kropka
31.07.03, 13:46
Chciałabym przedstawić Wam jeża, który od paru lat mieszka z nami.
W ogrodzie, oczywiście, choć nie zawsze. Nie będę ukrywać, że rozpuszczony
jest jak dziadowski bicz i od czasu do czasu mamy z nim nieco kłopotów.
Oto historia, która wydarzyła się baaaaaardzo wczesną wiosną zeszłego roku.
Nocne spotkanie I
W nocy coś zaszurało pod oknem. Pies został na dworze? Oba spały jak zabite.
Wróciłam do łóżka. Szuranie nie ustawało. Wiatr coś przywlókł? Otworzyłam
okno, ale wszystko było jak być powinno. Tylko powietrze cieplejsze, trochę
już wiosenne. Mam majaki, pomyślałam obabuchając się kołdrą.
Szurało coraz uciążliwiej.
Dobra. Wzięłam psy i wyszłam na dwór uzbrojona w psi pejcz i latarkę.
Pod oknem w świetle błysnęły dwa paciorki. I nos lekko zadarty.
Jeż patrzył na mnie zdziwiony wysuwając ciekawie do góry swą szurpatą mordkę.
- Czyś ty zwariował? zapytałam. Środek zimy, a ty nie dość, że sam nie spisz,
to i mnie nie dajesz?
- Jaka zima, zamruczał. Nie widzisz, że trawa już zielenieje? Nie widzisz
pąków na krzakach? Krokusy listki wypuszczają. Bierz się za robotę w ogrodzie
i mnie też głowy nie zawracaj, bo porządki muszę zrobić. Wiosna tuż tuż, a w
takim bałaganie pani jeżowa mieszkać nie może.
- Jaka jeżowa??? Nie licz na to, mój panie! Drugiego pchlarza w ogrodzie nie
chcę. Twojego szurania i tuptania po nocach dość.
- Ty się w mój życiorys nie mieszaj, warknął wściekły. Bo co? Myślisz, że
żadna mnie nie zechce? Nie jestem dość przystojny? Nie podobam ci się???
Był coraz bliższy płaczu.
- Ależ skąd, tłumaczyłam, jesteś śliczny, ale teren szczelnie ogrodzony,
żaden jeż się nie prześlizgnie. Jesteś skazany na starokawalerstwo, maleńki.
Zafrasował się nieco. Patrzył na mnie czarnymi perełkami i widać było
wyraźnie, że coś kombinuje.
- A jakbyś na spacerze spotkała śliczną jeżównę, to co? Zostawiłabyś ją swemu
losowi? Na pożarcie psom i rozjechanie samochodom?
- A jak poznam, że to jeżówna, a nie jeżowa w zaawansowanej ciąży?
- Może być w ciąży, odrzekł spokojnie. Wiesz ile radości z takich maluchów? A
po tej śnieżnej zimie będzie mnóstwo ślimaków. Sam nie dam rady, więcej jeży
przyda się na pewno, żeby to świństwo nie zjadło całego ogrodu!
Oj, pamiętam. Był taki rok, że wynosiliśmy z ogrodu ślimaki setkami. Wtedy
też dzieci przyniosły jeża, który ino mig poradził sobie ze szkodnikami.
Odtąd mieszka na stałe, a teraz żony mu się zachciało! I to w środku nocy!!!
- Wiesz co? Zaproponowałam. To ty sobie sprzątaj, a ja pójdę spać. O żonie
pogadamy rano, jak się spotkamy.
- Dobra, do jutra. Odwrócił się i każde z nas pomaszerowało w swoją stronę.
Wróciłam do łóżka i zasypiając myślałam, jak łatwo dał się wyprowadzić w
pole. Przecież jeże w dzień śpią. A ja śpię w nocy. W ten sposób marne szanse
na następne spotkanie i pogawędkę o jeżowym małżeństwie.
Z drugiej strony... ogród duży, co mi jeszcze jeden jeż przeszkodzi? Raźniej
im będzie we dwójkę...
Pomyślę. Na wszelki wypadek od dziś będę się rozglądać za jakąś ładną jeżową
panienką. Może być bez posagu, aby miała dobry charakter i cierpliwość.
Bo jednego marudnego jeża dość.