Gość: Wilt
IP: *.gov.pl
27.09.02, 15:26
Odpowiedź na postawione pytanie mogłaby być krótka: niewiele. Jeśli ktoś woli
dłuższą, oto parę moich przemyśleń nt. tegorocznej aktywności Kupchaka i
spółki.
Przysłowie mówi: nie zmienia się wygrywającej drużyny. Tym bardziej więc,
wydawałoby się, nie zmienia się drużyny wygrywającej mistrzostwo 3 razy z
rzędu; a jeszcze tym bardziej drużyny używającej tak specyficznej taktyki
jak „trójkąty”, przyzwyczajenie do której zabiera sporo czasu nowym graczom.
Można by więc uznać, że niklość zmian personalnych w Lakers w obecnym
offseason jest jak najbardziej słuszna; ale ja tak nie sądzę. Nie sposób
utrzymać dynastii bez ciągłego dopływu nowych, markowych zawodników.
Rozumieli to pierwsi wielcy Celci, kiedy Auerbach niemal co rok dostarczał im
nową gwiazdę. Rozumieli to Lakers lat 80., których zespoły West budował z
wyprzedzeniem na kolejne lata walki o mistrzostwo, przewidując o parę ruchów
naprzód, pozyskując Worthy’ego, kiedy w zespole grał jeszcze, i to świetnie,
Wilkes; albo wymieniając Nixona na Byrona Scotta, kiedy Nixon był jeszcze
jednym z najlepszych PG ligi. Nawet Bulls w przerwie pomiędzy pierwszą a
drugą ze swoich mistrzowskich trylogii wymienili cały skład oprócz Jordana i
Pippena. Obecnie, w dobie nie tylko salary cup, ale i luxury tax, trudniej
dodawać jest nowych, szczególnie markowych koszykarzy, niż kiedykolwiek – ale
nie znaczy to, że można nie próbować i spocząć na laurach, tak jak niestety
mam częściowo wrażenie w odniesieniu do Kupchaka, który na pewno jest mniej
aktywny niż byłby w jego sytuacji West. Oczywiście ograniczeniem są też
kwoty, jakie jest skłonny wydać na nowych zawodników Buss; ale nowych graczy
można pozyskać też za starych o porównywalnych kontraktach, a to również w
większym zakresie nie jest robione.
Zacznijmy od pozytywów. Dobrze, ze Buss, po sezonie, przed którym poskąpił
kasy na H. Granta i T. Lue i w efekcie trudniej było obronić tytuł, wreszcie
sypnął trochę groszem. W efekcie słusznie przedłużono kontrakt z
Miedwiedenką, który ma spory potencjał i może być dobrym zmiennikiem Shaqa
albo nawet, w dalszej przyszłości, startującym PF (do czego przydałaby się
jednak lepsza defensywa). Słusznie zatrzymano również – za mniejsze pieniądze
niż oferowały konkurencyjne teamy – D. George’a, który potencjał ma chyba
mniejszy od Sławy (poziom Matta Harpringa czy Pattersona), ale jest dobrym
role player, właściwie już gotowym do zastąpienia Foxa w pierwszej piątce.
Słusznie pozyskano Kareema Rusha (sądzę, ze często zobaczymy go na parkiecie
razem z Kobem przesuniętym na SF) Murraya, co poprawi perimeter shooting,
nie będące ostatnio silną stroną LAL. Niech będzie wreszcie, że słusznie
zatrzymano (ale już na naprawdę ostatni sezon!) za veteran minimum Shawa,
spełniającego w zespole rolę podobną do dawniej Harpera. Ale to już koniec
słusznych posunięć, co musi niepokoić, bo żaden z tych ruchów nie wzmocnił
istotnie szans na obrone tytułu przez Lakers – które, jak wykazały ostatnie
play offs, znacząco spadają w sytuacji kłopotów zdrowotnych Shaqa lub Kobego.
Stąd, niezaspokojona jak dotąd, konieczność wzmocnienia składu na tyle, żeby
możliwe było nawiązanie walki również przy chwilowej nieobecności,
powiedzmy, 1 z tych 2 supergwiazd.
Konieczność ta tym bardziej nagli, że najgroźniejsi rywale dokonali bardziej
istotnych wzmocnień. Kings zdołali zatrzymać Bibby’ego i jednoczesnie
pozyskać Keona Clarka, który jeszcze bardziej może obnażyć niedostatki Lakers
na PF. Spurs będą mieli Ginobilego, który już w swoim pierwszym sezonie
powinien znacząco ich wzmocnić i wywrzeć wpływ w lidze. Nawet pozyskanie
przez Mavs „Shreka” Jonesa należy uważać za bardziej znaczący ruch, biorąc
pod uwagę, że będzie ich pierwszym i jedynym dobrym defensorem pod koszem. Z
kolei Nets z Mutombo, Childsem i Rogersem po raz pierwszy nie stoją na z góry
przegranej pozycji wobec potęg Zachodu. Co więc powinni zrobić Lakers, a
czego nie zrobili?
Żeby było jasne; jestem realistą. Nie wymagam np., żeby Kupchak dorównywał
Westowi i potrafił wyłowić talent nawet z odległych miejsc w drafcie (choć
można tylko zazdrościć Spurs, którzy obecnie to potrafią i w efekcie mają
Ginobilego, Parkera, Scolę) – w tej sytuacji lepszy jest handel posiadanymi
draft picks. Nie wymagam również dokonania jakiegoś blockbuster move; z
powodów wymienionych na początku rdzeń zespołu (przynajmniej Fish i
oczywiście Shaq&Kobe) musi pozostac ten sam. Sądzę jednak, ze przynajm,niej 1
śmiały ruch powinien być wykonany. Oczywiście w świetle istniejących
ograniczeń nie jest to łatwe, tym bardziej że mało kto chce handlować z
mistrzem i przez to go wzmacniać – ale pojawiają się ciekawe możliwości.
Wielkiej gwiazdy raczej przez handel nie pozyskamy, ale też więcej wielkich
gwiazd choćby z uwagi na chemię zespołu nie potrzebujemy; potrzebne są nam
gwiazdy wśród role players. Np. osobiście pielęgnuję pomysł pozyskania Danny
Fortsona, który w obecnej sytuacji Warriors jest już na pewno „expendable”.
Dobry w obronie nie jest, ale gracze z którymi by rywalizował – Walker i
Sława w jego obecnej formie - też asami defensywy nie są, a Fortson
zapewniłby drugą po Shaqu wartościową opcję w ataku pod koszem, no i przede
wszystkim swój ogromny talent do zbiórek – z nim w składzie nawet pod
nieobecność Shaqa Lakers radziliby sobie na tablicach. Minusem są wątpliwości
co do podejścia Fortsona – ale, po pierwsze, dzięki tym watpliwościom można
by go stosunkowo tanio pozyskać (najpewniej za Foxa, co satysfakcjonowałoby
obie strony); po drugie, chyba korzystnie na jego podejście wpłynęłoby bycie
starterem w Lakers zamiast zmiennikiem w Warriors ;-); po trzecie, skoro
swego czasu Jackson zaryzykował z Rodmanem czy późniejszym Bisonem Dele, to
tym bardziej przyjąłby w zespole i Fortsona.
Fortson to oczywiście przykład, przy którym się nie upieram; przykład tego,
że nawet w obecnej lidze dałoby się uzyskać znaczące wzmocnienie zespołu bez
wielkich wydatków, gdyby tylko trochę zaryzykować – a czasem zaryzykować
trzeba; nie byłoby np. mistrzostwa Celtów w 1981 bez Archibalda ani drugiej
trylogii Bulls bez Rodmana. Są i inne takie okazje – trzeba tylko poszukać.
A nawet gdyby ktoś uważał, ze deal typu Fortson – Fox byłby za ryzykowny, to
Lakers olali nawet mniej ryzykowne możliwości wzmocnień na mniejszą skalę;
np. pozyskania (co zrobili w końcu Spurs) za minimum Kevina Willisa, mimo
wieku wciąż w świetnej formie i zdolnego do osiągania nawet 7pkt./7zb., jako
zmiennika Shaqa. W efekcie JEDYNYM obecnie 7 – footer Lakers jest właśnie
O’Neal…
A jeśli Willis nie został pozyskany, bo był za kiepski, to czym wytłumaczyć
takie „wzmocnienia” jak podpisanie undrafted rookie Pargo, albo Ruckera,
który grał w lidze…węgierskiej (szkoda, ze nie polskiej, przecież
silniejszej)?
Dlatego apeluję do managementu LAL i mam nadzieję, że inni się do mnie
przyłączą; chłopaki, przyłóżcie się bardziej – pamiętajcie, że w tym sezonie
musi być four – peat ;-)!
Pzdr
*