Gość: Marta
IP: *.*.*.*
05.08.01, 11:58
Biorę....czekoladki, kawusię(sama jej nie piję, bo nie mogę, za to mama ma
raj...), kwiatki cięte i w doniczce. Nie odmawiam , bo nie mam na to czasu.
Czasem traktuję je jako wyraz sympatii i wtedy pamiętam kolor róż. Ale tak
naprawdę to najchętniej nie . Niestety nie stać mnie na kartkę, że tu nie
potrzeba "słodkich załącznikow". Niestety nadprogramowe przyjęcie pacjenta ,
(bo tak uważam i już) jest traktowane przez zwierzchników jako proba wymuszenia
gratyfikacji czekoladkowej...I już jest zgrzyt.Nie jest to poziom prawdziwych
lapówek, ale również daje dyskomfort...i kwasy z tymi, którzy tylko tyle dają z
siebie ile wynosi minimum.
Zarabiać chciałabym więcej , żeby po 25 latach praktyki jako specjalista kupić
sobie działkę z laskiem, zamienić PRLowskie autko na takie z Auto-Casco..nie
mówiąc już o licznych płatnych z własnej kieszeni kursach podczas urlopu
wypoczynkowego.
Osoba, która wybrzydza na poziom usług w polskiej slużbie zdrowia z natury jest
wybrzydzająca i udaje , że nie wie iż w każdym zawodzie są "ludzie i ludzie", a
o generalizację jest każdemu łatwo.
O tym, że jestem lekarzem nie mówie na wakacjach, bo nie mialabym ich nawet
przez chwilę..
Drodzy pacjenci! Nie traktujcie jako obowiązek dawania , bo i tak to nic nie
zmieni! To tylko pozory! każdemu wydaje się, że jak da to więcej dostanie! Nic
bardziej błędnego. Tak na prawdę to robicie dla poprawy samopoczucia.....