Gość: Cyfra
IP: *.dip.t-dialin.net
14.04.02, 16:39
W roku 1916, w lasach pod Maniewiczami na Wołyniu, kompania sztabowa Legionów
zaczęła z nudów kopać piłkę. Ściślej: służący w niej piłkarze Cracovii, Wisły,
Pogoni i Czarnych postanowili nauczyć tej czynności żołnierzy z Warszawy. I
powstała słynna dziś Legia, która oficjalnie wiedzie swój początek od legionów
rzymskich (tak!), a której bez krakauerów i lwowiaków po prostu by nie było -
jej nazwę wymyślił prawoskrzydłowy Cracovii Stanisław Mielech. On też zagrał w
tej pierwszej warszawskiej drużynie, a towarzyszli mu krajanie: Poznański,
Kogut, Kałuża...
Od tej pory od Wawelu płynął nieprzerwanie na północ
strumyczek "pasów", "wiślaków", "garbarzy" etc., etc. Wygłodniała piłkarskich
talentów Warszawa nie żałowała środków finansowych, obietnic awansu itp., byle
tylko wzmocnić swe drużyny. Pierwszym złapanym na taką przynętę był właśnie
Stanisław Mielech, potem trójka reprezentacyjnych napastników Cracovii (Łańko,
Nawrot, Ciszewski), potem Martyna i Kisieliński, i całe mnóstwo piłkarskiej
drobnicy...
Który tam nie dał się nabrać na lukratywne obietnice, tego po prostu wcielano
do woja (Legia była klubem wojskowym). Zwyczaj ten - prosty i skuteczny -
stosowano również po wojnie drugiej. Tak zmienił barwy klubowe świetny bramkarz
Garbarni Tomasz Stefaniszyn. Ha! Gdy już w 1952 r. cieszył się na powrót do
Krakowa, UB aresztowało mu szwagra, a nasz bramkarz dostał propozycję nie do
odrzucenia: albo zostaje w Warszawie w klubie MSW Gwardia, albo o szwagrze
będzie mógł mówić wyłącznie w czasie przeszłym.
No więc chłop został. I bronił. Jeszcze jak!
Wiśle w 1970 r. wydarto tak do Warszawy, do Gwardii, jednego z najlepszych
prawych obrońców wszech czasów - Antoniego Szymanowskiego...
Już w 1911 r. Kraków - jako najbardziej doświadczony sportowo i spokojny
geopolitycznie - wziął na siebie wysiłek stworzenia Związku Polskiego Piłki
Nożnej. Organizacja ta, przekształcona w 1919 r. w PZPN, słusznie miała mieć
siedzibę w Krakowie. I miała, aliści po ośmiu latach w wyniku straszliwych
intryg stołecznych działaczy, PZPN przeprowadził się do Warszawy... Wprawdzie w
1945 r. udało się ściągnąć go znowu na ulicę Grodzką, ale jeno na 15 miesięcy,
gdy znów złowieszczy świst lokomotywy obwieścił przymusową przeprowadzkę na
Mazowsze.
kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1075701&KAT=241
Radze,przeczytac caly text.Szczegolnie warszawiakom "przyjezdnym".