Gość: Biolog
IP: *.mtnet.com.pl
03.12.02, 15:11
Ich spadek jest szokujący. Ale mnie bardziej szokuje kolejne zdziwienie
analityków. Przypominam, że według NBP inflacja miała rosnąć i analizy były
robione już z uwzględnieniem obniżki akcyzy. Dla porównania artykuł z połowy
września o prognozach prof. Gomulki z "Gazety Bankowej"
B.
Gomułka przewiduje przejściową deflację w 2003 roku
W przyszłym roku przez miesiąc, może dwa, możemy mieć w Polsce deflację w
ujęciu rocznym, przewiduje Stanisław Gomułka, wykładowca London School of
Economics i główny ekonomista PZU. Prawdopodobieństwo takiego rozwoju
sytuacji ocenia on na 20–30 procent.
Jestem w tej chwili w mniejszości, sugerując, że ta tendencja dezinflacyjna
może być głębsza niż wielu przypuszcza – przyznaje. Był on ze swoimi
przewidywaniami dotyczącymi inflacji w mniejszości również rok temu. Wtedy –
gdy bieżąca inflacja była na poziomie 5 proc. – sądził, że tegoroczne tempo
wzrostu cen wyniesie 3 proc., gdy najwięksi optymiści wśród analityków
bankowych byli bliżej 4 proc. Przewidywania Gomułki były poniżej wyznaczonego
wówczas celu inflacyjnego na ten rok (przed zmianą sprzed kilku miesięcy był
to przedział 4-6 proc.), optymiści byli na granicy tego celu. Okazało się, że
wszyscy się pomylili, jednak ekonomista PZU, poprzednio doradca kolejnych
ministrów finansów, pomylił się najmniej.
Teraz – jego zdaniem – nie jest wykluczone, że inflacja wzrośnie w ślad za
cenami ropy, które mogłyby pójść w górę w związku z zaostrzeniem sytuacji na
Bliskim Wschodzie. Ale jeśli nie będzie takiej wojny albo będzie ona krótka,
a po niej do władzy dojdzie reżim proamerykański to efekty mogą być
sprzyjające niższej inflacji, bo będzie dodatkowa podaż ropy, a odbudowa
Iraku wymaga takiej podaży. Nie wykluczam więc, że wojna w Iraku zwiększy
presję dezinflacyjną, a tylko przez pewien czas wprowadzi zagrożenie – mówi
profesor Gomułka.
Ucieczka w mięso
Jego zdaniem głównym czynnikiem obniżającym inflację będą jednak ceny
żywności. Mamy w tej chwili niskie ceny produkcji roślinnej mimo bardzo dużej
interwencji na rynku zbożowym. Agencja Rynku Rolnego zdejmuje ok. 5 mln ton,
w przyspieszonym tempie – chcą to zakończyć nie pod koniec roku, ale już w
październiku. Jest dość prawdopodobne, że po październiku ceny rynkowe
pszenicy i innych rodzajów produkcji roślinnej spadną – ocenia Gomułka.
Zwraca uwagę na dużo wyższą w tym roku jakość produkcji mimo nieco mniejszego
wolumenu oraz na wpływ zapasów z ubiegłego roku, a także dobrych zbiorów i
niskich ceny zbóż za granicą.
Rolnicy będą więc próbowali uciekać w kierunku produkcji zwierzęcej, gdzie
ceny są jeszcze w miarę dobre. Nie widzę innych możliwości wykorzystania tej
produkcji roślinnej. Ceny będą spadać, aż pojawi się popyt – ze strony stada
zwierzęcego. Jednym słowem będzie załamanie rynku mięsnego na wiosnę
przyszłego roku. W związku z tym należy przypuszczać, że spadki cen żywności
będą kontynuowane jeszcze przez wiele miesięcy. To się nie zakończy na
sierpniu. Nie będzie ani tak głębokich spadków, ani spadków z miesiąca na
miesiąc. Ale w układzie 12-miesięcznym spadki mogą mieć miejsce. Wydaje mi
się, że ta sprawa jest jeszcze niedoceniana. Tym bardziej skala tego
zjawiska – zwraca uwagę rozmówca „GB”.
Złoty w górę
Korzystnie dla inflacji będzie kształtować się również kurs złotego. Z punktu
widzenia inwestorów zagranicznych istotne będzie rozwianie wątpliwości
dotyczących polityki rządu – przyszłorocznego budżetu – oraz wejścia Polski
do Unii Europejskiej. Rządowa deklaracja, że przyszłoroczny deficyt budżetowy
będzie mniejszy niż 40 mld zł oraz zakończenie negocjacji akcesyjnych z Unią
Europejską przez inwestujące w Polsce fundusze zostanie odebrana pozytywnie.
Do tego dojdzie zakończenie rozmów między Ministerstwem Finansów a Narodowym
Bankiem Polski w sprawie strategii wejścia do Europejskiej Unii Monetarnej.
Jest tylko problem, jak rynek oceni determinację obecnego rządu co do tego,
jak sprostać kryteriom fiskalnym. To była słabość dotychczasowego programu,
może największa słabość w warstwie makroekonomiczenej, że były duże deficyty
budżetowej i wyglądało na to, że wejście Polski do unii walutowej w 2006 r.
jest „out of the question”, a w 2007 r. jest wątpliwe. Natomiast nowy
minister, wydaje mi się, będzie zabiegał z ogromnym entuzjazmem, by sprostać
kryteriom fiskalnym i by możliwa stała się wcześniejsza data. Rynek może
uznać, że Kołodko będzie w tym względzie bardziej efektywny niż mógł być
Belka. I że będzie w stanie wymóc określone reformy fiskalne. Ma większe
poparcie polityczne – i SLD z Unią Pracy, i PSL, nie wiadomo jednak, czy jest
ono dostatecznie duże – zastanawia się Gomułka.
W ciągu kilku najbliższych miesięcy powinny też zacząć pojawiać się
wyraźniejsze sygnały, że przyspiesza wzrost gospodarczy. A inwestorzy są
przekonani, że po ostatniej korekcie kursu złotego będą mieli do czynienia
raczej z aprecjacją niż deprecjacją polskiej waluty. Na początku przyszłego
roku można się więc spodziewać powrotu presji aprecjacyjnej.
Za wcześnie
To w połączeniu z załamaniem się cen mięsa i produktów mięsnych na wiosnę
oznacza, że możemy mieć nawet szokującą informację, że w jakimś miesiącu,
może dwóch, inflacja 12-miesięczna może być ujemna. Ja nie mówię, że to
będzie coś trwałego, ale w tej chwili nie można wykluczać takiej możliwości.
Chcę jednak być dobrze zrozumiany: nie mówię, że prawdopodobieństwo tego jest
rzędu 80-90 proc. To jest może 20-30 proc. – że w ciągu jednego, dwóch czy
trzech miesięcy do lata przyszłego roku będziemy mieć deflację w ujęciu 12-
miesięcznym. Są jeszcze inne rzeczy, jak wpływ niższej akcyzy na alkohol, co
spowoduje obniżenie się wskaźnika o 0,3 punktu proc. Poza tym w styczniu tego
roku dość znaczący był wzrost cen administracyjnych, teraz będzie
prawdopodobnie mniejszy – tutaj również będzie pomoc w dezinflacji.
Dodatkowy czynnik to bezrobocie, które powoduje, że koszty pracy na jednostkę
produktu maleją, bo wzrost wydajności pracy będzie większy niż wzrost płac
realnych. I to nie tylko w produkcji przemysłowej, ale może tak być również w
usługach. Tam zwykle wzrost wydajności pracy był niewielki i to powodowało,
że ceny rosły i to napędzało inflację. Ale teraz, przy tym bardzo wysokim
bezrobociu może nie być wzrostu cen usług – uważa Stanisław Gomułka.
Zdaniem Stanisława Gomułki bardzo niską inflację dobrze byłoby mieć na rok
przed wejściem Polski do unii monetarnej, kiedy będzie dokonywana ocena, czy
nasz kraj spełnia kryteria z Maastricht. Tymczasem nowa Rada Polityki
Pieniężnej, której kadencja zacznie się w 2004 r., może być w trudnej
sytuacji, jaką sprowokowała stara RPP w drugiej części swojej kadencji. Ostra
polityka monetarna i aprecjacja złotego doprowadziły do silnego spadku popytu
wewnętrznego w ub.r., wzrostu bezrobocia, małego wzrostu płac i tendencje
dezinflacyjne zostały podtrzymane. Jest faktem, że wystąpiły czynniki
podażowe, ale podstawowym czynnikiem, który trzyma inflację nisko, jest
wysokie bezrobocie i w związku z tym bardzo niskie tempo wzrostu płac
nominalnych i to się dalej utrzyma. Gdyby nie czynniki podażowe, to inflacja
wynosiłaby nie 1,3 proc., ale może 2,5-2,7 proc., w każdym razie raczej
poniżej 3 proc. – sądzi Gomułka. – W tym obszarze inflacji, między zerem a 10-
12 proc., zejście o 10 punktów w ciągu dwóch lat to jest coś niesłychanego.
Zawsze ekonomiści sądzili, że właśnie w tym obszarze schodzenie jest
szczególnie trudne, i ostrzegali nas, że z 30 na 20 proc. to jest drobiazg, a
zejście z 10 do 1 proc. jest niezwykle trudne. Oczywiście, jeśli nie chce się
narzucić społeczeństwu i gospodarce tak wysokich kosztów, z jakimi mieliśmy
do czynienia w ostatnich dw