otwieram kolejne piwo i już wam tłumacze, o co mi chodzi.
fallout new vegas.
szybka retrospekcja:
jedynkę ugryzłem na kilkanaście minut. dorwałem ją po tym, jak jeszcze na studiach, podczas kilkudniowego maratonu amfetaminowergo prawie udało mi się ukończyć dwójkę. anegdota: po tej sesji wychodząc na ulicę próbowałem przejść przez skrzyżowanie w systemie turowym. reasumując: jedynka po graniu w dwójkę nie miała szans mnie zainteresować, głównie przez widoczną degresję. dwójki nie ukończyłem, bo raz, zakończył się amfa, dwa, przede wszystkim, skończyła się sesja... egzaminacyjna. wiem, że te teksty brzmią jak z bloga jakiegoś dzieciaka, ale mam to gdzieś, pisze se jak chce, a przede wszystkim nie zmyślam i bóg to doceni.
trójka o ja jaka zajebista była. z amfą już dawno skończyłem i wziąłem ją na zioło. zachwyciłem się nią jak dziecko wiatraczkiem w kołysce. oczywiście stworzyłem sobie nastoletnią dziewczynkę z warkoczykami wróżki (screen się nawet zachował:
lh5.ggpht.com/_sBbGR2Ccigg/SUlGmuEJeZI/AAAAAAAABws/4KqUVSbbgnY/s800/ScreenShot6.jpg) i grałem tak przez jeden, drugi, dzień, potem tydzień, aż nastąpiło zmęczenie materiału (czyt: gra się zrobiła ku...ko nudna).
idę się odpryskać i zapalić.
i teraz new vegas. dla mnie nie vegas w skrócie to jest jak dzwonek na komórkę zrobiony z radiowego hitu. zrobiono skrót wszystkiego co najlepsze z całej sagi i upchnięto to w kilku godzinach rozrywki. dodano jeszcze hardmode dla wyznawców świętego fallouta.
i co? i skrytykowanie, powiedzenie czegoś złego (z czym się spotkałem na forum gc) spotyka się z falą napaści. ja pie.... to tylko gra. krótka i schludna, ale nie jakaś genialna. ale zauważam i tak to interpretuje, że 'fanboje fallout' traktują to jak nowy relikt. bo stworzyli go kolesie z obsidian?
napisałem tę postkę bo sam jeszcze nie potrafię skonkludować tego, o co mi chodzi. może wasze komentarze mi pomogą. tylko bez trollingu proszę