ex.mila
08.07.11, 01:04
Oglądałam dzisiaj program Pani od wyjątkowo nienaturalnego siedzenia i poświaty, która rozświetla jej cerę niczym aureola.
Wiem, ze ten wątek zaraz wyleci, ale co tam.
Pewna kobieta zażyczyła sobie, żeby NFZ wysłała jej powaznie chore dziecko do USA, bo skontaktowała się z kobietą, której córkę doktor amerykański wyleczył jak obiecał a polski doktor dał jej na ozdrowienie 50% szans.
NFZ wysłał kobietę do najlepszego specjalisty w zakresie choroby jej syna, ale ona niezadowolona z tych 50% poszła do sądu domagając się pełnego leczenia u amerykańskiego specjalisty.
Sprawę wygrała. Tylko, ze teraz pan profesor (genialny podobno) płacze, ze to będzie kosztowało nas 2 miliony dolarów, a on mógłby to dziecko wyleczyć za 25 tysięcy. Czyli jeśli NfZ będzie zmuszony wysłać tę kobietę z dzieckiem do USA, to setka dzieci z tą samą chorobą straci możliwość przeżycia, bo na nich NFZ nie będzie miał już pieniędzy.
Nie potępiam matki. Pewnie na jej miejscu postąpiłabym tak samo - po trupach do uratowania życia dziecka. Tylko w głowie mi się nie mieści, że to sąd musi rozstrzygać o tym czy jak jedno dziecko dostanie szansę na przeżycie, setka dzieciaków musi się z taką szansą pożegnać.
Nie jestem w stanie tego pojąć