Gość: kojot IP: *.patterson.dynamic.msstate.edu 21.11.05, 21:06 Idzcie w PIS-du. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Prawo Raport jest dłuuugi - szybciej jest przeczytać to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 13:47 www.upadloscian.org.pl krótka historia o tym jak grupa znanych osób publicznych przejmuje siłowo majątek znanych polskich przedsiębiorstw stosując w tym celu procedury sądowe. Firmy są dewastowane, a ich majątek trafia do biznesów powiązanych z tą samą grupą. Wszystko bezkarnie - mimo udowodnionej winy. Na całym procederze tracą nie tylko okradane firmy, ale i gospodarka z której nagle eliminowane są czołowe w swoich branżach firmy. Do tego dochodzą jeszcze koszty pokrycia szkód przez Skarb Państwa, który odpowiada finansowo za przestępczą działalność urzędników państwowych. Odpowiedz Link Zgłoś
bronek25 Re: Centrum im. Adama Smitha przygotowało raport 21.11.05, 21:35 Oczytany ten p. Gwiazdowski, hoho! I dowcipny tyż!Nawet wyliczył pół miliarda stron papieru!I to wszystko nt. gospodarki? No to jak premier czy Kaczynski nadal go beda oplacac z podatków Polaków,to już niech szykuja sie na klęskę! Niestety my ja odczujemy pierwsi! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: LD Re: Centrum im. Adama Smitha przygotowało raport IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.11.05, 21:40 a kto powiedzial, ze go oplacaja? czytales wogole, to o czym piszesz (raport)?? Odpowiedz Link Zgłoś
mrlusiek eksperci od Adama czy dzieci poczęte in vitro 21.11.05, 21:52 eksperci od Adama czy dzieci poczęte in vitro mogą się spotkać ze św, Mikołajem ? /Teplitz/ Odpowiedz Link Zgłoś
abaddon_696 Pan Gwiazdowski 22.11.05, 01:32 oczywiście nie wymienił innej bardzo ważnej przyczyny bezrobocia, jaką jest łamanie praw pracowniczych (np. bezpłatne nadgodziny - 60% przedsiębiorstw)... ale nie wymagajmy zbyt wiele. Odpowiedz Link Zgłoś
mniklas5 Re: 10 mln dobrze 22.11.05, 05:20 wyksztalconych Polakow, tu mam duze watpliwosci, moze i tak jest ale jak to ma sie do umjetnosci zawodowych, druga sprawa ,jakie ma pan premier poparcie na ten 5 % owy wzrost GNP, na czym on opiera swoje przewidywania Odpowiedz Link Zgłoś
anna-dark Wishful thinking... 22.11.05, 13:29 Wishful thinking... mniklas5 napisał: > wyksztalconych Polakow, tu mam duze watpliwosci, moze i tak jest ale jak to ma > sie do umjetnosci zawodowych, druga sprawa ,jakie ma pan premier poparcie na > ten 5 % owy wzrost GNP, na czym on opiera swoje przewidywania Odpowiedz Link Zgłoś
screwball Re: Pan Gwiazdowski 22.11.05, 10:37 abaddon_696 napisał: > oczywiście nie wymienił innej bardzo ważnej przyczyny bezrobocia, jaką jest > łamanie praw pracowniczych (np. bezpłatne nadgodziny - 60% przedsiębiorstw)... > ale nie wymagajmy zbyt wiele. --pracowales kiedys na zachodzie? Tam rowniez czesto gesto nadgodziny sa bezplatne (i to nie w mc donaldsach ale chocby w bankach inwestycyjnych ze swiatowej czolowki). Twoje "przyczyny" skompromitowaly sie we Francji, gdzie po skroceniu tygodnia pracy... bezrobocie wzroslo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pawel Re: Pan Gwiazdowski IP: 193.231.73.* 22.11.05, 11:59 To ciekawe. tak sie sklada , ze pracuje w firmie malej , prywatnej w Londynie. za nadgodziny placa mi 50% wiecej lub dodatkowy urlop, jesli koncze po 22 pokrywaja rowniez transport do domu. Taksowki nie sa w Londynie najtansze. I naturalnie pracownika "prosi' sie o nadgodziny , a nie nakazuje. Zazwyczaj nie proponuje sie nadgodzin tym, ktorzy pracuja wiecej niz 54 godziny tygodniowo. Uwaza sie bowiem, ze nie pracowaliby efektywnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tomasso Re: Pan Gwiazdowski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 12:11 Potwierdzam w 100%. Żona pracuje w Szkocji w niewielkiej firmie. Jeżeli zachodzi konieczność pracy ponad ustawowe 40 godzin szef zawsze grzecznie pyta, czy ktoś jest chętny (nie ma żadnych problemów jak odmówisz), każda godzina jest skrupulatnie rozliczana i płatna 60% wyżej. Po skończeniu pracy szef zawsze dziękuje za pomoc (może to drobiazg, ale naprawdę miły) Odpowiedz Link Zgłoś
screwball Re: Pan Gwiazdowski 22.11.05, 12:38 To aplikuj sie do takich firm jak JP Morgan, CSFB i tam popracuj, a sie przekonasz o platnych nadgodzinach. Odpowiedz Link Zgłoś
anna-dark Wiesz jakie są zarobki w bankach inwestycyjnych ? 22.11.05, 13:30 Wiesz jakie są zarobki w bankach inwestycyjnych ? screwball napisał: > abaddon_696 napisał: > > > oczywiście nie wymienił innej bardzo ważnej przyczyny bezrobocia, jaką je > st > > łamanie praw pracowniczych (np. bezpłatne nadgodziny - 60% > przedsiębiorstw)... > > ale nie wymagajmy zbyt wiele. > > --pracowales kiedys na zachodzie? Tam rowniez czesto gesto nadgodziny sa > bezplatne (i to nie w mc donaldsach ale chocby w bankach inwestycyjnych ze > swiatowej czolowki). Twoje "przyczyny" skompromitowaly sie we Francji, gdzie po > > skroceniu tygodnia pracy... bezrobocie wzroslo. Odpowiedz Link Zgłoś
screwball Re: Wiesz jakie są zarobki w bankach inwestycyjny 22.11.05, 14:41 na start dostaniesz 2-3tys funciakow (w City) przy czym podpisujesz umowe o nieunormowanym czasie pracy- tj ze nie stosuje sie w tym wzgledzie przepisow kodeksu pracy... i pracujesz od 9.00 do 1.00 czesto i 3.00 w nocy (dla jasnosci w soboty i wiekszosc niedziel rowniez pracujesz). pzdr anna-dark napisała: > Wiesz jakie są zarobki w bankach inwestycyjnych ? > > screwball napisał: > > > abaddon_696 napisał: > > > > > oczywiście nie wymienił innej bardzo ważnej przyczyny bezrobocia, j > aką je > > st > > > łamanie praw pracowniczych (np. bezpłatne nadgodziny - 60% > > przedsiębiorstw)... > > > ale nie wymagajmy zbyt wiele. > > > > --pracowales kiedys na zachodzie? Tam rowniez czesto gesto nadgodziny sa > > bezplatne (i to nie w mc donaldsach ale chocby w bankach inwestycyjnych z > e > > swiatowej czolowki). Twoje "przyczyny" skompromitowaly sie we Francji, gd > zie > po > > > > skroceniu tygodnia pracy... bezrobocie wzroslo. Odpowiedz Link Zgłoś
anna-dark No ale sam się na to zgadzasz jak podpisujesz... 22.11.05, 19:11 No ale sam się na to zgadzasz jak podpisujesz... Odpowiedz Link Zgłoś
abaddon_696 Re: Pan Gwiazdowski 22.11.05, 16:18 > --pracowales kiedys na zachodzie? Tam rowniez czesto gesto nadgodziny sa > bezplatne (i to nie w mc donaldsach ale chocby w bankach inwestycyjnych ze > swiatowej czolowki). Za nadgodziny dostaje się 50% tego, co za normalną godzinę pracy. W przeciwieństwie pracodawca zwyczajnie łamie prawo. Twoje "przyczyny" skompromitowaly sie we Francji, gdzie po > > skroceniu tygodnia pracy... bezrobocie wzroslo. Spadło z 12% do 9,5%. Druga sprawa to fakt, że czas pracy się skrócił, ale płace nie poszły proporcjonalnie w dół, a wręcz w górę. Odpowiedz Link Zgłoś
screwball Re: Pan Gwiazdowski 22.11.05, 16:39 > Spadło z 12% do 9,5%. > Druga sprawa to fakt, że czas pracy się skrócił, ale płace nie poszły > proporcjonalnie w dół, a wręcz w górę. --wzroslo z 9% w 2000 do ponad 10% w 2005 Odpowiedz Link Zgłoś
abaddon_696 Re: Pan Gwiazdowski 22.11.05, 17:14 Korekta: na początku 2000 roku (kiedy wprowadzono 35-godzinny tydzień pracy) bezrobocie wynosiło 10,5% ocde.p4.siteinternet.com/publications/doifiles/302005041P1T060.xls Teraz wynosi 9,7% Odpowiedz Link Zgłoś
screwball Re: Pan Gwiazdowski 22.11.05, 17:29 Powolujac sie na Twoje dane trend spadkowy jest oczywisty: od 1996 spadek z 11,6%, poprzez 11,5% 11,1% 10,5% 9,1%w 2000 do 8,4% w 2001, po czym mamy ponowny wzrost do 10% obecnie (wejdz na strone oecd), a skrocenie tygodnia pracy nie mialo na ten trend zadnego wplywu, poza tym ze w rok po jego wprowadzeniu bezrobocie zaczelo wzrastac. Jesli wezmiemy pod uwage fakt, ze decyzje polityczne nie przekladaja sie w ciagu "dnia" na takie wskazniki jak bezrobocie czy wzrost PKB, to wniosek jest oczywisty- wprowadzenie krotszego tygodnia pracy nie spowodowalo spadku bezrobocia, a wrecz przeciwnie. Odpowiedz Link Zgłoś
abaddon_696 Re: Pan Gwiazdowski 22.11.05, 18:07 > Powolujac sie na Twoje dane trend spadkowy jest oczywisty: od 1996 spadek z > 11,6%, poprzez 11,5% 11,1% 10,5% 9,1%w 2000 do 8,4% w 2001, po czym mamy > ponowny wzrost do 10% obecnie (wejdz na strone oecd) Pod koniec 2004 mieli 9,6% www.oecd.org/dataoecd/32/3/35050668.pdf , a skrocenie tygodnia > pracy nie mialo na ten trend zadnego wplywu, poza tym ze w rok po jego > wprowadzeniu bezrobocie zaczelo wzrastac. Nie rok, a dwa lata. 35h tydzień pracy uchwalony został w 1998 r. a wszedł w życie na samym poczatku 2000 roku, a nie pod koniec. Jesli wezmiemy pod uwage fakt, ze > decyzje polityczne nie przekladaja sie w ciagu "dnia" na takie wskazniki jak > bezrobocie czy wzrost PKB, to wniosek jest oczywisty- wprowadzenie krotszego > tygodnia pracy nie spowodowalo spadku bezrobocia, a wrecz przeciwnie. Nie . Możemy jedynie stwierdzić, że od 2002 roku mieli ponowny trend wzrostowy bezrobocia, ale nie osiągnął on nigdy poziomu sprzed kilku lat (gdy wynosiło prawie 12%). Poza tym od tego roku bezrobocie znowu im spada. Nie bardzo poza tym rozumiem, co ma krótszy tydzień pracy we Francji wspólnego z moją tezą, że bezpłatne nadgodziny powodują bezrobocie. Przecież już pisałem, że płace we Francji nie spadły wraz ze skróceniem tygodnia pracy - a wręcz poszły w górę. Jeżeli 4 pracowników pracuje po 50 godzin, zamiast 5 po 40 godzin, to właśnie ten piąty w tej sytuacji nie ma pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
anna-dark Żenada - takie wnioski ja mogę dać bez raportu !!! 22.11.05, 13:28 Żenada - takie wnioski ja mogę dać bez raportu !!! Notabene one były dla mnie oczywiste już rok temu, jak nie dawniej !!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Keyns Re: To przygotowało raport IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.05, 06:49 Czy w Polsce remedium na wszystko sa poglądy XVIII wiecznego myśliciela.To Centrum im. Adama Smitha od 15 lat nie umie założyć własnej strony internetowej a zawsze we wszystkich TV występuje jako posiadacz myśli objawionych. Te pomysły Gwiazdowskiego itd . o kant d....... rozbić . Poczytajcie dzisiejszego Luttwaka "Turbokapitalizm".......... Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie tyle lat tkwili w błędzie stawiając na socjal aby nie było u nich milionów głodnych dziaci jak w kraju z Centrum A,Smiyha gdzie zachodnie koncerny /Danon/ zbierają na posiłek dla 3 mln polskich głodnych dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JOHNY cytat IP: *.zetobi.com.pl / *.zetobi.com.pl 22.11.05, 08:39 Czy rozwój gospodarczy dobrze służy wartościom nieekonomicznym? Czy większa wydajność w sferach organizacji pracy, produkcji i dystrybucji przekłada się automatycznie na całościową poprawę poziomu życia jednostek i zbiorowości? Czy zachwyty nad wzrostem gospodarczym i nawoływania do jego stymulacji na pewno są działaniem pożądanym z punktu widzenia dobra wspólnego? Takie pytania stawia Edward Luttwak w swej głośnej książce pt. "Turbokapitalizm", właśnie przetłumaczonej na polski. Odpowiedzi, których udziela znacznie różnią się od tego, co na każdym kroku możemy znaleźć w mass mediach i obiegowych sądach. Krytyka jednostronnie pojętego wzrostu gospodarczego nie jest stanowiskiem zbyt oryginalnym po tym, jak w 1967 znany ekonomista Edward J. Mishan opublikował swą głośną pracę "The Costs of Economic Growth". Również zawarty w książce Luttwaka opis współczesnych przemian w gospodarce niewiele odbiega od sprokurowanego przez Martina i Schumanna w "Pułapce globalizacji". Książka ma jednak dwie podstawowe, w porównaniu z tamtymi, zalety: odnosi się do zupełnie innych realiów ekonomicznych niż opisywane przez Mishana oraz jest znacznie bardziej rozsądna i głębiej sięgająca niż rozprawa o procesach globalizacyjnych. Autor "Turbokapitalizmu" koncentruje swą uwagę na zmianach, jakie w gospodarce wolnorynkowej zaszły od końca lat 70. do chwili obecnej i trendach, które prawdopodobnie będą kształtować jej przyszłość. Ten model gospodarki, z jakim mamy obecnie do czynienia nazywa on kapitalizmem z turbodoładowaniem, bowiem jego błyskawicznemu rozwojowi nie stają już na przeszkodzie ani surowe regulacje prawne, ani ingerencja państwa i organizacji obywatelskich, ani jakiekolwiek zasady etyczne i tradycje kulturowe. Tym różni się od dawnego kapitalizmu kontrolowanego, który zdaniem Luttwaka nie był na pewno tak wydajny pod względem ekonomicznym, jednak pozostawał znacznie bardziej wartościowym z punktu widzenia szeroko pojmowanej kondycji społeczeństwa. Nie chodzi wszak o porównania na płaszczyźnie ekonomicznej, gdyż tutaj turbokapitalizm jest bezkonkurencyjny pod względem wynalazczości, obniżania kosztów produkcji, umożliwiania dostępu do dóbr i usług. Rzecz w tym, że w parze z tak pojętym rozwojem nie idzie stabilizacja sytuacji społecznej, eliminacja patologii i poprawa jakości życia. Dzieje się wręcz przeciwnie - turbokapitalizm prowadzi do nasilenia negatywnych zjawisk, ich wzmocnienia. Co legło u podstaw turbokapitalizmu? Takimi procesami były wg Luttwaka prywatyzacja, nowe technologie, deregulacja (zniesienie trwałych zasad zarówno jeśli chodzi o stosunek wobec pracowników jak i prowadzenie przedsiębiorstw i relacje między kontrahentami) oraz globalizacja. Jednak o tym, że zmiany, które się dokonały miały taki a nie inny charakter, zadecydowały odmienne zjawiska, gdyż ograniczać kontroli państwa nad niektórymi sektorami i regulacjami prawnymi, wykorzystywać nowych technologii w określony sposób, znosić barier handlowych i praw pracowniczych, nie zaczęto bez konkretnego powodu. Powodem tym nie była jednak niewydolność gospodarki kontrolowanej, choć Luttwak - nie będący zwolennikiem centralnego planowania - potrafi dostrzec wiele wad takiego rozwiązania (biurokracja, marnotrawstwo środków, korupcja, stagnacja etc.). Za rozwój sytuacji, który doprowadził do powstania turbokapitalizmu odpowiedzialne są jego zdaniem dwa czynniki: lobbying na rzecz takich właśnie przemian prowadzony przez wielkie koncerny (to one czerpały ze zmian największe korzyści) oraz ideologiczna moda wykreowana przez zwolenników tzw. neoliberalizmu. Autor książki uważa jednak, że nie istniała konieczność tak radykalnych zmian, a nowa ideologia nie była bynajmniej bardziej wartościowa od poprzedniej. Jednak umiejętne zabiegi sprawiły, że doktrynę neoliberalną uznano za niekwestionowaną prawdę, swego rodzaju nową religię opartą na niepodważalnych dogmatach. Heretykami zaś obwołano tych wszystkich, którzy wskazywali na konieczność alternatywnych rozwiązań. W świecie, w którym kwestionować można niemal wszystko, biada temu, kto zakwestionuje konieczność wzrostu gospodarczego i tzw. wolnego handlu. Na takim rozwoju sytuacji skorzystali inspiratorzy procesu. To właściciele wielkich firm, nie muszący od tej pory przesadnie przejmować się prawami pracowników, barierami celnymi, surowymi przepisami prawnymi itp. zyskali na tym procederze najwięcej i to oni właśnie stali się główną siłą propagującą tezy o nieuchronności tych procesów i nieodzowności wprowadzanych regulacji. Gros zysków przypadł właśnie im, zaś reszta społeczeństwa na ogół nie czerpała z takiego obrotu sprawy zbyt wielu korzyści. Świadczą o tym przytaczane przez Luttwaka szczegółowe dane dotyczące wzrostu dochodów poszczególnych warstw społecznych (ogólny poziom realnych płac w Stanach Zjednoczonych jest obecnie mniejszy niż w latach 60. i 70.), obrazujące powiększenie się przepaści między najlepiej sytuowanymi a resztą oraz wzrost ubóstwa. Nie polepszyła się też sytuacja na rynku pracy, gdyż wbrew obietnicom sektor usług nie przejął pracowników likwidowanego lub przenoszonego za granicę przemysłu. Po raz pierwszy w dziejach mamy do czynienia z sytuacją, w której wzrost gospodarczy nie generuje nowych miejsc pracy, a wręcz przyczynia się do ich likwidacji. Mitem jest utrata dobrze płatnej i stabilnej posady w przemyśle i znalezienie jej w usługach. Nowe technologie ograniczają popyt na wielu specjalistów, a większość posad w sektorze usług to zajęcia równie uciążliwe jak w przemyśle, a przy tym słabiej płatne i zmuszające do poświęcenia większej ilości czasu i wysiłku. Luttwak wręcz wykpiwa tezy o wspaniałym rozwoju gospodarki amerykańskiej i związanym z nim niskim bezrobociu (ok. 5%), przytaczając dane o spadku realnych dochodów, znacznym wzroście ilości średnio przepracowanych godzin, zastępowaniu wielu stałych miejsc pracy przez niepewne, dorywcze zajęcia, wzroście ubóstwa, marginalizacji całych grup społecznych i powrocie takich zajęć, które wcześniej uznano za trwale wyeliminowane (służba domowa). Jednak to nie tylko brak związku pomiędzy propagandą gospodarczego sukcesu a realnymi zmianami w życiu większości obywateli stanowi o negatywnym aspekcie turbokapitalizmu. Rzecz w tym, iż taki rozwój ekonomiczny generuje niezwykle niekorzystne tendencje społeczne, których nie sposób bagatelizować zasłaniając się wykresami obrazującymi stopień wzrostu gospodarczego. Istotą turbokapitalizmu jest błyskawiczne tempo przemian. Zmiany, jakie się dokonują w jego łonie przestają być możliwe do ogarnięcia, przystosowanie do nich jest zaś coraz trudniejsze. Brak barier sprawia, że zachodzące spontanicznie i szybko przemiany oddziałują na sytuację społeczną w sposób, którego nie można przewidzieć, a negatywnych następstw - zneutralizować po fakcie. Luttwak pisze, iż "truizmem jest twierdzenie, że szybkie zmiany strukturalne mogą spowodować takie zniszczenia w życiu ludzi, firm, całych gałęzi przemysłu i lokalnych społeczności, że jednostki nie będą w stanie się z nich podnieść albo że zginie tkanka społeczna łącząca znajomych, rodziny, klany, elektoraty, sąsiadów, wioski, osady, miasta, a nawet całe narody". Towarzyszący takim zjawiskom klimat ciągłej niepewności, przekształceń, braku stabilizacji narusza równowagę społeczną. Warunki egzystencji, które wymusza rozwój gospodarki, takie jak rosnące bezrobocie lub niepewność co do posiadanej pracy i stałych, przyzwoitych dochodów, zmiany miejsca zatrudnienia i zamieszkania, zapaść infrastruktury nie związanej z gospodarką a dotychczas utrzymywanej przez państwo lub budżety lokalne - wszystko to składa się na rosnący zasięg szeregu negatywnych zjawisk społecznych. Należy do nich postępujący rozkład rodziny i życia wspólnotowego. Przeprowadzki, niepewność ekonomiczna, promocja etosu opartego na skraj Odpowiedz Link Zgłoś
screwball Re: To przygotowało raport 22.11.05, 10:51 Gość portalu: Keyns napisał(a): > pomysły Gwiazdowskiego itd . o kant d....... rozbić . --molgbys to jakos rozwinac? Poczytajcie dzisiejszego Luttwaka "Turbokapitalizm".......... Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie > tyle lat tkwili w błędzie stawiając na socjal --oczywiscie i dzis to sobie uswiadamiaja, czego dowodem jest powolny acz staly dryf europejskiej lewicy ku centrum i bedace tego konsekwencja pierwsze proby wycofywania sie z "panstwa dobrobytu", ktorego nie moga udzwignac nawet bogate Niemcy. aby nie było u nich milionów > głodnych dziaci --jakie miliony ??? jak w kraju z Centrum A,Smiyha gdzie zachodnie > koncerny /Danon/ zbierają na posiłek dla 3 mln polskich głodnych dzieci. --jakie 3 miliony, skad ty masz te dane? Dzieci nalezy dokarmiac ale wina za ten stan rzeczy nie obarcza panstwa tylko rodzicow Odpowiedz Link Zgłoś
anna-dark A kto rodzicom bidnych ludzi (nie)daje pracę? 22.11.05, 13:35 A kto rodzicom bidnych ludzi (nie)daje pracę? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: reig <Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.05, 11:07 <Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie tyle lat tkwili w błędzie stawiając na socjal > Zgadza się tkwili i tkwią . Dlatego Szwecja po II wojnie światowej jeden z najbogatszych krajów Europy bardzo zbiedniał i ostatnio odsuięto tam od władzy socjalistów /ale trudno jest przywrócić normalne funkcjonowanie w kraju gdzie ludzie przyzwyczaili się do tego że państwo da. (ludzie są rozleniwieni i wielu nie chce się pracować bo po co - z socjału można nieźle żyć)/. W Niemczech gospodarka coraz mniej wydolna PKB spada - stąd problemy z wyborami (większe poparcie dla parti konserwatywno-liberalnych -rroponujących zmniejszenie socjału w gospodarce). We Francji również kłopoty gospodarcze, a na dodatek społeczne (częściowo też winien socjał) Do Szwecji z obozu dostała się moja ciotka i tak zamieszkała. Miała dwa fakultety i zawsze interesowała się polityką. Po odwilży w Polsce często bywełem u niej na wakacjach i rozmawialiśmy, a ja mogłem obserwować zmiany jakie tam zachodziły i kojarzyć je z polityką. Ciotka słusznie przewidywała skutki rządzenia Szwecją i liczyła, że Szwedzi w końcu zrozumieją, że głosując na socjalistów podcinają gałąź na której siedzą. Niestety nie doczekała -mimo że dożyła 93. Aby kraj gługotrwale korzystnie się rozwijał interwencjonizm państwa musi być ograniczony do nizbędnego minimum, a pomoc ma ratować obywateli doraźnie i tylko wtedy gdy jest nizbędna. Pozostałe działania państwa muszą być zgodne z przypowieścią "chcesz aby rybak nie był głodny to daj mu wędkę " Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pawel Re: <Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie IP: 193.231.73.* 22.11.05, 12:07 Twoja ciotka w Polsce przezylaby 70 lat, wole glupia Szwecje niz wspanialy system polski z rekordowa , jak na Europe, liczba flustratow, bezrobotnych, i fanatykow niewidzialnej reki rynku. Odpowiedz Link Zgłoś
screwball Re: <Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie 22.11.05, 12:40 o jakiej niewidzialnej rece rynku w polsce piszesz? Jedyny wolny rynek jaki panuje w rp to zwykly targ warzywny. Odpowiedz Link Zgłoś
anna-dark Ile Szwecja się obłowiła podczas II wojny świat. ? 22.11.05, 13:37 Ile Szwecja się obłowiła podczas II wojny światowej ? Gość portalu: pawel napisał(a): > Twoja ciotka w Polsce przezylaby 70 lat, wole glupia Szwecje niz wspanialy > system polski z rekordowa , jak na Europe, liczba flustratow, bezrobotnych, i > fanatykow niewidzialnej reki rynku. Odpowiedz Link Zgłoś
abaddon_696 Re: <Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie 22.11.05, 16:27 > Zgadza się tkwili i tkwią . Dlatego Szwecja po II wojnie światowej jeden z > najbogatszych krajów Europy bardzo zbiedniał Jasne, do poziomu UK. Druga wojna światowa skończyła się w 1945 roku, resztę wniosków wyciągnij sam. W Niemczech > gospodarka coraz mniej wydolna PKB spada - stąd problemy z wyborami (większe > poparcie dla parti konserwatywno-liberalnych -rroponujących zmniejszenie socjał > u > w gospodarce). To ciekawe, że gdy poszła plotka, że Merkel rozważa wprowadzenie liniowego, to przewaga chadeków nad socjaldemokratami spadła z 20% do 1%. Odpowiedz Link Zgłoś
anna-dark Mc Donald też ma fundację na bidnych... 22.11.05, 13:33 Mc Donald też ma fundację na bidnych... No ale USA to taki "promised land"... Widać po większości Polaków Jackowie... Oczywiście, że generalnie kraje protestanckie są bogatsze niż katolickie - o tym też warto pamiętać... Gość portalu: Keyns napisał(a): > Czy w Polsce remedium na wszystko sa poglądy XVIII wiecznego myśliciela.To > Centrum im. Adama Smitha od 15 lat nie umie założyć własnej strony internetowej > > a zawsze we wszystkich TV występuje jako posiadacz myśli objawionych. Te > pomysły Gwiazdowskiego itd . o kant d....... rozbić . Poczytajcie dzisiejszego > > Luttwaka "Turbokapitalizm".......... Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie > tyle lat tkwili w błędzie stawiając na socjal aby nie było u nich milionów > głodnych dziaci jak w kraju z Centrum A,Smiyha gdzie zachodnie > koncerny /Danon/ zbierają na posiłek dla 3 mln polskich głodnych dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rkd Re: Centrum im. Adama Smitha przygotowało raport IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 07:33 Widac ze PiSs nie ma pojecia co robic zeby zrealizowac przedwyborcze obietnice i powyborcze mariaze... Karmia nas papka wg ktorej wysztko bedzie pieknie i cudownie, a jednoczesnie chca zebysmy z wlasnej kieszeni oplacili becikowe czy inne bzdurne pomysly. No ale czemu sie tu dziwic skoro, jak ktos zauwazyl, mamy nowoczesnego premiera: sterowanego Radiem?... Moze tylko pora wymienic baterie? Tfu! Poszli w PiS-du! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gm Re: Centrum im. Adama Smitha przygotowało raport IP: *.net / 83.16.165.* 22.11.05, 08:44 Może PiS nie zreformuje gospodarki ale w swiadomosci wyborców nie będzie to porazka. Własnie kupili przychylność Centrum A.S.Medialność oraz zdolność do manipulowania przekazem tego Premiera jest świetna Odpowiedz Link Zgłoś
anna-dark Najpierw Zuber, potem WGPW, teraz Smith... 22.11.05, 13:38 Najpierw Zuber, potem WGPW, teraz Smith... Gość portalu: gm napisał(a): > Może PiS nie zreformuje gospodarki ale w swiadomosci wyborców nie będzie to > porazka. Własnie kupili przychylność Centrum A.S.Medialność oraz zdolność do > manipulowania przekazem tego Premiera jest świetna Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ed Panie Premierze, niech Pan nie słucha tego bęłkotu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 10:47 to nie jest prawda że: * w Polsce są wysokie koszty pracy, jest odwrotnie, * biurokracja zabija przedsiębiorczość,i tym podobne bzdury. Główną przyczyną bezrobocia jest debilizm ekonommiczny poskich neoliberałów i neokomunistów. Nauki ekonomiczne w Polsce pod wodzą największego ekonomisty świata i okolic NBP oraz jego klakierow, osiągnęły poziom kamienia łupanego Polscy tzw. pracodawcy potrafią tylko narzekać, jak stare baby na rynku. Obniżcie nam podatki, zlikwidujcie kodeks pracy, a my zatrudnimy pracowników, dyspozycyjnych 24 godziny itp. a zamiast zapłaty za pracę, to podziękujcie że w ogóle pracujecie. To jest polski kapitalizm. Odpowiedz Link Zgłoś
screwball Re: Panie Premierze, niech Pan nie słucha tego bę 22.11.05, 10:54 Rzadko czytuje sie podobny belkot do Twojego. Masz Ty jakies pojecie o ekonomii? Zalozyles kiedys jakis biznes albo robiles cos ambitnego w temacie, czy tylko jezdzisz cale zycie na scierze i czytasz Trybune/Nie/Nasz dziennik? Odpowiedz Link Zgłoś
anna-dark O Wielki Biznesmesie - Daj Receptę na Cud(a) !!! 22.11.05, 13:40 O Wielki Biznesmesie - Daj Receptę na Cud(a) !!! screwball napisał: > Rzadko czytuje sie podobny belkot do Twojego. Masz Ty jakies pojecie o ekonomii > ? > Zalozyles kiedys jakis biznes albo robiles cos ambitnego w temacie, czy tylko > jezdzisz cale zycie na scierze i czytasz Trybune/Nie/Nasz dziennik? Odpowiedz Link Zgłoś
screwball Re: O Wielki Biznesmesie - Daj Receptę na Cud(a) 22.11.05, 14:37 spokojnie Aniu, nie ekscytuj sie:))) anna-dark napisała: > O Wielki Biznesmesie - Daj Receptę na Cud(a) !!! > > screwball napisał: > > > Rzadko czytuje sie podobny belkot do Twojego. Masz Ty jakies pojecie o > ekonomii > > ? > > Zalozyles kiedys jakis biznes albo robiles cos ambitnego w temacie, czy t > ylko > > jezdzisz cale zycie na scierze i czytasz Trybune/Nie/Nasz dziennik? Odpowiedz Link Zgłoś
anna-dark Re: O Wielki Biznesmesie - Daj Receptę na Cud(a) 22.11.05, 19:13 Ania się ekscytowała jak była mała... screwball napisał: > > spokojnie Aniu, nie ekscytuj sie:))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ˙ Re: O Wielki Biznesmesie - Daj Receptę na Cud(a) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 15:12 "Silna armia proste prawa, mniej podatków, jasna sprawa" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ˙ Re: Panie Premierze, niech Pan nie słucha tego bę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 13:45 z kolega ed faktycznie cos nie tak.. ale ND i RM ida powoli w dobra strone.. najpierw Michalkiewicz, pozniej ten ksiadz-liberal, teraz www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20051114&id=po32.txt .. :D oni nie sa jeszcze straceni :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 123456 Re: Panie Premierze, niech Pan nie słucha tego bę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 13:57 a ja radzę poczytać jak skończyła Argentyna, my idziemy ta sama drogą. "Argentyna stanęła na historycznym zakręcie. W minionych miesiącach z kraju, który był niedawno stawiany przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) i Bank Światowy za wzór reform gospodarczych, dochodziły do nas informacje przedstawiające chaos, zamieszki, załamanie gospodarcze, cotygodniową zmianę u steru władzy. Media milczą jednak o podobieństwach dotyczących gospodarczych terapii zastosowanych zarówno w kraju wołów, jak i w kraju żubrów, choć narzucają się one automatycznie każdemu, kto porówna historię najnowszych reform w obu krajach koncentrując się na ich podstawowych filarach. Jak to się stało, że do buntu społecznego doszło nie w wyniku działania jakichś znanych liderów, grup społecznych czy związków zawodowych, ale dlatego, że Argentyńczycy pierwszy raz poczuli, co znaczy głód? W niniejszym tekście, opierając się na danych i wypowiedziach niezależnych ekonomistów zajmujących się Argentyną i Ameryką Południową, staram się odpowiedzieć na to pytanie. Dostosowanie, czyli to samo co u nas W ciągu dwóch dekad poprzedzających rok 1991 rządzący Argentyną, chcąc utrzymać wysokie tempo wzrostu i konsumpcji, której standardy wyznaczały kraje Zachodu, nie przejmowali się deficytem obrotów handlowych. W tymże roku rząd Argentyny wyczerpał możliwości prywatnego kredytu i musiał zwrócić się o pomoc do MFW. MFW powiedział "OK", ale warunkiem miała być zgoda na tzw. "program dostosowawczy", którą to nazwę znają również obywatele znad Wisły. Zarówno sami doradcy jak i metody MFW były niemal tożsame z neoliberalną doktryną tzw. szkoły chicagowskiej, której guru jest Milton Friedman. Rząd oraz parlament Argentyny odpowiedzieli pozytywnie, z entuzjazmem wydając ustawy zgodne z wytycznymi MFW. "Dostosowanie" oznaczało dla Argentyny to samo co dla nas - okrojenie wydatków budżetu, zasiłków, pozapieniężnych korzyści pracowników, co w połączeniu z redukcją ceł miało być zachętą dla zagranicznych inwestorów oraz bodźcem rozwoju eksportu i importu. Rezultatem pierwszej fazy dostosowania, związanej z obniżeniem podatków dla biznesu, zwłaszcza zajmującego się eksportem i importem, było zgodnie z przewidywaniami pojawienie się zagranicznego kapitału. McDonalds i największy detalista świata - sieć Walmart, zawitały do argentyńskich miast. Eksport wzrósł z 6 do 9% PKB. Wydatki rządowe zostały zredukowane. Efektem tego ruchu miał być wzrost wydajności w usługach. Ponieważ w wyniku prywatyzacji dokonano masowych zwolnień, więc na papierze wszystko się zgadzało. Jednakże według mediów i kreatorów polityki gospodarczej, zwiększenie wydajności powinno doprowadzić do obniżenia cen. Z danych tygodnika "The Economist" wynika, że tak się jednak nie stało i dziś ceny usług telefonicznych w Argentynie są dwa do czterech razy wyższe niż w innych krajach. W tym samym czasie kryzys opieki zdrowotnej osiągnął wymiar narodowej tragedii, co stało się głośne na świecie po samobójstwie jednego z najbardziej znanych lekarzy argentyńskich w proteście przeciwko efektom prywatyzacji służby zdrowia. Głównym celem reform MFW i Banku Światowego miał być większy wzrost gospodarczy, dzięki któremu kraj miał osiągnąć dobrobyt ekonomiczny oraz zredukować dług zagraniczny. W końcu lat 90. dochód na głowę pozostał tymczasem na poziomie z początku "programu dostosowawczego", podczas gdy dług poszybował w górę jak amerykański myśliwiec. Wpływ "reform" na środowisko Produkcja rolnicza była i nadal jest czołowym źródłem eksportu Argentyny i odpowiada za około 3 jego wartości. Argentyna w ciągu ostatnich 125 lat należała do grupy najbogatszych krajów świata. Mniej więcej do roku 1950 źródłem tego bogactwa było w lwiej części rolnictwo, które opierało swą siłę na odnawialnych zasobach naturalnych Pampy - rejonu będącego spichlerzem Ameryki Południowej. W połowie XX wieku, wraz z industrializacją kraju, rozpoczęto bardzo intensywną uprawę roli, możliwą dzięki mechanizacji i wprowadzaniu nawozów sztucznych na dużą skalę. Pomimo wzrostu wydajności rolnictwa, przychody z towarów rolniczych nie wzrastały proporcjonalnie, bowiem zmiany prawne i kierunek rozwoju technologii dały największe możliwości wzrostu przedsiębiorstwom agrobiznesu działającym na całym świecie, które dzięki swej monopolistycznej pozycji mogły dyktować na światowych rynkach niskie ceny. Co więcej, podobnie jak wszędzie na świecie, gdzie "rozwój" rolnictwa polegał na maksymalizacji wydajności pod kątem zysku na krótką metę, rozpoczęła się erozja gleb uprawnych, której skumulowane skutki miały dać znać o sobie następnym pokoleniom. W naturalny sposób dostosowane musiało zostać także rolnictwo, będące podstawą eksportu. "Rady" MFW dotyczyły zwiększenia produkcji kukurydzy i soi, które dawały największy zysk w przeliczeniu na hektar upraw. Choć wołowina daje na kilogram większy przychód niż zboża czy rośliny strączkowe, to jednak z 1 ha można otrzymać wielokrotnie więcej zboża niż mięsa, co ostatecznie będzie oznaczało właśnie większy zysk. Dlatego też MFW nalegał na zamianę pastwisk w tereny uprawne, co przyniosło rządowi zagraniczną walutę (potrzebną do spłacania długów), lecz jednocześnie "nowoczesne" metody przyśpieszyły dalszą erozję gleby. W 1997 roku jedynie 12,4% ziemi nadawało się pod ciągłą uprawę, podczas gdy 25 do 50% mogło być przedmiotem rotacji (uprawa na zmianę z wypasem bydła). Przynajmniej 25% nie nadawało się w ogóle do działalności rolniczej. Inne zasoby naturalne również odczuły ciężar dostosowania. Łowiska na środkowym Atlantyku tradycyjnie przynosiły duże dochody oraz były źródłem towarów eksportowych. Część planu dotyczącego powiększania eksportu dotyczyła właśnie tego akwenu. Choć naukowcy zajmujący się rybołówstwem stwierdzali, że połowy nie powinny przekraczać 400 tys. ton rocznie, nacisk polityczny, również ze strony MFW, powiększył ten limit trzykrotnie. Po dwóch latach łowiska uległy degradacji. W latach 90. wzrost PKB Argentyny w znacznie większym stopniu niż miało to miejsce wcześniej wynikał ze sprzedaży ropy (wartość eksportowanej ropy zwiększyła się czterokrotnie w latach 1991-1997), nieprzetworzonych ryb czy surowców, co oznacza tzw. wyprzedaż "rodzinnych sreber". Kraj ten przehandlował więc swoje zasoby w zamian za redukcję długu (do której faktycznie nie doszło, podobnie jak w krajach III świata). Część z tych zasobów jest nieodnawialna, co oznacza, że poprzez ich eksploatację Argentyna nie tyle spłacała zadłużenie, ile przekładała je na przyszłość. Prywatyzacja Podstawową ideą stojącą za argentyńską prywatyzacją była "wymiana przedsiębiorstw państwowych w zamian za dług zewnętrzny", dlatego większość publicznych przedsiębiorstw została sprzedana firmom międzynarodowym. Ze względu na silną presję długu zewnętrznego na gospodarkę kraju w pierwszym okresie transformacji, strategia prywatyzacji w Argentynie polegała na zasadzie "im szybciej, tym lepiej", czego skutkiem była sprzedaż przedsiębiorstw o wiele poniżej cen rynkowych i wzrastająca korupcja całego procesu. Podobnie jak w naszym kraju, prywatyzacja w sektorze bankowym polegała na przejęciu jego większej części przez duże konsorcja zagraniczne. Joseph Stiglitz, zeszłoroczny noblista, potwierdził niedawno, że choć w krótkim okresie wydaje się to korzystne, ponieważ prowadzi do stabilniejszego systemu bankowego, to skutkiem długofalowym jest spadek kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw. Nie są one partnerami dla międzynarodowych podmiotów, więc po okresie wzrostu następującym po zduszeniu inflacji firmy te nie mogą znaleźć odpowiednich źródeł finansowania, co prowadzi do zakończenia fazy prosperity. Prywatyzacja, mająca według "The Economist" poparcie 52% społeczeństwa w 1989 roku, w 2000 roku miała poparcie zaledwie 17%, co nie dziwi, gdyż w Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 123456 Re: Panie Premierze, niech Pan nie słucha tego bę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 13:58 Prywatyzacja, mająca według "The Economist" poparcie 52% społeczeństwa w 1989 roku, w 2000 roku miała poparcie zaledwie 17%, co nie dziwi, gdyż w wydaniu argentyńskim (podobnie jak w polskim) prowadziła do wzrostu bezrobocia z 7 do 19%. Jej wynikiem było to, że w latach 1991-1997 kraj zdobył prawie 60 miliardów dolarów, które natychmiast zostały zużyte głównie na spłatę odsetek długu, a jednocześnie pożyczył 63,5 miliarda, co oznaczało, że dług zewnętrzny nie tylko się nie zmniejszył, ale znacznie wzrósł. Taki był finał koncepcji "przedsiębiorstwa za dług". Dodatkowe efekty polityki gospodarczej MFW Początkowy znaczny wzrost PKB zakończył się już po kilku latach. Co więcej, dystrybucja PKB stawała się w coraz większym stopniu nierówna, prowadząc do polaryzacji społecznej. Bank Światowy w raporcie z 1999 roku podaje, że więcej niż 36% Argentyńczyków żyło poniżej progu ubóstwa, natomiast ponad 8% żyło poniżej minimum biologicznego. Wielu ludzi uważa, że najwyraźniejszym znakiem polityki neoliberalnej był fakt, iż w 1990 roku najbogatsze 10% Argentyńczyków zarabiało 15 razy więcej niż najbiedniejsze 10%, podczas gdy w 1999 roku ich zarobki były już 24-krotnie wyższe. Wartość eksportu wzrosła, ale ponieważ eksportowane były głównie towary rolnicze i nisko przetworzone, wartość importu wzrastała jeszcze szybciej. Efektem było dalsze pogorszenie bilansu handlowego, którego nierównowaga była impulsem dla początkowych reform. Przez całe lata 90. średnio 10% całkowitego PKB wędrowało każdego roku poza granicę jako spłata długu, podczas gdy on sam nie został zmniejszony, wręcz przeciwnie - uległ ogromnemu powiększeniu. Szybki przyrost skali inwestycji zagranicznych w Argentynie nie pomógł przeciętnemu obywatelowi. Sieci hipermarketów jak np. Walmart, operując na całym świecie, mogą dostarczać dobra wytworzone bardzo tanim kosztem w krajach jeszcze biedniejszych, co oznacza, że jeśli nie są produkowane w Argentynie, prowadzą do wypływu dewiz z kraju. Region Buenos Aires, gdzie w roku 1986 groźne przestępstwa przeciwko zwykłym ludziom były rzadkością, stał się niebezpiecznym miejscem na skutek ogromnego nasilenia kradzieży i rozbojów, u których źródeł leży chęć zdobycia środków na podstawowe potrzeby. Tzw. zasady "wolnego rynku" dały przewagę korporacjom ponadnarodowym oraz największym, byłym i wciąż istniejącym przedsiębiorstwom państwowym. To one skorzystały najwięcej na procesie prywatyzacji. Sektor małych i średnich przedsiębiorstw, które w Argentynie tworzą dwa razy więcej miejsc pracy na tę samą ilość zainwestowanego kapitału, uległ degradacji. Korporacje ponadnarodowe w przejętych przez siebie przedsiębiorstwach zwolniły 25% pracowników. Jednocześnie importują one więcej niż lokalne przedsiębiorstwa, co prowadzi do tego, że na każdego dolara zysku 70 centów wypływa z Argentyny. Tak więc formalnie generowany przez korporacje wzrost PKB faktycznie oznacza drenaż pieniądza, rosnące bezrobocie i wzrost ubóstwa. Rząd, poprzez prywatyzację przedsiębiorstw publicznych, zmniejszył obciążenie budżetu, jednocześnie zmniejszając zatrudnienie w tym sektorze. Pomimo tych oszczędności w wydatkach rządu, dług zewnętrzny nie uległ zmniejszeniu, choć to właśnie miało być celem okrojenia budżetu. Jednocześnie rząd nie mógł już czerpać przychodu z dochodowych sektorów, które zostały wyprzedane. W 1994 roku stopy procentowe zaczęły rosnąć, co oznaczało odpływ kapitału z Argentyny i innych krajów Ameryki Łacińskiej. Rząd używał wtedy sformułowania "wolny rynek albo gospodarczy stan wyjątkowy", co oznaczało, że nie ma innego wyboru. Tymczasem "ekonomia kasynowa" spowodowała, że kapitał odpłynął - nie w celu długoterminowych inwestycji, ale na krótki okres - do krajów o wyższej stopie procentowej, które w tamtym momencie znajdowały się w Azji. Ucieczka kapitału spowodowała niepewność inwestorów w Argentynie, którzy zaczęli wycofywać swoje pieniądze ulokowane w projektach zlokalizowanych w tym kraju. To zjawisko przechyliło szalę, rozpoczynając długotrwałą argentyńską recesję. Obecnie większość mieszkańców Argentyny winę na zaistniałą sytuację bez wahania przypisuje "neoliberalnej polityce gospodarczej", która została spersonifikowana pod nazwą "Chicago Boys" oraz poprzez nazwiska ich krajowych zwolenników. Zasadnym pytaniem jest zatem: ile racji jest w tym stwierdzeniu? Rola MFW Pierwszą rzeczą, którą należy uczynić, gdy szukamy odpowiedzi na pytanie o korzenie i przebieg argentyńskiego kryzysu, to odrzucenie fałszywych "etykietek" politycznych. Niezależnie od swej przeszłości, kolejni kreatorzy polityki społeczno-gospodarczej realizowali zarówno w Polsce jak i Argentynie podobne programy gospodarcze, przekonani o neoliberalnej "konieczności historycznej". Podobieństwo dotyczy również tego, że peroniści pod wodzą prezydenta Menema wprowadzali w latach 90. reformy MFW, opierając się na wcześniej zaskarbionym poparciu dużych central związkowych, które milczały, gdy Menem dokonywał podziału łupów pomiędzy krajowych oligarchów i zagraniczne korporacje. Pamiętam jeszcze z okresu studiów, że Argentyna była prezentowana jako wizytówka wspaniałych efektów neoliberalizmu, a prezydent Menem jako cudowne dziecko światowych instytucji finansowych. Jak napisał Mark Weisbrot, dyrektor waszyngtońskiego Institute of Economic and Policy Research, "kraj ten zrobił wszystko, co kazał mu zrobić Waszyngton[1] i gospodarka leży w gruzach". Argentyńskie peso zostało związane z dolarem w 1991 roku, a w ciągu kolejnych lat MFW pożyczał temu krajowi kolejne sumy w celu utrzymania zawyżonego kursu tej waluty, co było na rękę szczególnie zagranicznym posiadaczom obligacji tego kraju. W ostatnim czasie MFW cały czas nalegał na dokonanie kolejnych cięć budżetowych - w wypadku recesji ma to tyle samo sensu, co wysokie stopy procentowe. Co podlegało cięciom - każdy Polak powinien zgadnąć dość łatwo: emerytury, pensje w oświacie i ochronie zdrowia, zasiłki dla bezrobotnych i inne wydatki publiczne, co podobnie jak w naszym kraju miało zapewnić, że ciężar dostosowania w żadnym wypadku nie dotknie tych, których zadaniem miała być "akumulacja kapitału"[2]. Ostrzeżenia przed krachem pojawiały się w Argentynie przynajmniej od 1998 roku, gdy doszło do załamania dwóch walut, których wartość zmieniono pod wpływem wymagań MFW - brazylijskiego reala i rosyjskiego rubla. Podstawowym argumentem MFW w przypadku obu tych krajów było to, że dewaluacja doprowadziłaby do szalejącej inflacji. Do dewaluacji doszło i nic takiego się nie stało.[3] Pozycja MFW (na szczycie kartelu kredytodawców) daje mu zdolność decydowania o podstawowych kierunkach działań ekonomicznych w dziesiątkach krajów. Ci, którzy odmawiają przyjęcia zaleceń tej instytucji, tracą prawo ubiegania się o kredyt w Banku Światowym, rządach krajów G-7, a co więcej, zdanie MFW ma wpływ na postawę banków komercyjnych. Kiedy MFW pożycza pieniądze krajowi, który wpadł w spiralę zadłużenia, prasa zazwyczaj pozytywnie pisze o "pomocy finansowej dla ratowania naszego kraju". Jednakże w rzeczywistości pieniądze te trafiają do banków-wierzycieli i zagranicznych posiadaczy różnych papierów wartościowych wydanych przez rząd we wcześniejszym okresie, co było chyba najbardziej widoczne w 1998 roku w Korei Płd. Inaczej mówiąc, MFW gwarantuje inwestorom, że ryzyko ekonomiczne, przynależne działaniu małych przedsiębiorców, nie będzie ich dotyczyć. Ponad rok temu Komisja Meltzera sformowana przez Kongres USA w celu oceny działania MFW wyraźnie stwierdziła, że polityka tej instytucji odegrała destabilizującą rolę podczas kryzysu w Azji, Brazylii i Rosji w latach 1997-98 roku, kiedy to Fundusz za każdym razem domagał się realizacji celów, które miały przywrócić "zaufanie rynków finansowych" do danego kraju. Komisja zaleciła też kroki zmierza Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 123456 Re: Panie Premierze, niech Pan nie słucha tego bę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 14:00 Komisja zaleciła też kroki zmierzające do zmniejszenia liczebności pracowników MFW i uniknięcie w przyszłości tak katastrofalnych pomyłek gospodarczych. Wydaje się jednak, że trzeba finansowego Pearl Harbour, żeby informacje te podane zostały do wiadomości publicznej i odniosły realny skutek. Zadziwiające ale i tragiczne jest to, że choć MFW miał ten sam wpływ na praktycznie każdą gospodarkę, której "pomagał" w ciągu ostatnich kilkunastu lat, ludzie odpowiedzialni za politykę tej instytucji są wciąż na świeczniku. Gdyby byli lekarzami, prawdopodobnie trafiliby do więzienia za świadome spowodowanie uszczerbku na zdrowiu pacjentów. Ostateczne załamanie Dwa lata temu, po dekadzie rządów peronistów, do władzy doszła partia "radykałów" (sic!). Dla gospodarki i społeczeństwa nie oznaczało to praktycznie żadnej zmiany - za kierownicę powrócił m.in. minister finansów Domingo Cavallo, pupil MFW. Choć po kryzysie w Brazylii dla wielu zwykłych Argentyńczyków stało się jasne, że ich waluta jest przeceniona i powinna ulec dewaluacji, rząd poprosił i otrzymał kolejne pożyczki, dzięki którym miał utrzymać sztywny kur peso. Bezpośrednią winą za kryzys obarczane jest właśnie związanie peso z dolarem. Największą hipokryzją są krytyczne głosy wobec tego postulatu z tych ust i pism, które przez lata popierały reformy w Argentynie oraz politykę MFW względem tego kraju. Urzędnicy MFW mówią teraz, że byli przeciwko stałej stopie wymiany i wielkim pożyczkom w celu jej utrzymania, posuwają się nawet do tak absurdalnych stwierdzeń, że zgadzali się na to, bo chcieli zadowolić rząd Argentyny. Próba stwierdzenia, kto w MFW jest odpowiedzialny za te decyzje jest jak szukanie Bin Ladena - większość spotkań, narad i obrad urzędników MFW z ministrami poszczególnych państw jest tajna. Żeby utrzymać wartość przewartościowanej krajowej waluty, dany kraj potrzebuje potężnych rezerw dolarowych - rząd musi zagwarantować, że każdy, kto chce wymienić peso czy złotówkę za dolara, będzie mógł to zrobić. MFW spełniał kluczową rolę w tym procesie przez całe lata 90. poprzez udzielanie i pomaganie w zdobywaniu kolejnych pożyczek, w tym ponad 45 miliardów dolarów w ciągu 2000 i 2001 roku, z przeznaczeniem między innymi na ten cel. Z punktu widzenia zagranicznych właścicieli argentyńskich obligacji (czyli tzw. rynków finansowych) sprawa była jasna - im dłużej istniał sztywny kurs peso, tym więcej można było zarobić. Jakby tego było mało, warunkiem pożyczek MFW miało być dążenie do zerowego deficytu budżetowego. Czymś najzupełniej oczywistym jest to, że w warunkach recesji wpływy do budżetu spadają, a wydatki publiczne rosną - operując w ramach standardowej teorii ekonomii widać, że w warunkach recesji kurczowe trzymanie się zerowego deficytu nie ma sensu gospodarczego. Pomimo tylu lat zaciskania pasa w imię kolejnej "świetlanej przyszłości", MFW - podobnie jak w Polsce - udawało się cały czas tak wpływać na media, aby jako powód kryzysu podawać rozrzutność wydatków publicznych i "postawę roszczeniową" większości społeczeństwa. Prawda wygląda tak, że deficyt budżetowy Argentyny wynosił w zeszłym roku 2,4% PKB, podczas gdy deficyt USA podczas recesji w 1983 roku wynosił 6,1%, a w 1991 roku 4,6% PKB. Podwójne standardy są regułą w meandrach neoliberalnej doktryny na świecie - jeden z ekonomistów amerykańskich powiedział mi w 1996 roku, że gdyby polski program dostosowawczy wprowadzono w USA, skończyłby się II wojną o niepodległość. Argentyna stoi na rozdrożu - klasa polityczna jest kompletnie odcięta od rzeczywistości, co było słychać z okrzyków na ulicach Buenos Aires: "Bez peronistów, bez radykałów, będziemy żyli lepiej". Nie są to puste słowa - podczas ostatnich wyborów 40% obywateli oddało głosy nieważne, co ma zupełnie inny wydźwięk niż niska frekwencja podczas ostatnich wyborów w Polsce. Komunikat "dość" był wyraźny, lecz argentyńska klasa polityczna i MFW zlekceważyły go całkowicie. Paradoksalnie, to rozdroże może być dla Argentyńczyków szansą. Jeśli uda im się wyłonić w niedalekiej przyszłości reprezentację, która odważy się zerwać z dotychczasowym modelem "rozwoju", to ich kraj może stać się jednym z pierwszych, jakie pójdą nową drogą - drogą, której nadrzędnym kierunkiem będzie dbałość o środowisko naturalne i zgromadzony kapitał społeczny, bez czego każdy "rozwój ekonomiczny" sprowadza się do piłowania gałęzi, na której się siedzi. Podsumowanie Z perspektywy czasu widać, że wybór, przed którym stanęła klasa polityczna krajów takich jak Argentyna (oraz szeregu innych, w tym Polski) sprowadza się do czegoś, co nazwałbym "fałszywym dylematem" i przedstawia się następująco: 1. Albo nie zgadzamy się na zestaw "program dostosowawczy plus trochę pieniędzy na początek", co w sytuacji recesji, ganiącej nas prasy zachodniej i długu obciążającego budżet grozić będzie przede wszystkim tym, że ludzie wyjdą na ulice i przestaniemy rządzić - dług nie zostanie spłacony. 2. Albo bierzemy to, co nam dają, będziemy rządzić i przeprowadzimy "program dostosowawczy" (co będzie oznaczać dalszą erozję zasobów naturalnych i społecznych i skończy się jeszcze większym długiem). Ten wybór ilustruje wyraźnie, że podstawową przeszkodą w rozwoju państw biedniejszych, gdziekolwiek na świecie, jest istnienie długu, który funkcjonuje jak swego rodzaju bat zmuszający do uległości w prowadzeniu polityki gospodarczej (niezależnie od tego, jakie akurat są jej zasady). Pytanie o to, czy czynnikiem motywującym działania wspomnianych wyżej instytucji międzynarodowych była rzeczywista wiara, iż zasady neoliberalne mogą autentycznie pomóc gospodarkom tych krajów, czy też chodziło wyłącznie o zabezpieczenie możliwości odzyskania pożyczonych pieniędzy wraz z ogromnymi odsetkami bądź wymianę ich na część majątku kraju-dłużnika - nie ma znaczenia z punktu widzenia skutków tej polityki. Można mieć nadzieję, że historycy przyszłości spróbują dać bardziej miarodajną odpowiedź opierając się o materiały źródłowe. Z zebranych przeze mnie materiałów wynika, że obie postawy miały swój udział. Ocena wpływu ekonomii neoliberalnej na kraje Ameryki Łacińskiej (jak i na jakikolwiek inny region świata) zawsze zależy od tego, co uznamy za miarodajny wskaźnik rozwoju kraju. Najbardziej znanym, bo najbardziej uproszczonym miernikiem jest podręcznikowy, długofalowy wzrost gospodarczy, do którego odwołują się politycy i ich doradcy. Nawet pozostając na gruncie tego paradygmatu widać, jak wygląda długookresowa skuteczność prezentowanej polityki: w Ameryce Łacińskiej PKB na głowę wzrósł w ciągu ostatnich dwóch dekad o 6%; w ciągu dwudziestolecia 1960-80 wzrost ten wyniósł 75%. Jeśli np. weźmiemy pod uwagę jeden z celów przeprowadzanych reform, jakim jest zmniejszenie obciążenia podatkowego dla biznesu zajmującego się importem i eksportem (czegokolwiek), to należy przyznać rację tym, którzy twierdzą, że cel został zrealizowany. Jednakże, podobnie jak w przypadku innych osiągnięć tego rodzaju, nadal pozostaje pytanie pierwotne - czy realizacja tego celu przełożyła się na realny, długotrwały dobrobyt ekonomiczny obywateli kraju będącego przedmiotem "programu dostosowawczego"? Całkiem niedawno Franklin Serrano, profesor ekonomii z Uniwersytetu Federalnego w Rio de Janeiro, mówił o tym, jakim zmartwieniem napawa go fakt, że duży odsetek absolwentów ekonomii opuszcza kraj udając się na dalsze studia do Stanów Zjednoczonych: "Ale to, że wyjeżdżają, nie jest jeszcze najgorsze. Najgorsze jest to, że wracają. Uszkodzenie mózgów jest gorsze niż drenaż mózgów". Maciej Muskat Przypisy: [1] Argentyna była zaliczana przez inne kraje rozwijające się do tzw. "standardowych podejrzanych" w głosowaniach międzynarodowych np. agendach ONZ czy WTO, co oznaczało, że należało zawsze założyć, iż odda swój głos zgodnie z interesami U Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 123456 Re: Panie Premierze, niech Pan nie słucha tego bę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 14:01 Przypisy: [1] Argentyna była zaliczana przez inne kraje rozwijające się do tzw. "standardowych podejrzanych" w głosowaniach międzynarodowych np. agendach ONZ czy WTO, co oznaczało, że należało zawsze założyć, iż odda swój głos zgodnie z interesami USA. [2] Również w Polsce akumulacja kapitału (czytaj: pieniądza, praw własności) była otwarcie prezentowana w wywiadach prasowych i na salach wykładowych jako jeden z pierwszych celów transformacji, prawdopodobnie dlatego, że jej zwolennicy nie potrafili dostrzec, że coś się zmieniło i rozwój zachodzi najszybciej na tych polach, gdzie wymiana wiedzy nie jest ograniczana interesami kapitału. [3] Zeszłoroczny noblista Joseph Stiglitz, został w 1999 roku zmuszony do rezygnacji ze stanowiska głównego ekonomisty Banku Światowego po tym, jak skrytykował politykę MFW, zwłaszcza wobec Rosji. Po rezygnacji udzielił wielu wywiadów, w których ujawnił sposoby, w jakich powstawały programy dostosowawcze. www.obywatel.org.pl/index.php?menu=0&msgid=106 Odpowiedz Link Zgłoś
hotrod404 archeolodzy donoszą, że Smith się w grobie 22.11.05, 12:29 przewrócił! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 123456 Re: archeolodzy donoszą, że Smith się w grobie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 14:09 dokladnie:) "David Barsamian: Jednym z bohaterów aktualnego odrodzenia prawicowego - nie zamierzam tutaj używać terminu "konserwatywnego" - jest Adam Smith. Przeprowadziłeś imponujące badania nad Adamem Smithem, które odsłoniły, jak mogliby powiedzieć postmoderniści, mnóstwo informacji, nie wychodzących na jaw. Często cytowałeś jak opisywał "podłą maksymę panów ludzkości: wszystko dla nas i nic dla innych". Noam Chomsky: Nie prowadziłem żadnych badań nad Smithem. Po prostu go przeczytałem. Nie trzeba w ogóle prowadzić nad nim żadnych badań. Po prostu należy go przeczytać. Jest pre-kapitalistą, postacią oświeceniową. Gardził tym, co nazwalibyśmy kapitalizmem. Ludzie czytają urywki z Adama Smitha, parę fraz, których uczą w szkole. Każdy czyta pierwszy akapit Bogactwa Narodów, gdzie opisano, jak wspaniały jest podział pracy. Ale niewielu dociera do momentu, setki stron dalej, w którym Smith stwierdza, że podział pracy zniszczy ludzi i obróci ich w stworzenia tak głupie i pełne ignorancji, jak to jest możliwie tylko w przypadku ludzi. i dlatego, w każdym cywilizowanym społeczeństwie, rząd powinien przedsięwziąć środki na rzecz zapobieżenia nieograniczonemu rozwojowi podziału pracy. Smith przedstawiał oczywiście argumenty na rzecz rynku, ale sprowadzały się one do tezy, że w warunkach doskonałej wolności, rynki doprowadzą do doskonałej równości. Taki jest jego argument na rzecz rynku, sądził bowiem, że równość warunków (a nie okazji) jest tym do czego powinniśmy dążyć. i tak dalej i tak dalej. Poddał miażdżącej krytyce to co nazwalibyśmy polityką Północ-Południe. Wspomniał o Anglii i Indiach. Ostro potępił brytyjskie eksperymenty, które pustoszyły Indie..... Jego wizerunek, który spotykamy dzisiaj jest po prostu absurdalny. Nie musiałem jednak przeprowadzać żadnych szczegółowych badań, żeby dojść do tego wniosku. Wystarczy po prostu przeczytać. Jeżeli potrafisz czytać, sam to znajdziesz. Przeprowadziłem natomiast niewielkie badania nad tym, jak Smith jest interpretowany i wyniki są interesujące. Na przykład, Uniwersytet Chicagowski, wielki bastion wolnorynkowej ekonomii, w dwusetną rocznicę naszego bohatera, wydał jego dzieła, ze wszystkimi przypisami i wstępem noblisty, Georga Stiglera, z olbrzymim indeksem. Tego wydania właśnie używałem. To najlepsze wydanie Smitha. Jego kontekst akademicki jest bardzo interesujący, dotyczy to także wstępu Stiglera. Jest mianowicie całkiem prawdopodobne, że autor ów nigdy nie miał w ręku Bogactwa narodów. Wszystko, co napisał o tej książce, jest całkowicie błędne. Przykłady na potwierdzenie tej tezy przytaczam w mojej książce Rok 501. Podbój trwa.." www.teza11.webd.pl/teza11/index.php?im=m_spol&id=spol/chomsky_walka_klas Odpowiedz Link Zgłoś
hotrod404 sorry, ale chodziło mi o to że rynku mamy ciągle 22.11.05, 15:28 za mało! Chomsky był komunistą! nie wspominam już o pochodzeniu! chociaż Freedman pisał całkiem sensownie nawet z żoną! Odpowiedz Link Zgłoś