Dodaj do ulubionych

Centrum im. Adama Smitha przygotowało raport ot...

IP: *.patterson.dynamic.msstate.edu 21.11.05, 21:06
Idzcie w PIS-du.
Obserwuj wątek
    • mrlusiek Gwiazdowski przygotowało raport -toten z polipami 21.11.05, 21:32
      • Gość: Prawo Raport jest dłuuugi - szybciej jest przeczytać to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 13:47
        www.upadloscian.org.pl
        krótka historia o tym jak grupa znanych osób publicznych przejmuje siłowo
        majątek znanych polskich przedsiębiorstw stosując w tym celu procedury sądowe.
        Firmy są dewastowane, a ich majątek trafia do biznesów powiązanych z tą samą
        grupą. Wszystko bezkarnie - mimo udowodnionej winy.

        Na całym procederze tracą nie tylko okradane firmy, ale i gospodarka z której
        nagle eliminowane są czołowe w swoich branżach firmy. Do tego dochodzą jeszcze
        koszty pokrycia szkód przez Skarb Państwa, który odpowiada finansowo za
        przestępczą działalność urzędników państwowych.
    • bronek25 Re: Centrum im. Adama Smitha przygotowało raport 21.11.05, 21:35
      Oczytany ten p. Gwiazdowski, hoho! I dowcipny tyż!Nawet wyliczył pół miliarda
      stron papieru!I to wszystko nt. gospodarki? No to jak premier czy Kaczynski
      nadal go beda oplacac z podatków Polaków,to już niech szykuja sie na klęskę!
      Niestety my ja odczujemy pierwsi!
      • Gość: LD Re: Centrum im. Adama Smitha przygotowało raport IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.11.05, 21:40
        a kto powiedzial, ze go oplacaja? czytales wogole, to o czym piszesz (raport)??
    • mrlusiek eksperci od Adama czy dzieci poczęte in vitro 21.11.05, 21:52
      eksperci od Adama czy dzieci poczęte in vitro mogą się spotkać ze św, Mikołajem ?
      /Teplitz/
    • bardman www.mniejpodatkow.pl czy www.wiecejakcyzy.pl? 22.11.05, 00:23
    • abaddon_696 Pan Gwiazdowski 22.11.05, 01:32
      oczywiście nie wymienił innej bardzo ważnej przyczyny bezrobocia, jaką jest
      łamanie praw pracowniczych (np. bezpłatne nadgodziny - 60% przedsiębiorstw)...
      ale nie wymagajmy zbyt wiele.
      • mniklas5 Re: 10 mln dobrze 22.11.05, 05:20
        wyksztalconych Polakow, tu mam duze watpliwosci, moze i tak jest ale jak to ma
        sie do umjetnosci zawodowych, druga sprawa ,jakie ma pan premier poparcie na
        ten 5 % owy wzrost GNP, na czym on opiera swoje przewidywania
        • anna-dark Wishful thinking... 22.11.05, 13:29
          Wishful thinking...

          mniklas5 napisał:

          > wyksztalconych Polakow, tu mam duze watpliwosci, moze i tak jest ale jak to
          ma
          > sie do umjetnosci zawodowych, druga sprawa ,jakie ma pan premier poparcie na
          > ten 5 % owy wzrost GNP, na czym on opiera swoje przewidywania
      • screwball Re: Pan Gwiazdowski 22.11.05, 10:37
        abaddon_696 napisał:

        > oczywiście nie wymienił innej bardzo ważnej przyczyny bezrobocia, jaką jest
        > łamanie praw pracowniczych (np. bezpłatne nadgodziny - 60%
        przedsiębiorstw)...
        > ale nie wymagajmy zbyt wiele.

        --pracowales kiedys na zachodzie? Tam rowniez czesto gesto nadgodziny sa
        bezplatne (i to nie w mc donaldsach ale chocby w bankach inwestycyjnych ze
        swiatowej czolowki). Twoje "przyczyny" skompromitowaly sie we Francji, gdzie po
        skroceniu tygodnia pracy... bezrobocie wzroslo.
        • Gość: pawel Re: Pan Gwiazdowski IP: 193.231.73.* 22.11.05, 11:59
          To ciekawe. tak sie sklada , ze pracuje w firmie malej , prywatnej w Londynie.
          za nadgodziny placa mi 50% wiecej lub dodatkowy urlop, jesli koncze po 22
          pokrywaja rowniez transport do domu. Taksowki nie sa w Londynie najtansze. I
          naturalnie pracownika "prosi' sie o nadgodziny , a nie nakazuje. Zazwyczaj nie
          proponuje sie nadgodzin tym, ktorzy pracuja wiecej niz 54 godziny tygodniowo.
          Uwaza sie bowiem, ze nie pracowaliby efektywnie.
          • Gość: tomasso Re: Pan Gwiazdowski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 12:11
            Potwierdzam w 100%. Żona pracuje w Szkocji w niewielkiej firmie. Jeżeli
            zachodzi konieczność pracy ponad ustawowe 40 godzin szef zawsze grzecznie pyta,
            czy ktoś jest chętny (nie ma żadnych problemów jak odmówisz), każda godzina
            jest skrupulatnie rozliczana i płatna 60% wyżej. Po skończeniu pracy szef
            zawsze dziękuje za pomoc (może to drobiazg, ale naprawdę miły)
          • screwball Re: Pan Gwiazdowski 22.11.05, 12:38
            To aplikuj sie do takich firm jak JP Morgan, CSFB i tam popracuj, a sie
            przekonasz o platnych nadgodzinach.
        • anna-dark Wiesz jakie są zarobki w bankach inwestycyjnych ? 22.11.05, 13:30
          Wiesz jakie są zarobki w bankach inwestycyjnych ?

          screwball napisał:

          > abaddon_696 napisał:
          >
          > > oczywiście nie wymienił innej bardzo ważnej przyczyny bezrobocia, jaką je
          > st
          > > łamanie praw pracowniczych (np. bezpłatne nadgodziny - 60%
          > przedsiębiorstw)...
          > > ale nie wymagajmy zbyt wiele.
          >
          > --pracowales kiedys na zachodzie? Tam rowniez czesto gesto nadgodziny sa
          > bezplatne (i to nie w mc donaldsach ale chocby w bankach inwestycyjnych ze
          > swiatowej czolowki). Twoje "przyczyny" skompromitowaly sie we Francji, gdzie
          po
          >
          > skroceniu tygodnia pracy... bezrobocie wzroslo.
          • screwball Re: Wiesz jakie są zarobki w bankach inwestycyjny 22.11.05, 14:41

            na start dostaniesz 2-3tys funciakow (w City) przy czym podpisujesz umowe o
            nieunormowanym czasie pracy- tj ze nie stosuje sie w tym wzgledzie przepisow
            kodeksu pracy... i pracujesz od 9.00 do 1.00 czesto i 3.00 w nocy (dla jasnosci
            w soboty i wiekszosc niedziel rowniez pracujesz). pzdr

            anna-dark napisała:

            > Wiesz jakie są zarobki w bankach inwestycyjnych ?
            >
            > screwball napisał:
            >
            > > abaddon_696 napisał:
            > >
            > > > oczywiście nie wymienił innej bardzo ważnej przyczyny bezrobocia, j
            > aką je
            > > st
            > > > łamanie praw pracowniczych (np. bezpłatne nadgodziny - 60%
            > > przedsiębiorstw)...
            > > > ale nie wymagajmy zbyt wiele.
            > >
            > > --pracowales kiedys na zachodzie? Tam rowniez czesto gesto nadgodziny sa
            > > bezplatne (i to nie w mc donaldsach ale chocby w bankach inwestycyjnych z
            > e
            > > swiatowej czolowki). Twoje "przyczyny" skompromitowaly sie we Francji, gd
            > zie
            > po
            > >
            > > skroceniu tygodnia pracy... bezrobocie wzroslo.
            • anna-dark No ale sam się na to zgadzasz jak podpisujesz... 22.11.05, 19:11
              No ale sam się na to zgadzasz jak podpisujesz...
        • abaddon_696 Re: Pan Gwiazdowski 22.11.05, 16:18
          > --pracowales kiedys na zachodzie? Tam rowniez czesto gesto nadgodziny sa
          > bezplatne (i to nie w mc donaldsach ale chocby w bankach inwestycyjnych ze
          > swiatowej czolowki).

          Za nadgodziny dostaje się 50% tego, co za normalną godzinę pracy. W
          przeciwieństwie pracodawca zwyczajnie łamie prawo.

          Twoje "przyczyny" skompromitowaly sie we Francji, gdzie po
          >
          > skroceniu tygodnia pracy... bezrobocie wzroslo.

          Spadło z 12% do 9,5%.
          Druga sprawa to fakt, że czas pracy się skrócił, ale płace nie poszły
          proporcjonalnie w dół, a wręcz w górę.
          • screwball Re: Pan Gwiazdowski 22.11.05, 16:39
            > Spadło z 12% do 9,5%.
            > Druga sprawa to fakt, że czas pracy się skrócił, ale płace nie poszły
            > proporcjonalnie w dół, a wręcz w górę.

            --wzroslo z 9% w 2000 do ponad 10% w 2005
            • abaddon_696 Re: Pan Gwiazdowski 22.11.05, 17:14
              Korekta: na początku 2000 roku (kiedy wprowadzono 35-godzinny tydzień pracy)
              bezrobocie wynosiło 10,5%
              ocde.p4.siteinternet.com/publications/doifiles/302005041P1T060.xls
              Teraz wynosi 9,7%
            • screwball Re: Pan Gwiazdowski 22.11.05, 17:29
              Powolujac sie na Twoje dane trend spadkowy jest oczywisty: od 1996 spadek z
              11,6%, poprzez 11,5% 11,1% 10,5% 9,1%w 2000 do 8,4% w 2001, po czym mamy
              ponowny wzrost do 10% obecnie (wejdz na strone oecd), a skrocenie tygodnia
              pracy nie mialo na ten trend zadnego wplywu, poza tym ze w rok po jego
              wprowadzeniu bezrobocie zaczelo wzrastac. Jesli wezmiemy pod uwage fakt, ze
              decyzje polityczne nie przekladaja sie w ciagu "dnia" na takie wskazniki jak
              bezrobocie czy wzrost PKB, to wniosek jest oczywisty- wprowadzenie krotszego
              tygodnia pracy nie spowodowalo spadku bezrobocia, a wrecz przeciwnie.
              • abaddon_696 Re: Pan Gwiazdowski 22.11.05, 18:07
                > Powolujac sie na Twoje dane trend spadkowy jest oczywisty: od 1996 spadek z
                > 11,6%, poprzez 11,5% 11,1% 10,5% 9,1%w 2000 do 8,4% w 2001, po czym mamy
                > ponowny wzrost do 10% obecnie (wejdz na strone oecd)

                Pod koniec 2004 mieli 9,6%
                www.oecd.org/dataoecd/32/3/35050668.pdf
                , a skrocenie tygodnia
                > pracy nie mialo na ten trend zadnego wplywu, poza tym ze w rok po jego
                > wprowadzeniu bezrobocie zaczelo wzrastac.

                Nie rok, a dwa lata. 35h tydzień pracy uchwalony został w 1998 r. a wszedł w
                życie na samym poczatku 2000 roku, a nie pod koniec.

                Jesli wezmiemy pod uwage fakt, ze
                > decyzje polityczne nie przekladaja sie w ciagu "dnia" na takie wskazniki jak
                > bezrobocie czy wzrost PKB, to wniosek jest oczywisty- wprowadzenie krotszego
                > tygodnia pracy nie spowodowalo spadku bezrobocia, a wrecz przeciwnie.

                Nie . Możemy jedynie stwierdzić, że od 2002 roku mieli ponowny trend wzrostowy
                bezrobocia, ale nie osiągnął on nigdy poziomu sprzed kilku lat (gdy wynosiło
                prawie 12%). Poza tym od tego roku bezrobocie znowu im spada.

                Nie bardzo poza tym rozumiem, co ma krótszy tydzień pracy we Francji wspólnego
                z moją tezą, że bezpłatne nadgodziny powodują bezrobocie. Przecież już pisałem,
                że płace we Francji nie spadły wraz ze skróceniem tygodnia pracy - a wręcz
                poszły w górę.
                Jeżeli 4 pracowników pracuje po 50 godzin, zamiast 5 po 40 godzin, to właśnie
                ten piąty w tej sytuacji nie ma pracy.
      • anna-dark Żenada - takie wnioski ja mogę dać bez raportu !!! 22.11.05, 13:28
        Żenada - takie wnioski ja mogę dać bez raportu !!!
        Notabene one były dla mnie oczywiste już rok temu, jak nie dawniej !!!
    • Gość: Keyns Re: To przygotowało raport IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.05, 06:49
      Czy w Polsce remedium na wszystko sa poglądy XVIII wiecznego myśliciela.To
      Centrum im. Adama Smitha od 15 lat nie umie założyć własnej strony internetowej
      a zawsze we wszystkich TV występuje jako posiadacz myśli objawionych. Te
      pomysły Gwiazdowskiego itd . o kant d....... rozbić . Poczytajcie dzisiejszego
      Luttwaka "Turbokapitalizm".......... Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie
      tyle lat tkwili w błędzie stawiając na socjal aby nie było u nich milionów
      głodnych dziaci jak w kraju z Centrum A,Smiyha gdzie zachodnie
      koncerny /Danon/ zbierają na posiłek dla 3 mln polskich głodnych dzieci.
      • Gość: JOHNY cytat IP: *.zetobi.com.pl / *.zetobi.com.pl 22.11.05, 08:39
        Czy rozwój gospodarczy dobrze służy wartościom nieekonomicznym? Czy większa
        wydajność w sferach organizacji pracy, produkcji i dystrybucji przekłada się
        automatycznie na całościową poprawę poziomu życia jednostek i zbiorowości? Czy
        zachwyty nad wzrostem gospodarczym i nawoływania do jego stymulacji na pewno są
        działaniem pożądanym z punktu widzenia dobra wspólnego? Takie pytania stawia
        Edward Luttwak w swej głośnej książce pt. "Turbokapitalizm", właśnie
        przetłumaczonej na polski. Odpowiedzi, których udziela znacznie różnią się od
        tego, co na każdym kroku możemy znaleźć w mass mediach i obiegowych sądach.
        Krytyka jednostronnie pojętego wzrostu gospodarczego nie jest stanowiskiem zbyt
        oryginalnym po tym, jak w 1967 znany ekonomista Edward J. Mishan opublikował
        swą głośną pracę "The Costs of Economic Growth". Również zawarty w książce
        Luttwaka opis współczesnych przemian w gospodarce niewiele odbiega od
        sprokurowanego przez Martina i Schumanna w "Pułapce globalizacji". Książka ma
        jednak dwie podstawowe, w porównaniu z tamtymi, zalety: odnosi się do zupełnie
        innych realiów ekonomicznych niż opisywane przez Mishana oraz jest znacznie
        bardziej rozsądna i głębiej sięgająca niż rozprawa o procesach globalizacyjnych.
        Autor "Turbokapitalizmu" koncentruje swą uwagę na zmianach, jakie w gospodarce
        wolnorynkowej zaszły od końca lat 70. do chwili obecnej i trendach, które
        prawdopodobnie będą kształtować jej przyszłość. Ten model gospodarki, z jakim
        mamy obecnie do czynienia nazywa on kapitalizmem z turbodoładowaniem, bowiem
        jego błyskawicznemu rozwojowi nie stają już na przeszkodzie ani surowe
        regulacje prawne, ani ingerencja państwa i organizacji obywatelskich, ani
        jakiekolwiek zasady etyczne i tradycje kulturowe. Tym różni się od dawnego
        kapitalizmu kontrolowanego, który zdaniem Luttwaka nie był na pewno tak wydajny
        pod względem ekonomicznym, jednak pozostawał znacznie bardziej wartościowym z
        punktu widzenia szeroko pojmowanej kondycji społeczeństwa. Nie chodzi wszak o
        porównania na płaszczyźnie ekonomicznej, gdyż tutaj turbokapitalizm jest
        bezkonkurencyjny pod względem wynalazczości, obniżania kosztów produkcji,
        umożliwiania dostępu do dóbr i usług. Rzecz w tym, że w parze z tak pojętym
        rozwojem nie idzie stabilizacja sytuacji społecznej, eliminacja patologii i
        poprawa jakości życia. Dzieje się wręcz przeciwnie - turbokapitalizm prowadzi
        do nasilenia negatywnych zjawisk, ich wzmocnienia.
        Co legło u podstaw turbokapitalizmu? Takimi procesami były wg Luttwaka
        prywatyzacja, nowe technologie, deregulacja (zniesienie trwałych zasad zarówno
        jeśli chodzi o stosunek wobec pracowników jak i prowadzenie przedsiębiorstw i
        relacje między kontrahentami) oraz globalizacja. Jednak o tym, że zmiany, które
        się dokonały miały taki a nie inny charakter, zadecydowały odmienne zjawiska,
        gdyż ograniczać kontroli państwa nad niektórymi sektorami i regulacjami
        prawnymi, wykorzystywać nowych technologii w określony sposób, znosić barier
        handlowych i praw pracowniczych, nie zaczęto bez konkretnego powodu. Powodem
        tym nie była jednak niewydolność gospodarki kontrolowanej, choć Luttwak - nie
        będący zwolennikiem centralnego planowania - potrafi dostrzec wiele wad takiego
        rozwiązania (biurokracja, marnotrawstwo środków, korupcja, stagnacja etc.). Za
        rozwój sytuacji, który doprowadził do powstania turbokapitalizmu odpowiedzialne
        są jego zdaniem dwa czynniki: lobbying na rzecz takich właśnie przemian
        prowadzony przez wielkie koncerny (to one czerpały ze zmian największe
        korzyści) oraz ideologiczna moda wykreowana przez zwolenników tzw.
        neoliberalizmu. Autor książki uważa jednak, że nie istniała konieczność tak
        radykalnych zmian, a nowa ideologia nie była bynajmniej bardziej wartościowa od
        poprzedniej. Jednak umiejętne zabiegi sprawiły, że doktrynę neoliberalną uznano
        za niekwestionowaną prawdę, swego rodzaju nową religię opartą na
        niepodważalnych dogmatach. Heretykami zaś obwołano tych wszystkich, którzy
        wskazywali na konieczność alternatywnych rozwiązań. W świecie, w którym
        kwestionować można niemal wszystko, biada temu, kto zakwestionuje konieczność
        wzrostu gospodarczego i tzw. wolnego handlu.
        Na takim rozwoju sytuacji skorzystali inspiratorzy procesu. To właściciele
        wielkich firm, nie muszący od tej pory przesadnie przejmować się prawami
        pracowników, barierami celnymi, surowymi przepisami prawnymi itp. zyskali na
        tym procederze najwięcej i to oni właśnie stali się główną siłą propagującą
        tezy o nieuchronności tych procesów i nieodzowności wprowadzanych regulacji.
        Gros zysków przypadł właśnie im, zaś reszta społeczeństwa na ogół nie czerpała
        z takiego obrotu sprawy zbyt wielu korzyści. Świadczą o tym przytaczane przez
        Luttwaka szczegółowe dane dotyczące wzrostu dochodów poszczególnych warstw
        społecznych (ogólny poziom realnych płac w Stanach Zjednoczonych jest obecnie
        mniejszy niż w latach 60. i 70.), obrazujące powiększenie się przepaści między
        najlepiej sytuowanymi a resztą oraz wzrost ubóstwa. Nie polepszyła się też
        sytuacja na rynku pracy, gdyż wbrew obietnicom sektor usług nie przejął
        pracowników likwidowanego lub przenoszonego za granicę przemysłu. Po raz
        pierwszy w dziejach mamy do czynienia z sytuacją, w której wzrost gospodarczy
        nie generuje nowych miejsc pracy, a wręcz przyczynia się do ich likwidacji.
        Mitem jest utrata dobrze płatnej i stabilnej posady w przemyśle i znalezienie
        jej w usługach. Nowe technologie ograniczają popyt na wielu specjalistów, a
        większość posad w sektorze usług to zajęcia równie uciążliwe jak w przemyśle, a
        przy tym słabiej płatne i zmuszające do poświęcenia większej ilości czasu i
        wysiłku. Luttwak wręcz wykpiwa tezy o wspaniałym rozwoju gospodarki
        amerykańskiej i związanym z nim niskim bezrobociu (ok. 5%), przytaczając dane o
        spadku realnych dochodów, znacznym wzroście ilości średnio przepracowanych
        godzin, zastępowaniu wielu stałych miejsc pracy przez niepewne, dorywcze
        zajęcia, wzroście ubóstwa, marginalizacji całych grup społecznych i powrocie
        takich zajęć, które wcześniej uznano za trwale wyeliminowane (służba domowa).
        Jednak to nie tylko brak związku pomiędzy propagandą gospodarczego sukcesu a
        realnymi zmianami w życiu większości obywateli stanowi o negatywnym aspekcie
        turbokapitalizmu.
        Rzecz w tym, iż taki rozwój ekonomiczny generuje niezwykle niekorzystne
        tendencje społeczne, których nie sposób bagatelizować zasłaniając się wykresami
        obrazującymi stopień wzrostu gospodarczego. Istotą turbokapitalizmu jest
        błyskawiczne tempo przemian. Zmiany, jakie się dokonują w jego łonie przestają
        być możliwe do ogarnięcia, przystosowanie do nich jest zaś coraz trudniejsze.
        Brak barier sprawia, że zachodzące spontanicznie i szybko przemiany oddziałują
        na sytuację społeczną w sposób, którego nie można przewidzieć, a negatywnych
        następstw - zneutralizować po fakcie. Luttwak pisze, iż "truizmem jest
        twierdzenie, że szybkie zmiany strukturalne mogą spowodować takie zniszczenia w
        życiu ludzi, firm, całych gałęzi przemysłu i lokalnych społeczności, że
        jednostki nie będą w stanie się z nich podnieść albo że zginie tkanka społeczna
        łącząca znajomych, rodziny, klany, elektoraty, sąsiadów, wioski, osady, miasta,
        a nawet całe narody". Towarzyszący takim zjawiskom klimat ciągłej niepewności,
        przekształceń, braku stabilizacji narusza równowagę społeczną. Warunki
        egzystencji, które wymusza rozwój gospodarki, takie jak rosnące bezrobocie lub
        niepewność co do posiadanej pracy i stałych, przyzwoitych dochodów, zmiany
        miejsca zatrudnienia i zamieszkania, zapaść infrastruktury nie związanej z
        gospodarką a dotychczas utrzymywanej przez państwo lub budżety lokalne -
        wszystko to składa się na rosnący zasięg szeregu negatywnych zjawisk
        społecznych.
        Należy do nich postępujący rozkład rodziny i życia wspólnotowego.
        Przeprowadzki, niepewność ekonomiczna, promocja etosu opartego na skraj
      • screwball Re: To przygotowało raport 22.11.05, 10:51
        Gość portalu: Keyns napisał(a):

        > pomysły Gwiazdowskiego itd . o kant d....... rozbić .

        --molgbys to jakos rozwinac?

        Poczytajcie dzisiejszego Luttwaka "Turbokapitalizm".......... Czyżby
        Niemcy.Francuzi,Skandynawowie
        > tyle lat tkwili w błędzie stawiając na socjal

        --oczywiscie i dzis to sobie uswiadamiaja, czego dowodem jest powolny acz staly
        dryf europejskiej lewicy ku centrum i bedace tego konsekwencja pierwsze proby
        wycofywania sie z "panstwa dobrobytu", ktorego nie moga udzwignac nawet bogate
        Niemcy.

        aby nie było u nich milionów
        > głodnych dziaci

        --jakie miliony ???

        jak w kraju z Centrum A,Smiyha gdzie zachodnie
        > koncerny /Danon/ zbierają na posiłek dla 3 mln polskich głodnych dzieci.

        --jakie 3 miliony, skad ty masz te dane? Dzieci nalezy dokarmiac ale wina za
        ten stan rzeczy nie obarcza panstwa tylko rodzicow
        • anna-dark A kto rodzicom bidnych ludzi (nie)daje pracę? 22.11.05, 13:35
          A kto rodzicom bidnych ludzi (nie)daje pracę?
      • Gość: reig <Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.05, 11:07
        <Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie
        tyle lat tkwili w błędzie stawiając na socjal >
        Zgadza się tkwili i tkwią . Dlatego Szwecja po II wojnie światowej jeden z
        najbogatszych krajów Europy bardzo zbiedniał i ostatnio odsuięto tam od władzy
        socjalistów /ale trudno jest przywrócić normalne funkcjonowanie w kraju gdzie
        ludzie przyzwyczaili się do tego że państwo da. (ludzie są rozleniwieni i wielu
        nie chce się pracować bo po co - z socjału można nieźle żyć)/. W Niemczech
        gospodarka coraz mniej wydolna PKB spada - stąd problemy z wyborami (większe
        poparcie dla parti konserwatywno-liberalnych -rroponujących zmniejszenie socjału
        w gospodarce). We Francji również kłopoty gospodarcze, a na dodatek społeczne
        (częściowo też winien socjał)
        Do Szwecji z obozu dostała się moja ciotka i tak zamieszkała. Miała dwa
        fakultety i zawsze interesowała się polityką. Po odwilży w Polsce często bywełem
        u niej na wakacjach i rozmawialiśmy, a ja mogłem obserwować zmiany jakie tam
        zachodziły i kojarzyć je z polityką. Ciotka słusznie przewidywała skutki
        rządzenia Szwecją i liczyła, że Szwedzi w końcu zrozumieją, że głosując na
        socjalistów podcinają gałąź na której siedzą. Niestety nie doczekała -mimo że
        dożyła 93. Aby kraj gługotrwale korzystnie się rozwijał interwencjonizm państwa
        musi być ograniczony do nizbędnego minimum, a pomoc ma ratować obywateli
        doraźnie i tylko wtedy gdy jest nizbędna. Pozostałe działania państwa muszą być
        zgodne z przypowieścią "chcesz aby rybak nie był głodny to daj mu wędkę "
        • Gość: pawel Re: <Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie IP: 193.231.73.* 22.11.05, 12:07
          Twoja ciotka w Polsce przezylaby 70 lat, wole glupia Szwecje niz wspanialy
          system polski z rekordowa , jak na Europe, liczba flustratow, bezrobotnych, i
          fanatykow niewidzialnej reki rynku.
          • screwball Re: <Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie 22.11.05, 12:40
            o jakiej niewidzialnej rece rynku w polsce piszesz?
            Jedyny wolny rynek jaki panuje w rp to zwykly targ warzywny.
          • hotrod404 z Kuby przyjechałeś czy jak? 22.11.05, 12:55
          • anna-dark Ile Szwecja się obłowiła podczas II wojny świat. ? 22.11.05, 13:37
            Ile Szwecja się obłowiła podczas II wojny światowej ?

            Gość portalu: pawel napisał(a):

            > Twoja ciotka w Polsce przezylaby 70 lat, wole glupia Szwecje niz wspanialy
            > system polski z rekordowa , jak na Europe, liczba flustratow, bezrobotnych, i
            > fanatykow niewidzialnej reki rynku.
        • abaddon_696 Re: <Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie 22.11.05, 16:27
          > Zgadza się tkwili i tkwią . Dlatego Szwecja po II wojnie światowej jeden z
          > najbogatszych krajów Europy bardzo zbiedniał

          Jasne, do poziomu UK.
          Druga wojna światowa skończyła się w 1945 roku, resztę wniosków wyciągnij sam.

          W Niemczech
          > gospodarka coraz mniej wydolna PKB spada - stąd problemy z wyborami (większe
          > poparcie dla parti konserwatywno-liberalnych -rroponujących zmniejszenie
          socjał
          > u
          > w gospodarce).

          To ciekawe, że gdy poszła plotka, że Merkel rozważa wprowadzenie liniowego, to
          przewaga chadeków nad socjaldemokratami spadła z 20% do 1%.
      • anna-dark Mc Donald też ma fundację na bidnych... 22.11.05, 13:33
        Mc Donald też ma fundację na bidnych...
        No ale USA to taki "promised land"... Widać po większości Polaków Jackowie...
        Oczywiście, że generalnie kraje protestanckie są bogatsze niż katolickie - o
        tym też warto pamiętać...

        Gość portalu: Keyns napisał(a):

        > Czy w Polsce remedium na wszystko sa poglądy XVIII wiecznego myśliciela.To
        > Centrum im. Adama Smitha od 15 lat nie umie założyć własnej strony
        internetowej
        >
        > a zawsze we wszystkich TV występuje jako posiadacz myśli objawionych. Te
        > pomysły Gwiazdowskiego itd . o kant d....... rozbić . Poczytajcie
        dzisiejszego
        >
        > Luttwaka "Turbokapitalizm".......... Czyżby Niemcy.Francuzi,Skandynawowie
        > tyle lat tkwili w błędzie stawiając na socjal aby nie było u nich milionów
        > głodnych dziaci jak w kraju z Centrum A,Smiyha gdzie zachodnie
        > koncerny /Danon/ zbierają na posiłek dla 3 mln polskich głodnych dzieci.
    • Gość: rkd Re: Centrum im. Adama Smitha przygotowało raport IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 07:33
      Widac ze PiSs nie ma pojecia co robic zeby zrealizowac przedwyborcze obietnice
      i powyborcze mariaze... Karmia nas papka wg ktorej wysztko bedzie pieknie i
      cudownie, a jednoczesnie chca zebysmy z wlasnej kieszeni oplacili becikowe czy
      inne bzdurne pomysly. No ale czemu sie tu dziwic skoro, jak ktos zauwazyl, mamy
      nowoczesnego premiera: sterowanego Radiem?... Moze tylko pora wymienic baterie?

      Tfu! Poszli w PiS-du!
    • Gość: gm Re: Centrum im. Adama Smitha przygotowało raport IP: *.net / 83.16.165.* 22.11.05, 08:44
      Może PiS nie zreformuje gospodarki ale w swiadomosci wyborców nie będzie to
      porazka. Własnie kupili przychylność Centrum A.S.Medialność oraz zdolność do
      manipulowania przekazem tego Premiera jest świetna
      • anna-dark Najpierw Zuber, potem WGPW, teraz Smith... 22.11.05, 13:38
        Najpierw Zuber, potem WGPW, teraz Smith...

        Gość portalu: gm napisał(a):

        > Może PiS nie zreformuje gospodarki ale w swiadomosci wyborców nie będzie to
        > porazka. Własnie kupili przychylność Centrum A.S.Medialność oraz zdolność do
        > manipulowania przekazem tego Premiera jest świetna
    • Gość: ed Panie Premierze, niech Pan nie słucha tego bęłkotu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 10:47
      to nie jest prawda że:
      * w Polsce są wysokie koszty pracy, jest odwrotnie,
      * biurokracja zabija przedsiębiorczość,i tym podobne bzdury.
      Główną przyczyną bezrobocia jest debilizm ekonommiczny poskich neoliberałów i
      neokomunistów. Nauki ekonomiczne w Polsce pod wodzą największego ekonomisty
      świata i okolic NBP oraz jego klakierow, osiągnęły poziom kamienia łupanego
      Polscy tzw. pracodawcy potrafią tylko narzekać, jak stare baby na rynku.
      Obniżcie nam podatki, zlikwidujcie kodeks pracy, a my zatrudnimy pracowników,
      dyspozycyjnych 24 godziny itp. a zamiast zapłaty za pracę, to podziękujcie że w
      ogóle pracujecie. To jest polski kapitalizm.
      • screwball Re: Panie Premierze, niech Pan nie słucha tego bę 22.11.05, 10:54
        Rzadko czytuje sie podobny belkot do Twojego. Masz Ty jakies pojecie o ekonomii?
        Zalozyles kiedys jakis biznes albo robiles cos ambitnego w temacie, czy tylko
        jezdzisz cale zycie na scierze i czytasz Trybune/Nie/Nasz dziennik?
        • anna-dark O Wielki Biznesmesie - Daj Receptę na Cud(a) !!! 22.11.05, 13:40
          O Wielki Biznesmesie - Daj Receptę na Cud(a) !!!

          screwball napisał:

          > Rzadko czytuje sie podobny belkot do Twojego. Masz Ty jakies pojecie o
          ekonomii
          > ?
          > Zalozyles kiedys jakis biznes albo robiles cos ambitnego w temacie, czy tylko
          > jezdzisz cale zycie na scierze i czytasz Trybune/Nie/Nasz dziennik?
          • screwball Re: O Wielki Biznesmesie - Daj Receptę na Cud(a) 22.11.05, 14:37

            spokojnie Aniu, nie ekscytuj sie:)))


            anna-dark napisała:

            > O Wielki Biznesmesie - Daj Receptę na Cud(a) !!!
            >
            > screwball napisał:
            >
            > > Rzadko czytuje sie podobny belkot do Twojego. Masz Ty jakies pojecie o
            > ekonomii
            > > ?
            > > Zalozyles kiedys jakis biznes albo robiles cos ambitnego w temacie, czy t
            > ylko
            > > jezdzisz cale zycie na scierze i czytasz Trybune/Nie/Nasz dziennik?
            • anna-dark Re: O Wielki Biznesmesie - Daj Receptę na Cud(a) 22.11.05, 19:13
              Ania się ekscytowała jak była mała...

              screwball napisał:

              >
              > spokojnie Aniu, nie ekscytuj sie:)))
          • Gość: ˙ Re: O Wielki Biznesmesie - Daj Receptę na Cud(a) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 15:12
            "Silna armia proste prawa, mniej podatków, jasna sprawa"
        • Gość: ˙ Re: Panie Premierze, niech Pan nie słucha tego bę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 13:45
          z kolega ed faktycznie cos nie tak.. ale ND i RM ida powoli w dobra strone..
          najpierw Michalkiewicz, pozniej ten ksiadz-liberal, teraz
          www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20051114&id=po32.txt .. :D oni
          nie sa jeszcze straceni :D
        • Gość: 123456 Re: Panie Premierze, niech Pan nie słucha tego bę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 13:57
          a ja radzę poczytać jak skończyła Argentyna, my idziemy ta sama drogą.

          "Argentyna stanęła na historycznym zakręcie. W minionych miesiącach z kraju,
          który był niedawno stawiany przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) i Bank
          Światowy za wzór reform gospodarczych, dochodziły do nas informacje
          przedstawiające chaos, zamieszki, załamanie gospodarcze, cotygodniową zmianę u
          steru władzy. Media milczą jednak o podobieństwach dotyczących gospodarczych
          terapii zastosowanych zarówno w kraju wołów, jak i w kraju żubrów, choć
          narzucają się one automatycznie każdemu, kto porówna historię najnowszych
          reform w obu krajach koncentrując się na ich podstawowych filarach. Jak to się
          stało, że do buntu społecznego doszło nie w wyniku działania jakichś znanych
          liderów, grup społecznych czy związków zawodowych, ale dlatego, że
          Argentyńczycy pierwszy raz poczuli, co znaczy głód? W niniejszym tekście,
          opierając się na danych i wypowiedziach niezależnych ekonomistów zajmujących
          się Argentyną i Ameryką Południową, staram się odpowiedzieć na to pytanie.

          Dostosowanie, czyli to samo co u nas

          W ciągu dwóch dekad poprzedzających rok 1991 rządzący Argentyną, chcąc utrzymać
          wysokie tempo wzrostu i konsumpcji, której standardy wyznaczały kraje Zachodu,
          nie przejmowali się deficytem obrotów handlowych. W tymże roku rząd Argentyny
          wyczerpał możliwości prywatnego kredytu i musiał zwrócić się o pomoc do MFW.
          MFW powiedział "OK", ale warunkiem miała być zgoda na tzw. "program
          dostosowawczy", którą to nazwę znają również obywatele znad Wisły. Zarówno sami
          doradcy jak i metody MFW były niemal tożsame z neoliberalną doktryną tzw.
          szkoły chicagowskiej, której guru jest Milton Friedman. Rząd oraz parlament
          Argentyny odpowiedzieli pozytywnie, z entuzjazmem wydając ustawy zgodne z
          wytycznymi MFW. "Dostosowanie" oznaczało dla Argentyny to samo co dla nas -
          okrojenie wydatków budżetu, zasiłków, pozapieniężnych korzyści pracowników, co
          w połączeniu z redukcją ceł miało być zachętą dla zagranicznych inwestorów oraz
          bodźcem rozwoju eksportu i importu.

          Rezultatem pierwszej fazy dostosowania, związanej z obniżeniem podatków dla
          biznesu, zwłaszcza zajmującego się eksportem i importem, było zgodnie z
          przewidywaniami pojawienie się zagranicznego kapitału. McDonalds i największy
          detalista świata - sieć Walmart, zawitały do argentyńskich miast. Eksport
          wzrósł z 6 do 9% PKB.

          Wydatki rządowe zostały zredukowane. Efektem tego ruchu miał być wzrost
          wydajności w usługach. Ponieważ w wyniku prywatyzacji dokonano masowych
          zwolnień, więc na papierze wszystko się zgadzało. Jednakże według mediów i
          kreatorów polityki gospodarczej, zwiększenie wydajności powinno doprowadzić do
          obniżenia cen. Z danych tygodnika "The Economist" wynika, że tak się jednak nie
          stało i dziś ceny usług telefonicznych w Argentynie są dwa do czterech razy
          wyższe niż w innych krajach. W tym samym czasie kryzys opieki zdrowotnej
          osiągnął wymiar narodowej tragedii, co stało się głośne na świecie po
          samobójstwie jednego z najbardziej znanych lekarzy argentyńskich w proteście
          przeciwko efektom prywatyzacji służby zdrowia.

          Głównym celem reform MFW i Banku Światowego miał być większy wzrost
          gospodarczy, dzięki któremu kraj miał osiągnąć dobrobyt ekonomiczny oraz
          zredukować dług zagraniczny. W końcu lat 90. dochód na głowę pozostał tymczasem
          na poziomie z początku "programu dostosowawczego", podczas gdy dług poszybował
          w górę jak amerykański myśliwiec.

          Wpływ "reform" na środowisko

          Produkcja rolnicza była i nadal jest czołowym źródłem eksportu Argentyny i
          odpowiada za około 3 jego wartości. Argentyna w ciągu ostatnich 125 lat
          należała do grupy najbogatszych krajów świata. Mniej więcej do roku 1950
          źródłem tego bogactwa było w lwiej części rolnictwo, które opierało swą siłę na
          odnawialnych zasobach naturalnych Pampy - rejonu będącego spichlerzem Ameryki
          Południowej. W połowie XX wieku, wraz z industrializacją kraju, rozpoczęto
          bardzo intensywną uprawę roli, możliwą dzięki mechanizacji i wprowadzaniu
          nawozów sztucznych na dużą skalę. Pomimo wzrostu wydajności rolnictwa,
          przychody z towarów rolniczych nie wzrastały proporcjonalnie, bowiem zmiany
          prawne i kierunek rozwoju technologii dały największe możliwości wzrostu
          przedsiębiorstwom agrobiznesu działającym na całym świecie, które dzięki swej
          monopolistycznej pozycji mogły dyktować na światowych rynkach niskie ceny. Co
          więcej, podobnie jak wszędzie na świecie, gdzie "rozwój" rolnictwa polegał na
          maksymalizacji wydajności pod kątem zysku na krótką metę, rozpoczęła się erozja
          gleb uprawnych, której skumulowane skutki miały dać znać o sobie następnym
          pokoleniom.

          W naturalny sposób dostosowane musiało zostać także rolnictwo, będące podstawą
          eksportu. "Rady" MFW dotyczyły zwiększenia produkcji kukurydzy i soi, które
          dawały największy zysk w przeliczeniu na hektar upraw. Choć wołowina daje na
          kilogram większy przychód niż zboża czy rośliny strączkowe, to jednak z 1 ha
          można otrzymać wielokrotnie więcej zboża niż mięsa, co ostatecznie będzie
          oznaczało właśnie większy zysk. Dlatego też MFW nalegał na zamianę pastwisk w
          tereny uprawne, co przyniosło rządowi zagraniczną walutę (potrzebną do
          spłacania długów), lecz jednocześnie "nowoczesne" metody przyśpieszyły dalszą
          erozję gleby. W 1997 roku jedynie 12,4% ziemi nadawało się pod ciągłą uprawę,
          podczas gdy 25 do 50% mogło być przedmiotem rotacji (uprawa na zmianę z wypasem
          bydła). Przynajmniej 25% nie nadawało się w ogóle do działalności rolniczej.

          Inne zasoby naturalne również odczuły ciężar dostosowania. Łowiska na środkowym
          Atlantyku tradycyjnie przynosiły duże dochody oraz były źródłem towarów
          eksportowych. Część planu dotyczącego powiększania eksportu dotyczyła właśnie
          tego akwenu. Choć naukowcy zajmujący się rybołówstwem stwierdzali, że połowy
          nie powinny przekraczać 400 tys. ton rocznie, nacisk polityczny, również ze
          strony MFW, powiększył ten limit trzykrotnie. Po dwóch latach łowiska uległy
          degradacji.

          W latach 90. wzrost PKB Argentyny w znacznie większym stopniu niż miało to
          miejsce wcześniej wynikał ze sprzedaży ropy (wartość eksportowanej ropy
          zwiększyła się czterokrotnie w latach 1991-1997), nieprzetworzonych ryb czy
          surowców, co oznacza tzw. wyprzedaż "rodzinnych sreber". Kraj ten przehandlował
          więc swoje zasoby w zamian za redukcję długu (do której faktycznie nie doszło,
          podobnie jak w krajach III świata). Część z tych zasobów jest nieodnawialna, co
          oznacza, że poprzez ich eksploatację Argentyna nie tyle spłacała zadłużenie,
          ile przekładała je na przyszłość.

          Prywatyzacja

          Podstawową ideą stojącą za argentyńską prywatyzacją była "wymiana
          przedsiębiorstw państwowych w zamian za dług zewnętrzny", dlatego większość
          publicznych przedsiębiorstw została sprzedana firmom międzynarodowym. Ze
          względu na silną presję długu zewnętrznego na gospodarkę kraju w pierwszym
          okresie transformacji, strategia prywatyzacji w Argentynie polegała na
          zasadzie "im szybciej, tym lepiej", czego skutkiem była sprzedaż
          przedsiębiorstw o wiele poniżej cen rynkowych i wzrastająca korupcja całego
          procesu. Podobnie jak w naszym kraju, prywatyzacja w sektorze bankowym polegała
          na przejęciu jego większej części przez duże konsorcja zagraniczne. Joseph
          Stiglitz, zeszłoroczny noblista, potwierdził niedawno, że choć w krótkim
          okresie wydaje się to korzystne, ponieważ prowadzi do stabilniejszego systemu
          bankowego, to skutkiem długofalowym jest spadek kredytów dla małych i średnich
          przedsiębiorstw. Nie są one partnerami dla międzynarodowych podmiotów, więc po
          okresie wzrostu następującym po zduszeniu inflacji firmy te nie mogą znaleźć
          odpowiednich źródeł finansowania, co prowadzi do zakończenia fazy prosperity.

          Prywatyzacja, mająca według "The Economist" poparcie 52% społeczeństwa w 1989
          roku, w 2000 roku miała poparcie zaledwie 17%, co nie dziwi, gdyż w
          • Gość: 123456 Re: Panie Premierze, niech Pan nie słucha tego bę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 13:58
            Prywatyzacja, mająca według "The Economist" poparcie 52% społeczeństwa w 1989
            roku, w 2000 roku miała poparcie zaledwie 17%, co nie dziwi, gdyż w wydaniu
            argentyńskim (podobnie jak w polskim) prowadziła do wzrostu bezrobocia z 7 do
            19%. Jej wynikiem było to, że w latach 1991-1997 kraj zdobył prawie 60
            miliardów dolarów, które natychmiast zostały zużyte głównie na spłatę odsetek
            długu, a jednocześnie pożyczył 63,5 miliarda, co oznaczało, że dług zewnętrzny
            nie tylko się nie zmniejszył, ale znacznie wzrósł. Taki był finał
            koncepcji "przedsiębiorstwa za dług".

            Dodatkowe efekty polityki gospodarczej MFW

            Początkowy znaczny wzrost PKB zakończył się już po kilku latach. Co więcej,
            dystrybucja PKB stawała się w coraz większym stopniu nierówna, prowadząc do
            polaryzacji społecznej. Bank Światowy w raporcie z 1999 roku podaje, że więcej
            niż 36% Argentyńczyków żyło poniżej progu ubóstwa, natomiast ponad 8% żyło
            poniżej minimum biologicznego. Wielu ludzi uważa, że najwyraźniejszym znakiem
            polityki neoliberalnej był fakt, iż w 1990 roku najbogatsze 10% Argentyńczyków
            zarabiało 15 razy więcej niż najbiedniejsze 10%, podczas gdy w 1999 roku ich
            zarobki były już 24-krotnie wyższe.

            Wartość eksportu wzrosła, ale ponieważ eksportowane były głównie towary
            rolnicze i nisko przetworzone, wartość importu wzrastała jeszcze szybciej.
            Efektem było dalsze pogorszenie bilansu handlowego, którego nierównowaga była
            impulsem dla początkowych reform.

            Przez całe lata 90. średnio 10% całkowitego PKB wędrowało każdego roku poza
            granicę jako spłata długu, podczas gdy on sam nie został zmniejszony, wręcz
            przeciwnie - uległ ogromnemu powiększeniu.

            Szybki przyrost skali inwestycji zagranicznych w Argentynie nie pomógł
            przeciętnemu obywatelowi. Sieci hipermarketów jak np. Walmart, operując na
            całym świecie, mogą dostarczać dobra wytworzone bardzo tanim kosztem w krajach
            jeszcze biedniejszych, co oznacza, że jeśli nie są produkowane w Argentynie,
            prowadzą do wypływu dewiz z kraju.

            Region Buenos Aires, gdzie w roku 1986 groźne przestępstwa przeciwko zwykłym
            ludziom były rzadkością, stał się niebezpiecznym miejscem na skutek ogromnego
            nasilenia kradzieży i rozbojów, u których źródeł leży chęć zdobycia środków na
            podstawowe potrzeby.

            Tzw. zasady "wolnego rynku" dały przewagę korporacjom ponadnarodowym oraz
            największym, byłym i wciąż istniejącym przedsiębiorstwom państwowym. To one
            skorzystały najwięcej na procesie prywatyzacji. Sektor małych i średnich
            przedsiębiorstw, które w Argentynie tworzą dwa razy więcej miejsc pracy na tę
            samą ilość zainwestowanego kapitału, uległ degradacji. Korporacje ponadnarodowe
            w przejętych przez siebie przedsiębiorstwach zwolniły 25% pracowników.
            Jednocześnie importują one więcej niż lokalne przedsiębiorstwa, co prowadzi do
            tego, że na każdego dolara zysku 70 centów wypływa z Argentyny. Tak więc
            formalnie generowany przez korporacje wzrost PKB faktycznie oznacza drenaż
            pieniądza, rosnące bezrobocie i wzrost ubóstwa.

            Rząd, poprzez prywatyzację przedsiębiorstw publicznych, zmniejszył obciążenie
            budżetu, jednocześnie zmniejszając zatrudnienie w tym sektorze. Pomimo tych
            oszczędności w wydatkach rządu, dług zewnętrzny nie uległ zmniejszeniu, choć to
            właśnie miało być celem okrojenia budżetu. Jednocześnie rząd nie mógł już
            czerpać przychodu z dochodowych sektorów, które zostały wyprzedane.

            W 1994 roku stopy procentowe zaczęły rosnąć, co oznaczało odpływ kapitału z
            Argentyny i innych krajów Ameryki Łacińskiej. Rząd używał wtedy
            sformułowania "wolny rynek albo gospodarczy stan wyjątkowy", co oznaczało, że
            nie ma innego wyboru. Tymczasem "ekonomia kasynowa" spowodowała, że kapitał
            odpłynął - nie w celu długoterminowych inwestycji, ale na krótki okres - do
            krajów o wyższej stopie procentowej, które w tamtym momencie znajdowały się w
            Azji. Ucieczka kapitału spowodowała niepewność inwestorów w Argentynie, którzy
            zaczęli wycofywać swoje pieniądze ulokowane w projektach zlokalizowanych w tym
            kraju. To zjawisko przechyliło szalę, rozpoczynając długotrwałą argentyńską
            recesję.

            Obecnie większość mieszkańców Argentyny winę na zaistniałą sytuację bez wahania
            przypisuje "neoliberalnej polityce gospodarczej", która została
            spersonifikowana pod nazwą "Chicago Boys" oraz poprzez nazwiska ich krajowych
            zwolenników. Zasadnym pytaniem jest zatem: ile racji jest w tym stwierdzeniu?

            Rola MFW

            Pierwszą rzeczą, którą należy uczynić, gdy szukamy odpowiedzi na pytanie o
            korzenie i przebieg argentyńskiego kryzysu, to odrzucenie
            fałszywych "etykietek" politycznych. Niezależnie od swej przeszłości, kolejni
            kreatorzy polityki społeczno-gospodarczej realizowali zarówno w Polsce jak i
            Argentynie podobne programy gospodarcze, przekonani o
            neoliberalnej "konieczności historycznej". Podobieństwo dotyczy również tego,
            że peroniści pod wodzą prezydenta Menema wprowadzali w latach 90. reformy MFW,
            opierając się na wcześniej zaskarbionym poparciu dużych central związkowych,
            które milczały, gdy Menem dokonywał podziału łupów pomiędzy krajowych
            oligarchów i zagraniczne korporacje.

            Pamiętam jeszcze z okresu studiów, że Argentyna była prezentowana jako
            wizytówka wspaniałych efektów neoliberalizmu, a prezydent Menem jako cudowne
            dziecko światowych instytucji finansowych. Jak napisał Mark Weisbrot, dyrektor
            waszyngtońskiego Institute of Economic and Policy Research, "kraj ten zrobił
            wszystko, co kazał mu zrobić Waszyngton[1] i gospodarka leży w gruzach".

            Argentyńskie peso zostało związane z dolarem w 1991 roku, a w ciągu kolejnych
            lat MFW pożyczał temu krajowi kolejne sumy w celu utrzymania zawyżonego kursu
            tej waluty, co było na rękę szczególnie zagranicznym posiadaczom obligacji tego
            kraju. W ostatnim czasie MFW cały czas nalegał na dokonanie kolejnych cięć
            budżetowych - w wypadku recesji ma to tyle samo sensu, co wysokie stopy
            procentowe. Co podlegało cięciom - każdy Polak powinien zgadnąć dość łatwo:
            emerytury, pensje w oświacie i ochronie zdrowia, zasiłki dla bezrobotnych i
            inne wydatki publiczne, co podobnie jak w naszym kraju miało zapewnić, że
            ciężar dostosowania w żadnym wypadku nie dotknie tych, których zadaniem miała
            być "akumulacja kapitału"[2]. Ostrzeżenia przed krachem pojawiały się w
            Argentynie przynajmniej od 1998 roku, gdy doszło do załamania dwóch walut,
            których wartość zmieniono pod wpływem wymagań MFW - brazylijskiego reala i
            rosyjskiego rubla. Podstawowym argumentem MFW w przypadku obu tych krajów było
            to, że dewaluacja doprowadziłaby do szalejącej inflacji. Do dewaluacji doszło i
            nic takiego się nie stało.[3]

            Pozycja MFW (na szczycie kartelu kredytodawców) daje mu zdolność decydowania o
            podstawowych kierunkach działań ekonomicznych w dziesiątkach krajów. Ci, którzy
            odmawiają przyjęcia zaleceń tej instytucji, tracą prawo ubiegania się o kredyt
            w Banku Światowym, rządach krajów G-7, a co więcej, zdanie MFW ma wpływ na
            postawę banków komercyjnych. Kiedy MFW pożycza pieniądze krajowi, który wpadł w
            spiralę zadłużenia, prasa zazwyczaj pozytywnie pisze o "pomocy finansowej dla
            ratowania naszego kraju". Jednakże w rzeczywistości pieniądze te trafiają do
            banków-wierzycieli i zagranicznych posiadaczy różnych papierów wartościowych
            wydanych przez rząd we wcześniejszym okresie, co było chyba najbardziej
            widoczne w 1998 roku w Korei Płd. Inaczej mówiąc, MFW gwarantuje inwestorom, że
            ryzyko ekonomiczne, przynależne działaniu małych przedsiębiorców, nie będzie
            ich dotyczyć.

            Ponad rok temu Komisja Meltzera sformowana przez Kongres USA w celu oceny
            działania MFW wyraźnie stwierdziła, że polityka tej instytucji odegrała
            destabilizującą rolę podczas kryzysu w Azji, Brazylii i Rosji w latach 1997-98
            roku, kiedy to Fundusz za każdym razem domagał się realizacji celów, które
            miały przywrócić "zaufanie rynków finansowych" do danego kraju. Komisja
            zaleciła też kroki zmierza
            • Gość: 123456 Re: Panie Premierze, niech Pan nie słucha tego bę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 14:00
              Komisja zaleciła też kroki zmierzające do zmniejszenia liczebności pracowników
              MFW i uniknięcie w przyszłości tak katastrofalnych pomyłek gospodarczych.
              Wydaje się jednak, że trzeba finansowego Pearl Harbour, żeby informacje te
              podane zostały do wiadomości publicznej i odniosły realny skutek. Zadziwiające
              ale i tragiczne jest to, że choć MFW miał ten sam wpływ na praktycznie każdą
              gospodarkę, której "pomagał" w ciągu ostatnich kilkunastu lat, ludzie
              odpowiedzialni za politykę tej instytucji są wciąż na świeczniku. Gdyby byli
              lekarzami, prawdopodobnie trafiliby do więzienia za świadome spowodowanie
              uszczerbku na zdrowiu pacjentów.

              Ostateczne załamanie

              Dwa lata temu, po dekadzie rządów peronistów, do władzy doszła
              partia "radykałów" (sic!). Dla gospodarki i społeczeństwa nie oznaczało to
              praktycznie żadnej zmiany - za kierownicę powrócił m.in. minister finansów
              Domingo Cavallo, pupil MFW. Choć po kryzysie w Brazylii dla wielu zwykłych
              Argentyńczyków stało się jasne, że ich waluta jest przeceniona i powinna ulec
              dewaluacji, rząd poprosił i otrzymał kolejne pożyczki, dzięki którym miał
              utrzymać sztywny kur peso.

              Bezpośrednią winą za kryzys obarczane jest właśnie związanie peso z dolarem.
              Największą hipokryzją są krytyczne głosy wobec tego postulatu z tych ust i
              pism, które przez lata popierały reformy w Argentynie oraz politykę MFW
              względem tego kraju. Urzędnicy MFW mówią teraz, że byli przeciwko stałej stopie
              wymiany i wielkim pożyczkom w celu jej utrzymania, posuwają się nawet do tak
              absurdalnych stwierdzeń, że zgadzali się na to, bo chcieli zadowolić rząd
              Argentyny. Próba stwierdzenia, kto w MFW jest odpowiedzialny za te decyzje jest
              jak szukanie Bin Ladena - większość spotkań, narad i obrad urzędników MFW z
              ministrami poszczególnych państw jest tajna.

              Żeby utrzymać wartość przewartościowanej krajowej waluty, dany kraj potrzebuje
              potężnych rezerw dolarowych - rząd musi zagwarantować, że każdy, kto chce
              wymienić peso czy złotówkę za dolara, będzie mógł to zrobić. MFW spełniał
              kluczową rolę w tym procesie przez całe lata 90. poprzez udzielanie i pomaganie
              w zdobywaniu kolejnych pożyczek, w tym ponad 45 miliardów dolarów w ciągu 2000
              i 2001 roku, z przeznaczeniem między innymi na ten cel. Z punktu widzenia
              zagranicznych właścicieli argentyńskich obligacji (czyli tzw. rynków
              finansowych) sprawa była jasna - im dłużej istniał sztywny kurs peso, tym
              więcej można było zarobić.

              Jakby tego było mało, warunkiem pożyczek MFW miało być dążenie do zerowego
              deficytu budżetowego. Czymś najzupełniej oczywistym jest to, że w warunkach
              recesji wpływy do budżetu spadają, a wydatki publiczne rosną - operując w
              ramach standardowej teorii ekonomii widać, że w warunkach recesji kurczowe
              trzymanie się zerowego deficytu nie ma sensu gospodarczego. Pomimo tylu lat
              zaciskania pasa w imię kolejnej "świetlanej przyszłości", MFW - podobnie jak w
              Polsce - udawało się cały czas tak wpływać na media, aby jako powód kryzysu
              podawać rozrzutność wydatków publicznych i "postawę roszczeniową" większości
              społeczeństwa. Prawda wygląda tak, że deficyt budżetowy Argentyny wynosił w
              zeszłym roku 2,4% PKB, podczas gdy deficyt USA podczas recesji w 1983 roku
              wynosił 6,1%, a w 1991 roku 4,6% PKB. Podwójne standardy są regułą w meandrach
              neoliberalnej doktryny na świecie - jeden z ekonomistów amerykańskich
              powiedział mi w 1996 roku, że gdyby polski program dostosowawczy wprowadzono w
              USA, skończyłby się II wojną o niepodległość.

              Argentyna stoi na rozdrożu - klasa polityczna jest kompletnie odcięta od
              rzeczywistości, co było słychać z okrzyków na ulicach Buenos Aires: "Bez
              peronistów, bez radykałów, będziemy żyli lepiej". Nie są to puste słowa -
              podczas ostatnich wyborów 40% obywateli oddało głosy nieważne, co ma zupełnie
              inny wydźwięk niż niska frekwencja podczas ostatnich wyborów w Polsce.
              Komunikat "dość" był wyraźny, lecz argentyńska klasa polityczna i MFW
              zlekceważyły go całkowicie. Paradoksalnie, to rozdroże może być dla
              Argentyńczyków szansą. Jeśli uda im się wyłonić w niedalekiej przyszłości
              reprezentację, która odważy się zerwać z dotychczasowym modelem "rozwoju", to
              ich kraj może stać się jednym z pierwszych, jakie pójdą nową drogą - drogą,
              której nadrzędnym kierunkiem będzie dbałość o środowisko naturalne i
              zgromadzony kapitał społeczny, bez czego każdy "rozwój ekonomiczny" sprowadza
              się do piłowania gałęzi, na której się siedzi.

              Podsumowanie

              Z perspektywy czasu widać, że wybór, przed którym stanęła klasa polityczna
              krajów takich jak Argentyna (oraz szeregu innych, w tym Polski) sprowadza się
              do czegoś, co nazwałbym "fałszywym dylematem" i przedstawia się następująco:

              1. Albo nie zgadzamy się na zestaw "program dostosowawczy plus trochę pieniędzy
              na początek", co w sytuacji recesji, ganiącej nas prasy zachodniej i długu
              obciążającego budżet grozić będzie przede wszystkim tym, że ludzie wyjdą na
              ulice i przestaniemy rządzić - dług nie zostanie spłacony.

              2. Albo bierzemy to, co nam dają, będziemy rządzić i przeprowadzimy "program
              dostosowawczy" (co będzie oznaczać dalszą erozję zasobów naturalnych i
              społecznych i skończy się jeszcze większym długiem).

              Ten wybór ilustruje wyraźnie, że podstawową przeszkodą w rozwoju państw
              biedniejszych, gdziekolwiek na świecie, jest istnienie długu, który funkcjonuje
              jak swego rodzaju bat zmuszający do uległości w prowadzeniu polityki
              gospodarczej (niezależnie od tego, jakie akurat są jej zasady).

              Pytanie o to, czy czynnikiem motywującym działania wspomnianych wyżej
              instytucji międzynarodowych była rzeczywista wiara, iż zasady neoliberalne mogą
              autentycznie pomóc gospodarkom tych krajów, czy też chodziło wyłącznie o
              zabezpieczenie możliwości odzyskania pożyczonych pieniędzy wraz z ogromnymi
              odsetkami bądź wymianę ich na część majątku kraju-dłużnika - nie ma znaczenia z
              punktu widzenia skutków tej polityki. Można mieć nadzieję, że historycy
              przyszłości spróbują dać bardziej miarodajną odpowiedź opierając się o
              materiały źródłowe. Z zebranych przeze mnie materiałów wynika, że obie postawy
              miały swój udział.

              Ocena wpływu ekonomii neoliberalnej na kraje Ameryki Łacińskiej (jak i na
              jakikolwiek inny region świata) zawsze zależy od tego, co uznamy za miarodajny
              wskaźnik rozwoju kraju. Najbardziej znanym, bo najbardziej uproszczonym
              miernikiem jest podręcznikowy, długofalowy wzrost gospodarczy, do którego
              odwołują się politycy i ich doradcy. Nawet pozostając na gruncie tego
              paradygmatu widać, jak wygląda długookresowa skuteczność prezentowanej
              polityki: w Ameryce Łacińskiej PKB na głowę wzrósł w ciągu ostatnich dwóch
              dekad o 6%; w ciągu dwudziestolecia 1960-80 wzrost ten wyniósł 75%.

              Jeśli np. weźmiemy pod uwagę jeden z celów przeprowadzanych reform, jakim jest
              zmniejszenie obciążenia podatkowego dla biznesu zajmującego się importem i
              eksportem (czegokolwiek), to należy przyznać rację tym, którzy twierdzą, że cel
              został zrealizowany. Jednakże, podobnie jak w przypadku innych osiągnięć tego
              rodzaju, nadal pozostaje pytanie pierwotne - czy realizacja tego celu
              przełożyła się na realny, długotrwały dobrobyt ekonomiczny obywateli kraju
              będącego przedmiotem "programu dostosowawczego"?

              Całkiem niedawno Franklin Serrano, profesor ekonomii z Uniwersytetu Federalnego
              w Rio de Janeiro, mówił o tym, jakim zmartwieniem napawa go fakt, że duży
              odsetek absolwentów ekonomii opuszcza kraj udając się na dalsze studia do
              Stanów Zjednoczonych: "Ale to, że wyjeżdżają, nie jest jeszcze najgorsze.
              Najgorsze jest to, że wracają. Uszkodzenie mózgów jest gorsze niż drenaż
              mózgów".


              Maciej Muskat


              Przypisy:
              [1] Argentyna była zaliczana przez inne kraje rozwijające się do
              tzw. "standardowych podejrzanych" w głosowaniach międzynarodowych np. agendach
              ONZ czy WTO, co oznaczało, że należało zawsze założyć, iż odda swój głos
              zgodnie z interesami U
              • Gość: 123456 Re: Panie Premierze, niech Pan nie słucha tego bę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 14:01
                Przypisy:
                [1] Argentyna była zaliczana przez inne kraje rozwijające się do
                tzw. "standardowych podejrzanych" w głosowaniach międzynarodowych np. agendach
                ONZ czy WTO, co oznaczało, że należało zawsze założyć, iż odda swój głos
                zgodnie z interesami USA.

                [2] Również w Polsce akumulacja kapitału (czytaj: pieniądza, praw własności)
                była otwarcie prezentowana w wywiadach prasowych i na salach wykładowych jako
                jeden z pierwszych celów transformacji, prawdopodobnie dlatego, że jej
                zwolennicy nie potrafili dostrzec, że coś się zmieniło i rozwój zachodzi
                najszybciej na tych polach, gdzie wymiana wiedzy nie jest ograniczana
                interesami kapitału.

                [3] Zeszłoroczny noblista Joseph Stiglitz, został w 1999 roku zmuszony do
                rezygnacji ze stanowiska głównego ekonomisty Banku Światowego po tym, jak
                skrytykował politykę MFW, zwłaszcza wobec Rosji. Po rezygnacji udzielił wielu
                wywiadów, w których ujawnił sposoby, w jakich powstawały programy
                dostosowawcze.

                www.obywatel.org.pl/index.php?menu=0&msgid=106
    • hotrod404 archeolodzy donoszą, że Smith się w grobie 22.11.05, 12:29
      przewrócił!
      • Gość: 123456 Re: archeolodzy donoszą, że Smith się w grobie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.05, 14:09
        dokladnie:)

        "David Barsamian: Jednym z bohaterów aktualnego odrodzenia prawicowego - nie
        zamierzam tutaj używać terminu "konserwatywnego" - jest Adam Smith.
        Przeprowadziłeś imponujące badania nad Adamem Smithem, które odsłoniły, jak
        mogliby powiedzieć postmoderniści, mnóstwo informacji, nie wychodzących na jaw.
        Często cytowałeś jak opisywał "podłą maksymę panów ludzkości: wszystko dla nas
        i nic dla innych".

        Noam Chomsky: Nie prowadziłem żadnych badań nad Smithem. Po prostu go
        przeczytałem. Nie trzeba w ogóle prowadzić nad nim żadnych badań. Po prostu
        należy go przeczytać. Jest pre-kapitalistą, postacią oświeceniową. Gardził tym,
        co nazwalibyśmy kapitalizmem. Ludzie czytają urywki z Adama Smitha, parę fraz,
        których uczą w szkole. Każdy czyta pierwszy akapit Bogactwa Narodów, gdzie
        opisano, jak wspaniały jest podział pracy. Ale niewielu dociera do momentu,
        setki stron dalej, w którym Smith stwierdza, że podział pracy zniszczy ludzi i
        obróci ich w stworzenia tak głupie i pełne ignorancji, jak to jest możliwie
        tylko w przypadku ludzi. i dlatego, w każdym cywilizowanym społeczeństwie, rząd
        powinien przedsięwziąć środki na rzecz zapobieżenia nieograniczonemu rozwojowi
        podziału pracy. Smith przedstawiał oczywiście argumenty na rzecz rynku, ale
        sprowadzały się one do tezy, że w warunkach doskonałej wolności, rynki
        doprowadzą do doskonałej równości. Taki jest jego argument na rzecz rynku,
        sądził bowiem, że równość warunków (a nie okazji) jest tym do czego powinniśmy
        dążyć. i tak dalej i tak dalej. Poddał miażdżącej krytyce to co nazwalibyśmy
        polityką Północ-Południe. Wspomniał o Anglii i Indiach. Ostro potępił
        brytyjskie eksperymenty, które pustoszyły Indie.....

        Jego wizerunek, który spotykamy dzisiaj jest po prostu absurdalny. Nie musiałem
        jednak przeprowadzać żadnych szczegółowych badań, żeby dojść do tego wniosku.
        Wystarczy po prostu przeczytać. Jeżeli potrafisz czytać, sam to znajdziesz.
        Przeprowadziłem natomiast niewielkie badania nad tym, jak Smith jest
        interpretowany i wyniki są interesujące. Na przykład, Uniwersytet Chicagowski,
        wielki bastion wolnorynkowej ekonomii, w dwusetną rocznicę naszego bohatera,
        wydał jego dzieła, ze wszystkimi przypisami i wstępem noblisty, Georga
        Stiglera, z olbrzymim indeksem. Tego wydania właśnie używałem. To najlepsze
        wydanie Smitha. Jego kontekst akademicki jest bardzo interesujący, dotyczy to
        także wstępu Stiglera. Jest mianowicie całkiem prawdopodobne, że autor ów nigdy
        nie miał w ręku Bogactwa narodów. Wszystko, co napisał o tej książce, jest
        całkowicie błędne. Przykłady na potwierdzenie tej tezy przytaczam w mojej
        książce Rok 501. Podbój trwa.."

        www.teza11.webd.pl/teza11/index.php?im=m_spol&id=spol/chomsky_walka_klas
        • hotrod404 sorry, ale chodziło mi o to że rynku mamy ciągle 22.11.05, 15:28
          za mało! Chomsky był komunistą! nie wspominam już o pochodzeniu! chociaż
          Freedman pisał całkiem sensownie nawet z żoną!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka