Dodaj do ulubionych

Winiecki vs Rifkin

18.08.02, 06:17
2. WPROST, Nr. 51/52 z 23 GRUDNIA 2001 str. 60-61

Jan Winiecki
Załatwione odmownie
Recenzja nie przeczytanej książki

“Zatrudnienie w skali globalnej - wbrew temu, co twierdzi Jeremy Rifkin -
stale rośnie. Nic nie wskazuje na to, aby w przyszłości było inaczej”.

Sa pewne rodzaje ksiazek, ktorych najzwyczajniej w swiecie nie czytam. Nie
czytam wiec – ku zalowi mego mlodszego syna - ksiaiek z gatunku fantasy.
(NOTE: Brak wyobrazni i fantazji u Winieckiego, starego a glupiego nudziarza)…
Po prostu uwazam je za intelektualna latwizne, gdzie rzeczywiste problemy
rozwiazuje sie w sposob nadprzyrodzony. Na przyklad w ksiazkach o Harrym
Potterze wystarczy wsypac do ognia proszku fiuu, aby bez wysilku znalezc sie
w dowolnym miejscu. Niestety, a raczej wlasnie “stety", Hillary nic uzywal
proszku fiuu, gdy pierwszy wspia1 sie na Mount Everest.
(NOTE: Hilary uzywal lokalnych tragarzy. Jeden z nich, B. Tensing, niosl
Hilaremu do konca bagaze. wspial sie razem z Hilarym na sam szczyt, i z tego
powodu to Tensing, a nie Hilary byl prawdziwym zdobywca najwyzszego szczytu
na kuli ziemskiej).
Tak samo Malysz musi - mimo ogromnego talentu - ciezko pracowac, aby
nastepnie zachwycac swiat swymi skokami.
(NOTE: zly przyklad: akurat trening skoczka narciarkiego jest relatywnie
lekki, szczegolnie w porownaniu do konkurencji silowo-wytrzymalosciowych, jak
np. biegi czy nawet zjazdy).

Nie czytam tez ksiazek o globalizacji, czyli globalnej gospodarce. Przede
wszystkim dlatego, ze ksiazki o globalizacji pisza - i to kiepsko! -
wylacznie jej przeciwnicy.
(NOTE: Po pierwsze: naukowiec czy tez powazny publicysta powinien znac
wszystkie wazniejsze fakty, opinie i teorie na dany temat, nie tylko te,
ktore sie mu podobaja. S. Lem dawno wysmial taki pseudonaukowy poglad,
piszac, ze przypomina mu to entomologa, ktory studiuje tylko piekne motyle
czy wazki, ale nie interesuje sie np. muchami czy pluskwami, bo one budza w
nim obrzydzenie. Po drugie: ksiazki o globalizacji pisza nie tylko jej
przeciwnicy, ale tez i zwolennicy).
Nie istnieje bowiem dziedzina ekonomii pod nazwa ,,globalizacja". Jesli
chcesz wiedziec, kiedy globalizacja sie zaczela, siegasz po historie
gospodarcza, z ktorej wynika, ze od poczatku istnienia w miare rzetelnych
statstyk (XVIII wiek) tempo handlu swiatowego przewyzszalo tempo produkcji
swiatowej, czyli gospodarka swiatowa od 1720 r. integrowala sie coraz
bardziej. (Tak naprawde zreszta integrowala sie od czasow fenickich, greckich
i rzymskich, czyli odkad ludzie nauczyli sie handlowac i podrozowac na
wieksze odleglosci.)
(NOTE: Winiecki myli tu historie gospodarcza z ekonomia i ekonomia
polityczna, oraz historie gospodarcza jako calosc z jej dzialami. Studia nad
miedzynarodowymi stosunkami gospodarczymi byly bowiem dosc zaniedbane w PRLu,
stad ten brak elementarnej wiedzy u Winieckiego).

Jesli chce wiedziec, jakie korzysci przynosi handel swiatowy, tez nie siegam
do globalistycznych elukubracji, tylko do teorii handlu miedzynarodowego,
ktora uczy korzysci absolutnych, komparatywnych i alternatywnych teorii
handlu, wyjasniajacych tenze handel miedzy krajami, ktcre produkuja te same
dobra.
(NOTE: sa to teorie oparte na bardzo hipotetycznych modelach, skrajnie
uproszczonych, a wiec niemalze karykaturalnych. Teorie te nie sa np. w stanie
wyjasnic np. czemu gospodarki takich krajow jak Japonia czy Niemcy, czyli
wysoko rozwinietych krajow, bardzo otwartych na handel miedzynarodowy,
przezywaja obecnie tak powazne trudnosci gospodarcze. Teorie te tez nie
wyyjasniaja fenomenu USA, kraju, ktory pomimo olbrzymiego deficytu handlu
zagranicznego i rachunku biezacego, wciaz posiada relatywnie bardzo stabilna
walute i dobre notowania jako kredytobiorca).
Kiedy chce wiedziec, jakie korzysci przynosi tak nie lubiany przez
antyglobalistow przeplyw kapitalu, siegam po teorie finansow
miedzynarodowych, ktora zaczyna sie od spraw najprostszych. Mianowicie
wyjasnia, dlaczego kapital przemieszcza sie z krajow, gdzie jest go duzo, do
krajow, gdzie jest go malo - bo tam uzyskuje wyzsza cene (stope procentowa).
Poniewaz jednak niedobor kapitatu powodowal, ze nie sfinansowane pozostawaly
tam projekty wysoce oplacalne, pozyczajacy kapital uzyskuja wysokie
przychody, ktore pozwalaja im splacac pozyczki i zatrzymac dla siebie wcale
przyzwoita nadwyzke. Tak wiec i z przeplywu kapitalu korzystaja obie strony.
(NOTE: To czemu jest wciaz tak ogromny niedobor kapitalu w Polsce? Jak juz
pisalem, teorie te oparte sa na bardzo hipotetycznych modelach, skrajnie
uproszczonych, a wiec niemalze karykaturalnych. Nie biora one pod uwage
czynnikow kulturalnych, ktore sa trudne do kwantyfikacji. I jeszcze raz: nie
wyyjasniaja one fenomenu USA, kraju, ktory pomimo olbrzymiego deficytu handlu
zagranicznego i rachunku biezacego, wciaz posiada relatywnie bardzo stabilna
walute i dobre notowania jako kredytobiorca).

Jes1i chce wiedziec, dlaczego przedsiebiorstwa miedzynarodowe spelniaja tak
wazna funkcje w globalnej gospodarce, siegam do ekonomiki tego zagadnienia.
Pozwala ona wyjasnic, dlaczego sa one najlepszym mechanizmem transferu
umiejetnogci techniczno-produkcyjnych. Po prostu przenosza te wiedze
w,,pakiecie" obejmujacym kapital, technologie, kompetencje menedzerskie itd.
Dlatego na przyklad klapa zakonczyl sie transfer technologii do krajcw
komunistycznych, gdzic wszystko kupowano oddzielnie, przy czym management
pozostawal w reku planistycznych nieudacznikow, a sukcesem - transfer tychze
technologii do krajow postkomunistycznych.
(NOTE: I w jednym i w drugim przypadku byla klapa, bowiem kraje-odbiorcy byly
nieprzygotowane, glownie kulturalnie, na ow transfer. Dobry przyklad to FSO w
Warszawie, ktore co prawda wdrozylo licenje Fiata czy Daewoo, ale nie bylo w
stanie ich dalej rozwijac, wlasnie ze wzgledu na brak kapitalu, niezbednego
do rozwoju tzw. R&D czy badan i wdrozen oraz faktu, ze owe licencje przyszly
z zewnatrz, z krajow o odmiennych tradycjach technicznych).

Innymi slowy - o gospodarce globalnej, jej funkcjonowaniu i pozytkach z niej
plynacych dowiaduje sie z literatury opartej na sprawdzonej wiedzy, podczas
gdy piszacy ksiazki o globalizacji jej przeciwnicy z reguly o gospodarce
wiedza niewiele.
(NOTE: Przyganial, kociol garnkowi. Winiecki, kompletny ignorant, krytykuje
swych ideowych przeciwnikow nie na zasadzie argumentacji ad merutum, ale ad
personam, zarzycajac adwersarzom niewiedze, pomimo swej wlasnej kompletnej
ignoracji. Niestety, Winiecki to typowy neoliberalny domatyk, ktory skrajnie
uproszczone modele ekonomii neoliberalnej bierze za rzeczywistosc
gospodarcza…).

Nie bardzo wiadomo, jakie kompetencje mieli dwaj Nierncy piszacy o rzekomo
dominujqccj zasadzie 20/80 i cytowani bezrefleksyjnie przez pare, kolejnych
lat, zanim nie zostali wyparci z mediow przez innych autorow gladko pisanych
nonsensow. Przypominam: 20 proc. Sily roboczej zaspokaja potrzeby na dobra i
uslugi calego swiata, a 80 proc. jest z produkcyjnego punktu widzenia
niepotrzebne. Nonsens oczywisty, latwo weryfikowalny ze statystyk sily
roboczej, zatrudnienia i bezrobocia.
(NOTE: Winiecki nie podaje tu zdnego dowodu, tylkostwierdza, iz go (rzekomo
zreszta) zna. Powolywanie sie na statystyki bezrobocia nie ma sensu, bowiem
wedlug tych statystyk bezrobocie w Afganistanie (8%) jest podobne do tego w
Australii (8.1%), a w Meksyku (2.6%) jest znacznie nizsze niz w USA (4.5%) –
dane z 1999 CIA World Factbook. A tymczasem nielegalni imiranci wala z
Afganistanu do Australii i z Mekszyku do USA, a nie odwrotnie).
Nie wiadomo tez, jakie kwalifikacje ma multikulturaIny autor nie mniej
bzdurnej ksiazeczki o globalizacji (wspomniany juz przeze mnie z innej okazji
na tych lamach). Nie wiadomo, jakie dokladnie kwalifikacje ma autor
“Turbokapitalizmu", przedstawiany jako
Obserwuj wątek
    • de_bilek Re: Winiecki vs Rifkin c.d. 18.08.02, 06:21
      (NOTE: Winiecki nie podaje tu zdnego dowodu, tylkostwierdza, iz go (rzekomo
      zreszta) zna. Powolywanie sie na statystyki bezrobocia nie ma sensu, bowiem
      wedlug tych statystyk bezrobocie w Afganistanie (8%) jest podobne do tego w
      Australii (8.1%), a w Meksyku (2.6%) jest znacznie nizsze niz w USA (4.5%) –
      dane z 1999 CIA World Factbook. A tymczasem nielegalni imiranci wala z
      Afganistanu do Australii i z Mekszyku do USA, a nie odwrotnie).
      Nie wiadomo tez, jakie kwalifikacje ma multikulturaIny autor nie mniej bzdurnej
      ksiazeczki o globalizacji (wspomniany juz przeze mnie z innej okazji na tych
      lamach). Nie wiadomo, jakie dokladnie kwalifikacje ma autor “Turbokapitalizmu",
      przedstawiany jako ,,znany strateg, konsultant i pisarz". Najprawdopodobniej
      jest to pisarz ze wspomnianego gatunku fantasy, bo realiow gospodarki swiatowej
      w jego ksiazce doszukac sie trudno...
      (NOTE: Przyganial, kociol garnkowi. Jaki mianowicie kwalifikacje ma Winiecki?
      Wstyd powiedziec, ale komunistyczne… Niestety, Winiecki to typowy neofita:
      ortodoksyjny dogmatyk neoliberalny).

      Nie czytam tez ksiazek zapowiadajacych, ie kolejna rewolucja technologiczna
      pozbawi ludzi miejsc pracy.
      (NOTE: To sie juz dzieje, czy Winiecki chce tego, czy nie! Dotychczas maszyny
      zastepowaly tylko prace fizyczna, ale roboty, a szczegolnie komputery,
      zastepowac zaczynaja prace umyslowa. Na poczatek proste prace biurowe;
      bankomaty zastepuja kasjerow czy automaty biletowe konduktorow, ale nadchodzi
      epoka prawdziwej sztucznej inteligencji (AI) i sieci uczacych sie (np.
      neuronowych). O tym Winiecki i jemu podobni neofici: ortodoksyjni dogmatycy
      neoliberalizmu nie chca po prostun wiedziec. Wiadomo dla czego: te zmiamy musza
      wymusic zmiane systemu ekonomiczno-spolecznego z kapitalizmu na inny, a to sie
      nie zgadza z ich teza o “ponadczasowosci” kapitalizmu).

      Dlatego tez odmownie potraktowalem swego czasu propozycje napisania recenzji
      ksiazki Jeremy'ego Rifkina ,,Koniec pracy", nie pamietam przez kogo zlozona, bo
      list razem z ksiazka powedrowal ad kosz.
      (NOTE: Klamstwo, bo jednak napisales, Winiecki, te recenzje, i zamiesciles we
      WPROST z dnia 23/12/2001)!

      Rifkin zostal przedstawiony w wywiadzie we ,Wprost” jako wielce wplywowy
      ekonomista w kregu doradcow bylego prezydenta (USA) Clintona. Chcialoby sie
      westchnac: “Boze, chron nas od wplywowych przyjacio1, bo od wrogow sam sie
      uchronie"...
      (NOTE: Przez Winieckiego przemawia tu bardzo wyrazna zadrosc…).

      Ile razy slyszatem jui ten nonsens! Rifkina od Ludda dziela ponad dwa wieki,
      ale o ilez mniej, jesli idzie o zrozumienie procescw gospodarczych!
      Przypominam, ze pod koniec XVIII wieku Ned Ludd zniszczyl krosna mechaniezne,
      bo wedlug niego odbieraly prace tkaczom uzywajacym krosien poruszanych sila
      miesni. Luddystami nazywano angielskich robotnikow, ktcrzy w latach 1811-1816
      czynili grupowo to samo.
      (NOTE: Przeczuwali swoj los, i masowe bezrobocie jako wynik postepu
      technologicznego).

      Miedzy Luddem a Rifkinern gospodarka swiatowa przeszla ere mechanizacji,
      nastepnie autornatyzacji, komputeryzacji, wkroczyla w ere internetyzacji, a
      zatrudnienie w skali globalnej stale rosnie.
      (NOTE: Rosnie jako wynik po pierwsze wzrostu ludnosci i (glownie ekstensywnego)
      wzrostu gosdpodarczego. Po drugie do wielu krajow nie wkroczyla jeszcze na
      dobre nawet mechanizxacja…).
      I nie ma zadnego sensownego ekonomicznie powodu, aby w przyszlosci miato byc
      inaczej.
      (NOTE: Winiecki popelnia tu tzw. fallacy of homogenous future, czyli zaklada,
      ze w przyszlosci bedzie podobnie jak w przeszlosci. Widzi tylkozmiany
      ilosciowe, a nie jakosciowe, jak np. ci “futurolodzy” francuscy, co pod koniec
      XIX wieku martwili sie, jak bedzie usuwana z XX wiecznego Parzyza owa gora
      gowien konskich produkowanych przez miliony koni zaprzegnietych do dorozek i
      wozow konnych, a zupelnie nie przewidzieli, ze prawdziwy problem bedzie w
      przyszlosci ze spalinami wydzielanymi przez miliony samochodow…)

      Oczywiscie, jak w starym dowcipie o tym, czy w kornunizmie beda pieniadze (,,u
      jednych beda, u drugich nie beda"), w jednych krajach pracy bedzie wiecej, a w
      drugich mniej. W miare latwo przewidziec, gdzie bedzie tak, a gdzie inaczej.
      Niedawne badania niernieckiego instytutu rynku pracy z Norymbergi wykazaly, ze
      kraje Unii Europejskiej zaczynaja zwiekszac zatrudnienie o 0,4 proc. na kazdy
      procent wzrostu PKB dopiero wtedy, gdy tempo wzrostu PKB wynosi 2,75 proc.
      Tymczasem w Stanach Zjednoczonych zatrudnienie zaczyna rosnac - i to o 0,7
      proc. na kazdy procent przyrostu PKB - juz po osiagnieciu 0,5 proc. wzrostu
      PKB.
      (NOTE: Winiecki popelnia tu znow wspomniane fallacy of homogenous future.
      Zaklada on bowiem, ze owe relacje stwierdzone w przeszlosci utrzymaja sie w
      przyszlosci. Nie bierze zupelnie pod uwage zmian jakosciowych i strukturalnych.
      A przeciez o tym ucza studentow na australijskich uniwersytetach na I, a
      najpozniej na II roku przedmiotu “teoria ekonomii”).
      Jes1i dodam do tego, ze tzw. wiedza obiegowa mowi, iz w Polsce zatrudnienie
      wzrasta dopiero po przekroczeniu 4-5 proc. wzrostu PKB rocznie, to zorientujemy
      sie, gdzie naprawde jestesmy.
      (NOTE: Skad te dane? I jaka pewnosc, ze ta relacja sie utrzyma w przyszlosci?)

      I zalecalbym politykom pokrzykujacym na Rade Polityki Pienieznej, aby poczytali
      raczej dr. Wernera z Norymbergi niz wzmiankowanego,,wplywowego doradce" (przy
      optymistycznym zalozeniu, iz sa w stanie przeczytac i zrozumiec to, co tam
      zostalo napisane!). Dowiedza sie duzo wiecej o przyczynach, ktore sprawiaja, ie
      w jednych krajach zatrudnienie rosnie, a w drugich nie albo ledwo, ledwo.
      Byloby to z pozytkiem dla dzisiejszych i przyszlych polskich bezrobotnych.
      (NOTE: Badania “Norymberskie” sa oparte na danych o wyjatkowo niskiej jakosci,
      ktore nam np. mowia, ze bezrobocie w Afganistanie (8%) jest podobne do tego w
      Australii (8.1%), a w Meksyku (2.6%) jest znacznie nizsze niz w USA (4.5%) –
      dane z 1999 CIA World Factbook. Jesli statystyki podaja tak nierealne liczby
      jesli chodzi o sama tylko wysokosc stopy bezrobocia, to wszelakie hipotezy co
      do relacji miedzy bezrobociem a wzrostem gospodarczym sa niczym innym niz tak
      nielubiana przez p. Winieckiego fantasy typu przygod Harrego Pottera).

      Jan Winiecki

      • Gość: Biolog Why? IP: *.mtnet.com.pl 19.08.02, 22:35
        dlaczego osoba biorąca się za to co dawno powinno zostać zrobione tzn. właśnie
        analizę zdanie po zdaniu wypowiedzi Profesorów (polecam tak zrobić z wywiadem z
        Balcerowiczem w ostatnium Newsweeku) wybrało sobie tak prowokujące pseudo.

        Abstrahując od tego czy się zgadzam z Twoimi argumentami udało ci się jedno
        oddać - pogardliwy uśmiech Winieckiego, będący czymś po prostu szalenie
        nieeleganckim (takie coś potrafili tylko z klasą robic ludzie typu Wolter)
        • Gość: Kagan Re: Why? IP: *.vic.bigpond.net.au 21.08.02, 06:50
          Gość portalu: Biolog napisał(a):

          > dlaczego osoba biorąca się za to co dawno powinno zostać zrobione tzn.
          właśnie
          > analizę zdanie po zdaniu wypowiedzi Profesorów (polecam tak zrobić z wywiadem
          z
          >
          > Balcerowiczem w ostatnium Newsweeku) wybrało sobie tak prowokujące pseudo.
          >
          > Abstrahując od tego czy się zgadzam z Twoimi argumentami udało ci się jedno
          > oddać - pogardliwy uśmiech Winieckiego, będący czymś po prostu szalenie
          > nieeleganckim (takie coś potrafili tylko z klasą robic ludzie typu Wolter)
          Winiecki to taki nieco mniej inteligentny Balcerowicz. Tyle, ze Balcerowicz
          potrafi udawac inteligenta, zas Winickiemu nawet udawanie inteligenta sie
          nie udaje... :( Zwykly zarozumialy chamus i tyle... ;)

      • Gość: stasik Re: Winiecki vs Rifkin c.d. IP: *.studnetz.uni-leipzig.de 19.08.02, 22:51
        de_bilek napisał:

        >
        > Nie czytam tez ksiazek zapowiadajacych, ie kolejna rewolucja technologiczna
        > pozbawi ludzi miejsc pracy.
        > (NOTE: To sie juz dzieje, czy Winiecki chce tego, czy nie! Dotychczas maszyny
        > zastepowaly tylko prace fizyczna, ale roboty, a szczegolnie komputery,
        > zastepowac zaczynaja prace umyslowa. Na poczatek proste prace biurowe;
        > bankomaty zastepuja kasjerow czy automaty biletowe konduktorow, ale nadchodzi
        > epoka prawdziwej sztucznej inteligencji (AI) i sieci uczacych sie (np.
        > neuronowych). O tym Winiecki i jemu podobni neofici: ortodoksyjni dogmatycy
        > neoliberalizmu nie chca po prostun wiedziec. Wiadomo dla czego: te zmiamy
        musza
        >
        > wymusic zmiane systemu ekonomiczno-spolecznego z kapitalizmu na inny, a to
        sie
        > nie zgadza z ich teza o “ponadczasowosci” kapitalizmu).
        >

        stasik:

        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=30&w=2651261&a=2677985




        > Dlatego tez odmownie potraktowalem swego czasu propozycje napisania recenzji
        > ksiazki Jeremy'ego Rifkina ,,Koniec pracy", nie pamietam przez kogo zlozona,
        bo
        >
        > list razem z ksiazka powedrowal ad kosz.
        > (NOTE: Klamstwo, bo jednak napisales, Winiecki, te recenzje, i zamiesciles we
        > WPROST z dnia 23/12/2001)!
        >
        > Rifkin zostal przedstawiony w wywiadzie we ,Wprost” jako wielce wplywowy
        > ekonomista w kregu doradcow bylego prezydenta (USA) Clintona. Chcialoby sie
        > westchnac: “Boze, chron nas od wplywowych przyjacio1, bo od wrogow sam si
        > e
        > uchronie"...
        > (NOTE: Przez Winieckiego przemawia tu bardzo wyrazna zadrosc…).
        >
        > Ile razy slyszatem jui ten nonsens! Rifkina od Ludda dziela ponad dwa wieki,
        > ale o ilez mniej, jesli idzie o zrozumienie procescw gospodarczych!
        > Przypominam, ze pod koniec XVIII wieku Ned Ludd zniszczyl krosna mechaniezne,
        > bo wedlug niego odbieraly prace tkaczom uzywajacym krosien poruszanych sila
        > miesni. Luddystami nazywano angielskich robotnikow, ktcrzy w latach 1811-1816
        > czynili grupowo to samo.
        > (NOTE: Przeczuwali swoj los, i masowe bezrobocie jako wynik postepu
        > technologicznego).
        >
        > Miedzy Luddem a Rifkinern gospodarka swiatowa przeszla ere mechanizacji,
        > nastepnie autornatyzacji, komputeryzacji, wkroczyla w ere internetyzacji, a
        > zatrudnienie w skali globalnej stale rosnie.
        > (NOTE: Rosnie jako wynik po pierwsze wzrostu ludnosci i (glownie
        ekstensywnego)
        >
        > wzrostu gosdpodarczego. Po drugie do wielu krajow nie wkroczyla jeszcze na
        > dobre nawet mechanizxacja…).
        > I nie ma zadnego sensownego ekonomicznie powodu, aby w przyszlosci miato byc
        > inaczej.
        > (NOTE: Winiecki popelnia tu tzw. fallacy of homogenous future, czyli
        zaklada,
        > ze w przyszlosci bedzie podobnie jak w przeszlosci. Widzi tylkozmiany
        > ilosciowe, a nie jakosciowe, jak np. ci “futurolodzy” francuscy, co
        > pod koniec
        > XIX wieku martwili sie, jak bedzie usuwana z XX wiecznego Parzyza owa gora
        > gowien konskich produkowanych przez miliony koni zaprzegnietych do dorozek i
        > wozow konnych, a zupelnie nie przewidzieli, ze prawdziwy problem bedzie w
        > przyszlosci ze spalinami wydzielanymi przez miliony samochodow…)
        >
        > Oczywiscie, jak w starym dowcipie o tym, czy w kornunizmie beda pieniadze
        (,,u
        > jednych beda, u drugich nie beda"), w jednych krajach pracy bedzie wiecej, a
        w
        > drugich mniej. W miare latwo przewidziec, gdzie bedzie tak, a gdzie inaczej.
        > Niedawne badania niernieckiego instytutu rynku pracy z Norymbergi wykazaly,
        ze
        > kraje Unii Europejskiej zaczynaja zwiekszac zatrudnienie o 0,4 proc. na kazdy
        > procent wzrostu PKB dopiero wtedy, gdy tempo wzrostu PKB wynosi 2,75 proc.
        > Tymczasem w Stanach Zjednoczonych zatrudnienie zaczyna rosnac - i to o 0,7
        > proc. na kazdy procent przyrostu PKB - juz po osiagnieciu 0,5 proc. wzrostu
        > PKB.
        > (NOTE: Winiecki popelnia tu znow wspomniane fallacy of homogenous future.
        > Zaklada on bowiem, ze owe relacje stwierdzone w przeszlosci utrzymaja sie w
        > przyszlosci. Nie bierze zupelnie pod uwage zmian jakosciowych i
        strukturalnych.
        >
        > A przeciez o tym ucza studentow na australijskich uniwersytetach na I, a
        > najpozniej na II roku przedmiotu “teoria ekonomii”).
        > Jes1i dodam do tego, ze tzw. wiedza obiegowa mowi, iz w Polsce zatrudnienie
        > wzrasta dopiero po przekroczeniu 4-5 proc. wzrostu PKB rocznie, to
        zorientujemy
        >
        > sie, gdzie naprawde jestesmy.
        > (NOTE: Skad te dane? I jaka pewnosc, ze ta relacja sie utrzyma w przyszlosci?)
        >
        > I zalecalbym politykom pokrzykujacym na Rade Polityki Pienieznej, aby
        poczytali
        >
        > raczej dr. Wernera z Norymbergi niz wzmiankowanego,,wplywowego doradce" (przy
        > optymistycznym zalozeniu, iz sa w stanie przeczytac i zrozumiec to, co tam
        > zostalo napisane!). Dowiedza sie duzo wiecej o przyczynach, ktore sprawiaja,
        ie
        >
        > w jednych krajach zatrudnienie rosnie, a w drugich nie albo ledwo, ledwo.
        > Byloby to z pozytkiem dla dzisiejszych i przyszlych polskich bezrobotnych.
        > (NOTE: Badania “Norymberskie” sa oparte na danych o wyjatkowo niski
        > ej jakosci,
        > ktore nam np. mowia, ze bezrobocie w Afganistanie (8%) jest podobne do tego w
        > Australii (8.1%), a w Meksyku (2.6%) jest znacznie nizsze niz w USA (4.5%) R
        > 11;
        > dane z 1999 CIA World Factbook. Jesli statystyki podaja tak nierealne liczby
        > jesli chodzi o sama tylko wysokosc stopy bezrobocia, to wszelakie hipotezy co
        > do relacji miedzy bezrobociem a wzrostem gospodarczym sa niczym innym niz tak
        > nielubiana przez p. Winieckiego fantasy typu przygod Harrego Pottera).
        >
        > Jan Winiecki
        >
        pozdrawiam
        stasik
    • Gość: stasik Re: Winiecki vs Rifkin IP: *.studnetz.uni-leipzig.de 19.08.02, 21:43
      de_bilek napisał:

      > Jesli chce wiedziec, jakie korzysci przynosi handel swiatowy, tez nie siegam
      > do globalistycznych elukubracji, tylko do teorii handlu miedzynarodowego,
      > ktora uczy korzysci absolutnych, komparatywnych i alternatywnych teorii
      > handlu, wyjasniajacych tenze handel miedzy krajami, ktcre produkuja te same
      > dobra.
      > (NOTE: sa to teorie oparte na bardzo hipotetycznych modelach, skrajnie
      > uproszczonych, a wiec niemalze karykaturalnych. Teorie te nie sa np. w stanie
      > wyjasnic np. czemu gospodarki takich krajow jak Japonia czy Niemcy, czyli
      > wysoko rozwinietych krajow, bardzo otwartych na handel miedzynarodowy,
      > przezywaja obecnie tak powazne trudnosci gospodarcze. Teorie te tez nie
      > wyyjasniaja fenomenu USA, kraju, ktory pomimo olbrzymiego deficytu handlu
      > zagranicznego i rachunku biezacego, wciaz posiada relatywnie bardzo stabilna
      > walute i dobre notowania jako kredytobiorca).

      stasik: te teorie rzeczywiscie nie wyjasniaja fenomenu USA, ale wyjasnia je
      jeszcze prostszy model, a mianowicie prosty model rynku; popyt jest warunkowany
      preferencjami (czyli czynnik psychologiczny), w tym przypadku to wiara, ze USA
      jest potega gospodarczo-polityczna, ktora kaze trzymac ludziom dolary w
      skarpetce i bankom centr. w postaci rezerw
      co do Japonii i Niemiec to do wytlumaczenia konieczna jest odpowiedz co
      pogarsza konkurencyjnosc tych krajow, same teorie hz rzeczywiscie tu zawodza,
      ale czym sa modele jak nie uproszczeniem rzeczywistosci pozwalajacym na
      zrozumienie bardziej zlozonych problemow


      > Kiedy chce wiedziec, jakie korzysci przynosi tak nie lubiany przez
      > antyglobalistow przeplyw kapitalu, siegam po teorie finansow
      > miedzynarodowych, ktora zaczyna sie od spraw najprostszych. Mianowicie
      > wyjasnia, dlaczego kapital przemieszcza sie z krajow, gdzie jest go duzo, do
      > krajow, gdzie jest go malo - bo tam uzyskuje wyzsza cene (stope procentowa).
      > Poniewaz jednak niedobor kapitatu powodowal, ze nie sfinansowane pozostawaly
      > tam projekty wysoce oplacalne, pozyczajacy kapital uzyskuja wysokie
      > przychody, ktore pozwalaja im splacac pozyczki i zatrzymac dla siebie wcale
      > przyzwoita nadwyzke. Tak wiec i z przeplywu kapitalu korzystaja obie strony.
      > (NOTE: To czemu jest wciaz tak ogromny niedobor kapitalu w Polsce? Jak juz
      > pisalem, teorie te oparte sa na bardzo hipotetycznych modelach, skrajnie
      > uproszczonych, a wiec niemalze karykaturalnych. Nie biora one pod uwage
      > czynnikow kulturalnych, ktore sa trudne do kwantyfikacji. I jeszcze raz: nie
      > wyyjasniaja one fenomenu USA, kraju, ktory pomimo olbrzymiego deficytu handlu
      > zagranicznego i rachunku biezacego, wciaz posiada relatywnie bardzo stabilna
      > walute i dobre notowania jako kredytobiorca).

      stasik:
      przeciez chyba w Polsce jest dosc kapitalu? to kap. spekulacyjny, ale na
      inwestycjach rzeczowych ciezko tu uzyskac wieksza stope zwrotu
      >
      > Jes1i chce wiedziec, dlaczego przedsiebiorstwa miedzynarodowe spelniaja tak
      > wazna funkcje w globalnej gospodarce, siegam do ekonomiki tego zagadnienia.
      > Pozwala ona wyjasnic, dlaczego sa one najlepszym mechanizmem transferu
      > umiejetnogci techniczno-produkcyjnych. Po prostu przenosza te wiedze
      > w,,pakiecie" obejmujacym kapital, technologie, kompetencje menedzerskie itd.
      > Dlatego na przyklad klapa zakonczyl sie transfer technologii do krajcw
      > komunistycznych, gdzic wszystko kupowano oddzielnie, przy czym management
      > pozostawal w reku planistycznych nieudacznikow, a sukcesem - transfer tychze
      > technologii do krajow postkomunistycznych.
      > (NOTE: I w jednym i w drugim przypadku byla klapa, bowiem kraje-odbiorcy byly
      > nieprzygotowane, glownie kulturalnie, na ow transfer. Dobry przyklad to FSO w
      > Warszawie, ktore co prawda wdrozylo licenje Fiata czy Daewoo, ale nie bylo w
      > stanie ich dalej rozwijac, wlasnie ze wzgledu na brak kapitalu, niezbednego
      > do rozwoju tzw. R&D czy badan i wdrozen oraz faktu, ze owe licencje przyszly
      > z zewnatrz, z krajow o odmiennych tradycjach technicznych).

      s: co do Fiata i Daewoo i w ogole wszelkich koncernow miedzynar. to nalezy
      chyba wspomniec, ze do Eur. Sr. nie oplaca sie sprowadzac najnowszych
      technologii, skoro sila robocza jest relatywnie tania i zaklady sie dalej nie
      rozwijaly, bo to nie byla koncepcja koncernow

      stasik:
      generalnie sie z Toba zgadzam i w ogole to swietny pomysl, zeby wytknac starym
      profesorom, co kiedys cos umieli ich ignorancje
      oze to ich troche zdyscyplinuje

      pozdrawiam
      • Gość: pawel-l Re: Winiecki vs Rifkin IP: *.prochem.com.pl / 1.0.0.* 20.08.02, 13:00
        Ciekawa analiza. Tylko że wten sposób można każdego zgnoić. Na tym forum
        szczególnie chętnie wytyka się błędy tzw. neoliberałom (choć tak naprawdę np.
        Balcerowicz jest socjaldemokratą tylko trochę rozsądniejszym).

        Sprawa z bezrobociem jest dziecinnie prosta nie wiem dlaczego nawet
        wykształceni forumowicze ciągle błądzą.
        Czym większe podatki i ograniczenia związane z umową o pracę tym większe
        potencjalne bezrobocie. (Zależy to oczywiście też od wzrostu gosp)
        W Polsce oficjalna praca jest obłożona 70% podatkiem (ZUS+dochodowy) + inne
        obc. socjalne. Dlatego pracodawca 2 razy się zastanowi zanim zatrudni kogoś
        nowego. Same pensje są też wyższe niż np. na Węgrzech. Dla 1 miliona
        obcokrajowców pracujących nielegalnie praca jest.

        W Stanach jest większa elastyczność i dość niskie stawki ( w porównaniu do
        Niemiec np.) dlatego i niskie bezrobocie (które szybko się zwiększa i zmniejsza
        zależnie od sytuacji gosp)



        • de_bilek Re: Winiecki vs Rifkin 21.08.02, 07:26
          Gość portalu: pawel-l napisał(a):
          > Ciekawa analiza. Tylko że wten sposób można każdego zgnoić. Na tym forum
          > szczególnie chętnie wytyka się błędy tzw. neoliberałom (choć tak naprawdę np.
          > Balcerowicz jest socjaldemokratą tylko trochę rozsądniejszym).
          K: Winiecki to skrajny przypadek prymitywnego neoliberala. A
          Balcerowicz to zaden socjaldemokrata. To czlowiek-choragiewka, co zawsze
          popiera wladze, jaka by ona nie byla... :(


          > Sprawa z bezrobociem jest dziecinnie prosta nie wiem dlaczego nawet
          > wykształceni forumowicze ciągle błądzą.
          > Czym większe podatki i ograniczenia związane z umową o pracę tym większe
          > potencjalne bezrobocie. (Zależy to oczywiście też od wzrostu gosp)
          K: Nieprawda! Wspolczesne bezrobocie to wynik nasycenia rynku w krajach
          wzglednie bogatych i skrajnej nedzy w krajach biedniejszych. Stad deficyt
          popytu, ktory nie zacheca do zatrudniania pracownikow, skoro z trudem da sie
          sprzedac obecna produkcje. Po co wiec zatrudniac nowych pracownikow, jak nie
          mozna sprzedac nawet obecnej produkcji? Zmiany podatkow czy prawa pracy nic nie
          dadza, bo bogaci beda mieli wiecej pieniedzy, ktore po prostu odloza albo
          zakupia za nie zloto, diamenty czy dziela sztuki. Popyt na wyroby i uslugi
          obecnie wytwarzane sie nie zwiekszy: wykupione beda najwyzej nadwyzki zlota i
          diamentow oraz znow podskocza ceny dziel starych mistrzow...

          > W Polsce oficjalna praca jest obłożona 70% podatkiem (ZUS+dochodowy) + inne
          > obc. socjalne. Dlatego pracodawca 2 razy się zastanowi zanim zatrudni kogoś
          > nowego. Same pensje są też wyższe niż np. na Węgrzech. Dla 1 miliona
          > obcokrajowców pracujących nielegalnie praca jest.
          K: Oni zabieraja prace milionowi Polakow. Z kolei Polacy zabieraja prace
          bezrobotnym Niemcom czy Amerykanom. Poluziowanie prawa pracy przeniesie tylko
          czesc bezrobocia z Polski np. do Rumunii czy Ukrainy. Ale globalnie bezrobocie
          pozostanie takie, jakie jest. A w Polsce bedzie wciaz 2 miliony bezrobotnych!

          > W Stanach jest większa elastyczność i dość niskie stawki ( w porównaniu do
          > Niemiec np.) dlatego i niskie bezrobocie (które szybko się zwiększa i
          zmniejsza> zależnie od sytuacji gosp)
          K: Bzdura! Po prostu USA inaczej liczy bezrobocie niz Niemcy.
          Przeciez w Meksyku (2.6%) bezrobocie jest o wiele nizsze niz w USA (4.5%).
          Podobnie bezrobocie w Afganistanie (8%) jest mniejsze niz w
          Australii (8.1%), mniejsze jest na Bialorusi (2.3%) niz w Belgii
          (12%), na Bermudach oficjalnie nie ma zas bezrobocia (0.0%).
          W Izraelu (8.7%) jest ono wyzsze niz na Litwie (6.7%), Moldawii (2.0%)
          czy Ukrainie (3.7%). A ludziska emigruja z Meksyku do USA\, a nie
          odwrotnie... (Dane CIA
          photius.com/wfb1999/rankings/unemployment_rate_1.html)
          NIE mozna budowac teorii na danych o tak watpliwej jakosci!

      • Gość: Kagan Re: Winiecki vs Rifkin IP: *.vic.bigpond.net.au 21.08.02, 07:02
        Gość portalu: stasik napisał(a):
        > de_bilek napisał:
        Jesli chce wiedziec, jakie korzysci przynosi handel swiatowy, tez nie siegam
        do globalistycznych elukubracji, tylko do teorii handlu miedzynarodowego,
        ktora uczy korzysci absolutnych, komparatywnych i alternatywnych teorii
        handlu, wyjasniajacych tenze handel miedzy krajami, ktcre produkuja te same
        dobra. (NOTE: sa to teorie oparte na bardzo hipotetycznych modelach, skrajnie
        uproszczonych, a wiec niemalze karykaturalnych. Teorie te nie sa np. w stanie
        wyjasnic np. czemu gospodarki takich krajow jak Japonia czy Niemcy, czyli
        wysoko rozwinietych krajow, bardzo otwartych na handel miedzynarodowy,
        przezywaja obecnie tak powazne trudnosci gospodarcze. Teorie te tez nie
        wyjasniaja fenomenu USA, kraju, ktory pomimo olbrzymiego deficytu handlu
        zagranicznego i rachunku biezacego, wciaz posiada relatywnie bardzo
        stabilna walute i dobre notowania jako kredytobiorca).
        stasik: te teorie rzeczywiscie nie wyjasniaja fenomenu USA, ale wyjasnia je
        jeszcze prostszy model, a mianowicie prosty model rynku; popyt jest warunkowany
        preferencjami (czyli czynnik psychologiczny), w tym przypadku to wiara, ze USA
        jest potega gospodarczo-polityczna, ktora kaze trzymac ludziom dolary w
        skarpetce i bankom centr. w postaci rezerw.
        - OK! Ale to sa teorie NIEracjonalne, czyli odzrucajace tzw. hipoteze
        racjonalnego zachowania sie podmiotow gospodarczych, hipoteze, ktora jest
        fundamentem neoliberalnej i monetarystcznej ekonomii!
        > co do Japonii i Niemiec to do wytlumaczenia konieczna jest odpowiedz co
        pogarsza konkurencyjnosc tych krajow, same teorie rzeczywiscie tu zawodza,
        ale czym sa modele jak nie uproszczeniem rzeczywistosci pozwalajacym na
        zrozumienie bardziej zlozonych problemow
        K: Odp. jest prosta: wyczerpaly sie w tych krajach zasoby czynnikow rozwoju
        gosp.. Oraz te kraje zbyt sie uzaleznily od rynku swiat., stad ich rzady nie sa
        w stanie juz dluzej wplywac na gospodarke, ktora rzadzi rynek swiatowy...

        > Kiedy chce wiedziec, jakie korzysci przynosi tak nie lubiany przez
        antyglobalistow przeplyw kapitalu, siegam po teorie finansow
        miedzynarodowych, ktora zaczyna sie od spraw najprostszych. Mianowicie
        wyjasnia, dlaczego kapital przemieszcza sie z krajow, gdzie jest go duzo,
        do krajow, gdzie jest go malo - bo tam uzyskuje wyzsza cene (stope procentowa
        ). Poniewaz jednak niedobor kapitatu powodowal, ze nie sfinansowane pozostawa
        ly tam projekty wysoce oplacalne, pozyczajacy kapital uzyskuja wysokie
        przychody, ktore pozwalaja im splacac pozyczki i zatrzymac dla siebie wcale
        przyzwoita nadwyzke. Tak wiec i z przeplywu kapitalu korzystaja obie strony.
        (NOTE: To czemu jest wciaz tak ogromny niedobor kapitalu w Polsce? Jak juz
        pisalem, teorie te oparte sa na bardzo hipotetycznych modelach, skrajnie
        uproszczonych, a wiec niemalze karykaturalnych. Nie biora one pod uwage
        czynnikow kulturalnych, ktore sa trudne do kwantyfikacji. I jeszcze raz:
        nie wyjasniaja one fenomenu USA, kraju, ktory pomimo olbrzymiego deficytu
        handlu zagr. i rach. biezacego, wciaz posiada relatywnie bardzo stabilna
        walute i dobre notowania jako kredytobiorca).
        stasik: przeciez chyba w Polsce jest dosc kapitalu? to kap. spekulacyjny, ale
        na inwestycjach rzeczowych ciezko tu uzyskac wieksza stope zwrotu.
        - W Polsce jest ogromny deficyt kapitalu. Stad prywatyzacja polega na sprzedazy
        za pol darmo zachodnim kapitalistom, z braku kapitalu rodzimego...
        > Jes1i chce wiedziec, dlaczego przedsiebiorstwa miedzynarodowe spelniaja tak
        wazna funkcje w globalnej gospodarce, siegam do ekonomiki tego zagadnienia.
        Pozwala ona wyjasnic, dlaczego sa one najlepszym mechanizmem transferu
        umiejetnogci techniczno-produkcyjnych. Po prostu przenosza te wiedze
        w "pakiecie" obejmujacym kapital, technologie, kompetencje menedzerskie itd.
        Dlatego na przyklad klapa zakonczyl sie transfer technologii do krajcw
        komunistycznych, gdzic wszystko kupowano oddzielnie, przy czym management
        pozostawal w reku planistycznych nieudacznikow, a sukcesem - transfer tych
        ze technologii do krajow postkomunistycznych.
        (NOTE: I w jednym i w drugim przypadku byla klapa, bowiem kraje-odbiorcy
        byly nieprzygotowane, glownie kulturalnie, na ow transfer. Dobry przyklad to
        FSO w W-wie, ktore co prawda wdrozylo licenje Fiata czy Daewoo, ale nie bylo
        w stanie ich dalej rozwijac, wlasnie ze wzgledu na brak kapitalu, niezbednego
        do rozwoju tzw. R&D czy badan i wdrozen oraz faktu, ze owe licencje przyszly
        z zewnatrz, z krajow o odmiennych tradycjach technicznych).
        s: co do Fiata i Daewoo i w ogole wszelkich koncernow miedzynar. to nalezy
        chyba wspomniec, ze do Eur. Sr. nie oplaca sie sprowadzac najnowszych
        technologii, skoro sila robocza jest relatywnie tania i zaklady sie dalej nie
        rozwijaly, bo to nie byla koncepcja koncernow
        stasik: generalnie sie z Toba zgadzam i w ogole to swietny pomysl, zeby wytknac
        starym profesorom, co kiedys cos umieli ich ignorancje moze to ich troche
        zdyscyplinuje
        pozdrawiam
        Kagan czyli de_bilek: Winiecki to taki prymityw, ze mala satysfacja z
        wytkniecia mu bledow. Gorzej, ze na zachodzie jest pelno takich Winieckich...
        Pozdr.
        • de_bilek Re: Winiecki vs Rifkin 21.08.02, 07:03
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > Gość portalu: stasik napisał(a):
          > > de_bilek napisał:
          > Jesli chce wiedziec, jakie korzysci przynosi handel swiatowy, tez nie siegam
          > do globalistycznych elukubracji, tylko do teorii handlu miedzynarodowego,
          > ktora uczy korzysci absolutnych, komparatywnych i alternatywnych teorii
          > handlu, wyjasniajacych tenze handel miedzy krajami, ktcre produkuja te same
          > dobra. (NOTE: sa to teorie oparte na bardzo hipotetycznych modelach, skrajnie
          > uproszczonych, a wiec niemalze karykaturalnych. Teorie te nie sa np. w stanie
          > wyjasnic np. czemu gospodarki takich krajow jak Japonia czy Niemcy, czyli
          > wysoko rozwinietych krajow, bardzo otwartych na handel miedzynarodowy,
          > przezywaja obecnie tak powazne trudnosci gospodarcze. Teorie te tez nie
          > wyjasniaja fenomenu USA, kraju, ktory pomimo olbrzymiego deficytu handlu
          > zagranicznego i rachunku biezacego, wciaz posiada relatywnie bardzo
          > stabilna walute i dobre notowania jako kredytobiorca).
          > stasik: te teorie rzeczywiscie nie wyjasniaja fenomenu USA, ale wyjasnia je
          > jeszcze prostszy model, a mianowicie prosty model rynku; popyt jest
          warunkowany
          > preferencjami (czyli czynnik psychologiczny), w tym przypadku to wiara, ze
          USA
          > jest potega gospodarczo-polityczna, ktora kaze trzymac ludziom dolary w
          > skarpetce i bankom centr. w postaci rezerw.
          > - OK! Ale to sa teorie NIEracjonalne, czyli odzrucajace tzw. hipoteze
          > racjonalnego zachowania sie podmiotow gospodarczych, hipoteze, ktora jest
          > fundamentem neoliberalnej i monetarystcznej ekonomii!
          > > co do Japonii i Niemiec to do wytlumaczenia konieczna jest odpowiedz co
          > pogarsza konkurencyjnosc tych krajow, same teorie rzeczywiscie tu zawodza,
          > ale czym sa modele jak nie uproszczeniem rzeczywistosci pozwalajacym na
          > zrozumienie bardziej zlozonych problemow
          > K: Odp. jest prosta: wyczerpaly sie w tych krajach zasoby czynnikow rozwoju
          > gosp.. Oraz te kraje zbyt sie uzaleznily od rynku swiat., stad ich rzady nie
          sa
          >
          > w stanie juz dluzej wplywac na gospodarke, ktora rzadzi rynek swiatowy...
          >
          > > Kiedy chce wiedziec, jakie korzysci przynosi tak nie lubiany przez
          > antyglobalistow przeplyw kapitalu, siegam po teorie finansow
          > miedzynarodowych, ktora zaczyna sie od spraw najprostszych. Mianowicie
          > wyjasnia, dlaczego kapital przemieszcza sie z krajow, gdzie jest go duzo,
          > do krajow, gdzie jest go malo - bo tam uzyskuje wyzsza cene (stope procentowa
          > ). Poniewaz jednak niedobor kapitatu powodowal, ze nie sfinansowane pozostawa
          > ly tam projekty wysoce oplacalne, pozyczajacy kapital uzyskuja wysokie
          > przychody, ktore pozwalaja im splacac pozyczki i zatrzymac dla siebie wcale
          > przyzwoita nadwyzke. Tak wiec i z przeplywu kapitalu korzystaja obie strony.
          > (NOTE: To czemu jest wciaz tak ogromny niedobor kapitalu w Polsce? Jak juz
          > pisalem, teorie te oparte sa na bardzo hipotetycznych modelach, skrajnie
          > uproszczonych, a wiec niemalze karykaturalnych. Nie biora one pod uwage
          > czynnikow kulturalnych, ktore sa trudne do kwantyfikacji. I jeszcze raz:
          > nie wyjasniaja one fenomenu USA, kraju, ktory pomimo olbrzymiego deficytu
          > handlu zagr. i rach. biezacego, wciaz posiada relatywnie bardzo stabilna
          > walute i dobre notowania jako kredytobiorca).
          > stasik: przeciez chyba w Polsce jest dosc kapitalu? to kap. spekulacyjny, ale
          > na inwestycjach rzeczowych ciezko tu uzyskac wieksza stope zwrotu.
          > - W Polsce jest ogromny deficyt kapitalu. Stad prywatyzacja polega na
          sprzedazy
          >
          > za pol darmo zachodnim kapitalistom, z braku kapitalu rodzimego...
          > > Jes1i chce wiedziec, dlaczego przedsiebiorstwa miedzynarodowe spelniaja ta
          > k
          > wazna funkcje w globalnej gospodarce, siegam do ekonomiki tego zagadnienia.
          > Pozwala ona wyjasnic, dlaczego sa one najlepszym mechanizmem transferu
          > umiejetnogci techniczno-produkcyjnych. Po prostu przenosza te wiedze
          > w "pakiecie" obejmujacym kapital, technologie, kompetencje menedzerskie itd.
          > Dlatego na przyklad klapa zakonczyl sie transfer technologii do krajcw
          > komunistycznych, gdzic wszystko kupowano oddzielnie, przy czym management
          > pozostawal w reku planistycznych nieudacznikow, a sukcesem - transfer tych
          > ze technologii do krajow postkomunistycznych.
          > (NOTE: I w jednym i w drugim przypadku byla klapa, bowiem kraje-odbiorcy
          > byly nieprzygotowane, glownie kulturalnie, na ow transfer. Dobry przyklad to
          > FSO w W-wie, ktore co prawda wdrozylo licenje Fiata czy Daewoo, ale nie bylo
          > w stanie ich dalej rozwijac, wlasnie ze wzgledu na brak kapitalu, niezbednego
          > do rozwoju tzw. R&D czy badan i wdrozen oraz faktu, ze owe licencje przyszly
          > z zewnatrz, z krajow o odmiennych tradycjach technicznych).
          > s: co do Fiata i Daewoo i w ogole wszelkich koncernow miedzynar. to nalezy
          > chyba wspomniec, ze do Eur. Sr. nie oplaca sie sprowadzac najnowszych
          > technologii, skoro sila robocza jest relatywnie tania i zaklady sie dalej nie
          > rozwijaly, bo to nie byla koncepcja koncernow
          > stasik: generalnie sie z Toba zgadzam i w ogole to swietny pomysl, zeby
          wytknac
          >
          > starym profesorom, co kiedys cos umieli ich ignorancje moze to ich troche
          > zdyscyplinuje
          > pozdrawiam
          > Kagan czyli de_bilek: Winiecki to taki prymityw, ze mala satysfacja z
          > wytkniecia mu bledow. Gorzej, ze na zachodzie jest pelno takich Winieckich...
          > Pozdr.
          • Gość: pawel-l Re: Winiecki vs Rifkin IP: *.prochem.com.pl / 1.0.0.* 21.08.02, 08:59
            Koszt pracy ma pierwszorzędne znaczenie. Jeśli jest tania to zatrudniam 3
            robotników, jeśli droga to biorę jednego i koparkę.
            Porównywanie stopy bezrobocia (aktualnego) jest trochę bez sensu. Lepiej
            porównać że w ostatnim 10-leciu w U.S. powstało chyba 10 mln. miejsc pracy a w
            Europie 0. Jeszcze niedawno bezrobocie w U.S było minimalne.
            Nie ma to nic wspólnego z poziomem bogactwa, a raczej wydajnością i kosztami
            pracy.
            Jesteś strasznie antykapitalistyczny, ale skrajna nędza wynika z braku
            kapitalizmu a nie z jego nadmiaru (chociażby Chiny, kraje azjatyckie, Chile).
            Porównywać Korei płn. i płd. chyba nie zamierzasz.
            • Gość: Kagan Re: Winiecki vs Rifkin IP: *.vic.bigpond.net.au 23.08.02, 09:35
              Gość portalu: pawel-l napisał(a):

              Koszt pracy ma pierwszorzędne znaczenie. Jeśli jest tania to zatrudniam 3
              robotników, jeśli droga to biorę jednego i koparkę.
              K: Marna to koparka, co zastepuje zaledwie 2 robotnikow...
              Poza tym sa prace, gdzie maszyna jest znacznie szybsza i dokladniejsza niz
              czlowiek. Nie zastapisz np. tokarki kikoma slusarzami z pilnikami...
              Maszyny tanieja (relatywnie do ich wydajnosci), a utrzymanie czlowieka
              staje coraz drozsze...


              > Porównywanie stopy bezrobocia (aktualnego) jest trochę bez sensu. Lepiej
              > porównać że w ostatnim 10-leciu w U.S. powstało chyba 10 mln. miejsc pracy a
              w Europie 0. Jeszcze niedawno bezrobocie w U.S było minimalne.
              K: Ale ile miejsc pracy USA stracilo, i ile tam przybylo ludzi (legalnie,
              polegalnie i nielegalnie)? USA ma ciagle spore rezerwy: surowcow, ziemii,
              kapitalu. Europa dawno te rezerwy wyczerpala, stad ten wolniejszy rozwoj.
              Ale USA tez juz doszlo do kresu swych mozliwosci, stad te plany wojenne
              USA, albowiem jedyny ratunek jest w interwencji panstwa, a jedyna taka
              dopuszczalna forma interwencji w USA jest poprzez wydatki na zbrojenia...

              > Nie ma to nic wspólnego z poziomem bogactwa, a raczej wydajnością i kosztami
              > pracy.
              K: Wydajnosc pracy jest pochodna tzw. technicznego uzbrojenia pracy,
              jakosci zarzadzania i kultury pracy. A to wszystko kosztuje (chocby
              koszta edukacji pracownikow, i to ich calych pokolen)...

              > Jesteś strasznie antykapitalistyczny, ale skrajna nędza wynika z braku
              > kapitalizmu a nie z jego nadmiaru (chociażby Chiny, kraje azjatyckie, Chile).
              > Porównywać Korei płn. i płd. chyba nie zamierzasz.
              K: Skrajna nedza jest tez w USA! Czy wiesz, ile milionow Amerykanow
              zyje w strasznych slumsach, czy na poludniu Stanow? Nedza na wsi
              (np. Apallachy) jest rozproszona, ale w takim NY, Chicago czy LA,
              jest ona w koncentracie... A np. W NRD jakosc zycia sie wrecz
              pogorszyla po wprowadzeniu kapitalizmu...
              Chiny zas robia olbrzymie postepy, wlasnie dzieki przyjeciu
              nieortodoksyjnych sposobow zarzadzania gospodarka: ani markistowskich,
              ani neoliberalnych!
              Kagan
        • Gość: stasik Re: Winiecki vs Rifkin IP: *.sachsenlb.de 21.08.02, 11:57
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > Gość portalu: stasik napisał(a):

          > stasik: te teorie rzeczywiscie nie wyjasniaja fenomenu USA, ale wyjasnia je
          > jeszcze prostszy model, a mianowicie prosty model rynku; popyt jest
          warunkowany
          > preferencjami (czyli czynnik psychologiczny), w tym przypadku to wiara, ze
          USA
          > jest potega gospodarczo-polityczna, ktora kaze trzymac ludziom dolary w
          > skarpetce i bankom centr. w postaci rezerw.
          > - OK! Ale to sa teorie NIEracjonalne, czyli odzrucajace tzw. hipoteze
          > racjonalnego zachowania sie podmiotow gospodarczych, hipoteze, ktora jest
          > fundamentem neoliberalnej i monetarystcznej ekonomii!

          stasik: jak najbardziej sa to zachowania racjonalne, podmioty maksymalizuja
          wlasna uzytecznosc, jesli chca trzymac dolary ze wzgledow przezornosciowych, to
          to czynia, bo przynosi im to wieksza uzytecznosc niz np. trzymanie zlotowek w
          banku, nie zawsze maksymalizacja oprocentowania oznacza maksymalizacje
          uzytecznosci, to czy trzymaja dolary czy nie zalezy od ich awersji wobec
          ryzyka, ktora wlasnie wplywa na uzytecznosc
          banki centralne, trzymaja rezerwy w walutach, w ktorych dokonywana jest
          wiekszosc platnosci miedzynarodowych i ktorych emitenci sa wiarygodni

          nie wiem co w tym jest nieracjonalnego

          > > co do Japonii i Niemiec to do wytlumaczenia konieczna jest odpowiedz co
          > pogarsza konkurencyjnosc tych krajow, same teorie rzeczywiscie tu zawodza,
          > ale czym sa modele jak nie uproszczeniem rzeczywistosci pozwalajacym na
          > zrozumienie bardziej zlozonych problemow
          > K: Odp. jest prosta: wyczerpaly sie w tych krajach zasoby czynnikow rozwoju
          > gosp.. Oraz te kraje zbyt sie uzaleznily od rynku swiat., stad ich rzady nie
          sa>
          > w stanie juz dluzej wplywac na gospodarke, ktora rzadzi rynek swiatowy...

          s: wyczerpala sie konkurencyjnosc tych krajow na rynkach swiatowych, zgadza
          sie ze nie pomogla im takze slaba koniunktura na rynku swiatowym, ale
          twierdzenie, ze idzie im slabo, bo sie za mocno uzaleznili od hz jest
          niedorzeczne, co powiesz o Irlandii, Holandii i innych malych krajach,
          skazanych na eksport, poza tym Japonia jest od pewnego czasu krajem niezbyt
          liberalnym

          > stasik: przeciez chyba w Polsce jest dosc kapitalu? to kap. spekulacyjny, ale
          > na inwestycjach rzeczowych ciezko tu uzyskac wieksza stope zwrotu.
          > - W Polsce jest ogromny deficyt kapitalu. Stad prywatyzacja polega na
          sprzedazy
          >
          > za pol darmo zachodnim kapitalistom, z braku kapitalu rodzimego...


          s: co znaczy dla Ciebie "pol darmo", ponizej wartosci ksiegowej?
          co znaczy deficyt kapitalu, kapital jest bardzo ruchliwy i nie przychodzi do
          krajow przesocjalizowanych, o skomplikowanych przepisach, korupcji, bo mu sie
          nie oplaca, przyjdzie jak mu sie stworzy odpowiednie warunki, trzeba tez dbac o
          rodzimych kapitalistow

          o dziwo trafne spostrzezenia w przypadku Winieckiego, ale nie moge strawic
          Twojej teorii "konca pracy", masz cos na poparcie swojej tezy poza slowami i
          wyobrazeniami? masz cos zeby odeprzec moje argumenty, dlaczego taki koniec nie
          nastapi?

          Pozdr.
          • Gość: Kagan Winiecki w NIE IP: *.vic.bigpond.net.au 23.08.02, 09:00
            www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=726
            Jan Winiecki
            Profesor Jan Winiecki zasłynął jesienią 1993 r. listem szeroko omawianym przez
            prasę, nie tylko krajową, w którym uzasadniał swoją rezygnację z funkcji
            przedstawiciela rządu polskiego w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju.
            Prorokował, że rosnąca nierównowaga wewnętrzna, zwiększający się deficyt
            budżetowy i coraz wyższa inflacja złączą się z nierównowagą zewnętrzną.
            Wyglądać to będzie dość niepokojąco, jak powtórzenie sytuacji z lat 1988–89.
            Tak więc, wcześniej czy później, od rządu katastrofy narodowej doczekamy się
            nie czego innego jak właśnie katastrofy gospodarczej. Chodziło o rząd Waldemara
            Pawlaka. Wybuchł skandal, bo tekst mógł naprawdę zaszkodzić Polsce.
            Rzeczywistość zweryfikowała przepowiednie Winieckiego – lata 1993–1997 należały
            do najlepszych w 12-letniej historii polskiej transformacji. PKB rósł w tempie
            5–7 proc. rocznie. Gdy Grzegorz Kołodko został ponownie
            ministrem finansów, Winiecki natychmiast ogłosił na łamach "Rzeczpospolitej",
            że niczego dobrego nie da się o Kołodce powiedzieć.

            Jan Winiecki pracuje jako doradca Westdeutsche Landesbank Polska. Był on jednym
            z 9 nieostrożnych, które pożyczyły pieniądze Stoczni Szczecińskiej Porta
            Holding i teraz musi tworzyć rezerwy. Kredyt został udzielony w ubiegłym roku
            na budowę jednego statku na podstawie sprawozdania finansowego stoczni za 2000
            r. zbadanego przez audytora, firmę Ernst & Young. Wypłacano go w transzach. Na
            wniosek zarządu stoczni w grudniu zeszłego roku przyspieszono wypłatę kolejnej.
            Potem okazało się, że pieniądze zostały wykorzystane niezgodnie z umową. Bank
            umoczył.

            Podobnie było z kredytem dla spółki Formus Polska, która po "przepaleniu" 80
            mln dolarów w ubiegłym roku ogłosiła upadłość. Jakoś ludzie z WestLB nie
            zorientowali się w charakterze działalności prezesa tej firmy Jarosława
            Mulewicza – szanowanego biznesmena związanego z Business Centre Club.
            Kagan (za NIE)
          • Gość: Kagan Re: Winiecki vs Rifkin IP: *.vic.bigpond.net.au 23.08.02, 09:21
            Gość portalu: stasik napisał(a):

            > Gość portalu: Kagan napisał(a):
            >
            > > Gość portalu: stasik napisał(a):
            stasik: te teorie rzeczywiscie nie wyjasniaja fenomenu USA, ale wyjasnia
            je jeszcze prostszy model, a mianowicie prosty model rynku; popyt jest
            warunkowany preferencjami (czyli czynnik psychologiczny), w tym przypadku to
            wiara, ze USA jest potega gospodarczo-polityczna, ktora kaze trzymac ludziom
            dolary w skarpetce i bankom centr. w postaci rezerw.
            - OK! Ale to sa teorie NIEracjonalne, czyli odzrucajace tzw. hipoteze
            racjonalnego zachowania sie podmiotow gospodarczych, hipoteze, ktora jest
            fundamentem neoliberalnej i monetarystcznej ekonomii!

            stasik: jak najbardziej sa to zachowania racjonalne, podmioty maksymalizuja
            wlasna uzytecznosc, jesli chca trzymac dolary ze wzgledow przezornosciowych, to
            to czynia, bo przynosi im to wieksza uzytecznosc niz np. trzymanie zlotowek w
            banku, nie zawsze maksymalizacja oprocentowania oznacza maksymalizacje
            uzytecznosci, to czy trzymaja dolary czy nie zalezy od ich awersji wobec
            ryzyka, ktora wlasnie wplywa na uzytecznosc
            K: Co rozumiesz przez uzytecznosc? jak mozna "maksymalizowac wlasna
            uzytecznosc"? Cos slyszales o tzw. utility, ale niewiele z tego
            zrozumiales, tam bowiem chodzi glownie o wielkosci MARGINALNE, a nie
            absolutne... Czy ty np. wybierasz zawsze bank z nizszym oprocentowaniem?
            Pamietaj: najlepszy jest zawsze ten bank, co daje (realnie) najlepsze
            oprocentowanie wkladu. Realnie, czyli ze je wyplaci zanim zbankrutuje...

            > banki centralne, trzymaja rezerwy w walutach, w ktorych dokonywana jest
            > wiekszosc platnosci miedzynarodowych i ktorych emitenci sa wiarygodni
            > nie wiem co w tym jest nieracjonalnego.
            K: Nieracjonalne jest to, ze biznesmeni ufaja dolarowi USA, ktory jest
            niewiarygodny, bo kraj ten ma olbrzymi deficyt platniczy i handlowy,
            czyli zyje od lat ponad stan! USA sa de facto bankrutem, a swiatowa finasjera
            udaje, ze tego nie widzi. Czy to jest racjonalne zachowanie, takie chowanie
            glowy w piasek?

            > co do Japonii i Niemiec to do wytlumaczenia konieczna jest odpowiedz
            > co pogarsza konkurencyjnosc tych krajow, same teorie rzeczywiscie tu zawodza,
            > ale czym sa modele jak nie uproszczeniem rzeczywistosci pozwalajacym na
            > zrozumienie bardziej zlozonych problemow
            K: Odp. jest prosta: wyczerpaly sie w tych krajach zasoby czynnikow rozwoju
            gosp. Oraz te kraje zbyt sie uzaleznily od rynku swiat., stad ich rzady
            nie sa w stanie juz dluzej wplywac na gospodarke, ktora rzadzi rynek swiatowy...
            >
            s: wyczerpala sie konkurencyjnosc tych krajow na rynkach swiatowych, zgadza
            sie ze nie pomogla im takze slaba koniunktura na rynku swiatowym, ale
            twierdzenie, ze idzie im slabo, bo sie za mocno uzaleznili od hz jest
            niedorzeczne, co powiesz o Irlandii, Holandii i innych malych krajach,
            skazanych na eksport, poza tym Japonia jest od pewnego czasu krajem niezbyt
            liberalnym
            K: To sa male kraje, ktore znalazly sobie w miare bezpieczne nisze.
            Ale taka Irlandia to gospodarka mniejsza niz Londynu, a Holandia
            ma na pewno mniejsza gospodarke niz Nowy Jork.. Znaj proporcje,
            Mociumpanie...

            > stasik: przeciez chyba w Polsce jest dosc kapitalu? to kap. spekulacyjny,
            > ale na inwestycjach rzeczowych ciezko tu uzyskac wieksza stope zwrotu.
            - W Polsce jest ogromny deficyt kapitalu. Stad prywatyzacja polega na
            sprzedazy za pol darmo zachodnim kapitalistom, z braku kapitalu rodzimego...
            >
            s: co znaczy dla Ciebie "pol darmo", ponizej wartosci ksiegowej?
            K: Ponizej tego, co dobry salesman moglby dostac w przeciagu, powiedzmy,
            roku! I pamietaj: jak rynek jest w depresji, to tylko desperaci pozbywaja
            sie na nim tzw. assets... To byl glowny blad polskiej prywatyzacji:
            prywatyzacja 'za wszelka cene'...

            > co znaczy deficyt kapitalu, kapital jest bardzo ruchliwy i nie przychodzi do
            > krajow przesocjalizowanych, o skomplikowanych przepisach, korupcji, bo mu sie
            > nie oplaca, przyjdzie jak mu sie stworzy odpowiednie warunki, trzeba tez dbac
            o rodzimych kapitalistow
            K: Przede wszystkim nie przeszkadzac rodzimym, ale tez nie pomagac, bo co to za
            biznesman, ktory potrzebuje opieki panstwa? panstwo jest do opieki nad
            slabymi, a nie od opiekowania sie rekinami finansjery...

            > o dziwo trafne spostrzezenia w przypadku Winieckiego, ale nie moge strawic
            > Twojej teorii "konca pracy", masz cos na poparcie swojej tezy poza slowami i
            > wyobrazeniami? masz cos zeby odeprzec moje argumenty, dlaczego taki koniec
            nie nastapi?
            K: Popatrz na postepujaca automatyzacje nawet prac umyslowych. W Australii
            od lat banki zwalaniaja ludzi, bo komputery (bankomaty, Internet)
            zastepuja kasjerow. Mi chodzi o to, ze postep technologiczny stworzy
            niedlugo inteligentne roboty (AI), i kto wtedy zatrudni czlowieka z IQ
            ponizej 130? Tylko 5-10% najbardziej inteligentnych i kreatywnych ludzi
            bedzie mialo wtedy szanse na znalezienie pracy. W Melbourne juz nie ma
            np. smieciarzy ani zamiataczy ulic: robot na ciezarowce laduje kubly,
            a maszyny myja i zamiataja chodniki i ulice. Nastepny etap to zastapienie
            kierowcy robotem. Juz sa takie roboty, na razie w wojsku (do kierowania
            samochodami czy czolgami na terenie zaminowanym czy skazonym).
            Vernor Vigne, matematyk i informatyk z uniwerytetu w San Diego (autor
            publikacji na temat AI w najbardziej prestiżowych pismach naukowych) twierdzi,
            ze komputery zrownaja sie mozliwosciami intelektualnymi z czlowiekiem ok. roku
            2030, i wtedy “Homo Sapiens straci miano najinteligentniejszej istoty na Ziemi”.
            WPROST Nr. 39 (30/09/2001) s. 55 (Michał Adamczyk “Intermożliwości”)
            Kagan z Pozdr.
            • Gość: stasik Re: Winiecki vs Rifkin IP: *.sachsenlb.de 23.08.02, 10:20
              Gość portalu: Kagan napisał(a):
              >
              > stasik: jak najbardziej sa to zachowania racjonalne, podmioty maksymalizuja
              > wlasna uzytecznosc, jesli chca trzymac dolary ze wzgledow przezornosciowych,
              to
              > to czynia, bo przynosi im to wieksza uzytecznosc niz np. trzymanie zlotowek w
              > banku, nie zawsze maksymalizacja oprocentowania oznacza maksymalizacje
              > uzytecznosci, to czy trzymaja dolary czy nie zalezy od ich awersji wobec
              > ryzyka, ktora wlasnie wplywa na uzytecznosc
              > K: Co rozumiesz przez uzytecznosc? jak mozna "maksymalizowac wlasna
              > uzytecznosc"? Cos slyszales o tzw. utility, ale niewiele z tego
              > zrozumiales, tam bowiem chodzi glownie o wielkosci MARGINALNE, a nie
              > absolutne... Czy ty np. wybierasz zawsze bank z nizszym oprocentowaniem?
              > Pamietaj: najlepszy jest zawsze ten bank, co daje (realnie) najlepsze
              > oprocentowanie wkladu. Realnie, czyli ze je wyplaci zanim zbankrutuje...

              s: ja doskonale to rozumiem, a ty powtarzasz gdzies tam zaslyszane hasla
              ("chodzi o wielkosci absolutne"), ale tak naprawde nie rozumiesz materii,
              chodzi o maksymalizacje calkowitej uzytecznosci, czyli takie konsumowanie, przy
              ktorym uzytecznosc marginalna jest dodatnia (dla uzupelnienia twej wiedzy:
              wielkosci marginalne mozna traktowac jako pochodne funkcji wyrazajacych
              wielkosci calkowite, pochodna ɬ => wielkosc calkowita rosnie)

              >
              > > banki centralne, trzymaja rezerwy w walutach, w ktorych dokonywana jest
              > > wiekszosc platnosci miedzynarodowych i ktorych emitenci sa wiarygodni
              > > nie wiem co w tym jest nieracjonalnego.
              > K: Nieracjonalne jest to, ze biznesmeni ufaja dolarowi USA, ktory jest
              > niewiarygodny, bo kraj ten ma olbrzymi deficyt platniczy i handlowy,
              > czyli zyje od lat ponad stan! USA sa de facto bankrutem, a swiatowa finasjera
              > udaje, ze tego nie widzi. Czy to jest racjonalne zachowanie, takie chowanie
              > glowy w piasek?

              s: swiatowa finansjera niczego nie udaje, to ty masz jakies wizje rodem z radia
              maryja, swiatowej finansjerze chodzi o zysk a nie o pozory, wszyscy wierza, ze
              USA jest potega i dlatego banki centralne trzymaja go jako rezerwy, wobec tego
              moga sobie pozwolic na ujemne saldo bil. platniczego

              > K: Odp. jest prosta: wyczerpaly sie w tych krajach zasoby czynnikow rozwoju
              > gosp. Oraz te kraje zbyt sie uzaleznily od rynku swiat., stad ich rzady
              > nie sa w stanie juz dluzej wplywac na gospodarke, ktora rzadzi rynek
              swiatowy..

              s: sa nadal w stanie wplywac na konkurencyjnosc gospodarki, a ze wplywaja
              negatywnie to juz ich problem

              > s: wyczerpala sie konkurencyjnosc tych krajow na rynkach swiatowych, zgadza
              > sie ze nie pomogla im takze slaba koniunktura na rynku swiatowym, ale
              > twierdzenie, ze idzie im slabo, bo sie za mocno uzaleznili od hz jest
              > niedorzeczne, co powiesz o Irlandii, Holandii i innych malych krajach,
              > skazanych na eksport, poza tym Japonia jest od pewnego czasu krajem niezbyt
              > liberalnym
              > K: To sa male kraje, ktore znalazly sobie w miare bezpieczne nisze.
              > Ale taka Irlandia to gospodarka mniejsza niz Londynu, a Holandia
              > ma na pewno mniejsza gospodarke niz Nowy Jork.. Znaj proporcje,
              > Mociumpanie...

              s: jest normalne, iz male kraje maja wiekszy udzial eksportu w gdp, a wiec wg
              twoich slow nie moga wplywac na wlasne gospodarkie, bo rzadzi nimi rynek
              swiatowy, co z tego ze sa male?

              > > stasik: przeciez chyba w Polsce jest dosc kapitalu? to kap. spekulacyjny,
              > > ale na inwestycjach rzeczowych ciezko tu uzyskac wieksza stope zwrotu.
              > - W Polsce jest ogromny deficyt kapitalu. Stad prywatyzacja polega na
              > sprzedazy za pol darmo zachodnim kapitalistom, z braku kapitalu rodzimego...
              > >
              > s: co znaczy dla Ciebie "pol darmo", ponizej wartosci ksiegowej?
              > K: Ponizej tego, co dobry salesman moglby dostac w przeciagu, powiedzmy,
              > roku! I pamietaj: jak rynek jest w depresji, to tylko desperaci pozbywaja
              > sie na nim tzw. assets... To byl glowny blad polskiej prywatyzacji:
              > prywatyzacja 'za wszelka cene'...

              s: ty jestes ten salesman?, dlaczego akurat roku? firmy sa tyle warte ile
              inwestor chce zaplacic, a dochody z prywatyzacji to rzecz drugorzedna, duzo
              wazniejsza jest sanacja firm


              >
              > > co znaczy deficyt kapitalu, kapital jest bardzo ruchliwy i nie przychodzi
              > do
              > > krajow przesocjalizowanych, o skomplikowanych przepisach, korupcji, bo mu
              > sie
              > > nie oplaca, przyjdzie jak mu sie stworzy odpowiednie warunki, trzeba tez d
              > bac
              > o rodzimych kapitalistow
              > K: Przede wszystkim nie przeszkadzac rodzimym, ale tez nie pomagac, bo co to
              za
              > biznesman, ktory potrzebuje opieki panstwa? panstwo jest do opieki nad
              > slabymi, a nie od opiekowania sie rekinami finansjery...

              s: zadbac o rodzimych kapitalistow znaczy obnizyc podatki (dla wszystkich),
              zminiejszyc biurokracje...

              > K: Popatrz na postepujaca automatyzacje nawet prac umyslowych. W Australii
              > od lat banki zwalaniaja ludzi, bo komputery (bankomaty, Internet)
              > zastepuja kasjerow. Mi chodzi o to, ze postep technologiczny stworzy
              > niedlugo inteligentne roboty (AI), i kto wtedy zatrudni czlowieka z IQ
              > ponizej 130? Tylko 5-10% najbardziej inteligentnych i kreatywnych ludzi
              > bedzie mialo wtedy szanse na znalezienie pracy. W Melbourne juz nie ma
              > np. smieciarzy ani zamiataczy ulic: robot na ciezarowce laduje kubly,
              > a maszyny myja i zamiataja chodniki i ulice. Nastepny etap to zastapienie
              > kierowcy robotem. Juz sa takie roboty, na razie w wojsku (do kierowania
              > samochodami czy czolgami na terenie zaminowanym czy skazonym).
              > Vernor Vigne, matematyk i informatyk z uniwerytetu w San Diego (autor
              > publikacji na temat AI w najbardziej prestiżowych pismach naukowych)
              twierdzi,
              > ze komputery zrownaja sie mozliwosciami intelektualnymi z czlowiekiem ok.
              roku
              > 2030, i wtedy "Homo Sapiens straci miano najinteligentniejszej istoty na
              > Ziemi".
              > WPROST Nr. 39 (30/09/2001) s. 55 (Michał Adamczyk "Intermożliwości"
              > )

              s: oznacza to tylko, ze ludzie beda mniej musieli pracowac, rozwina sie tez
              inne galezie charakt. dla bogatych gosp., np. rozrywka, turystyka, ktos musi
              tez te komputery programowac, beda pojawiac sie nowe potrzeby, np. zamiast
              samochodu bedziemy poruszac sie poduszkowcami, ludzie beda dluzej zyc, pojawia
              sie nowe choroby, zawsze znajdzie sie cos do roboty dla czlowieka
              piszesz o IQ 130, jesli komputery beda mogly zastapic ludzi o IQ 120 to co im
              przeszkodzi po roku zastapic ludzi o wyzszej inteligencji

              pzdr.
              • Gość: Kagan Re: Winiecki vs Rifkin IP: *.vic.bigpond.net.au 28.08.02, 13:36
                stasik: jak najbardziej sa to zachowania racjonalne, podmioty maksymalizuja
                wlasna uzytecznosc, jesli chca trzymac dolary ze wzgledow przezornosciowych,
                to to czynia, bo przynosi im to wieksza uzytecznosc niz np. trzymanie zlotowek
                w banku, nie zawsze maksymalizacja oprocentowania oznacza maksymalizacje
                uzytecznosci, to czy trzymaja dolary czy nie zalezy od ich awersji wobec
                ryzyka, ktora wlasnie wplywa na uzytecznosc
                K: Co rozumiesz przez uzytecznosc? I jak mozna "maksymalizowac wlasna
                uzytecznosc"? Cos slyszales o tzw. utility, ale niewiele z tego
                zrozumiales, tam bowiem chodzi glownie o wielkosci MARGINALNE, a nie
                absolutne... Czy ty np. wybierasz zawsze bank z nizszym oprocentowaniem?
                Pamietaj: najlepszy jest zawsze ten bank, co daje (realnie) najlepsze
                oprocentowanie wkladu. Realnie, czyli ze je wyplaci zanim zbankrutuje...

                s: ja doskonale to rozumiem, a ty powtarzasz gdzies tam zaslyszane hasla
                ("chodzi o wielkosci absolutne"), ale tak naprawde nie rozumiesz materii,
                chodzi o maksymalizacje calkowitej uzytecznosci, czyli takie konsumowanie,
                przy ktorym uzytecznosc marginalna jest dodatnia (dla uzupelnienia twej wiedzy:
                wielkosci marginalne mozna traktowac jako pochodne funkcji wyrazajacych
                wielkosci calkowite, pochodna ɬ =) wielkosc calkowita rosnie)
                K: Czyli, ze zakladasz iz "uzytecznosc" jest funkcja (czego?) i ze jest to
                funkcja ciagla (bo ma pochodna). To jak jest wiec np. z uzytecznoscia jedzenia.
                Przeciez jemy kesami, a wiec "dyskretnie" a nie "ciagle". Nasluchales sie
                gdzies bzdur na wykaldach tzw. mikroenomii, i wziales to, biedaku, na
                serio... :(

                S: banki centralne, trzymaja rezerwy w walutach, w ktorych dokonywana jest
                wiekszosc platnosci miedzynarodowych i ktorych emitenci sa wiarygodni
                nie wiem co w tym jest nieracjonalnego.
                K: Nieracjonalne jest to, ze biznesmeni ufaja dolarowi USA, ktory jest
                niewiarygodny, bo kraj ten ma olbrzymi deficyt platniczy i handlowy,
                czyli zyje od lat ponad stan! USA sa de facto bankrutem, a swiatowa finasjera
                udaje, ze tego nie widzi. Czy to jest racjonalne zachowanie, takie chowanie
                glowy w piasek?
                s: swiatowa finansjera niczego nie udaje, to ty masz jakies wizje rodem z radia
                maryja, swiatowej finansjerze chodzi o zysk a nie o pozory, wszyscy wierza, ze
                USA jest potega i dlatego banki centralne trzymaja go jako rezerwy, wobec tego
                moga sobie pozwolic na ujemne saldo bil. platniczego
                K: Dobrze napisales: "wierza". A wiara jest przeciez nieracjonalna, jak ta
                cala neoliberalna "teoria" ekonomii... :(
                Dobre: caly system swiatowych finansow opiera sie na nieracjonalnej wierze
                w potege dolara USA...:(

                K: Odp. jest prosta: wyczerpaly sie w tych krajach zasoby czynnikow rozwoju
                gosp. Oraz te kraje zbyt sie uzaleznily od rynku swiat., stad ich rzady
                nie sa w stanie juz dluzej wplywac na gospodarke, ktora rzadzi ow rynek
                swiatowy, czyli spekuklacyjny kapital zydowski z Nowego Jorku...

                s: sa nadal w stanie wplywac na konkurencyjnosc gospodarki, a ze wplywaja
                negatywnie to juz ich problem
                K: Negatywnie wplywac na gospodarke to nawet Balcerowicz potrafi...;)

                s: wyczerpala sie konkurencyjnosc tych krajow na rynkach swiatowych, zgadza
                sie ze nie pomogla im takze slaba koniunktura na rynku swiatowym, ale
                twierdzenie, ze idzie im slabo, bo sie za mocno uzaleznili od hz jest
                niedorzeczne, co powiesz o Irlandii, Holandii i innych malych krajach,
                skazanych na eksport, poza tym Japonia jest od pewnego czasu krajem niezbyt
                liberalnym
                K: Japonia nigdy nie byla liberalna w gospodarce. Dekoniunktura zaczela sie tam
                dokladnie, gdy Japonia zaczela, za radami USA, MFW i Banku Swiat. liberalizowac
                gospodarke. I nie mozna porownywac malych krajow, ktore znalazly sobie w miare
                bezpieczne nisze z Japonia czy Niemcami!
                Taka Irlandia to gospodarka mniejsza niz Londynu, a Holandia ma na pewno
                mniejsza gospodarke niz Nowy Jork.. Znaj proporcje, Mociumpanie...

                s: jest normalne, iz male kraje maja wiekszy udzial eksportu w gdp, a wiec wg
                twoich slow nie moga wplywac na wlasne gospodarkie, bo rzadzi nimi rynek
                swiatowy, co z tego ze sa male?
                K: To, ze sa male, znaczy, ze np. stosunkowo mala pomoc z UE moze im duzo pomoc
                (Irlandia). A Holandia nakradla sie bogactw za czasow kolonialnych, i poniewaz
                ich szybko nie roztwonila, to miala kilkadziesiat lat dobrego zycia...

                stasik: przeciez chyba w Polsce jest dosc kapitalu? to kap. spekulacyjny,
                ale na inwestycjach rzeczowych ciezko tu uzyskac wieksza stope zwrotu.
                K: W Polsce jest ogromny deficyt kapitalu. Stad prywatyzacja polega na
                sprzedazy za pol darmo zachodnim kapitalistom, z braku kapitalu rodzimego.

                s: co znaczy dla Ciebie "pol darmo", ponizej wartosci ksiegowej?
                K: Ponizej tego, co dobry salesman moglby dostac w przeciagu, powiedzmy,
                roku! I pamietaj: jak rynek jest w depresji, to tylko desperaci pozbywaja
                sie na nim tzw. assets... To byl glowny blad polskiej prywatyzacji:
                prywatyzacja 'za wszelka cene'...

                s: ty jestes ten salesman?, dlaczego akurat roku?
                K: Na pewno bym lepiej sprzedal niz Balcerowicz, Bielecki czy Suchocka.
                A rok to taki "okragly" okres czasu, okres rozliczania podatkow czy
                tez sporzadzania bilansu...

                S: firmy sa tyle warte ile inwestor chce zaplacic, a dochody z prywatyzacji to
                rzecz drugorzedna, duzo wazniejsza jest sanacja firm
                K: NIE! Firmy maja wartosc i cene. Chodzi o to, aby sprzedac za cene zblizona
                do wartosci! A co to za "sanacja", jak odbywa sie ona poprzez zwalnianie
                pracownikow i wyprzedzaz majatku...

                S: co znaczy deficyt kapitalu, kapital jest bardzo ruchliwy i nie przychodzi
                do krajow przesocjalizowanych, o skomplikowanych przepisach, korupcji, bo mu
                sie nie oplaca, przyjdzie jak mu sie stworzy odpowiednie warunki, trzeba
                tez dbac o rodzimych kapitalistow
                K: Chcesz aby Polska brala udzial w tzw. "holenderskiej aukcji", czyli
                konkurowala o kapital zagraniczny np. z Ameryka Lacinska czy Azja poprzez
                obnizenie plac, odebranie praw pracownikom itd?
                Co do kapitalistow: przede wszystkim nie przeszkadzac rodzimym, ale tez nie
                pomagac, bo co to za biznesman, ktory potrzebuje opieki panstwa? panstwo jest
                do opieki nad slabymi, a nie od opiekowania sie rekinami finansjery...

                s: zadbac o rodzimych kapitalistow znaczy obnizyc podatki (dla wszystkich),
                zminiejszyc biurokracje...
                K: A z czego utrzyma sie szkoly, szpitale, policje, wojsko czy sady? W USA
                ciagle obnizaja podatki, wiec infrastruktura jest zaniedbana, szkolnictwo
                panstwowe, czyli ogolnodostepne w ruinie, na leczenie stac tylko bogatych,
                a i tak rosnie tam deficyt budzetu i rachunku biezacego!
                I popatrz na postepujaca automatyzacje nawet prac umyslowych. W Australii
                od lat banki zwalaniaja ludzi, bo komputery (bankomaty, Internet)
                zastepuja kasjerow. Mi chodzi o to, ze postep technologiczny stworzy
                niedlugo inteligentne roboty (AI), i kto wtedy zatrudni czlowieka z IQ
                ponizej 130? Tylko 5-10% najbardziej inteligentnych i kreatywnych ludzi
                bedzie mialo wtedy szanse na znalezienie pracy. W Melbourne juz nie ma
                np. smieciarzy ani zamiataczy ulic: robot na ciezarowce laduje kubly,
                a maszyny myja i zamiataja chodniki i ulice. Nastepny etap to zastapienie
                kierowcy robotem. Juz sa takie roboty, na razie w wojsku (do kierowania
                samochodami czy czolgami na terenie zaminowanym czy skazonym).
                Vernor Vigne, matematyk i informatyk z uniwerytetu w San Diego (autor
                publikacji na temat AI w najbardziej prestiżowych pismach naukowych)
                twierdzi, ze komputery zrownaja sie mozliwosciami intelektualnymi z czlowiekiem
                ok. roku 2030, i wtedy "Homo Sapiens straci miano najinteligentniejszej istoty
                na Ziemi".
                WPROST Nr. 39 (30/09/2001) s. 55 (Michał Adamczyk "Intermożliwości"
                s: oznacza to tylko, ze ludzie beda mniej musieli pracowac, rozwina sie tez
                inne galezie charakt. dla bogatych gosp., np. rozrywka, turystyka, ktos musi
                tez te komputery programowac, beda pojawiac sie nowe potrzeby, np. zamiast
                samochodu bedziemy
                • Gość: stasik Re: Winiecki vs Rifkin IP: 217.69.242.* 29.08.02, 00:22
                  Gość portalu: Kagan napisał(a):

                  ) stasik: jak najbardziej sa to zachowania racjonalne, podmioty maksymalizuja
                  ) wlasna uzytecznosc, jesli chca trzymac dolary ze wzgledow przezornosciowych,
                  ) to to czynia, bo przynosi im to wieksza uzytecznosc niz np. trzymanie
                  zlotowek
                  ) w banku, nie zawsze maksymalizacja oprocentowania oznacza maksymalizacje
                  ) uzytecznosci, to czy trzymaja dolary czy nie zalezy od ich awersji wobec
                  ) ryzyka, ktora wlasnie wplywa na uzytecznosc
                  ) K: Co rozumiesz przez uzytecznosc? I jak mozna "maksymalizowac wlasna
                  ) uzytecznosc"? Cos slyszales o tzw. utility, ale niewiele z tego
                  ) zrozumiales, tam bowiem chodzi glownie o wielkosci MARGINALNE, a nie
                  ) absolutne... Czy ty np. wybierasz zawsze bank z nizszym oprocentowaniem?
                  ) Pamietaj: najlepszy jest zawsze ten bank, co daje (realnie) najlepsze
                  ) oprocentowanie wkladu. Realnie, czyli ze je wyplaci zanim zbankrutuje...
                  )
                  ) s: ja doskonale to rozumiem, a ty powtarzasz gdzies tam zaslyszane hasla
                  ) ("chodzi o wielkosci absolutne"), ale tak naprawde nie rozumiesz materii,
                  ) chodzi o maksymalizacje calkowitej uzytecznosci, czyli takie konsumowanie,
                  ) przy ktorym uzytecznosc marginalna jest dodatnia (dla uzupelnienia twej
                  wiedzy:
                  )
                  ) wielkosci marginalne mozna traktowac jako pochodne funkcji wyrazajacych
                  ) wielkosci calkowite, pochodna ɬ =) wielkosc calkowita rosnie)
                  ) K: Czyli, ze zakladasz iz "uzytecznosc" jest funkcja (czego?) i ze jest to
                  ) funkcja ciagla (bo ma pochodna). To jak jest wiec np. z uzytecznoscia
                  jedzenia.
                  ) Przeciez jemy kesami, a wiec "dyskretnie" a nie "ciagle". Nasluchales sie
                  ) gdzies bzdur na wykaldach tzw. mikroenomii, i wziales to, biedaku, na
                  ) serio... :(

                  s: Jesli dla Ciebie to sa bzdury to nie dziwota dlaczego taka ignorancja wynika
                  z niektorych Twoich postow. Wersja dyskretna jest takze mozliwa, zawsze mozna
                  tez powiedziec, ze uzytecznosc jest funkcja ciagla spozytej wagi, badz
                  objetosci jedzenia. Jak widzisz rozwiazan jest wiele, a modele stosowane w
                  ekonomii maja za zadanie ulatwiac zrozumienie rzeczywistosci. Ty nie probujesz
                  zaczac procesu myslowego od modeli , przez co swiat jest dla Ciebie zbyt
                  skomplikowany:(


                  )
                  ) S: banki centralne, trzymaja rezerwy w walutach, w ktorych dokonywana jest
                  ) wiekszosc platnosci miedzynarodowych i ktorych emitenci sa wiarygodni
                  ) nie wiem co w tym jest nieracjonalnego.
                  ) K: Nieracjonalne jest to, ze biznesmeni ufaja dolarowi USA, ktory jest
                  ) niewiarygodny, bo kraj ten ma olbrzymi deficyt platniczy i handlowy,
                  ) czyli zyje od lat ponad stan! USA sa de facto bankrutem, a swiatowa finasjera
                  ) udaje, ze tego nie widzi. Czy to jest racjonalne zachowanie, takie chowanie
                  ) glowy w piasek?
                  ) s: swiatowa finansjera niczego nie udaje, to ty masz jakies wizje rodem z
                  radia
                  ) maryja, swiatowej finansjerze chodzi o zysk a nie o pozory, wszyscy wierza,
                  ze
                  ) USA jest potega i dlatego banki centralne trzymaja go jako rezerwy, wobec
                  tego
                  ) moga sobie pozwolic na ujemne saldo bil. platniczego
                  ) K: Dobrze napisales: "wierza". A wiara jest przeciez nieracjonalna, jak ta
                  ) cala neoliberalna "teoria" ekonomii... :(
                  ) Dobre: caly system swiatowych finansow opiera sie na nieracjonalnej wierze
                  ) w potege dolara USA...:(

                  s: Jak juz wczesniej pisalem, popyt jest determinowany m.in. preferencjami
                  (zgadza sie preferencje sa nie zawsze racjonalne). I nie ma w tym nic dziwnego,
                  ze rynki finansowe (i wszystkie inne) opieraja sie na czynnikach
                  psychologicznych. Slyszales zapewne o czyms takim jak psychologia rynkow
                  finansowych.



                  )
                  ) K: Odp. jest prosta: wyczerpaly sie w tych krajach zasoby czynnikow rozwoju
                  ) gosp. Oraz te kraje zbyt sie uzaleznily od rynku swiat., stad ich rzady
                  ) nie sa w stanie juz dluzej wplywac na gospodarke, ktora rzadzi ow rynek
                  ) swiatowy, czyli spekuklacyjny kapital zydowski z Nowego Jorku...
                  )
                  ) s: sa nadal w stanie wplywac na konkurencyjnosc gospodarki, a ze wplywaja
                  ) negatywnie to juz ich problem
                  ) K: Negatywnie wplywac na gospodarke to nawet Balcerowicz potrafi...;)

                  s: Jemu zawdzieczam "relatywny dobrobyt" RP. A ze nie pozwolono mu dokonczyc
                  misji- nad tym ubolewam.


                  ) s: wyczerpala sie konkurencyjnosc tych krajow na rynkach swiatowych, zgadza
                  ) sie ze nie pomogla im takze slaba koniunktura na rynku swiatowym, ale
                  ) twierdzenie, ze idzie im slabo, bo sie za mocno uzaleznili od hz jest
                  ) niedorzeczne, co powiesz o Irlandii, Holandii i innych malych krajach,
                  ) skazanych na eksport, poza tym Japonia jest od pewnego czasu krajem niezbyt
                  ) liberalnym
                  ) K: Japonia nigdy nie byla liberalna w gospodarce. Dekoniunktura zaczela sie
                  tam
                  )
                  ) dokladnie, gdy Japonia zaczela, za radami USA, MFW i Banku Swiat.
                  liberalizowac
                  ) gospodarke. I nie mozna porownywac malych krajow, ktore znalazly sobie w
                  miare
                  ) bezpieczne nisze z Japonia czy Niemcami!
                  ) Taka Irlandia to gospodarka mniejsza niz Londynu, a Holandia ma na pewno
                  ) mniejsza gospodarke niz Nowy Jork.. Znaj proporcje, Mociumpanie...
                  )
                  ) s: jest normalne, iz male kraje maja wiekszy udzial eksportu w gdp, a wiec wg
                  ) twoich slow nie moga wplywac na wlasne gospodarkie, bo rzadzi nimi rynek
                  ) swiatowy, co z tego ze sa male?
                  ) K: To, ze sa male, znaczy, ze np. stosunkowo mala pomoc z UE moze im duzo
                  pomo
                  ) c
                  ) (Irlandia). A Holandia nakradla sie bogactw za czasow kolonialnych, i
                  poniewaz
                  ) ich szybko nie roztwonila, to miala kilkadziesiat lat dobrego zycia...

                  s: Nie Ty nadal o kolonializmie. Czy to taki problem wstukac pare slow do
                  wyszukiwarki i zobaczyc o ile wzbogacila sie Holandia w ostatnich
                  kilkudziesieciu latach. A Irlandia dokonala skoku, dzieki niskim podatkom i
                  inwestycjom USA, a nie dzieki pomocy UE. Owszem pieniadze pomogly, ale zostaly
                  one dobrze zagospodarowane w przeciwienstwie np. do Grecji.


                  )
                  ) stasik: przeciez chyba w Polsce jest dosc kapitalu? to kap. spekulacyjny,
                  ) ale na inwestycjach rzeczowych ciezko tu uzyskac wieksza stope zwrotu.
                  ) K: W Polsce jest ogromny deficyt kapitalu. Stad prywatyzacja polega na
                  ) sprzedazy za pol darmo zachodnim kapitalistom, z braku kapitalu rodzimego.
                  )
                  ) s: co znaczy dla Ciebie "pol darmo", ponizej wartosci ksiegowej?
                  ) K: Ponizej tego, co dobry salesman moglby dostac w przeciagu, powiedzmy,
                  ) roku! I pamietaj: jak rynek jest w depresji, to tylko desperaci pozbywaja
                  ) sie na nim tzw. assets... To byl glowny blad polskiej prywatyzacji:
                  ) prywatyzacja 'za wszelka cene'...
                  )
                  ) s: ty jestes ten salesman?, dlaczego akurat roku?
                  ) K: Na pewno bym lepiej sprzedal niz Balcerowicz, Bielecki czy Suchocka.
                  ) A rok to taki "okragly" okres czasu, okres rozliczania podatkow czy
                  ) tez sporzadzania bilansu...

                  s: Jasne:)))


                  )
                  ) S: firmy sa tyle warte ile inwestor chce zaplacic, a dochody z prywatyzacji
                  to
                  ) rzecz drugorzedna, duzo wazniejsza jest sanacja firm
                  ) K: NIE! Firmy maja wartosc i cene. Chodzi o to, aby sprzedac za cene zblizona
                  ) do wartosci! A co to za "sanacja", jak odbywa sie ona poprzez zwalnianie
                  ) pracownikow i wyprzedzaz majatku...

                  s: Nalezy sprzedawac jak najszybciej, cena gra tu niewielka role, bo pieniadze
                  i tak zostana przejedzone. A odwlekanie prywatyzacji, argument, ze najpierw
                  sanujemy a potem sprzedajemy (w przyrodzie procesy wystepuja pod
                  nazwa "konsolidacji", "restrukturyzacji", "komercjalizacji" itp.), doprowadzaja
                  tylko do pomniejszenia wartosci i proponowanej przez oferentow ceny.
                  Jeszcze odnosnie wartosci: jesli wartosc obliczasz na podstawie majatku metoda
                  odtworzeniowa (w Polsce metoda posla PSLowcow) to zawsze Ci wyjdzie, ze Polska
                  jest rozkradana.
                  )


                  ) S: co znaczy deficyt kapitalu, kapital jest bardzo ruchliwy i nie przychodzi
                  ) do krajow przesocjalizowanych, o skomplikowanych przepisach, korupcji, bo mu
                  ) sie nie oplaca, przyjdzie jak mu sie stworzy odpowiednie warunki, trzeba
                  ) tez dbac o rodzimych kapitalistow
                  ) K: Chcesz aby Polska brala udz
                  • Gość: Kagan Re: Winiecki vs Rifkin IP: *.vic.bigpond.net.au 07.09.02, 09:54
                    stasik: jak najbardziej sa to zachowania racjonalne, podmioty maksymalizuja
                    wlasna uzytecznosc, jesli chca trzymac dolary ze wzgledow przezornosciowych,
                    to to czynia, bo przynosi im to wieksza uzytecznosc niz np. trzymanie
                    zlotowek w banku (...)
                    K: Co rozumiesz przez uzytecznosc? I jak mozna "maksymalizowac wlasna
                    uzytecznosc"? Cos slyszales o tzw. utility, ale niewiele z tego
                    zrozumiales, tam bowiem chodzi glownie o wielkosci MARGINALNE, a nie
                    absolutne... Pamietaj: najlepszy jest zawsze ten bank, co daje (realnie)
                    najlepsze oprocentowanie wkladu. Realnie, czyli ze je wyplaci zanim
                    zbankrutuje...

                    s: ja doskonale to rozumiem, a ty powtarzasz gdzies tam zaslyszane hasla
                    ("chodzi o wielkosci absolutne"), ale tak naprawde nie rozumiesz materii,
                    chodzi o maksymalizacje calkowitej uzytecznosci, czyli takie konsumowanie,
                    przy ktorym uzytecznosc marginalna jest dodatnia (dla uzupelnienia twej
                    wiedzy: wielkosci marginalne mozna traktowac jako pochodne funkcji wyrazajacych
                    wielkosci calkowite)
                    K: Czyli, ze zakladasz iz "uzytecznosc" jest funkcja (czego?) i ze jest to
                    funkcja ciagla (bo ma pochodna). To jak jest wiec np. z uzytecznoscia
                    jedzenia. Przeciez jemy kesami, a wiec "dyskretnie" a nie "ciagle". Nasluchales
                    sie gdzies bzdur na wykaldach tzw. mikroenomii, i wziales to, biedaku, na
                    serio... :(
                    s: Jesli dla Ciebie to sa bzdury to nie dziwota dlaczego taka ignorancja wynika
                    z niektorych Twoich postow. Wersja dyskretna jest takze mozliwa, zawsze mozna
                    tez powiedziec, ze uzytecznosc jest funkcja ciagla spozytej wagi, badz
                    objetosci jedzenia. Jak widzisz rozwiazan jest wiele, a modele stosowane w
                    ekonomii maja za zadanie ulatwiac zrozumienie rzeczywistosci.
                    K: Tyle, ze tak ja upraszczaja, ze staja sie karykaturami samych siebie...
                    Teoria mikroekonimii nie ma nic wspolnego z rzeczywistoscia ekonomiczna, bo
                    proboje wcisnac zroznicowane zycie w sztywne formulki...

                    S: Ty nie probujesz zaczac procesu myslowego od modeli , przez co swiat jest
                    dla Ciebie zbyt skomplikowany:(
                    K: Bo jest! Modele sie sprawdzaja w fizyce, ale nie w naukach spolecznych!

                    S: banki centralne, trzymaja rezerwy w walutach, w ktorych dokonywana jest
                    wiekszosc platnosci miedzynarodowych i ktorych emitenci sa wiarygodni
                    nie wiem co w tym jest nieracjonalnego.
                    K: Nieracjonalne jest to, ze biznesmeni ufaja dolarowi USA, ktory jest
                    niewiarygodny, bo kraj ten ma olbrzymi deficyt platniczy i handlowy,
                    czyli zyje od lat ponad stan! USA sa de facto bankrutem, a swiatowa finasjera
                    udaje, ze tego nie widzi. Czy to jest racjonalne zachowanie, takie chowanie
                    glowy w piasek?
                    s: swiatowa finansjera niczego nie udaje, to ty masz jakies wizje rodem z
                    radia maryja, swiatowej finansjerze chodzi o zysk a nie o pozory, wszyscy
                    wierza, ze USA jest potega i dlatego banki centralne trzymaja go jako rezerwy,
                    wobec tego moga sobie pozwolic na ujemne saldo bil. platniczego
                    K: Dobrze napisales: "wierza". A wiara jest przeciez nieracjonalna, jak ta
                    cala neoliberalna "teoria" ekonomii... :(
                    Dobre: caly system swiatowych finansow opiera sie na nieracjonalnej wierze
                    w potege dolara USA...:(
                    K: Oczywiscie! Stad jest on tak kruchy i podatny na nieracjonalne fluktuacje!

                    s: Jak juz wczesniej pisalem, popyt jest determinowany m.in. preferencjami
                    (zgadza sie preferencje sa nie zawsze racjonalne). I nie ma w tym nic dziwnego,
                    ze rynki finansowe (i wszystkie inne) opieraja sie na czynnikach
                    psychologicznych. Slyszales zapewne o czyms takim jak psychologia rynkow
                    finansowych.
                    K: Oczywiscie. Czyli przyznajesz, ze finase sa nieracjonalne!

                    K: Odp. jest prosta: wyczerpaly sie w tych krajach zasoby czynnikow rozwoju
                    gosp. Oraz te kraje zbyt sie uzaleznily od rynku swiat., stad ich rzady
                    nie sa w stanie juz dluzej wplywac na gospodarke, ktora rzadzi ow rynek
                    swiatowy, czyli spekuklacyjny kapital zydowski z Nowego Jorku...

                    s: sa nadal w stanie wplywac na konkurencyjnosc gospodarki, a ze wplywaja
                    negatywnie to juz ich problem
                    K: Negatywnie wplywac na gospodarke to nawet Balcerowicz potrafi...;)
                    s: Jemu zawdzieczam "relatywny dobrobyt" RP. A ze nie pozwolono mu dokonczyc
                    misji- nad tym ubolewam.
                    K: I dobrze! Dzis by nie bylo w Polsce ani jednej fabryki i ani jednego
                    gospodarstwa rolnego!

                    s: wyczerpala sie konkurencyjnosc tych krajow na rynkach swiatowych, zgadza
                    sie ze nie pomogla im takze slaba koniunktura na rynku swiatowym, ale
                    twierdzenie, ze idzie im slabo, bo sie za mocno uzaleznili od hz jest
                    niedorzeczne, co powiesz o Irlandii, Holandii i innych malych krajach,
                    skazanych na eksport, poz
                  • Gość: Kagan Re: Winiecki vs Rifkin IP: *.vic.bigpond.net.au 07.09.02, 09:54
                    stasik: jak najbardziej sa to zachowania racjonalne, podmioty maksymalizuja
                    wlasna uzytecznosc, jesli chca trzymac dolary ze wzgledow przezornosciowych,
                    to to czynia, bo przynosi im to wieksza uzytecznosc niz np. trzymanie
                    zlotowek w banku (...)
                    K: Co rozumiesz przez uzytecznosc? I jak mozna "maksymalizowac wlasna
                    uzytecznosc"? Cos slyszales o tzw. utility, ale niewiele z tego
                    zrozumiales, tam bowiem chodzi glownie o wielkosci MARGINALNE, a nie
                    absolutne... Pamietaj: najlepszy jest zawsze ten bank, co daje (realnie)
                    najlepsze oprocentowanie wkladu. Realnie, czyli ze je wyplaci zanim
                    zbankrutuje...

                    s: ja doskonale to rozumiem, a ty powtarzasz gdzies tam zaslyszane hasla
                    ("chodzi o wielkosci absolutne"), ale tak naprawde nie rozumiesz materii,
                    chodzi o maksymalizacje calkowitej uzytecznosci, czyli takie konsumowanie,
                    przy ktorym uzytecznosc marginalna jest dodatnia (dla uzupelnienia twej
                    wiedzy: wielkosci marginalne mozna traktowac jako pochodne funkcji wyrazajacych
                    wielkosci calkowite)
                    K: Czyli, ze zakladasz iz "uzytecznosc" jest funkcja (czego?) i ze jest to
                    funkcja ciagla (bo ma pochodna). To jak jest wiec np. z uzytecznoscia
                    jedzenia. Przeciez jemy kesami, a wiec "dyskretnie" a nie "ciagle". Nasluchales
                    sie gdzies bzdur na wykaldach tzw. mikroenomii, i wziales to, biedaku, na
                    serio... :(
                    s: Jesli dla Ciebie to sa bzdury to nie dziwota dlaczego taka ignorancja wynika
                    z niektorych Twoich postow. Wersja dyskretna jest takze mozliwa, zawsze mozna
                    tez powiedziec, ze uzytecznosc jest funkcja ciagla spozytej wagi, badz
                    objetosci jedzenia. Jak widzisz rozwiazan jest wiele, a modele stosowane w
                    ekonomii maja za zadanie ulatwiac zrozumienie rzeczywistosci.
                    K: Tyle, ze tak ja upraszczaja, ze staja sie karykaturami samych siebie...
                    Teoria mikroekonimii nie ma nic wspolnego z rzeczywistoscia ekonomiczna, bo
                    proboje wcisnac zroznicowane zycie w sztywne formulki...

                    S: Ty nie probujesz zaczac procesu myslowego od modeli , przez co swiat jest
                    dla Ciebie zbyt skomplikowany:(
                    K: Bo jest! Modele sie sprawdzaja w fizyce, ale nie w naukach spolecznych!

                    S: banki centralne, trzymaja rezerwy w walutach, w ktorych dokonywana jest
                    wiekszosc platnosci miedzynarodowych i ktorych emitenci sa wiarygodni
                    nie wiem co w tym jest nieracjonalnego.
                    K: Nieracjonalne jest to, ze biznesmeni ufaja dolarowi USA, ktory jest
                    niewiarygodny, bo kraj ten ma olbrzymi deficyt platniczy i handlowy,
                    czyli zyje od lat ponad stan! USA sa de facto bankrutem, a swiatowa finasjera
                    udaje, ze tego nie widzi. Czy to jest racjonalne zachowanie, takie chowanie
                    glowy w piasek?
                    s: swiatowa finansjera niczego nie udaje, to ty masz jakies wizje rodem z
                    radia maryja, swiatowej finansjerze chodzi o zysk a nie o pozory, wszyscy
                    wierza, ze USA jest potega i dlatego banki centralne trzymaja go jako rezerwy,
                    wobec tego moga sobie pozwolic na ujemne saldo bil. platniczego
                    K: Dobrze napisales: "wierza". A wiara jest przeciez nieracjonalna, jak ta
                    cala neoliberalna "teoria" ekonomii... :(
                    Dobre: caly system swiatowych finansow opiera sie na nieracjonalnej wierze
                    w potege dolara USA...:(
                    K: Oczywiscie! Stad jest on tak kruchy i podatny na nieracjonalne fluktuacje!

                    s: Jak juz wczesniej pisalem, popyt jest determinowany m.in. preferencjami
                    (zgadza sie preferencje sa nie zawsze racjonalne). I nie ma w tym nic dziwnego,
                    ze rynki finansowe (i wszystkie inne) opieraja sie na czynnikach
                    psychologicznych. Slyszales zapewne o czyms takim jak psychologia rynkow
                    finansowych.
                    K: Oczywiscie. Czyli przyznajesz, ze finase sa nieracjonalne!

                    K: Odp. jest prosta: wyczerpaly sie w tych krajach zasoby czynnikow rozwoju
                    gosp. Oraz te kraje zbyt sie uzaleznily od rynku swiat., stad ich rzady
                    nie sa w stanie juz dluzej wplywac na gospodarke, ktora rzadzi ow rynek
                    swiatowy, czyli spekuklacyjny kapital zydowski z Nowego Jorku...

                    s: sa nadal w stanie wplywac na konkurencyjnosc gospodarki, a ze wplywaja
                    negatywnie to juz ich problem
                    K: Negatywnie wplywac na gospodarke to nawet Balcerowicz potrafi...;)
                    s: Jemu zawdzieczam "relatywny dobrobyt" RP. A ze nie pozwolono mu dokonczyc
                    misji- nad tym ubolewam.
                    K: I dobrze! Dzis by nie bylo w Polsce ani jednej fabryki i ani jednego
                    gospodarstwa rolnego!

                    s: wyczerpala sie konkurencyjnosc tych krajow na rynkach swiatowych, zgadza
                    sie ze nie pomogla im takze slaba koniunktura na rynku swiatowym, ale
                    twierdzenie, ze idzie im slabo, bo sie za mocno uzaleznili od hz jest
                    niedorzeczne, co powiesz o Irlandii, Holandii i innych malych krajach,
                    skazanych na eksport, poza tym Japonia jest od pewnego czasu krajem niezbyt
                    liberalnym
                    K: Japonia nigdy nie byla liberalna w gospodarce. Dekoniunktura zaczela sie
                    tam dokladnie, gdy Japonia zaczela, za radami USA, MFW i Banku Swiat.
                    liberalizowac gospodarke. I nie mozna porownywac malych krajow, ktore znalazly
                    sobie w miare bezpieczne nisze z Japonia czy Niemcami!
                    Taka Irlandia to gospodarka mniejsza niz Londynu, a Holandia ma na pewno
                    mniejsza gospodarke niz Nowy Jork.. Znaj proporcje, Mociumpanie...

                    s: jest normalne, iz male kraje maja wiekszy udzial eksportu w gdp, a wiec wg
                    twoich slow nie moga wplywac na wlasne gospodarkie, bo rzadzi nimi rynek
                    swiatowy, co z tego ze sa male?
                    K: Male gospodarki utrzymuja sie na tzw. niszach, ktore sa za male dla duzych!
                    Widac, ze myslisz uproszczonymi schematami!
                    To, ze sa male, znaczy, ze np. stosunkowo mala pomoc z UE moze im tez duzo
                    pomoc (Irlandia). A Holandia nakradla sie bogactw za czasow kolonialnych, i
                    poniewaz ich szybko nie roztwonila, to miala kilkadziesiat lat dobrego zycia...

                    s: Nie Ty nadal o kolonializmie. Czy to taki problem wstukac pare slow do
                    wyszukiwarki i zobaczyc o ile wzbogacila sie Holandia w ostatnich
                    kilkudziesieciu latach. A Irlandia dokonala skoku, dzieki niskim podatkom i
                    inwestycjom USA, a nie dzieki pomocy UE. Owszem pieniadze pomogly, ale zostaly
                    one dobrze zagospodarowane w przeciwienstwie np. do Grecji.
                    K: Ile tego "bogactwa" to wynik inflacji i ekspansji bezproduktywnego sektora
                    finansowego? W malej Irlandii stosunkowo male inwestycje znaczyly duzo. A Grecy
                    marnie mowia po angielsku...

                    s: przeciez chyba w Polsce jest dosc kapitalu? to kap. spekulacyjny,
                    ale na inwestycjach rzeczowych ciezko tu uzyskac wieksza stope zwrotu.
                    K: W Polsce jest ogromny deficyt kapitalu. Stad prywatyzacja polega na
                    sprzedazy za pol darmo zachodnim kapitalistom, z braku kapitalu rodzimego.
                    s: co znaczy dla Ciebie "pol darmo", ponizej wartosci ksiegowej?
                    K: Ponizej tego, co dobry salesman moglby dostac w przeciagu, powiedzmy,
                    roku! I pamietaj: jak rynek jest w depresji, to tylko desperaci pozbywaja
                    sie na nim tzw. assets... To byl glowny blad polskiej prywatyzacji:
                    prywatyzacja 'za wszelka cene'...
                    s: ty jestes ten salesman?, dlaczego akurat roku?
                    K: Na pewno bym lepiej sprzedal niz Balcerowicz, Bielecki czy Suchocka.
                    A rok to taki "okragly" okres czasu, okres rozliczania podatkow czy
                    tez sporzadzania bilansu...
                    S: firmy sa tyle warte ile inwestor chce zaplacic, a dochody z prywatyzacji
                    to rzecz drugorzedna, duzo wazniejsza jest sanacja firm
                    K: NIE! Firmy maja wartosc i cene. Chodzi o to, aby sprzedac za cene zblizona
                    do wartosci! A co to za "sanacja", jak odbywa sie ona poprzez zwalnianie
                    pracownikow i wyprzedzaz majatku...
                    s: Nalezy sprzedawac jak najszybciej, cena gra tu niewielka role, bo pieniadze
                    i tak zostana przejedzone. A odwlekanie prywatyzacji, argument, ze najpierw
                    sanujemy a potem sprzedajemy (w przyrodzie procesy wystepuja pod
                    nazwa "konsolidacji", "restrukturyzacji", "komercjalizacji" itp.), doprowadzaja
                    tylko do pomniejszenia wartosci i proponowanej przez oferentow ceny.
                    K: A czemu na sile sprzedawac? "Bitwa o handel", ale w odwrotna strone?
                    Prymat ideologii nad ekonomia?

                    S: Jeszcze odnosnie wartosci: jesli wartosc obliczasz na podstawie majatku
                    metoda odtworzeniowa (w Polsce metoda posla PSLowcow

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka