Dodaj do ulubionych

Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.08, 23:35
o tym ze danone wkreca, wiadomo od dawna... slynna sprawa actimela i
jego rzekomych wartosci pro-zdrowotnych.
podobno we francji Danone ma zakaz reklamowania w ten sposob.
podobnie jak w skandynawii sa mega ograniczenia w sprzedazy produktow
typu RedBull, Tiger czy R20, a u nas dzieciaki w szkole na przerwie go
pijaja...
Obserwuj wątek
    • Gość: kierownik 2 Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 00:22
      i jeszcze dodam, ze nie jest tak, ze za tymi trikami stoja tajemnicze
      sily korporacji.
      to wszystko robia nasi znajomi, koledzy, kolezanki, blizsi lub dalsi.
      rozejrzyjcie sie wokolo. na 100% znacie kogos, kto robi w "marketingu"
      lub "reklamie". a moze sami tam pracujecie?
      i to wlasnie my sami to robimy... sami oszukujemy nas samych. moze
      warto zapytac sie: Dlaczego to robie? Czemu oszukuje ludzi? Czemu nimi
      manipuluje? Co mi to daje?
      • Gość: ava Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 10:55
        Daje mu to zatrudnienie i wynagrodzenie. Znam idealistkę, która
        wyleciała z dwóch miejsc pracy za to, że krytykowała takie rzeczy.
        • Gość: the one qwerty Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 16:17
          Świetna opinia. Faktycznie sami sobie to robimy. Mądrzejsi i wykształceni
          wykorzystują niewiedzę oraz brak świadomości u tych mniej inteligentnych i
          gorzej wykształconych (przy czym ta druga grupa stanowi większość).

          Serdecznie pozdrów tę koleżankę, bo wykazała się nie lada odwagą. Tak naprawdę,
          Ci wszyscy którzy uczestniczą w psuciu jedzenia, handlu, reklamy itd. są mniej
          zaradni życiowo i nie potrafią znaleźć pracy, która nie psułaby rynku i ludzi.

          Ja sam mam wyrzuty sumienia, bo chyba będe za niedługo w tym uczestniczył.

          Generalnie, w krajach kapitalistycznych po pewnym czasie dochodzi do polaryzacji
          społeczeństwa. W bardzo dużym uproszeczeniu: część jest wykształcona i bogata,
          zajmuje wysokie stanowiska w firmach, kupuje świadomie. Druga część (większość
          społeczeńśtwa) to "tepi" ludzie, z mocno ograniczoną świadomoscią siebie, oraz
          otoczenia, w którym żyją. Kto z nas nie słyszał o Amerykanach, którzy nie wiedzą
          gdzie jest Polska? Dlaczego w USA jest tyle grubasów, którzy nadal na potęge
          żywią się w McD, BurgerK itd.?

          Ta druga grupa ludzi czyta jedynie prasę bulwarową i ogląda popularne programy w
          TV. Stąd czerpie swoją wiedzę o świecie.
          Jeśli juz pod wpływem jakiegoś impulsu zdecydują się np.odchudzać to biedaki
          kierują się swoim spaczonym przez media i reklamy obrazem zdrowia.

          Kupują zatem płatki z 12 witaminami (sztucznymi, bardzo słabo wchłanianymi przez
          organizm, poza tym mnóstwo cukru), cukierki z witamina C (kupa cukru i trochę
          sztucznej słabo wchłanianej witaminy C), margaryny z jakimis dodatkowymi
          pierdołami w środku (mnóstwo tłuszczy utwardzonych powodujących miażdżycę), mega
          slne wybielające pasty do zębów(Blend...), które zaburzają naturalne pH w ustach
          i niszcza np. dziąsła.

          Jeśli można wystosowac mały apelik: nie kupujcie żadnych wzbogacanych
          witaminami i minerałami produktów bo to w większości wielka ściema!!!
          Zamiast tego zabrać do pracy jedną marchewkę (najlepszy samoopalacz na świecie-
          za pół darmo) i jedno jabłko (witaminy, błonnik, itp.).

          • Gość: Bilbo Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: 137.204.203.* 28.04.08, 19:01
            Co ma wiedza nt gdzie jest Polska do otylosci?


            Ot pokolenie MTV... Mowi co wie, ale niestety nie wie co mowi.
            • Gość: the one qwerty Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 21:05
              To ma, ze to był przykład na pokazanie ogólnej ciemnoty społeczeństwa. I nie
              chodzi o to, żeby każdy mieszkaniec świata potrafił wskazać położenie geogr.
              naszego kraju, ale o to, żeby miał świadomość otoczenia w którym żyje i
              świadomość wyjątkowo szybko zachodzących w tym otoczeniu zmian.

              MTV nie oglądam.
              • Gość: LZ A jak urabiano elektorat IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.04.08, 08:50
                A jak urabiano elektorat przed ostatnimi wyborami - między innymi w GW?

                Inaczej? Donalda sprzedano tak, jak się sprzedaje szampon na promocji. W dodatku
                szampon w istocie był wodą z odrobiną szarego mydła.
                • Gość: elibre Re: A jak urabiano elektorat IP: *.leed.cable.ntl.com 30.04.08, 23:53
                  polityk jako przedmiot "poddany obróbce marketingowej" niczym nie
                  różni się od produktu w sklepie.
          • Gość: ciemnogrod Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.hsd1.ca.comcast.net 28.04.08, 20:01
            Całkiem ładnie piszesz ale mam dwie uwagi. Skąd bierze się u Ciebie (i nie
            tylko) naiwna wiara, ze wykształceni to zaraz bogaci? Przeczą temu statystyki. W
            jakimkolwiek kraju bogaci stanowią nie więcej niż 15-20 procent populacji.
            Tymczasem w bogatych krajach zachodu, które stawiamy sobie za wzór wyższe
            wykształcenie posiada 30-37 procent społeczeństwa. Jeżeli weźmiesz pod uwagę, ze
            część bogatych to przedsiębiorcy, którzy wcale nie maja wyższego wykształcenia (
            kłania się Gates) to Twoje twierdzenie jest ........... (sam sobie wypełnij).
            Jako ciekawostkę podam Ci, ze znam kilku bezdomnych z wyższym wykształceniem,
            którzy z tych czy innych powodów nie wytrzymali wyścigu szczurów. Na temat
            świadomego kupowania to jedyna grupa, która próbuje to robić są ludzie, którzy
            bronią środowiska naturalnego, lub są przeciwnikami komercji. Starają się
            kupować wszystko co organiczne itd. Niestety oni także padają ofiarą, gdyż
            powstały już supermarkety ze "zdrową" żywnością, gdzie niemal wszystko jest
            organiczne, ale kiedy kontrole się temu przyjrzały to okazało się ze definicji
            "organiczne" odpowiada nie więcej niż 33% żywności tam sprzedawanej. Inaczej
            mówiąc wszyscy jesteśmy nabijani w butelkę.Przykre jest to, ze jedynym
            skutecznym środkiem zapobiegawczym są przepisy i kary wprowadzane przez rządy
            państw.
            • Gość: the one qwerty Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 20:35
              Świetne uzupełnienie, dzięki.

              Co do wykształcenia- użyłem mocnego skrótu myślowego.
              Po pierwsze, nawet na zachodzie chyba coraz częściej ukończenie studiów nie
              oznacza zaprzestania myślenia kategoriami znanymi z MTV i Bravo, a tym bardziej
              nie gwarantuje osiągnięcia bogactwa.

              Poza tym, coś o czym sam napisałeś - nawet "świadomy" konsument tak naprawdę nie
              bardzo ma wybór. Oczywiście sa sklepy z lepszą jakościowo żywnością, ale na
              pewno w większości nie należy ufać producentom gwarantującym ich całkowitą
              "naturalność".
              Wiem to m.in. z opowieści osoby pracującej w zakładzie produkującym wyroby "Bio".
            • Gość: anya Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.acn.waw.pl 30.04.08, 18:36
              zaraz, zaraz.
              Gates studiował na Harvardzie!
              Owszem, studia te przerwał (w sumie żeby zostać milionerem), ale to świadczy o
              jego potencjale i wiedzy nabytej przed studiami, która też musiała być potężna
              jeżeli dostał się na Harvard i utrzymał te 2 lata
          • Gość: aniaaaaaaa Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.08, 13:10
            Za pewne wykładasz w markecie na półki towar nie widząc w tym żadnej logiki, a
            etykietkę przeczytać umie każdy, pytanie czy czytasz ze zrozumieniem
      • Gość: Zuzia25 www.niepijmleka.pl IP: *.chello.pl 01.05.08, 01:05
        A ja nie pije mleka, smietany, jogurtow i innych badziewi od lat i
        jestem bardzo z tego zadowolona. Zeby i kosci mam zdrowsze niz
        statystyczny Polak, nie pamietam abym chorowala z powodu zlego
        zywienia.

        Faktem jest, ze mleko zakwasza organizm, proces trawienia mleka
        pobiera wapn z organizmu, a mleko to wydzielina hormonalna krowiej
        matki DLA CIELAKA.

        Czasem to, co powszechne, nie musi byc dobre ani zdrowe. Przyklad:
        cukier, papierosy czy to, ze kiedys amfetamine sprzedawano w
        tabletkach na odchudzanie, jako skladnik.

        Wegetariansko i ekologicznie pozdrawia zdrowa sliczna pachnaca o
        zdrowych wlosach, zebach i skorze, czystej krwi, swiezym oddechu i
        pieknie zbudowanym (bo zdrowym!) niezatrutym ciele, Zuzka :D

        • Gość: ugh Re: www.niepijmleka.pl IP: *.chello.pl 02.05.08, 10:15
          Zuzka - nawiedzona studentka-ekolożka-idealistka-infantylna w swym pensjonarskim
          entuzjazmie i przekonaniu o wlasnych racjach... Dziecko drogie, kiwam nad Tobą
          glowa z poblazaniem i wyrozumialoscia. Ot, nie kazdemu dano zdrowy rozsadek i te
          dawke inteligencji, ktora pozwala MYSLEC.
          • Gość: J Re: www.niepijmleka.pl IP: *.range86-135.btcentralplus.com 06.05.08, 22:46
            E, wiesz, z tym mlekiem to akurat trochę racji ma (człowiek źle trawi/przyswaja
            krowie mleko).
      • Gość: antymarketowiec ReDla pieniezdi za swoją pracę IP: *.chello.pl 05.05.08, 10:05
        Ludzie czesto nie myślą dlaczego to robię, tłumaczą sobie mam dobrą
        pracę, zaktórą otrzymuję ciekawe wynagrodzenie.... i że mam duże
        szczęście, że udało mi się coś fajnego znalezc, natomiast wyrzuy
        sumienia typu że tak nie można, idą na boczny tor. Bywa i tak że
        takie osoby może i chwalą sie swoim znajomym czego oni to nie robią
        do jakich kretactw muszą się uciekać, aby kampania reklamowa
        odniosła skutek, aby ich szef był z takiej osoby zadowolony.
    • Gość: klientka Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.vpn.solarisbus.pl 28.04.08, 07:56
      nie tylko supermarkety nabijają klientów w butelkę. Miałam cekawą
      przygodę w sklepie sportowym INTER SPORT w Poznaniu. Chciałam kupić
      narty biegowe z butami w promocji. Niestety ( albo tego należało
      oczekiwać ) butów w cenie promocyjnej już( dawno ) nie było.
      Zaproponowałam, że kupię droższe do kompletu o dołożę 100 PLN. Na
      to sklep też się nie zgodził. Odeszłam z kwitkiem!!!! Poskarżyłam
      się w Państwowej Inspekcji Handlwoej w Poznaniu na takie
      trakotowanie. I co się stało. NIC!!!!!!!!!!
      • gologolo bo to co nas podnieca, 28.04.08, 08:00
        to się nazywa kasa, obojętnie jakim sposobem osiągnięta. Przecież wszyscy wszystkich oszukują. Nie oszukujmy się.
        • maruda.r Re: bo to co nas podnieca, 28.04.08, 08:08
          gologolo napisał:

          > to się nazywa kasa, obojętnie jakim sposobem osiągnięta.

          **********************************

          Stąd promocje - odwołujące się do pazerności klientów.

        • Gość: Przemek Przecież wszyscy wszystkich oszukują IP: *.ghnet.pl 28.04.08, 09:09
          Mów za siebie.
      • Gość: też konsument Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.04.08, 08:13
        a co sie miało niby stać? mieli specjalnie dla ciebie ceny obniżać?!
        ot, kolejna idiotka :P
      • Gość: A Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.epsa.pl 28.04.08, 10:31
        Solange nie pilnuje robotników? Pozwala im na pierdoły w robocie?
      • Gość: dzidek Re: do klientki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.04.08, 12:08
        a ja mialem zupelnie odrotna sytuacje - kupowalem zestaw DVD w
        promocji (odtwarzacz, amplituner, komplet kolumn). Sprzet dobrej
        firmy, salon tez nie z typu "supermarket". Poprosilem sprzedawce o
        zmiane amplitunera z zestawu promocyjnego na wersje najnowsza,
        drozszy o ok 1400 pln. Sprzedawca skonsultowal sie z kierownikiem
        salonu i zgodzil sie na to. Doplacilem roznice, wlasnie te 1400 pln.
        Przy odbiorze sprzetu dostalem jeszcze gratisowo sluchawki, tez
        wyzsza polka. Sluchawki w reklamie promocyjnej nie byly wymieniane,
        ale salon widocznie uznal ze jak promocja to promocja. Dodam ze po
        przeliczeniu odtwarzacz + amplituner + kolumny wyszlo ze koszt
        kolumn byl ok 150 pln,, czyli kilka razy ponizej ceny stojacych obok
        takich samych kolumn "luzem", nie w koplecie promocyjnym.
        Ale to tylko jeden z niewielu przykladow kiedy sklep idzie na reke
        klientowi. Nigdy jednak nie zdazylo mi sie dogadanie na temat jakiej
        sprzedazy wiazanej w supermarketach
    • smok_sielski Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 08:05
      > Koszyki muszą być głębokie. Klientowi jest
      > głupio, jeśli w wielkim koszyku ma tylko parę
      > rzeczy.

      Ale bzdura. Czesto do takiego koszyka wrzucam tylko dwie bulki i nawet by mi do
      glowy nie przyszlo czuc sie z tego powodu glupio :)
      smok
      • maruda.r Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 08:07
        smok_sielski napisał:

        > > Koszyki muszą być głębokie. Klientowi jest
        > > głupio, jeśli w wielkim koszyku ma tylko parę
        > > rzeczy.
        >
        > Ale bzdura. Czesto do takiego koszyka wrzucam tylko dwie bulki i nawet by mi do
        > glowy nie przyszlo czuc sie z tego powodu glupio :)

        **********************************

        Fakt. Głupio jest wtedy, gdy z dwiema bułkami musisz kiblować 20 minut w kolejce
        do kasy.

        • smok_sielski Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 08:15
          > Fakt. Głupio jest wtedy, gdy z dwiema bułkami
          > musisz kiblować 20 minut w kolejce do kasy.

          Po pierwsze idzie sie wtedy do kasy "do 10 sztuk", gdzie jest mniejsza
          (przewaznie) kolejka. Po drugie rownie bez sensu jest stac z dwiema bulkami jak
          z wozkiem upchanym po sam korek :)
          smok
          • Gość: muka! Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.aster.pl 28.04.08, 09:25
            Aleś ty mądry i roztropny. Jestem pod wrażeniem twojego życiowego sprytu i
            zaradności, mistrzu!
          • maruda.r Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 09:32
            smok_sielski napisał:

            > > Fakt. Głupio jest wtedy, gdy z dwiema bułkami
            > > musisz kiblować 20 minut w kolejce do kasy.
            >
            > Po pierwsze idzie sie wtedy do kasy "do 10 sztuk", gdzie jest mniejsza
            > (przewaznie) kolejka. Po drugie rownie bez sensu jest stac z dwiema bulkami jak
            > z wozkiem upchanym po sam korek :)

            ******************************

            O ile kasa "do 10" jest w ogóle czynna, a jeśli już, to kolejka do niej
            faktycznie jest krótsza.

            Dlatego nie ryzykuję i kupuję bułki w sklepiku za rogiem.

            • lucusia3 Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 12:50
              Państwo piszą z pozycji kogoś, kto ma dość pewną pozycję społeczną i finansową. Kupna kartonika soku nie ma absolutnie znaczenia w obrazie Państwa osoby. Nie dotyczy to jednak wszystkich. Jest tysiące ludzi, ktorzy na takie Tesko czy inny moloch patrzą jak na krainę marzeń. Malo tego, niedosięgłych marzeń.
              Oni się wstydzą, że ich nie stać na cały koszyk zakupów, a jego zapelnienie pozwala się poczuć - we własnej opinii i podobnych ludzi wokół- bogatymi.
              Osoby zamożne nie dają się na wiele z chwytów handlowców naciągać, biedniejsi niestety częściej za to płacą tymi groszami, ktore maja na życie.A pracownicy Inspekcji Handlowej, Sanepidu czy innych instytucji powołanych do kontroli, zazwyczaj ze względu na chęć przeniesienia się do tej lepiej sytuowanej grupy, nie zrobią przeciwko sieciom nic.
              Tu potrzebna jest reforma - zlikwidować dziesiątki kontrolujących i dublujących się inspekcji, izb itp i zrobić jeden, dwa organy z ogromym budżetem finansowanym głównie z kar od nieuczciwych handlowców i producentów, z wielkimi pensjmi dla pracowników (z obwarowaniem, że każda korupcja czy niedokładność karana jest zwolnieniem z pracy bez odprawy) i będziemy mieli spokój. W końcu nasze prawo to normuje dośc dobrze, tylko nikt uczciwie nie kontroluje a wysokość kar jest dość kabaretowa.
              • Gość: molski Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: 217.153.71.* 28.04.08, 13:32
                Widzisz - bo tak naprawde nie za bardzo jest tu co kontrolowac. Co niby chcesz
                kontrolowac? Przeciez kazdy widzi co kupuje - czym innym jest oszustwo, ale w
                przypadkach opisywanych w artykule chodzi raczej o oglupianie klienta, o
                wykorzystywanie pewnych cech ludzkich, zachowan stadnych itd. Socjologia i nic
                wiecej. Co z tego ze Danonki sie durnie reklamuja??? Przeciez normalny czlowiek
                wie ze oprocz tego danonka (ktory na 100% nikomu nie zaszkodzi, ani nie zatruje,
                a do tego zwykle smakuje lepiej niz kefir) trzeba jesc to, to i to. Co z tego ze
                klient na wlasne zyczenie kupuje sobie paste do zebow z gratisem, zamiast kupic
                paste osobno i miec jeszcze kilka zetow w kieszeni? Spoko, jakby to byly
                najwieksze problemy w zyciu to zylibysmy w raju.
                Czym innym sa oszustwa - odswiezanie miesa, sprzedawanie zepsutych wedlin,
                smierdzacego drobiu itp. Za to karalbym naprawde powaznymi karami, oraz
                pokazywaniem tego w tv. Oj, szybko zrobilby sie porzadek! Od razu tez mowie -
                nie odnosi sie to wcale do wielkich supermarketow, ale takze do malych
                sklepikow, tak ukochanych przez pisowcow i innych populistow. Zeby bylo jasne -
                smierdzacy drob (pewnie jakies maczki i inne sztuczne badziewia) to domena
                wielkich sklepow, ale oslizle kielbasy, wciskanie wedlin ktore sa juz
                zepsute,ale jeszcze w miare wygladaja - domena malych sklepow. Ale w koncu -
                takie przeciez jest zycie, ludzie od wiekow walcza o wszystko i zra co sie da.
                • Gość: kk Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: 74.9.205.* 29.04.08, 14:35
                  > Widzisz - bo tak naprawde nie za bardzo jest tu co kontrolowac. Co
                  niby chcesz
                  > kontrolowac? Przeciez kazdy widzi co kupuje - czym innym jest
                  oszustwo, ale w
                  > przypadkach opisywanych w artykule chodzi raczej o oglupianie
                  klienta,

                  Pierniczysz jak potluczony. Moze Ty masz czas, zeby idac na zakupy
                  dokladnie przeczytac wszystko, co jest napisane an pudelku i jeszcze
                  przyniesc ze soba dwu-miesieczna historie cenowa produktu. Jezeli
                  sprzedawca pisze, ze towar jest w przecenie (np 21%), to nie jestem
                  w stanie sprawdzic jaka byla cena tydzien temu i mam prawo wierzyc
                  tym twierdzeniom. Jezeli cena nie jest nizsza o 21% niz tydzien
                  temu, to to sprzedawca mnie oszukuje i jest to zakres kontroli.
                  Inaczej sie maja rzeczy gdy kupuje samochod albo komputer. Wtedy sie
                  przygotuje poczytam i starannie wybiore, co chce kupic. Ale jak mam
                  sprawdzic co jest puszce bulki tartej (a czy Ty czytales/las
                  srtykul, ktory komentujesz). Jezeli jest napisane, ze to bulka
                  tarta, to spodziewam sie bulki tartej a nie mieszaniny kruszonego
                  szkla i strzepkow papieru. Gdym mial dokladnie sprawdzac, co
                  kupuje, to nie tylko spedzalbym po trzy-cztery godziny dziennie w
                  sklepie ale jeszcze musialbym sobie otworzyc male laboratoium w
                  lazience.

                  I dlatego organizacje konsumenckie maja miejsce bytu i powinny
                  naglasniac przypadki proby oszostw, czy nawet zwyklej manipulacji,
                  zeby tlumy wiedzialy czego unikac.

                  A druga strona medalu jest taka, ze poniewaz tak latwo idzie im
                  wciskanie chlamu, to normalne produkty zywnosciowe staja si
                  potwornie drogie. I nie mam tu na mysli prodoktow organicznych z
                  atestem. Jesli roztwor cukru i paru parwnikow i aromatow w kranowce
                  kosztuje 3 zl za litr to sok bedzie kosztowal 5zl albo wiecej.
                  Jesli "pieczywo" z odpadkow produckyjnych kosztuje 2zl, to normalny
                  chleb musi kosztowac 3, bo kto przy zdrowych zmyslach sprzeda taniej?
                  Przyklady mozna mnozyc i sami nie jestesmy w stanie wszystkiego
                  sprawdzic.
            • rasklaat Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 20:56
              A ja biorę bułki do ręki i ide z nimi do kasy wymijąjąc próbujących się gdzies przedostać ludzi z wielkimi wózkami.
          • mackie.majcher Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 09:50
            ech, chodzi o to, że gdyby ktoś chodził do supermarketu po 2 bułki to ja
            wysłałbym go raczej do lekarza
            • smok_sielski Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 10:15
              > gdyby ktoś chodził do supermarketu po 2 bułki to
              > ja wysłałbym go raczej do lekarza

              No dobra, po trzy bulki :)
              smok
            • Gość: Grzesiek29 Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.189.73.3.e-plan.pl 28.04.08, 10:16
              Po pierwsze kasa do 10 produktów ma zawsze najdłuższą kolejkę , po drugie muszę
              chodzić po bułki do supermarketu bo w mojej okolicy przez supermarket padły
              wszystkie sklepiki i piekarenki okoliczne
              • Gość: pik-pok Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.ssp.dialog.net.pl 29.04.08, 17:26
                To gdzie ty mieszkasz, ja mieszkam w takim miejscu, że w ok 20 minut mogę się
                dostać do 4 hipermarketów i nie przesadzając do 10 - 15 sklepów typu Biedronka,
                Lidl, Albert, Carrefour Ekspress, Społem a w okolicy mam co najmniej 5 sklepów
                firmowych piekarni.
            • Gość: Jonek Zastanów się IP: *.e-wro.net.pl 28.04.08, 10:54
              Sytuacje opisane w tym artykule mają miejsce w takich osiedlowych
              zabkach, biedronkach i innych robalach. A tam to sie zwykle chodzi
              po bułki czy musztarde. Nie trzeba zaraz jechac na przedmiescia do
              tesco aby sie z tm spotkac.
              • Gość: ja Re: Zastanów się IP: *.odnxx11.adsl-dhcp.tele.dk 28.04.08, 16:48
                Gość portalu: Jonek napisał(a):

                > Sytuacje opisane w tym artykule mają miejsce w takich osiedlowych
                > zabkach, biedronkach i innych robalach. A tam to sie zwykle chodzi
                > po bułki czy musztarde. Nie trzeba zaraz jechac na przedmiescia do
                > tesco aby sie z tm spotkac.

                :D w Lodzi do marketu nie trzeba jechac na przedmiescia, bo idioci pozwolili na
                budowe w miescie
                • Gość: Jonek Re: Zastanów się IP: *.e-wro.net.pl 28.04.08, 20:59
                  We Wrocławiu pare talkich wielkich marketów jest w środku miasta ale
                  z oszukiwaniem klientów można sie spotkac zarówno w wielkim tesco w
                  średnim lidlu czy małej żabce.
      • a_weasley Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 16:30
        smok_sielski napisał:

        >> Koszyki muszą być głębokie. Klientowi jest
        >> głupio, jeśli w wielkim koszyku ma tylko
        >> parę rzeczy.

        > Ale bzdura. Czesto do takiego koszyka
        > wrzucam tylko dwie bulki i nawet by mi
        > do glowy nie przyszlo czuc sie z tego
        > powodu glupio :)

        Takie prawidłowości są statystyczne. Zawsze się znajdzie parę osób, na które
        taki czy inny chwyt nie działa.
        Ot, ten numer z różnicą cen. Każdy to zna. Piwo na półce kosztuje 2,29, kasjerka
        żąda 2,59, bo "jej tyle kasa wybija". Mnie akurat nie jest głupio zaprzeć się
        zadnimi łapami, że należy się 2,29 i ani gronia więcej, bo prawnie wiążąca jest
        cena na półce (faktycznie tak jest), i zawsze sklep ustępuje, ale wiem, że na
        ogół ludzie ustępują. Bo im głupio, zwłaszcza jak kasjerka pyta, czy zbiednieją
        od tych 30 groszy...
        I ci, którzy takie numery z cenami robią, też to wiedzą. Wiedzą, jakie są
        przepisy, wiedzą, że jak klient się uprze, to będzie trzeba ustąpić... i wiedzą,
        że na jednego, który się uprze, przypada kilkunastu takich, którzy się nie uprą,
        i kilkudziesięciu, którzy się nie kapną.
        • Gość: homard Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 22:13
          Gdyby mi sie tak spytała to bym sie spytał czy nie ma ochoty pogadac
          z kierownikiem ? Ja jak wyłapie jakies nie dociagniecie to chocby to
          20 groszy było to sie upomne... ale znam lepsza matode


          Gdy roznica jest naprawde duza...trudno zeby jogurt dodnaona
          naturalny duzy nieprzeceniony kosztował 1,60 na przykład...wtedy
          nalezy wpakowac kilka jak na kasie wybije wiecej a na bak wybije
          zadac zwrotu...natychmiast uprawia usterke:-)
        • sunday He, żeby to zawsze było 30 groszy... 29.04.08, 10:06
          A nie zawsze jest. Tej wiosny zdarzyło mi się trzy tygodnie z rzędu kupować
          gruszki (Carrefour, Galeria Mokotów, Wa-wa). I co tydzień kasa zamiast "gruszek"
          za 5 zł znała jedynie "gruszki pudełko" za 30 zł. I co tydzień pani w informacji
          zwracała mi pieniądze (choć za pierwszym razem usiłowała mnie przekonać, że
          przecież "tak jest w systemie") i wspólnie z kierownikiem obiecywała, że na
          pewno poprawią. Po trzech tygodniach skończyły się gruszki, oczywiście zanim
          zdążyli poprawić cenę.
      • Gość: mysza Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: 212.87.241.* 29.04.08, 01:02
        > Koszyki muszą być głębokie. Klientowi jest
        > głupio, jeśli w wielkim koszyku ma tylko parę
        > rzeczy.

        >>Ale bzdura. Czesto do takiego koszyka wrzucam tylko dwie bulki i >>nawet by mi do
        >>glowy nie przyszlo czuc sie z tego powodu glupio :)
        >>smok

        Ja też tak mam, ale znam akurat kogoś, kto się wstydzi że go nie stać i że ma
        prawie pusty koszyk, znam też kilka osób, które ładują wózki bezsensownymi
        towarami, żeby było widać, że ich stać - różni są ludzie, więc niektórych takie
        chwyty marketingowe dopadają, a ci nawet o tym nie wiedzą
    • Gość: jaja2008 Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.rzeszow158.tnp.pl 28.04.08, 08:10
      "Produkty są też celowo porozrzucane po całym sklepie. Klient ma go
      dokładnie zwiedzić i przy okazji dorzucić coś jeszcze do koszyka.
      Żeby zmylić stałych klientów, co jakiś czas robi się przemeblowanie."

      to jest właśnie to co mnie w takich wielkich sklepach najbardziej
      wqrwia. Kiedyś tak się wpieniłem że o mało nie rozwaliłem półek bo
      nie mogłem znaleźć tego co potrzebowałem.
      • eldritch68 Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 18:36
        ja wtedy, jak się tak wkurzę wrzucam do kosza wielkie ilości
        czegokolwiek, zwłaszcza świeżych produktów, lodów itp :)
        a potem zostawiam wśród półek :)
        • Gość: Jozef_socjopata Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.in-addr.btopenworld.com 07.05.08, 17:08
          Pppppopłakałem się, i to przy studentach :)
          Dobre, dobre :)
    • jankes775 Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 08:12
      Jak zwykle znowu pan dziennikarz musiał dorzucić kilka własnych
      ubarwień. Wyrób mięsnopodobny, odłamki kości i ścięgna w szynce z
      puszki.... Jak gościu nie znasz się to zadzwoń do SGGW do Zakładu
      Technologii Mięsa i tam ci wszystko wyjaśnią. Te "ścięgna" to proszę
      szanownego pana trójka wieprzowa (mięso ścięgniste), dodane po to by
      konserwa blokowa nabrała odpowiedniej kleistości. Co do wyrobów
      wysokowydajnych, to doprawdy ciężko znaleźć szynkę która by była
      powyżej 150% wydajności (chyba, że z małych masarskich firm, których
      nikt nie kontroluje - oczywiście i tam zdarzają się chlubne
      wyjątki). Zresztą kiedyś na ćw. na SGGW byłem uczestnikiem pewnego
      eksperymentu. Zrobiliśmy dwie szynki. Jedna właśnie wysokowydajna
      (około 130%), a druga tradycyjna. Jakie rezultaty osiągnięto na
      badaniu organoleptycznym? Szynka wysokowydajna uzyskała większą notę
      z uwagi na jej soczystość. Co do odłamków kostnych, to one mogą
      pozostawać w MOMie (Mięso Odkostnione Mechanicznie), gdy maszyna do
      odkastniania jest już trochę zużyta. MOM (ze względu na jego
      strukturę) dodaje się tylko do wyrobów homogenizowanych (parówki,
      mortadele). Nadmieniam, ze to żaden śmieć ani odpad. Normalne
      nieszkodliwe mięso, jedynie ze zwiększoną ilością barwników hemowych
      i fosforu (z kości).
      • Gość: sn Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.04.08, 08:17
        bo taki z niego dziennikarz :D
      • smok_sielski Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 08:36
        > Jak zwykle znowu pan dziennikarz musiał dorzucić
        > kilka własnych ubarwień. Jak gościu nie znasz
        > się to zadzwoń do SGGW do Zakładu Technologii
        > Mięsa i tam ci wszystko wyjaśnią.

        Najgorsze jest to, ze tak jest z kazdym artykulem. Jestem informatykiem i czasem
        jak czytam te brednie, ktore wypisuja dziennikarzyny to az przykro.
        Przypuszczam, ze tak samo jest kiedy pisza o samochodach, hydraulice,
        mieszkaniach, turystyce i czym tam jeszcze. Dziennikarze nie zauwazyli, ze mamy
        takie czasy, ze trzeba sie wysilic, bo ich wypociny czytaja ludzie ktorzy sie
        znaja na rzeczy.
        smok
        • Gość: adamus Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.102.192.213.cable.satra.pl 28.04.08, 09:00
          Dokładnie, też znam się dobrze w tej dziedzinie oraz biologii (wiem, że dość
          odległe dziedziny) i kiedy czytam te farmazony (no ok.. połowa to prawda), to po
          prostu chwytam się za głowę.
          Może i jest to dobre na zainteresowanie tematem, ale jeśli całą wiedzę miałbym
          czerpać z gazet, to Boże broń mnie przed opowiadaniem potem tych bzdur.
        • Gość: muka! Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.aster.pl 28.04.08, 09:18
          "Dziennikarze nie zauwazyli, ze mamy takie czasy, ze trzeba sie wysilic, bo ich
          wypociny czytaja ludzie ktorzy sie znaja na rzeczy"

          Nie, dziennikarze nie zauważyli że mamy takie czasy, w których byle debil może
          anonimowo skomentować swoimi bredniami artykuł.
          • smok_sielski Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 10:17
            > Nie, dziennikarze nie zauważyli że mamy takie
            > czasy, w których byle debil może
            > anonimowo skomentować swoimi bredniami artykuł.

            Uscislijmy wiec - artykuly czytaja zarowno "anonimowi debile" jak i ludzie
            ktorzy maja pojecie na temat, ktory dany dziennikarz porusza.
            smok
            • Gość: polakko Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 16:30
              Cholerrra jasna, sami zacznijacie więc pisać artykuły. Taka jest praca
              dziennikarza! Wy przez 5 lat coś tam studiujecie i jasne że macie większa wiedzę
              niz gość który dostaje 3 dni na duży artykuł na nieznany mu temat!
              Gdyby redakcje miały zatrudniać samych specjalistów to GW by kosztowała 3 razy
              tyle, ile kosztuje.

              Ja tez czesto widzę błędy w artykułach, ale chodzi o to, żeby wyławiać
              najistotniejsze dla nas fakty, a reszte pomijać.

              Oczywiście z zastrzeżeniem, że nie znajdzie się jakies duże przekłamanie, bo
              wtedy przecietny czytelnik moze zostac wprowadzony w błąd.

              Akurat co do wysokowydajnych mięs, parówek i pasztetów oraz konserw to nikt mi
              ne wmówi że to jest dobre, bo ukruszyłem kiedys zęba na kości, która była w
              pasztecie. Co ja, do cholery pies jestem, żeby kości wpierniczać???
        • agulha Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 21:07
          To, to. Ja pracuję w wąskiej dziedzinie (badania kliniczne) i pamiętam taki
          artykuł we "Wprost" o "królikach doświadczalnych". Ziarenko prawdy, kupa bzdur i
          kompletna niewiedza o tych obszarach, które faktycznie stanowią problem.
          Też wtedy pomyślałam, że skoro to, co napisali dziennikarze, jest tak dalekie od
          prawdy, to w ile głupot już musiałam uwierzyć, czytając prasę.
      • Gość: Eldricht Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: 80.51.132.* 28.04.08, 08:43
        Nie mogę się zgodzić z powyższą argumentacją. Podobne rozumowanie przeprowadził
        ostatnio pan sprzedający wyroby owocowe. Produkt znanej firmy nazwany "Malina"
        zawiera maliny jedynie w śladowej ilości (oceniając po kolejnosci występowania
        składników na etykiecie - sok z malin był po kwasie cytrynowym).Pan od sprzedaży
        stwierdził, że "konsument woli taki skład, bo prawdziwy sok z malin brązowieje".
        Ja wolę więcej malin w produkcie z malin.

        Analogicznie jeśli znajdzie się konsument który woli mieszankę szynki z gównem
        zamiast samej szynki, to zaraz taki produkt znajdę w markecie, oczywiscie pod
        nazwą "szynka".
      • Gość: Sz Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 08:45
        hehe, czyli krytykując to, co napisał "dziennikarzyna" potwierdziłeś jego słowa:
        o kościach, ścięgnach, itp. Ale że byłeś na ćwiczeniach w SGGW albo coś w tym
        stylu to się możesz autorytarnie wypowiadać. Bo taki z ciebie super gość! I nie
        wmówisz mi, że supermarkety nie stosują trików, żeby tylko sprzedać jak
        najwięcej, bo w to nie uwierzę. A artykuł był właśnie o trikach i naciąganiu
        klientów. Ty zaś przyczepiłeś się do "ścięgien i kości" i chrzanisz, że artykuł
        jest słaby i wybiórczy. Taaa, czy czymkolwiek różnisz się od autora artykułu pod
        tym względem? A tak się zabierasz do krytykowania, żenada!
        • jankes775 Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 09:02
          Oj gościu, czytanie ze zrozumieniem się kłania :-) "Konsument,
          kupując tanią konserwę mięsną lub wędlinę, może się więc spodziewać,
          że do jej produkcji wykorzystano ścięgna, chrząstki czy odłamki kości
          (...)" Do tego i tylko do tego piję. Z tego krótkiego zadania
          wynika, że do wyrobów wkręcane są ścięgna, chrząstki i kości. Jest
          to wierutna bzdura. Szynki są wędlinami całomięśniowymi. I nie ma
          tam miejsca na chrząstki czy odłamki kości. Co do szynek blokowych,
          to dodaje się tam trójkę wieprzową (nie jest to przeważający
          składnik), by nadać farszowi pożądaną kleistość. Dodaje się ją
          wszędzie, nawet do szynek blokowych "renomowanych" bo inaczej po
          prostu się nie da (tzn. da, ale wtedy trzeba czymś ją zastąpić, a
          dodatki do żywności nie są lubiane przez konsumentów).
          Tyle i tylko tyle. Proszę powiedzieć, gdzie napisałem, że markety
          nie stosują tricków? Gdzie potwierdziłem, że do wędlin i konserw
          dodaje się kości i chrząstki? Po prostu napisałem, by nie doszukiwać
          się na siłę drugiego dna, tam gdzie go po prostu nie ma. "Super
          gościa" nawet nie komentuję, bo szkoda słów.... I to mnie zarzucasz
          żenadę..... Ręce opadają (i spodnie).
          • maruda.r Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 10:18
            jankes775 napisał:

            > Oj gościu, czytanie ze zrozumieniem się kłania :-) "Konsument,
            > kupując tanią konserwę mięsną lub wędlinę, może się więc spodziewać,
            > że do jej produkcji wykorzystano ścięgna, chrząstki czy odłamki kości
            > (...)" Do tego i tylko do tego piję. Z tego krótkiego zadania
            > wynika, że do wyrobów wkręcane są ścięgna, chrząstki i kości. Jest
            > to wierutna bzdura. Szynki są wędlinami całomięśniowymi. I nie ma
            > tam miejsca na chrząstki czy odłamki kości.

            **********************************

            W zdaniu, które ze zrozumieniem zacytowałeś, jest mowa również o konserwach lub
            wędlinach, a więc również kiełbasach. A Ty argumentujesz wędlinami
            całomięśniowymi. Mogę Cię zapewnić, że znalezienie chrząstki w śląskiej,
            podwawelskiej czy krakowskiej suchej nie sprawia większego problemu. Bywają
            natomiast problemy ze znalezieniem całych kawałków mięsa, choć technologia
            wytwarzania przewiduje "mięso pokrojone w kostkę 2 cm". Owszem, do wędlin od
            dawna dodaje się klej, by się nie rozpadały. Jego zawartość jest jednak ściśle
            określona. Problem pojawia się wtedy, gdy kiełbasa składa się z kleju i z
            "trójki". Polecam zabawę z pieczeniem kiełbasy grillowej w ognisku.

            Nie jest tajemnicą, że produkty całomięśniowe są szprycowane dla zwiększenia w
            nich ilości wody, a więc poprawienia soczystości i masy. By owa soczystość z
            tych produktów nie wyleciała, stosuje się kleje.

            Porównanie wędlin wytwarzanych nowocześnie z tradycyjnymi oparte o wskaźnik
            soczystości jest naciągane. Jest jeszcze smak, aromat i trwałość. Wytworzono
            tradycyjną metodą polędwica sopocka wytrzymuje znacznie dłużej i prędzej się
            zeschnie na wiór, niż zepsuje. Nowoczesna sopocka nie wytrzymuje tygodnia po
            wyjęciu z folii.

            Dlaczego więc? Bo proces przygotowania wędliny wędzonej na zimno trwa od 20 do
            28 dni. Którą z wielkich przetwórni stać na taki luksus? Taniej wyjdzie dodanie
            poprawiaczy smaku nadających dymny smak.

            • jankes775 Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 10:42
              Masz sporo racji, aczkolwiek nie do końca:-) By "soczystość" nie
              wyciekała nie stosuje się "kleju" pewien hydrokiloid, polisacharyd
              (dla laików - coś takiego jak skrobia) zwany karagenem. Co do tego
              nieszczęśnego "kleju" to w postaci trójki dodaje się tylko do wędlin
              blokowych. W wędzonkach całomięśniowych ekstrahuje się białka
              miofibrynalne (białka zawarte w mięśniach odpowiedzialne za ich
              pracę - tak pokrótce) w masownicy, dzięki czemu kawałki mięsa się
              kleją. Warto o tym napisać, by znowu nikt z forumowiczów typu Muka
              nie pomyślał, że gumę arabską tam się dolewa :-D

              Co do smaku... Wszystkie subst. samokowo-zapachowe rozpuszczone są w
              tłuszczach. Dlatego też szynki tradycyjne powinny być nim okolone.

              Chrząstki w kiełbasach.. Oczywiście, że się zdarzają, ale jeszcze
              raz powtarzam: nie ma tak, że pracownik dosypuje wiaderkiem
              chrząstki i "innych szuwaksy" do wilka, bo nie ma co z tym robić a
              wyrzucić szkoda

              Pozdrawiam
          • orxor Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 15:18
            Się przyczepiłeś do jednego przykładu.
            Faktem jest ze zawartość "mięsa w mięsie" spada i ze niektóre wyroby
            maja nazwy wprowadzające klienta w błąd np. "Kiełbasa z dzika", w
            której dzika jest 3%, albo pasztet cielęcy, którego głównym
            składnikiem jest drób. To jest oszustwo i trzeba temu jakoś
            przeciwdziałać - tym bardziej ze na jogurcie/soku itp mam skład a na
            wędlinie - nie. To ze x jest smaczniejsze od y też niema znaczenia -
            polepszacze smaku i zapachy identyczne z naturalnym robią cuda. Nie
            zmienia faktu ze klient jest oszukiwany, bo płaci za szunkę a kupuje
            np. 40% wody.
      • Gość: muka! Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.aster.pl 28.04.08, 09:15
        "Zresztą kiedyś na ćw. na SGGW byłem uczestnikiem pewnego eksperymentu.
        Zrobiliśmy dwie szynki. Jedna właśnie wysokowydajna (około 130%), a druga
        tradycyjna. Jakie rezultaty osiągnięto na badaniu organoleptycznym? Szynka
        wysokowydajna uzyskała większą notę z uwagi na jej soczystość."

        Kiedyś? To znaczy kiedy? Czy wiesz jak naprawdę smakuje szynka wytworzona według
        tradycyjnych receptur? Jak smakuje kiełbasa kupiona od "baby ze wsi"?
        Podejrzewam że to twoje "kiedyś" to co najwyżej parę lat temu. I jeszcze ten
        test organoleptyczny - nie pierwszy raz czytam o tym że Polacy wolą szynki
        szpikowane solami mineralnymi i składnikami klejącymi, bo są bardziej
        "soczyste". A bardziej soczyste to ich zdaniem smaczniejsze. Dzieci też wolą
        hamburgery z McDonald'sa od domowych bo "smaczniejsze". Super! Fantastyczne
        pokolenia z mózgami wypranymi z poczucia smaku nam wyrosło. Jest taki film,
        "Soilent Green", po polsku "Zielona pożywka". Tam też ludzie zabijali się o coś,
        co ich zdaniem było "najsmaczniejsze" :)

        Co do ścięgien i

        Ale mimo to twój wpis jest bardzo cenny - dobrze wiedzieć jakich fachowców
        produkuje dziś SGGW. Nieźle to świadczy o tej uczelni gdy ktoś z nią związany
        jako argumentów używa jedynie kwestii wydajności i smaku, a nie pisze o
        wartościach odżywczych, zdrowiu i zwyczajnej uczciwości wobec konsumenta :)
        • jankes775 Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 09:53
          Wiem doskonale jak smakuje szynka wytworzona tradycyjnymi metodami.
          Jaka jest kiełbasa "od baby ze wsi". A debila to poszukaj wśród
          swoich znajomych o ile sam(a) nim nie jesteś. A skoro zależy Ci tak
          na zdrowiu, to wbij sobie raz na zawsze do łba, że wędliny "od baby
          ze wsi" są dużo bardziej szkodliwe od tych z zakłądó mięsnych. "Baba
          ze wsi" nie zna dodatków wspomagających peklowanie (kw. askorbinowy
          i jego sole - witamina C napiszę zanim mnie od dr Mengele wyzwiesz)
          i sypie tej "chemii" z dużą nadwyżką by starczyło tego na prawidłowe
          zapeklowanie produktu. "Baba ze wsi" używa saltery indyjskiej
          (azotAn potasu), a on musi być zredukowany do azotYnu (używam
          starych nazw chemicznych). Normy pozostałości resztkowych azotynów
          mogą być przekorczone nawet 100-krotnie. Upiecz sobie taką kiełbaskę
          na ognisku, lub odsmaż, zrób pieczoną szyneczkę - życzę dużo
          zdrowia, bo zawartość nitrozoamin będzie w takim produkcie
          zatrważająca. Poza tym, jeżeli "baba ze wsi" użyje mięsa ze swego
          chowu, to wiedz że jest ono nie przebadane i możesz się jeszcze
          dodatkowo włośniami zarazić (dlatego też jestem bardzo seceptyczny
          co do dziczyzny). Zresztą z kim ja dyskutuję i do kogo argumentuję,
          skoro ten ktoś myli pojęcie soczystości z kleistością, nie odróżnia
          szynki blokowej od całomięśniowej, a dodatki do żywności
          nazywa "solami mineralnymi". Zresztą porównanie dzieci do dorosłych
          konsumentów jest co najmniej niepoważne. I biadolenie jak to obecne
          pokolenie smaku nie ma. Spójrz na siebie i jak Ci tak smakują
          wyroby "od baby ze wsi" to otwórz masarnię i rób te tradycyjne
          wyroby na tradycyjnych recepturach. Jeżeli sanepid Ci ich nie wycofa
          to zawojujesz rynek, skoro są takie super.

          Co do uczciwości, to na etykiecie podane są zarówno dodatki do
          żywności i pełny skład recepturowy. Producenci zobowiązani są nawet
          przez UE do podawania % zawartości mięsa w ich produkcie. Wartość
          odżywcza też tam jest więc nie biadol o spisku obecnych fachowców z
          SGGW. Zanim zaczniesz zarzucać komuś złą wolę radzę trochę ochłonąć
          i poczytać fachową prasę (Mięso i Węliny chociażby).
          • Gość: tete Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.chello.pl 28.04.08, 15:51
            jankes jak przemysłowa produkcja mięsa jest zdrowsza to powiedz mi gdzie się
            pojawiła BSE (choroba wściekłych krów)?
            A afera z dioksynami?
            No naprawdę jak ta ludzkość przeżyła do tej pory bez przemysłowego tuczu i
            przetwórstwa?
            Mój znajomy właśnie dlatego padł bo chciał sprzedawać niepompowane wędliny tylko
            że jakoś cena mu wychodziła 2x większa i nikt nie kupował. Ale to pewnie nie ze
            względu na cenę tylko ponieważ każdy normalny człowiek wie, że tylko wędlina z
            supermarketu jest zdrowa i ma mało azotynów i nitrozoamin
            • jankes775 Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 16:46
              Choroba BSE pojawiła się z ludzkiego błędu. Zachód po prostu
              przedobrzył i produkując mączkę paszową z odpadów kostnych
              wprowadził tzw. ekstrakcję łagodną w 90oC. Do tej pory robiona była
              ona w destruktorach w temp. 130oC. W tej temperaturze żaden prion
              nie ma prawa przeżyć, lecz też wydajność jest mniejsza. Przyznaję,
              że w pogoni za zyskiem tu popełniono błąd. Ale też dzięki tej
              przemysłowej produkcji, i badaniom zdano sobie sprawę z zagrożenia i
              podjęto środki zaradcze. Wprowadzono pojęcie tzw SRM, nie stosuje
              już się osłonek z jelita kątowego (kątnicy) itd. Słówko jeszcze o
              przemysłowej produkcji. Zgadzam się, że dobrostan zwierząt jest tam
              fatalny. Fermy kurze, chlewnie, obory, tam zwierzęta traktowane są w
              sposób urągający humanizmowi i uczuciom wyższym. Zgadzam się z tym,
              ze należy nawet przeznaczając część zysków, polepszyć warunki
              zwierząt.

              Co do Twego znajomego to sam sobie odpowiedziałeś na pytanie.
              Oczywiście mając nowoczesną masarnię można robić tradycyjne wędliny
              unikając problemy które są nie do przeskoczenia w warunkach
              domowych, lecz tu wychodzi cena. Ludzie kupią przede wszystkim to co
              tańsze. Dlatego też jak technolog przyjeżdża do masarni, to szef
              mówi mu co ma wyprodukować i ile ma to za kg kosztować. Jednakże
              cały czas z uporem maniaka powtarzam: trucizny w wędlinach nie ma!
              Dzięki nowoczesnym technologiom udaje się ograniczyć udział azotynów
              (za "Gierka" sypało się dużo więcej). Kto się boi fosoforanów, może
              wprowadzić technologię mięsa ciepłego, lub stosować transglutaminazę
              (enzym usieciowujący białka). Nie demonizujmy. A co do artykułu, to
              nie było tam słowa o przeklejaniu dat ważności, odświeżaniu
              niedozwolonymi metodami, tylko że do wędlin producenci na życzenie
              marketów wkręcają najgorsze szuwaksy.
            • agulha Argument o "przeżyciu ludzkości" 28.04.08, 21:17
              Ciekawe rozumowanie. "Ludzkość do tej pory przeżyła, jedząc tradycyjnie". Ale...
              Sęk w tym, że nie mamy porównania, o ile lepiej lub gorzej by przeżyła
              (ilościowo) jedząc "chemiczne świństwa". Ludzie wymierali na zarazy, chorowali i
              zostawali kalekami przez choroby pasożytnicze (celowo wymieniam właśnie te, bo
              one są właśnie związane z "naturalnym" mięsem). Tłumaczyłam jakiś czas temu
              fragmenty książki o farmakologii, rozdziały o pasożytach właśnie. Co robal, to
              jako sposób zakażenia "spożywanie mięsa (czasem ryb) niepoddanych dostatecznej
              obróbce cieplnej". Liczba zachorowań w krajach rozwijających się -
              zastraszająca. POJĘCIA nie macie o historii ani o współczesnym świecie. Świat to
              dla Was Europa, Ameryka Północna, basen Morza Śródziemnego, Daleki Wschód... A
              śmiejecie się z Amerykanów, że nie wiedzą, gdzie jest Polska...
      • bzdurus Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 09:31
        Tak ci wyprali mózg w pracy, że nawet ta "wysokowydajna" szynka
        zaczęła ci smakować.
        • jankes775 Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 09:59
          bzdurus napisał:

          > Tak ci wyprali mózg w pracy, że nawet ta "wysokowydajna" szynka
          > zaczęła ci smakować.

          Nikt mi niczego nie wyprał. To raczej przeciętnemu konsumentowi
          tabloidy (Fakt i jego "truciciele", oraz Uwaga z Constarem)
          wyprawiają pranie mózgu, wmawiając jak to wszędzie jesteśmy narażeni
          na konserwanty i inną chemię. Jakie to szkodliwe, dorośli chorują,
          dzieci umierają i takie tam pierdoły...
          • lukask73 dzieci umierają i takie pierdoły 28.04.08, 10:40
            > Nikt mi niczego nie wyprał. To raczej przeciętnemu konsumentowi
            > tabloidy wyprawiają pranie mózgu, wmawiając jak to wszędzie
            > jesteśmy narażeni
            > na konserwanty i inną chemię. Jakie to szkodliwe, dorośli chorują,
            > dzieci umierają i takie tam pierdoły...

            Dzieci umierają. Znam przypadek, że rodzice założyli sprawę
            producentowi napojów, który do jednej serii dodał Aspartam ale
            zapomniał napisał o tym na etykiecie. Dziecko dostało wstrząsu
            anafilaktycznego.

            Samo zdrowie!!!
            • jankes775 Re: dzieci umierają i takie pierdoły 28.04.08, 10:47
              Jaka firma, jak dawka Aspartamu, czy była też tam fenyloalanina?
              Asparatm nie jest szkodliwy ale w połączeniu z fenyloalaniną może
              doprowadzić do przykrych następstw (może dziecko było chore na
              fenyloketonurię). Jeżeli producent tego nie napisał, to rzeczywiście
              ponosi pełną odpowiedzialnośći odszkodowanie jest jak najbardziej
              zasadne (choć życia nie zwróci :-( ).
              • Gość: VlaD Re: dzieci umierają i takie pierdoły IP: *.77.classcom.pl 28.04.08, 21:04
                Jankes, wrrrróć!
                Aspartam (chemicznie) jest estrem metylowym dipeptydu złożonego z
                kwasu asparaginowego i właśnie fenyloalaniny.
                • jankes775 Re: dzieci umierają i takie pierdoły 28.04.08, 21:39
                  Przepraszam, mój błąd. Nie wyraziłem się dość precyzyjnie. Właśnie
                  obecność w Aspartamie fenyloalanimy wyklucza go do stosowania w
                  produktach dla dzieci chorych na fenyloketonurię.
      • Gość: Sylwia Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 11:25
        SGGW nie produkuje koserw!!! Na uczelniach ucza tego co trzeba a
        praktyka jest inna! popracujesz tos ie dowiesz jak to jest. Zacznij
        życ i otworz oczy!
        • jankes775 Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 11:36
          Pewnie, że nie produkuje, ale nie bój się, wytwarzałem je również.
          Poza tym byłem w kilku zakładach mięsnych i widziałem proces
          produkcji konserw w Polsce i za granicą. O co Ci w ogóle chodzi z tą
          praktyką? Myślisz, że jak nikt nie widzi to wymiotują do nich czy co?
      • Gość: kwiateklc Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: 217.96.34.* 28.04.08, 13:29
        proszę, proszę cóż za elokwencja - "badanie organoleptyczne", czyli po prostu
        zjedzono tę szynkę (nie prościej tak napisać - nie, bo nie brzmiałoby tak
        "naukowo").
        a w jaki sposób była ona bardziej "soczysta"? Przez dodanie wody!
        Więc dziękuję bardzo za taką szynkę. Swoją drogą nie wiem kto wydał taki werdykt
        owego "badania organoleptycznego"
        • jankes775 Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 13:56
          No to jedz wióry jak Ci tak smakują.
      • a_weasley Wysypałeś się, masarzu 28.04.08, 16:24
        Jankes775, nie cwaniakuj, bo ze stylu, jakim piszesz, wyraźnie widać, że jesteś
        człowiek z branży. W związku z tym broniąc interesów producentów wyrobów
        mięsopodobnych jesteś kompletnie niewiarygodny.
        • jankes775 Re: Wysypałeś się, masarzu 28.04.08, 16:48
          Ha, ha, ha. To merytorycznie mi udowodnij, że bzdury piszę, a nie,
          że skoro jestem technologiem mięsa to jestem z branzy i
          niewiarygodny. W sądzie też eksperci i biegli zeznają z danej
          dziedziny, a nie ludzie z kosmosu bo są bardziej wiarygodni.
          • rasklaat Re: Wysypałeś się, masarzu 28.04.08, 21:06
            ha ha ha DOBRE! 1:0 DLA JANKESA
        • Gość: jadeim Re: Wysypałeś się, masarzu IP: 92.244.56.* 29.04.08, 08:00
          Coz, to czlowiek, ktory ma wiedze w temacie, Ty natomiast jestes debilem.
      • Gość: folex Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.chello.pl 29.04.08, 01:29
        Żal mi cie. Ty naprawde wierzysz w ten teoretyczny kit który ci
        wciskają na uczelni? Teoria to jedno a praktyka drugie. Jeśli
        uważasz że nie da się zrobić z kilograma mięsa, dwóch kilogramów o
        walorach na które się da naciągnąć klienta w sklepie to chyba
        jeszcze za krótko żyjesz i za mało wiesz. Pozdrawiam.
        • jankes775 Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 29.04.08, 09:17
          Twe współczucie jest mi doprawdy niepotrzebne. Nie twierdziłem, że
          nie da się zrobić szynki o wydajności 200%. Można nawet i ponad
          250%. Mówiłem tylko, że ich wydajność oscyluje w granicach 130,
          150%, nie wkręca się tam ścięgien, ani chrząstek (mogą się zdarzyć,
          ale to tak jak można trafić na gorszę część samochodową). A jeżeli
          uważasz, że na uczelni wykładają same bzdury, to idź tam i
          poinformuj ich znawco. Może Ci Nobla dadzą?
          • Gość: folex Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.chello.pl 29.04.08, 20:27
            Siedem lat wykładałem na uczelni. Po tych siedmiu latach
            stwierdziłem, dość ściemy i fikcji. I zmieniłem pracę. Wierz mi, że
            wiedzę którą Ci wcisneli na uczelni przydaje się głównie na uczelni
            (teoretycy zajmują się teorią), a praktyka wszystko weryfikuje. Nie
            chce tu mówić że to co się dowiedziałeś na uczelni jest
            nieprzydatne, bo to nie prawda. Ale to są tylko podstawy do
            funkcjonowania w sferze zagadnień praktycznych które są raczej poza
            uczelnią. Pozdrawiam
            • jankes775 Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 30.04.08, 17:20
              Tam pracują nie tylko teoretycy (nie wiem co wykładałeś i na jakiej
              uczelni).
      • Gość: marek 2009 Re: wędliny tradycyjne są lepsze IP: *.tpnet.pl 29.04.08, 01:38
        jankes775 napisał:
        >Zresztą kiedyś na ćw. na SGGW byłem uczestnikiem pewnego
        > eksperymentu. Zrobiliśmy dwie szynki. Jedna właśnie wysokowydajna
        > (około 130%), a druga tradycyjna. Jakie rezultaty osiągnięto na
        > badaniu organoleptycznym? Szynka wysokowydajna uzyskała większą notę
        > z uwagi na jej soczystość.
        Soczystość nie ma żadnego znaczenia.Chyba,że w grupie takiego samego badziewia.W
        tanim przypadku szynka ekologiczna,w firmowym sklepie kosztuje 31 złotych.W
        markecie dobra zwyczajna szynka 15 złotych(nie wszędzie).Szynka w markecie jest
        dobra w swoim gatunku,czysta,jednorodna w miarę smaczna.Ale to jednak rodzaj
        gumy jasnoróżowej,jednolitej,mokrej.Dużo lepsza jest szynka ekologiczna,chociaż
        nie wszystkim pasuje jej "wiejskość".Jest krucha,bardziej sucha,bardzo apetyczna
        i czuć ogromną różnicę,to prawdziwe mięso.Podobnie z kiełbasą w supermarkecie
        droga,czy nawet wykwintna kiełbasa z reguły nie ma wiele wspólnego z mięsem.W
        dobrym przypadku może być atrakcyjnie przyrządzona i przyprawiona,ale już po
        skórce widać sztuciznę.Co do zawartości mięsa w mięsie,rzadko jest
        dobrze,zawartość w konserwie może być 50% mięsa w mięsie i dodatki między innymi
        mięso z innych zwierząt.
        • jankes775 Re: wędliny tradycyjne są lepsze 29.04.08, 09:13
          Proponuję jeszcze raz przeczytać wszystkie posty, bo piszesz coś co
          nie jest zgodne z prawdą. Jak to kiełbasa nie ma nic wspólnego z
          mięsem? Może z soi jest robiona? I jak to po "skórce widać
          sztuciznę"? Jakiej skórce? Może osłonce. Ale osłonki sztuczne są
          używane z uwagi na przerwanie ustalonych stosunków w handlu jelitami
          (za Henze i Warkentin 2003). Poza tym jest osłonek naturalnych za
          mało i nie zawsze mają odpowiednie właściwości (barierowość). Już tu
          raz jednemu proponowałem, ale widać trzeba powtórzyć. Proszę
          poczytać trochę literatury fachowej, proszę poczytać o roli dodatków
          do żywności i dopiero zabierać głos.
      • Gość: diplodok Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.amplico.pl 29.04.08, 16:07
        > Jakie rezultaty osiągnięto na
        > badaniu organoleptycznym? Szynka wysokowydajna uzyskała większą
        notę
        > z uwagi na jej soczystość.
        OK, możemy się zgodzić, że wysokowydajna była SMACZNIEJSZA. Ale nie
        znaczy to, że była LEPSZA.
      • 3krotek Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 30.04.08, 08:03
        Jak gościu nie znasz się to zadzwoń do SGGW do Zakładu
        > Technologii Mięsa i tam ci wszystko wyjaśnią.

        Problem w tym,że instytut żywności ma niewiele wspólnego z towarem w sklepie.
        Oto przykład:

        14-17 procent mięsa wieprzowego
        woda
        sól
        białko sojowe
        stabilizatory
        zagęstniki
        skrobia modyfikowana
        przeciwutleniacze
        substancje zapachowe i aromaty
        mleko łącznie z laktozą
        hydrolizat białka sojowego
        przyprawy
        kukurydza
        substancje konserwujące

        Jest to (legalny całkowicie) skład produktu pod nazwą "SCHAB PIECZONY" i pod
        spodem, małymi literkami: "produkt wieprzowy wędzony, parzony, podpiekany"

        O takich "produktach" możemy poczytać w ostatniej ANGORZE, artykuł z okładki.
      • sunday nic dziwnego... 30.04.08, 10:57
        > ...Zresztą kiedyś na ćw. na SGGW byłem uczestnikiem pewnego
        > eksperymentu. Zrobiliśmy dwie szynki. Jedna właśnie wysokowydajna
        > (około 130%), a druga tradycyjna. Jakie rezultaty osiągnięto na
        > badaniu organoleptycznym? Szynka wysokowydajna uzyskała większą notę
        > z uwagi na jej soczystość. ...

        Nic dziwnego, przy takich "specjalistach", że wyroby mięsopodobne ze sklepu
        smakują tak jak smakują.
        • jankes775 Re: nic dziwnego... 30.04.08, 17:21
          Skoro Ci nie smakują, to kupuj w sklepach "ekologicznych", albo sam
          rób. Dla mnie badania co przeprowadziłem są miarodajne.
          • sunday Jasne... Szynka a jelenie na rykowisku 09.05.08, 12:25
            > Dla mnie badania co przeprowadziłem są miarodajne.

            Jasne. Amatora jeleni na rykowisku nie przekonasz, że Cranach lepszy. Producenta
            takich jeleni tym bardziej. Więc i ja Ciebie nie przekonam, że ociekająca wodą
            (solanką czy innym świństwem) "szynka" zawierająca 65% mięsa to wyrób jedynie
            szynkopodobny i dość obrzydliwy...
      • polsz Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 05.05.08, 13:26
        jankes775 napisał:

        > Jak zwykle znowu pan dziennikarz musiał dorzucić kilka własnych
        > ubarwień. Wyrób mięsnopodobny, odłamki kości i ścięgna w szynce z
        > puszki.... Jak gościu nie znasz się to zadzwoń do SGGW do Zakładu
        > Technologii Mięsa i tam ci wszystko wyjaśnią.

        a Ty gościu i wybitny znawco zanim zaczniesz obrażać innych popatrz może na
        etykiety produktów. Ostatnio w sklepie widziałem szynke wieprzową, podaję skład
        z etykiety: mięso wieprzowe -35%, mięso z indyka - 25%, woda, skrobia sojowa,
        emulgatory, środek konserwujący. W sumie mięsa w tym mięsie było 60% czyli z
        jednego kilograma mięsa powstawało prawie 1,7 kg. Dodajmy, że nawet wieprz nie
        był tu wieprzem a częściowo indykiem. A teraz "panie znawco" zasuwaj na SGGW i
        trwaj w swoim iluzorycznym świecie

        Testy IQ: www.iq-test.pl/?d=5087
        Nagrody za darmo: www.look4win.pl/rejestracja.php?polec=fredator
    • naprawdetrzezwy Mleczarze pytali? Czy dziennikarzełek Gazety? 28.04.08, 08:43
      "Z wiązek był oburzony, bo jego zdaniem taka informacja może wyrobić w opinii
      konsumentów błędne mniemanie, że jedzenie danonków zastąpi picie mleka oraz
      spożywanie mlecznych produktów. Poza tym czy jest możliwe wmawianie dzieciom, że
      mały kubeczek (50g i 100g) ma wystarczającą ilość wapnia dla prawidłowego
      rozwoju dziecka- pytali się mleczarze?"

      I prawidłowa wersja:

      "Związek był oburzony, bo, jego zdaniem, taka informacja może wyrobić w opinii
      konsumentów błędne mniemanie, że jedzenie danonków może zastąpić picie mleka
      oraz spożywanie produktów mlecznych. – Poza tym, czy jest możliwe wmawianie
      dzieciom, że mały kubeczek (50g i 100g) ma wystarczającą ilość wapnia dla
      prawidłowego rozwoju dziecka? - pytali mleczarze."


      I przy okazji - wmawiają dzieciom? Czy wmawiają matkom tych dzieci?
      Ile znacie dzieci przejmujących się prawidłową ilością wapnia, niezbędną dla
      rozwoju dziecka?
      ;>>>


      Zatrudnijcie w końcu redaktora znającego język polski.
      Albo kilku redaktorów...
      • a_weasley Reklama dla mamy i dla dziecka 28.04.08, 16:38
        naprawdetrzezwy napisał:

        > I przy okazji - wmawiają dzieciom? Czy
        > wmawiają matkom tych dzieci?

        Jedno i drugie.

        > Ile znacie dzieci przejmujących się prawidłową
        > ilością wapnia, niezbędną dla rozwoju dziecka?

        Masz racje i nie masz.
        Masz rację, że dziecko nie myśli o wapniu. Dziecku po prostu mama tłumaczy, że
        mleko jest zdrowe, dużo mleka i pochodnych, a reklama, że te parę deka Danone w
        zupełności to zastąpi. Oraz że ogólnie jak pijesz Danone to jesteś gość.
        Natomiast naukawe opowieści o wapniu - o, to jest adresowane do mamy. Ma jej dać
        naukawą podbudowę do spełniania w tej mierze życzeń dziecka. Ma ją uodpornić na
        przestrogi lekarzy.
    • Gość: Rozbawiona Ja jestem na uodporniona!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 08:56
      I efekt nurka (czy raczej efekt głupka) na mnie nie działa. Kupuję
      to, co chcę, omijam szerokim łukiem wszelkie promocje i pozorne
      obniżki cen.
      "Niech głupszego od siebie poszuka!" - nie miał to aby Pawlak racji?
    • xaliemorph Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 09:03
      Jak jakiś sklep notorycznie zmienia ustawienie regałów i produktów w nim (a
      kiedyś to było wręcz normą w prawie każdej sieci) to po prostu zmieniam go na
      inny bo mnie wkurza jak ciągle utrudniają mi życie. Ja im płacę za zakupy
      zrobione w sklepie a nie za czas spędzony w nim (za czas to oni powinni mi
      płacić). Jak ktoś mojego czasu nie szanuje, to też ja go nie szanuję. Proste.
      • Gość: greg Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: 213.227.114.* 28.04.08, 09:34
        A ja poszedłem jeszcze dalej. Nie jeżdżę do supermarketów, tylko robię zakupy w
        średnim sklepie w małym mieście. Przy moim przerobie (chudy jestem) różnica
        cenowa niewielka, o ile w ogóle jakaś jest, a po odliczeniu paliwa i straconych
        nerwów i tak się opłaca. Polecam.
        • Gość: fg jak jestes chudy to znaczy IP: *.adsl.inetia.pl 28.04.08, 11:55
          ze masz szybka przemiane materii wiec masz duzy przerob.
      • dosres Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 30.09.08, 23:22
        Zgadzam się z przedmówcą. Dla mnie bardzo ważne jest to jak sklep podchodzi do klienta. Nie znoszę tłumow i tego ciagłego pospiechu. Ciagle szukaam sklepu idealnego...
        • Gość: rebeka Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.08, 17:25
          Nie wiem, czy sa sklepy idealne. Ja natomist najlepiej czuje sie w Realu chyba.
          Mniej tłoczno, spokojniej, a ceny porównywalne.
          • gryzelda55 Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 01.10.08, 22:50
            No chyba najbardziej denerwujace sa tłumy i taki wszechoobecny chaos w supermarketach. Przyznam,że w realu nie byłam, ale czy faktycznie da sie wyeliminowac ten problem? Cóż, sprawdzę...
    • Gość: Piotr oszustwo IP: *.171.32.2.crowley.pl 28.04.08, 09:51
      Mnie najbardziej denerwuje, gdy cena kilograma produktu w większej
      paczce jest wyższa niż w paczce mniejszej. Dla mnie to błąd w sztuce i
      oszustwo, które powinno być ścigane z urzędu.
    • Gość: co do danonków Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.chello.pl 28.04.08, 10:00
      Mam córkę pięcioletnią. Nie mamy w domu polskiej telewizji, poza tym córka
      ogląda zwykle programy na kanale dziecięcym bez reklam, ale parę dni spędzonych
      u babci wystarczyło, by córka na mnie naciskała w kwestii w/w środków
      spożywczych. "Bo danonki to zdrowe kości".
      Mleczarze się oburzają na danonki niesłusznie, w końcu Danone dodaje cytrynian
      wapnia, o ile nic nie pomieszałam, w ten sposób ten słodki ulepek ma faktycznie
      więcej wapnia, ale z kolei cukier, który wydaje się stanowić główny składnik
      tego syfu, utrudnia przyswajanie wapnia...
      W każdym razie ja tego syfu nie kupuję, ale ile batalii w kauflandzie już o te
      Danonki z córką stoczyłam, to wiem tylko ja.
      • aga-kosa Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 11:06
        czy to prawda ,ze do tzw,danonek czy jogurtów dodaje się żelatynę ?
        Czy to prawda ,że żelatyna jest produkowana z kości,które są zwalane na hałdy
        przed przetwórnia i leżą tam aż się zalęgną robale
        JChodzi o spór z teściowąak taka żelatyna ma się do ugotowanej w domu ze stópek
        cielęcych
        • Gość: Moni Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: 64.254.235.* 28.04.08, 19:46
          Prawda, prawda. Jak myslisz, dlaczego jesli ugotujesz sobie rosol z
          kury a potem wlozysz go do lodowki to na nastepny dzien wyjmiesz z
          niej kurczakowa galarete? Zelatyna wlasnie. Do jogurtow(szegolnie
          tych z niska zawartoscia tluszczu dodaje sie zelatyne aby uzyskac
          pozadana konsystencje.Swinstwo, fuj!
      • Gość: AnnaMaria Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 12:08
        Dzieci do supermarketu się nie bierze.Zawsze jest tak samo- umęczony rodzic lub chudszy portfel.Żadne dziecko nie oprze się pokusie,a najgorzej jest przy kasie i oczu dziecku nie zakryjesz.
        Cytrynian wapnia to przecież czysta chemia,a od kiedy chemia jest lepsza od naturalnego?
    • Gość: wiewiór qurde... a co robić!? IP: *.89-161.tel.tkb.net.pl 28.04.08, 10:04
      że oszukują to wiem już od dawna... dziennikarz nie raczył poinformować
      czytelnika-klienta co robić gdy zauważy się oszustwo... do bani takie pisanie
      • Gość: Jonek Re: qurde... a co robić!? IP: *.e-wro.net.pl 28.04.08, 10:59
        Jeden przykład Ci opiszę. Zawsze patrze na daty przydatnosci do
        spozycia a i niektore kosmetyki maja date przydatnosci do uzycia.
        Zawsze jak znajde cos po terminie wokam kogos z obslugi i zwracam
        uwage, z reguly dostaje wtedy taki towar (ale swierzy) za darmo abym
        tylko nie robil afery i nie odstraszal klientow. Wiem ze sa ludzie
        ktorzy niemal zawodowo sie tym tym zajmuja :) Czytalem ze jakac pani
        w tesco na bielanach (wroclaw) "zrobila" w ten sposob spore zakupy
        za darmo, ponoc chodzila sporo czasu pomiedzy polkami i sprawdzalo
        wszystko co wymaga podania daty przydatnosci do uzycia/spozycia.
        kolejna sprawa czesto (choc nie zawsze mi sie chce) spisuje na
        kartce ceny produktow z regalow i jesli tylko przy kasie okaze sie
        ze dany produkt jest drozszy robie afere, wzywam ochroniarza, zadam
        wezwania kierownika sklepu. Zawsze ale to zawsze dostaje ten produk
        w cenie, ktora byla na regale :)
        • Gość: AnnaMaria Re: qurde... a co robić!? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 11:48
          Jak widzę Takiego klienta to on najczęściej krzyczy na obsługę-ludzi naprawdę wykorzystiwanych,którzy nie mają innego wyjścia i muszą tam pracowac.Jeśli towar jest przeterminowany nie robię z tego afery i nie kupuję go.Jeśli ceny się różnią, to bez problemu zwracają mi różnicę i nie muszę przy tym wołac ochroniarza.Zachowanie jakie opisałeś Jonek to zwykłe pieniactwo i wyłudzanie towarów.To są powody do wstydu,a nie do chwalenia się.
          Dodam jeszcze,że nie pracuję w hipermarkecie ani w innym sklepie i nie mam dobrego zdania o większości kupujących.
          • Gość: Jonek Re: qurde... a co robić!? IP: *.e-wro.net.pl 28.04.08, 12:58
            Wskaż mi miejsce gdzie napisałem, że krzyczę na kasjerkę.
            Kasjerki same od siebie nie mogą kasować inaczej niz jest to
            zapisane w systemie informatycznym marketu i dlatego MUSI przyjsć
            kierownik aby mi nabić taką cenę jaka była na regale. Ja nie
            pozwalam aby mnie oszukiwano więc nie odpuszczam takich sytuacji. To
            że uzyłem zwrotu "robię aferę" nie oznacza że wyzywam kasjerki albo
            przwracam regały. Poprostu nie pozwalam aby mnie ktos traktował jak
            potulnego-głupiego baranka do oszukiwania. jeśli obsługa sklepu
            stara sie mnie oszukać mieszając cenami to dlaczego ja mam byc
            potulny i kupowac po cenach wyższych niż widoczne na regałach.
            Własnie tacy potulni powodują oszukiwanie na cenach albo wystawianie
            na regały przeterminowanych produktów. Nie robię awantur ale wymagam
            aby mnie traktowano z szacunkiem.
            • Gość: AnnaMaria Re: qurde... a co robić!? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 14:28
              Napisałam najczęściej,co nie znaczy zawsze.Byłam świadkiem wielu takich sytuacji i widziałam nawet płaczącą kasjerkę.A może gdyby nie dawali darmowych towarów niezadowolonym klientom to te biedne dziewczyny mogłyby więcej zarobic.
              Jeśli widzę na kasie inną cenę lub na paragonie idę do informacji i od razu dostaję zwrot różnicy w gotówce.
              Jeżeli jesteś tak negatywnie nastawiony do zakupów w supermarkecie to tam nie kupuj,a może cię kusi perspektywa otrzymania darmowego produktu,co pozytwnie świadczy o sklepie,ale według ciebie jest powodem do narzekania.
              • Gość: Jonek Re: qurde... a co robić!? IP: *.e-wro.net.pl 28.04.08, 17:27
                Nadal nie rozumiem dlaczego mnie atakujesz. Napisałem że nie
                pozwalam aby mnie oszukiwano i natychmiast stałem się twoim
                smiertelnym wrogiem. Jeśli cyhcesz podyskutowac to podyskutujmy
                jęsli jednak twoim celem jest atakowanie mnie to skończmy ta
                bezowocną dyskusję.
                Jeśli idziesz do marketu aby potem latac od kasy do punktu
                informacyjnego aby wyjaśniac te sklepowe oszustwa to twoja sprawa.
                • Gość: AnnaMaria Re: qurde... a co robić!? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 18:11
                  Nie wiem gdzie robisz zakupy,może w innej sieci,mnie po prostu grzecznie proszą przy kasie o udanie się do informacji,przez co kolejka nie musi się zatrzymywac,nie muszę czekac na ochroniarza i szybciej jestem obsłużona.Taka jest praktyka w tym sklepie.Ja też nie pozwalam się oszukiwac i nie jestes moim śmiertelnym wrogiem.
                  Proszę abyś jeszcze raz przeczytał moje posty (uważnie).A jeżeli nie rozumiesz to trudno.Ktoś kto cię krytykuje nie musi byc twoim wrogiem,a może ci uświadomic to czego ci nie powie przyjaciel.
                  A na przyszłośc życzę ci więcej optymizmu,nie każdy sklep i nie zawsze oszukuje,a obsługa sama od siebie potrafi byc miła i uprzejma.
                  • Gość: Jonek Re: qurde... a co robić!? IP: *.e-wro.net.pl 28.04.08, 20:57
                    Ale właśnie chodzi o to aby utrudnić funkcjonowanie sklepu, który
                    próbuje oszukiwac klientów. Szkoda tych ludzi którzy stoją za mną
                    ale z premedytacją blokuje kolejkę aby sklep to odzczuł, nie sobie
                    kierownik sklepu polata po markecie możer da mu to do myslenia kiedy
                    znowu będzie mieszał lub kazał pracownikom mieszać przy cenach.
                    Potulnym zachowaniem niczego sie nie da zmienić. kiedy ktos mnie
                    oszukuje ja to traktuję jako wyzwanie na pojedynek, stoje przy kasie
                    i żądam od kasjerki aby wezwała przełożonych specjalnie po to aby ci
                    oszuści ruszyli tyłki.
        • Gość: ag Re: qurde... a co robić!? IP: 91.200.115.* 28.04.08, 16:31
          > kolejna sprawa czesto (choc nie zawsze mi sie chce) spisuje na
          > kartce ceny produktow z regalow i jesli tylko przy kasie okaze sie
          > ze dany produkt jest drozszy robie afere, wzywam ochroniarza

          Taaa. Tak miałem ostatnio. Stoję w kasie, pani kasuje i widze na wyświetlaczu,
          że maszynka do golenia zamiast kosztuje 2x więcej, niż napisane było. No to
          mówię kasjerce uprzejmie, ona gdzieś dzwoni, czekamy, czekamy, a chwile ktos
          przyszedl i mowi, ze tam na regale nic takiego nie ma. Okazalo sie potem, ze w
          tym czasie, jak ja czekalem na kogos z obslugi, ta wlasnie obsluga podeszla do
          regalu i schowala cennik. Sklep Real, Zabrze. Nie polecam, jednym slowem.

      • Gość: AnnaMaria Re: qurde... a co robić!? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 11:21
        Sam nic nie zdziałasz,jeśli poskarżysz się jakiejś instytucji to ...wysłuchają cię uprzejmie, kontroli jednak nie przeprowadzą, nawet zepsutego towaru do badania (mimo nie przekroczonego terminu przydatności) nie wezmą, a jeśli usłyszysz o nieprawidłowościach w jakiejś sieci to nie udzielą ci informacji co to za sklepy.Tylko nacisk ze strony znaczącej grupy społecznej może coś mógłby zmienic.Istnieją strony internetowe,na których nie zamieścisz niepochlebnej opini,bo ona się nie ukaże.Jedyna broń,jaką posiadasz to rozum,więc myśl,oglądaj dokładnie towar, ceny na półce i w kasie, domagaj się zwrotu pieniędzy jeśli się różnią,nie wierz promocjom ani reklamie.Sklep musi na tobie zarobic i nic nie da ci za darmo,"gratisy" odbije sobie w cenie innych produktów.Gazeta też musi zarobic, a takie artykuły sprzedają się najlepiej i co jakiś czas ponownie się ukazują, powodują zdenerwowanie zwykłych ludzi, producenci i sklepy zawsze się "dogadają".
      • Gość: jadeim Re: qurde... a co robić!? IP: 92.244.56.* 29.04.08, 08:06
        To nie Poradnik Domowy.
    • Gość: Jonek Ujął bym to inaczej IP: *.e-wro.net.pl 28.04.08, 10:46
      A ja jednak byl bardzie winił bezmyslnych klientów. Czasem mam
      wrażenie, że podjeżdżając pod market ludziska zostawiają mózg w
      samochodzie na parkingu. Wiele osób po skosztowaniu czegoiś na
      degustacjach wstydzi sie odejść nie kupując danego prduktu. Wiele
      osób nie porónuje cen z regałów z tymi nabitymi na kasie i dlatego
      są zdziwieni że wydali więcej na zakupy niz się wczesniej
      spodziewali. Inteligentni klienci sa bardziej odporni na takie
      machinacje i trudniej ich zrobić w jajo. Nauczyłem sie klku zasad
      robienia zakupów w marketach, jedna z nich to "nigdy nie patrz na
      towary znajdujące sie na wysokości wzroku" te lepsze produkty lezą
      albo na górnych pułkach albo przy samej podłodze. Zawsze sprawdzam
      date przydatności do spozycia, dzięki czemuwiele jużz razy dostałem
      różne produkty za darmo abym tylko nie zrobił afera kiedy znalazłem
      cos przeterminowanego. Tylko inteligentni i myślący klienci są w
      stanie zdyscyplinować markety.
      • Gość: ikis Re: Ujął bym to inaczej IP: 193.27.6.* 28.04.08, 10:54
        No właśnie. To piekło sami sobie tworzymy przez swoją głupotę.
        Gdybyśmy na zakupach kierowali się rozumem a nie reklamami to może
        tej hucpy byłoby mniej. Ale jak popatrzę na koszyki ludzi stojacych
        obok w kolejce, jak się popatrzy jak ludzie lubia płacić więcej bo
        znają "marke" z telewizji, jak nie zwracają uwagi na skład produktów
        jak nie porównuja cen i objetosci towarów, jak zachwycają się
        soczystością szyki, jak się spieszą i jacy są wygodni ech! to co się
        potem dziwić że na tym morzu głupoty ktoś dobrze zarabia? Nie
        szanujemy się sami to handlowcy i producenci nas też nie szanują :-(
      • Gość: MS A ja jeszcze inaczej: IP: *.tieto.com 28.04.08, 11:03
        Cyt:
        >A ja jednak byl bardzie winił bezmyslnych klientów.
        >Wiele osób nie porónuje cen z regałów z tymi nabitymi na kasie...
        >Inteligentni klienci sa bardziej odporni na takie machinacje ...
        >Nauczyłem sie klku zasad robienia zakupów...

        Powiedz, czego oczekujesz od takich sklepów, generalnie od handlu i
        usług, w szerokim rozumieniu tego słowa ?

        Bo ja tego, żeby mnie po prostu nie oszukiwali. Żebym nie musiał za
        każdym razem tracić mojego czasu na sprawdzaniu czy mnie ktoś nie
        oszukuje. Żeby było normalne, że nie muszę sprawdzać daty
        przydatności, porównywać ceny przy kasie, i tak dalej.
        Chciałbym, żeby zamiast wytaczać działa przeciw ich działom, ta
        druga strona schowała swoje.
        Powrotu do normalności, uczciwości, a nie konieczności uczenia się
        anytrików.
        • Gość: Jonek Re: A ja jeszcze inaczej: IP: *.e-wro.net.pl 28.04.08, 11:10
          Opisujesz sytuacje idelana, ktora moze sie z czasem przydarzyc jesli
          najpierw konsumenci wraz z sanepidem i uokik-iem utemperuja markety.
          Mam nadzieje ze kiedy bede mogl pojsc do sklepu i nie patrtzec na
          daty ani porownywac cenz promocji z tymi z sprzed promocji. Niestety
          jest jak jest i trzeba sie bronic mimo ze nie chcemu prowadzic wojny.
        • Gość: ikis Re: A ja jeszcze inaczej: IP: 193.27.6.* 28.04.08, 11:17
          Ale żeby nie trzeba było uczyć się antytrików, żeby było uczciwie i
          normalnie to najpierw przynajmniej 8 na 10 klientów kazdego sklepu
          powinno zwracać uwage na daty przydatności, na złudność
          wielu "promocji" itd. Zadeklarowanie uczciwości handlu to utopia.
          Samo się nie zrobi :-(
          Dopiero jak handlowcy i producenci naprawdę zobaczą ze oszustwa się
          nie opłacają to bedą starali się przyciągnąć klienta rzeczywistym
          bonusem a nie jakimś wątpliwym trikiem.
          A tak to taniej i prościej jest pomieszać w etykietkach z cenami, bo
          dla większości odrobina matematyki na codzień to zbyt wielkie
          wyrzeczenie.
      • Gość: Moni Re: Ujął bym to inaczej IP: 64.254.235.* 28.04.08, 20:07
        Ale sam przyznajesz, ze bierzesz te darmowe produkty,oferowane Ci,
        bys nie robil afery....swojego rodzaju lapowka. Dlatego wlasnie w
        supermarketach nic sie nie zmienia...potrafia klientom zamknac usta
        darmowym sloiczkiem drzemu na przyklad. A ja bym tak zrobila afere-
        szczegolnie dlatego, ze mowisz, iz zdarzylo sie to wielokrotnie..
        Przynajmniej robienie afery mogloby cokolwiek zmienic, a jesli
        ztkaja ci usta czyms tam za darmo, dalej czuja sie upowaznieni do
        oszustw.
        • Gość: Jonek Re: Ujął bym to inaczej IP: *.e-wro.net.pl 28.04.08, 21:04
          To prawda, że kilka razy nie chciało miśe awanturować i wziąłem
          tą "łapówkę" za milczenie :) Ale nie daj boże kiedy na kasie mi
          nabiją większą ceną niz ta którą widziałem na regale. Nie
          odpuszczam, każe wezwać kierownika i żądam obniżenia ceny do tej,
          która była na regale. O ile przeterminowane artykuły czasem (choć
          nie zawsze) są efektem pomyłki tych słabo opłacanych szeregowych
          pracowników, z którymi nie chcę walczyć o tyle rózne ceny na
          regałach i w kasie to już celowe działanie menagerów i tego nie
          popuszczam. Tu juz żadna łapówka mnie nie uciszy.
    • Gość: realista Real oszukuje najbardziej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.04.08, 11:58
      Najbardziej oszukuja w Realu
      • Gość: AnnaMaria Re: Real oszukuje najbardziej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.08, 12:30
        A co pracowałeś w innych sieciach,że tak piszesz? Wszędzie jest tak samo,ale spójrzmy na to ze strony sklepu- on chce zarobic,a wykorzystywanej obsługi jest tak mało,że nie nadąża ze zmienianiem cen, reszta to polityka marketingowa aby przyciągnąc jak najwięcej kupujących.A jeśli ktoś ich nazywa oszustami niech tak nazywa też producentów,którzy swoje towary wstawiają też do małych sklepików,gdzie ceny są wyższe,nie przeczytasz składu,a termin przydatności jest kilkakrotnie przerabiany.
    • norymberga3 Danonki: taki wierszyk 28.04.08, 13:05
      kiedy moje dzieci były małe i naiwne, miałam sposób, aby Danonki i
      podobne pokusy nie mąciły im w głowach - wymyślaliśmy własne kontr-
      rymowanki. Moje dzieci podśpiewywały: "dużo słodkości - dla dentysty
      radości!" "każdy ząbek z każdej strony musi zostać oczyszczony - nie
      Danonki lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera."
      • Gość: pete Re: Danonki: taki wierszyk IP: *.171.32.2.crowley.pl 28.04.08, 13:29
        To u mnie inna pisenka się pojawia, kiedy przejeżdżamy obok Biedronki:
        "Biedronka - codziennnie dręczzzą ludzi!" ;)
      • Gość: Pro Re: Danonki: taki wierszyk IP: *.chello.pl 28.04.08, 14:15
        Bardzo dobry pomysł, gratuluję :) I życzę wychowania nowych obywateli PL wyższej jakości, aniżeli to, co mamy teraz.
        • rokets_w Re: Danonki: taki wierszyk 28.04.08, 18:41
          Gość portalu: Pro napisał(a):

          > Bardzo dobry pomysł, gratuluję :) I życzę wychowania nowych obywateli PL wyższe
          > j jakości, aniżeli to, co mamy teraz.
          Po prostu Polacy zauroczyli sie opakowaniem a nie jakością. Ale pomijając
          markety, inne sklepy tez nie zostały w tyle z oszustwem przecen. Cena produktu
          była np 100 zł. Powyżej napisano 200 zł i przekreślono i nastąpiła przecena 50
          procent. cały dowcip w tym , że ludzie nie potrafią zapamiętać poprzednich cen.
          • rasklaat Re: Danonki: taki wierszyk 28.04.08, 21:24
            Nic nie przebije "Niekończących się wyprzedaży" w angielskich sklepach z kanapami. Magazyn konsimencki "Which?" to zbadał. Typowa akcja w sklepie znanej sieci: "Niesamowita, końcowa, dwukrotnie obniżona cena" za sofę wynosi 499 funtów ("okazja jaka się nie powtórzy!!! bierz póki mamy zapasy!!! oszczędzasz 1300 funtów!!!"), przy niej widnieją "stare" ceny 999 (sprzed ostatniej promocji), 1599 (po pierwszej obniżce) i 1799 (początkowa cena). Super okazja, gdyby nie to, że tych wyższych cen w ogóle nigdy nie było a podobna sofa w ikei czy matalanie kosztuje trzy stówy.
      • Gość: przyszly tata Re: Danonki: taki wierszyk IP: *.ssp.dialog.net.pl 28.04.08, 14:39
        Gratuluje pomyslu, wdroze go gdy juz narodzi mi sie latorosl, chyba
        kontr wierszyki/rymowanki to jedyny sposob aby dzieciaki nabraly
        dystansu do reklamowego belkotu, zreszta sposob ten jest tak
        oczywisty (bo przeciez juz w dawnych czasach wysmiewano w poezji i
        literaturze ludzka głupote) a szkoda ze tak malo rodzicow go stosuje

        pzdr
      • Gość: P Re: Danonki: taki wierszyk IP: 82.177.11.* 28.04.08, 15:48
        Oryginalne jak dowcipy w Niani i podobnych serialach
      • rokets_w Re: Danonki: taki wierszyk 28.04.08, 18:34
        norymberga3 napisała:

        > kiedy moje dzieci były małe i naiwne, miałam sposób, aby Danonki i
        > podobne pokusy nie mąciły im w głowach - wymyślaliśmy własne kontr-
        > rymowanki. Moje dzieci podśpiewywały: "dużo słodkości - dla dentysty
        > radości!" "każdy ząbek z każdej strony musi zostać oczyszczony - nie
        > Danonki lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera."
        JESTES SUPER MIALEM PODOBNE SPOSOBY I BYłY SUPER SKUTECZNE
    • Gość: jet Innych chwyt IP: 62.29.168.* 28.04.08, 15:47
      na przytrzymanie klienta w sklepie polega na wiecznym b.rdelu w tzw
      alejkach - wszędzie napotkać można nierozładowane palety
      utrudniające przemieszczanie się z wózkiem.
      Kiedyś zastanawiałem się jak to możliwe, że w marketach w US
      otwartych 24/7 nigdy nie widziałem takiego bałaganu jak w polskich,
      zamykanych na noc.
    • cozy Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 16:52
      Drodzy autorzy, słowo 'gratis' jest przysłówkiem a nie rzeczownikiem. W chwili
      kiedy zacząłem czytać, że "klient płaci za gratis" lub że coś jest "bez gratisu"
      straciłem zainteresowanie artykułem, bo na ile wiarygodny jest ktoś, kto nie
      rozumiem podstawowych słów? Cóż z tego, że obcych.
      • Gość: marduk Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.171.152.252.crowley.pl 28.04.08, 17:39
        sjp.pwn.pl/lista.php?co=gratis
        so.pwn.pl/lista.php?co=gratis
        Język polski, będąc w użyciu, jest językiem żywym, a żyć to znaczy zmieniać się...

        Warto czasami sprawdzić, czy się ma rację, zanim się kogoś objedzie...
      • Gość: n. Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: 212.87.241.* 29.04.08, 01:18
        >Drodzy autorzy, słowo 'gratis' jest przysłówkiem a nie rzeczownikiem. >W chwili
        kiedy zacząłem czytać, że "klient płaci za gratis" lub że coś jest "bez gratisu"
        straciłem zainteresowanie artykułem, bo na ile wiarygodny jest ktoś,
        >kto nierozumiem podstawowych słów? Cóż z tego, że obcych.

        No jak ja lubię takich mądralińskich;)
      • Gość: teom Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.coffeeheaven.pl 29.04.08, 14:26
        z htp://poradnia.pwn.pl/lista.php?kat=4&szukaj=s%B3ownikiem

        Gratis jest słowem wielofunkcyjnym. Może być przysłówkiem („Tego rodzaju usługi
        świadczymy gratis”, tzn. za darmo), nieodmiennym przymiotnikiem („Trafił się nam
        przejazd gratis”, tzn. darmowy) lub odmiennym rzeczownikiem („Wydawnictwo
        wysłało autorom gratisy”). Przykłady przytoczyłem za Innym słownikiem języka
        polskiego PWN.

        — Mirosław Bańko, PWN
      • Gość: dominikp Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.zax.pl 29.04.08, 14:28
        Wydaje mi się że trochę się Pan czepia - słowo gratis jest nagminnie używane
        jako rzeczownik w mowie potocznej i myślę, że taki błąd nie przeszkadza w
        zrozumieniu tekstu, który porusza ważny problem.
    • toja3003 a co nie była ta woda krystalicznie czysta? Była. 28.04.08, 16:57
      • rasklaat Re: a co nie była ta woda krystalicznie czysta? B 28.04.08, 21:38
        Jest szereg minimalnych parametrów które woda z kranu według polskiego prawa musi spełniać, takich parametrów jak zawartość różnych soli mineralnych, miano Coli, przejrzystość. W każdym razie musi się nadawać do picia bez gotowania. Czasem zdarzało mi się napotkać kranówę tak śmierdzącą że brzydziłem sie w niej kapać (Toruń Rubinkowo III, 2000 AD) ale organoleptyczne walory to już inna historia.

        Sprzedawanie w butelkach wody wodociągowej jako stołowej/źródlanej (aby zarobić łatwego dolca, rzecz jasna!) ma długą historię. Za pomysłodawcę uchodzi brzydzący się uczciwą pracą londyński cwaniaczek Del Boy z serialu "Only Fools and Horses". Jegomość ów w odcinku z 1992 r. sprzedawał markową wodę z kranu pod nazwą "Peckham Spring". Jego pomysł w 2004 r. skopiował koncern Coca-cola wypuszczając na rynek wodę Dasani, będącą podczyszczoną kranówką z dodatkiem soli mineralnych. Kupiec z Ostrowa byłby zatem ostatnim w długim łańcuchu małych (i większych) cwaniaczków próbujących zarobić na powszechnym (i błędnym) przekonaniu że droga butelkowana woda jest lepsza od taniej udostępnianej przez miejskie wodociągi.
        • toja3003 Wszystko to prawda ale ten sklep nie sprzedawał wo 29.04.08, 08:45
          Wszystko to prawda ale ten sklep nie sprzedawał wody „mineralnej” co
          jest nazwą zarezerwowaną dla określonych parametrów, tylko „wodę
          krystalicznie czystą” co nie podlega żadnym ograniczeniom a małym
          drukiem na etykietkach mógł dopisać „zdatna do picia po
          przegotowaniu” i to też nie jest zabronione.
    • Gość: elza Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.retsat1.com.pl 28.04.08, 17:01
      Nigdy nie kupuję produktów reklamowanych - w myśl zasady że dobry produkt nie
      wymaga wciskania na siłę,bo sam się obroni
    • Gość: jasiekaaaa też odkrycie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.04.08, 17:01
      Nie od dziś, ani nie od wczoraj tak robią;) wystarczy czasem spojrzeć na
      etykiete i pomyśleć, ze skoro jest np wyprodukowana w Wa-wie, a na obrazku jest
      napisane że jest prosto z gór, to coś chyba jest nie tak. Naiwność ludzka nie
      zna granic... Tak samo jest z wieloma produktami, piszą że coś jest np z
      francji, a z tyłu "wyprodukowane w gdzieś tam w polsce";) Na sokach też nie
      lepiej kantują, niby naturalne soki sprzedają, a dodają pełno emulgulatorów...
      masakra
      • jankes775 Re: też odkrycie 28.04.08, 17:09
        A tak właściwie na cholerę w soku emulgator? Napisz coś więcej, może
        czegoś nowego się dowiem.
        • Gość: a Re: też odkrycie IP: *.centertel.pl 28.04.08, 17:35
          Emulgator na cholerę, ale emulgulator to co innego :D
      • rokets_w Re: też odkrycie 28.04.08, 18:49
        Gość portalu: jasiekaaaa napisał(a):

        > Nie od dziś, ani nie od wczoraj tak robią;) wystarczy czasem spojrzeć na
        > etykiete i pomyśleć, ze skoro jest np wyprodukowana w Wa-wie, a na obrazku jes
        > t
        > napisane że jest prosto z gór, to coś chyba jest nie tak. Naiwność ludzka nie
        > zna granic... Tak samo jest z wieloma produktami, piszą że coś jest np z
        > francji, a z tyłu "wyprodukowane w gdzieś tam w polsce";) Na sokach też nie
        > lepiej kantują, niby naturalne soki sprzedają, a dodają pełno emulgulatorów...
        > masakra
        Wystarczy tylko traszkę pomyśleć. Kupuje kilogram pomarańczy i wycisnąć z nich
        sok i zobaczyć ile jego mam i ile kg pomarańczy potrzeba na litr soku na
        kartonik dwu litrowego "naturalnego" soku za parę złotych i będzie wiadomo ze to
        bubel a nie sok czyli chemia.
        • jankes775 Re: też odkrycie 28.04.08, 19:04
          No nie do końca. Soki klarowane są płynem Carreza, poza tym są
          dosładzane (np. jeżeli chodzi o sok jabłkowy jest to podyktowane
          wyraźnym spadkiem posmaku kwaśnego). Porównaj sok w restauracji ze
          świeżo wyciśniętych owoców. Po wypiciu sporo różnych cząstek zostaje
          na ściankach. Przy produkcji na skalę przemysłową trochę się tego
          uzbiera. Można by w tym momencie zapytać: po kiego to klarować? Otóż
          po to, by przedłużyć trwałość. Oprócz klarowania, stosuje się
          jeszcze pasteryzację i pakuje aseptycznie. Wtedy produkt jest trwały
          nawet bez tych "strasznych konserwantów". Tam naprawdę żadnej chemii
          nie ma!

          A jeżeli koniecznie chcesz przeprowadzić ten eksperyment, to zadbaj
          by odmiana pomarańczy była podobna do tej z której uzyskano sok.
          Zrób z dziesięć powtórzeń, po czym wprowadź to do STATGRAPHICSA na
          analizę jednoczynnikową i odpal np test Duncana. Wtedy będziesz miał
          pewność, czy złapałeś kogoś na oszustwie czy nie (czy wyniki różną
          się statystycznie istotnie).

          Oczywiście mówimy o sokach z kartonika, a nie napojach gazowanych.
          • agulha Re: też odkrycie 28.04.08, 21:27
            Zapewne masz rację. Czy ktoś z szanownych przedpiśców pamięta paskudne
            pomarańcze kubańskie z czasów komuny? Otóż to podobno były właśnie odmiany
            sokowe. Nadto, ośmielę się zauważyć, że jeśli kupujemy kilo pomarańczy na
            bazarku koło domu celem wyciśnięcia soku, a producent kupuje pomarańcze u
            producenta na kontenery i sprowadza frachtem morskim, to chyba ta druga cena
            jest niższa w przeliczeniu na jednostkę masy.
    • Gość: mulek55 Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.chello.pl 28.04.08, 22:48
      pracuję w czymś takim,to wszystko prawda,chemia,chemia i jeszcze
      chemia nie licząc smieci w wyrobach. a producencji rzadko są
      uczciwi.w końcu forsa trzyma wszystkich za garło.nic nie może się
      zmarnowac,chociaż straty mogą byc spore z winy klientów.ale przy
      takiej nadprodukcji tego za przeproszeniem g...to już nic nie dziwi.
      tylko dlaczego my głupi to mamy kupowac?
      • jankes775 Re: Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę 28.04.08, 23:03
        Skoro już tu wszedłeś to podaj więcej szczegółów. Gdzie pracujesz
        (branża), gdzie ta chemia, jaka to chemia, gdzie śmieci, jakie
        śmieci itd. Chętnie się dowiem o nieuczciwości producenta i
        zrezygnuję z jego produktów.
    • Gość: Sizar Obniżki IP: *.chello.pl 28.04.08, 23:50
      A co mnie obchodzi ile procent obniżają cenę? Patrzę ile towar kosztuje teraz.
    • Gość: gość portalu promocje,to trzeba rozegrać IP: *.tpnet.pl 29.04.08, 01:16
      Wbrew pozorom promocje dla niektórych są ważne.Naprawdę ważne np. w domu
      rzeczy,których nie ma normalnie czy jeszcze w sprzedaży,bywają w promocji w
      niskiej cenie.I wtedy mogą być w ilościach śladowych,wcale,czy sprzedane w
      pierwszym dniu promocji(może ich nie być w ulotkach).Ulotki nie często na czas
      regularnie dostarczane pod drzwi.Może też być problem z ogólnopolską wersją
      ulotki,w danym markecie może nie być takiego stoiska,towaru z piekarni.Ale też
      chyba zawsze miałem problemy w jednym markecie z pizzą(nie bywa).Najbardziej
      chyba trzeba UWAŻAĆ przy otwarciu marketu.Tłum ludzi bierze towary często nie
      znając zwyczajów,rozkładu towarów,czy co warto kupić,a na jednej półce mogą być
      towary różniące się diametralnie opłacalnością.Wręcz jeden litr może kosztować w
      przybliżeniu tyle samo co pół litra.Część cen wprowadzana jest ręcznie,nie z
      kodów paskowych i przy opakowaniach łączonych może być różnie.Problem bywa też
      w kasie,kiedy wbija się cenę z kodu paskowego jednej sztuki,a sztuk jest kilka w
      różnych cenach.Różnie to bywa,może być tak,że w promocji są naprawdę niekiedy
      tylko pączki.Różne jest w marketach oświetlenie.Wpływa ono na samopoczucie i
      wygląd towarów oraz czytelność.Niestety,bywa,że trzeba koniecznie przejść do
      kas przez długie,kręte alejki dostając szczególnie za pierwszym razem dokładnego
      oczopląsu.Może być tak,że idąc alejką nie ma dostatecznego widoku na regały czy
      tablice z określeniem grup towarów.Nie wiadomo,co gdzie jest.W małych marketach
      spotkałem towar w promocji z dokładnie zasłoniętą etykietką wskazującą na to,że
      to cena promocyjna ;-).Informacje o atrakcyjnej cenie na ogół trzeba
      weryfikować.Może być rzekoma obniżka od nieistniejącej ceny o 30 procent,albo
      obniżka tylko o 5 procent.
    • Gość: kangur Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: 81.15.152.* 29.04.08, 05:57
      nigdy tak wielu nie było robionych w balona przez tak niewielu
    • Gość: Aquarius 43 Gdy supermarkety nabijają nas w butelkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.08, 09:16
      W Gorzowie Wlkp przy ul.Małorolnych robią taką "wodę mineralną" od 4-
      ch lat!I ludzie to piją!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka