sithicus
08.12.08, 03:03
" - Najpierw policjanci zmuszali lekarkę, by złamała prawo. Nie zgodziła się,
więc skutą zabrali ze szpitala na komendę - opowiada szef łódzkiej izby
lekarskiej dr Grzegorz Krzyżanowski.
Nocny dyżur w szpitalu w Piotrkowie Trybunalskim. Na izbę przyjęć przyjeżdża
radiowóz. Dyżurna lekarka ma pobrać krew od zatrzymanego mężczyzny. Jest
problem, bo ten nie zgadza się na badanie. Kobieta tłumaczy, że w tej sytuacji
nic nie może zrobić, bo złamałaby prawo.
Krzyżanowski: - Pani doktor miała rację - pacjent ma prawo odmowy zgody na
udzielenie świadczeń zdrowotnych.
Następnego dnia lekarka szykuje się do domu po dyżurze. Łapią ją policjanci. -
Jest pani zatrzymana - rzucają. Nakładają kajdanki i w kapciach wyprowadzają
ze szpitala.
Zarzut? Utrudnianie postępowania przygotowawczego.
- Po co ją zatrzymywali - zastanawia się Piotr Kładoczny z Helsińskiej
Fundacji Praw Człowieka. - A kajdanki to już zupełna przesada.
Policjanci z Piotrkowa nabrali wody w usta. Ich zwierzchnicy z Komendy
Wojewódzkiej Policji w Łodzi też nie widzą problemu. Jak mówi mł. asp.
Jarosław Gwis z zespołu prasowego, on w takich sytuacjach zawsze zakuwa w
kajdanki. Po co? Żeby zapobiec ucieczce albo stawianiu oporu.
Lekarka złożyła zażalenie na zatrzymanie do piotrkowskiego sądu i skargę do
izby lekarskiej. Jej prezes chce, by sprawę wyjaśnili minister spraw
wewnętrznych, rzecznik praw obywatelskich i komendant główny policji."
Jak ja się k*rwa cieszę że już nie żyję w tym chorym kraju...