Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Crucible Extra

    23.04.04, 01:18
    Skoro już mnie Gawronka wywołała do tablicy... ;) Dzisiaj poszedłem na sesję
    wieczorną na mecz Davis-Hamilton. Nie wiem czy to jakaś fobia czy co, ale
    miałem wrażenie, że dzisiaj kręciło się po Crucible'u znacznie więcej ochrony
    niż zwykle. Gdzie się nie spojrzałem, gdzie nie wycelowałem obiektywu aparatu,
    tam zawsze byli smutni kwadratowi panowie:) Dlatego dzisiaj tylko relacja
    prozą - niestety. Może ustrzelę coś więcej w poniedziałek...

    Anyway, znowu wchodziliśmy live na BBC. Więc znowu trzeba było klaskać jak pan
    kamerzysta dał znak ręką. Tego przynajmniej wydaje mi się oczekiwał Pan
    Konferansjer. Kołkowaty jakiś taki - ja bym tam wolał Piękną Hazel (pani
    prowadząca ze studia BBC). Gość zupełnie polotu nie ma, ciągle te same
    oklepane formułki... "Should you need to leave the arena, please do so as
    quietly as possible... blah, blah, blah...". Zaraz - o snookerze miało być
    zdaje się? Przepraszam, mam nadzieję, że nie zmieniliście jeszcze kanału ;)

    Mecz Davis-Hamilton zaczynał się ze stanem 5-4 dla Hamiltona. Steve wpadł na
    scenę całkowicie wyluzowany, prawie nonszalancki. Pewnie dlatego, ze ich mecz
    sędziowała pani Michaela;) Jak niewiele trzeba, żeby facet przestał myśleć o
    biznesie :p

    Pierwszego frejma rzeźbili 47 minut - już przez chwilę myślałem, że to Steve
    to tak naprawdę Ebdon z peruką na głowie ;) Po każdym nietrafionym przez
    siebie uderzeniu (sporo ich było) Steve puszczał oko do publiczności. Mimo
    stanu meczu humor mu dopisywał, nie powiem. Ale on ma prawo do nonszalancji -
    w końcu 6 razy wygrał sheffieldzki turniej. Pod koniec pierwszego frejma
    uganiali się za żółtą po całym stole przez dobre dziesięć minut. Ale w końcu
    Anthony wygrał. Davis przegrywa 4-6.

    W kolejnym frejmie było raczej nudnawo dopóki Anthony nie postawił Steve'owi
    ciekawego snookera. Davis musiał grać o 4 bandy! Pierwsze podejście - miss.
    Drugie - znowu miss. Trzecie - biała zahaczyła mu o zieloną - kicha. Czwarte -
    biała wpadła na zaokręglenie bandy w pobliżu łuzy i "poszła w kosmos". Piąte -
    o mało co nie trafił czarnej. Szóste - znowu miss i to o dobre 20 cm. Siódme -
    było taaaaak blisko. Ósme - jest, nareszcie! Brawka dostał niewąskie;) Ale
    mecz i tak wygrał Hamilton - 148 do 9 (Steve napukał mu 28 punktów w samych
    faulach ;). 7-4.

    Kolejne dwie partie były mniej ciekawe, więc "przenieśmy się na chwilę na
    sąsiedni stół" (siedziałem mniej więcej na wysokości zasłonki więc widziałem
    oba). A tam Joe Perry vs Mark Williams. Włączyłem się w bardzo dobrym
    momencie, bo Joe wydziergał brejka 145. Ładne to było, nie powiem. Brawka
    dostał całkiem przyjemne. Prawie takie jak Jimmy na samo wejście :p

    Wracamy do stołu Davis-Hamilton. Tutaj już 8-4 dla Anthony'ego. Steve już nie
    tryska za bardzo humorem. Anthony idzie nieźle na max brejka, ale przy stanie
    licznika 56 decyduje się grać zachowawczo na zieloną. Czyżby duch Ebdona
    unoszący się jeszcze nad tym stołem (on grał na tym stole w w poniedziałek)?
    Ale kolejny frejm dla Hamiltona. 9-4. Robi się gorąco, więc przerwa.

    Korzystając z okazji przesiadłem się nieco, by dokładnie widzieć co dzieje się
    u Marka i Joe'a. A tam też dość ciekawie. Perry wygrywa 4-3, ale w ostatnim
    frejmie tej sesji prowadzi Williams. Joe potrzebuje już snookera, ale nie
    rozkręca kija. Jest na fali, więc twardo gra dalej. Stawia snookera, Mark nie
    trafia, free ball i jest 5-3 dla Perry'ego. Oj ciekawy będzie ten mecz, ciekawy ;)

    W międzyczasie skończyła na "moim" stole skończyła się przerwa i panowie znów
    zabierają się do pracy. Steve już zupełnie stracił humor. Spaceruje w tę i z
    powrotem z taką miną jakby miał zaraz zrobić Anthony'emu krzywdę. Naprawdę
    wyglądał groźnie. Pomogło mu trochę, bo wygywa trzy kolejne frejmy ratując
    nieco stan meczu. Jest 9-7.

    W ostatnim frejmie rozbija Hamilton. Popełnia szkolny błąd zahaczając o
    niebieską. Biała leży w połowie stołu, przed nią czerwona gotowa do wbicia. Do
    stołu podchodzi Davis z miną z gatunku "co ty tu synku robisz z takim
    rozbiciem?". I... nie trafia tej "prostej" czerwonej. Ups. Hamilton robi
    brejka coś koło 60, Davis jeszcze ma szansę, ale znowu nie trafia, więc
    poddaje frejma i partię. 10-7 dla Hamiltona. Steve podaje mu rękę mówiąc "Good
    game, mate" (wyczytane z ruch ust;) i obaj wychodzą.

    I tym samym nie ma już dinozaurów w Sheffield. Steve i John (Parrot) powracają
    do ciepłego studia telewizyjnego i towarzystwa Pięknej Hazel (chociaż w sumie
    Michaela też niczego sobie ;), a Jimmy pewnie za kratki, czy cuś ;)

    I tym optymistycznym akcentem kończymy dzisiejszą relację. Z Crucible Theatre
    w Sheffield w Wielkiej Brytanii mówił dla państwa Wojciech Miklas :p

    Obserwuj wątek
      • gawronka Re: Crucible Extra 23.04.04, 08:10
        No i Tajemniczy Don Pedro wygrał z dinozaurem... A niech to. Mój tata rozpacza,
        bo jest z Davisem z jednego rocznika (taka solidarność pokoleniowa ;)))
        • le-on Re: Crucible Extra 23.04.04, 08:47
          Ej! Lilipiec! Dlaczego wyłączyłeś tam telefon, co?
      • tessfc Re: Crucible Extra 23.04.04, 18:13
        Hallo hallo Wojtku dziękujemy za relację ;)))
        Nawet ogladać nie trzeba... bo twój komentarz oddaje wszystko :]
      • flott Re: Crucible Extra 25.04.04, 22:12
        czapki z głów za taki komentarz -człowieku tylko pozazdroscic takich zdolności-prosze o wiecej relacji i moze jakies pikatne ploteczki z zielonych stołow Anglii....:)

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka