Dodaj do ulubionych

"Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma!

09.10.08, 08:45
Wydarzenie miało miejsce w sobotę. W końcu postanowiłem zabrać głos
na forum. Opowiem je dzisiaj. A więc, proszę Koleżeństwa,siedziałem
sobie przy stoliku w knajpce. 2 rodziny lekarskie szarpnęły się na
party. I krew nas zalewała. Bo słyszeliśmy rozmowę przy sąsiednim
stoliku - totalne j...nie lekarzy!
Zaczynam jednak wierzyć, że Bóg istnieje. Bo najwyraźniej zadziałał.
Jeden z najeżdżających na lekarzy, zasłabł. I co? Jak myślicie?
Tak, tak, oczywiście: "Czy jest na sali lekarz?!"
Myślałem, że pęknę ze śmiechu.
Panie chciały mimo wszystko interweniować. Ale je powstrzymaliśmy.
Pomysleć, nagle "sąsiedzi" potrzebowali wcześniej opluwanych
lekarzy... Czemu? Przecież "bierzemy łapówki" i "nic nie umiemy".
Kontakt z nami to "śmiertelne ryzyko". I nagle bardzo chcieli
ryzykować.
Dlaczego nie wołali o ratownika medycznego, pielęgniarkę albo jaką
położną? Nie wiem. Może wie Koleżeństwo?
Podobno niezbędni nam do pracy są psycholodzy. Ale te dupki nie
wołały: "Czy jest na sali psycholog?!"
Te dupki nie wołały także: "Czy jest na sali konował?!" A tak
przecież określali nas wcześniej w swojej rozmowie. (O ile rozmową
można nazwać chrumkanie świń.)
Ubawiłem się bosko. Warto było z nędznej, lekarskiej pensji
wygospodarować dwie stówki na wieczorek w knajpce!
Pozdrowionka dla całego Koleżeństwa!

Obserwuj wątek
    • maga_luisa Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 09:01
      Wiesz co, cykutas, jeśli tylko przy takiej okazji masz ochotę zabrać głos na
      forum, to może lepiej go nie zabieraj?

      Tylko jątrzysz.
      • cykutas Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 09:04
        Nie rozumiem. Przecież przy okazji tej autentycznej anegdoty,
        zadałem poważne pytania. Proszę o odpowiedź.
        • maga_luisa Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 09:06
          Zacytuj proszę te "poważne pytania", ja ich nie dostrzegam.
          • cykutas Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 09:11
            Są to zdania opatrzone pytajnikami. Z wyjątkiem zdania tytułowego.
            (Nie masz Kolegów okulistów?)
            • maga_luisa Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 09:25

              "Pomysleć, nagle "sąsiedzi" potrzebowali wcześniej opluwanych
              lekarzy... Czemu? Przecież "bierzemy łapówki" i "nic nie umiemy".
              Kontakt z nami to "śmiertelne ryzyko". I nagle bardzo chcieli
              ryzykować."

              Pewnie dlatego, że pod butną postawą kryje się bezradność w obliczu zagrożenia,
              i gdzieś głęboko ukryte przekonanie, że istnieją lekarze z wiedzą i chęcią pomocy.


              "Dlaczego nie wołali o ratownika medycznego, pielęgniarkę albo jaką
              położną? Nie wiem. Może wie Koleżeństwo?"

              Myślę, że ratownika też by zaakceptowali ;-)

              "Podobno niezbędni nam do pracy są psycholodzy. Ale te dupki nie
              wołały: "Czy jest na sali psycholog?!""

              Są bardzo potrzebni. Oczywiście niekoniecznie w sytuacji zagrożenia życia.

              "Te dupki nie wołały także: "Czy jest na sali konował?!" A tak
              przecież określali nas wcześniej w swojej rozmowie. (O ile rozmową
              można nazwać chrumkanie świń.)"

              Dzień dobry, Panie doktorze, lepiej Pan się czuje wyrzuciwszy trochę jadu?


              "Ubawiłem się bosko. Warto było z nędznej, lekarskiej pensji
              wygospodarować dwie stówki na wieczorek w knajpce!"

              No comments.

              • cykutas Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 09:45
                Jakiś deficyt poczucia humoru dostrzegam. A może i deficyt czegoś
                więcej?...
                Moje wszystkie pytania sprowadzają się do jednego: Skoro nas nie
                szanujecie, to dlaczego na nas liczycie?
                Co do mojego jadu, to go wcale nie miałem. Przyszedłem zjeść kolację
                i potanczyć. Jak za studenckich czasów. Ci ludzie, źli ludzie,
                popsuli nam party.
                Ale Bóg ich ukarał. A nas obdarzył lepszą rozrywką.
                • maga_luisa Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 09:48
                  cykutas napisał:

                  > Jakiś deficyt poczucia humoru dostrzegam. A może i deficyt czegoś
                  > więcej?...

                  Może Pan rozwinie, Panie Kolego?


                  > Moje wszystkie pytania sprowadzają się do jednego: Skoro nas nie
                  > szanujecie, to dlaczego na nas liczycie?

                  Odpowiedziała, jak ja to widzę. Nie podoba Ci się, że jestem innego zdania?

                  > Co do mojego jadu, to go wcale nie miałem. Przyszedłem zjeść kolację
                  > i potanczyć. Jak za studenckich czasów. Ci ludzie, źli ludzie,
                  > popsuli nam party.
                  > Ale Bóg ich ukarał. A nas obdarzył lepszą rozrywką.

                  Bóg nie jest tak małostkowy.
                  • cykutas Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 10:04
                    Koleżanka jakaś zacietrzewiona. Czy co? Dajmy spokój jakimś
                    osobistym docinkom i zastanówmy się bez psychologów nad psychologią
                    Polaków.
                    Moim zdaniem Polacy opluwają nas. I równocześnie jednak ufają nam.
                    Taka jest, powiedzmy, moje diagnoza.
                    Sam jej jednak nie rozumiem. Po prosu nie rozumiem jak tak można?
                    • cccykoria Re: hehe 09.10.08, 10:40
                      Ale koles walniety:D

                      Czy to nie objawy schizofreni? wszedzie widzi pacjetow
                      spiskujacych itp
                      A moze to byl sen? :D
                    • kzet69 Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 20:59
                      koleś w sytuacji zagrożenia życia opluwanie włóż se w kieszeń, i
                      postaraj się pomóc, jeśli pomożesz to wyjmij z kieszeni i znów pisz
                      na forum, czym sie chwalisz kretynie, że w sytuacji gdy przy
                      sąsiednim stoliku zasłabł człowiek, ty powstrzymałeś koleżanki od
                      interwencji.... to zmień zawód
                • kzet69 Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 20:56
                  poczucie humoru nie dotyczy zasłabnięcia w miejscu publicznym..
                  ponawiam pytanie : zbadałeś pacjenta? zabezpieczyłeś go? jesli nie,
                  zmień zawód?
            • slav_ Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 10:47
              maga ma dobry wzrok

              na pytania retoryczne sie nie odpowiada

              podzieliła się z Tobą swoimi refleksjami po przeczytaniu tekstu - przecież o to
              Ci chodziło? :-)
              • meg303 Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 10:49
                Boże, jeśli istniejesz, nie daj mi spotkać takiego lekarza...
                • marcinoit Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 11:38
                  meg303 napisała:

                  > Boże, jeśli istniejesz, nie daj mi spotkać takiego lekarza...
                  uwazaj na zyczenia bo czasami sie spelniaja :)
              • cykutas Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 11:06
                No, no... Kolega widać zagląda w oczęta koleżanki, skoro wypowiada
                się pozytywnie o jej wzroku...:)
                Pytania retoryczne były, istotnie. Wspólny ich mianownik jest jednak
                dobrym, nieretorycznym pytaniem. Postawiłem je - vide dialog z
                koleżanką.
                Jest to pytanie bardzo istotne dla naszej, lekarzy, sytuacji.
                O odpowiedź na to pytanie a nie o emocjonalne refleksje idzie.
                Przy okazji chciałem dać wszystkim Koleżeństwu trochę pełnej
                satysfakcji uciechy.
                • slav_ Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 11:56
                  Oczęta koleżanek piękne bywają więc zagadać w nie warto :-)
    • nico72 Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 11:47
      To chyba jakaś prowokacja. Albo ktoś po prostu sobie łacha drze albo, delikatnie
      mówiąc, nie do końca przemyślał wybór zawodu. Ciekawe czy słyszał o tym, że
      nieudzielenie pomocy jest karalne?
      • medgruppa [...] 09.10.08, 11:54
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • maga_luisa Żenada n/t 09.10.08, 12:00
          • marcinoit Re: Żenada n/t 09.10.08, 12:17
            i tu sie nie zgodze. kwestia alkoholu jest w tej sprawie bardzo
            istotna.
            mozesz sobie wyobrazic sytuacje w ktorej doktor udziela pomocy
            czlowiek mimo to ginie a troskliwa rodzina pozywa doktora o blad w
            sztuce i dzialanie pod wplywem??
      • marcinoit Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 12:14
        nico teksty o powolaniu to zostaw dla szlachcica.
        wiesz napewno rowniez ze obowiazek udzielenia pomocy spoczywa na
        kazdym kto jest swiadkiem zdarzenia i nie ogranicza sie li tylko do
        doktorow. opowiastka mi sie podoba i nie dziwie sie msciwej
        satysfakci autora. inna sprawa ze mimo wszystko powinien byl sie
        ujawnic , chocby po to by satysfakcja byla wieksza :)
        a na kanwie tej historyjki mozna by zadac pytanie na jakiej
        podstawie ludziska uwazaja ze lekarz w warunkach pozaszpitalnych ,
        bez stosownego "sprzetu" udzieli lepszej pomcy niz inni?
        przecie zasady BLS sa jednakowe dla wszystkich nie zaleznie od
        profesji.
        • medgruppa Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 12:20
          też tak myslimy, tylko przerwalismy, bo w dyzurce był przez chwile
          stary
          • franc_tireur Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 13:26
            Wy w tej dyżurce jesteście w ilu postaciach? I czy często zdarza Wam się słyszeć
            głosy?
            I czy często zdarza się Wam tak intensywnie jak dziś "pracować na komputerze" w
            godzinach przedpołudniowych? Rozumiem, że zły gruppenfuhrer nie patrzy na to
            łaskawym okiem, skoro musieliście przerwać tak dobrą zabawę - doprawdy, godne
            współczucia.
        • nico72 Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 18:32
          Czy ja napisałem słowo o powołaniu? A co do znajomości BLS mam
          zdanie ugruntowane bo prowadziłem szkolenia dla osób nie będących
          częścią branży medycznej. Natomiast przyglądać się z uśmiechem jak
          ktoś "zasłabuje"...
    • franc_tireur Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 13:35
      No, to jest rzeczywiście bardzo śmieszne. Doktor jest doprawdy niezłym
      kawalarzem i w dodatku ma w swoich nieprzebranych zasobach humoru wsparcie grupowe.
      Zazdroszczę. Wychodzi na to, że ja także jestem smutnym człowiekiem - nie dałam
      rady się rozpłakać, jak "wszyscy w dyżurce", ani uronić żadnego innego płynu
      ustrojowego.
      Co do dobrej zabawy - niech doktor uważa na czynniki ryzyka - taka niestabilna
      blaszka miażdżycowa bywa bardzo groźna.
      • marcinoit Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 13:47
        zastanawiam sie co Was tak naprawde oburza czy to ze Doktor sie nie
        ujawnil czy to ze cale zdarzenie sprawilo Mu msciwa satysfakcje???
        • franc_tireur Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 14:08
          Ja niestety mogę się wypowiadać tylko w liczbie pojedynczej - dziś grzecznie
          przyjęłam leki, więc z mojej perspektywy:
          1. Przede wszystkim, jak wspomniałam, opisana sytuacja nie tyle mnie oburzyła,
          co nie była w stanie rozbawić. Uważam ją za raczej smutną.

          2. Zasadę nieudzielania pomocy pod wpływem alkoholu uważam za słuszną i nie
          dziwną. Z opisu jednak wynika, że decyzja o nieudzieleniu pomocy nie zapadła z
          powodu uprzedniego spożycia, a jedynie z powodu cytowanej "mściwości". Mnie
          jednak uczono, że pacjent jest pacjentem i nie wolno mi podejmować decyzji
          terapeutycznych w oparciu o to, czy jest, przepraszam towarzystwo, wałem, czy
          nie i czy wyraża sie o mnie w superlatywach, czy też znacznie skromniej, choćby
          i po łacinie. I ja jakoś w to wierzę i tego się trzymam. Człowiek w stanie
          zagrożenia życia wymaga interwencji, bez względu na to, czy to kutas czy cykutas.
          • marcinoit Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 14:23
            no i wszystko jasne :)
            co do punktu 1. mnie to rozbawilo- moze jestem wredny i malostkowy,
            nie wiem :)
            co do punktu 2.zgadzam sie w calej rozciaglosci . choc rezerwuje
            sobie prawo do braku sympati wobec ludzi ktorz mnie obrazaja lub nie
            cenia mojej pracy. wobec takich ludzi obowiazuje wedlug mnie zasada
            pelnego profesjonalizmu ale nic ponad to.
    • liton no cóż.. 09.10.08, 14:17
      tylko pogratulować rozgarnięcia..
      jak obserwuję - większość lekarzy nie ma zielonego pojęcia o prawie, które ich obowiązuje, więc napiszę ci wprost: to typowa sytuacja kija bez marchewki

      MASZ obowiązek udzielić pomocy jako lekarz, choćbyś był i po wódzie
      TAK, jeśli coś się stanie - prokurator

      niesprawiedliwe? owszem, ale takie mamy prawo

      miłego dnia - pomyśl nim pochwalisz się jeszcze raz taką historią
      • marcinoit Re: no cóż.. 09.10.08, 14:35
        liton KAZDY ma obowiazek udzielic pomocy w sytuacji zagrozenia zycia
        • betty-226 Re: no cóż.. 09.10.08, 14:48
          Tak, każdy ma obowiązek udzielić i pewnie ktoś w końcu udzielił. Ale nie
          lekarze, którzy tam byli obecni. Bo wszak nie jeden, z tego co zrozumiałam.

          Historia niesmaczna, nie rozbawiła mnie niestety. Nie potrafię śmiać się z
          takich sytuacji. Nie pachnie mi to ręką boga, pewnie dlatego, że jestem
          niewierząca. No ale - oszczercy mieliby nauczkę, gdyby pomocy udzielił
          potrzebującemu lekarz, a tak... potwierdziły się tylko ich słowa. W stosunku do
          jednostek, nie do ogółu. Bo wierzę, że inny lekarz w podobnej sytucji udzieliłby
          pomocy.
      • franc_tireur Re: no cóż.. 09.10.08, 15:05
        To nie jest takie oczywiste - wygląda na to, że po godzinach pracy, jedyny
        obowiązek, jaki ciąży na lekarzu wynika nie z art 30 ustawy o zawodzie lekarza,
        a z paragrafu 162 kodeksu karnego (który obowiązuje wszystkich, nie tylko
        lekarzy), a który stanowi:

        "Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim
        niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela
        pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na
        niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega
        karze pozbawienia wolności do lat 3"

        Na uwagę zasługuje wyjątek: "mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej
        osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu", z
        którego wynika, że jeżeli stan upojenia lekarza (czy innego świadka stanu
        zagrożenia życia) mógłby narazić osobę poszkodowaną na niebezpieczeństwo co
        najmniej ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, nie ma on obowiązku udzielania pomocy.
        Co oczywiście zapewne podlega interpretacji prawnej a posteriori.

        Patrz: www.mp.pl/artykuly/?aid=34664
        • liton Re: no cóż.. 09.10.08, 15:22
          true, ale pamiętaj jednak, że ratowanie życia jest stanem "wyższej konieczności" - musiałbyś mieć na prawdę dobre powody, by kogoś nie ratować
          • slav_ Re: no cóż.. 09.10.08, 15:35
            Nie wydaje mi się by w tym przypadku lekarza chroniła instytucja "wyższej
            konieczności" bowiem takiego stanu tutaj...nie ma.

            Lekarz zgodnie z ta zasadą bowiem nie odpowiadał by za zniszczenie stolika czy
            stłuczeni zastawy - ale wyłącznie KARNIE (!) bo właściciel lokalu cywilnie
            mógłby dochodzić zwrotu kosztów (!).

            Natomiast udzielnie pomocy w stanie nietrzeźwości nie stanowi żadnego
            "poświęcenia dobra mniejszego dla ratowania większego" a sama nietrzeźwość
            (przez potencjalne zwiększenie możliwości popełnienia błędu POWIĘKSZA zakres
            odpowiedzialności (w tym KARNEJ!) lekarza.
            • slav_ Re: no cóż.. 09.10.08, 16:17
              Jeszcze jedno - w przypadku udzielania pomocy w stanie nagłym lekarza chroni nieco ustawa o zawodzie lekarza dając mu na ten czas ochronę prawną "jak funkcjonariuszowi publicznemu" ale dotyczy to zasad wykonywania zawodu lekarza.

              Ciekawe jest pytanie co w takim przypadku - ewidentnie jedząc kolacje w lokalu nie wykonuje zawodu lekarza. Czy wykonuje go udzielając pomocy (w tym momencie?). Czy przepis jest całkowicie nieadekwatny i lekarz jest "osobą prywatną udzielającą pomocy" i nie korzysta z takowej ochrony ? Sądzę że zachodzi raczej ta druga sytuacja.
            • extorris Re: no cóż.. 09.10.08, 16:56
              sprawa upojenia alkoholowego jest tu dosc dyskusyjna

              zwroc uwage, ze "normy" i promile znajduja sie w kodeksie drogowym, ich proste
              przeniesienie na prace lekarza nie ma umocowania prawnego

              zatem zdolnosc do wykonania danych czynnosci powinna byc oceniana nie na
              podstawie "badania laboratoryjnego" stwierdzajacego obecnosc alkoholu w
              organizmie, ale faktycznych objawow upojenia

              dlatego lekarz niezdolny do BLS to lekarz, ktory lezy pod stolem, rzyga i
              belkocze, albo sam jest nieprzytomny

              zasada BLS to robic cokolwiek, bo to lepsze niz nic
              tu nie mozna niczego popsuc

              art 162 KK nie zawiera wylaczenia odpowiedzialnosci w przypadku spozycia
              alkoholu przez udzielajacego pomocy - dotyczy to i lekarza i kazdego innego swiadka
              kazdy ma obowiazek pomoc tak jak moze i potrafi nie narazajac siebie i innych -
              zaniechanie udzielenia pomocy, gdy BLS jest wskazane jest gorszym narazeniem,
              niz BLS po kielichu

              tak samo art 30 dotyczy, mimo, ze jest w rozdziale "zasady wykonywania zawodu",
              jak wyraznie napisano "kazdego przypadku"
              inaczej, przepis musialby byc sformulowany "podczas swiadczenia pracy", albo "w
              czasie wykonywania zawodu"
              lekarzem sie jest, a nie bywa

              wracajac do tego konkretnego przypadku - ktos, kto jest w stanie podsluchiwac
              rozmowe przy sasiednim stoliku w trakcie kolacji (a nie libacji), nie jest tak
              pijany, aby nie moc udzielic takiej pomocy, jaka jest adekwatna w przypadku
              "zaslabniecia": ABC (nawet w wersji dla ratownika niemedycznego), pozycja
              bezpieczna, telefon 112

              takie zachowanie, jak opisane w tej prowokacji (nie wierze, ze sa to fakty),
              charakteryzuje prymitywa
              • franc_tireur Re: no cóż.. 09.10.08, 17:24
                Oczywiście sądzę, że masz całkowitą rację myślę, że większość (podkreślam
                większość) interpretatorów prawa interpretuje według litery, nie zapominając o
                duchu, czyli, na potrzeby chwili, tzw. zdrowym rozsądku. Na pewno mało by było
                przypadków w rzeczonej prawnej analizie po fakcie, w których można by
                usprawiedliwić zaniechanie podjęcia działania. W tym konkretnym przypadku
                należało by się jeszcze zastanowić na ile opisywane "zasłabnięcie" było
                "położeniem grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego
                uszczerbku na zdrowiu".

                Ale co do jednego bym jednak polemizowała - art. 31 tejże ustawy ma brzmienie:
                "Art. 31. 1. Lekarz ma obowiązek udzielać pacjentowi lub jego ustawowemu
                przedstawicielowi przystępnej informacji o jego stanie zdrowia, rozpoznaniu,
                proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych, leczniczych, dających się
                przewidzieć następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia
                oraz rokowaniu...etc"
                Także nigdzie nie jest napisane, że ma tych informacji udzielać w godzinach
                pracy. Czy z tego wynika, że ma obowiązek udzielania ich w dowolnej chwili, bo
                przecież "lekarzem się jest, a nie bywa?"
                Skoro sędzia Żelichowski z całą mocą twierdzi, że art. 30 obowiązuje w godzinach
                pracy, byłabym skłonna mu uwierzyć.

                Na marginesie jeden aspekt sprawy (nie na zasadzie polemiki, tylko ...skoro już
                robimy pogadankę...) - zgodnie z tym, czego mnie uczono na kursach prawa, pomoc
                udzielana przez lekarza w sytuacji, której dotyczy art. 162 oczywiście nie może
                wyglądać tak samo, jak udzielana przez laika (za wyjątkiem sytuacji, w której
                laik posiada skądś umiejętności równe lekarzowi) - musi ona być adekwatna do
                posiadanej wiedzy i umiejętności, a właściwie do wiedzy u umiejętności, które
                lekarz z urzędu powinien posiadać.
                • extorris Re: no cóż.. 09.10.08, 17:39
                  > należało by się jeszcze zastanowić na ile opisywane "zasłabnięcie" było
                  > "położeniem grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia...

                  interpretacja zdroworozsadkowa mowi mi, ze aby to stwierdzic, trzeba sprawdzic,
                  czy krazy i oddycha (czyli ABC), a takze, ze "zaslabniecie" moze miec
                  potencjalnie powazne przyczyny, ktorych najczesciej nie da sie zdiagnozowac na
                  miejscu, wiec trzeba wezwac pogotowie
                  tyle lekarz powinien zrobic, niezaleznie czy na podstawie art 30 czy 162

                  > "Art. 31.

                  pojawia sie slowo "pacjent" - pacjenci kontaktuja sie z lekarzem w pracy, poza
                  tym, nigdzie nie ma napisane, ze informacja musi byc udzielona natychmiast, co w
                  praktyce pozwala na przestrzeganie tego przepisu bedac w pracy

                  > Skoro sędzia Żelichowski z całą mocą twierdzi, że art. 30
                  > obowiązuje w godzinach pracy, byłabym skłonna mu uwierzyć.

                  jest to ryzykowne, bo to nie jedyny sedzia w polsce, a precedensy nie
                  obowiazuja, rozumiem jednak ten punkt widzenia

                  praktycznie, przy art 162 nie ma znaczenia jaka jest interpretacja art 30

                  a co do zakresu pomocy - bedac w restauracji, poza praca, nie masz wiele
                  wiekszych mozliwosci niz postronny swiadek: BLS, pogotowie
                  nie masz obowiazku, jak niektorzy anestezjolodzy "z powolaniem" wozic calego
                  "crash cart" w samochodzie, to tylko ich dobra wola i samodzielna inicjatywa
                  • franc_tireur Re: no cóż.. 09.10.08, 18:06
                    interpretacja zdroworozsadkowa mowi mi, ze aby to stwierdzic, trzeba sprawdzic,
                    > czy krazy i oddycha (czyli ABC)

                    Oczywiście, ale idę torem zastanawiania się co by było w przypadku nie podjęcia
                    jakiegokolwiek działania. Wtedy zapewne ocena, czy było ono uzasadnione
                    zależałaby od oceny a posteriori, czy był to stan zagrożenia życia (co pewnie
                    było by, delikatnie mówiąc, dość żmudne).

                    Można by się bawić dalej i pytać czy pacjent w trakcie leczenia nie pozostaje
                    pacjentem poza godzinami pracy, ale na szczęście nie jestem szlachcicem. Pewnie
                    zresztą nie pozostaje.

                    Generalnie rozumiem, co starasz się powiedzieć, z "subtelną" ironią podkopując
                    moje bezgraniczne zaufanie do sędziego Żelichowskiego ;)
                    Przy czym zgadzam się, że:
                    > praktycznie, przy art 162 nie ma znaczenia jaka jest interpretacja art 30

                    > a co do zakresu pomocy - bedac w restauracji, poza praca, nie masz wiele
                    > wiekszych mozliwosci niz postronny swiadek: BLS

                    Z tą różnicą, że nie-profesjonalista nie ma (o ile się nie mylę), żadnego
                    obowiązku znajomości BLS.
                    • marcinoit Re: no cóż.. 09.10.08, 18:10
                      > Z tą różnicą, że nie-profesjonalista nie ma (o ile się nie mylę),
                      żadnego
                      > obowiązku znajomości BLS.
                      a to juz zalezy. jesli np. nie-profesjonalista posiada prawo jazdy ,
                      wtedy ma obowiazek znac BLS :)
                    • extorris Re: no cóż.. 09.10.08, 18:16
                      > Z tą różnicą, że nie-profesjonalista nie ma (o ile się nie mylę),
                      > żadnego obowiązku znajomości BLS.

                      masz racje, mozna dyskutowac jednak o obowiazkach posiadacza prawa jazdy, a
                      wlasciwie o tym, czy ktos kto ma prawo jazdy od 40 lat musi sie doksztalcac
                      oraz, czy ktos ma prawo zapomniec kurs np po roku

                      ale z tego wynika jeszcze cos innego: pijany BLS moze byc lepszy od
                      nielekarskiego BLS lub braku BLS
              • slav_ Re: no cóż.. 10.10.08, 00:04
                >zwroc uwage, ze "normy" i promile znajduja sie w kodeksie drogowym, ich proste
                >przeniesienie na prace lekarza nie ma umocowania prawnego

                Owszem ale z tego powodu sytuacja jest GORSZA(!) bowiem nie ma potrzeby wykazywać stężenia alkoholu a jedynie uprawdopodobnić że lekarz wykonywał swoje działania pod jego wpływem co powoduje hipotetyczne "narażenie pacjenta" - na takowej formuje opierają się oskarżenia pijanych lekarzy bo reguły nie da się udowodnić realnej szkody.

                Próba udowodnienia że "pacjent doznał szkody bo udzielający pierwszej pomocy lekarz był pod wpływem alkoholu" (dość świadków by spożycie alkoholu udowodnić - bez dowodzenia stężenia i stanu świadomości) i roszczenie tym spowodowane nie jest całkiem abstrakcyjne (choć - być może - mało prawdopodobne).
      • kzet69 Re: no cóż.. 09.10.08, 21:07
        litonku podpisuję się pod tobą 4 łapkami, a z życia 6 z 8 chirurgow
        ze szpiatala na imprezie, delikatnie zakrapianej czyli kazdy koło
        0,8-1%0, godz 23.30 telefon ze szpitala bus z tirem 8 sztuk, w tym 4
        ciężkie... i co zrbili pojechali bo teki doktorzy los, a co do
        kolegi co odczuwał satysfakcję ze klient opluwający wcześniej
        doktorów nagle zaniemógł, to musi sie jeszcze dużo nauczyc albo
        zmienic zawód
    • borderlineonline niesmaczne 09.10.08, 14:28
      Mściwość, cynizm, pogarda.
      To bije z Twojej wypowiedzi.
      Pomyślałeś jak ci ludzie czuliby się gdybyś zgłosił się i im pomógł?
      Wtedy nauczyliby się ,że potrzebują lekarzy,
      a tak- postawiłeś się na jednej półce z tymi (brrrrr na określenie)
      "chrumkającymi świńmi"-
      jednego nie umiem ustalić-
      to jak w końcu-
      oni wam ten wieczór zepsuli czy raczej uświetnili?
      bo zmieniasz zeznania.
      pachnie konfabulacją.
      i tyle.
      • liton Re: niesmaczne 09.10.08, 15:26
        zgadzam się w 100% z tobą

        nadmienię jeszcze, że chyba lepszym wyjściem byłoby wystawić potem rachunek za usługę, niż schowanie swojej "zemsty" w kieszeń..
        • sithicus Re: niesmaczne 09.10.08, 20:32
          liton, prędzej byś chyba swoje ucho zobaczył niż zapłatę za udzieloną pomoc....
          • liton Re: niesmaczne 09.10.08, 23:14
            to inna sprawa ;)
    • snajper55 Prośba. 09.10.08, 15:42
      Nawet osoby cierpiące na roztrojenie jaźni powinny używać tylko jednego nicka, o
      co gorąco proszę uczestników forum. ;)

      S.
      • marcinoit Re: Prośba. 09.10.08, 15:53
        oo widze ze wpadl na chwilke czysciciel :)
    • cykutas A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 17:18
      Niezmiernie przepraszam, że w podskokach razem z pozostałymi
      konowałami w stanie conajmniej wskazującym na spożycie nie
      udzieliłem chamskiemu pospólstwu darmowej pomocy specjalistycznej.
      To się już nie powtórzy. Następnym razem nawiążemy przyjazny, pełny
      zrozumienia dialog. Zaczniemy od zalecenia nie objadania się
      nadmiernego (co było przyczyną zasłabnięcia). Do tego dodamy
      troskliwe uwagi o tym, że 8-me piwo może jednak skończyć się
      lądowaniem pod stołem.
      Jeżeli w naszej próbie zapobiegania chorobie nie odniesiemy sukcesu.
      Np. wskutek trudnosci komunikacyjnej z pacjentem(ami). A trudność ta
      wynika nie tylko z ich nastawienia do lekarzy. Kłopot to również
      język pacjentów pełen łacińskiego przecinka. To padniemy przed ludem
      na kolana, błagając go o dbanie o zdrowie i wyrozumienie dla
      konowalskich błędów.
      Tak nam dopomóż... Lenin(?!)
      Wszyscy zadowoleni?
      • marcinoit Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 17:23
        ja nie :)
        popsules caly efekt :(
        • cykutas Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 17:28
          Zastanawia mnie, że nikt z tych święcie oburzonych nie zapytał co
          dalej się stało z delikwentem?
          A przecież po ludzku powinni się byli tym zainteresować.
          • franc_tireur Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 17:37
            Myśl Twoja chyża zaiste meandruje w sposób, którego nie jestem w stanie prześledzić.
            Widocznie za mało ludzka jestem. Lubo za mało bystra. Co zrobić...
          • marcinoit Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 17:38
            > A przecież po ludzku powinni się byli tym zainteresować
            no teraz to juz zupelnie przegiales :) dobrego doktora nie
            interesuja takie bzdety ... no chyba ze za kase. :)
      • franc_tireur Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 17:34
        Nie zapomnij o otarciu buzi sąsiadom ze stolika (przepraszam, "pospólstwu"),
        jeśli poplamią się sosem. To także przecież chyba było wymieniane jako element
        "darmowej pomocy specjalistycznej", której wszyscy tu od Ciebie chórem zażądali?
        I co ma do tego diadia Lenin?
        Sugerujesz, że w krajach o gospodarce rynkowej nie istnieje obowiązek
        bezpłatnego udzielania pomocy ludziom w stanie zagrożenia życia, zwłaszcza jak
        się ma do nich niechętny stosunek?
        • cykutas Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 17:38
          Tak własnie jest. Żadnego takiego idiotycznego obowiazku lekarze nie
          mają.
          • snajper55 Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 17:44
            cykutas napisał:

            > Tak własnie jest. Żadnego takiego idiotycznego obowiazku lekarze nie
            > mają.

            Mylisz się. Mają go wszyscy, a więc także lekarze:

            KK art. 162 § 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym
            bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na
            zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej
            osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu,
            podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

            S.
            • cykutas Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 17:51
              Snajperze czytaj uważnie, skoro jesteś moderatorem!
              Mowa była o zagranicy.
              W Polsce istnieją jakieś postkomunistyczne regulacje prawne
              odnoszące się do lekarzy. Zupełnie mnie one nie obchodzą.
              Tak jak mnie nie obchodzi tzw. branie łapówek. Ja ich nie biorę, bo
              to co biorę to moje lekarskie honorarium.
              To, że komunistyczny przepis w wolnej Polsce nadal obowiązuje, wali
              mnie. Omijam go po prostu jak 99% kolegów i kolezanek.
              Nota bene prokuratorzy to jedni z najwdzięczniejszych pacjentów.
              • betty-226 Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 18:25
                > Snajperze czytaj uważnie, skoro jesteś moderatorem!
                > Mowa była o zagranicy.

                cykutas - a mógłbyś palcem pokazać, w którym miejscu pisałeś o zagranicy? Bo ja
                jakoś chyba nieuważnie czytam. W oczy rzuciło mi się coś o polskiej mentalności
                i ani słowa o zagranicy. Poproszę zatem o cytacik, jeśli można :)
                • snajper55 Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 20:49
                  betty-226 napisała:

                  > cykutas - a mógłbyś palcem pokazać, w którym miejscu pisałeś o zagranicy? Bo ja
                  > jakoś chyba nieuważnie czytam. W oczy rzuciło mi się coś o polskiej mentalności
                  > i ani słowa o zagranicy. Poproszę zatem o cytacik, jeśli można :)

                  Chyba się nie doczekasz.
                  Tak to jest, cykutasie, trzeba było pisac uważnie. ;))

                  S.
          • franc_tireur Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 17:55
            Aha.

            en.wikipedia.org/wiki/Duty_to_rescue
        • extorris Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 17:43
          ale nie ma nigdzie mowy o obowiazku bezplatnego udzielenie pomocy
          masz udzielic pomocy
          masz prawo wyslac rachunek

          swoja droga nie slyszalem o zadnym postepowaniu sadowym w sprawie wynagrodzenia
          za udana reanimacje na ulicy
          to dosc ciekawe z punktu widzenia prawa: jest to usluga, ktorej klient nie
          zamawial, czy ma za nia zaplacic? nawet jesli byla konieczna, aby racunek
          odebral sam, a nie spadkobiercy?
          • snajper55 Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 17:47
            extorris napisał:

            > ale nie ma nigdzie mowy o obowiazku bezplatnego udzielenie pomocy
            > masz udzielic pomocy
            > masz prawo wyslac rachunek

            Nie ma prawa. Usługa jest wtedy, gdy dwie strony zawarły umowę w sprawie
            wykonania usługi.

            S.
            • cykutas Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 17:55
              A to napisałeś dobrze. No właśnie: nie było umowy! I nigdy jej z
              bydełkiem nie zawrę.
              • snajper55 Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 20:51
                cykutas napisał:

                > A to napisałeś dobrze. No właśnie: nie było umowy! I nigdy jej z
                > bydełkiem nie zawrę.

                Nie wiedziałem, żeś weterynarz.

                S.
            • liton Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 17:59
              no - na uczelni trochę inaczej mnie uczono ad. odpłatności za coś takiego ;)

              pamiętaj, że zawarcie umowy to nie tylko podpisanie papiórów - kupując knyszę nie podpisuję ze sprzedawcą umowy
              chce mieć państwowe - telefon - 112 i jest
              jeśli drze się niczym stare prześcieradło na całą restaurację "czy jest na sali lekarz?" - to nie wzywa pogotowie, tylko lekarza - w imie czego miałoby to być darmowe?
              przyjdziesz do prywatnego okulisty z zawałem serca (bo to lekarz) - to też cię skasuje, bo ma do tego prawo
          • franc_tireur Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 18:15
            Znowu: wydaje mi się, że zależy z jakiego punktu widzenia.

            Jeżeli udzielasz pomocy na zasadzie powszechnie obowiązującego prawa o obowiązku
            udzielania życia (czyli na podstawie 162 KK), to na jakiej zasadzie miałbyś
            wysyłać rachunek? Czy to znaczy, że każdy teoretyczni mógłby?
            Myślę, że temat ciekawy, ale roztrząsany przez nas (przynajmniej przeze mnie)
            zapewne przypomina dyskusję arka z arkiem bis na temat postępowania w raku
            szyjki (więc chyba raczej się poprzyglądam dyskusji).
            • extorris Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 18:26
              tak, mysle, ze rozwazania o rachunku sa czysto teoretyczne
              nie tylko z przyczyn prawnych, ale tzw. ludzkich

              do dyskusji w rownoleglym watku serdecznie zapraszam, jak masz sile i
              cierpliwosc, mi w koncu do tej dyskusji wystarcza material obowiazujacy,
              przynajmniej teoretycznie, studentow na kursie patomorfologii i nie mam ochoty
              na tym poziomie merytorzycznym poza to wykraczac (a w kazdym razie poza to co
              areczek moze sam wygooglac, zeby sprawdzic moje slowa)
              • franc_tireur Re: A teraz się pokajam(y): 10.10.08, 19:04
                > do dyskusji w rownoleglym watku serdecznie zapraszam, jak masz sile i
                > cierpliwosc, mi w koncu do tej dyskusji wystarcza material obowiazujacy,
                > przynajmniej teoretycznie, studentow na kursie patomorfologii

                Ja tam jestem skromnym szamanem i na pewno daleko mi do wiedzy arka103, a w
                każdym razie do tak dorodnego zasobu pewności, co do swojej wiedzy. W końcu mam
                tylko tytuł lekarza, bez specjalizacji, którą próbuję zdobyć w całkiem innej
                dziedzinie.
                Gdzie mi tam do wiedzy inteligentnego człowieka, który wytrwale korzysta z google.

                No i mam wystarczająco dużo czynników ryzyka incydentów sercowo-naczyniowych.
                • extorris Re: A teraz się pokajam(y): 10.10.08, 20:53
                  rzeczywiscie

                  lepiej dbac o zdrowie

                  pozdrawiam
            • slav_ Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 23:51
              Też ciekawa kwestia.

              co do rachunku może to zależy jak zakwalifikujemy tę pomoc?

              Czy pomoc udzielna przez lekarza jest udzielona w myśl "Ustawy o zawodzie lekarza" (wtedy mamy do czynienia z pomocą lekarską) czy na zasadach ogólnych ("nie ma lekarza" - pomaga jak każdy przypadkowy świadek).

              W tym pierwszym wypadku KEL wprost daje przyzwolenie na zażądanie honorarium:
              Art. 66.


              1. Lekarz ma prawo umawiać się o wysokość honorarium przed rozpoczęciem leczenia.
              2. Wyjątkiem od tej zasady jest pomoc w nagłych wypadkach. W razie braku stosownych cenników lekarz powinien brać pod uwagę wartość oddanej usługi, poniesione koszty własne, swoje kwalifikacje, a także w miarę możliwości, sytuację materialną pacjenta.

              A z "ustawy" nie wynika obowiązek udzielenia tej pomocy za darmo.

              (oczywiście abstrahuję od realów)
    • arek103 Dlaczego ten chamski watek nie zostanie usuniety? 09.10.08, 18:41
      Dlaczego ten chamski watek cykutasa nie zostanie usuniety? Przeciez lamie
      regulamin. Facetom nie tylko ubliza pacjentowm, ale pokazuje tez, jak chamscy
      potrafia byc lekarze.
      • sithicus Re: Dlaczego ten chamski watek nie zostanie usuni 09.10.08, 20:35
        Lekarz też człowiek. I jako człowiek ma prawo naubliżać pacjentom i w mordę też
        dać gdy trzeba :)
        • kzet69 Re: Dlaczego ten chamski watek nie zostanie usuni 09.10.08, 21:17
          dokładnie tacy lekarze jak cykutus też muszą miec prawo
          wypowiedzenie się... ku przestrodze innym...
    • kzet69 Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 09.10.08, 20:55
      ubawiłeś się mówisz... a co było pacjentowi???? jeżeli nie to zmień
      zawód i to szybko... proszę...
    • kzet69 Re: A teraz się pokajam(y): 09.10.08, 21:14
      wyluzuj dzieciaku
    • awytawel przede wszystkim koledze należą się podziękowania 09.10.08, 22:13
      i gratulacje za fajny tekst. a dlaczego Polacy plują na tych, na
      których w gruncie rzeczy liczą? ja też tego nie wiem
      • kzet69 Re: przede wszystkim koledze należą się podziękow 09.10.08, 22:51
        bo kolega napisał to jako lekarz, a lekarz nie ma prawa napisac
        takiego tekstu ot i wsio...
        • awytawel czy jesteśmy pozbawieni praw publicznych 09.10.08, 22:54
          jako lekarze? nie wolno nam pisać prawdy? myśle że jest na odwrót:
          mamy szczególny obowiązek mówienia prawdy
          • betty-226 Re: czy jesteśmy pozbawieni praw publicznych 09.10.08, 23:02
            W tym mówienia prawdy o tym, że się komuś nie udzieliło pomocy ze względu na
            własną urażoną dumę.
            W sumie racja.
            • awytawel myślę, że chodziło o godność osobistą 09.10.08, 23:08
              a nie jakąś dumę. zgadzam się z tezą już kiedyś obecną na tym forum,
              że do wykonywania naszego zawodu potrzebna jest relacja o b u s t r
              o n n e g o zaufania i szacunku lekarz-pacjent
              • kzet69 Re: myślę, że chodziło o godność osobistą 09.10.08, 23:25
                a co ma godnosc osobista do udzielenia pomocy osobie w stanie
                zagrożenia życia, bo każde zasłabnięcie do czasu zweryfikowania jego
                przyny traktujemy jako stan zagrożenia życia?
                • awytawel ja się domyślam, że jakiejś oceny dokonano 09.10.08, 23:35
                  zapewne (wymiotujący?) wróg konowałów osunął się na ziemię, nie
                  tracąc przytomności. przynajmniej cykutas nic o utracie przytomności
                  nie napisał. domyślam się że "na złodzieju czapka gore" i nerwowa
                  reakcja tych "państwa" dowodziła obawy przed karą Bożą za to co na
                  nas nawygadywali...
                  • kzet69 Re: ja się domyślam, że jakiejś oceny dokonano 10.10.08, 00:26
                    byłeś tam? autor pisze tylko o zasłabnięciu więc nie dorabiaj teorii
                    bo mogłobyc tak że wspomniany delikwent zasłabł na widok zielonego
                    gościa w uniformie nurka wypełzającego na 18 łapkach z muszli
                    pożeranej ostrygi nieprawdaż? albo mógł miec incydent niedokrwienia
                    mięśnia sercowego nieprawdaż? albo udar niedokrwienny mózgu
                    nieprawdaż? albo wystraszył się widoku cycka swojej ślubnej, który
                    wychynął spod stanika nieprawdaż?
                    • snajper55 Re: ja się domyślam, że jakiejś oceny dokonano 10.10.08, 01:07
                      kzet69 napisał:

                      > byłeś tam?

                      Ja sądzę, że był. ;)

                      S.
                      • franc_tireur Re: ja się domyślam, że jakiejś oceny dokonano 10.10.08, 18:39
                        He, he.
                        Czyli od początku dobrze myślę wietrząc osobowość wielokrotną, by nie rzec
                        gruppową ;)
              • cykutas Re: myślę, że chodziło o godność osobistą 10.10.08, 23:33
                A jakie były te relacje to już opisałem.
                • marcinoit Re: myślę, że chodziło o godność osobistą 10.10.08, 23:35
                  cykutas chlopie , jedz Ty na dlugi urlop. wyraznie potrzebujesz odpoczynku
    • gr.x Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 10.10.08, 00:13
      Czy nie da się banować na stałe IP takich flame-kolesi, konfabulujących
      (zapewne) nad szklaneczką alkoholu, i (przypuszczalnie) nic nie mających
      wspólnego z zawodem lekarza? Niech się cykutasy j....e bawią gdzie indziej...
      • kzet69 Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 10.10.08, 00:23
        wbrew pozorom sądzę że kolega "cykutas" jest naprawdę lekarzem
        (stawiałbym na rezydenta), banowanie nir echodzi w rachubę, on
        powinien uzmysłowic społeczeństwu do czego doprowadziło 60 lat
        kopania i glanowania lekarzy, jego głos w dyspucie publicznej jest
        jak najbardziej pożądany
        pzdr.
        • maga_luisa Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 10.10.08, 00:31
          Społeczeństwo, obawiam się, takich wniosków nie wysnuje.
          Wysnuje znacznie prostsze :-(
          • kzet69 Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 10.10.08, 00:36
            pewnie masz rację maga ale młodzi myślą (oczywiście nie wszyscy) tak
            jak cykutas ja też mam kontakt ze stażystami i rezydentami
            • marcinoit Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 10.10.08, 11:19
              kzet a Ty nigdy nie miales ochoty kopnac pajeta w du..pe??
              bo ja wielokrotnie :) inna sprawa ze nigdy tego nie zrobilem :)
              ale jestem zwyklym czlowiekiem a nie Matka teresa wiec mam tez swoje
              emocje.wiec nie dziwmy sie zabardzo Koledze ktory wylewa tu swoje
              flustracje jestem przekonany ze na zywca doskonale wie jak powinien
              sie zachowac nie tylko lekarz ale kazdy czlowiek :)
              • maga_luisa Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 10.10.08, 14:38
                Być może doskonale wie, ale zachował się (według własnej relacji) zupełnie inaczej.
                • tara34 Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 10.10.08, 18:18
                  wiesz co? szkoda komentowac Ty jesteś cyKUTAS
                  • marionaud_1 Re: "Czy jest na sali lekarz?!" - a wała, nie ma! 10.10.08, 19:43
                    I to chyba nadal nietrzeźwy.
                    • antyalicja cykutas postąpił moim zdaniem właściwie 10.10.08, 20:29
                      każdy odpowiada za to co robi i mówi; odpowiedzialność potencjalnego
                      pacjenta polega również na tym, że może w rezultacie swoich słów nie
                      zostać pacjentem
                      • maga_luisa Re: cykutas postąpił moim zdaniem właściwie 10.10.08, 21:02
                        W kontekście sytuacji nagłego zagrożenia życia - bzdura.
    • 0.9_procent Kij w mrowisko 11.10.08, 16:13
      Stanę trochę w obronie cykutasa, bo sądzę, że troszkę
      przesadziliście w odsądzaniu go od czci i wiary.
      Po pierwsze.
      Abstrahując od zachowania cykutasa. Czego oczekuje pacjent
      wyzywający lekarzy od ostatnich? Jakie ma prawo oczekiwać pomocy?
      Cykutas napisał (co prawda nie na początku), że sprawa miała miejsce
      zagranicą. Więc przytaczanie polskich zapisów prawa ma się nijak do
      sytuacji.
      Po drugie.
      Gość, który zasłabł oczekiwał pomocy LEKARZA a nie jakiegoś
      pieprzon.ego konowała. Pytanie, czy cykutas miał prawo czuć się
      lekarzem, czy tylko konowałem. Przecież od konowała nikt pomocy nie
      oczekiwał. :-))
      Po trzecie.
      Jakie zagrożenie życia? Jakie k… BLS??? Nic nie napisano o utracie
      przytomności, nic nie napisano o finale całej sprawy, więc NIE
      WIADOMO czy jakiekolwiek zagrożenie życia rzeczywiście istniało.
      Będziecie szanowni koledzy robić masaż serca, i sztuczne oddychanie
      każdemu, kto powie że mu słabo? I podłączycie AED? No to ma duże
      szanse umrzeć – ze strachu.
      Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu –nigdy nie słyszeliście?
      Po czwarte.
      Przy obecnej nagonce dziennikarzy i ryzyka zarzutu narażenia na
      utratę zdrowia/życia nie widzę żadnego powodu do interwencji przez
      lekarza, który wypił alkohol w sytuacji, w której bezpośredniego
      zagrożenia życia nie ma.
      Po piąte.
      Szanowni koledzy na emigracji. Nie zostawiliście suchej nitki na
      cykutasie, zarzucając mu brak pomocy w sytuacji ‘zagrożenia życia’,
      chociaż w jego wypowiedziach nie widziałem nic, co miałoby
      JEDNOZNACZNIE na taka sytuację wskazywać. Ciekawe, co napiszecie,
      gdy tytuł wątku będzie brzmiał: ‘Czy jest Polsce lekarz? A wała
      niema, wszyscy wyjechali!”
      • slav_ Re: Kij w mrowisko 11.10.08, 16:50
        O ile nie odsądzam od czci i wiary kolegi o wdzięcznym nicku cykutas (który to kojarzy mi się z pewną rolą jednego polskiego aktora) o tyle zupełnie nie wierzę w tę "zagranicę" (przez modelowy wprost dla rodzimej populacji zestaw zarzutów "na lekarzy" ujętych w opisanej scence).

        W gruncie rzeczy (również przez drażniąca poglądowość i dydaktyzm)powątpiewam w realność tej sytuacji lecz - mimo to - doceniam jej wartość w wywołanej dyskusji bowiem (jak niektórzy słusznie zauważyć) lekarz jest tylko człowiekiem a czasem pacjent robi wszystko by jedynym marzeniem lekarza była chęć kopnięcia go w d...
        • 0.9_procent Re: Kij w mrowisko 11.10.08, 17:50
          slav_ napisał:

          > O ile nie odsądzam od czci i wiary kolegi o wdzięcznym nicku
          cykutas (który to
          > kojarzy mi się z pewną rolą jednego polskiego aktora) o tyle
          zupełnie nie wierz
          > ę w tę "zagranicę" (przez modelowy wprost dla rodzimej populacji
          zestaw zarzutó
          > w "na lekarzy" ujętych w opisanej scence).
          Jakiś niewierzący jesteś. Przecież to mogło być w Gorlitz, czy
          Czeskim Cieszynie – już za granicą.:-))
          Zastanawia mnie jedno. Co najmniej połowa dyskusji opiera się nie na
          przedstawionych faktach (?), a na domysłach dyskutujących. Niejako
          modelowy przykład plotki.

          >
          > W gruncie rzeczy (również przez drażniąca poglądowość i dydaktyzm)
          powątpiewam w
          > realność tej sytuacji lecz - mimo to - doceniam jej wartość w
          wywołanej dysku
          > sji bowiem (jak niektórzy słusznie zauważyć) lekarz jest tylko
          człowiekiem a cz
          > asem pacjent robi wszystko by jedynym marzeniem lekarza była chęć
          kopnięcia go
          > w d...
          Dokładnie taki sam mechanizm, jak w przypadku facetów, którzy nie
          zapinają pasów, bo ‘są wolnymi ludźmi i jeśli się chcą ryzykować to
          ich sprawa’. W momencie wypadku ich poglądy na ‘wolność’ ulegają
          radykalnej zmianie.
          • slav_ Re: Kij w mrowisko 11.10.08, 18:18
            >Jakiś niewierzący jesteś. Przecież to mogło być w Gorlitz, czy
            >Czeskim Cieszynie – już za granicą.:-))

            Niemożliwe. Sytuacja "za granicą" (bez względu na narodowość "obrzucających błotem") traci "smaczek" a nawet sens. Jeśli to obcokrajowcy to "obrzucają" swoich lekarzy (i swoich wzywają) - przykład na polskim forum mało dydaktyczny. Jeśli to Polacy za granicą - "obrzucają" polskich lekarzy ale wzywając "tamtejszych" - pytania nie mają sensu bo wiadomo że wzywają "lepszych - zagranicznych" lekarzy i tak dalej...
            Poza tym jestem pewien że informacja o "zagranicy" pojawiła by się w pierwszym poście.
            • 0.9_procent Re: Kij w mrowisko 11.10.08, 19:07
              NIe mam złudzeń, że 'zagranica' była próbą ratowania się cykutasa.
              W pierwszym poście nie było by "wygospodarować dwie stówki" a "parę
              euro".
        • ir1.easy Re: Kij w mrowisko 11.10.08, 18:49
          Drodzy Państwo, trafiłam na ten wątek przez przypadek i czytałam go
          raz przerażona innym razem pełna jednak otuchy. Jestem pacjentem,
          być może potencjalnym pacjentem kogoś z was tu piszących. I powiem
          wam, że rozumiem wasze dylematy prawne, ale zupełnie nie rozumiem
          etycznych. Nie wyobrażam sobie normalnego człowieka nie
          udzielającego pomocy innemu człowiekowi /nawet takiemu, którego za
          nic znać bym nie chciała/ i zwłaszcza takiemu, który nie ma wpływu
          na to co się z nim dzieje (bo akurat np. mdleje). Jako pacjent: o
          tzw. służbie zdrowia (także prywatnej) i całym systemie łącznie z
          NFZ myślę jak najgorzej, o niektórych lekarzach również, i czasem
          nawet pozwalam sobie wyrazić to głośno i publicznie, ale wciąż mam
          nadzieję, że trafię na lekarza a nie na konowała (czasem zresztą
          trafiam). I, że jako chora będę bezradna tylko wobec choroby, a nie
          dodatkowo wobec medyka, którego mam przed sobą. I mam do tego prawo.
          Niestety jest tak, że nawet jak to będzie konował, w dodatku
          nieuprzejmy to i tak za wizytę mu płacę. I sorry, jak mnie taki
          wnerwi lub żle potraktuje, lub co gorsza jeszcze narazi na dodatkowe
          dolegliwości, a ja na to naubliżam i powyklinam w rozmowie z
          przyjaciółmi i słyszy to jakiś lekarz, to dlaczego bierze to do
          siebie? Przecież ja nie o nim, tylko o tych złych. Poza tym jeśli
          ktoś narzeka, to raczej nie dlatego, że miał pozytywne doświadczenia
          z lekarzami. Cykutas miał szansę być byćmoże pierwszym pozytywnym
          kontaktem tego człowieka z medycyną. Domyślam się, że "pacjent" nie
          zszedł w tej knajpce na oczach usatysfakcjonowanego grona doktorów,
          bo wówczas chyba twórca wątku nie byłby taki uradowany. I na koniec,
          sądzę, że: jeśli boli mnie gardło, idę do lekarza, i zachowuję się
          wobec niego chamsko to może mnie on wyprosić i nie pomóc; ale jeśli
          jestem chamidłem z natury i mam np. zawał, a lekarz uzależni
          udzielenie mi pomocy od pozytywnej weryfikacji mojego charakteru -
          to chyba śmierć jest jednak zbyt dużą karą za zły charakter.
          • 0.9_procent Re: Kij w mrowisko 11.10.08, 20:15
            Droga Pani.
            Wątek dotyczy (dla mnie) tego, że w Polsce można bezkarnie opluć
            lekarzy, a natychmiast potem oczekiwać od nich pomocy. (nie mam
            złudzeń, że nie było to za granicą – slav wyjaśnił dlaczego).
            Jeżeli ktoś wyraża o lekarzach takie zdanie, że: „"nic nie umiemy"
            i „kontakt z nami to śmiertelne ryzyko" to oczekuję, że będzie
            konsekwentny – nic ponadto.
            Jest dla mnie dyskusyjne, czy w opisanym przypadku istotnie
            wystąpiło BEZPOŚREDNIE zagrożenie życia. Jeśli nie – pytanie czy
            można oczekiwać od dowolnego lekarza pomocy w każdej sytuacji – bez
            względu na okoliczności. Jeśli uważa Pani, że można –proszę napisać,
            na jakiej podstawie.
            Czy można oczekiwać, że lekarz ‘gołymi rękoma’ ZAWSZE jest w stanie
            zrobić więcej niż ktoś, kto lekarzem nie jest? Czy wykręcenie przez
            lekarza 999 różni się w istotny sposób od zrobienia tego samego
            przez nie-lekarza?

            Z przykrością muszę stwierdzić, że Pani dołącza do grupy wyrażającej
            bezpodstawnie negatywne zdanie o lekarzach. LEKARZACH, nie
            pojedynczym lekarzu.
            Jak Pani napisała „wciąż mam nadzieję, że trafię na lekarza a nie na
            konowała (czasem zresztą trafiam).” NIE JEST TO ZDANIE DOTYCZĄCE
            JEDNEGO LEKARZA!
            Czy mogę zapytać, co upoważnia Panią do wyrażania tak sformułowanej
            opinii? Jakie kryteria stosuje Pani by rozróżnić lekarza od
            konowała? I co znaczy to drugie określenie?

            I dalej: „naubliżam i powyklinam w rozmowie z przyjaciółmi i słyszy
            to jakiś lekarz, to dlaczego bierze to do siebie? Przecież ja nie o
            nim, tylko o tych złych.”
            Taaaaa. WSZYSCY lekarze to łapówkarze, nieroby, darmozjady, pijaki i
            mordercy, ale pan panie doktorze nie.” Skąd ja to znam.
            Ponownie zapytam. Jak pani odróżnia dobrego lekarza od tego złego?
            Ma Pani dostateczną wiedzę, by ocenić umiejętności lekarza? Na
            podstawie pojedynczego przypadku? Chylę czoła!

            I dalej: „Poza tym jeśli ktoś narzeka, to raczej nie dlatego, że
            miał pozytywne doświadczenia z lekarzami.”
            Taaaa oczywiście. ‘Ten pieprzo.ny konował nie chciał wystawić
            recepty na lekarstwo dla psa mojej ciotki i musiałem zapłacić u
            weterynarza.’ To też jest złe doświadczenie NIEPRAWDAŻ?

            > „Domyślam się, że "pacjent" nie zszedł w tej knajpce na oczach
            usatysfakcjonowanego grona doktorów, bo wówczas chyba twórca wątku
            nie byłby taki uradowany.”
            A ja jestem tego pewien, bo pewnie żadnego realnego zagrożenia życia
            nie było, więc i nie było powodu, by lekarz (przed chwilą obrażany)
            rzucał się na pomoc.

            >„… jeśli jestem chamidłem z natury i mam np. zawał, a lekarz
            uzależni udzielenie mi pomocy od pozytywnej weryfikacji mojego
            charakteru - to chyba śmierć jest jednak zbyt dużą karą za zły
            charakter.”
            Z niecierpliwością czekam na wskazówki jak w przypadku zawału bez
            zatrzymania krążenia ma Pani pomóc przypadkowo spotkany okulista – w
            końcu lekarz.
            • tartaczek Re: Kij w mrowisko 11.10.08, 22:21
              >o,9%:Dobre podsumowanie.A z innej beczki.Przed wyjazdem na kongres do Stanow
              dostawalismy wytyczne/porady ,zeby sie nie wyrywac do udzielania pomocy na
              pokladzie samolotu,gdyby taka koniecznosc wystapila ,z powodu zlych
              wczesniejszych doswiadczen skandynawskich lekarzy z amerykanskimi prawnikami.I
              to tyle w temacie.
            • ir1.easy Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 04:27
              Hmm... Zacznę od tego, że nie jestem wrogiem lekarzy. Jestem córką
              lekarzy, mam też lekarzy wśród przyjaciół. Rodzice nie żyją, a mamie
              z pewnością zawód skrócił życie (była bardzo zaangażowana w pracę i
              znarła w wyniku zawałui). Mam ogromny szacunek dla ich pracy. Do
              kiedy sama nie zaczęłam mieć kłopotów ze zdrowiem i kontaktów z
              lekarzami zawsze byłam po ich stronie. Nie wyrażam bezpodstawnie
              złej opinii. Podstaw mam wiele. Choć oczywiście nie potępiam w
              czambuł wszystkich. Mam do czynienia z lekarzami, którzy są OK, ale
              problem polega na tym, że nie są to lekarze, do których trafiam od
              razu, tylko ten któryś kolejny jest w porządku. Po tym jak zapłacę
              tym poprzednim lub/i stracę czas i nerwy. Wiem, że nie zawsze to
              ich "wina", że są zmęczeni bo pracują na kilku etatach, że mają
              własne problemy, że jestem 150 pacjentem z tymi sami jękami co 149
              przede mną. Tylko, że to jest ich praca. Ja prowadzę firmę, mój
              zawód też jest opluwany, ale oprócz innych rzeczy jakich wymagam od
              swoich pracowników jest szacunek dla klientów, wciąż im
              wtłaczam "nie bądźcie urzędnikami"; klient, ma prawo nie wiedzieć,
              nierozumieć, ogólnie nie kumać, wy jesteście od tego, żeby mu pomóc
              i wytłumaczyć. To tak w skrócie. Jak oceniam kompetencje lekarzy? To
              proste. Na 100% mi się nie uda, nikomu jak sądzę, nawet lekarzowi.
              Chory jest zawsze zagubiony, nawet profesor medycyny. Natomiast
              ważny jest kontakt z pacjentem. Jeśli lekarz mi mówi, że to nic
              poważnego, że łupie mnie w prawym boku od 20 lat (i to tak, że
              ruszyć się nie mogę ani złapać oddechu), bo gdyby było poważne to
              już by było po mnie to co mam myśleć o takim lekarzu? Może ma rację,
              może to nic poważnego, ale ja tego sobie nie wymyśliłam, i utrudnia
              mi to życie, to może by ruszył mózgownicą i sprawdził o co chodzi?
              Od mniej więcej takiego samego czasu bolą mnie nadgarstki przy
              mikroruchach (bolą tak, że dosłownie zwijam się z bólu) - zero
              reakcji, coś wymyślam najpewniej. Trafiam w końcu do kogoś kto
              stawia diagnozę (jakaś rzadko występująca u nas dolegliwość - trzeba
              operować - u niego 2.500 zł za łapkę; operacja = sprawa inwazyjna,
              pytam więc czy jest jakieś badanie, które może potwierdzić tę
              diagnozę; p. dr niechętnie przyznaje, że tak; pytam, gdzie mogę je
              zrobić - on nie wie, ale wie, że długo się czeka i że jest
              kosztowne; dalej? badanie potwierdzające jego diagnożę można wykonać
              w tej samej przychodni za 150 zł, w ciągu tygodni - wizyta u niego
              500; badanie wyklucza jego diagnozę, stwierdza coś innego).
              Szczerze?, wolałabym, żeby miał rację, za 5tys, pozbyłabym się
              problemu. Ale kłopot w tym, że jej nie miał i chciał wyciąć mi 2
              nerwy, po 1-nym z każdej z dłoni, nawet nie próbując zweryfikować
              swojej diagnozy i będąc temu niechętnym. Jestem mu wdzięczna o tyle,
              że w ogóle coś stwierdził, i że na tej podstawie dowiedziałam się
              jakie dodatkowe badania powinnam zrobić. Ale do operacji nie doszło
              tylko dlatego, że jestem dociekliwa, boję się inwazyjności i postawa
              lekarza wzbudziła moje wątpliwości - ilu pacjentów wykończonych
              bólem by mu uwierzyło? Wielu). Nie jestem w stanie ocenić
              kompetencji lekarza, ale wiem, jak mnie traktuje. Wiem teź, co mi
              jest, nawet gdy nie umiem tego nazwać i nie mogę wystawić sobie
              recepty.
              A wracając do tematu: nie twierdzę, że lekrarze to dyletanci,
              łapówkarze etc - łapówek wręczać nie umiem, więc nawet gdybym
              trafiła na łapówkarza to bym go nie rozpoznała; dyletanci - z
              pewnością niektórzy tak, ale i tak mają większą wiedzę niż ja -
              pytanie czy zechcą jej użyć; 1)lekarz, zawsze gołymi rękami może i
              umie więcej niż dyletant; 2) abstrahując od bycia lekarzem - jak
              ktoś słabnie w mojej obecności to reaguję jak umiem najlepiej; jeśli
              przy okazji jestem lekarzem to tym lepiej dla ratowanego. I nie będę
              się w takiej sytuacji zastanawiać czy to jest dobry człowiek, czy
              dobrze ocenia mnie czy też mój zawód. Pomogłam sąsiadowi, który mnie
              zwalczał w ramach wspólnoty mieszkańców, żyje dzięki mnie,
              podziękował i nadal mnie zwalcza; ratuję ptaki z różnych opresji
              (choć ptaków ogólnie nie lubię i ratując je, narażam się na ich
              ataki - niektóre gatunki są bardzo agresywne) - tak prostu jest.
              Można taką postawę nazwać frajestwem - trudno, jestem frajerem/ką.
              Nie myślę o tym. Przynajmniej zanim zareaguję, I wybaczcie mi,
              proszę, od Was oczekuję tego samego. Najpierw bądźcie ludźmi, potem
              lekarzami.
              • marcinoit Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 12:02
                ir1.easy ladnie napisane :)
                przyznam ze sie nawet troche zaczerwienilem .
                pozdrawiam
                • barabaraa Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 13:18
                  piszę jeszcze raz, bo moja opinie gdzieś znikła, chyba mam dzicisaj
                  jak zwykle komputerowego pecha
                  a więc marcinoicie, mam nadzieję że ironizujesz
                  bo popieranie heroistycznych wymagań to nie twój sytl, któy cenię
                  dodam od siebie, że nie widze podstaw do interwencji ze stronu
                  cykutasa i kompanii, a przeczytałam temat dokładnie
                  wydaje mi się, że taka interwencja byłaby nawet ryzykowna
                  • franc_tireur Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 13:42
                    > dodam od siebie, że nie widze podstaw do interwencji ze stronu
                    > cykutasa i kompanii

                    Oko proroka widzi przez szkło, czas i przestrzeń.
                  • barabara6 Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 20:29
                    to nie ja
                    • franc_tireur Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 20:34
                      Ja myślę ;)
              • 0.9_procent Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 17:34
                Ja nie mam złudzeń, że wszyscy lekarze to anioły. Zarówno
                kompetencje jak i zachowanie części lekarzy pozostawia wiele do
                życzenia.
                Problem w tym, że opinie pacjentów na temat kompetencji lekarzy
                formułowane są na podstawie tego czy lekarz był miły – co ma się
                nijak do jego kompetencji, albo na podstawie
                powodzenia/niepowodzenia w pojedynczym (własnym) przypadku, co z
                kolei jest modelowym przykładem subiektywnej a nie obiektywnej oceny.
                I na podstawie takiej oceny pojawiają się zdania: „wciąż mam
                nadzieję, że trafię na lekarza a nie na konowała (czasem zresztą
                trafiam).” „Choć oczywiście nie potępiam w czambuł wszystkich.”
                A „Jak oceniam kompetencje lekarzy? To proste.”
                Pewnie, tak jak cała medycyna –wszyscy w Polsce doskonale się na
                niej znają, przepraszam nie wszyscy – konowały nie.

                Proszę Pani. Jeśli ma pani zastrzeżenia, co do postępowania
                określonego lekarza proszę wyrażać opinie dotyczące konkretnej osoby
                a nie takie, jakie zacytowałem powyżej. Tyle, że wyrażenie
                niepochlebnej opinii o konkretnym lekarzy może – jeśli się okaże, że
                niesłusznie - grozić procesem o zniesławienie. Wyrażenie opinii „o
                niektórych” daje całkowitą bezkarność. Skrzętnie korzystają z tego
                dziennikarze obwiniając lekarzy (niektórych, nie wszystkich) o
                wszystkie niedostatki w ochronie zdrowia z brudnymi toaletami
                włącznie.

                Co do przypadku z wątku.
                Na moje pytanie, co powinien zrobić przypadkowo spotkany okulista
                (może być również dermatolog, laryngolog, ale również kardiolog)
                otrzymałem odpowiedź:
                „ 1)lekarz, zawsze gołymi rękami może i umie więcej niż dyletant; 2)
                abstrahując od bycia lekarzem - jak ktoś słabnie w mojej obecności
                to reaguję jak umiem najlepiej”
                Jak dla mnie, to po ‘wykręceniu wody’ z tej odpowiedzi nie zostanie
                nic.
                Równie dobrze mógłbym zapytać. Pali się pani samochód. Jedna, jedyna
                gaśnica, którą miała Pani w samochodzie już jest zużyta – bez
                efektu. Szczęściem przechodzi obok strażak. Co prawda jest w
                galowym mundurze i z trąbką bo wraca z koncertu, ale zawsze to
                strażak - na gaszeniu się zna. I …. ?????? Odpowiedź jak wyżej?

                Nie podzielam także pani zdania, że: „Cykutas miał szansę być być
                może pierwszym pozytywnym
                kontaktem tego człowieka z medycyną.”
                -'Jestem lekarzem, pacjentka nie trzeba reanimować, jest przytomny.
                Mógł się co prawda wyłącznie przejeść, wypić za dużo, ale może mieć
                zawał - wypada wezwać pogotowie i ‘dla porządku’ zrobić EKG.'
                -'No właśnie mówiliśmy, że te konowały nic nie potrafią. Był na
                miejscu jeden, ale kazał zadzwonić po pogotowie. Tyle to sam
                wiedziałem.'
                I jak z tym pozytywnym doświadczeniem ???
              • seniorita15 Re: Kij w mrowisko 14.10.08, 20:41
                >ir1.easy:piszesz bardzo ogolnikowo.Jakos nie bardzo moge uwierzyc w to
                przecinanie nerwow w rekach,chociaz ortopeda nie jestem.Na moje oko lekarz
                rozpoznal zespol ciesni nadgarstka i raczej nie myslal o przecinaniu nerwow,
                tylko wrecz odwrotnie o ich uwolnieniu.Przecina sie cos innego,ale nie nerwy.Jak
                sie chce zablysnac na forum to trzeba napisac konkretnie co zostalo rozpoznane i
                co zamierzano operowac.A nie ogolniki.To ,ze twierdzisz ,ze jestes lekarskim
                dzieckiem wiarygodnosci Ci nie nie przydaje.Nie moge sie doczekac tej diagnozy w
                nadgarstkach,podobnie jak tej od lupania w boku.Wtedy podyskutujemy.Nie mozesz
                poza tym oczekiwac od innych ludzi ,postawy zyciowej identycznej z Twoja.Kazdy
                ma wlasna.A to,ze nasza opieka medyczna nie funkcjonuje jak powinna -to temat
                rzeka.Dlatego wielu z nas nie uprawia tej przygody dyzurowej (slowa
                M.in.Zdrowia) w Polsce.Wolimy pacjentow uprzejmych ,majacych zaufanie do lekarza
                i nie podwazajacych na kazdym kroku jego decyzji.Tutejsi pacjenci(tu gdzie
                pracuje) znaja swoje prawa,ale nie znam lekarza ,ktory za blad w sztuce,
                poszedlby siedziec, jak sobie zycza polscy pacjenci.W razie bledu w sztuce
                lekarz jest ukarany pouczeniem,nagana i absolutna ostatecznoscia (bardzo rzadko)
                jest odebranie prawa wykonywania zawodu.Nikt tez nie placi odszkodowan z wlasnej
                kieszeni.
                • avvg Re: Kij w mrowisko 19.10.08, 21:22
                  > co zamierzano operowac.A nie ogolniki.To ,ze twierdzisz ,ze jestes
                  lekarskim
                  > dzieckiem wiarygodnosci Ci nie nie przydaje

                  Seniorita, zlituj się, przecież ona napisała, że jest lekarskim
                  dzieckiem po to, żeby podkreślić, że zna środowisko i stresy
                  związane z pracą, a nie po to, żeby podważać diagnozę lekarza....
                  Mój ojciec był mechanikiem samochodowym, więc wiem, jak wyglądają
                  ręce mechanika po naprawie samochodu (przynajmniej jak wyglądały
                  kiedyś), ale to nie znaczy, że odróżniam jakieś pierdoły we wnętrzu
                  silnika.
      • franc_tireur Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 13:40
        > Cykutas napisał (co prawda nie na początku), że sprawa miała miejsce
        > zagranicą.

        Może już ślepnę, ale przecież autor wątku nigdzie nie napisał, że sytuacja miała
        miejsce za granicą.
        Odpowiedział jedynie potwierdzająco na moje pytanie, czy uważa, że w krajach o
        gospodarce rynkowej nie istnieje obowiązek bezpłatnego udzielania pomocy w
        stanie zagrożenia życia. Mylnie zresztą (chociaż zapewne moglibyśmy tu zacząć
        kolejną wyczerpującą dyskusję na temat definicji "kraju o gospodarce rynkowej").

        Druga sprawa to ten BLS.
        Owszem, nie wiemy, jak wyglądała sytuacja. Wiemy jednak, że sytuacja
        zasłabnięcia może być sytuacją zagrożenia życia (przynajmniej ja wiem). Co
        oznacza, że żeby ocenić realne zagrożenie, trzeba ruszyć gałką oczną i tym, co
        poza nią.
        No i wreszcie - po raz koleiny - autor wątku nie relacjonował, że nie podjął
        działania z powodu potencjalnych konsekwencji prawno-medialnych, a jedynie
        dlatego, że przez człowieka, wobec którego miał podjąć działanie, poczuł się
        obrażony.

        Ciekawe, co napiszecie,
        > gdy tytuł wątku będzie brzmiał: ‘Czy jest Polsce lekarz? A wała
        > niema, wszyscy wyjechali!”

        Być może napiszemy "I bardzo dobrze. Należało się to polskiemu społeczeństwu".
        Póki co tytuł brzmi jednak: "Czy jest na sali lekarz?! - a wała, nie ma!", a
        powinien brzmieć "Czy jest na sali lekarz? - Jest. Ale obrażony, więc
        niezainteresowany."
        • maga_luisa Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 13:42
          Zawsze podziwiałam Twoją precyzję w wyrażaniu myśli (najczęściej również moich
          ;-)))))
          • franc_tireur Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 14:05
            :)
        • 0.9_procent Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 18:00
          franc_tireur napisała:

          > > Cykutas napisał (co prawda nie na początku), że sprawa miała
          miejsce
          > > zagranicą.
          >
          > Może już ślepnę, ale przecież autor wątku nigdzie nie napisał, że
          sytuacja miał
          > a
          > miejsce za granicą.
          Służę pomocą
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=85710836&a=85735440

          > Druga sprawa to ten BLS.
          > Owszem, nie wiemy, jak wyglądała sytuacja. Wiemy jednak, że
          sytuacja
          > zasłabnięcia może być sytuacją zagrożenia życia (przynajmniej ja
          wiem). Co
          > oznacza, że żeby ocenić realne zagrożenie, trzeba ruszyć gałką
          oczną i tym, co
          > poza nią.
          No właśnie! MOŻE BYĆ.
          > trzeba ruszyć gałką oczną
          Owszem, a napisał gdzieś, że nie ruszył?
          Napisał gdzieś, że facet stracił przytomność?
          Uczono mnie, że zatrzymanie krążenia wiąże się z utratą
          przytomności. Może coś się zmieniło a ja nie jestem na bieżąco z
          medycyną?

          Kiedyś w samolocie usłyszałem ‘Czy jest na pokładzie lekarz?’
          Owszem jest, co się stało?
          Boli mnie oko, właściwie już przechodzi.
          Wtedy zdałem sobie sprawę z bezsensowności oferowanej pomocy.
          Owszem zaleciłem wizytę u okulisty po dotarciu na miejsce, ale co
          można było zrobić poza tym? Pomyślałem, że gość może mieć wylew
          śródgałkowy. I co z tego?

          > No i wreszcie - po raz koleiny - autor wątku nie relacjonował, że
          nie podjął
          > działania z powodu potencjalnych konsekwencji prawno-medialnych, a
          jedynie
          > dlatego, że przez człowieka, wobec którego miał podjąć działanie,
          poczuł się
          > obrażony.
          A jak wyobrażasz sobie jego działania u delikwenta, który nie
          wymagał resuscytacji? Bo nie ma jednoznacznych podstawy by uznać,
          że były.
          „Jestem lekarzem. Lekarzem psychiatrą. Nie leczę zawałów serca, nie
          leczę porażeń połowiczych, nie leczę bólów brzucha z przeżarcia. A
          nawet gdybym leczył, to gołymi rękoma i tak nic mądrego nie jestem w
          stanie zrobić. Proszę wezwać pogotowie.”
          O to chodziło?

          >
          > Ciekawe, co napiszecie,
          > > gdy tytuł wątku będzie brzmiał: ‘Czy jest Polsce lekarz? A wała
          > > niema, wszyscy wyjechali!”
          >
          > Być może napiszemy "I bardzo dobrze. Należało się to polskiemu
          społeczeństwu".
          > Póki co tytuł brzmi jednak: "Czy jest na sali lekarz?! - a wała,
          nie ma!", a
          > powinien brzmieć "Czy jest na sali lekarz? - Jest. Ale obrażony,
          więc
          > niezainteresowany."
          Mogę założyć odpowiedni wątek. Nie ma problemu. Ciekawe, co napiszą
          moraliści od siedmiu boleści.
          • maga_luisa Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 18:13
            "Moraliści od siedmiu boleści"?
            A skąd ta pogarda?
            • 0.9_procent Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 19:46
              Maga.
              Sami się oburzamy, gdy pacjenci oceniają naszą pracę i umiejętności,
              na podstawie własnych wyobrażeń.
              Nie masz wrażenia, że ocena postępowania cykutasa była raczej na
              podstawie własnych domysłów a nie informacji przez niego
              przekazanych? Bo te informacje są najzwyczajniej zbyt skąpe? NIKT Z
              WAS nie wie dokładnie co się wydarzyło, a ‘ubraliście’ sprawę w
              bezpośrednie zagrożenie życia.

              A teraz z pierdoły zrobiaś patetyczną 'pogardę'.
              • maga_luisa Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 20:14
                W tej sytuacji nie komentowałam zagrożenia życia lub jego braku.
                Dla mnie po prostu niesmaczna jest wypowiedź lekarza, który chełpliwie opowiada,
                jak to z powodu urażonej dumy nie udzielił komuś pomocy.
                Nie zamierzam prowadzić śledztwa na temat tej scenki; wiem tyle ile cykutas
                zechciał nam opowiedzieć, okraszając to zresztą porównaniami do trzody chlewnej,
                i mam prawo do własnej oceny tej sytuacji.
                Jeśli moje podejście jest nieprofesjonalne, a cykutasa wrecz przeciwnie, to
                bardzo jestem dumna z mojego nieprofesjonalizmu.

                • barabaraa Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 20:24
                  kobieto odpowiedz wreszcie skąd miałas pewność, że w ogóle pomoc
                  była potrzebna?
                  z histerii pijanych hamów?
                  • maga_luisa Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 21:07
                    Z opowieści cykutasa, który oczywiście nie jest pijanym chamem.
                    I nie mów proszę do mnie "kobieto", bo w Twoich ustach brzmi to protekcjonalnie.
                • 0.9_procent Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 20:38
                  maga_luisa napisała:

                  > W tej sytuacji nie komentowałam zagrożenia życia lub jego braku.
                  Naprawdę?
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=85710836&a=85790461

                  > Dla mnie po prostu niesmaczna jest wypowiedź lekarza, który
                  chełpliwie opowiada
                  > ,
                  > jak to z powodu urażonej dumy nie udzielił komuś pomocy.
                  > Nie zamierzam prowadzić śledztwa na temat tej scenki; wiem tyle
                  ile cykutas
                  > zechciał nam opowiedzieć, okraszając to zresztą porównaniami do
                  trzody chlewnej
                  > ,
                  > i mam prawo do własnej oceny tej sytuacji.
                  To oceniaj sytuację a nie własne domysły, jak zrobiło to wielu
                  lekarzy na forum. I tyle, nic więcej.

                  > Jeśli moje podejście jest nieprofesjonalne, a cykutasa wrecz
                  przeciwnie, to
                  > bardzo jestem dumna z mojego nieprofesjonalizmu.
                  Rozumiem, że uznasz za normalne, gdy pacjent wyciągnie wnioski
                  zupełnie nieadekwatne do tego, co mu powiedziałaś. W końcu zrobi to
                  samo co Ty teraz.
                  • maga_luisa Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 21:10
                    Cytat mojej wypowiedzi przez Ciebie przytoczony odnosił się do wypowiedzi
                    niejakiej antyalicji, która to stwierdziła, że pacjent powinien ponosić
                    konsekwencje swoich wypowiedzi.
                    Myślę, że możemy już na tym zakończyć dyskusję, bo za bardzo przypomina
                    odbijanie piłeczki. Nie jest moją ambicją przekonać Cię do mojego stanowiska,
                    ale ja przy nim pozostanę.
                    • 0.9_procent Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 21:20
                      maga_luisa napisała:

                      > Cytat mojej wypowiedzi przez Ciebie przytoczony odnosił się do
                      wypowiedzi
                      > niejakiej antyalicji....
                      Która z kolei odnosiła się do autora wątku.
                      Odwracasz kota ogonem...

                      > Myślę, że możemy już na tym zakończyć dyskusję
                      Z tym się zgadzam.
                • extorris Re: Kij w mrowisko 13.10.08, 20:37
                  calkowicie sie z toba zgadzam

                  skupiajac sie wylacznie na pierwszym poscie tego watku, wiemy o zaslabnieciu i
                  wolaniu o pomoc lekarza

                  nie znam takiej sytuacji, w ktorej moznaby ocenic siedzac przy stoliku, ze ktos
                  kto zaslabl na pewno nie jest w stanie bezposredniego zagrozenia zycia lub zdrowia
                  lekarz, tak samo jak kazdy inny swiadek, powiniec udzielic takiej osobie pomocy,
                  lekarz dodatkowo powinien wiedziec, ze minimalne standardy opieki medycznej w
                  polsce mowia, ze osobe po zaslabnieciu nalezy diagnozowac dalej w ramach SOR,
                  wiec postepowaniem minimum w przypadku lekarza-swiadka zdarzenia jest telefon
                  na pogotowie (ale czasem tez BLS)
                  nikt nie wykluczy siedzac przy stoliku zawalu, udaru, zatorowosci, padaczki,
                  zaburzen rytmu, krwawienia srodczaszkowego itd - to wszystko moze wygladac jak
                  wlasnie zaslabniecie

                  dlatego w takich sytuacjach trzeba dzialac, tak mowi prawo

                  ale tu tez chodzi o zwykla ludzka przyzwoitosc
                  jakim trzeba byc frustratem, aby mscic sie na przypadkowo spotkanym
                  "statystycznym polaku" za warunki pracy, wynagrodzenie, niedomogi systemu i
                  dzialania politykow?

                  czy takie postepowanie, taka satysfakcja odczuwana z powodu czyjegos
                  zachorowania poprawi wizerunek lekarzy w oczach tego czlowieka?
                  ja bym powiedzial, ze odczuwanie satysfakcji w tej sytuacji jest niegodne
                  lekarza, stawia lekarza w tym samym rzedzie co tych ludzi (moze teraz okreslenie
                  bydlo pasuje?)

                  cykutas nie udzielil pomocy temu czlowiekowi, bo on i jego towarzysze wyrazili
                  prywatnie, w swoim gronie, opinie dotyczaca pracy lekarzy (konkretnyuch lekarzy?
                  wszystkich lekarzy?) a cykutas podsluchal te rozmowe
                  poczul sie obrazony tresciami, ktore nie byly skierowane do niego
                  ja na jego miejscu nie obrazilbym sie, ja czuje sie lekarzem, nie konowalem

                  w sumie cykutas odmowil pomocy czlowiekowi za jego poglady (poglady na temat
                  lekarzy)
                  nie bylo mowy o bezposredniej obrazie skierowanej do cykutasa, braku wspolpracy
                  ze strony pacjenta, odmowie wykonania zalecen...
                  wrecz przeciwnie, ci ludzie, mimo zaprezentowanych pogladow oczekiwali pomocy
                  lekarza

                  czy mozna odmowic komus pomocy dlatego, bo jego poglady sa sprzeczne z naszymi?
                  dlatego, ze sie z nimi nie zgadzamy? ze mogliby nas obrazic?

                  moze cykutas powinien odmowic pomocy, gdyby przy sasiednim stoliku siedzieli
                  zydzi (zabili chrystusa)
                  a moze neonazisci (podnoszacy rece w charakterystycznym gescie oznaczajacym
                  zamawianie 5 piw - to w przypadku, gdyby cykutas byl zydem)
                  moze mozna odmowic pomocy czarnuchowi? islamiscie? erice steinbach? jaroslawowi
                  kaczynskiemu? dornowi (ten na pewno obrazil lekarzy)?
                  mozna?
          • franc_tireur Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 18:27
            Jeszcze raz - "mowa była o zagranicy" napisał cykutas do snajpera, ponieważ
            przed chwila tłumaczył mi, że za tąże granicą (czyt. tam, gdzie nie króluje
            Lenin), nie ma konieczności udzielania pomocy ludziom w stanie zagrożenia życia.

            > Napisał gdzieś, że facet stracił przytomność?
            > Uczono mnie, że zatrzymanie krążenia wiąże się z utratą
            > przytomności.

            Nie, wręcz przeciwnie - napisał, że zasłabł. A mnie uczono, że zatrzymanie
            krążenia jest właściwie pierwszym etapem śmierci, jako procesu zdysocjonowanego.
            I że pierwszą zasadą zarówno BLS, jak i ALS jest do niego, w miarę możliwości,
            nie dopuścić, co oznacza - przede wszystkim zająć się pacjentem zanim dojdzie do
            zatrzymania krążenia. A zasłabnięcie może być spowodowane mnóstwem różnych
            przyczyn - na przykład akcją serca 30/min.

            > Kiedyś w samolocie usłyszałem ‘Czy jest na pokładzie lekarz?’
            > Owszem jest, co się stało?
            > Boli mnie oko, właściwie już przechodzi.
            > Wtedy zdałem sobie sprawę z bezsensowności oferowanej pomocy.
            > Owszem zaleciłem wizytę u okulisty po dotarciu na miejsce, ale co
            > można było zrobić poza tym? Pomyślałem, że gość może mieć wylew
            > śródgałkowy. I co z tego?

            Na 10, a być może i na 100 sytuacji zdarza się taka, w której będziesz mógł coś
            zrobić i to coś uratuje człowiekowi życie. Taki to ma sens. Nie udawaj, że tego
            nie wiesz.

            > Mogę założyć odpowiedni wątek. Nie ma problemu. Ciekawe, co napiszą
            > moraliści od siedmiu boleści.

            Załóż. Póki co nie ma o co bić piany, bo nie wszyscy wyjechali. A w każdym razie
            nie wyjechało wystarczająco wielu. A jeśli przypadkiem w swojej uprzejmości
            zaliczyłeś mnie w poczet "moralistów od siedmiu
            boleści", to rzeczywiście marna szansa, żebym pisała cokolwiek w kolejnym takim
            wątku będącym niekończącą sie polemiką z aronem lub szlachcicem lub pokrewnymi
            nie tak zaprzyjaźnionymi.
            • barabaraa Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 18:42
              nie bardzo rozumiem kolezenkę ale nim napiszę polemikę, proszę
              powiedziec, może pani wie, czemu niektóre wątki znikają?
              • franc_tireur Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 19:13
                Te w których pytasz, dlaczego wycięto Twoje posty - zapewne na skutek złamania
                regulaminu - o takie rzeczy należy pytać bezpośrednio administrację, nie za
                pomocą forum. Pozostałe - nie wiem.
                • barabaraa Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 19:16
                  na pewno nie złamałam regulaminu, jak mam zapytać administację, w co
                  kliknąć po prostu?
                  • cccykoria Re: cykutasie 12.10.08, 19:28
                    "Nie znasz dnia ,ani godziny" ,wiec nie badz taki do
                    przodu.
                    • barabaraa Re: cykutasie 12.10.08, 19:46
                      rozumiem, że to elektronika i sami informatycy włączają i wyłączają
                      i wtedy działa a inaczej czasami nie potrafią naprawić,
                      ale z wolna (teraz już nie, bo przestałam znikać) nabierałam
                      podejrzeń co do forum, w sensie, że steruje nim niewidzialna ręka
                      usuwające tendencyjnie niewygodne opinie
                      • enterka05 Re: cykutasie 12.10.08, 20:56
                        Hm. No to mamy na forum dr Barabarę płci odmiennej od Barabary dotychczas tutaj piszącego, która w dodatku skarży się na "takie jak zwykle" znikanie postów, chociaż wcześniej żadnego postu tu nie napisała.... A z kolei gdzieś zniknęła pisana w tym wątku którymś późnym wieczorem długa lista postów Cykutasa..... Może by jakiegoś detektywa tu zatrudnić?...... ;-)
            • 0.9_procent Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 19:38
              franc_tireur napisała:

              > Jeszcze raz - "mowa była o zagranicy" napisał cykutas do snajpera,
              ponieważ
              > przed chwila tłumaczył mi, że za tąże granicą (czyt. tam, gdzie
              nie króluje
              > Lenin), nie ma konieczności udzielania pomocy ludziom w stanie
              zagrożenia życia.
              >
              Nie tylko ja zrozumiałem ‘zagranicę’ jako miejsce akcji (mało
              wiarygodne, ale jednak). Slav także.
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=85710836&a=85815029

              > Nie, wręcz przeciwnie - napisał, że zasłabł. A mnie uczono, że
              zatrzymanie
              > krążenia jest właściwie pierwszym etapem śmierci, jako procesu
              zdysocjonowanego.
              > I że pierwszą zasadą zarówno BLS, jak i ALS jest do niego, w miarę
              możliwości,
              > nie dopuścić, co oznacza - przede wszystkim zająć się pacjentem
              zanim dojdzie do
              > zatrzymania krążenia. A zasłabnięcie może być spowodowane mnóstwem
              różnych
              > przyczyn - na przykład akcją serca 30/min.
              W całkiem niedawnych czasach panny związane gorsetami dość
              regularnie ‘słabły’. Dawano sole trzeźwiące, a o BLS nikt nie
              słyszał. Aż dziw, że gatunek ludzki jakoś przetrwał.
              Nie każde „słabo mi” jest wynikiem bradykardii, nie przesadzaj.

              > ……. Póki co nie ma o co bić piany.
              No właśnie.
              A czym jest pierwszych 99 wypowiedzi w tym wątku, jak nie biciem
              piany?
              • franc_tireur Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 20:12
                > Nie tylko ja zrozumiałem ‘zagranicę’ jako miejsce akcji (mało
                > wiarygodne, ale jednak). Slav także.

                Ale czy to moja wina?

                > W całkiem niedawnych czasach panny związane gorsetami dość
                > regularnie ‘słabły’. Dawano sole trzeźwiące, a o BLS nikt nie
                > słyszał. Aż dziw, że gatunek ludzki jakoś przetrwał.

                0,9, w czasach nie tak dawnych średnia życia wynosiła ca 40 lat, były epidemie
                czarnej ospa i cholery, a głównym środkiem transportu był koń...i gatunek
                przetrwał. Jaki z tego wniosek?

                > Nie każde „słabo mi” jest wynikiem bradykardii, nie przesadzaj.

                Czy ja tak napisałam? Napisałam: nie wiesz, dopóki nie sprawdzisz.

                > A czym jest pierwszych 99 wypowiedzi w tym wątku, jak nie biciem
                > piany?

                Jest biciem piany lub nie, ale na temat zupełnie inny, niż ten, który sugerowałeś.
                Jak dla mnie nieudzielanie pomocy, komuś, kto zasłabł, bo na podstawie jego
                wypowiedzi uważam, że nie jest tego godzien, jest całkowitą nowością w
                przeciwieństwie do wielokrotnie przemielonego tematu "co będzie, jak ostatni
                zgasi światło". Zarówno na forum, jak i w ogóle.
                • 0.9_procent Re: Kij w mrowisko 12.10.08, 20:40

                  franc_tireur napisała:


                  > Ale czy to moja wina?
                  A sugerowałem czyjąś winę?
                  Będę następny, który zostanie zbesztany z powodu domysłów?

                  > 0,9, w czasach nie tak dawnych średnia życia wynosiła ca 40 lat,
                  były epidemie
                  > czarnej ospa i cholery, a głównym środkiem transportu był koń...i
                  gatunek
                  > przetrwał. Jaki z tego wniosek?
                  Sugerujesz, że to zasłabnięcia były powodem takiej krótkiej średniej
                  życia?

                  >
                  > > Nie każde „słabo mi” jest wynikiem bradykardii, nie przesadza
                  > j.
                  >
                  > Czy ja tak napisałam? Napisałam: nie wiesz, dopóki nie sprawdzisz.
                  A ja cały czas piszę o tym, że wnioski można wyciągać dopiero wtedy,
                  gdy dokładnie wiadomo co się stało.

                  > Jest biciem piany lub nie, ale na temat zupełnie inny, niż ten,
                  który sugerował
                  > eś.
                  > Jak dla mnie nieudzielanie pomocy, komuś, kto zasłabł, bo na
                  podstawie jego
                  > wypowiedzi uważam, że nie jest tego godzien, jest całkowitą
                  nowością w
                  > przeciwieństwie do wielokrotnie przemielonego tematu "co będzie,
                  jak ostatni
                  > zgasi światło". Zarówno na forum, jak i w ogóle.
                  Wielu, którzy wyjechali pisało, że cieszy się, że nie musi leczyć,
                  brudnych, roszczeniowych, bezczelnych polskich pacjentów. Nawet
                  jeśli nie wprost, to dość jednoznacznie to sugerując.
                  Czyż nie kierowali się takimi samymi kryteriami jak cykutas?
                  • sithicus Re: Kij w mrowisko 13.10.08, 01:05
                    Lepiej bym tego nie ujął. Kwestie finansowe są istotne ale zmiana otoczenia i
                    brak kontaktu z rodakami - bezcenna :)
      • enterka05 ReKij w mrowisko, czyli kij2(?) 13.10.08, 22:45
        Pomijając nieodparte wrażenie, że ktoś tu kogoś w tym wątku w niektórych momentach w maliny nieco wpuszcza, na siebie nawzajem napuszcza i zdaje się pod różnymi nickami opinie wyraża..... I abstrahując od tego czy, jak to napisał(a?) w skasowanym chwilę później poście niejaka(i?) Barabaraa w odpowiedzi dla mnie - sytuacja się zdarzyła czy tylko zdarzyć się mogła....

        ... i zakładając że zdarzyła się rzeczywiście, a pierwsze posty założyciela wątku, których część również poznikała, były jego prawdziwymi opiniami (co przypuszczam), a nie zabawą tylko ....

        > Abstrahując od zachowania cykutasa. Czego oczekuje pacjent
        > wyzywający lekarzy od ostatnich? Jakie ma prawo oczekiwać
        > pomocy?

        0.9_Procencie - to są owszem ważne pytania i zdaje się o nie głównie Cykutasowi chodziło, ale....

        Ale jak dla mnie - zostały podane w "sosie" powodującym że się nad tymi pytaniami W TYM AKURAT PRZYPADKU zastanawiać człowiekowi jakoś nie chce. Chociaż w sumie nie wiem czy jako nielekarz mam się (dla autora wątku oczywiście, nie dla Ciebie) zastanawiać nad nimi jakieś... prawo i możliwość??... ;P

        Ale już całkiem serio, bez złośliwości pod czyimkolwiek adresem i może nieco ogólniej.... ;)

        Po pierwsze, to moim zdaniem pacjent określający lekarzy jako konowałów i lekarz określający pacjentów mianem bydła, plebsu i pospólstwa są siebie nawzajem warci, bo OBAJ pojedyncze negatywne doświadczenia przerabiają na uogólnioną pogardę.

        Po drugie, niestety ale osoba dla której użycie tego typu pogardliwych określeń względem "potencjalnego przedmiotu jego działań" (zbiorowo i "niepersonalnie" ujętego) jest dopuszczalne i na miejscu, jest (wg mnie) w zawodzie lekarza jakąś pomyłką. I żeby nie było że wymagam tylko od lekarzy - np. w zawodzie nauczyciela też jest. Jakoś tak dziwnie wydaje mi się że w dobre wykonywanie każdego z tych zawodów jest wpisany szacunek względem człowieka jako takiego, i to MIMO WSZYSTKO i nie tylko w okolicznościach zawodowych...

        Po trzecie, to uważam, że mimo że mamy prawo do negatywnych odczuć względem kogoś, to nie mamy prawa do tego żeby to rzutowało na nasze niektóre działania względem niego - tzn. na te których wykonanie jest naszym obowiązkiem (zawodowym albo innym). Ja niezależnie od tego co usłyszę za plecami na swój temat i jak bardzo mnie to zaboli, NIE MAM PRAWA (tak sądzę przynajmniej) pozwolić sobie na nawet podświadome uwzględnienie tego przy ocenie wiedzy mówiącego tamte rzeczy delikwenta. Interwencja lekarska podlega moim zdaniem podobnym regułom; stan zagrożenia życia również (czy w opisywanym przypadku był - nie wiem, poza tym się nie znam - ale z postu wynika że ocena LEKARZY czy coś trzeba robić nie była jednoznaczna).

        Po kolejne, w kontekście wspominanego zaufania do lekarzy bądź jego braku - dla mnie uboczny wydźwięk tego postu jest taki, że jest możliwe, że jeśli pan doktor uzna że czymś mu się naraziłam, to leczyć mnie (co może jeszcze zrozumiałe), a nawet i ratować w przypadku nagłym, nie będzie. Na ile jest to wniosek trafny, nie wiem, niemniej poziomu zaufania jakoś nie podnosi, bo jednemu narażą się ci którzy lekarzy wyzywają od konowałów i złodziei, a co uzna za wystarczające ktoś inny - nie wiadomo.

        Po jeszcze kolejne, i to pewnie też byłoby ciekawe pytanie psychologiczne ;) - czy tak jak "ma" Cykutas ma się od początku, czy z powodu czegoś - czy też mimo wszystko mając odpowiedni "początek" tak mieć się jednak nigdy nie zacznie?... ;)

        No i po ostatnie, chociaż to w sumie za Borderline'em chyba powtórzę - "zemścić się" można tak, żeby samemu zostać w porządku, a drugiemu dać do myślenia. Cykutasowi wg mnie to raczej nie wyszło....
        • 0.9_procent Re: ReKij w mrowisko, czyli kij2(?) 14.10.08, 18:23
          Kiedzđ enterka05 napisała:

          > Po pierwsze, to moim zdaniem pacjent określający lekarzy jako
          konowałów i lekar
          > z określający pacjentów mianem bydła, plebsu i pospólstwa są
          siebie nawzajem wa
          > rci, bo OBAJ pojedyncze negatywne doświadczenia przerabiają na
          uogólnioną pogar
          > dę.
          DOKŁADNIE się z tym zgadzam.

          >
          > Po drugie, niestety ale osoba dla której użycie tego typu
          pogardliwych określeń
          > względem "potencjalnego przedmiotu jego działań" (zbiorowo
          i "niepersonalnie"
          > ujętego) jest dopuszczalne i na miejscu, jest (wg mnie) w zawodzie
          lekarza jaką
          > ś pomyłką. I żeby nie było że wymagam tylko od lekarzy - np. w
          zawodzie nauczyc
          > iela też jest. Jakoś tak dziwnie wydaje mi się że w dobre
          wykonywanie każdego z
          > tych zawodów jest wpisany szacunek względem człowieka jako
          takiego, i to MIMO
          > WSZYSTKO i nie tylko w okolicznościach zawodowych...
          Jak wyżej

          >
          > Po trzecie, to uważam, że mimo że mamy prawo do negatywnych odczuć
          względem kog
          > oś, to nie mamy prawa do tego żeby to rzutowało na nasze niektóre
          działania wzg
          > lędem niego - tzn. na te których wykonanie jest naszym obowiązkiem
          (zawodowym a
          > lbo innym). Ja niezależnie od tego co usłyszę za plecami na swój
          temat i jak ba
          > rdzo mnie to zaboli, NIE MAM PRAWA (tak sądzę przynajmniej)
          pozwolić sobie na n
          > awet podświadome uwzględnienie tego przy ocenie wiedzy mówiącego
          tamte rzeczy d
          > elikwenta. Interwencja lekarska podlega moim zdaniem podobnym
          regułom; stan zag
          > rożenia życia również (czy w opisywanym przypadku był - nie wiem,
          poza tym się
          > nie znam - ale z postu wynika że ocena LEKARZY czy coś trzeba
          robić nie była je
          > dnoznaczna).
          Ale ja wcale nie uważam, że postępowanie cykutasa jest wzorem do
          naśladowania. I wcale mi nie w głowie pisać, super, dobrze mu tak,
          miał za swoje itd.

          Od kilkunastu lat pracuję w orzecznictwie.
          Obelg pod adresem lekarzy, hasełek pt. ‘konował mnie źle
          leczył’, ‘partacz mi źle złożył’ (złamanie), ‘ci, co dają koperty to
          renty dostają, a ja (ciężko chory) nie’ itp. usłyszałem już tyle, że
          mógłbym książkę napisać. I gdybym przyznając/lub nie rentę kierował
          się złośliwością i chęcią odwetu, a nie stanem zdrowia badanej
          osoby, to pewnie już dawno pożegnałbym się z orzecznictwem, a być
          może i przywitał z jakimś zakładem karnym.

          >
          > Po kolejne, w kontekście wspominanego zaufania do lekarzy bądź
          jego braku - dla
          > mnie uboczny wydźwięk tego postu jest taki, że jest możliwe, że
          jeśli pan dokt
          > or uzna że czymś mu się naraziłam, to leczyć mnie (co może jeszcze
          zrozumiałe),
          > a nawet i ratować w przypadku nagłym, nie będzie. Na ile jest to
          wniosek trafn
          > y, nie wiem, niemniej poziomu zaufania jakoś nie podnosi, bo
          jednemu narażą się
          > ci którzy lekarzy wyzywają od konowałów i złodziei, a co uzna za
          wystarczające
          > ktoś inny - nie wiadomo.
          >

          Enterko.
          Już wyrażałem opinię – nie tylko zresztą ja – że Twoje opinie są
          zawsze bardzo wyważone, i daleko się różnią od często wygłaszanych
          opinii pacjentów, którym daleko do obiektywizmu.
          A teraz mam wrażenie, że są bardziej wyważone od opinii moich
          kolegów po fachu.

          Kiedy zaczynałem pracę koledzy z oddziału powiedzieli mi: , Jeżeli
          ktoś będzie na cały oddział krzyczał że umiera, to możesz być pewny,
          że NIE umiera. Gdyby naprawdę umierał nie miałby siły się tak
          drzeć. ‘ W ciągu 20 lat mojej pracy nie zdarzyło się nic, co mogłoby
          podważyć tę tezę.
          Więc nie każde ‘UMIERAM!!!’ świadczy o tym, że ktoś naprawdę umiera.
          Tak jak nie każde ‘słabo mi’ jest potencjalnym zagrożeniem życia.
          Dla mnie określenie ‘zasłabł’ jest na tyle mało precyzyjne, że
          trudno wysnuwać jakiekolwiek wnioski.
          NIKT, poza cykutasem nie wie jak to zasłabnięcie wyglądało.
          Może facet osunął się na ziemię i nie był w stanie podnieść się o
          własnych siłach, a może szybko się pozbierał i przed przyjazdem
          karetki zdążył jeszcze dokończyć piwko ‘żeby się pół kufla nie
          zmarnowało.’

          A lekarze a forum zrobili z cykutasa drania, który z radością w
          oczach patrzał na umierającego. Takie odniosłem wrażenie.
          Odnieśli się wyłącznie do swojego wyobrażenia jak całe zdarzenie
          mogło wyglądać. Do faktów odnieść się nie mogli, bo najzwyczajniej w
          świecie ich nie znają. I o tym cały czas pisałem.

          W podobny sposób można by się odnieść choćby do tego, co napisał
          kzet69
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=85710836&a=85743929
          Wystarczy napisać: No tak. I pijane w sztok doktory pognały swoimi
          samochodami do szpitala, narażając Bogu ducha winnych ludzi. Brawo,
          medal dać!
          Napisał gdzieś kzet, że pojechali taksówką, autobusem? Nie.

          Poza tym, dla mnie czasami sens ‘rzucania się na pomoc’ przez
          lekarza bez względu na okoliczności także jest wątpliwy. (wiem
          narażę się kolegom)
          Jeżeli uważam, że rzeczywiście mam szansę pomóc, że moja pomoc
          istotnie może coś dać - OK.
          Natomiast założenie, że ‘lekarz powinien’ wszystko jedno czy to ma
          sens czy nie, przypomina mi nieco panów schylających się by podnieść
          przedmiot upuszczony przez kobietę, ale tak żeby kobieta zdążyła
          pierwsza. Ładnie wygląda (???), ale czy coś poza tym?

          Wierz mi, że widziałem już takie sposoby ‘’niesienia pomocy’, że
          przy naprawdę wielkim optymizmie nie miały żadnych szans na
          powodzenie. A czasami były wręcz zbrodnią – choćby reanimacja
          chorego z rozsiewem nowotworowym.
          • enterka05 Re: ReKij w mrowisko, czyli kij2(?) 18.10.08, 00:16
            Ojjj, aaale mam czas reakcji.............. :/

            > I gdybym przyznając/lub nie rentę kierował się złośliwością i
            > chęcią odwetu

            Absolutnie Cię o to nie posądzam. W końcu "zza postów" jakoś trochę człowieka widać... :)

            > Już wyrażałem opinię – nie tylko zresztą ja – że Twoje opinie są
            > zawsze bardzo wyważone (..)
            > A teraz mam wrażenie, że są bardziej wyważone od opinii moich
            > kolegów po fachu

            Przeceniasz mnie, 0.9... Na ten temat - chyba nie są. Nie wypowiadałam się wcześniej, bo w sumie post tytułowy był zaproszeniem do dyskusji "wewnątrzzawodowej", a poza tym po co komu kolejna krytyczna opinia? I to jeszcze moja, skoro ja jestem "społeczeństwo"?... ;)

            Ale się zgadzam z tym co napisała Maga, Extorris i jeszcze parę innych osób...

            > A lekarze a forum zrobili z cykutasa drania, który z radością w
            > oczach patrzał na umierającego. Takie odniosłem wrażenie.
            > Odnieśli się wyłącznie do swojego wyobrażenia jak całe zdarzenie
            > mogło wyglądać. Do faktów odnieść się nie mogli, bo najzwyczajniej
            > w świecie ich nie znają.

            ... przy czym mnie się wydaje, że tamte wypowiedzi - i moja opinia zresztą też - skupiły się przede wszystkim na motywacjach Cykutasa. Nie ruszę się, bo wyrażali się źle o lekarzach - tak to zrozumiałam. Jak dla mnie - mocno takie sobie, mimo wszystko...
            No i jeszcze doszły mi do tego te jego teksty do których się odniosłam w swoich pierwszych paru punktach. Tak że obrazek mi za fajny nie wyszedł...

            .... A Ty się skupiłeś jak rozumiem na tym że pomocy może tak naprawdę nie było potrzeba - i jak się domyślam z przypuszczeniem że jakby naprawdę było potrzeba, to Cykutas by jednak coś zrobił. Nie wiem, ale... trochę mi wygląda że też uważasz, że ludzie często okazują się lepsi niż na to wyglądają?... Mnie prawdę mówiąc w tym przypadku jakoś tego myślenia zabrakło. Mam nadzieję że niesłusznie. W każdym razie dzięki za "światełko" :)

            A co do tego na ile można ocenić czy trzeba coś robić czy nie, bo jak rozumiem to także powód Waszej niezgodności poglądów? Nie wiem - tak że nie zabieram głosu. To jest Wasz w jakimś sensie "chleb powszedni" (mniej czy bardziej), nie mój. Ja jestem dokumentnym laikiem. I tylko tyle wiem, że pozory - takich jak ja przynajmniej - mogą mylić. W OBIE strony...


            A o "rzucaniu się na pomoc bez względu na okoliczności" i tym czy lekarz powinien czy nie, czy też czy powinien "bardziej"... :

            Jedno, że z naszą ("społeczeństwa") umiejętnością pomocy jest... pewnie sam wiesz jak. Więc niby każdy (nie tylko lekarz) powinien się ruszyć, ale.....
            A uważamy że Wy umiecie to lepiej. Co oczywiście nie powinno nas z niczego zwalniać. Ale oczekiwanie mamy chyba też dlatego jakie mamy...

            I z kolejnej strony - tak, masz rację pisząc gdzieś wcześniej, że wykręcenie trzech dziewiątek nie różni się w wykonaniu lekarza i "cywila". Tylko że czasem potrzebny jest zdroworozsądkowy ktoś, kto z jednej strony "spacyfikuje" tych co dzwonili żeby nie dzwonili za moment ponownie, a z drugiej - nie pozwoli żeby na przykład z dobrych chęci mało co udusili delikwenta...

            Ale to chyba wszystko jest o sytuacjach gdzie jest jakaś nadzieja że coś z tego będzie. Czy zawsze jest, w takich "ulicznych" przypadkach, bo w sumie głównie o takich jest ta dyskusja - znowu: nie wiem. Pewnie nie, ale na ile to można ocenić - tego już nie wiem zupełnie i absolutnie...

            > A czasami były wręcz zbrodnią – choćby reanimacja
            > chorego z rozsiewem nowotworowym.

            A tak jak tu - bo to jest jednak coś innego zupełnie niż przypadek "uliczny"... To jest chyba... obawa (z różnych powodów może) przed czyimś odchodzeniem? Które, jeśli ma nastąpić, niech lepiej będzie "udziałem" kogoś innego?....


            Pozdrowienia :)
        • borderlineonline Re: ReKij w mrowisko, czyli kij2(?) 14.10.08, 20:23
          enterka05 napisała:

          >
          > No i po ostatnie, chociaż to w sumie za Borderline'em chyba
          powtórzę - "zemścić
          > się" można tak, żeby samemu zostać w porządku, a drugiemu dać do
          myślenia. Cyk
          > utasowi wg mnie to raczej nie wyszło....

          Enterko-
          ponoć zemsta nie jest niczym haniebnym, a tylko
          pokazaniem, że nie wolno nas bezkarnie krzywdzić-
          bo oddamy.
          Gdyby na to patrzeć od tej strony- postawa cykutasa wydawałaby się
          słuszna.
          Jednak- aby sprostać oczekiwaniom,jakie stawia się lekarzom- odnośnie
          ich kultury osobistej, opanowania i człowieczeństwa-
          jedynym słusznym zachowaniem wydaje się pokazanie, że stać mnie
          na to, aby być ponad te krzywdzące słowa,jakie przed chwilą o mnie
          wygłaszano.
          taka mała ekstrawagancja.
          miło Cię widzieć-
          Twoje posty są zawsze ciepłe i kobiece,
          takie aksamitne.
          Pozdrawiam
          • marcinoit Re: ReKij w mrowisko, czyli kij2(?) 14.10.08, 20:34
            borderlineonline ales Ty szarmancki :)
            ehhh taki Doktor cala geba. zazdroszcze
            • seniorita15 Re: ReKij w mrowisko, czyli kij2(?) 14.10.08, 21:22
              Do mnie najbardziej przemawiaja posty ulamka(0,9%):zdroworozsadkowe.95% wyjazdow
              karetki "R" nie jest stanami zagrozenia zycia.Zaliczylam prawie wszystko .Od
              bolesnych miesiaczek nad ranem ,po powazne wypadki,pijakow wszelkiej
              masci,wisielcow,topielcow,nerwice i takie inne.Wiekszosc pod haslem
              -nieprzytomny albo sinieje.Na szczescie nie zaliczylam porodu i za to dziekuje
              Opatrznosci.Niewiele osob obecnych na tym forum zajmuje sie faktycznie
              ratowaniem zycia w naglych wypadkach.To widac z postow.A co powiecie na
              sytuacje, gdy internista z dwojka i waska podspecjalizacja - w duzym szpitalu
              ,przebywajac goscinnie na oddziale laryngologicznym i na jego/jej oczach- pada
              pacjent na korytarzu ,a on/ona krzyczy na caly korytarz do spolki z
              laryngologiem-wolajcie anestezjologa,sama nie robiac nic,nawet nie probujac
              znalezc ambu.O reszcie nie wspomne.Czy to znaczy ,ze wszyscy tak
              reaguja-nie.Powiedzcie mi ile razy w zyciu zostaliscie zbluzgani za darmo (i to
              nie przez pijaka)przy np. probie zebrania wywiadu od roszczeniowej rodzinki w
              domu(bo oni czekali pol godziny na karetke).Ja mialam taki przypadek i gdyby nie
              to ,ze klient wygladal blado ,to bym go olala wraz z cala chora rodzinka.A tak
              musialam go wziac do karetki.Ale mialam w glebokim powazaniu dalsze zbieranie
              wywiadu.I wnioski ulamka (0,9%)sa zdecydowanie najbardziej rozsadne.Poza tym
              zycie nauczylo mnie ,ze Ci najbardziej poswietliwi w wypowiedziach, zwykle
              najmniej sie w zyciu poswiecaja.Prawo do opinii ma kazdy,ale Wasza fantazja
              poszla za daleko w ocenie tego ,czy zycie bylo zagrozone.Nie oceniam autora
              wypowiedzi,ale go rozumiem.A numer do pogotowia zna chyba kazdy.
              • iza42 Re: ReKij w mrowisko, czyli kij2(?) 15.10.08, 06:18
                Seniorita, zgadzam sie,ze praca w pogotowiu jest nielatwa bo nie dosc, ze ciezka
                to trudno pacjentow zadowolic, wzywaja czesto to stanow, ktore pomocy pogotowia
                nie wymagaja a przy tym sobie tej pomocy specjalnie nie cenia, wiecej,
                zlorzecza. Niedawno prowadzilam dyskusje forumowa z pewna pania, ktora wrocila
                do Polski po kilkuletnim pobycie za granica, pani owa bez zadnych ceregieli
                wyzywala lekarzy i personel pogotowia od mordercow, przestepcow, lapowkarzy
                itd. Oczywiscie, jezeli ludzie w ten sposob traktuje lekarzy trudno sie dziwic,
                ze zamieraja w czlowieku szlachetne odruchy. Tak wiec w pewnym sense rozumiem,ze
                autor watku niespecjalnie spieszyl sie z pomoca dla tych, ktorzy na lekarzy
                pomstowali. Czy dobrze zrobil nie interweniujac? jezeli bylo to zwykle
                zaslabniecie bez powaznych konsekwencji pewnie nie bylo potrzeby nic robic ale
                jezeli rzeczywiscie byl to stan zagrazajacy zyciu? Ja na jego miejscu jednak
                pofatygowalabym sie i sprawdzila co sie dzialo z tym facetem co zaslab, sumienie
                nie pozwoloby mi siedziec i smac sie w kulak nie wiedzac czy rzeczywiscie mam
                powod do smiechu. Bo gdyby ten facet umarl to z pewnoscia nikomu by do smiechu
                nie bylo.
                • seniorita15 Re: ReKij w mrowisko, czyli kij2(?) 16.10.08, 22:12
                  Iza ,masz racje,ale poniewaz rozumiem ,ze pomstujace towarzystwo siedzialo przy
                  stoliku obok(bo inaczej nie byloby slychac pomstowania),wiec dosc latwo jest dla
                  osoby siedzacej obok (lekarza)-wizualnie ocenic- czy jest to stan zagrozenia
                  zycia czy nie.Niektorych trzeba extra uszczypnac w ramie,zeby zechcieli
                  "oprzytomniec".To zalezy jakie ma sie doswiadczenie.Wiekszosc to
                  tzw.strassendiagnose.Jak mi pogotowie zwozi pacjenta na izbe,to nawet nie
                  dotykajac pacjenta,w wiekszosci wypadkow ,widze czego sie spodziewac.Czasami sie
                  zdarza,ze nosze z pacjentem wjezdzaja na izbe ,a ja z izby wychodze,bo strach
                  lekarza dyzurnego w izbie przyjec ,nie jest dla mnie wystarczajacym powodem ,do
                  ciagania mnie po nocy.Najpierw powinno sie ocenic stan pacjenta ,a potem wzywac
                  anestezjologa.Pewnie niektorzy wezma mnie za arogantke,ale sie myla.W moim nowym
                  miejscu pracy ,placa mi extra za kazde wezwanie i telefon,wiec powinnam byc
                  zadowolona.Ale nie zawsze chodzi o kase. .Raz mnie tylko
                  zaskoczylo.Pojechalismy "R"ka (w Polsce)do kolki nerkowej u 38 latka-nawet bylam
                  wkurzona na dyspozytorke ,bo wysylala nas do wszystkiego ,co
                  zadzwonilo.Wzielismy kwit i pojechalismy ,pomstujac po drodze na dyspozytorke.No
                  i okazalo sie,ze tuz przed naszym wejsciem do domu -pacjent sie
                  "zatrzymal".Akcja reanimacyjna nieskuteczna.Pierwszy raz poczulam podczas
                  reanimacji,w ktorym momencie pacjent nas "opuscil" i wiedzialam ,ze juz nic z
                  tego nie bedzie.Malo tego okazalo sie pozniej ,ze to bliska rodzina bylej
                  kolezanki z klasy.A jaki byl mechanizm.Pacjent z kamica nerkowa w
                  wywiadzie(dawno temu) poczul sie slabo i zona wezwala karetke.Poniewaz pacjent
                  sie "spocil" to postanowili z zona,ze sie umyje przed przyjazdem karetki.Po
                  powrocie z lazienki ,zaczal sie przebierac w pidzame i "padl" i w tym momencie
                  my zadzwonilismy do drzwi. To sie nazywa "dobrze "zebrany wywiad przez
                  dyspozytorke.Inne extra pomysly dyspozytorek ,jak juz nie wiedzialy co wpisac to
                  pisaly-Zachorowanie.To byl powod do wyslania karetki"R".Niewiele bylo wezwan
                  ,ktorych bysmy nie zaliczyli jako karetka R.A najlepsze ,ze pacjenci ktorzy
                  faktycznie tej pomocy potrzebowali ,czekali na swoja kolej.
                • crazy.diamond Hehehehehe! 18.10.08, 00:35
                  iza42 napisała:

                  > Bo gdyby ten facet umarl to z pewnoscia nikomu by do smiechu
                  > nie bylo.



                  Co ty kobito!!??

                  Nie oglądałaś nigdy Monthy Pythona????!!
          • enterka05 Re: ReKij w mrowisko, czyli kij2(?) 18.10.08, 00:24
            Borderline,
            > ponoć zemsta nie jest niczym haniebnym, a tylko
            > pokazaniem, że nie wolno nas bezkarnie krzywdzić-
            > bo oddamy.

            Jakoś ładne, ale... chyba nie całkiem prawdziwe. Może wtedy gdy mściciel w czarnym płaszczu i na rączym koniu?... ;)
            Bo co jeśli oddajemy na oślep i wcale nie tym co nas krzywdzą? Albo jeśli się mścimy na kimś za jego szczęście - bo podobne nie jest naszym udziałem?....... ;)

            > taka mała ekstrawagancja. (...)
            Miła z Twojej strony.... Tylko się mogę do Ciebie w odpowiedzi poprzez web-pajęczynkę uśmiechnąć.... :-)
            Pozdrowienia :)
    • st.lucas Votum separatum: in dubio pro reo 21.10.08, 13:08
      Zdecydowanie przeciwstawiam się churowi wyśpiewujacemu cykutasowi
      pieśń potępienia.
      Wszelkie watpliwości powinne być rozstrzygane na jego korzyść.
      Nie powinno się go w ogóle oskarżać!
      Prawdę mówiąc owe oskarżenia pachną nielekarsko, wręcz budzą
      podejrzenia, że mamy do czynienia z udającymi lekarzy dyletantami.
      Ale - in dubio pro reo - zatem owych dyskutantów także nie obwiniam.

      Kolego "cykutasie", co Pana tak dziwi? Ludzka zawiść? Przecież im
      bardziej na nas owo chamstwo pluło, tym bardziej ujawniało swój
      kompleks wobec nas...

      Odwzajemniam pozdrowienia i polecam - o ile Kolega znajdzie kiedyś
      czas - wyszukać moje posty, chyba dobrze sprzed roku, rozwazające
      teoretycznie prawo lekarza do WOLNEGO czynienia miłosierdzia!
      • st.lucas Re: Votum separatum: in dubio pro reo 21.10.08, 13:09
        Pardon: chór per chur... a przecież "chorus". Pardon!!!
        Pośpiech...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka