wan4
23.03.05, 08:40
Najbliższe mi poglądy w tej dyskusji zaprezentował Rybiński:
"Moim zdaniem trzeba poważnie rozważyć zalety drugiej strategii, czyli
wyznaczenia daty wejścia do euro i mobilizacji wszystkich sił reformatorskich
w kraju - polityków, przedsiębiorców - w celu przyspieszenia reform i
realizacji tego scenariusza. Ponadto nie wolno traktować reform fiskalnych
związanych z przyjęciem euro jako kosztu, który z jakichś powodów Polska
zdecydowała się zapłacić. Naprawa finansów publicznych, reformy strukturalne
i przyjęcie euro dadzą gospodarce ogromne korzyści. Będziemy mieli szybszy
wzrost, mniejsze bezrobocie, szybciej dogonimy poziom krajów europejskich."
"Nowy rząd powinien za podstawowy cel swojej polityki gospodarczej przyjąć
wejście do strefy euro przed upływem kadencji. Jeżeli tak uczyni, jeżeli
przeprowadzi niezbędne reformy i Polska w 2009 r. będzie miała euro, to rząd
zbierze tego owoce i politycy, którzy go stworzą, będą mieli szansę - wbrew
tradycji III RP - wygrać kolejne wybory."
Problem w tym, że potencjalni koalicjanci w przyszłym rządzie jak gospodarczo
socjalistyczny PiS mają archaiczne poglądy na gospodarkę. Czy poza
uprawianiem marketingu politycznego mają świadomość, które rozwiązania jakie
wywołają realne ekonomiczne skutki? Czy Kaczyńscy może rzeczywiście wierzą,
że prezio Lech II Kaczor I wszystkie problemy zadekretuje co by zniknęły i
nastał powszechny dobrobyt wynikający niejako z samej woli Kaczora. Mam
obawy, że Kaczor rzeczywiście wierzy iż dekretami nakarmi te głodne dzieci,
które tuż przed wyborami zauważył... Jeśli tak to ciemność widzę zamiast EUR,
przyzwoitej dynamiki PKB, spadku bezrobocia i aktywizacji zawodowej rzeszy
młodych bezrobotnych po studiach. A za cztery lata rewolucja, już
niekoniecznie "moralna".