Dodaj do ulubionych

Ceny żywności

IP: *.mtnet.com.pl 03.12.02, 15:11
Ich spadek jest szokujący. Ale mnie bardziej szokuje kolejne zdziwienie
analityków. Przypominam, że według NBP inflacja miała rosnąć i analizy były
robione już z uwzględnieniem obniżki akcyzy. Dla porównania artykuł z połowy
września o prognozach prof. Gomulki z "Gazety Bankowej"


B.


Gomułka przewiduje przejściową deflację w 2003 roku
W przyszłym roku przez miesiąc, może dwa, możemy mieć w Polsce deflację w
ujęciu rocznym, przewiduje Stanisław Gomułka, wykładowca London School of
Economics i główny ekonomista PZU. Prawdopodobieństwo takiego rozwoju
sytuacji ocenia on na 20–30 procent.

Jestem w tej chwili w mniejszości, sugerując, że ta tendencja dezinflacyjna
może być głębsza niż wielu przypuszcza – przyznaje. Był on ze swoimi
przewidywaniami dotyczącymi inflacji w mniejszości również rok temu. Wtedy –
gdy bieżąca inflacja była na poziomie 5 proc. – sądził, że tegoroczne tempo
wzrostu cen wyniesie 3 proc., gdy najwięksi optymiści wśród analityków
bankowych byli bliżej 4 proc. Przewidywania Gomułki były poniżej wyznaczonego
wówczas celu inflacyjnego na ten rok (przed zmianą sprzed kilku miesięcy był
to przedział 4-6 proc.), optymiści byli na granicy tego celu. Okazało się, że
wszyscy się pomylili, jednak ekonomista PZU, poprzednio doradca kolejnych
ministrów finansów, pomylił się najmniej.

Teraz – jego zdaniem – nie jest wykluczone, że inflacja wzrośnie w ślad za
cenami ropy, które mogłyby pójść w górę w związku z zaostrzeniem sytuacji na
Bliskim Wschodzie. Ale jeśli nie będzie takiej wojny albo będzie ona krótka,
a po niej do władzy dojdzie reżim proamerykański to efekty mogą być
sprzyjające niższej inflacji, bo będzie dodatkowa podaż ropy, a odbudowa
Iraku wymaga takiej podaży. Nie wykluczam więc, że wojna w Iraku zwiększy
presję dezinflacyjną, a tylko przez pewien czas wprowadzi zagrożenie – mówi
profesor Gomułka.

Ucieczka w mięso

Jego zdaniem głównym czynnikiem obniżającym inflację będą jednak ceny
żywności. Mamy w tej chwili niskie ceny produkcji roślinnej mimo bardzo dużej
interwencji na rynku zbożowym. Agencja Rynku Rolnego zdejmuje ok. 5 mln ton,
w przyspieszonym tempie – chcą to zakończyć nie pod koniec roku, ale już w
październiku. Jest dość prawdopodobne, że po październiku ceny rynkowe
pszenicy i innych rodzajów produkcji roślinnej spadną – ocenia Gomułka.
Zwraca uwagę na dużo wyższą w tym roku jakość produkcji mimo nieco mniejszego
wolumenu oraz na wpływ zapasów z ubiegłego roku, a także dobrych zbiorów i
niskich ceny zbóż za granicą.

Rolnicy będą więc próbowali uciekać w kierunku produkcji zwierzęcej, gdzie
ceny są jeszcze w miarę dobre. Nie widzę innych możliwości wykorzystania tej
produkcji roślinnej. Ceny będą spadać, aż pojawi się popyt – ze strony stada
zwierzęcego. Jednym słowem będzie załamanie rynku mięsnego na wiosnę
przyszłego roku. W związku z tym należy przypuszczać, że spadki cen żywności
będą kontynuowane jeszcze przez wiele miesięcy. To się nie zakończy na
sierpniu. Nie będzie ani tak głębokich spadków, ani spadków z miesiąca na
miesiąc. Ale w układzie 12-miesięcznym spadki mogą mieć miejsce. Wydaje mi
się, że ta sprawa jest jeszcze niedoceniana. Tym bardziej skala tego
zjawiska – zwraca uwagę rozmówca „GB”.

Złoty w górę

Korzystnie dla inflacji będzie kształtować się również kurs złotego. Z punktu
widzenia inwestorów zagranicznych istotne będzie rozwianie wątpliwości
dotyczących polityki rządu – przyszłorocznego budżetu – oraz wejścia Polski
do Unii Europejskiej. Rządowa deklaracja, że przyszłoroczny deficyt budżetowy
będzie mniejszy niż 40 mld zł oraz zakończenie negocjacji akcesyjnych z Unią
Europejską przez inwestujące w Polsce fundusze zostanie odebrana pozytywnie.
Do tego dojdzie zakończenie rozmów między Ministerstwem Finansów a Narodowym
Bankiem Polski w sprawie strategii wejścia do Europejskiej Unii Monetarnej.
Jest tylko problem, jak rynek oceni determinację obecnego rządu co do tego,
jak sprostać kryteriom fiskalnym. To była słabość dotychczasowego programu,
może największa słabość w warstwie makroekonomiczenej, że były duże deficyty
budżetowej i wyglądało na to, że wejście Polski do unii walutowej w 2006 r.
jest „out of the question”, a w 2007 r. jest wątpliwe. Natomiast nowy
minister, wydaje mi się, będzie zabiegał z ogromnym entuzjazmem, by sprostać
kryteriom fiskalnym i by możliwa stała się wcześniejsza data. Rynek może
uznać, że Kołodko będzie w tym względzie bardziej efektywny niż mógł być
Belka. I że będzie w stanie wymóc określone reformy fiskalne. Ma większe
poparcie polityczne – i SLD z Unią Pracy, i PSL, nie wiadomo jednak, czy jest
ono dostatecznie duże – zastanawia się Gomułka.

W ciągu kilku najbliższych miesięcy powinny też zacząć pojawiać się
wyraźniejsze sygnały, że przyspiesza wzrost gospodarczy. A inwestorzy są
przekonani, że po ostatniej korekcie kursu złotego będą mieli do czynienia
raczej z aprecjacją niż deprecjacją polskiej waluty. Na początku przyszłego
roku można się więc spodziewać powrotu presji aprecjacyjnej.

Za wcześnie

To w połączeniu z załamaniem się cen mięsa i produktów mięsnych na wiosnę
oznacza, że możemy mieć nawet szokującą informację, że w jakimś miesiącu,
może dwóch, inflacja 12-miesięczna może być ujemna. Ja nie mówię, że to
będzie coś trwałego, ale w tej chwili nie można wykluczać takiej możliwości.
Chcę jednak być dobrze zrozumiany: nie mówię, że prawdopodobieństwo tego jest
rzędu 80-90 proc. To jest może 20-30 proc. – że w ciągu jednego, dwóch czy
trzech miesięcy do lata przyszłego roku będziemy mieć deflację w ujęciu 12-
miesięcznym. Są jeszcze inne rzeczy, jak wpływ niższej akcyzy na alkohol, co
spowoduje obniżenie się wskaźnika o 0,3 punktu proc. Poza tym w styczniu tego
roku dość znaczący był wzrost cen administracyjnych, teraz będzie
prawdopodobnie mniejszy – tutaj również będzie pomoc w dezinflacji.

Dodatkowy czynnik to bezrobocie, które powoduje, że koszty pracy na jednostkę
produktu maleją, bo wzrost wydajności pracy będzie większy niż wzrost płac
realnych. I to nie tylko w produkcji przemysłowej, ale może tak być również w
usługach. Tam zwykle wzrost wydajności pracy był niewielki i to powodowało,
że ceny rosły i to napędzało inflację. Ale teraz, przy tym bardzo wysokim
bezrobociu może nie być wzrostu cen usług – uważa Stanisław Gomułka.

Zdaniem Stanisława Gomułki bardzo niską inflację dobrze byłoby mieć na rok
przed wejściem Polski do unii monetarnej, kiedy będzie dokonywana ocena, czy
nasz kraj spełnia kryteria z Maastricht. Tymczasem nowa Rada Polityki
Pieniężnej, której kadencja zacznie się w 2004 r., może być w trudnej
sytuacji, jaką sprowokowała stara RPP w drugiej części swojej kadencji. Ostra
polityka monetarna i aprecjacja złotego doprowadziły do silnego spadku popytu
wewnętrznego w ub.r., wzrostu bezrobocia, małego wzrostu płac i tendencje
dezinflacyjne zostały podtrzymane. Jest faktem, że wystąpiły czynniki
podażowe, ale podstawowym czynnikiem, który trzyma inflację nisko, jest
wysokie bezrobocie i w związku z tym bardzo niskie tempo wzrostu płac
nominalnych i to się dalej utrzyma. Gdyby nie czynniki podażowe, to inflacja
wynosiłaby nie 1,3 proc., ale może 2,5-2,7 proc., w każdym razie raczej
poniżej 3 proc. – sądzi Gomułka. – W tym obszarze inflacji, między zerem a 10-
12 proc., zejście o 10 punktów w ciągu dwóch lat to jest coś niesłychanego.
Zawsze ekonomiści sądzili, że właśnie w tym obszarze schodzenie jest
szczególnie trudne, i ostrzegali nas, że z 30 na 20 proc. to jest drobiazg, a
zejście z 10 do 1 proc. jest niezwykle trudne. Oczywiście, jeśli nie chce się
narzucić społeczeństwu i gospodarce tak wysokich kosztów, z jakimi mieliśmy
do czynienia w ostatnich dw
Obserwuj wątek
    • Gość: B. Ceny żywności 2 IP: *.mtnet.com.pl 03.12.02, 15:16
      Zawsze ekonomiści sądzili, że właśnie w tym obszarze schodzenie jest
      szczególnie trudne, i ostrzegali nas, że z 30 na 20 proc. to jest drobiazg, a
      zejście z 10 do 1 proc. jest niezwykle trudne. Oczywiście, jeśli nie chce się
      narzucić społeczeństwu i gospodarce tak wysokich kosztów, z jakimi mieliśmy do
      czynienia w ostatnich dwóch latach. Jeżeli, że tak powiem, nie bierze się pod
      uwagę kosztów, to oczywiście można zmniejszyć inflację szybko – to nie jest
      duży problem. Bank centralny dysponuje środkami i nasza Rada Polityki
      Pieniężnej to pokazała. Polityka monetarna jest zdolna do szybkiego obniżenia
      inflacji, jest tylko sprawa kosztów. Sztuką jest obniżenie inflacji bez
      narzucenia krajowi tak dużych kosztów.

      Bezrobocie nie pozwoli

      W niedługim czasie problemem będzie utrzymanie niskiej inflacji. Jednak
      wcześniej, jeśli tempo wzrostu cen będzie nadal zmierzało w kierunku zera, jak
      mówi pesymistyczny scenariusz, Rada Polityki Pieniężnej będzie pod dużą presją
      konieczności dalszych obniżek stóp. Przy utrzymaniu obecnej taktyki niewielkich
      obniżek stóp oficjalnych, ich poziom nadal będzie wysoki w porównaniu ze
      Stanami Zjednoczonymi czy krajami Europy Zachodniej.

      Wyjściem byłaby duża obniżka stóp procentowych, ale oni na to też nie pójdą, bo
      zawsze mówią: „nie wiadomo, co będzie dalej, musimy mieć nowe dane, w związku z
      tym obniżamy tylko małymi krokami”. Mimo tych obniżek stopy będą ciągle zbyt
      wysoko. Po prostu punkt wyjścia, te niezwykłe, „stratosferyczne”, stopy
      procentowe z drugiej połowy 2000 i początku 2001 r. plus bardzo szybkie
      schodzenie z inflacją sprawiły, że przez ostatnie półtora roku stopy realne
      były zbyt wysokie i tak będzie jeszcze przez najbliższy – być może cały rok.
      Dopiero za rok stopy mogą zejść nisko, do poziomu około 6 proc., a z drugiej
      strony akurat mogą się pojawić pewne zagrożenia. Wtedy oczekujemy bowiem
      początku okresu dużo większego tempa wzrostu gospodarczego, zatrzymania wzrostu
      bezrobocia i jakiejś presji płacowej z tym związanej – mówi Gomułka.

      Możliwe jednak, że ta presja i początek spadku stopy bezrobocia zmaterializują
      się później niż obecnie się oczekuje. Na razie można przypuszczać, że stopa
      bezrobocia będzie utrzymywać się na wysokim poziomie jeszcze przez długi czas.
      Firmy nie zaczną zwiększać zatrudnienia po pierwszych sygnałach poprawy
      koniunktury. Dopiero utrzymywanie się wysokiego tempa wzrostu przez kilka,
      kilkanaście miesięcy przełamie ich obawę przed ryzykiem związanym z
      zatrudnianiem nowych ludzi. W dodatku podaż siły roboczej rośnie – ciągle
      jesteśmy w okresie wyżu demograficznego, mamy tez sporo bezrobocia ukrytego,
      które zacznie się też ujawniać. Obawiam się wiec, że minister Kołodko pomylił
      się w sposób zasadniczy, kiedy powiedział, że bezrobocie zacznie spadać od
      października. Chyba, że celowo nie mówił o tym, że to ma być październik, nie
      tego a 2004 r. – podsumowuje Stanisław Gomułka.

      Notował Łukasz Wilkowicz
      • Gość: MACIEJ Re: Ceny żywności 2 .STAGFLACJA W POLSCE I EU IP: *.ny325.east.verizon.net 03.12.02, 20:27
        Gość portalu: B. napisał(a):

        > Dopiero za rok stopy mogą zejść nisko, do poziomu około 6 proc., a z drugiej
        > strony akurat mogą się pojawić pewne zagrożenia. Wtedy oczekujemy bowiem
        > początku okresu dużo większego tempa wzrostu gospodarczego, zatrzymania
        wzrostu
        >
        > bezrobocia i jakiejś presji płacowej z tym związanej – mówi Gomułka.
        >
        > Możliwe jednak, że ta presja i początek spadku stopy bezrobocia
        zmaterializują
        > się później niż obecnie się oczekuje.

        DUZO POZNIEJ NIZ SIE OCZEKUJE.Zaleznie zreszta od metody liczenia bezrobocia.

        Gomulka daje 20-30% szans na deflacje w 2003r. i jest w duzym bledzie.
        Polska i EU wkroczyly w okres japonizacji,czyli stagflacji.
        Nizsze koszty produkcji w Polsce moga przeniesc czesc produkcji z EU do Polski,
        ale bedzie to krotki okres pyrrusowe zwyciestwa.
        STAGFLACJA w Polsce i EU jest w 100% pewna i mozna ja tylko manipulowac
        administracyjnie ,przesuwajac nieco na pozniej.
        Otwarcie EU i Polski na runki swiatowe spowoduje spadek cen poprzez tani import.
        Gomulka przewiduje ze otwieranie EU na swiat bedzie spowolnione i dlatego daje
        tylko 20-30% szans na deflacje.
        Niestety obecny kryzys w EU i Japonii spowoduje przyspieszenie otwierania tych
        krajow na bezclowe rynki handlu swiatowego.
        • cesar01 Re: Ceny żywności 2 .STAGFLACJA W POLSCE I EU 04.12.02, 02:51

          to bardzo zla wiadomosc dla polskich przedsiebiorcow, a dobra dla bankierow z
          NBP. ludzie czekaja na spadek cen przez rodzima produkcja bedzie malec jeszcze
          bardziej. ludzie boja sie wydawac pieniadze, a rzad liczy ze bedziemy wydawac
          coraz wiecej, powodujac wzrost przychodow do budzetu. W tym celu nalezy sie
          zapytac: po co oni coraz bardziej zadluzaja panstwo, skoro nie bedzie z czego
          placic??
          • Gość: MACIEJ STAGFLACJA W POLSCE I EU. Inflacja 0,9% IP: *.ny325.east.verizon.net 17.12.02, 06:45
            cesar01 napisała:

            >
            > to bardzo zla wiadomosc dla polskich przedsiebiorcow, a dobra dla bankierow z
            > NBP. ludzie czekaja na spadek cen przez rodzima produkcja bedzie malec
            jeszcze
            > bardziej.


            Inflacja w listopadzie w Polsce 0,9% r/r.
            Ale 6-sta juz z kolei deflacja z miesiaca na miesia.
            Tym razem 0,1%.
            Zaczynasz BIOLOG widziec stagflacje w Polsce,czy jeszcze nie?

            • Gość: Biolog Dokładam Jankowiaka do Gomułki IP: *.mtnet.com.pl 17.12.02, 10:43
              Tekst otwierający ten wątek to wywiad z prof. Gomułką. To jedyny znany mi
              analityk, który powiedział dawno „jest zagrożenie deflacją” i podał jej
              mechanizm. Jeszcze 2 tygodnie temu czytałem o „zaskakującym spadku cen
              żywności” oraz, że "jest to czynnik sezonowy" (sezon trwa od już nie pamiętam
              kiedy).

              Od dawna dla mnie w Polsce nie ma zagrożenia inflacyjnego. Natomiast fascynuje
              mnie rzesza ludzi na tym forum, która nie widzi, że polityka RPP
              podporządkowana jest nie walce z inflacją a zagwarantowaniu na 300% wskaźników,
              które pozwolą domagać się od Unii wymiany złotówki na euro (a Unia widząc to
              uprzedza - raczej NIE). Nie przychodzi im do głowy, że można utrzymywać bez
              zagrożeń inflacyjnych wysokie realne stopy dusząc gospodarkę. A jak im się
              próbuje pokazać, że nie chodzi o inflację a o euro to słyszę że jestem
              zwolennikiem drukowania pieniędzy i Keynesa.

              Biolog

              Poniżej tekst Janusza Jankowiaka, który wprost mówi „Nie chodzi o inflację”



              Rada rynek wiaderkiem, a rząd Radę kubełkiem
              Janusz Jankowiak 08-12-2002, ostatnia aktualizacja 08-12-2002 16:31

              Felieton Janusza Jankowiaka

              Przy niskiej i stabilnej inflacji stopy procentowe w Polsce mogłyby spadać tak
              szybko, że nie nadążyłby za nimi nawet najszybciej biegający wicepremier.
              Mogłyby. Pod jednym warunkiem - bank centralny musi wyżej wyceniać
              prawdopodobieństwo nieodwracalnej konwergencji niż ryzyko poważnego wzrostu
              inflacji jeszcze przed zastąpieniem złotego przez euro. Innymi słowy - gdyby
              NBP ufał, że kryteria nominalnej konwergencji uda się spełnić w roku 2005, to
              nie byłoby powodu, żeby trzymać krótkie stopy procentowe na tak wysokim jak
              teraz poziomie nominalnym. W takim przypadku pozbawiony większego sensu byłby
              też dotychczasowy sposób mętnawego nieraz uzasadniania decyzji Rady Polityki
              Pieniężnej. Proces nominalnej konwergencji, którego zwieńczeniem jest przyjęcie
              euro, z pewnością relatywizuje wagę nawet znaczących zmian w agregatach
              pieniężnych przy podejmowaniu bieżących decyzji o stopach procentowych. Widać
              to zresztą doskonale na przykładzie banków centralnych Czech, a jeszcze
              bardziej Węgier, gdzie dwucyfrowa dynamika kredytu nie stanowi żadnej
              przeszkody dla cięcia stóp.

              Przy takiej postawie banku rynek stale oczekuje kolejnych obniżek i wcale nie
              chce dyskontować końca cyklu luzowania polityki pieniężnej. Mimo malejącego
              dysparytetu stóp presja aprecjacyjna nie słabnie. Rynek w coraz mniejszym
              stopniu zwraca uwagę na komentarze ze strony banku centralnego, spoglądając w
              zasadzie w jednym tylko kierunku - w stronę euro. Żadne zapewnienia o
              adekwatności lub "prawie adekwatności" stóp do sytuacji gospodarczej nie są
              wówczas w stanie zmienić sentymentu rynku i jego ślepej wiary w szybkie
              dostosowanie całej krzywej dochodowości.

              Zupełnie inaczej mają się sprawy z polityką monetarną, kiedy bank centralny
              wątpi jednak w możliwość szybkiej nominalnej konwergencji. Wówczas spadek stóp
              powinien być mitygowany koniecznością prowadzenia autonomicznej polityki
              pieniężnej jeszcze ładnych parę lat po przystąpieniu do Unii Europejskiej. Bank
              centralny musi się wówczas liczyć z tym, że wyprzedzające konwergencję
              zachowania rynków finansowych oznaczają w istocie falstart, który może (choć
              wcale nie musi) skończyć się dekonwergencją, ze wszystkimi tego negatywnymi dla
              gospodarki konsekwencjami. Wyhamowując tempo redukcji stóp, bank centralny
              wysyła do uczestników rynku informację, że trzeba się liczyć ze skutkami
              opóźnionego wprowadzenia euro.

              Wydaje się, że gros obecnych trudności, na jakie natrafia interpretacja
              polityki monetarnej w Polsce, bierze się z wciąż nierozstrzygniętego przez RPP
              dylematu - prowadzić politykę pieniężną pod kątem nieodwracalnej konwergencji
              czy raczej z uwzględnieniem ryzyka dekonwergencji w najbliższych dwóch-trzech
              latach. A warto pamiętać, że opóźnienia w transmisji impulsów monetarnych
              sięgają u nas nawet siedmiu-ośmiu kwartałów, o czym bank centralny ma pełną i
              udokumentowaną własnymi badaniami informację. Dzisiejsza decyzja o stopach
              wpływa więc na inflację w roku 2004, a nawet 2005. Problem dodatkowo się
              komplikuje, jeśli wziąć pod uwagę, że za rok tej Rady już nie będzie.

              Listopadowa, dość ciekawa decyzja o 25 pkt. bazowych redukcji stóp z pewnością
              nie rozjaśnia fundamentalnego dylematu polityki monetarnej. Można tę decyzję co
              prawda interpretować jako próbę wystudzenia przesadnych oczekiwań uczestników
              rynku na cięcie stóp (te oczekiwania sięgały nawet 200 pkt. do końca pierwszego
              półrocza 2003). I to próbę częściowo udaną. Świadczy o tym dość głęboka korekta
              na krótkim końcu krzywej dochodowości. Wzrostowi rentowności na rynku obligacji
              nie towarzyszyło jednak osłabienie złotego. Stopy procentowe, jak widać, nie
              wszystko mogą załatwić. Jeśli w najbliższym czasie złoty będzie się nadal
              umacniał, co raczej jest pewne, to inwestorzy wrócą na rynek obligacji. Wówczas
              korekta na krótkim końcu krzywej będzie przejściowa, a długi koniec zostanie
              tam, gdzie był, czyli w zasadzie już w strefie euro. Oczekiwania na redukcję
              stóp wrócą z nie mniejszą siłą nawet od grudnia i będą dalej sięgały 150 pkt.
              Będą naturalnie tym większe, im niższa będzie inflacja. A będzie ona - warto
              powiedzieć - bardzo niska, oscylująca wokół 1 proc. (a chwilami nawet poniżej)
              przez całe pierwsze półrocze. Sprowadzi to średnioroczną inflację 2003 w
              okolice 1,7 proc.

              Wynika z tego, że doprowadzenie do szczęśliwego końca zamiaru wygaszania
              przesadnych oczekiwań rynku wymaga na wstępie "przeskoczenia" przez bank
              centralny co najmniej najbliższego miesiąca bez cięcia stóp (przy bardzo silnym
              złotym i inflacji o blisko 1 proc. poniżej dolnej granicy celu). A później
              będzie już tylko gorzej - RPP musi wykazać się odpornością nosorożca wobec
              rozbudzonych oczekiwań na luzowanie polityki monetarnej.

              Najbardziej dobitnym wyrazem dezorientacji rynku wobec niełatwej interpretacji
              kolejnych kroków w polityce monetarnej jest to, co stało się z krzywą
              dochodowości po cięciu stóp w październiku i listopadzie. Po 50 pkt. bazowych w
              październiku - ku osłupieniu Rady - cała krzywa przesunęła się w dół. Po 25
              pkt. w listopadzie odbył się ruch tylko na krótkim końcu, tyle że w przeciwną
              stronę. W pierwszym wypadku rynek uznał po prostu, że cięcia będą duże i
              szybkie; w drugim - że konwergencja i tak nastąpi, ale dostosowanie krótkich
              stóp potrwa jednak odrobinę dłużej. Taka jazda krzywej raz w dół, raz w górę po
              comiesięcznym posiedzeniu Rady bardzo źle świadczy o czytelności polityki
              pieniężnej.

              Wystudzenie rozgorączkowanego rynku wiaderkiem zimnej wody wylanym w
              listopadzie jest przedsięwzięciem obarczonym dużym ryzykiem niepowodzenia. Ale,
              żeby chlusnąć na rynek cały kubeł, RPP musiałaby otwarcie zadeklarować brak
              wiary w euro w roku 2007. Trudno coś takiego zrobić, skoro produkuje się
              wspólne z rządem oświadczenia mówiące o czymś diametralnie odmiennym. Polityka
              monetarna sprawia wrażenie tym bardziej zapętlonej, że obecnie to raczej
              przedstawiciele rządu - jednostronnie - zaczynają odsuwać termin wprowadzenia w
              Polsce euro. Na razie o rok. Tylko że dla nich jest to wystarczająca przesłanka
              do zmniejszenia kosztów płaconych przez sferę realną za dezinflację.

              Wychodzi więc na to, że bank centralny, nieoficjalnie powątpiewając w realność
              nominalnej konwergencji w roku 2005, chciałby na wszelki wypadek spowalniać
              tempo redukcji stóp. A rząd, powątpiewając w ten termin już całkiem oficjalnie,
              oczekiwałby jak najszybciej ekspansywnej polityki monetarnej, pokładając duże
              nadzieje w kolejnej Radzie Polityki Pieniężnej. Trudno o większy galimatias.
              Dezorientacja rynku jest jak najbardziej uzasadniona

              • Gość: MACIEJ Re: Dokładam Jankowiaka do Gomułki IP: *.ny325.east.verizon.net 17.12.02, 14:43
                Gość portalu: Biolog napisał(a):

                ) Tekst otwierający ten wątek to wywiad z prof. Gomułką. To jedyny znany mi
                ) analityk, który powiedział dawno „jest zagrożenie deflacją” i podał
                ) jej
                ) mechanizm.

                Widze,ze w dalszym ciagu nie bierzesz powaznie mnie pod uwage.


                ) Jeszcze 2 tygodnie temu czytałem o „zaskakującym spadku cen
                ) żywności” oraz, że "jest to czynnik sezonowy" (sezon trwa od już nie pami
                ) ętam
                ) kiedy).
                )
                ) Od dawna dla mnie w Polsce nie ma zagrożenia inflacyjnego. Natomiast
                fascynuje
                ) mnie rzesza ludzi na tym forum, która nie widzi, że polityka RPP
                ) podporządkowana jest nie walce z inflacją a zagwarantowaniu na 300%
                wskaźników,
                )
                ) które pozwolą domagać się od Unii wymiany złotówki na euro (a Unia widząc to
                ) uprzedza - raczej NIE). Nie przychodzi im do głowy, że można utrzymywać bez
                ) zagrożeń inflacyjnych wysokie realne stopy dusząc gospodarkę. A jak im się
                ) próbuje pokazać, że nie chodzi o inflację a o euro to słyszę że jestem
                ) zwolennikiem drukowania pieniędzy i Keynesa.
                )
                ) Biolog
                )
                ) Poniżej tekst Janusza Jankowiaka, który wprost mówi „Nie chodzi o inflacj
                ) ę”
                )
                )
                )
                ) Rada rynek wiaderkiem, a rząd Radę kubełkiem
                ) Janusz Jankowiak 08-12-2002, ostatnia aktualizacja 08-12-2002 16:31
                )
                ) Felieton Janusza Jankowiaka
                )
                ) Przy niskiej i stabilnej inflacji stopy procentowe w Polsce mogłyby spadać
                tak
                ) szybko, że nie nadążyłby za nimi nawet najszybciej biegający wicepremier.
                ) Mogłyby. Pod jednym warunkiem - bank centralny musi wyżej wyceniać
                ) prawdopodobieństwo nieodwracalnej konwergencji niż ryzyko poważnego wzrostu
                ) inflacji jeszcze przed zastąpieniem złotego przez euro. Innymi słowy - gdyby
                ) NBP ufał, że kryteria nominalnej konwergencji uda się spełnić w roku 2005, to
                ) nie byłoby powodu, żeby trzymać krótkie stopy procentowe na tak wysokim jak
                ) teraz poziomie nominalnym. W takim przypadku pozbawiony większego sensu byłby
                ) też dotychczasowy sposób mętnawego nieraz uzasadniania decyzji Rady Polityki
                ) Pieniężnej. Proces nominalnej konwergencji, którego zwieńczeniem jest
                przyjęcie
                )
                ) euro, z pewnością relatywizuje wagę nawet znaczących zmian w agregatach
                ) pieniężnych przy podejmowaniu bieżących decyzji o stopach procentowych. Widać
                ) to zresztą doskonale na przykładzie banków centralnych Czech, a jeszcze
                ) bardziej Węgier, gdzie dwucyfrowa dynamika kredytu nie stanowi żadnej
                ) przeszkody dla cięcia stóp.
                )
                ) Przy takiej postawie banku rynek stale oczekuje kolejnych obniżek i wcale nie
                ) chce dyskontować końca cyklu luzowania polityki pieniężnej. Mimo malejącego
                ) dysparytetu stóp presja aprecjacyjna nie słabnie. Rynek w coraz mniejszym
                ) stopniu zwraca uwagę na komentarze ze strony banku centralnego, spoglądając w
                ) zasadzie w jednym tylko kierunku - w stronę euro. Żadne zapewnienia o
                ) adekwatności lub "prawie adekwatności" stóp do sytuacji gospodarczej nie są
                ) wówczas w stanie zmienić sentymentu rynku i jego ślepej wiary w szybkie
                ) dostosowanie całej krzywej dochodowości.
                )
                ) Zupełnie inaczej mają się sprawy z polityką monetarną, kiedy bank centralny
                ) wątpi jednak w możliwość szybkiej nominalnej konwergencji. Wówczas spadek
                stóp
                ) powinien być mitygowany koniecznością prowadzenia autonomicznej polityki
                ) pieniężnej jeszcze ładnych parę lat po przystąpieniu do Unii Europejskiej.
                Bank
                )
                ) centralny musi się wówczas liczyć z tym, że wyprzedzające konwergencję
                ) zachowania rynków finansowych oznaczają w istocie falstart, który może (choć
                ) wcale nie musi) skończyć się dekonwergencją, ze wszystkimi tego negatywnymi
                dla
                )
                ) gospodarki konsekwencjami. Wyhamowując tempo redukcji stóp, bank centralny
                ) wysyła do uczestników rynku informację, że trzeba się liczyć ze skutkami
                ) opóźnionego wprowadzenia euro.
                )
                ) Wydaje się, że gros obecnych trudności, na jakie natrafia interpretacja
                ) polityki monetarnej w Polsce, bierze się z wciąż nierozstrzygniętego przez
                RPP
                ) dylematu - prowadzić politykę pieniężną pod kątem nieodwracalnej konwergencji
                ) czy raczej z uwzględnieniem ryzyka dekonwergencji w najbliższych dwóch-trzech
                ) latach. A warto pamiętać, że opóźnienia w transmisji impulsów monetarnych
                ) sięgają u nas nawet siedmiu-ośmiu kwartałów, o czym bank centralny ma pełną i
                ) udokumentowaną własnymi badaniami informację. Dzisiejsza decyzja o stopach
                ) wpływa więc na inflację w roku 2004, a nawet 2005. Problem dodatkowo się
                ) komplikuje, jeśli wziąć pod uwagę, że za rok tej Rady już nie będzie.
                )
                ) Listopadowa, dość ciekawa decyzja o 25 pkt. bazowych redukcji stóp z
                pewnością
                ) nie rozjaśnia fundamentalnego dylematu polityki monetarnej. Można tę decyzję
                co
                )
                ) prawda interpretować jako próbę wystudzenia przesadnych oczekiwań uczestników
                ) rynku na cięcie stóp (te oczekiwania sięgały nawet 200 pkt. do końca
                pierwszego
                )
                ) półrocza 2003). I to próbę częściowo udaną. Świadczy o tym dość głęboka
                korekta
                )
                ) na krótkim końcu krzywej dochodowości. Wzrostowi rentowności na rynku
                obligacji
                )
                ) nie towarzyszyło jednak osłabienie złotego. Stopy procentowe, jak widać, nie
                ) wszystko mogą załatwić. Jeśli w najbliższym czasie złoty będzie się nadal
                ) umacniał, co raczej jest pewne, to inwestorzy wrócą na rynek obligacji.
                Wówczas
                )
                ) korekta na krótkim końcu krzywej będzie przejściowa, a długi koniec zostanie
                ) tam, gdzie był, czyli w zasadzie już w strefie euro. Oczekiwania na redukcję
                ) stóp wrócą z nie mniejszą siłą nawet od grudnia i będą dalej sięgały 150 pkt.
                ) Będą naturalnie tym większe, im niższa będzie inflacja. A będzie ona - warto
                ) powiedzieć - bardzo niska, oscylująca wokół 1 proc. (a chwilami nawet
                poniżej)
                ) przez całe pierwsze półrocze. Sprowadzi to średnioroczną inflację 2003 w
                ) okolice 1,7 proc.
                )
                ) Wynika z tego, że doprowadzenie do szczęśliwego końca zamiaru wygaszania
                ) przesadnych oczekiwań rynku wymaga na wstępie "przeskoczenia" przez bank
                ) centralny co najmniej najbliższego miesiąca bez cięcia stóp (przy bardzo
                silnym
                )
                ) złotym i inflacji o blisko 1 proc. poniżej dolnej granicy celu). A później
                ) będzie już tylko gorzej - RPP musi wykazać się odpornością nosorożca wobec
                ) rozbudzonych oczekiwań na luzowanie polityki monetarnej.
                )
                ) Najbardziej dobitnym wyrazem dezorientacji rynku wobec niełatwej
                interpretacji
                ) kolejnych kroków w polityce monetarnej jest to, co stało się z krzywą
                ) dochodowości po cięciu stóp w październiku i listopadzie. Po 50 pkt. bazowych
                w
                )
                ) październiku - ku osłupieniu Rady - cała krzywa przesunęła się w dół. Po 25
                ) pkt. w listopadzie odbył się ruch tylko na krótkim końcu, tyle że w przeciwną
                ) stronę. W pierwszym wypadku rynek uznał po prostu, że cięcia będą duże i
                ) szybkie; w drugim - że konwergencja i tak nastąpi, ale dostosowanie krótkich
                ) stóp potrwa jednak odrobinę dłużej. Taka jazda krzywej raz w dół, raz w górę
                po
                )
                ) comiesięcznym posiedzeniu Rady bardzo źle świadczy o czytelności polityki
                ) pieniężnej.
                )
                ) Wystudzenie rozgorączkowanego rynku wiaderkiem zimnej wody wylanym w
                ) listopadzie jest przedsięwzięciem obarczonym dużym ryzykiem niepowodzenia.
                Ale,
                )
                ) żeby chlusnąć na rynek cały kubeł, RPP musiałaby otwarcie zadeklarować brak
                ) wiary w euro w roku 2007. Trudno coś takiego zrobić, skoro produkuje się
                ) wspólne z rządem oświadczenia mówiące o czymś diametralnie odmiennym.
                Polityka
                ) monetarna sprawia wrażenie tym bardziej zapętlonej, że obecnie to raczej
                ) przedstawiciele rządu - jednostronnie - zaczynają odsuwać termin wprowadzenia
                w
                )
                ) Polsce euro. Na razie o rok. Tylko że dla nich jest to wystarczająca
                przesłanka
                )
                ) do zmniejszenia kosztów płaconych przez sferę realną za dezinflację.
                )
                ) Wychodzi więc na to, że bank centralny, nieoficjalnie powątpiewając w
                realność
                ) nominalnej konwergencji w roku 2005, chciałby na wszelki
                • Gość: B Re: Dokładam Jankowiaka do Gomułki IP: *.mtnet.com.pl 17.12.02, 14:57
                  jest dokładnie odwrotnie. Czytam Twoje listy, czasami się zgadzam czasami nie.
                  "Pod uwagę " nie biorę bo przepadam za kobietami :-)

                  Przy okazji FORUM kobiety czasami jest ciekawsze od GOSPODARKI.

                  B
                  • Gość: MACIEJ Re: Dokładam Jankowiaka do Gomułki IP: *.ny325.east.verizon.net 17.12.02, 15:01
                    Gość portalu: B napisał(a):

                    > jest dokładnie odwrotnie. Czytam Twoje listy, czasami się zgadzam czasami nie.
                    > "Pod uwagę " nie biorę bo przepadam za kobietami :-)
                    >
                    > Przy okazji FORUM kobiety czasami jest ciekawsze od GOSPODARKI.
                    >
                    > B

                    A ja ostatnio pisze na forum"Szkola z klasa" gdzie ciebie tez zapraszam.
                    • Gość: B Re: Dokładam Jankowiaka do Gomułki IP: *.mtnet.com.pl 17.12.02, 16:30
                      Częściej się zgadzam, niż Nie. A najbardziej czytam wszysko co o USA, który to
                      opis jest inny niż z tv (nie znam Stanów)

                      a na forum KOBIETY nie odważyłem się pisać, czytam. Np. kobieta (jeżeli to fakt
                      a nie stary dowcip), której wspólpracownik (z samochodem w warsztacie) odmówił
                      skorzystania z propozycji podwiezienia przez nią do domu, bo "mam zasadę, nie
                      siedzę obok kobiety za kierownicą". Autorka (?)postu zostala poproszona o
                      sprowadzenie tele-taxi i zrobilo to proszoc o to, aby kierowca taksowki byla
                      kobietą

                      B
        • Gość: , Re: Ceny żywności 2 .STAGFLACJA W POLSCE I EU IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 17.12.02, 15:08
          Pierwszy raz wyraznie sie z Maciejem nie zgodze.

          "Gomulka daje 20-30% szans na deflacje w 2003r. i jest w duzym bledzie."

          Nie jest w bledzie.
          Bedzie przejsciowa cisza na tym rynku. Spowolnienie objawi sie tak jak chce
          Gomolka. A nastepnie nastapi powolny wzrost cen. Ale dopiero od III kwartalu.
          Maciej. Powoli. Czas robi swoje. Nie zapominaj, ze biedne ludziska wydaja teraz
          pieniadze i po nowym roku zostana bez grosza jak zawsze.

          Potem zas MOZE bedzie stagflacja a moze inflacja? Kto wie co bedzie?
          Przeciez to zalezy od sposobu finansowania budzetu.
          A kto bedzie mial wladze?
          KTO?

          Ja mam wlasny scenariusz:
          Tak czy inaczej NAJPIERW zacznie sie pianie o niskiej inflacji i potem moze
          deflacji, potem obniza stopy (spadek cen ropy). Ciagle jeszcze politycy maja
          wiecej do powiedzenia niz lobby bonowe. Potem zalamie sie zloty, (niezaleznie
          od tego czy wchodzimy do unii czy tez nie)Lobby bonowe zbierze w dupe,he he he.
          A na koncu wejdziemy w okres szoku dewaluacyjnego i drukowania. Jestem sklonny
          zalozyc sie, ze zloty zalamie sie pod koniec tego 2-3 miesiecznego Gomolkowego
          okresu "deflacji", w ujeciu 12 miesiecznym, ma sie rozumiec.
          Sadze, ze kwiecien-maj to idealny okres dla takich wydarzen.
          A inflacje to ja widze potem dwucyfrowa. Tak czy inaczej katastrofa.
          Przyszle swieta beda mniej mile dla Polakow niz teraz.
          Obiecuje.

          • Gość: MACIEJ Re: Ceny żywności 2 .STAGFLACJA W POLSCE I EU IP: *.ny325.east.verizon.net 18.12.02, 01:25
            Gość portalu: , napisał(a):

            > Pierwszy raz wyraznie sie z Maciejem nie zgodze.
            >
            > "Gomulka daje 20-30% szans na deflacje w 2003r. i jest w duzym bledzie."
            >
            > Nie jest w bledzie.
            > Bedzie przejsciowa cisza na tym rynku. Spowolnienie objawi sie tak jak chce
            > Gomolka. A nastepnie nastapi powolny wzrost cen. Ale dopiero od III kwartalu.
            > Maciej. Powoli. Czas robi swoje. Nie zapominaj, ze biedne ludziska wydaja
            teraz
            > pieniadze i po nowym roku zostana bez grosza jak zawsze.
            > Potem zas MOZE bedzie stagflacja a moze inflacja? Kto wie co bedzie?
            > Przeciez to zalezy od sposobu finansowania budzetu.
            > A kto bedzie mial wladze?
            > KTO?
            >
            > Ja mam wlasny scenariusz:
            > Tak czy inaczej NAJPIERW zacznie sie pianie o niskiej inflacji i potem moze
            > deflacji, potem obniza stopy (spadek cen ropy). Ciagle jeszcze politycy maja
            > wiecej do powiedzenia niz lobby bonowe. Potem zalamie sie zloty, (niezaleznie
            > od tego czy wchodzimy do unii czy tez nie)Lobby bonowe zbierze w dupe,he he
            he.
            > A na koncu wejdziemy w okres szoku dewaluacyjnego i drukowania. Jestem
            sklonny
            > zalozyc sie, ze zloty zalamie sie pod koniec tego 2-3 miesiecznego
            Gomolkowego
            > okresu "deflacji", w ujeciu 12 miesiecznym, ma sie rozumiec.
            > Sadze, ze kwiecien-maj to idealny okres dla takich wydarzen.
            > A inflacje to ja widze potem dwucyfrowa. Tak czy inaczej katastrofa.
            > Przyszle swieta beda mniej mile dla Polakow niz teraz.
            > Obiecuje.

            Niestety kolego,pewno Fizyk by powiedzial,ze wychodzi ze mnie kolchoz,ale sie z
            toba nie zgodze.
            Nie po to naczalstwo dusilo inflacje az do wystapienia deflacji by pozniej
            popuszczac.
            To juz zadnego sensu by nie mialo.
            Zauwaz,ze nasze naczalstwo nie ma zadnej swojej logiki dzialanie ,tylko wzoruje
            sie na EU.
            W EU przestepstwem jest inflacja ponad 2% ,ale o deflacji nie ma nic w
            przepisach ECB napisane,wiec beda szli wg przepisow.
            Czyli dokladnie tak jak Japonia.

            Z czekistowskim pozdrowieniem Kolchoznik.
    • Gość: JOrl STAGFLACJA??? Co to jest, MACIEJU!!! IP: *.dip.t-dialin.net 17.12.02, 18:42
      MACIEJ ta Twoja STAGFLACJA jest to termin, ktory przed h czasow byl jako
      STAGNACJA+INFLACJA. charakteryzujaca gospodarke po probie jej ozywiania
      inwestycjami panstwowymi poprzez po,powanie panstwowych pieniedzy na rynek.
      Bywalo w przeszlosci. Koniec lat 70 np. w Niemczech. W stanach tez nie raz juz.
      A Ty przerobiles ten termin (tak rozumiem) na STAGNACJE+DEFLACJE. oczywiscie,
      wszystko mozemy sobie od nowa zdefiniowac jak chcemy. No chyba, ze wytlumaczysz
      dokladnie co Ty po tym terminem tak naprawde rozumiesz.
      Pozdrowienia

      • Gość: JOrl Re: STAGFLACJA??? Co to jest, MACIEJU!!! IP: *.dip.t-dialin.net 17.12.02, 18:52
        Mialo byc na poczatku, "przed Twoja Era MACIEJU".
        Za szybko sie wyslala ta wiadomosc.
        Pozdrowienia
      • Gość: MACIEJ Re: STAGFLACJA??? Co to jest, MACIEJU!!! IP: *.ny325.east.verizon.net 18.12.02, 01:14
        Gość portalu: JOrl napisał(a):

        > MACIEJ ta Twoja STAGFLACJA jest to termin, ktory przed h czasow byl jako
        > STAGNACJA+INFLACJA. charakteryzujaca gospodarke po probie jej ozywiania
        > inwestycjami panstwowymi poprzez po,powanie panstwowych pieniedzy na rynek.
        > Bywalo w przeszlosci. Koniec lat 70 np. w Niemczech. W stanach tez nie raz
        juz.
        > A Ty przerobiles ten termin (tak rozumiem) na STAGNACJE+DEFLACJE. oczywiscie,
        > wszystko mozemy sobie od nowa zdefiniowac jak chcemy. No chyba, ze
        wytlumaczysz
        >
        > dokladnie co Ty po tym terminem tak naprawde rozumiesz.
        > Pozdrowienia

        Ciesze sie,ze mnie rozumiesz JOrl.
        Chodzi mnie oczywiscie o JAPONIZACJE,czyli brak rozwoju gospodarczego z mala
        inflacja lub mala deflacja.

    • Gość: JOrl Do Biologa IP: *.dip.t-dialin.net 17.12.02, 18:50
      Biolog, Twoje slowa :
      >Od dawna dla mnie w Polsce nie ma zagrozenia inflacyjnego. Natomiast fascynuje
      >mnie rzesza ludzi na tym forum, która nie widzi, ze polityka RPP
      >podporzadkowana jest nie walce z inflacja a zagwarantowaniu na 300%
      >wskazników,
      >które pozwola domagac sie od Unii wymiany zlotówki na euro (a Unia widzac to
      >uprzedza - raczej NIE). Nie przychodzi im do glowy, ze mozna utrzymywac bez
      >zagrozen inflacyjnych wysokie realne stopy duszac gospodarke. A jak im sie
      >próbuje pokazac, ze nie chodzi o inflacje a o euro to slysze ze jestem
      >zwolennikiem drukowania pieniedzy i Keynesa.

      Juz nasz komentator pisal o co w tym wszystkim chodzi. Wlasnie ostatnio nawet.
      Powiedzial, ze jak Polska zamieni zl na euro, to jej dlugi ZNIKNA!. I to jest
      ten skok na kase planowany przez polskich politykow. Az takie glupie to nie
      jest. Te papiery za ktore Polska dostawala pieniedze aby zyc na kredyt maja
      przestac byc dlugami. I uwazam, ze komentator powiedzial prawde. W tym sensie,
      ze taki jest cichy, ale realizowany plan polskich politykow. I dlatego duszenie
      gospodarki teraz jest nic w stosunku do "zarobku" po tym skoku. Jako
      wytlumaczenie jest (tez komentator) to co w Polsce bylo, jak przemysl, i tak
      nic nie bylo warte. Wiec niech splajtuje.
      Ja tam nie wiem, czy ta chytrosc sie uda. Nie znam sie na tych zawiloscich i
      kombinacjach. Ale znam zycie. I wiem, ze w kapitalizmie nikt o pieniadzach nie
      zapomina. I jeszcze, sadzac z geopolityki, akurat Polsce nic nie bedzie
      darowane. Nawet ostatnio w Kopenhadze, bylo widac, ze Polska goni resztkami
      gotowki. Zostaly przesuniete dla Polski pieniadze z doplat dla rozwoju
      strukturalnego do budzetu, gdzie beda wyrzucone na konsumpcje juz w nastepnych
      2 latach, zamiast finansowac infrastrukture. Jak dlugo tak sie da?
      Ale widac, ze 2-3 lata jeszcze sie pociagnie. W tym czasie beda posprzedawane
      monopole jak elektrownie, wodociagi itd. I to udawanie, ze jest niezle troche
      potrwa.
      Tez idaca w gore zl, wedlug rozumowania polskich politykow, to tylko dobrze.
      Wiecej sie dostanie euro. I dochod narodowy Polski ta droga rosnie. Lepsze
      wskazniki.
      Ale jak bedzie, pozyjemy, zobaczymy.
      Pozdrowienia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka