.

                            Rozumiesz różnicę, gdy wiem, że CZERWONA HOŁOTA dziś musi ode mnie i od innych
                            ściągnąć duże podatki zus-owe, bo inaczej moi rodzice nie dostaliby emerytury,
                            bo czerwońcy dają im emerytu wyłącznie z podatków zus-owych a nie z lokat i
                            inwestycji ?
                            Rozumiesz różnicę, gdy wiem, że CZERWONA HOŁOTA w przyszłości może zapewni mi
                            emeryturę, relatywnie na poziomie dzisiejszej opieki socjalnej.

                            Przedsiebiorstwo prywatne MOŻE wypracować zyski z oprocentowanego kredytu -
                            większości się to udaje.
                            Państwo NIE MOŻE wypracować zysku z jakiegokolwiek kredytu - większość państw
                            zbankrutowała wobec swoich wierzycieli wielokrotnie w historii (Niemcy, Polska,
                            Argentyna, Rosja, Związek Sowiecki itd.itd.). Państwu CONAJWYŻEJ może się
                            udawać spłacać poprzednie zobowiązania opodatkowując dzisiejszych podatników.

                            > > Groźny jednak nie jest deficyt handlowy a deficyt budżetowy, jeśli tego n
                            > > rozumiesz służę pomocą w zrozumieniu.
                            >obydwa moga byc grozne lub niegrozne. zalezy od sytuacji

                            A jak deficyt handlowy może być groźny w sytuacji braku jakiegokolwiek deficytu
                            budżetowego ? No ?

                            > > Poddam ci "pod rozwagę" pewną oczywistość :
                            >i to ma byc realistyczny przyklad?

                            A czy "realistyczne" czy w ogóle, nie podchodzące pod wypowiedź czubka, byłoby
                            żądanie ciągłej nadwyżki handlowej ?

                            > > I to jest "kompletna" argumentacja dla zwolenników WYWOŻENIA TOWARÓW Z KR
                            > > przeciwników PRZYWOŻENIA TOWARÓW DO KRAJU.
                            >no to kiepsko. bo na tym swiecie raczej nikt nie daje nic za darmo i dlatego
                            >deficyt handlowy zawsze oznacza zadluzanie sie

                            Wystarczy, że obcokrajowcy przeznaczają swój kapitał np. na zakupy
                            przedsiębiorstw(jak w USA) lub inwestycje(jak w Polsce) w danym kraju i ...
                            deficyt handlowy wychodzi przez lat wiele.
                            Tylko spróbuj jakoś udowodnić, że to szkodliwe jest dla danego kraju.
                            Jak widzisz, nie zawsze deficyt to zadłużanie się podmiotów krajowych.

                            > zwlaszcza jesli wywozisz np komputery zubazajac tym samym swoje cenne zloza
                            > piasku. tak naprawde to okresy nadwyzek i deficytow w handlu oscyluja wokol
                            > punktu rownowagi miedzy eksportem i importem. dlatego tez po okresach duzych
                            > deficytow handlowych i zwiekszonej konsumpcji przychodza okresy spowolnenia
                            > wzrostu lub nawet spadku konsumpcji i nadwyzek handlowych

                            Czy sądzisz, że gdyby tylko inwestycje zagraniczne w Polsce wywoływałyby
                            deficyt handlowy, to przyszłoby w przyszłości spowolnienie wzrostu i spadek
                            konsumpcji w Polsce z tego powodu ? No ? Nie widzisz, że napisałeś fałszywy
                            wniosek ?

                            > a moze dalej uwazasz ze importowac dobrze be be be exportowac zle be be be?

                            Jak zauważyłeś, "realistycznie" to ... każdy dojdzie kiedyś do wniosku, że
                            eksportować do nas bez równowartego importu mu się nie opłaca. I sam import bez
                            eksportu nie z mojej woli się zatrzyma.

                            Dopóki są jednak głupcy na świecie, którzy wierzą, że dobrodziejstwem jest
                            wyeksportowanie do nas bez zaimportowania, to ... może by tak choćby procencik
                            swego bogactwa zyskiwać z powodu istnienia głupców na świecie ? Nie wziąłbyś
                            auta, które sprezentowaliby ci pod dom jacyś "zwolennicy nadwyżek" z obcych
                            krajów ?

                            • bush_w_wodzie Re: tchnienie laponii 21.09.04, 17:16
                              darr.darek napisał:

                              > bush_w_wodzie napisał:
                              > > wystarczy poczytac statystyki. ue-15 ma skonsolidowany deficyt budzetowy
                              > okolo
                              > > 2.5% pkb. niechlubne wyjatki to niemcy i francja - okolice 4% deficytu
                              >
                              > "Niechlubne wyjątki" - dobre, to największe kraje EU.

                              nie zmienia to faktu ze deficyt budzetowy eu15 rosnie w tempie mniejszym niz
                              2.5% pkb a w usa: 4-5% pkb

                              > Całkowity, skumulowany deficyt budżetowy JEST PODOBNY ! W USA ok. 70% PKB, w
                              EU
                              >
                              > ok. 60% PKB. To są podobnne wartości.

                              tak tyle ze w usa rosnie szybciej


                              > Istotna różnica jest w stopie opodatkowania PKB :
                              > - w USA ok. 30% PKB "przelatuje przez budżet"
                              > - w EU ok. 50% PKB "przelatuje przez budżet".
                              > To jest duża różnica. Gdyby sobie wyobrazić, że rozpieprzacze
                              > jankescy "powinni" mieć rocznie 2000 mld USD podatków więcej, to ...
                              zmieniłoby
                              >
                              > to całkowicie obrazy deficytów. Prawda ? Prawda ?

                              nieprawda bo przez budzety w usa przechodzi wiecej (~35%) a w ue mniej
                              (4kilka%). inny jest tez zakres obowiazkow panstwa

                              >
                              > > > wydatki na odsetki od pożyczek dunej, czerwonej hołoty są w Polsce
                              > parę r
                              > > > wyższe niż wydatki na NAUKĘ !!! Oto obraz stworzony przez debilną,
                              > czerwo
                              > > > hołotę.
                              > >tak jest. trzeba wiec kupowac dzieciom obligajce
                              >
                              > Hmmm, obligacje rozpieprzaczy są dobre tylko do czasu collapsu.
                              >
                              o kazdym dlugu czy lokacie czy inwestycji to mozna powiedziec

                              >
                              > > > Deficyt handlowy, jeśli nie wynika z zadłużania się za granicą, nie
                              > jest
                              > > > istotny.
                              > >to znaczy ze deficyt handlowy wynikajacy z dobrowolnego przekazywania daro
                              > w z
                              > >zagranicy to jest to?
                              >
                              > Ooo !!! To właśnie jest to ! Niech te dary sobie wchodzą w pełnej wartości w
                              > bilans handlowy, byleby tylko ... przychodziły do mnie.
                              ...
                              > No żyć nie umierać.

                              mozesz pomarzyc

                              >
                              > > > Akurat w przypadku USA, tak jak i w przypadku Polski, deficyt handl
                              > owy
                              > > > w pewnym stopniu wynika z zagranicznego zadłużania się budżetu.
                              > >a jesli sie firmy zadluzaja to cos zmienia zasadniczo?
                              >
                              > Tak, zmienia się "coś" zasadniczo !!!
                              > Jeśli firma X zadłużyła się okropnie celem rozwoju i za lat 10 wielkie zyski
                              ma
                              >
                              > i zawiść wywołuje, to ja wiem, że "ryzykowali i mają" a ja z tego czasem ...
                              > korzystam(jako pracownik i/lub konsument).
                              > Jeśli firma Y zadłużyła się okropnie celem rozwoju i za lat 10 ... wielką
                              klapę
                              >
                              > mają i bankructwo, to ja wiem, że "ryzykowali ale NIE MOIMI pieniędzmi" i mnie
                              > ich bankructwo nie obciąża.

                              tylko ze my mowimy o zjawisku zadluzania sie nie jednej firmy ale calego sektora
                              prywatnego. a to jest efekt makro ktory ciebie tez dotknie jesli ten sektor
                              zbankrutuje en bloc

                              >
                              > Przedsiebiorstwo prywatne MOŻE wypracować zyski z oprocentowanego kredytu -
                              > większości się to udaje.

                              > Państwo NIE MOŻE wypracować zysku z jakiegokolwiek kredytu - większość państw
                              > zbankrutowała wobec swoich wierzycieli wielokrotnie w historii (Niemcy,
                              Polska,
                              >
                              > Argentyna, Rosja, Związek Sowiecki itd.itd.). Państwu CONAJWYŻEJ może się
                              > udawać spłacać poprzednie zobowiązania opodatkowując dzisiejszych podatników.

                              a wiec jednak jakis zysk jest skoro sie aplaca dlugi z odsetkami?

                              >
                              > > > Groźny jednak nie jest deficyt handlowy a deficyt budżetowy, jeśli
                              > tego n
                              > > > rozumiesz służę pomocą w zrozumieniu.
                              > >obydwa moga byc grozne lub niegrozne. zalezy od sytuacji
                              >
                              > A jak deficyt handlowy może być groźny w sytuacji braku jakiegokolwiek
                              deficytu
                              > budżetowego ? No ?

                              tak jak w polsce 1997-1999. zagrozenie kolapsem waluty. przeinwestowanie przez
                              prywatne firmy na kredyt z zagranicy

                              >
                              > > > Poddam ci "pod rozwagę" pewną oczywistość :
                              > >i to ma byc realistyczny przyklad?
                              >
                              > A czy "realistyczne" czy w ogóle, nie podchodzące pod wypowiedź czubka, byłoby
                              > żądanie ciągłej nadwyżki handlowej ?
                              >

                              oczywiscie ze nie

                              > > > I to jest "kompletna" argumentacja dla zwolenników WYWOŻENIA TOWARÓ
                              > W Z KR
                              > > > przeciwników PRZYWOŻENIA TOWARÓW DO KRAJU.
                              > >no to kiepsko. bo na tym swiecie raczej nikt nie daje nic za darmo i dlate
                              > go
                              > >deficyt handlowy zawsze oznacza zadluzanie sie
                              >
                              > Wystarczy, że obcokrajowcy przeznaczają swój kapitał np. na zakupy
                              > przedsiębiorstw(jak w USA) lub inwestycje(jak w Polsce) w danym kraju i ...
                              > deficyt handlowy wychodzi przez lat wiele.

                              i dziwnym trafem potem rosnie bezrobocie. stoja pensje a zyski przedsiebiorstw
                              wedruja... no gdzie?

                              > Tylko spróbuj jakoś udowodnić, że to szkodliwe jest dla danego kraju.
                              > Jak widzisz, nie zawsze deficyt to zadłużanie się podmiotów krajowych.

                              nie. moze byc jeszcze przejmowanie rynku

                              >
                              > > zwlaszcza jesli wywozisz np komputery zubazajac tym samym swoje cenne zlo
                              > za
                              > > piasku. tak naprawde to okresy nadwyzek i deficytow w handlu oscyluja wo
                              > kol
                              > > punktu rownowagi miedzy eksportem i importem. dlatego tez po okresach duz
                              > ych
                              > > deficytow handlowych i zwiekszonej konsumpcji przychodza okresy spowolnen
                              > ia
                              > > wzrostu lub nawet spadku konsumpcji i nadwyzek handlowych
                              >
                              > Czy sądzisz, że gdyby tylko inwestycje zagraniczne w Polsce wywoływałyby
                              > deficyt handlowy, to przyszłoby w przyszłości spowolnienie wzrostu i spadek
                              > konsumpcji w Polsce z tego powodu ? No ? Nie widzisz, że napisałeś fałszywy
                              > wniosek ?

                              wlasnie ten przyklad sprzyja mojej tezie

                              >
                              > > a moze dalej uwazasz ze importowac dobrze be be be exportowac zle be be b
                              > e?
                              >
                              > Jak zauważyłeś, "realistycznie" to ... każdy dojdzie kiedyś do wniosku, że
                              > eksportować do nas bez równowartego importu mu się nie opłaca. I sam import
                              bez
                              > eksportu nie z mojej woli się zatrzyma.

                              nie ma czegos takiego jak sam import bez innych skutkow. jak ktos ci daje teraz
                              to am na widoku swoja korzysc za jakis czas

                              >
                              > Dopóki są jednak głupcy na świecie, którzy wierzą, że dobrodziejstwem jest
                              > wyeksportowanie do nas bez zaimportowania, to ... może by tak choćby procencik
                              > swego bogactwa zyskiwać z powodu istnienia głupców na świecie ? Nie wziąłbyś
                              > auta, które sprezentowaliby ci pod dom jacyś "zwolennicy nadwyżek" z obcych
                              > krajów ?
                              >

                              juz sie chyba zgodzilismy ze to sie nie zdarza. musisz zaplacic za taki dar albo
                              swoim majatkiem albo wekslem

                              jedynym realistycznym i korzystnym scenariuszem w ktorym moze wystepowac duzy
                              deficyt handlowy to sytuacja w ktorej naplywaja takie inwestycje ktore sa
                              dlugofalowo korzystne dla obywateli. dla obywateli wlasnie a nie dla "kraju"
                              • darr.darek Re: tchnienie laponii 21.09.04, 21:26
                                bush_w_wodzie napisał:
                                > nie zmienia to faktu ze deficyt budzetowy eu15 rosnie w tempie mniejszym niz
                                > 2.5% pkb a w usa: 4-5% pkb

                                Liczy się deficyt skumulowany. Procencik w tą czy w tą jest tu mało istotny.

                                > > to całkowicie obrazy deficytów. Prawda ? Prawda ?
                                >nieprawda bo przez budzety w usa przechodzi wiecej (~35%) a w ue mniej
                                >(4kilka%). inny jest tez zakres obowiazkow panstwa

                                A jaki to zakres "obowiązków państwa" widzisz w Europie ???
                                Ja żyję w kraju, gdzie stopa przewalania przez budzet i zus jest właśnie ok.
                                50% ( a nie żadne 4kilka) i wiem, że nigdy nie poszedłem po żaden zasiłek dla
                                bezrobotnych w czasie moich okresów bez pracy, bo mimo wyższych moich "składek"
                                tabelka jakiegoś debila ministerialnego dawła mi 200 czy 300 zł - niższe stawki
                                niż komuś płacącemu wcześniej "składki" kilka razy niższe, ale mającemu
                                jakiś "dłuższy staż".
                                Ja żyję w kraju, gdzie stopa przewalania przez budzet i zus jest właśnie ok.
                                50% i w potrzebie rzetelnych konsultacji medycznych musiałem zawsze korzystać z
                                wizyt u prywatnych lekarzy.
                                Ja żyję w kraju, gdzie stopa przewalania przez budzet i zus jest właśnie ok.
                                50% i głównymi "dobrodziejstwami naszego państwa" jakie widzę, to nakazywanie
                                mi kupowania paliwa w cenie 2 RAZY wyższej niż w USA, nakazywanie płacenia na
                                każdy towar VATu kilka razy wyższego niż całe podatki federalne i stanowe w USA.
                                Ja żyję w kraju, gdzie stopa przewalania przez budzet i zus jest właśnie ok.
                                50% i w przypadku przestępstwa jakiego bandyci dokonają na mojej rodzinie,
                                wiem, że policja, prokuratura i sądy wykażą się nieudolnością i pobłażliwością
                                wobec bandyty i cała ta machina zadba o przykładne i surowe ukaranie mnie,
                                gdybym zrobił krzywdę atakującemu bandycie.

                                I ponieważ dyskutujesz z kimś kto żyje w kraju, gdzie stopa przewalania przez
                                budzet i zus jest właśnie ok. 50%, NIE PIERDOL MI o jakichś "innych
                                obowiązakach" tego państwa rządzonego przez nieuków i kolesi. Za dobrze to znam.

                                I co te 2000 mld USD więcej w podatkach USA zmianiłoby obraz deficytów w
                                porównaniu z Europą czy mnie ?

                                >tylko ze my mowimy o zjawisku zadluzania sie nie jednej firmy ale calego sektor
                                >prywatnego. a to jest efekt makro ktory ciebie tez dotknie jesli ten sektor
                                >zbankrutuje en bloc

                                Nie rozumiesz bankructw. Bankrutują zawsze gorsi w stosunku do lepszych.
                                Bankructwo wszystkich w liberalnej gospodarce jest równie realne jak wymarcie z
                                głodu wszystkich drapieżników na sawannie afrykańskiej.

                                > > Państwu CONAJWYŻEJ może się
                                > > udawać spłacać poprzednie zobowiązania opodatkowując dzisiejszych podatni
                                >a wiec jednak jakis zysk jest skoro sie aplaca dlugi z odsetkami?

                                Tak samo jak "zyski wyciąga" głupia, rozrzutna żona, która spłąca jeden debet
                                drugim, a na koniec udaje się jej wykaraskać od banków, bo złożyła pozew o
                                rozwód i wykończyła finansowo swojego męża. Ona też wyciąga zyski,tak ?

                                > > A jak deficyt handlowy może być groźny w sytuacji braku jakiegokolwiek
                                > > deficytu budżetowego ? No ?
                                >tak jak w polsce 1997-1999. zagrozenie kolapsem waluty. przeinwestowanie przez
                                >prywatne firmy na kredyt z zagranicy

                                A jakie to zagrożenie dla waluty tworzyły "prywatne firmy" ? Piszesz bzdurę,
                                prywatnym firmom nawet utrata wartości byłaby na rękę.
                                Zagrożenie tworzyły pożyczki dewizowe (i rychły przymus zwrotu pożyczek
                                dfewizowych) rządowych rozpieprzaczy !
                                Może w Argentynie też collaps waluty stworzyły firmy prywatne, a nie budżet
                                zadłużony na sto kilkadzieisąt oprocent PKB ? Co ?

                                > > Wystarczy, że obcokrajowcy przeznaczają swój kapitał np. na zakupy
                                > > przedsiębiorstw(jak w USA) lub inwestycje(jak w Polsce) w danym kraju i .
                                > > deficyt handlowy wychodzi przez lat wiele.
                                >i dziwnym trafem potem rosnie bezrobocie. stoja pensje a zyski przedsiebiorstw
                                >wedruja... no gdzie?

                                "stoją pensje" - porównywałeś kiedykolwiek pensję Polaka sprzed lat 10-20-30-40
                                i dziś ? Widzę, że bazę danych z empirii masz ubogą, stąd te wnioski.

                                "rośnie bezrobocie" - potrafiłeś kiedyś znaleźć powiązanie wysokiego bezrobocia
                                z antyliberalnymi rządami ? Widzę, że dla Ciebie to "zmienna przypadkowa" i
                                fenomenu stałego, niskiego bezrobocia w USA w porównaniu z Europą, nijak nie da
                                się wytłumaczyć.

                                "zyski przedsiebiorstw wedruja" - zważywszy, że Schroeder wzywał Polskę do
                                podwyższania podatków z CIT, to on się pewnie przeraził dużego
                                napływu "wędrujących zysków z Polski". Tak ?


                                > > Tylko spróbuj jakoś udowodnić, że to szkodliwe jest dla danego kraju.
                                > > Jak widzisz, nie zawsze deficyt to zadłużanie się podmiotów krajowych.
                                >nie. moze byc jeszcze przejmowanie rynku

                                A co traci polski konsument i pracownik na tym, że firma się nazywa Opel
                                zamiast Fabryka Syrenek lub Auchan zamiast Supermarketu u Mietka ?

                                A no tak, w tych zachodnich to strasznie wyzyskują Polaków a w polskich to
                                polscy pracownicy panami są i z włascicielem jak równy z równym.
                                No tak, zapomniałem, a przecież telewizornia ciągle te "prawdy" potarza.
                                Dobrze, że do kogoś dotarły.

                                Czy już "sobie odpowiedziałem" co traci polski konsument i pracownik na tym, że
                                firma się nazywa Opel zamiast Fabryka Syrenek lub Auchan zamiast Supermarketu u
                                Mietka ?

                                > > Czy sądzisz, że gdyby tylko inwestycje zagraniczne w Polsce wywoływałyby
                                > > deficyt handlowy, to przyszłoby w przyszłości spowolnienie wzrostu i spad
                                > > konsumpcji w Polsce z tego powodu ? No ? Nie widzisz, że napisałeś fałszy
                                > > wniosek ?
                                >wlasnie ten przyklad sprzyja mojej tezie

                                Taaa, szczególnie gdy zapominasz z czego wyszła dyskusja i na koniec
                                przeciwieństwo "sprzyja Twojej tezie".

                                • bush_w_wodzie Re: tchnienie laponii 22.09.04, 17:02
                                  darr.darek napisał:

                                  > Liczy się deficyt skumulowany. Procencik w tą czy w tą jest tu mało istotny.
                                  >

                                  no ale my sie zastanawiamy kto teraz prowadzi lepsza polityke fiskalna. teraz a
                                  nie przez ostatnie 50 lat

                                  > > > to całkowicie obrazy deficytów. Prawda ? Prawda ?
                                  > >nieprawda bo przez budzety w usa przechodzi wiecej (~35%) a w ue mniej
                                  > >(4kilka%). inny jest tez zakres obowiazkow panstwa
                                  >
                                  > A jaki to zakres "obowiązków państwa" widzisz w Europie ???

                                  roznice sa np w finasowaniu sluzby zdrowia oswiaty i emerytur

                                  > Ja żyję w kraju, gdzie stopa przewalania przez budzet i zus jest właśnie ok.
                                  > 50% ( a nie żadne 4kilka) i wiem,
                                  ...
                                  > I ponieważ dyskutujesz z kimś kto żyje w kraju, gdzie stopa przewalania przez
                                  > budzet i zus jest właśnie ok. 50%, NIE PIERDOL MI o jakichś "innych
                                  > obowiązakach" tego państwa rządzonego przez nieuków i kolesi. Za dobrze to
                                  znam

                                  udalo ci sie wzbudzic moje wspolczucie ale nie przekonac mnie ze panstwa
                                  europejskie finansuja wiecej uslug dla ludnosci niz usa

                                  > I co te 2000 mld USD więcej w podatkach USA zmianiłoby obraz deficytów w
                                  > porównaniu z Europą czy mnie ?

                                  juz pisalem ze to nie jest 2 bln tylko mniej i ze inna jest struktura wydatkow
                                  wiec twoje porownanie jest... niedopracowane



                                  > >tylko ze my mowimy o zjawisku zadluzania sie nie jednej firmy ale calego s
                                  > ektor
                                  > >prywatnego. a to jest efekt makro ktory ciebie tez dotknie jesli ten sekto
                                  > r
                                  > >zbankrutuje en bloc
                                  >

                                  > Nie rozumiesz bankructw. Bankrutują zawsze gorsi w stosunku do lepszych.
                                  > Bankructwo wszystkich w liberalnej gospodarce jest równie realne jak wymarcie
                                  z
                                  > głodu wszystkich drapieżników na sawannie afrykańskiej.

                                  jesli te drapiezniki zywilyby sie krowami dostarczanymi z afryki polnocnej... to
                                  czemu nie?

                                  > > > Państwu CONAJWYŻEJ może się
                                  > > > udawać spłacać poprzednie zobowiązania opodatkowując dzisiejszych p
                                  > odatni
                                  > >a wiec jednak jakis zysk jest skoro sie aplaca dlugi z odsetkami?
                                  >
                                  > Tak samo jak "zyski wyciąga" głupia, rozrzutna żona, która spłąca jeden debet
                                  > drugim, a na koniec udaje się jej wykaraskać od banków, bo złożyła pozew o
                                  > rozwód i wykończyła finansowo swojego męża. Ona też wyciąga zyski,tak ?

                                  panstwa sie rozwijaja gospodarczo wiec jednak wyciagaja realny zysk

                                  >
                                  > > > A jak deficyt handlowy może być groźny w sytuacji braku jakiegokolw
                                  > iek
                                  > > > deficytu budżetowego ? No ?
                                  > >tak jak w polsce 1997-1999. zagrozenie kolapsem waluty. przeinwestowanie p
                                  > rzez
                                  > >prywatne firmy na kredyt z zagranicy
                                  >
                                  > A jakie to zagrożenie dla waluty tworzyły "prywatne firmy" ? Piszesz bzdurę,
                                  > prywatnym firmom nawet utrata wartości byłaby na rękę.
                                  > Zagrożenie tworzyły pożyczki dewizowe (i rychły przymus zwrotu pożyczek
                                  > dfewizowych) rządowych rozpieprzaczy !

                                  bzdura. dokaldnie przeciwnie

                                  > Może w Argentynie też collaps waluty stworzyły firmy prywatne, a nie budżet
                                  > zadłużony na sto kilkadzieisąt oprocent PKB ? Co ?

                                  wrzuce cos moze o argentynie za chwile

                                  >
                                  > > > Wystarczy, że obcokrajowcy przeznaczają swój kapitał np. na zakupy
                                  > > > przedsiębiorstw(jak w USA) lub inwestycje(jak w Polsce) w danym kra
                                  > ju i .
                                  > > > deficyt handlowy wychodzi przez lat wiele.
                                  > >i dziwnym trafem potem rosnie bezrobocie. stoja pensje a zyski przedsiebio
                                  > rstw
                                  > >wedruja... no gdzie?
                                  >
                                  > "stoją pensje" - porównywałeś kiedykolwiek pensję Polaka sprzed lat
                                  10-20-30-40
                                  > i dziś ? Widzę, że bazę danych z empirii masz ubogą, stąd te wnioski.

                                  mnie chodzi o lata po inwestycjach: 1998-2004. sprawdz sobie jak szybko rosl
                                  realny fundusz plac

                                  >
                                  > "rośnie bezrobocie" - potrafiłeś kiedyś znaleźć powiązanie wysokiego
                                  bezrobocia
                                  > z antyliberalnymi rządami ? Widzę, że dla Ciebie to "zmienna przypadkowa" i
                                  > fenomenu stałego, niskiego bezrobocia w USA w porównaniu z Europą, nijak nie
                                  da
                                  > się wytłumaczyć.

                                  w polsce o ktorej mowimy bezrobocie mialo inne zrodlo

                                  > "zyski przedsiebiorstw wedruja" - zważywszy, że Schroeder wzywał Polskę do
                                  > podwyższania podatków z CIT, to on się pewnie przeraził dużego
                                  > napływu "wędrujących zysków z Polski". Tak ?

                                  kwestia rejestracji siedziby firmy do celow opodatkowania z miejscem konsumpcji
                                  dochodu firmy to dwie rozne sprawy

                                  >
                                  >
                                  > > > Tylko spróbuj jakoś udowodnić, że to szkodliwe jest dla danego kraj
                                  > u.
                                  > > > Jak widzisz, nie zawsze deficyt to zadłużanie się podmiotów krajowy
                                  > ch.
                                  > >nie. moze byc jeszcze przejmowanie rynku
                                  >
                                  > A co traci polski konsument i pracownik na tym, że firma się nazywa Opel
                                  > zamiast Fabryka Syrenek lub Auchan zamiast Supermarketu u Mietka ?
                                  >

                                  to ze zysk z dzialania tej firmy zasila kieszen emeryta za granica

                                  > A no tak, w tych zachodnich to strasznie wyzyskują Polaków a w polskich to
                                  > polscy pracownicy panami są i z włascicielem jak równy z równym.
                                  > No tak, zapomniałem, a przecież telewizornia ciągle te "prawdy" potarza.
                                  > Dobrze, że do kogoś dotarły.

                                  nie zartuj. chodzi tylko i wylacznie o to ze taki np auchan wysyla swoje zyski
                                  do centrali a pan mnietek konsumuje je na miejscu. ba jeszcze w dodatku zasilku
                                  nie wezmie i podatki zaplaci (wyzsze niz cit aktualnie)


                                  >
                                  > Taaa, szczególnie gdy zapominasz z czego wyszła dyskusja i na koniec
                                  > przeciwieństwo "sprzyja Twojej tezie".
                                  >

                                  inwestycje ktore naplynely do polski pod koniec lat 90 mialy skutki w postaci
                                  zahamowania konsumpcji w latach 2000-2003. nada to mamy. konsumpcja prywatna i
                                  inwestycje rosna wolniej niz pkb
                  • darr.darek parafraza Orwella:"zły pieniądz-dobrze, dobry-źle" 20.09.04, 11:41
                    Gość portalu: jac napisał(a):
                    >przeciez gospodarki krajow europejskich (tych liczacych sie: Niemcy, Fra,
                    >Wlochy, Gbr) sa w duzych opalach - znacznie wieksze bezrobocie niz w USA i
                    >mniejszy wzrost GBP niz w USA i dodatkowo silne Euro - cos tu musi peknac w
                    >koncu. Mysle, ze Europa nie wytrzyma tego wysokiego kursu Euro na dluzsza mete.

                    To nie wysoki kurs Euro sprawia, że EU słabo stoi. Wg takiego podejścia, to
                    najlepiej "stałyby" gospodarki ze śmieciowym, ciągle taniejącym pieniądzem (np.
                    schyłkowe PRL). Analogicznie wyższy kurs dolara do euro kilka-kilkanaście lat
                    temu, świadczyłby wtedy o ... słabej, ówczesnej kondycji gospodarki USA. Tak ?

                    Europę zabijają podatki, głupie rozpieprzanie budżetowe i słabnąca
                    (m.in.wskutek tego) relatywna wydajność pracy. Wydajność pracy słabnie w
                    Europie tak wobec USA, jak i relatywnie wobec krajów azjatyckich (w tych
                    ostatnich wydajność pracy nieprzerwanie rośnie - w Europie, stoi w miejscu).

                • darr.darek Re: He he :) 20.09.04, 11:32
                  forall4a napisała:
                  > niech sie teraz boja deflacji. nie, nie cen buleczek czy ogorkow ale deflacji
                  > cen papierow wartosciowych.

                  A od kiedy to papiery wartościowe wchodzą do "koszyka zakupów" i wpływają na
                  wskaźnik inflacji ? chyba, że rozpropagujesz papier wartościowy jako niezbędny
                  zakup dla każdej gospodayni domowej - wymyśl np. jakiś przepis na "papier
                  wartościowy w sosie beszamelowym".
                  • Gość: pawel-l Re: He he :) IP: 213.17.165.* 20.09.04, 12:49
                    darr.darek napisał:

                    > forall4a napisała:
                    > > niech sie teraz boja deflacji. nie, nie cen buleczek czy ogorkow ale defl
                    > acji
                    > > cen papierow wartosciowych.
                    >
                    > A od kiedy to papiery wartościowe wchodzą do "koszyka zakupów" i wpływają na
                    > wskaźnik inflacji ? chyba, że rozpropagujesz papier wartościowy jako
                    niezbędny
                    > zakup dla każdej gospodayni domowej - wymyśl np. jakiś przepis na "papier
                    > wartościowy w sosie beszamelowym".

                    A pytanie czy nie powinny ? Tak samo jak nieruchomości.
                    Ponieważ nie da się tego zjeść ?
                    A może ich tam nie ma bo jest to wygodne dla polityków ?
                  • forall4a Re: He he :) 20.09.04, 13:49
                    Przede wszystkim czy wskaznik cen moze byc wskaznikiem inflacji???

                    Jesli wiesz jak sie tworzy inflacje w systemie z bankiem centralnym i ulamkowa
                    rezerwa kapitalowa, to stwierdzisz latwo ze wskaznik cen artykulow konsumcyjnych
                    jest strasznie felerny.

                    Co do powiazania rynku kapitalowe z koszykiem zakupow to np. w USa istnieje
                    bardzo silne powiazanie poprzez skladnik tzw shelter czy wydatkow na mieszkanie.
                    A ceny mieszkan bardzo zaleza od stop procentowych tzn im mniejsze stopy % tym
                    wieksze ceny mieszkan. Dodatkowo kredyty na domy sa sekurytyzowane, pakuje sie
                    wiele kredytow w jeden papier wartosciowy i zabezpiecza majatkiem domu. Popatrz
                    sobie w opracowaniach co to jest ABS czy tez MBS.

                    pzdr

                    • Gość: pawel-l Re: He he :) IP: 213.17.165.* 20.09.04, 14:42
                      Akurat w Stanach macherzy od inflacji wymyślili żeby do inflacji wliczać koszt
                      wynajmu mieszkań a nie sam wzrost cen nieruchomości (mimo tego że większość
                      mieszka we własnych domach a nie wynajmuje).
                      W ostatnich latach ceny domów wzrosły znacząco a "rent" prawie wcale.
                      W Wielkiej Brytani do inflacji liczy się wzrost cen nieruchomości. Dlatego też
                      stopy% podnosili już 4 razy.
                    • darr.darek Re: He he :) 20.09.04, 16:21
                      forall4a napisała:
                      > Przede wszystkim czy wskaznik cen moze byc wskaznikiem inflacji???

                      Definicja wskaźnika inflacji wywodzi się z pomiarów wzrostu cen towarów i usług
                      krajowych w walucie krajowej. Stąd pytanie jest analogiczne do pytania : "czy
                      wskaźnik mocy auta może pochodzić od mocy silnika auta".

                      >Jesli wiesz jak sie tworzy inflacje w systemie z bankiem centralnym i ulamkowa
                      >rezerwa kapitalowa, to stwierdzisz latwo ze wskaznik cen artykulow konsumcyjnyc
                      >jest strasznie felerny.

                      A co ma wskaźnik cen i jego "felerność"(?!) do systemu bankowego z bankiem
                      centralnym ? Tylko to, że CAŁKOWITY nadzór i odpowiedzialność za wartość
                      waluty, i tym samym za długookresową wartość inflacji, ponosi bank centralny.
                      Coś jeszcze ? Coś co sprawia ... "felerność" ?

                      >Co do powiazania rynku kapitalowe z koszykiem zakupow to np. w USa istnieje
                      >bardzo silne powiazanie poprzez skladnik tzw shelter czy wydatkow na mieszkanie
                      >A ceny mieszkan bardzo zaleza od stop procentowych tzn im mniejsze stopy % tym
                      >wieksze ceny mieszkan. Dodatkowo kredyty na domy sa sekurytyzowane, pakuje sie
                      >wiele kredytow w jeden papier wartosciowy i zabezpiecza majatkiem domu. Popatrz
                      >sobie w opracowaniach co to jest ABS czy tez MBS.

                      A co to jest ABS i MBS ? Jeśli nie potrafisz tego opisać krótkimi zdaniami, nie
                      odsyłaj mnie, abym sam się z tym zapoznawał (może mam jeszcze to opisać?) .

                      A ujmując cenę mieszkań do inflacji (wg mnie naturalne, wg pawla-l - w USA
                      niestosowane), bank centralny musiałby się starać o zmniejszenie deprecjacji
                      waluty, w sytuacji rosnących cen mieszkań i stojących w miejscu cen pozostałych
                      towarów i usług.
                      Coś by się stało "strasznego" w takim modelu ?


                      • forall4a Re: He he :) 20.09.04, 20:09
                        > Definicja wskaźnika inflacji wywodzi się z pomiarów wzrostu cen towarów i usług
                        >
                        > krajowych w walucie krajowej. Stąd pytanie jest analogiczne do pytania : "czy
                        > wskaźnik mocy auta może pochodzić od mocy silnika auta".
                        >

                        No to badzmy konsekwentni i doliczmy do towarow i uslug papiery wartosciowe.
                        Produkt jakim jest papier wartosciowy w danej jednostce rozliczeniowej tez ma
                        swoja inflacje. I czemu zaden wskaznik nie pokazuje tego ??

                        > A co ma wskaźnik cen i jego "felerność"(?!) do systemu bankowego z bankiem
                        > centralnym ? Tylko to, że CAŁKOWITY nadzór i odpowiedzialność za wartość
                        > waluty, i tym samym za długookresową wartość inflacji, ponosi bank centralny.
                        > Coś jeszcze ? Coś co sprawia ... "felerność" ?
                        >

                        No walasnie to ze wskaznik 'czasem' pokazuje to co jest wygodne do pokazania.
                        Tak jak w USA gdzie latwiej jest pokazac ceny czynszow zamiast ceny domow.
                        Pierwsze stoja w miejscu a drugie galopuja. Co nasz polityku masz do pokazania
                        swojemu ludowi?

                        Generalnie sugerowalbym Tobie przewertowanie ksiazek von Misesa i Rothbarda.
                        POczytaj sobie jak banki tworza pieniadze z niczego w systemie z czesciowa
                        rezerwa. Poczytaj o inflacji i deflacji. Wiecej skorzystasz na tym anizeli
                        piszac tu na forum swoje uczone bzdurki.

                        pzdr
                        • darr.darek Re: He he :) 21.09.04, 15:20
                          forall4a napisała:
                          > > Definicja wskaźnika inflacji wywodzi się z pomiarów wzrostu cen towarów i
                          > > usług krajowych w walucie krajowej.
                          >No to badzmy konsekwentni i doliczmy do towarow i uslug papiery wartosciowe.

                          A po co ? Przecież to nie jest towar potrzebny do życia. Argumentację Jankesa,
                          że do życia niezbędne jest ujmowanie ceny wynajmu mieszkania zamiast ceny
                          samego mieszkania (jedno z drugim silnie koreluje), można jeszcze zrozumieć.
                          Gdyby ktoś napisał, że ani cena mieszkania ani wynajmu nie jest potrzebna do
                          życia pisałby z kolei oczywistą brednię.

                          Jak Ty chcesz wytłumaczyć, że do życia niezbędne jest kupowanie akcji spółek
                          giełdowych ? No ? Ciekawe, jak ?

                          > Generalnie sugerowalbym Tobie przewertowanie ksiazek von Misesa i Rothbarda.
                          > POczytaj sobie jak banki tworza pieniadze z niczego w systemie z czesciowa
                          > rezerwa. Poczytaj o inflacji i deflacji. Wiecej skorzystasz na tym anizeli
                          > piszac tu na forum swoje uczone bzdurki.

                          Wiesz, moim zdaniem, to u Ciebie widzę "uczone bzdurki" (jedna z nich to
                          właśnie próba wykazania owej "niezbędności papieru wartośc.do życia").
                          I po co ja mam czytać o infacji i deflacji, jeśli to Ty nie znałeś definicji ?

                          I nie chce mi się po raz setny tłumaczyć mity o "tworzeniu (kredytu, pieniądza
                          itd.) z niczego" - mam radę : stwórz na wzór swoich pomysłów "coś z niczego".
                          Zyskasz bogactwo i udowodnisz jak to prosto naśladować bank centralny.


                          Pozdr
                          • forall4a Re: He he :) 21.09.04, 15:37
                            > I nie chce mi się po raz setny tłumaczyć mity o "tworzeniu (kredytu, pieniądza
                            > itd.) z niczego" - mam radę : stwórz na wzór swoich pomysłów "coś z niczego".
                            > Zyskasz bogactwo i udowodnisz jak to prosto naśladować bank centralny.
                            >

                            Powiedzialem juz abys przewertowal ww. ksiazki. Nie mecz sie aby udowodnic, ze
                            Lokaty=Kredyty, kiedy tak po prostu nie jest. Tak bylo kiedys, a dodatkowo mamy
                            dzisiaj wiecej form pienieznych niz tylko gotowka. Do tworzenia pieniedzy z
                            niczego prawa nie mam, bo monopol na to ma NBP czy Fed tudziez inny kartel.
                            • darr.darek Re: He he :) 21.09.04, 17:33
                              forall4a napisała:
                              >Powiedzialem juz abys przewertowal ww. ksiazki. Nie mecz sie aby udowodnic, ze
                              >Lokaty=Kredyty, kiedy tak po prostu nie jest. Tak bylo kiedys, a dodatkowo mamy
                              >dzisiaj wiecej form pienieznych niz tylko gotowka. Do tworzenia pieniedzy z
                              >niczego prawa nie mam, bo monopol na to ma NBP czy Fed tudziez inny kartel.

                              No to jeśli NBP z naszego biednego kraju ma taką moc tworzenia "czegoś z
                              niczego" to może zażądaj, aby nagle pomnożyli choćby zasoby gotówki w Polsce i
                              z ponad 50mld PLN zrobili wielokrotność np. razy 8 i aby wyszło im "coś z
                              niczego" w nowej wartości 400mld PLN.
                              Popatrz, same zyski :
                              1. NBP może, zgodnie z Twoją teorią robić "coś z niczego"
                              2. "nam się należy" coś z niczego, bo nie najbogatsi jesteśmy
                              3. 400mld PLN, czyli równowartość ponad 100mld USD, spłata całego zadłużenia
                              wewnętrznego i jeszcze zostaje.
                              4. następne "kroki" kreowania czegoś z niczego, to już uzyskanie wartości
                              800mld USD ze 100, następne to 6400 mld USD z 800 i ... jak łatwo być bogatym.
                              Tak ?

                              Tylko mi nie pisz, że tak sobie kroków "kreowania" nie można wykonywać, bo
                              zasoby ograniczone zdolnościami tworzenia lokat w społeczeństwie .
                              Bo dojdziesz do tych samych wniosków, o których ciągle piszę, że KREDYTY=LOKATY
                              i owszem 50 mld PLN można "wykreować z niczego" pod warunkiem, że krajowe
                              podmioty przyjmą te 50 mld PLN jako własny depozyt/lokatę . I jeszcze dojdziesz
                              do wniosku, że dodatkowe 750mld PLN spowodowałoby jedynie to, że wartość tych
                              wynikowych 800mld PLN nie równałaby się 13mld USD, a spadłaby zaledwie do ...
                              paru mld USD (conajwyżej).
                              No to jak tam z wnioskami o tworzeniu "czegoś z niczego" ?
                              Będziemy krezusami w trzech krokach czy nie ?


                              • forall4a Re: He he :) 21.09.04, 18:22
                                NBP podobniez jakikolwiek inny kartel bankowy ma wylaczne prawo do monetyzacji
                                dlugow czyli spieniezania roznorodnych papierow wartosciowych nie posiadajac na
                                to wlasciwych srodkow. One powstaja kiedy istnieje potrzeba sytuacji np. w
                                czasie kryzysu kiedy trzeba zapewnic plynnosc dla systemu bankowego. Wystarczy
                                nacisnac przycisk "Kup" i BC ma Twoje obligacje. Powiedz mi skad wzielo sie
                                prawie $300 mld w czasie krachu po 11 wrzesnia 2001? Wg Ciebie to sa ciezko
                                zarobione pieniedze ;)) Misiu poczytaj sobie powyzsze ksiazeczki i zobacz jak
                                sie robi pieniadze(kredyty) z niczego. Zobacz ile dolarow kredytu bank
                                komercyjny moze sobie utworzyc majac 10 dolarow depozytu. No i przesledz
                                historie bankowosci i zobacz ze czasy kiedy kredyty=lokatom minely jakies 400
                                lat temu. Gdyby kredyty=lokatom to USD w dalszym ciagu rownalby sie 1 uncji
                                zlota i nie trzebaby bylo jego dewaulowac. Skad te dewalucje? Z nadmiaru lokat
                                czy tez z nadmiaru pustych pieniedzy stworzonych przez system bankowy z
                                czesciowa rezerwa?
                                • darr.darek Re: He he :) 21.09.04, 21:28
                                  forall4a napisała:
                                  >NBP podobniez jakikolwiek inny kartel bankowy ma wylaczne prawo do monetyzacji
                                  >dlugow czyli spieniezania roznorodnych papierow wartosciowych nie posiadajac na
                                  >to wlasciwych srodkow.

                                  A ja Ci napiszę, że ta "monetyzacja" nie zależy od żadnych długów, papierów
                                  wartościowych ani od żadnych "właściwych środków".
                                  Skala emisji pieniądza papierowego i REALNA wartość tej emisji zależą wyłącznie
                                  od skali i zdolności wytwórczych (a tym samym skali sprzedaży) gospodarki,
                                  która obligatoryjnie przyjmuje tą państwową walutę.
                                  I co Ty na to ?

                                  > One powstaja kiedy istnieje potrzeba sytuacji np. w
                                  > czasie kryzysu kiedy trzeba zapewnic plynnosc dla systemu bankowego. Wystarczy
                                  > nacisnac przycisk "Kup" i BC ma Twoje obligacje. Powiedz mi skad wzielo sie
                                  > prawie $300 mld w czasie krachu po 11 wrzesnia 2001? Wg Ciebie to sa ciezko
                                  > zarobione pieniedze ;)) Misiu poczytaj sobie powyzsze ksiazeczki i zobacz jak
                                  > sie robi pieniadze(kredyty) z niczego.

                                  Wpadasz w otchłań ignoranctwa. Pomiająjąc spory czy Bush kazał przekazać na WTC
                                  30mld USD czy jak wg Ciebie ... 300 mld USD.
                                  Jeśli dla Ciebie wydatki rzędu 30 lub 300 mld USD są "nierealne" i "nie mogą
                                  pochodzić z ciężkiego zarobkowania" i "ktoś musi je ... wykreować", to radzę Ci
                                  zapoznać się trochę z wartością PKB USA, globalną wartością wydatków choćby na
                                  głupią Colę i ... dopiero potem wziąć się za wypowiedzi na forum.

                                  Identycznie jak Tobie, Nikaraguańczykowi nie od pojęcia może się wydawać, że w
                                  metro warszawskie wpieprzono kilkanaście miliardów PLN i pewnie na swoim
                                  nikaraguańskim forum udowadnia, że to musiało się z kreacji wziąć,
                                  bo "nierealne, aby z ciężkiej pracy Polaków kilkanaście miliardów PLN-ów dało
                                  się na to metro zebrać".

                                  > Zobacz ile dolarow kredytu bank
                                  > komercyjny moze sobie utworzyc majac 10 dolarow depozytu.

                                  Zgodnie z zasadami księgowości, z aktywów 10 dolarów depozytu, bank (i inne
                                  przedsiębiorstwo też) może je przekształcić na aktywa 10 dol. kredytu. A po
                                  stronie pasywów ma zapisane 10 dol. lokaty, bo z tej pozycji pasywów była
                                  sfinansowana ta RÓWNOWARTA pozycja aktywów.
                                  Ty pewnie księgowość i rachunkowość traktujesz z podobnym pobłażaniem jak dawny
                                  sklepikarz traktował "całe rachowanie ponad dodawanie". To jakieś pierdoły,
                                  prawda ?
                                  A równość pasywów i aktywów, to wg Ciebie, też pierdoły. No przecież z 10 dol.
                                  pasywów da się zrobić 80 dol. aktywów, prawda ? No, zgadłem ?
                                  Tylko czemu te banki ciągle bilanse z równością aktywów i pasywów podają.
                                  Wiem ! tajne działania maskujące ! Zgadłem ?


                                  > No i przesledz
                                  > historie bankowosci i zobacz ze czasy kiedy kredyty=lokatom minely jakies 400
                                  > lat temu. Gdyby kredyty=lokatom to USD w dalszym ciagu rownalby sie 1 uncji
                                  > zlota i nie trzebaby bylo jego dewaulowac. Skad te dewalucje? Z nadmiaru lokat
                                  > czy tez z nadmiaru pustych pieniedzy stworzonych przez system bankowy z
                                  > czesciowa rezerwa?

                                  Deprecjacja, wyjaśnię Ci, wynika z ciągłego dodrukowywania pieniądza
                                  papierowego, które to dodrukowywanie tworzy się w celu ... zyskiwania przez
                                  bank centralny "premii emisyjnej" za deprecjację waluty.
                                  Gdyby FED uparcie, przez 100 lat, decydował się na ZEROWĄ deprecjację dolara,
                                  jego wartość nadal byłaby niezmienna do uncji złota, całkowita emisja
                                  wynosiłaby dziś 35mld USD zamiast 700mld USD.
                                  A wracając do realnego świata, FED każe drukować w ostatnich latach ok. 40mld
                                  USD na rok, z czego 20-30mld USD drukuje się w celu OBNIŻENIA wartości
                                  pieniądza i ZYSKIWANIA owej "premii". A może uważasz, że "premia" 20-30mld USD
                                  na rok nie jest warta decyzji o deprecjonowaniu dolara i nikt na to by się nie
                                  połakomił.
                                  Oczywiście, abyś nie wymyślał, że te dziesiątki miliardów dolarów rocznie "jest
                                  kreowane z niczego" popowiem Ci, że to "podatek" okradający pozostałych
                                  posiadaczy dolarów na całym świecie.

                                  Powyższe nie zmienia to w niczym równości KREDYTY=LOKATY, choć mam wątpliwości
                                  czy zrozumiesz tą prostą zasadę.
    • Gość: pawel-l Re: kiedy kurs dolara w stosunku do euro wzrosnie IP: 213.17.165.* 21.09.04, 08:08
      Jak już zaczeliśmy dyskutować o mieszkaniach(dzisiejsza Wyborcza):

      Najdrożej w Hongkongu

      Według badań tygodnika przez ostatni rok ceny mieszkań i domów najszybciej
      rosły w Hongkongu wzrost o 28,7 proc. Na kolejnych miejscach jest RPA - 25,5
      proc. drożej oraz Nowa Zelandia (22,1 proc).

      Podwyżki nie ominęły USA. Przeciętny Amerykanin na nowy dom musi wydać o 9,4
      proc. więcej niż przed rokiem. To największy przyrost cen nieruchomości w tym
      kraju od lat 70. ubiegłego wieku.

      Mieszkaniowy szał ogarnął Hiszpanów - w atrakcyjnych turystycznie
      miejscowościach Półwyspu Iberyjskiego za m kw. trzeba zapłacić nawet o 50 proc.
      więcej niż we wrześniu ubiegłego roku, Francuzów (wzrost o 14,5 proc.), oraz
      Brytyjczyków (podwyżka o 13,8 proc.).

      Ceny nieruchomości rosną nie tylko w zachodniej Europie, ale i w Środkowo-
      Wschodniej.

      Jak wynika z raportu agencji nieruchomości Ober Haus, ziemia budowlana dookoła
      Wilna zyskała na wartości przez ostatni rok od 20 do 50 proc. W centrum miasta
      metr mieszkania kosztuje już 1,7 tys. euro. To o 50 proc. drożej niż rok temu.
      Podobnie jest w Rydze - podwyżka o 20 proc. oraz Tallinie - plus 11 proc.
    • bush_w_wodzie darrkowi o argentynie 22.09.04, 17:27
      Table 1 shows the Argentine government's revenues, spending, and interest
      payments for the years 1993-2000. If one looks only at the total budget balance,
      the numbers generally reported in the press, it looks as though there is a
      significant loosening of fiscal policy during this period. The budget goes from
      a surplus of $2.7 billion pesos[2] (1.2 percent of GDP) in 1993 to a deficit of
      $6.8 billion (2.4 percent of GDP) in 2000. This is a significant change in the
      government's fiscal position, although it is worth emphasizing that a deficit of
      2.4 percent of GDP, the largest in this period[3], is still relatively modest
      for a nation in a deep recession, with more than 16 percent unemployment. For
      comparison, the United States ran a budget deficit amounting to 4.7 percent of
      our economy (or GDP) coming out of the last recession; 1983, at the end of a
      more serious downturn, the deficit was 6 percent of GDP.[4]

      Nonetheless, even this modest deficit, and the shift from surplus at the
      beginning of the period, does not accurately represent the government'sfiscal
      policy. To see this we must look at the primary balance-that is, the
      government's spending other than interest payments, subtracted fromrevenues.
      This appears in Table 1. The primary balance moves from a surplus of $5.6
      billion (2.4 percent of GDP) in 1993 to $2.9 billion (about 1.0 percent of GDP)
      in 2000, a very modest deterioration.

      Furthermore, none of this deterioration occurred on the spending side.
      Government spending, excluding interest, was essentially flat over the period.
      It was 19.1 percent of GDP in 1993, and 18.9 percent of GDP in 2000, despite the
      severe recession of the later years, as shown in figure 1. All of the
      deterioration occurred on the revenue side, as tax collections fell off during
      the recession, a normal and economically desirable development

      <..>

      The overvalued peso damaged the economy by further undermining confidence in the
      exchange rate regime, and also by worsening the current account, especially in
      services. It is worth noting that Argentina's increased interest payments from
      1993-2000 also showed up in the current account, leading to deficits there as
      well. For example, in 1998, the current account deficit peaked at $14.6 billion,
      or 4.9 percent of GDP; over half of this
      deficit was due to interest payments.

      <...>
      The Asian economic crisis spread first to Russia and then to Brazil, where it
      led to the collapse of the Brazilian real in January of 1999. By this time the
      collapse of Argentina's fixed exchange rate was inevitable, and it was only a
      matter of how long it would take, and how much more the economy would be
      sacrificed in order to avoid devaluation and/or default. The economy lapsed into
      recession in the second half of 1998 and never recovered. Repeated attempts to
      restore confidence in the overvalued peso through spending cuts, and loans
      arranged through the IMF-including a $40 billion dollar loan package in December
      of 2000-could not reverse the downward spiral. In 2001 there were accelerating
      withdrawals from the banking system, leading to riots, political crisis, the
      collapse of the government, default, and devaluation.

      calosc:

      www.cepr.net/IMF/what_happened_to_argentina.htm
      wnioski:

      w argentynie wyzsze byly deficyty obrotow biezacych niz budzetowe. rzad
      prowadzil bardzo twarda polityke fiskalna. wydatki budzetu byly niskie
      nominalnie i jako czesc pkb. mimo to doszlo do bankructwa kraju poprzedzonego
      krachem gospodarczym. poprzedzonego. calkiem inaczej niz to sobie wyobrazales
      co?
      • darr.darek darrkowi o argentynie - ktomuś_kto_nie_lubi_BUSHA 23.09.04, 15:20
        bush_w_wodzie napisał:
        > wnioski:
        > w argentynie wyzsze byly deficyty obrotow biezacych niz budzetowe. rzad
        > prowadzil bardzo twarda polityke fiskalna. wydatki budzetu byly niskie
        > nominalnie i jako czesc pkb. mimo to doszlo do bankructwa kraju poprzedzonego
        > krachem gospodarczym. poprzedzonego. calkiem inaczej niz to sobie wyobrazales
        > co?

        Widzę, że Ty ciągle sobie to wyobrażasz ... inaczej.

        Pogubiłeś się w jakichś procencikach, że niby w takim roku 2000 (przed krachem)
        to argentyńscy, czerwoni rzopieprzacze tylko 2.4% PKB deficytu mieli (że tacy
        porządni - gdyby nie 2.4% to wydaliby tylko tyle co mieli z podatków) i jak to
        w ogóle wydatki budżetowe u nich nizutkie były.
        No i jeśli chodzi o rozpieprzanie czerwonych, to wynika, że u nich "miodzio"
        było i już. TAK ???

        Tylko jakoś, gdy po raz kolejny Cię wezwę do oglądania najważniejszego,
        SKUMULOWANEGO defictu budżetowego, to wynika, że SAMEGO ZAGRANICZNEGO
        ZADŁUŻENIA BUDŻETOWEGO mieli ... 128 miliardów USD !!!
        A ile wewnętrznego zadłuzenia to mogę tylko sobie szacować, wg wskaźnika STU
        KILKUDZIESIĘCIU PROCENT (ówczesnego) PKB zadłuzenia budżetowego. Czyli "u
        swoich" wierzycieli mieli długu drugie tyle co u obcych.

        Cytuję za artykułem z Newsweeka :
        "Argentyna (..) Teraz stoi na krawędzi gospodarczego załamania. Dług
        zagraniczny, przekraczający już 128 miliardów dolarów, obciąża niemiłosiernie
        finanse publiczne, tak samo jak 2,3-milionowa armia bezrobotnych (na 37
        milionów obywateli)"

        newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=131
        Przypomnę jeszcze, że wg "SKORYGOWANEGO" na dziś PKB (dziś Argentyńczyk wg
        World Bank ma niższy PKB na głowę niż Polak!), to samo zadłużenie zagranicze
        przed krachem wynosi ponad 80% owego "skorygowanego na dziś" PKB.

        • bush_w_wodzie darrkowi o dlugu zagranicznym i publicznym 23.09.04, 17:12
          darr.darek napisał:

          > bush_w_wodzie napisał:
          > > wnioski:
          > > w argentynie wyzsze byly deficyty obrotow biezacych niz budzetowe. rzad
          > > prowadzil bardzo twarda polityke fiskalna. wydatki budzetu byly niskie
          > > nominalnie i jako czesc pkb. mimo to doszlo do bankructwa kraju poprzedzo
          > nego
          > > krachem gospodarczym. poprzedzonego. calkiem inaczej niz to sobie wyobraz
          > ales
          > > co?
          >
          > Widzę, że Ty ciągle sobie to wyobrażasz ... inaczej.
          >

          nie ja sobie wyobrazam tylko fakty sa inne niz twierdzisz. ja wiem ze to nie
          jest sympatyczne jak fakty zaprzeczaja naszej ulubionej teorii ale to naprawde
          nie jest moja wina

          >
          > Pogubiłeś się w jakichś procencikach, że niby w takim roku 2000 (przed
          krachem)
          >
          > to argentyńscy, czerwoni rzopieprzacze tylko 2.4% PKB deficytu mieli (że tacy
          > porządni - gdyby nie 2.4% to wydaliby tylko tyle co mieli z podatków) i jak to
          > w ogóle wydatki budżetowe u nich nizutkie były.

          2.4% w 2000 roku to byl juz rekordowy poziom deficytu budzetowego. wczesniej
          bylo lepiej. kazdy ekonomista ci powie ze deficyt budzetowy na tym poziomie nie
          wyglada groznie. setki krajow tak maja (albo wiecej) a zbankrutowala akurat
          argentyna. niewygodny fakt co?

          > No i jeśli chodzi o rozpieprzanie czerwonych, to wynika, że u nich "miodzio"
          > było i już. TAK ???

          tak. polityka fiskalna byla dosyc ciasna i nie ona spowodowala kryzys

          >
          > Tylko jakoś, gdy po raz kolejny Cię wezwę do oglądania najważniejszego,
          > SKUMULOWANEGO defictu budżetowego, to wynika, że SAMEGO ZAGRANICZNEGO
          > ZADŁUŻENIA BUDŻETOWEGO mieli ... 128 miliardów USD !!!

          darrku. nauczylbys sie najpierw ze zadluzenie zagraniczne i zadluzenie budzetowe
          to sa dwie zupelnie rozne rzeczy. odsylam cie do analizy kogos kto jest dosyc
          wiarygodny. jest to bowiem wierzyciel zagraniczny argentyny. bnp paribas -
          slyszales?

          economic-research.bnpparibas.com/.../0/38464AE77204DA21412568A900341D38/$File/C0003_a2.pdf?OpenElement
          graph 11 na stronie 6 pokazuje jaka jest struktura obslugi dlugu zagranicznego
          argentyny. z zaskoczeniem zauwazysz ze wiekszosc dlugu zagranicznego to dlug
          sektora prywatnego

          > A ile wewnętrznego zadłuzenia to mogę tylko sobie szacować, wg wskaźnika STU
          > KILKUDZIESIĘCIU PROCENT (ówczesnego) PKB zadłuzenia budżetowego. Czyli "u
          > swoich" wierzycieli mieli długu drugie tyle co u obcych.

          zaraz poszukam czegos o dlugu publicznym argentyny bo chyba nie zadowolimy sie
          wypocinami kogos piszacego po amatorsku w marie claire dla panow

          >
          > Cytuję za artykułem z Newsweeka :
          > "Argentyna (..) Teraz stoi na krawędzi gospodarczego załamania. Dług
          > zagraniczny, przekraczający już 128 miliardów dolarów, obciąża niemiłosiernie
          > finanse publiczne, tak samo jak 2,3-milionowa armia bezrobotnych (na 37
          > milionów obywateli)"
          >
          > newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=131
          > Przypomnę jeszcze, że wg "SKORYGOWANEGO" na dziś PKB (dziś Argentyńczyk wg
          > World Bank ma niższy PKB na głowę niż Polak!), to samo zadłużenie zagranicze
          > przed krachem wynosi ponad 80% owego "skorygowanego na dziś" PKB.
          >

          jeszcze raz. dlug zagraniczny nie jest dlugiem budzetu. np w polsce dlug
          zagraniczny wynosi cos kolo 80 mld usd z czego zagranicznsa czesc dlugu
          publicznego stanowi okolo polowy
          • bush_w_wodzie link poprawiony 23.09.04, 17:18
            economic-research.bnpparibas.com/applis/www/RechEco.nsf/0/38464AE77204DA21412568A900341D38/%24File/C0003_a2.pdf
          • bush_w_wodzie smaczny cytat 23.09.04, 17:29
            kolejna stronka (tez powazna). fajna ilustracja naszych rozwazan o znakomitym
            wplywie inwestycji na gospodarke

            www.tradepartners.gov.uk/argentina/profile/03_economic/economic.shtml
            Argentina has been in recession for 4 years,
            and that recession turned to crisis at
            the
            end of 2001 and start of 2002 with
            default
            on its foreign debt (the highest ever by
            a
            sovereign government), devaluation of
            the
            Argentine peso and conversion of dollar
            debts/deposits to pesos (pesification).
            Government figures for 2002 show that
            the
            Argentine economy contracted by 10.9%
            and
            GDP in 2002 was US$2,700 per capita
            compared
            to US$7,330 in 2001. Argentina has
            fallen
            from having the highest per capita GDP
            in
            the region to sixth position

            <..>

            All of this is in sharp contrast to the
            1990?s when Argentina enjoyed an annual
            average growth of 5.8% between 1991 and
            1998
            and foreign investment amounted to over
            US$88 billion between 1994 and 2000.
          • bush_w_wodzie jeszcze kamyczek 23.09.04, 17:45
            www.fpif.org/commentary/2003/0310argdefault_body.html
            <...>
            Almost half of Argentina's public debt is new debt issued by the government
            since
            the default and devaluation. A considerable part of this new debt is the result
            of the
            government taking on private sector dollar-denominated debt. This operation
            needs
            to be reexamined as many exporters, whose income is in hard currency, reaped
            undue
            benefits without any logical explanation.
            <...>
          • bush_w_wodzie mam wreszcie 23.09.04, 17:57
            jak to bylo z tym zagranicznym dlugiem publicznym ar

            www.imf.org/external/np/sec/pn/2003/pn0388.htm
            Public sector external debt (end-of-year) 1998: 27.8; 1999: 29.9; 2000: 29.7;
            2001: 32.8; 2002: 83.

            w procentach gdp. porownaj zwlaszcza 2001/2002. wiesz skad ta zmiana?

            dlug publiczny ar w roku 2001 stanowil okolo 65% pkb. dzis stanowi chyba okolo
            180%. ciekawostka prawda?
          • darr.darek KU...WA, czy z Tobą można poważnie dyskutować ??? 24.09.04, 16:06
            bush_w_wodzie napisał:
            > > ZADŁUŻENIA BUDŻETOWEGO mieli ... 128 miliardów USD !!!
            >darrku. nauczylbys sie najpierw ze zadluzenie zagraniczne i zadluzenie budzetow
            >to sa dwie zupelnie rozne rzeczy.

            Będę nieuprzejmy - bredzisz !!!
            Piszę Ci jasno, o OGROMNYM "bużetowym zadłużeniu zagranicznym" Argentyny a Ty
            odpisujesz powyszą brednią.
            I gładko przechodzisz dalej, bo grunt to "rzucić jakiś argument (niechby głupi)
            i ... nie przjmować się dalej tym watkiem.

            Czy będę w stanie Cię zatrzymać przy jednym temacie, abyś JASNO
            odpowiedział : "tak pomyliłem się", ewentualnie, abyś DAŁ DOWÓD, że nie piszesz
            bzdur ??? Da się to zrobić czy nie ?
            Otóż, upieram się przy oczywistości, że argentyńscy rozpieprzacze rządowi
            RZECZYWIŚCIE doprowadzili do OLBRZYMIEGO ZADŁUŻENIA BUŻETU .
            Czy potrafisz wiarygodnie zaprzeczyć ?

            Przecież to co wstawiasz to tylko "spojrzenie inaczej", że "pomińmy fakty
            NAJWAŻNIEJSZE, skupmy się na tym, że była przez rok czy dwa nadwyżka, a w 2000
            roku było tylko 2.4%".
            Trzy pytania.
            1. CZY POTRAFISZ ZROZUMIEĆ, ŻE G..NO MNIE OBCHODZI CO BYŁO W KTÓRYMŚ TAM
            ROKU ???
            2. Czy potrafisz zrozumieć, że wskazuję skumulowany dług budżetu Argenytyny
            (słownie dużymi literami: SKUMULOWANY DŁUG BUDŻETU) jako sprawcę krachu i nie
            obchodzi mnie, że w roku 1998 było dobrze, a w 2000 nieźle ???
            3. Czy potrafisz zrozumieć, że piszę o pewnym ciągu decyzji gospodarczych i
            budżetowych przez kilka DEKAD, i NONSENSEM są dla mnie Twoje uwagi w dyskusji o
            EU i USA, że "nie piszemy co było dawniej a co jest aktualnie" ???

            Przytaczasz jakieś cytaty (lepsze to niż odsyłanie mnie do nieznanych stron) i
            nawet nie widzisz, że Twoje cytaty mówią to co ja piszę :
            1. "the end of 2001 and start of 2002 with default
            on its foreign debt (the highest ever by a sovereign government)"
            POWYŻSZE mówi właśnie o tym olbrzymin deficycie budżetowym finansowanym
            zagranicznymi pożyczkami !!!

            2. "Public sector external debt (end-of-year) 1998: 27.8; 1999: 29.9; 2000:
            29.7;
            2001: 32.8; 2002: 83.
            w procentach gdp. porownaj zwlaszcza 2001/2002. wiesz skad ta zmiana?"
            JA CI PISAŁEM, że realny PKB (a nie wymyślany przez "swoich" ekonomów) w
            2002 roku pokazywał, że te ok. 130 mld USD ZADŁUŻENIA ZAGRANICZNEGO BUDŻETU
            ARGENTYNY to ok. 80% PKB Argentyny.

            Napisz jasno : CZY NADAL UWAŻASZ, ŻE ZAGRANICZNE ZADŁUŻENIE BUDZETU ARGENTYNY
            NIE WYNOSIŁO OK. 130 MLD USD ??? Tak czy nie ?
            Bo ja właśnie piszę, że to OLBRZYMIE zagraniczne zadłużenie budżetu i dodatkowo
            OLBRZYMIE wewnętrzne budżetu było powodem "krachu" ?


            P.S. Odrębną od "krachu budżetowego" sprawą jest fakt, że dziś World Bank
            ocenia GDP per capita USA na ok. 35.000 USD, gdy tenże World Bank ocenia GDP
            per capita Argentyny na ok. 4.200 USD, gdy jeszcze 100 lat temu było podobne.
            TUTAJ winny jest antyliberalny upadek Argentyny, który liczy sobie właśnie ok.
            100 lat czasu trwania.
            • bush_w_wodzie ty chyba nie potrafisz 24.09.04, 17:39
              darr.darek napisał:

              > bush_w_wodzie napisał:

              > > > ZADŁUŻENIA BUDŻETOWEGO mieli ... 128 miliardów USD !!!
              > >darrku. nauczylbys sie najpierw ze zadluzenie zagraniczne
              > > i zadluzenie budzetow
              > >to sa dwie zupelnie rozne rzeczy.
              >
              > Będę nieuprzejmy - bredzisz !!!

              zupelnie przeciwnie. jest dokladnie jak pisze.

              > Piszę Ci jasno, o OGROMNYM
              > "bużetowym zadłużeniu zagranicznym" Argentyny

              w 1998 roku (ostatni rok wzrostu argentyny) dlug publiczny argentyny wynosil
              41.4% gdp czyli 123.5 mld usd. z tego dlug zagraniczny wynosil 83 mld usd czyli
              27.8% gdp. dlug zewnetrzny sektora prywatnego wynosil 62 mld usd co stanowi
              okolo 40% calkowitego dlugu zewnetrznego i okolo 18% gdp. te proporcje miedzy
              publicznym a prywatnym zadluzeniem publicznym (3:2) byly podobne takze w roku
              2000 po 2 latach depresji


              > a Ty odpisujesz powyszą brednią.
              > I gładko przechodzisz dalej, bo grunt to "rzucić jakiś
              > argument (niechby głupi)

              niestety to ty bredzisz. chyba niepotrzebnie cie potraktowalem powaznie i
              podalem te linki. newsweek - to jest zrodlo. cos dziennikarzyna napisze a darrek
              nawet nie zrozumie i powtarza. lektura powaznych zrodel go meczy i wyzwala
              agresje

              > i ... nie przjmować się dalej tym watkiem.

              wykonalem spora prace zeby ci poszerzyc horyzonty a ty mi odpowiadasz jak chlop
              spod budki jak mu sie powie ze ziemia jest okragla

              >
              > Czy będę w stanie Cię zatrzymać przy jednym temacie, abyś JASNO
              > odpowiedział : "tak pomyliłem się", ewentualnie, abyś DAŁ DOWÓD,
              > że nie piszesz bzdur ??? Da się to zrobić czy nie ?
              > Otóż, upieram się przy oczywistości, że argentyńscy rozpieprzacze rządowi
              > RZECZYWIŚCIE doprowadzili do OLBRZYMIEGO ZADŁUŻENIA BUŻETU .
              > Czy potrafisz wiarygodnie zaprzeczyć ?

              to zadluzenie w przeddzien depresji 1999-2002 wynosilo 41% pkb. to znacznie
              mniej niz w wiekszosci krajow swiata z usa wlacznie

              >
              > Przecież to co wstawiasz to tylko "spojrzenie inaczej", że "pomińmy fakty
              > NAJWAŻNIEJSZE, skupmy się na tym, że była przez rok czy dwa nadwyżka, a w 2000
              > roku było tylko 2.4%".

              przez cala dekade skonsolidowany dlug publiczny byl relatywnie niski. miedzy 30
              a 40% pkb. szybki wzrost dlugu publicznego w stosunku do pkb byl skutkiem
              depresji 1999-2002 i dewaluacji peso

              > Trzy pytania.
              > 1. CZY POTRAFISZ ZROZUMIEĆ, ŻE G..NO MNIE OBCHODZI CO BYŁO W KTÓRYMŚ TAM
              > ROKU ???

              rozumiem doskonale ze fakty cie nie interesuja

              > 2. Czy potrafisz zrozumieć, że wskazuję skumulowany dług budżetu Argenytyny
              > (słownie dużymi literami: SKUMULOWANY DŁUG BUDŻETU) jako sprawcę krachu i nie
              > obchodzi mnie, że w roku 1998 było dobrze, a w 2000 nieźle ???

              rozumiem ze wskazujesz. rozumiem tez ze nie potrafisz tej tezy przekonujaco
              uzasadnic. dlaczego ar z 40% skumulowanym dlugiem do pkb wpadla w spirale w 1999
              a grecja czy japonia z dlugiem publicznym ponad 100% pkb nie wpadaja?


              > 3. Czy potrafisz zrozumieć, że piszę o pewnym ciągu decyzji gospodarczych i
              > budżetowych przez kilka DEKAD, i NONSENSEM są dla mnie Twoje uwagi w
              > dyskusji o EU i USA, że "nie piszemy co było dawniej a co jest aktualnie" ???

              kilka dekad? co ma do rzeczy kilka dekad jesli na poczatku lat `90 stosunek
              dlug/pkb w argentynie wynosil 30% a w latach 90'tych polityka fiskalna byla
              ciasniejsza niz w wiekszosci krajow swiata? wplynelo 90 mld usd inwestycji.
              srednia stopa rozwoju gosp. 1991-1998 to ponad 5%. inflacja zduszona. sektor
              publiczny prywatyzowany. przepisy liberalizowane. swobodny przeplyw kapitalu. a
              potem krach.

              dotarlo? no dotarlo???
              i prosze bez inwektyw


              >
              > Przytaczasz jakieś cytaty (lepsze to niż odsyłanie mnie do nieznanych stron)

              przeciwnie.

              > i nawet nie widzisz, że Twoje cytaty mówią to co ja piszę :
              > 1. "the end of 2001 and start of 2002 with default
              > on its foreign debt (the highest ever by a sovereign government)"
              > POWYŻSZE mówi właśnie o tym olbrzymin deficycie budżetowym finansowanym
              > zagranicznymi pożyczkami !!!

              nie. jakbys przeczytal i zrozumial to bys zauwazyl ze niewyplacalnosc byla
              skutkiem recesji i gwaltownego spadku dochodow z podatkow oraz rosnacych stop
              procentowych. rosnacych wskutek strachu przed dewaluacja peso.

              bezposrednia przyczyna kryzysu bylo bankructwo sektora prywatnego ktore
              pociagnalo za soba niewyplacalnosc budzetu

              >
              > 2. "Public sector external debt (end-of-year) 1998: 27.8; 1999: 29.9; 2000:
              > 29.7;
              > 2001: 32.8; 2002: 83.
              > w procentach gdp. porownaj zwlaszcza 2001/2002. wiesz skad ta zmiana?"
              > JA CI PISAŁEM, że realny PKB (a nie wymyślany przez "swoich" ekonomów) w
              > 2002 roku pokazywał, że te ok. 130 mld USD ZADŁUŻENIA ZAGRANICZNEGO BUDŻETU
              > ARGENTYNY to ok. 80% PKB Argentyny.


              nie. nominalne pkb argentyny wynosil w 2002 102 mld usd (a w 1998 to bylo 299
              mld usd). 0.83 razy 102 mld = 85 mld usd. taki byl zagraniczny dlug publiczny w
              2002. a nie 130 mld usd

              >
              > Napisz jasno : CZY NADAL UWAŻASZ, ŻE ZAGRANICZNE ZADŁUŻENIE BUDZETU ARGENTYNY
              > NIE WYNOSIŁO OK. 130 MLD USD ??? Tak czy nie ?

              nie. nie wynosilo

              > Bo ja właśnie piszę, że to OLBRZYMIE zagraniczne zadłużenie budżetu i
              dodatkowo
              >
              > OLBRZYMIE wewnętrzne budżetu było powodem "krachu" ?

              i nie masz racji. to nie poziom zadluzenia byl tu krytyczny a przyczyny krachu
              byly takze w sektorze prywatnym


    • forall4a Re: kiedy kurs dolara w stosunku do euro wzrosnie 23.09.04, 13:05
      tak jak sie zaniza spadek wartosci USD do buleczek i masla.

      www.gillespieresearch.com/cgi-bin/s/article/id=300

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka