Dodaj do ulubionych

zastanawiam się

13.09.09, 09:41
zastanawiam się jak to nazwać.
Byłem świadkiem takiego zdarzenia:
pacjent zarejestrowany do lekarza w prywatnej przychodni na 12:40.
Lekarz przyjmuje do 13:00. Zasada jest taka (oficjalnie wyrażona) - lekarz czeka na spóźnionego pacjenta 10 minut (przyjęcie trwa 20 minut). O godzinie 12:57 lekarz wychodzi. O godzinie 12:58 przychodzi spóźniony pacjent (prawa Murphy'ego działają, tego jestem pewien). Dowiaduje się że lekarza nie ma. Potwierdza, że był zarejestrowany na 12:40. Potwierdza, że jest 12:58, przechodząca w 12:59.
I teraz najlepsze.
Pyta "i co ja mam w tej sytuacji zrobić"?
Dla jasności - mówimy o przychodni, nie o SORZe, przypadek nie nagły, zagrożenia życia brak, pacjent sam rezygnuje z przyjęcia (no bo nie przychodzi), później przychodzi w ciemno minutę przed zamknięciem przychodni i pyta co ma zrobić.

Ktoś może mi wytłumaczyć - o co chodzi?
Moje kilkudziesięcioletnie doświadczenie życiowe, rozwiązywanie setek problemów życiowych, spotykanie się z setkami czy - licząc pacjentów - tysiącami ludzi, tysiące przeczytanych książek, zobaczonych filmów, setki rozmów, przemyśleń o świecie itd - nie pozwalają mi znaleźć odpowiedzi na pytanie "o co chodzi?". Ktoś mi pomoże?


Obserwuj wątek
    • andnow2 Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 13.09.09, 10:52
      pct3 napisał:

      > zastanawiam się jak to nazwać.
      > ...
      > Lekarz przyjmuje do 13:00.
      > O godzinie 12:57 lekarz wychodzi.
      > O godzinie 12:58 przychodzi spóźniony pacjent ... Dowiaduje się że
      > lekarza nie ma. ...
      > Pyta "i co ja mam w tej sytuacji zrobić"?
      > ...
      > Ktoś może mi wytłumaczyć - o co chodzi?


      Chodzi o udzielenie pacjentowi informacji co ma zrobić, by uzyskać
      pomoc/usługę medyczną. Myślę, że starczyłyby na to te trzy minuty,
      gdyby lekarz nie oddalił się przed czasem z miejsca pracy. No ale
      chyba to nie przerasta też możliwości innego personelu, który - mam
      nadzieję - pozostał tam jeszcze w godzinach pracy opłaconych przez
      NFZ.
      • 0.9_procent Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 13.09.09, 11:13
        andnow2 napisał:

        > Chodzi o udzielenie pacjentowi informacji co ma zrobić, by uzyskać
        > pomoc/usługę medyczną.

        Zgadza się. Pacjentowi należało udzielić informacji, że powinien się
        zapisać na nowy termin.
        Obawiam się jednak, że pacjent nie takiej informacji oczekiwał.
        Pytanie "i co ja mam w tej sytuacji zrobić?" jest
        niewątpliwie wyrażeniem oczekiwania, że mimo spóźnienia zostanie
        przez ’jakiegoś lekarza’ przyjęty, po przecież ma ustalony termin -
        a to, że ów termin już minął nie powinno mieć istotnego znaczenia.
        Jak już wielokrotnie pisałem choroba pacjenta to problem doktora –
        vide opisany przykład.

        • pct3 Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 13.09.09, 18:23
          Obawiam się jednak, że pacjent nie takiej informacji oczekiwał.

          I to jest pierwsza poprawna odpowiedź na pytanie "o co chodzi", tyle że niepełna.

          wyrażeniem oczekiwania, że mimo spóźnienia zostanie
          przez ’jakiegoś lekarza’ przyjęty, bo przecież ma ustalony termin


          I tu Cię mam. Jak to "ma"?
          Miał. MIAŁ I nie skorzystał. A lekarza już nie ma, zgodnie z zegarkiem i wszystkimi regułami.
          W powyższym kontekście czytelniejsze staje się moje pytanie "o co chodzi?".
          • 0.9_procent Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 13.09.09, 18:54
            Mylisz się. MA.
            Bo on przyszedł na ustalony termin. A że się 'troszeczkę' spóźnił?
            Nie bądźmy drobiazgowi, 18 minut? Jak pacjent ma ustalony termin to
            lekarz powinien na niego czekać do usr... śmierci! Bo przecież to
            doktor ma się przede wszystkim martwić o zdrowie pacjenta!

            Zresztą dobrze, że był ostatni. Gdyby nie był, zostałby przez
            lekarza przyjęty, co z kolei opóźniłoby kolejkę i następni pacjenci
            mogliby spokojnie zrobić doktorowi awanturę, że marnuje ich czas.
      • pct3 Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 13.09.09, 18:16
        Chodzi o udzielenie pacjentowi informacji co ma zrobić, by uzyskać
        pomoc/usługę medyczną.


        Andnow, znamy się - forumowo - nie od dziś.
        Przecież wiesz, że to co napisałeś, to ja wiem.
        Chodzi mi o motywację.
        Bowiem znów: i ja, i jak najbardziej Ty - wiemy, że nie o to pacjentowi chodziło. Przecież mógł powiedzieć: to ja proszę o inny termin, przepraszam za kłopot. Nie, on swoje zaniedbanie chciał zrzucić na kogoś innego. Chciał zrzucić na kogoś innego odpowiedzialność za to że jest 12:58 a nie 12:40, choć być o 12:40 we właściwym miejscu było w jego gestii.

        w godzinach pracy opłaconych przez NFZ.

        nie przez NFZ. Przychodnia w pełni prywatna, abonamentowa. Godziny pracy opłacone przez pracodawcę pacjenta.
        Wyjście lekarza zgodne z warunkami zatrudnienia. Ostatni pacjent. Reguła: na pacjenta czekamy 10 minut. Zapisany na 12:40. Lekarz wyszedł o 12:57. 7 minut czekał NADPROGRAMOWO!
        Tym bardziej ponawiam pytanie: o co chodzi?
        Dodam informację iż dalszy przebieg rozmowy z recepcją ewidentnie nie wskazywał, ze pacjent oczekuje rozwiązania problemu który sam stworzył, w postaci takiej, że się go przerejestruje. Po prostu pacjent chciał przemieścić negatywne emocje i poczucie winy za spóźnienie, poczucie, z którym sobie nie radził.
        Więc z grubsza wiem o co chodzi.
        Ale po mojemu zapytam drogich forumowiczów jednak: o co chodzi?
        Kto ma uszy, niech słucha - pytania. Kto chce i potrafi, niech odpowie.
        Tobie Andnow za odpowiedź dziękuję, oczekuję jej kontynuacji, na nieco szerszej płaszczyźnie i z nieco głębszym zrozumieniem.
        Dotychczasowa odpowiedź - odrzucona, nie przez moje widzimisię, tylko przez weryfikację dalszego przebiegu rozmowy.
        Podsumowując: o co chodzi?
        • marcinoit Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 13.09.09, 18:42
          pct3 no wlasnie :o co chodzi? bo zaiste nie kumam problemu.
          • m.algorzatka Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 13.09.09, 19:06

            Ja tez nie widze problemu...i mysle, ze gdyby ludzie nie byli tacy
            malostkowi ich zycie byloby znacznie fajniejsze.
            • andnow2 tak samo myślę i ja 13.09.09, 19:20
              m.algorzatka napisała:

              > ...i mysle, ze gdyby ludzie nie byli tacy
              > malostkowi ich zycie byloby znacznie fajniejsze.
              • 0.9_procent Re: tak samo myślę i ja 13.09.09, 19:23
                Już rozumiem, dlaczego procesy w których uczestniczyłem nigdy nie
                zaczynały się o zaplanowanej godzinie. Żeby ‘fajnie’ było!
                • andnow2 Już wcześniej chciałem o tym napisać, że 13.09.09, 20:25
                  0.9_procent napisał:

                  > Już rozumiem, dlaczego procesy w których uczestniczyłem nigdy nie
                  > zaczynały się o zaplanowanej godzinie. Żeby ‘fajnie’ było!


                  widzę sporą analogię między zachowaniem tego lekarza, który nawet
                  nie spytał, dlaczego pacjent się spóźnił, a zachowaniem niektórych
                  sędziów, którzy bardzo rzadko rozpoczynają rozprawę w wyznaczonym
                  terminie.

                  Osobiście nie miałbym wielkiego szacunku do sędziego, który
                  rozpocząłby rozprawę, mimo że uprzedziłbym go, że spóźnię się, bo
                  stoję w korku z powodu niemożliwego do objechania wypadku na
                  autostradzie, tym bardziej, gdybym wiedział, że wiele razy czekałem
                  już pod drzwiami u tego sędziego z powodu, że nie uwzględnił w
                  konstruowaniu wokandy swojej zwyczajowej przerwy na lunch.

                  Sam nie mam wielkiej praktyki w oczekiwaniu pod gabinetami
                  lekarskimi, ale słyszałem już to i owo, no i ten obraz punktualności
                  rozpoczynania godzin przyjęć rysuje mi się niestety bardzo podobnie,
                  jak rozpoczynanie rozpraw w sądach - raczej ze sporym poślizgiem.

                  W sytuacji takiej, osobiście miałbym pewien wyrzut sumienia wobec
                  tego pacjenta, gdyby utracił termin z powodu spóźnienia
                  usprawiedliwionego niezależnymi od niego okolicznościami. No i w
                  imię orientacji na klienta zrobiłbym wiele, by klient nie odjechał z
                  kwitkiem.
                  • pct3 Re: Już wcześniej chciałem o tym napisać, że 13.09.09, 20:39
                    widzę sporą analogię między zachowaniem tego lekarza, który nawet
                    nie spytał, dlaczego pacjent się spóźnił,


                    Andnow, jakiego lekarza? Błagam, rozmawiajmy o "czymś" a nie o czymkolwiek. Tam
                    już nie było lekarza. Tam był spóźniony 18 (albo 19) minut pacjent.

                    Sam nie mam wielkiej praktyki w oczekiwaniu pod gabinetami
                    lekarskimi, ale słyszałem już to i owo


                    ja też słyszałem. Co ciekawe, pracuję lata, w wielu miejscach, i nadal tylko
                    słyszałem. Jak się spóźniłem kiedyś 15 minut bo mi auto nawaliło, to byłem chory
                    z nerwów. Najczęsciej przyjmowanie pacjentów zaczynam 5 do 15 minut przed
                    wyznaczoną godziną. Podobnie koledzy. Nie wiem gdzie urosła mitologia o
                    lekarskich spóźnieniach. Ja znam kilkadziesiąt przychodni, w tym takie, w
                    których równocześnie przyjmuje 20 lekarzy i doprawdy trudno spotkać
                    spóźniającego się lekarza. Oczywiście są, ale rzadko. Zresztą lekarze
                    notorycznie spóźniający się są zwalniani z pracy. Mamy procedurę raportowania do
                    dyrekcji o spóźnieniach lekarzy.
                  • 0.9_procent Re: Już wcześniej chciałem o tym napisać, że 13.09.09, 20:54
                    Widać stary jestem, bo uczono mnie, że jak się umawiam na określoną
                    godzinę, to powinienem wybrać się tak, by mieć w zapasie kilka (10)
                    minut. Bo spóźnianie się jest lekceważeniem osoby, z którą się
                    umawiałem.
                    Ale widać obecnie spóźnianie się jest cool, i to nie spóźniony
                    pacjent powinien się wytłumaczyć, tylko lekarz powinien grzecznie
                    zapytać o powód spóźnienia. A gdy usłyszy ‘gó... to pana obchodzi’
                    powinien grzecznie przeprosić, że narusza prywatność pacjenta. A w
                    ramach przeprosin zaproponować odwiezienie pacjenta do domu, lub do
                    wskazanego miejsca.

                    Co do rozpraw. Widziałem ‘punktualność’ wezwanych świadków
                    i ‘poślizgi’ mnie nie dziwną.
            • 0.9_procent Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 13.09.09, 19:21
              Pewnie.
              Bo spóźnić się do następnego miejsca pracy, czy na umówione
              spotkanie to przecież jest ‘fajnie’!
            • pct3 Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 13.09.09, 19:53
              ze gdyby ludzie nie byli tacy malostkowi ich zycie byloby znacznie fajniejsze.

              Dokładnie. Gdyby ten pacjent nie był małostkowy, to by przeprosił i poprosił o inny termin. Ale on wolał robić aferę.
              Właśnie: małostkowość pacjentów jest jedną z cząstek odpowiedzi na pytanie "o co chodzi".
              A dlaczego to rozważam? Bo nie chodzi o pojedyncze przypadki.
              Chodzi o próbę bardziej holistycznego rozumienia frustracji lekarzy, pielęgniarek, rejestratorek.
              Otóż takie i inne - ale właśnie małostkowe - zachowania pacjentów występujące w liczbie kilkunastu lub kilkudziesięciu dziennie, przez tygodnie i lata, przy dodatkowej deprywacji czasu wolnego (nocne i weekendowe dyżury) powodują frustrację personelu medycznego, którą po chwilowym zastanowieniu doprawdy łatwo zrozumieć.
              Między innymi o to zastanowienie mi chodzi!

              A z drugiej strony - czy można mówić o małostkowości personelu w tej sytuacji?
              A w którym mianowicie momencie?
          • pct3 Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 13.09.09, 20:02
            odpowiem od razu, bo szanuję Cię jako dyskutanta, więc nie będę się bawił w sztuczki znane nam doskonale z ostatnich miesięcy tego forum.

            Chodzi o to, że wszyscy wiemy (a jak nie wiemy, to się dowiadujemy), że praca z ludźmi jest frustrująca, bo ludzie są nielogiczni, przenoszą na nas swoje problemy, mają do nas pretensje o swoje błędy itd. itp. To samo zachodzi wobec lekarzy.
            I teraz - tak jest i trzeba to akceptować. Ale skoro tak, to w normalnym układzie istnieją czynniki ochronne- najprostsze z możliwych: że taki pracownik, borykający się z urokami pracy z ludźmi, ma szansę odpocząć. Wtedy może uroki pracy z ludźmi traktować jako koszt, który znosi. Przy braku odpoczynku (co kreują ekonomiczne realia pracy lekarza w Polsce) frustracja jest nieunikniona.
            Po prostu - drobny przykład, tak naprawdę pierdoła.
            Ja tylko nieśmiało zwracam uwagę na konieczność zauważenia proporcji: zawód w którym stykasz się z 10 frustrującymi zachowaniami dziennie mając wizję wolnego wieczoru, nocy i weekendu, można wykonywać z radością i szacunkiem dla pacjenta.
            Zawód w którym stykasz się z 20 frustrującymi zachowaniami dziennie mając wizję kolejnych 10 takich wieczorem i w nocy oraz 30 przez najbliższy weekend, trudno jest wykonywać z radością i szacunkiem dla pacjentów. Nie mówię że się nie da.
            Jest trudno.
            Po prostu - apel do pacjentów. Zrozumcie, że wasze chimery działają na polskiego lekarza jakieś 2, 3 x mocniej niż na lekarza skandynawskiego chociażby.
            Spotkawszy sfrustrowanego, negatywnie ironicznego lekarza można spróbować o tym pamiętać. Np. próbować się nie spóźniać.

            • barabara6 Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 13.09.09, 20:13
              "Np. próbować się nie spóźniać."
              Albo spróbować zadzwonić (chyba każdy w Polsce ma komórkę, a niektórzy nawet dwie!) z informacją, że się stroszkę spóźni. I zapytać, czy Pan Doktor może poczekać jeszcze 15 minut.
              No, ale to wymaga odrobiny szacunku dla drugiego człowieka, prawda?
            • gazton51 Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 13.09.09, 22:19
              pct3 napisał:

              > Jest trudno.
              > Po prostu - apel do pacjentów. Zrozumcie, że wasze chimery działają na polskieg
              > o lekarza jakieś 2, 3 x mocniej niż na lekarza skandynawskiego chociażby.
              > Spotkawszy sfrustrowanego, negatywnie ironicznego lekarza można spróbować o tym
              > pamiętać. Np. próbować się nie spóźniać.
              >

              Ja bym wolał, jako pacjent, rozwiązanie z filmu z Indianą Jonesem.
              Kto chciał wstąpić do świątyni św.Graala bez poczucia grzechu, wyprostowany, nie
              na kolanach, był skracany zręczną gilotynom pneumatyczną o głowę.
              Ale przynajmniej wiadomo było wtajemniczonym, co może wk...wić bóstwo i jak temu
              zapobiec - na kolana!
              Tak by było łatwiej niż teraz, lekarzą mniej roboty no i pacjentowi wiadomo, jak
              wyjść ze świątyni o własnych siłach.
              A tak to proszę - jedno harde pytanie spóźnionego profana i bóstwo zaocznie
              obrażone, konsylium zwołuje, oj - będą dla następnych grzeszników konsekwencje,
              jak w cytacie!
              Ja tam sobie zapamiętam, nie spóźnię się i jeszcze zaocznie wotum, jak zwykle na
              parapecie, złożę.
              • pct3 Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 14.09.09, 10:27
                jedno harde pytanie spóźnionego profana i bóstwo zaocznie
                obrażone, konsylium zwołuje


                mylisz się. Poza tym - sam przyznajesz, pytanie harde.
                A znowu powstaje wrażenie że lekarze są winni spóźnieniom pacjentów
                czy ich hardym reakcjom.
                Ja po prostu przecieram oczy ze zdumienia gdy ktoś się spóźnia, a
                potem ma pretensje że przecież "był zarejestrowany". Mówi prawdę,
                był, ale nie jest, więc o co chodzi?
                Jak widzicie, cały czas powraca natrętne pytanie "o co chodzi?". Jak
                widzicie, problem nie jest wyczerpany.
                • gazton51 Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 15.09.09, 10:32
                  pct3 napisał:

                  > jedno harde pytanie spóźnionego profana i bóstwo zaocznie
                  > obrażone, konsylium zwołuje

                  >
                  > mylisz się. Poza tym - sam przyznajesz, pytanie harde.
                  > A znowu powstaje wrażenie że lekarze są winni spóźnieniom pacjentów
                  > czy ich hardym reakcjom.
                  > Ja po prostu przecieram oczy ze zdumienia gdy ktoś się spóźnia, a
                  > potem ma pretensje że przecież "był zarejestrowany". Mówi prawdę,
                  > był, ale nie jest, więc o co chodzi?
                  > Jak widzicie, cały czas powraca natrętne pytanie "o co chodzi?". Jak
                  > widzicie, problem nie jest wyczerpany.

                  A to ciekawe.
                  W czym to się mylę? Konsylium na forum zwołane, a pytanie sam przyznajesz - uważasz za harde i wyrażające pretensje. A to Ty w rewanżu piszesz na forum pełen niby ukrytych pretensji donosik na pacjenta.Co w pytaniu pacjenta >i co ja mam teraz zrobić< było pretensją czy hardością?Ja w tym widzę szczerą bezradność i oczekiwanie pomocy a nie pretensje.I to nie wobec lekarza, którego już nie było.Skoro moją ironię bierzesz za dobrą monetę, to pewnie myślisz, że problem wyczerpie się jak padnie pod przychodnią ostatni pacjent?Rzeczywiście chyba nie rozumiesz, o co chodzi pacjentom w pracy lekarza.Poczytaj sobie wątek o homeopatii-tam jest recepta.Albo zobacz sobie Indianę Jonesa i popraw samopoczucie po dniu pełnym cierpień zadawanych przez pacjentów, zamiast kablować na nich w internecie jednocześnie zarabiając na nich w przychodni.
                  • pct3 Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 15.09.09, 12:10
                    A to Ty w rewanżu piszesz na forum pełen niby ukrytych pretensji
                    donosik na pacjenta


                    Owszem, bo to forum o lekarzach, pielęgniarkach i pacjentach.
                    Rozmawiamy o spoźnieniach lekarzy (których ja jako żywo nie
                    obserwuję, ale pal sześć), rozmawiajmy i o spóźnieniach pacjentów.

                    Ja w tym widzę szczerą bezradność i oczekiwanie pomocy

                    Bezradność - tak. Szczerą? Wątpię. Skoro się raz potrafił
                    zarejestrować, to przecież mógł bez takiego korowodu po prostu
                    zarejestrować się po raz kolejny. Pytanie było na pewno w jakimś
                    sensie na miejscu, ale uwierz mi- moje doszukiwanie się ukrytego
                    sensu i podszycia pytania pretensją ma uzasadnienie w wieloletnim
                    kontakcie z tysiącami pacjentów. Dla pełnego obrazu dodam, że w
                    gronie lekarzy i pielęgniarek uchodzę raczej za zbyt często naiwnie
                    broniącego pacjentów (sic) - broniącego ich przed określaniem ich
                    jako roszczeniowych, bezczelnych itd. Nie znaczy, że sam ich tak nie
                    określam, ale robię to kilka razy rzadziej i kilkanaście razy
                    łagodniej niż wielu (większość?) kolegów lekarzy i innych
                    współpracowników. W tym kontekście moja skarga może być chyba nieco
                    inaczej odczytana?

                    Rzeczywiście chyba nie rozumiesz, o co chodzi pacjentom w pracy
                    lekarza. Poczytaj sobie wątek o homeopatii-tam jest recepta.


                    Ale co ma wspólnego homeopatia z pracą lekarza?

                    • snajper55 Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 15.09.09, 12:40
                      pct3 napisał:

                      > Bezradność - tak. Szczerą? Wątpię. Skoro się raz potrafił
                      > zarejestrować, to przecież mógł bez takiego korowodu po prostu
                      > zarejestrować się po raz kolejny.

                      Może go mamusia zarejestrowała ?

                      S.
                    • gazton51 Re: Kto pyta nie błądzi, proste jak drut. 15.09.09, 20:57
                      Co innego pisać na forum wprost, o co chodzi, a co innego udawać (!), że się nie rozumie (?) bezradności spóźnionego pacjenta, zionąc wystudiowanym oburzeniem.
                      Po co wmawiać, że pacjęnt się zachowywał z pretensjami, a pytał tylko - co ma zrobić. Trudno sobie wyobrazić, że się spaźnia specjalnie na wizytę umówioną.Każdy, nawet pani w okienku kasy kolejowej rozumie, że to prośba o pomoc czy choćby szczypte empatii.Czyżby lekarzowi było trudniej to wyczuć?
                      Jak chodzi o homeopatię to lekarze homeopaci mają coś wspólnego z tymi bez takiej wiedzy, - leczą, a co ich różni - homeopaci chcą pomagać(napisała to na forum jedna pacjentka):
                      > Do tej pory leczyłam się u Piszczulina - dał kilka leków - zawsze pomogło. <
                      No i o to chodzi - żeby zawsze pomagali lekarze i ich leczenie i wszyscy byli zadowoleni.Tego też trudno zrozumieć bez konsylium?
    • rodzicpoludzku Leniwstwo lekarzy bije wszelkie rekordy. 13.09.09, 20:10
      A zawrocic na sygnale to pan doktor nie mogl?
      O klienta trzeba sie bic!
      • m.algorzatka Mam pytanie... 13.09.09, 20:27
        ...czy macie w poczekalniach, na widocznym miejscu, tablice
        informujaca pacjentow miedzy innymi o tym, ze sa proszeni o
        zgoszenie sie w rejestracji 15mnin. przed uzgodniona wizyta oraz
        jakie moga byc konsekwencje niedostosowania sie do tej prosby?
        • pct3 Re: Mam pytanie... 13.09.09, 20:34
          czy macie w poczekalniach, na widocznym miejscu, tablice informujaca pacjentow miedzy innymi o tym, ze sa proszeni o zgoszenie sie w rejestracji 15mnin. przed uzgodniona wizyt


          tak.

          jakie moga byc konsekwencje niedostosowania sie do tej prosby?

          Na litość boską. No jakie konsekwencje mogą być?
          Czego trzeba do odpowiedzi na to pytanie? Habilitacji? Czy może doktorat wystarczy. No jeśli ktoś miał być przyjęty w terminie 12:40 do 13:00 a przychodzi o 12:58 no to jakie mogą być konsekwencje?
          No już nie mogę.
          • marcinoit Re: Mam pytanie... 13.09.09, 20:36
            pct3 napisał:
            .........> No już nie mogę.
            no niestety da sie zauwazyc :(


            • pct3 Re: Mam pytanie... 13.09.09, 20:51
              to już nawet nie można na forum poruszać poważnych kwestii? ;-)
              • marcinoit Re: Mam pytanie... 13.09.09, 20:53
                pct3 napisał:

                > to już nawet nie można na forum poruszać poważnych kwestii? ;-)

                jak nie kiedy tak :)
          • m.algorzatka Re: Mam pytanie... 13.09.09, 21:01
            Ciesze sie, ze tak Cie rozbawilam, uwazam jednak, ze dobrze jest
            zeby pacjent wiedzial, ze spoznienie moze jego wizyte przesunac z
            np.9:00 na 16:10 i to pod warunkiem, ze lekarz bedzie mial dla niego
            czas, albo moze spowodowac przesuniecie wizyty na inny termin. O
            karach pienieznych za nie przyjscie na wizyte nie wspominam, bo to
            chyba w Polsce nie wchodzi w rachube, a szkoda.
            • gazton51 Re: Mam pytanie... 15.09.09, 20:59
              Jasne, powinno się wpłacać wadium za wizytę - nie ma wizyty, wadium przepada. A
              przed przychodnią ustawić paści, wtedy do kieszeni wpadną same wadia plus pensja.
              Tak jest na całym świecie i o jeden dzień więcej!
      • pct3 Re: Leniwstwo lekarzy bije wszelkie rekordy. 13.09.09, 20:45
        O klienta trzeba sie bic!

        generalnie tak, a konkretnie to różnie bywa.
        Na razie jest przewaga popytu nad podażą. Ja wcale się z tego tak nie cieszę pod hasłem "dobrze wam tak", ale jak się pracuje u kogoś, nawet u prywatnego, to ma się po prostu nadmiar pacjentów za względnie stałą cenę.
        Nikt nie daje premii za zostanie po czasie i przyczynienie się do poprawy wizerunku firmy. Nie ma motywacji - nie ma działania.
        A pacjenci, jak mówię, i tak są. Demotywujące warunki pracy lekarza to oczywiście ważny czynnik. Gros lekarzy w Polsce pracuje w warunkach braku związku jakości pracy z zarobkami, kiepskimi zresztą, czego zatem oczekiwać?


        • rodzicpoludzku Re: Leniwstwo lekarzy bije wszelkie rekordy. 13.09.09, 21:29
          POwolania, powolania! Powolania do woja oczekiwac!
          • claratrueba nie rozumiem problemu 14.09.09, 09:43
            Pacjent się spóźnił na wizytę wyznaczona o określonej godzinie, wizyta
            przepadła. Co w tym dziwnego? Tak samo przepada egzamin, ucieka pociąg, odlatuje
            samolot. I fakt, że egzaminatorom zdarza się przeciagnąć egzamin poprzednich
            studentów, pociągom i samolotom spóźniać nie zmienia faktu, że to pacjent,
            student czy podróżny nie dopełnił obowiązku stawienia się na czas. I ponosi
            konsekwencje- zapisze sie na nast. wizytę, zapłaci tak samo jak musiałby kupić
            drugi bilet, stawić się na sesję poprawkową. Pacjent "przycwaniakował' pewnie
            spodziewał się, że wizyty się przedłużą i nie będzie musiał czekać. Pociąg
            relacji Przemyśl- Szczecin też zwykle ma opóźnienie w Warszawie, ale jeśli
            przyjedzie o czasie to ani nie będzie czekał ani spóźnialskim nikt za bilety nie
            zwróci, na podstawie "bo zawsze odjeżdża później".
            • gazton51 Re: nie rozumiem problemu 15.09.09, 10:38
              Za spóźnienia pociągów w Turcji, Japonii czy Algierii no i paru innych krajach
              zwraca się za bilet. Czasem nawet całość. Tam klient jest ceniony, no ale tam
              koleje są prywatne.
              Ja bym był za tym, żeby spóźniony pacjent płacił lekarzowi za stracony czas
              odszkodowanie.
              A lekarz pacjentowi - za swoje spóźnienie lub niewłaściwą obsługę.
              I byłoby sprawiedliwie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka