Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Kobe ucieka?

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.03, 04:05
    Slysze w radio, że Kobe skorzysta z opt-outu na koniec przyszłego sezonu.
    Jeśli to prawda, to chyba w Memphis coś dobrego może się
    wydarzyć...Komentarz jest taki, iż chce mieć własny zespół. Chyba trochę za
    wcześnie na takie wnioski, ale coś może być na rzeczy. Będzie niezły cyrk w
    przyszłym roku.
    Obserwuj wątek
      • Gość: HyLo Re: Kobe ucieka? IP: *.phils.uj.edu.pl 27.06.03, 11:41
        Gość portalu: Wally#10 napisał(a):

        > Slysze w radio, że Kobe skorzysta z opt-outu na koniec przyszłego sezonu.
        > Jeśli to prawda, to chyba w Memphis coś dobrego może się
        > wydarzyć...Komentarz jest taki, iż chce mieć własny zespół. Chyba trochę za
        > wcześnie na takie wnioski, ale coś może być na rzeczy. Będzie niezły cyrk w
        > przyszłym roku.

        A swistak...

        Tak realnie: naprawde traktujesz powaznie plotke, że Kobe, big-town guy,
        pojdzie na prowincje, do jakiegos marnego zespolu, tylko po to, zeby byc
        niekwestionowanym liderem? No chyba nie!

        Swoj zespol to on bedzie mial za rok-dwa w LA. a po drodze jeszcze jakies
        mistrzostwo

        pozdr
        • Gość: calagan Re: Kobe ucieka? IP: *.acn.pl 27.06.03, 11:58
          Gość portalu: HyLo napisał(a):

          > Gość portalu: Wally#10 napisał(a):
          >
          > > Slysze w radio, że Kobe skorzysta z opt-outu na koniec przyszłego sezonu.
          > > Jeśli to prawda, to chyba w Memphis coś dobrego może się
          > > wydarzyć...Komentarz jest taki, iż chce mieć własny zespół. Chyba trochę z
          > a
          > > wcześnie na takie wnioski, ale coś może być na rzeczy. Będzie niezły cyrk
          > w
          > > przyszłym roku.
          >
          > A swistak...
          >
          > Tak realnie: naprawde traktujesz powaznie plotke, że Kobe, big-town guy,
          > pojdzie na prowincje, do jakiegos marnego zespolu, tylko po to, zeby byc
          > niekwestionowanym liderem? No chyba nie!

          Najciekawsze jest to, ze jak tam pojdzie to znow nie bedzie mial wlasnego
          zespolu. Tam juz jest Gasol. On wymiata, a bedzie jeszcze lepszy. Kazdy sukces
          Memphis z Kobem i Gasolem bedzie przypisywany duetowi, a nie Kobemu.


          >
          > Swoj zespol to on bedzie mial za rok-dwa w LA. a po drodze jeszcze jakies
          > mistrzostwo

          Byloby milo. Szkoda, ze Macka Lakers nie wzieli.
          • alex.4 Re: Kobe ucieka? 27.06.03, 12:23
            Nie sądzę, aby chciał się przenieść do takiego klubu jak Memphis... to
            plotka....
            POxzdr
          • Gość: TG Re: Kobe ucieka? IP: *.clinternal / 10.2.4.* 30.06.03, 12:12
            ... bo koszykówka jest sportem zespolowym i pojedynczy wielki zawodnik w
            otoczeniu przecietniaków nie znaczy nic. Mozna albo byc niekwestionowaną i
            jedyna gwiazda w przecietnym zespole (najlepsze przykłady - Iverson, McGrady,
            Garnett) albo pogodzic sie ze inni koledzy z druzyny tez grają - i wtedy mozna
            grac o mistrzostwo. Nie wiem co woli Kobe Bryant - zobaczymy, ale sam
            mistrzostwa nie zdobędzie (moze natomiast zdobyc w 'swoim' zespole duzo wiekszą
            kasę - patrz kontrakt Garnetta). Jordan tez przegrywal kiedy nie mial mocnego
            wsparcia.
            Dla indywidualistow stawiajacych wyzej wlasne popisy niz dobro druzyny jest
            wiele innych sportów - ale nie koszykowka.

            • Gość: calagan Re: Kobe ucieka? IP: *.acn.pl 30.06.03, 17:40
              Gość portalu: TG napisał(a):

              > ... bo koszykówka jest sportem zespolowym i pojedynczy wielki zawodnik w
              > otoczeniu przecietniaków nie znaczy nic. Mozna albo byc niekwestionowaną i
              > jedyna gwiazda w przecietnym zespole (najlepsze przykłady - Iverson,
              McGrady,
              > Garnett) albo pogodzic sie ze inni koledzy z druzyny tez grają - i wtedy
              mozna
              > grac o mistrzostwo.

              Generalnie tak, acz wykatkiem od tej reguly sa obecni mistrzowie. Maja tylko
              Duncana, a reszta to lepsi lub gorsi wyrobnicy.


              Nie wiem co woli Kobe Bryant - zobaczymy, ale sam
              > mistrzostwa nie zdobędzie (moze natomiast zdobyc w 'swoim' zespole duzo
              wiekszą
              >
              > kasę - patrz kontrakt Garnetta). Jordan tez przegrywal kiedy nie mial
              mocnego
              > wsparcia.

              Sam nie, ale on juz 3 tytuly ma. Moze teraz zechciec pograc pare lat pod
              siebie. Wiecej kasy niz w Lakers nie dostanie nigdzie, takie sa reguly. Jordan
              przegrywal, kiedy nie mial wlasciwego coacha lub sam nie byl dobrze
              przygotowany do gry.

              • Gość: LB Re: Kobe ucieka? IP: 217.11.142.* 30.06.03, 18:02
                Gość portalu: calagan napisał(a):


                > Sam nie, ale on juz 3 tytuly ma. Moze teraz zechciec pograc pare lat pod
                > siebie.


                :))))
                Że niby do tej pory Kobe nigdy nie grał pod siebie??? :)))


                > Jordan
                > przegrywal, kiedy nie mial wlasciwego coacha lub sam nie byl dobrze
                > przygotowany do gry.


                Kiedy to niby Jordan nie był przygotowany do gry????


                LB

                • Gość: calagan Re: Kobe ucieka? IP: *.acn.pl 01.07.03, 12:11
                  Gość portalu: LB napisał(a):

                  > Gość portalu: calagan napisał(a):
                  >
                  >
                  > > Sam nie, ale on juz 3 tytuly ma. Moze teraz zechciec pograc pare lat pod
                  > > siebie.
                  >
                  >
                  > :))))
                  > Że niby do tej pory Kobe nigdy nie grał pod siebie??? :)))

                  Nie mowie, ze nigdy, ale generalnie bylo to u niego tepione. Od czasu do
                  czasu to i wielki Mike grywal popisuwy (bedac juz doswiadczonym zawodnikiem).


                  >
                  >
                  > > Jordan
                  > > przegrywal, kiedy nie mial wlasciwego coacha lub sam nie byl dobrze
                  > > przygotowany do gry.
                  >
                  >
                  > Kiedy to niby Jordan nie był przygotowany do gry????
                  >

                  Po pierwszym powrocie, kiedy wrocil bodaj w marcu, a Bulls i tak przegrali.
                  Byl wtedy ciezki i bez wlaciwej kondycji. No i gral z innym numerm ;-))).


      • Gość: Wally#10 Re: Kobe ucieka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.03, 13:52
        Proponuję wam, abyście czytali to co ja piszę, bo inaczej nie ma to sensu. To
        co napisałem to przekaz z ESPN Radio i komentarze jakie wywołał w określonym
        momencie,podczas Draftu. Z tego co widzę to jest już na ten temat artykuł na
        ESPN. Nie zastanawia Was fakt, iż Kobe chce zostać FA i spróbować sił na
        rynku? Oczywiście nie znaczy to, że zmieni zespół ale taka sytuacja nie może
        dobrze wpłynąć na żadną drużynę. Między innymi dlatego ja bardzo chcę żeby KG
        podpisał extension przed rozpoczęciem sezonu.

        Kobe nie pójdzie do marnego zespołu, ale nie wydaje mi się aż tak
        nieprawdopodobne, żeby miał nie pójść do zespołu, który będzie under-the-cap,
        z gronem młodych i perspektywicznych graczy. A myślę, że coś takiego
        przygotowuje West. Co do Gasola, to pozwolę sobie mieć odmienne zdanie. Jest
        dobry ale jest permanentną drugą opcją (takim Pippenem :). Ewentualne sukcesy
        byłby wg mnie zapisane tylko i wyłącznie na konto Kobe'go. Plotki to tylko
        plotki, nie mniej sporo jest plotek w sieci, sugerujących, że West stara się
        pozbyć zawodników z wysokim konrakami (Williamsa,Dickersona,Persona itd).

        Jeśli to prawda, że Kobe będzie FA, to takie spekulacje będą się pojawiać
        CODZIENNIE, więc radzę się do tego przyzwyczaić. Ja muszę sobie radzić z tymi
        wszystkimi plotkami o wymianie za KG :)

        pzdr
      • Gość: Wilt Re: Kobe ucieka? IP: *.gov.pl 28.06.03, 10:26
        Decyzja Kobego o opt-out jest jedyną słuszną z biznesowego punktu widzenia. Nie
        sądzę, aby była groźniejsza dla Lakers niż analogiczny ruch Duncana w tym roku
        dla Spurs. Żeby było inaczej, zarząd musiałby kompletnie spieprzyć przebudowę
        zespołu (na co się nie zanosi – w drafcie już zrobiono dobry początek). Plotki
        oczywiście będą się pojawiać, np. o przejściu do Memphis, ale nie należy się
        nimi przejmować, jak i z pewnością nie przejmuje się nimi zespół (ale tu mnie,
        calagan, rozwaliłes; chyba musiała Cię naprawdę przejąć porażka Lakers, żeby
        myśleć, że Kobe wobec Gasola postrzegany byłby jak wobec Shaqa ;-)). To jednak
        inna sytuacja, Wally, niż z KG, który niedwuznacznie dawał do zrozumienia, że
        może opuścić Minnesotę. Ale i tu wygląda na to, ze możesz spać spokojnie, z
        również dobrym początkiem wzmocnień w postaci sprowadzenia Cassella. Jeszcze
        tylko Brandon za E. Jonesa (Riles po wybraniu Wade’a może być teraz gotów go
        oddać) albo Mercera i Croshere’a – i jednak powinna być ta II runda. A co
        powiesz na – taką szaloną plotkę słyszałem – Brandon plus filler za Rasheeda?
        Ale oczywiście musicie też zatrzymać Rasho; a w niego jako taniego następcę
        Admirała mogą celować Spurs, jeśli większość wolnej kasy wydadzą na Kidda – a i
        tak będą w stanie dać mu wtedy więcej niż wy.

        Pzdr
        • alex.4 Re: Kobe ucieka? 29.06.03, 17:52
          Jesli Kidd podpisze kontrakt z Spurs a nie np. z Dallas. Choć pewnie bedzie
          duzo zalezało nie tylko od tego kto ile da mu pieniędzy ale jak wzmocni zespół.
          Przy czym to ostatnie pewnie nie kosztem tego co on ma dostać. To co z Kobe?
          Odejdzie z lakers? Z Los angeles?
          Pozdr
        • Gość: calagan Re: Kobe ucieka? IP: *.acn.pl 30.06.03, 11:29
          Gość portalu: Wilt napisał(a):

          >(ale tu mnie,
          > calagan, rozwaliłes; chyba musiała Cię naprawdę przejąć porażka Lakers, żeby
          > myśleć, że Kobe wobec Gasola postrzegany byłby jak wobec Shaqa ;-))

          Bez przesady. Po prostu znow bedzie mowienie, ze zdobyl tytul (?) dzieki
          pomocy kogos tam. A poniewaz jednak nie jest on drugim Jordanem (ktory mial
          znakomite i znaczace wsparcie w Pipie, ale byl tak wielka indywidualnoscia, ze
          wiekszosc w ogole zapomina o tym), to i bez takowego wsparcia nie osiagnie
          zadnych sukcesow. Postrzeganie byloby raczej odwrotne, ale dla Kobe haters nie
          mialoby to znaczenia. Koronny argument - Kobe potrzebuje pomocy - pozostalby
          bez zmian.


          . To jednak
          > inna sytuacja, Wally, niż z KG, który niedwuznacznie dawał do zrozumienia,
          że
          > może opuścić Minnesotę. Ale i tu wygląda na to, ze możesz spać spokojnie, z
          > również dobrym początkiem wzmocnień w postaci sprowadzenia Cassella. Jeszcze
          > tylko Brandon za E. Jonesa (Riles po wybraniu Wade’a może być teraz gotów
          > go
          > oddać) albo Mercera i Croshere’a – i jednak powinna być ta II runda
          > . A co
          > powiesz na – taką szaloną plotkę słyszałem – Brandon plus filler za
          > Rasheeda?
          > Ale oczywiście musicie też zatrzymać Rasho; a w niego jako taniego następcę
          > Admirała mogą celować Spurs, jeśli większość wolnej kasy wydadzą na Kidda ̵
          > 1; a i
          > tak będą w stanie dać mu wtedy więcej niż wy.
          >
          > Pzdr
          • Gość: Wilt Re: Kobe ucieka? IP: *.gov.pl 04.07.03, 11:43
            Gość portalu: calagan napisał(a):

            > Bez przesady. Po prostu znow bedzie mowienie, ze zdobyl tytul (?) dzieki
            > pomocy kogos tam. A poniewaz jednak nie jest on drugim Jordanem (ktory mial
            > znakomite i znaczace wsparcie w Pipie, ale byl tak wielka indywidualnoscia,
            ze
            > wiekszosc w ogole zapomina o tym), to i bez takowego wsparcia nie osiagnie
            > zadnych sukcesow. Postrzeganie byloby raczej odwrotne, ale dla Kobe haters
            nie
            > mialoby to znaczenia. Koronny argument - Kobe potrzebuje pomocy - pozostalby
            > bez zmian.

            Wiesz, maniacy w stylu bzyka mówiliby tak nawet, gdyby zdobył mistrzostwo
            grając sam przeciw dwunastu – tylko że tym razem wspominając o pomocy ligi i
            sędziów ;-). Ale dla – na szczęście liczniejszej - grupy poważnych i normalnych
            fanów, nie nienawidzących KB, uważających jedynie, że nie sprawdził się jeszcze
            bez Shaqa, mistrzostwo z takimi Grizzlies byłoby decydującym argumentem. Na
            szczęście nawet ich opinia nie powinna być decydujacym argumentem dla Kobego…

            P.S. do LB: jeśli Kobe gra czy grał pod siebie, to co powiedzieć o Jordanie?
            Przecież grał pod siebie zawsze bardziej niż Bryant na każdym porównywalnym
            etapie ich karier. Oczywiście można powiedzieć, że tak właśnie miało być w
            Bulls, ale fakt pozostaje faktem – i dlatego podobne zarzuty wobec KB brzmią
            niezręcznie w ustach fana Jordana.

            P.P.S. do Wally’ego; co powiesz na wypowiedź Twojego imiennika, który
            niedwuznacznie zasugerował, że Rasho w tym sezonie mógł wreszcie wykazać swój
            talent, bo Garnett przestał się go czepiać? Czy w Wolves następują podziały na
            linii biali – czarni? ;-)

            Pzdr
            • Gość: LB Re: IP: 217.11.142.* 09.07.03, 14:33
              Gość portalu: Wilt napisał(a):

              > P.S. do LB: jeśli Kobe gra czy grał pod siebie, to co powiedzieć o Jordanie?
              > Przecież grał pod siebie zawsze bardziej niż Bryant na każdym porównywalnym
              > etapie ich karier. Oczywiście można powiedzieć, że tak właśnie miało być w
              > Bulls, ale fakt pozostaje faktem – i dlatego podobne zarzuty wobec KB brz
              > mią
              > niezręcznie w ustach fana Jordana.


              No tu się zupełnie, ale to zupełnie nie zgodzę.

              Jordan nigdy nie grał pod siebie, kosztem wyniku drużyny. Różnica pomiędzy
              Jordanem a Bryantem jest taka, że Jordan nie miał w swojej drużynie zawodnika
              lepszego od siebie i będącego nie do powstrzymania dla całej ligii.
              W konsekwencji Jordan, który przez wiele lat grał z jakimiś badziewiarzami
              musiał dużo rzucać, żeby Bulls mogli zwyciężać. Bryant nie musi tego robić, ale
              często oddaje zbyt dużo rzutów. (Sam Shaq wielokrotnie domagał sie dogrywania
              piłek do niego. Jak myślisz, do kogo adresował te słowa? Pamiętasz o kłótni KB
              z Texem Winteren na początku sezonu za łamanie schematów ofensywnych?)

              Czy ktoś kiedyś powiedział, że Jordan gra samolubnie i pod siebie? Być może
              mylisz to z byciem liderem drużyny, od którego wymaga się, żeby brał ciężar gry
              na siebie i zdobywał punkty.
              Kobe nienaturalnie próbuje takim liderem się stać, podczas gdy tak naprawdę
              liderem Lakers jest wciąż Shaq. (Zauważ, że Lakersi nie zdobyli mistrzostwa,
              m.in. dlatego, ze to Shaq prezentował słabszą formę, podczas gdy Bryant przed
              sezonem znacznie zwiększył masę mięśniową i był bardzo dobrze przygotowany do
              sezonu).

              LB
              • Gość: Wilt Re: IP: *.gov.pl 10.07.03, 15:59
                Gość portalu: LB napisał(a):

                > No tu się zupełnie, ale to zupełnie nie zgodzę.
                >
                > Jordan nigdy nie grał pod siebie, kosztem wyniku drużyny.

                Jak łatwo się zapomina… MJ we wczesnych latach swojej kariery zbierał od wielu
                podobnie negatywne recenzje co Kobe (z tą różnica, że fani Magica i Birda byli
                wobec niego jednak normalniejsi niż fani Jordana wobec Bryanta). To, że za dużo
                rzuca, potwierdzały nawet takie autorytety jak właśnie Bird. Naprawdę cenić
                Jordana zaczęto cenić dopiero, gdy jego drużyna zaczęła zwyciężać. I to,
                szczerze mówiąc, jest jedyna znacząca w praktyce różnica; jeśli drużyna
                wygrywa, opinia wybaczy nawet egoistyczne zachowanie, a jeśli nie – przypisze
                je nawet tam, gdzie go nie ma. Tak zmieniało się postrzeganie Jordana, Iversona
                (docenionego dopiero po wizycie w Finałach) – tak jest z każdym. Również z KB,
                choć przegrana w tym roku trochę go w tym procesie zatrzymała; ale i tak stawia
                się go już często za wzór młodziakom przychodzącym do ligi. I możesz być
                spokojny, że przy końcu kariery będzie traktowany jako wzór i ludzie będą się
                dziwić, ze kiedyś można go było oskarżać o egoizm – tak jak Ty teraz dziwisz
                się co do Jordana. ;-)

                Różnica pomiędzy
                > Jordanem a Bryantem jest taka, że Jordan nie miał w swojej drużynie zawodnika
                > lepszego od siebie i będącego nie do powstrzymania dla całej ligii.

                Nie uważam, żeby Shaq był lepszy od KB, tylko odwrotnie, ale o różnicy w
                zestawieniu obu zespołów już pisałem. Nie zmienia ona faktu, że Jordan grał pod
                siebie. O tym, jak ważne były dla niego statystyki, świadczą zażarte wyścigi o
                tytuł króla strzelców z Nique czy w 1998 ze Shaqiem, zresztą mówił o tym np.
                Horace Grant. Jeśli jego nastawienie Bulls akurat służyło, to dobrze dla Bulls –
                ale to nie zmienia faktu, że było właśnie takie. Kobe oczywiście też miał i ma
                swoje ambicje (który gwiazdor, szczególnie młody, nie ma?), ale potrafił je
                powściągnąć na rzecz innego gracza dla dobra drużyny. Dlatego jest wyjątkowo
                nie fair krytykować go w zestawieniu z Jordanem, który nigdy czegoś takiego nie
                zrobił. Można powiedzieć, że nie musiał, co i tak nie dawałoby mu przewagi
                moralnej nad KB, który musiał i to zrobił... ale właśnie, nawet nie można.
                Ostatni sezon w Wizards, ze Stackhouse’em. Co wtedy robi ten wzór dojrzałości,
                40 – letni weteran, poświęcający wszystko dla dobra zespołu? Jest faktycznym
                coachem (jak i faktycznym GM), więc ustawia stopniowo grę coraz bardziej pod
                siebie. Najpierw spycha na ławkę Russella, ale to tylko 1. etap. Potem coraz
                bardziej przejmuje inicjatywę w ataku, spychając lepszego od siebie strzelca
                Stacka do roli drugich skrzypiec. Wreszcie dochodzi nawet do tego, że zamienia
                jako startującego PG Hughesa na Lue, bo ten pierwszy był za mało skłonny
                dogrywać mu piłkę! Wszystko to z celem (co potwierdzały liczne źródła z
                wewnątrz Wizards), żeby tylko broń boże nie spaść za Chamberlaina w średniej
                ppg wszechczasów…Nic dziwnego, że koledzy z drużyny nie chcieli się nawet
                złożyć na pożegnalny prezent dla niego.

                Rzeczywiście, w tym obrazie musi być gdzieś wyższość moralna nad
                dwudziestoparoletnim czy jeszcze młodszym „samolubnym” Kobem – tylko ja jej
                jakoś nie widzę.

                > W konsekwencji Jordan, który przez wiele lat grał z jakimiś badziewiarzami

                Masz na myśli Pippena? ;-)

                > musiał dużo rzucać, żeby Bulls mogli zwyciężać. Bryant nie musi tego robić,

                Pewnie, że nie: mogli to przecież robić Horry, Devean, Miedwiedenko…

                > ale
                >
                > często oddaje zbyt dużo rzutów. (Sam Shaq wielokrotnie domagał sie dogrywania
                > piłek do niego. Jak myślisz, do kogo adresował te słowa?

                Do role players, których w czasie sezonu wielokrotnie krytykował, natomiast w
                ANI RAZU publicznie nie skrytykował Kobego. Wprost przeciwnie, powtarzał, że to
                teraz MVP nie tylko zespołu, ale i całej ligi. Zdaniu Shaqa, kto jest MVP
                Lakers, też nie ufasz? ;-)

                Pamiętasz o kłótni KB
                > z Texem Winteren na początku sezonu za łamanie schematów ofensywnych?)

                Czy pamiętasz o podobnej kłótni Jordana z Texem (kiedy Jordan był starszy niż
                Kobe i teoretycznie powinien być dojrzalszy)?

                > Czy ktoś kiedyś powiedział, że Jordan gra samolubnie i pod siebie?

                Patrz wyżej.

                Być może
                > mylisz to z byciem liderem drużyny, od którego wymaga się, żeby brał ciężar
                gry
                >
                > na siebie i zdobywał punkty.
                > Kobe nienaturalnie próbuje takim liderem się stać, podczas gdy tak naprawdę
                > liderem Lakers jest wciąż Shaq.

                Czy naprawdę uważasz, że po tym sezonie to Shaq jest liderem? Spojrzyj uważniej
                albo choć posłuchaj, co mówią o tym ci, co są najbliżej – fani Lakers. A gdyby
                Kobe próbował unikać przejęcia odpowiedzialności, gdy sytuacja tego wymagała
                (co byłoby właśnie nienaturalne – no, chyba, że ma się równie mało w sobie z
                lidera co Pippen pokazujący zawsze palcem: to nie ja, to kolega), to Lakers
                byliby w ogóle poza playoffs.

                (Zauważ, że Lakersi nie zdobyli mistrzostwa,
                > m.in. dlatego, ze to Shaq prezentował słabszą formę, podczas gdy Bryant przed
                > sezonem znacznie zwiększył masę mięśniową i był bardzo dobrze przygotowany do
                > sezonu).

                I te czynniki przyczyniły się do tego, że Bryant przejął rolę lidera. Natomiast
                mówić, że Lakers przegrali, bo Shaq zawiódł i dlatego Shaq jest ważniejszy…
                Wiesz, czytałem interesujące porównanie: bilans Spurs w tym roku, kiedy Parker
                rzuca ponad 20 pkt. (prawie same wygrane) i kiedy nie, potrafiąc rzucić nawet 5
                pkt. (stosunkowo dużo przegranych), co prowadziło do wniosku, ze jeśli Parker
                będzie zawodził, zespół nie będzie miał szans na mistrzostwo. Z tego punktu
                widzenia można by powiedzieć, ze dla wyników drużyny jest ważniejszy niż
                Duncan, który zawsze swoje 20/10 zaliczy. Ale coś mi się wydaje, że naprawdę
                nie o to chodzi…

                Pzdr
                • Gość: LB Re: IP: 217.11.142.* 10.07.03, 18:14
                  Gość portalu: Wilt napisał(a):


                  ) Jak łatwo się zapomina… MJ we wczesnych latach swojej kariery zbierał od
                  ) wielu
                  ) podobnie negatywne recenzje co Kobe (z tą różnica, że fani Magica i Birda
                  byli
                  ) wobec niego jednak normalniejsi niż fani Jordana wobec Bryanta). To, że za
                  dużo
                  )
                  ) rzuca, potwierdzały nawet takie autorytety jak właśnie Bird.


                  Jak im wrzucił 63 ptk w play-offs, to trudno, żeby Bird powiedział, że Jordan
                  rzuca za mało. ;-)
                  A tak poważnie - jeszcze raz piszę, że Jordan rzucał dużo, bo musiał. Potrafisz
                  wskazać choć jednego wartościowego zawodnika Bulls z tamtego okresu?


                  Naprawdę cenić
                  ) Jordana zaczęto cenić dopiero, gdy jego drużyna zaczęła zwyciężać. I to,
                  ) szczerze mówiąc, jest jedyna znacząca w praktyce różnica; jeśli drużyna
                  ) wygrywa, opinia wybaczy nawet egoistyczne zachowanie, a jeśli nie – przyp
                  ) isze je nawet tam, gdzie go nie ma.


                  Inna interpretacja: Jeśli drużyna wygrywa - opinia wybaczy nawet egoistyczne
                  zachowanie, a jeśli nie - będzie to uważała za główną przyczynę niepowodzenia.


                  ) Tak zmieniało się postrzeganie Jordana, Iversona (docenionego dopiero po
                  wizycie w Finałach) – tak jest z każdym. Również z KB, choć przegrana w tym
                  roku trochę go w tym procesie zatrzymała; ale i tak stawia się go już często za
                  wzór młodziakom przychodzącym do ligi. I możesz być spokojny, że przy końcu
                  kariery będzie traktowany jako wzór i ludzie będą się dziwić, ze kiedyś można
                  go było oskarżać o egoizm – tak jak Ty teraz dziwisz się co do Jordana. ;-)


                  Tego nie byłbym taki pewien. Wszak KB bardzo wzoruje się na Jordanie, więc
                  skoro uważasz, że Jordan grał ostatnio samolubnie...


                  ) Nie uważam, żeby Shaq był lepszy od KB, tylko odwrotnie, ale o różnicy w
                  ) zestawieniu obu zespołów już pisałem.


                  Naprawdę, uważasz, że KB jest lepszy niż Shaq???


                  ) Nie zmienia ona faktu, że Jordan grał pod siebie. O tym, jak ważne były dla
                  niego statystyki, świadczą zażarte wyścigi o
                  ) tytuł króla strzelców z Nique czy w 1998 ze Shaqiem, zresztą mówił o tym np.
                  ) Horace Grant.


                  A co powiedział Grant?
                  Jaki wyścig z Shaqiem? Nie pamiętam, żeby Jordan miał za złe Philowi, że ten
                  zdejmuje go z boiska, gdy drużyna osiąga dużą przewagę i mogą grać rezerwowi.
                  Wszyscy wiedzieli, że to będzie ich ostatni sezon razem, więc dla nich liczyło
                  się tylko mistrzostwo.

                  Z Wilkinsem to była normalna rywalizacja, o to który jest lepszy. Jordan zawsze
                  chciał to udowodnić każdemu. Ale to nie jest tożsame z grą pod siebie.


                  ) Jeśli jego nastawienie Bulls akurat służyło, to dobrze dla Bulls – ale to )
                  nie zmienia faktu, że było właśnie takie. Kobe oczywiście też miał i ma
                  )
                  ) swoje ambicje (który gwiazdor, szczególnie młody, nie ma?), ale potrafił je
                  ) powściągnąć na rzecz innego gracza dla dobra drużyny.


                  Czy rzeczywiście? Wilt, nie wciskaj mimochodem takich tekstów. Przecież to
                  oczywista nieprawda.


                  Dlatego jest wyjątkowo
                  ) nie fair krytykować go w zestawieniu z Jordanem, który nigdy czegoś takiego
                  nie zrobił.


                  Czy aby na pewno?
                  Jordan, wraz z przyjściem Jacksona, zgodził się na ograniczenie swej roli i
                  większe zaangażowanie pozostałych graczy w ramach ofensywy Wintera. Oczywiście
                  nie przyszło mu to łatwo, ale nie wynikało to z samolubstwa tylko początkowego
                  braku wiary w to, że jego partnerzy będą w stanie wnieść coś wartościowego w
                  ataku.


                  Można powiedzieć, że nie musiał, co i tak nie dawałoby mu przewagi
                  ) moralnej nad KB, który musiał i to zrobił... ale właśnie, nawet nie można.
                  ) Ostatni sezon w Wizards, ze Stackhouse’em. Co wtedy robi ten wzór dojrzał
                  ) ości,
                  ) 40 – letni weteran, poświęcający wszystko dla dobra zespołu? Jest faktycz
                  ) nym
                  ) coachem (jak i faktycznym GM), więc ustawia stopniowo grę coraz bardziej pod
                  ) siebie. Najpierw spycha na ławkę Russella, ale to tylko 1. etap. Potem coraz
                  ) bardziej przejmuje inicjatywę w ataku, spychając lepszego od siebie strzelca
                  ) Stacka do roli drugich skrzypiec. Wreszcie dochodzi nawet do tego, że
                  zamienia
                  ) jako startującego PG Hughesa na Lue, bo ten pierwszy był za mało skłonny
                  ) dogrywać mu piłkę! Wszystko to z celem (co potwierdzały liczne źródła z
                  ) wewnątrz Wizards), żeby tylko broń boże nie spaść za Chamberlaina w średniej
                  ) ppg wszechczasów…Nic dziwnego, że koledzy z drużyny nie chcieli się nawet
                  )
                  ) złożyć na pożegnalny prezent dla niego.


                  Nikt spoza drużyny nie wie jak było naprawdę. Być może Jordan oczekiwał od nich
                  czegoś więcej? Poza tym, ani Russell, ani Hughes to nie są jakieś
                  niekwestionowane gwiazdy NBA. Więc jeśli to, że ich rola w drużynie spadła nie
                  musi wynikać z jakiś zakulisowych gierek. Może po prostu słabo grali? Co do
                  Stackhouse'a to nie powiesz o nim, że jest "franchise player". Nie bez
                  przyczyny chyba Dumars się go pozbył. Zresztą Russell i Hughes też zmieniali
                  drużyny, a więc ktoś uznał, że można się bez nich obejść. Czemu nie mógł ich
                  roli ograniczyć Collins?


                  ) Rzeczywiście, w tym obrazie musi być gdzieś wyższość moralna nad
                  ) dwudziestoparoletnim czy jeszcze młodszym „samolubnym” Kobem –
                  ) ; tylko ja jej
                  ) jakoś nie widzę.


                  Widzę, że zaczynasz się zacietrzewiać. Przypomnę ci tylko, że zaczęliśmy
                  dyskusję od tego, że ktoś stwierdził, że "teraz KB może zacząć grać pod
                  siebie", na co ja odpowiedziałem, że robił to już do tej pory. I tyle.

                  A ty mi zaraz wyjeżdżasz z Jordanem. Proponuję jeszcze Pippena, i jeszcze paru
                  innych badziewarzy (np. Wilta Chamberlaina ;-),


                  )
                  ) ) W konsekwencji Jordan, który przez wiele lat grał z jakimiś badziewiarzami
                  ) Masz na myśli Pippena? ;-)


                  Tak, oczywiście. A kogóż by innego?



                  ) Pewnie, że nie: mogli to przecież robić Horry, Devean, Miedwiedenko…


                  I Shaq...


                  Sam Shaq wielokrotnie domagał sie dogrywa
                  ) nia
                  ) ) piłek do niego. Jak myślisz, do kogo adresował te słowa?
                  )
                  ) Do role players, których w czasie sezonu wielokrotnie krytykował, natomiast w
                  ) ANI RAZU publicznie nie skrytykował Kobego. Wprost przeciwnie, powtarzał, że
                  to teraz MVP nie tylko zespołu, ale i całej ligi. Zdaniu Shaqa, kto jest MVP
                  ) Lakers, też nie ufasz? ;-)


                  Tak, już widzę jak Derek Fisher albo Pargo, albo inna "gwiazda" ma w głębokim
                  poważaniu Shaqa i specjalnie nie dogrywa mu piłek, tylko sama bierze się za
                  rzucanie. A Phil na to patrzy i nie reaguje.
                  To, że nie skrytykował publicznie PERSONALNIE Kobego nie oznacza, że to nie do
                  niego odnosiły się te słowa krytyki.
                  Shaq mówi o KB jako o MVP, ale chyba tylko po to, żeby uniknąć takich kłótni o
                  prymat w drużynie jak w 2000 r. On nie musi już słyszeć od innych, że jest
                  najlepszy i najważniejszym graczem w drużynie, on to po prostu wie. Kobe
                  jeszcze takich słownych pochlebstw najwyraźniej potrzebuje.


                  ) Czy pamiętasz o podobnej kłótni Jordana z Texem (kiedy Jordan był starszy niż
                  ) Kobe i teoretycznie powinien być dojrzalszy)?


                  Nie. Możesz coś na ten temat napisać? Dzięki.

                  ) Czy naprawdę uważasz, że po tym sezonie to Shaq jest liderem? Spojrzyj
                  uważniej
                  )
                  ) albo choć posłuchaj, co mówią o tym ci, co są najbliżej – fani Lakers.


                  Fani Lakers? Jasne - sami znawcy basketu. Kogo mam spytać: Justina Timberlaka
                  czy Jeniffer Aniston?

                  A
                  ) gdyby
                  ) Kobe próbował unikać przejęcia odpowiedzialności, gdy sytuacja tego wymagała
                  ) (co byłoby właśnie nienaturalne – no, chyba, że ma się równie mało w sobi
                  ) e z
                  ) lidera co Pippen pokazujący zawsze palcem: to nie ja, to kolega), to Lakers
                  ) byliby w ogóle poza playoffs.


                  Nie krytykuję Kobego za to, że próbuje brać odpowiedzialność na siebie.
                  Krytykuję go za to, że czasami przesadza i nie gra z kolegami, lecz próbuje
                  grać sam.


                  ) I te czynniki przyczyniły się do tego, że Bryant przejął rolę lidera.
                  Natomiast mówić, że Lakers przegrali, bo Shaq zawiódł i dlatego Shaq jest
                  ważniejszy


                  S
                  • Gość: calagan Re: IP: *.acn.pl 11.07.03, 12:38
                    Gość portalu: LB napisał(a):

                    > Gość portalu: Wilt napisał(a):
                    >
                    >
                    > ) Jak łatwo się zapomina… MJ we wczesnych latach swojej kariery zbierał o
                    > d
                    > ) wielu
                    > ) podobnie negatywne recenzje co Kobe (z tą różnica, że fani Magica i Birda
                    > byli
                    > ) wobec niego jednak normalniejsi niż fani Jordana wobec Bryanta). To, że za
                    > dużo
                    > )
                    > ) rzuca, potwierdzały nawet takie autorytety jak właśnie Bird.
                    >
                    >
                    > Jak im wrzucił 63 ptk w play-offs, to trudno, żeby Bird powiedział, że
                    Jordan
                    > rzuca za mało. ;-)
                    > A tak poważnie - jeszcze raz piszę, że Jordan rzucał dużo, bo musiał.
                    Potrafisz
                    >
                    > wskazać choć jednego wartościowego zawodnika Bulls z tamtego okresu?


                    A nie sdzisz, ze nie dal innym szans na pokazanie sie?? Jak ciagle rzucal i
                    nie dawal tego robic innym to sila rzeczy dusil ich chec do angazowania sie w
                    ofensywe. Teraz przerabiali to Lakers - po dominacji KomboShaqa nie potrafili
                    zavzac na nowo grac.
                    Pamietasz film biograficzny o Jordanie? Tam fajnie bylo to pokazane. Rzucal i
                    rzucal, a innych mial za nic. Czasem trzeba zaufania.


                    >>
                    >
                    > ) Nie uważam, żeby Shaq był lepszy od KB, tylko odwrotnie, ale o różnicy w
                    > ) zestawieniu obu zespołów już pisałem.
                    >
                    >
                    > Naprawdę, uważasz, że KB jest lepszy niż Shaq???


                    Ja mysle, ze obecnie juz tak. Ciezko ich porownac bo jeden to C, a drugi SG,
                    ale wydaje sie ze Kobe jest juz lepszy.


                    >
                    > Dlatego jest wyjątkowo
                    > ) nie fair krytykować go w zestawieniu z Jordanem, który nigdy czegoś
                    takiego
                    > nie zrobił.
                    >
                    >
                    > Czy aby na pewno?
                    > Jordan, wraz z przyjściem Jacksona, zgodził się na ograniczenie swej roli i
                    > większe zaangażowanie pozostałych graczy w ramach ofensywy Wintera.
                    Oczywiście
                    > nie przyszło mu to łatwo, ale nie wynikało to z samolubstwa tylko
                    początkowego
                    > braku wiary w to, że jego partnerzy będą w stanie wnieść coś wartościowego w
                    > ataku.
                    >

                    Pomyslmy, w polaczeniu z poczatkowa wypowiedzia o braku wartosciowych
                    partnerow daje to zestawienie cech samolubnych - sam bede rzucal bo te lamagi
                    nie potrafia. ja jestem najlepszy.


                    >
                    >
                    >
                    > ) Pewnie, że nie: mogli to przecież robić Horry, Devean, Miedwiedenko…
                    >
                    >
                    > I Shaq...
                    >

                    Z trybun? A jak byl na boisku to po 70 pkt?


                    >
                    > Sam Shaq wielokrotnie domagał sie dogrywa
                    > ) nia
                    > ) ) piłek do niego. Jak myślisz, do kogo adresował te słowa?
                    > )
                    > ) Do role players, których w czasie sezonu wielokrotnie krytykował,
                    natomiast w
                    >
                    > ) ANI RAZU publicznie nie skrytykował Kobego. Wprost przeciwnie, powtarzał,
                    że
                    > to teraz MVP nie tylko zespołu, ale i całej ligi. Zdaniu Shaqa, kto jest MVP
                    > ) Lakers, też nie ufasz? ;-)
                    >
                    >
                    > Tak, już widzę jak Derek Fisher albo Pargo, albo inna "gwiazda" ma w
                    głębokim
                    > poważaniu Shaqa i specjalnie nie dogrywa mu piłek, tylko sama bierze się za
                    > rzucanie. A Phil na to patrzy i nie reaguje.
                    > To, że nie skrytykował publicznie PERSONALNIE Kobego nie oznacza, że to nie
                    do
                    > niego odnosiły się te słowa krytyki.
                    > Shaq mówi o KB jako o MVP, ale chyba tylko po to, żeby uniknąć takich kłótni
                    o
                    > prymat w drużynie jak w 2000 r. On nie musi już słyszeć od innych, że jest
                    > najlepszy i najważniejszym graczem w drużynie, on to po prostu wie. Kobe
                    > jeszcze takich słownych pochlebstw najwyraźniej potrzebuje.

                    Alez zlosliwosci. Jeszcze przed chwila pisales, ze nie wiemy co sie dzialo w
                    Wizards, zeby jakies podejrzenia rzucac na Jordana, a tutaj juz wyrok zapadl
                    na kwestii Shaq, Kobe i spolka.




                    > A
                    > ) gdyby
                    > ) Kobe próbował unikać przejęcia odpowiedzialności, gdy sytuacja tego
                    wymagała
                    > ) (co byłoby właśnie nienaturalne – no, chyba, że ma się równie mało w so
                    > bi
                    > ) e z
                    > ) lidera co Pippen pokazujący zawsze palcem: to nie ja, to kolega), to
                    Lakers
                    > ) byliby w ogóle poza playoffs.
                    >
                    >
                    > Nie krytykuję Kobego za to, że próbuje brać odpowiedzialność na siebie.
                    > Krytykuję go za to, że czasami przesadza i nie gra z kolegami, lecz próbuje
                    > grać sam.
                    >


                    Zaraz zaraz, to kiedy Jordan to robi to nazywa sie to brakiem wiary w
                    kolegow, a jak Kobe to juz samolubstwo? Ej chyba nie ta miarka.


                    • Gość: LB Re: IP: 217.11.142.* 11.07.03, 14:03
                      Gość portalu: calagan napisał(a):


                      Widzę, że naprawdę was, fanów Lakers i Kobego zabolały zarzuty o zbyt
                      indywidualnej grze KB. Trochę to dziwne, przecież pisało się o tym już dawno.
                      No chyba, że do wy nie dopuszczacie do siebie argumentów krytykujących
                      zawodników waszej ulubionej drużyny.

                      Mój post był odpowiedzią na post Wilta, ale postaram się odnieść do tego co
                      napisałeś Calagan.


                      > A nie sdzisz, ze nie dal innym szans na pokazanie sie?? Jak ciagle rzucal i
                      > nie dawal tego robic innym to sila rzeczy dusil ich chec do angazowania sie w
                      > ofensywe. Teraz przerabiali to Lakers - po dominacji KomboShaqa nie potrafili
                      > zavzac na nowo grac.
                      > Pamietasz film biograficzny o Jordanie? Tam fajnie bylo to pokazane. Rzucal
                      i
                      > rzucal, a innych mial za nic. Czasem trzeba zaufania.


                      Sprytnie unikasz wskazania wartościowego zawodnika w tamtych Bulls. Całkiem
                      słsznie zresztą, bo tam takiego nie było. Zamiast tego próbujesz mnie
                      przekonać, że zmarnowało się tam kilku Hall-of-Famers, bo Jordan dużo rzucał.
                      Bez jaj.
                      Zresztą, czy któryś z tych zawodników zrobił karierę w innym klubie, gdzie już
                      nie był ograniczany przez Jordana?


                      > Ja mysle, ze obecnie juz tak. Ciezko ich porownac bo jeden to C, a drugi SG,
                      > ale wydaje sie ze Kobe jest juz lepszy.


                      No to różnimy się w ocenie.
                      Ja bym, wybierając zawodnika do mojej piątki, wziął Shaqa. Z punktu widzenia
                      drużyny jest bardziej wartościowym zawodnikiem.


                      > Pomyslmy, w polaczeniu z poczatkowa wypowiedzia o braku wartosciowych
                      > partnerow daje to zestawienie cech samolubnych - sam bede rzucal bo te lamagi
                      > nie potrafia. ja jestem najlepszy.


                      Trochę inaczej to pojmujemy. Jeśli w drużynie jest tylko jeden zawodnik, który
                      potrafi zdobyć ponad 35 ptk., i dzięki niemu drużyna może odnieść zwycięstwo,
                      to fakt, że oddaje on dużo rzutów nie jest samolubstwem.
                      Jeśli w drużynie jest więcej takich zawodników, a jeden z nich na siłę próbuje
                      grać sam, to ja to uważam za samolubstwo. Lub grę pod siebie.


                      > Z trybun? A jak byl na boisku to po 70 pkt?


                      Z jakich trybun? Shaq zagrał w 67 meczach, więc gdyby KB chciał, to mógł mu
                      więcej dogrywać. Nie piszcie, że KB nie miał okazji do gry z Shaqiem, i w
                      związku z tym musiał grać sam, bo reszta do dno.


                      > Alez zlosliwosci. Jeszcze przed chwila pisales, ze nie wiemy co sie dzialo w
                      > Wizards, zeby jakies podejrzenia rzucac na Jordana, a tutaj juz wyrok zapadl
                      > na kwestii Shaq, Kobe i spolka.
                      >

                      To nie są złośliwości, czy jakieś zakulisowe rozgrywki. To są fakty. Shaq
                      publicznie domagał się "more touches" (piłki oczywiście ;-) i chyba nie muszę
                      was przekonywać do kogo się to odnosiło.
                      Przecież jakiegoś Pargo mógł bez pardonu opieprzyć, a ten by mu nawet nie
                      fiknął, prawda?

                      Co do wypowiedzi Shaq o KB jako MVP to jest to moja, może rzeczywiście trochę
                      subiektywna interpretacja tej sytuacja, ale o tyle logiczna, że ja uważam, że
                      to Shaq jest MVP tej drużyny.


                      I na koniec jeszcze raz precyzuję swoją myśl:

                      1. Jeśli w drużynie jest tylko jeden wartościowy zawodnik, jeśli trener ustawia
                      całą grę w ataku pod tego jednego zawodnika, to jeśli on rzuca na potęgę, to
                      jest to po prostu realizacja założonej taktyki.

                      Z tego względu nie postrzega się Jordana, Iverson czy McGrady'ego za graczy
                      grających samolubnie lub pod siebie. Po prostu są to liderzy, od których się
                      oczekuje realizacji założeń trenera. Oni muszą rzucać. Czy ich trenerzy
                      powiedzieli, że ich liderzy za dużo rzucają i łamią ustaloną taktykę?


                      2. Jeśli w drużynie jest więcej wartościowych zawodników, jeśli strategia gry
                      ofensywnej jest bardziej wyszukana ('triangle offense' Jacksona a nie 'dajcie
                      piłkę Michaelowi i spieprzajcie mu z drogi' Collinsa) i opiera się na tych
                      kilku wartościowych zawodnikach w równym stopniu, to jeśli jeden z nich zaczyna
                      te ustalone schematy taktyczne łamać i zagraża zwyciestwu drużyny tylko po to,
                      żeby znowu przekroczyć barierę 40 ptk. to jest to dla mnie coś nagannego i
                      traktuję to jako grę samolubną i zorientowaną na siebie.

                      Jest to tym bardziej dla mnie naganne, że różnica w skuteczności KB i Shaqa
                      jest ogromna: 45.1% wobec 57.1%!!!

                      LB
                      • Gość: calagan Re: IP: *.acn.pl 14.07.03, 11:11
                        Gość portalu: LB napisał(a):

                        > Gość portalu: calagan napisał(a):
                        >
                        >
                        > Widzę, że naprawdę was, fanów Lakers i Kobego zabolały zarzuty o zbyt
                        > indywidualnej grze KB. Trochę to dziwne, przecież pisało się o tym już
                        dawno.

                        Mnie boli krytykowanie tylko jednego zawodnika, podczas gdy pol ligi gra
                        bardziej samolubnie.



                        > No chyba, że do wy nie dopuszczacie do siebie argumentów krytykujących
                        > zawodników waszej ulubionej drużyny.
                        >

                        Ja dopuszczam, ale sprawiedliwe, a nie cos, co bylo faktem na poczatku
                        kariery, ale teraz kazdy juz sie czepia, a rzeczywistosc troche sie zmienila.



                        >
                        > > A nie sdzisz, ze nie dal innym szans na pokazanie sie?? Jak ciagle rzucal
                        > i
                        > > nie dawal tego robic innym to sila rzeczy dusil ich chec do angazowania si
                        > e w
                        > > ofensywe. Teraz przerabiali to Lakers - po dominacji KomboShaqa nie potraf
                        > ili
                        > > zavzac na nowo grac.
                        > > Pamietasz film biograficzny o Jordanie? Tam fajnie bylo to pokazane. Rzuc
                        > al
                        > i
                        > > rzucal, a innych mial za nic. Czasem trzeba zaufania.
                        >
                        >
                        > Sprytnie unikasz wskazania wartościowego zawodnika w tamtych Bulls.

                        Unikam bo ich nie pamietam, a szukac nie chcialo mi sie.



                        Całkiem
                        > słsznie zresztą, bo tam takiego nie było. Zamiast tego próbujesz mnie
                        > przekonać, że zmarnowało się tam kilku Hall-of-Famers, bo Jordan dużo
                        rzucał.
                        > Bez jaj.

                        No wlasnie, bez jaj. Ty probujesz mnie przekonac, ze Kobe to wielki samolub
                        bo nie podawal, do Foxow, Fisherow itp w czasie nieobecnosci Shaqa, a jak ten
                        wrocil to do niego. Tyle, ze ci gracze to przecietniacy, a O`Neal byl w
                        fatalnej formie. Pamietasz - on mial skutecznosc ledwie 50%. Byl ciezki i
                        wolny. Blokowal go kto chcial. Nie wiem jak ty uwazasz, ale podawanie do
                        kolesia, ktory marnuje pilke za pilka, dla mnie jest juz glupota. Czy jestes
                        wstanie okreslic ile podan od Kobego zmarnowal Shaq w pierwszych 2 miesiacach
                        po kontuzji. To bylby wskaznik samolubstwa, a nie fakt, ze rzuca duzo gdy ma
                        do pomocy Shaqa, ktory tez potrafi rzucac.


                        > Zresztą, czy któryś z tych zawodników zrobił karierę w innym klubie, gdzie
                        już
                        > nie był ograniczany przez Jordana?

                        Patrz wyzej.


                        >
                        >
                        > > Ja mysle, ze obecnie juz tak. Ciezko ich porownac bo jeden to C, a drugi
                        > SG,
                        > > ale wydaje sie ze Kobe jest juz lepszy.
                        >
                        >
                        > No to różnimy się w ocenie.
                        > Ja bym, wybierając zawodnika do mojej piątki, wziął Shaqa. Z punktu widzenia
                        > drużyny jest bardziej wartościowym zawodnikiem.
                        >

                        Porownanie umiejetnosci to jedno, a budowanie druzyny to drugie. Centrow w
                        tej lidze jest jak na lekarstwo, a dobrych jeszcze mniej. Ale Kobe jest jednak
                        lepszym zawodnikiem. Tyle, ze strzelcow znajdziesz wszedzie, a centra juz nie.


                        >
                        > > Pomyslmy, w polaczeniu z poczatkowa wypowiedzia o braku wartosciowych
                        > > partnerow daje to zestawienie cech samolubnych - sam bede rzucal bo te lam
                        > agi
                        > > nie potrafia. ja jestem najlepszy.
                        >
                        >
                        > Trochę inaczej to pojmujemy. Jeśli w drużynie jest tylko jeden zawodnik,
                        który
                        > potrafi zdobyć ponad 35 ptk., i dzięki niemu drużyna może odnieść
                        zwycięstwo,
                        > to fakt, że oddaje on dużo rzutów nie jest samolubstwem.
                        > Jeśli w drużynie jest więcej takich zawodników, a jeden z nich na siłę
                        próbuje
                        > grać sam, to ja to uważam za samolubstwo. Lub grę pod siebie.


                        No wlasnie, tu sa zasadnicze roznice. Jesli jest gracz, ktory zdobywa po 35
                        pkt i duzo rzuca, kosztem tych, ktorzy rzucaliby po 20pkt to jest to
                        samolubstwo. Iverson wbrew pozorom w pewnym stopniu zabijal 76ers. On
                        dominowal gre i nawet jak ktos byl, kto bylby wstanie mu pomoc nie byl
                        dopuszczany do glosu. Wszystkie pilki i tak szly do Allena. Ty pijesz caly
                        czas do tekstu Shaqa o zbyt malej ilosci podan. A ja pije do jego grubego
                        dupska w tym sezonie, ktore spowodowalo, ze byl bardzo wolny po powrocie do
                        gry, a chcial na sile rzucac. Glowne zarzuty o samolubstwo w tym sezonie
                        opieraja sie zreszta na pierwszym miesiacu gry, bez Shaqa.



                        >
                        >
                        > > Z trybun? A jak byl na boisku to po 70 pkt?
                        >
                        >
                        > Z jakich trybun? Shaq zagrał w 67 meczach, więc gdyby KB chciał, to mógł mu
                        > więcej dogrywać. Nie piszcie, że KB nie miał okazji do gry z Shaqiem, i w
                        > związku z tym musiał grać sam, bo reszta do dno.
                        >

                        15 gier to miesiac w NBA. Shaq przez 2 miesiace byl do dupy. Dlaczego
                        napisalem wczesniej. Ostatnie 1,5 miesiaca to dominacja O`Neala w grze.



                        >
                        > > Alez zlosliwosci. Jeszcze przed chwila pisales, ze nie wiemy co sie dzial
                        > o w
                        > > Wizards, zeby jakies podejrzenia rzucac na Jordana, a tutaj juz wyrok zapa
                        > dl
                        > > na kwestii Shaq, Kobe i spolka.
                        > >
                        >
                        > To nie są złośliwości, czy jakieś zakulisowe rozgrywki. To są fakty. Shaq
                        > publicznie domagał się "more touches" (piłki oczywiście ;-) i chyba nie
                        muszę
                        > was przekonywać do kogo się to odnosiło.
                        > Przecież jakiegoś Pargo mógł bez pardonu opieprzyć, a ten by mu nawet nie
                        > fiknął, prawda?

                        Wybacz, ale nadal pozostane przy swoim. Kobe to nie PG, a trojkaty polegaja
                        niedzy innym na szybkiej rotacji pilki po obwodzie. Tego w tym sezonie nie
                        bylo.


                        >
                        > I na koniec jeszcze raz precyzuję swoją myśl:
                        >
                        > 1. Jeśli w drużynie jest tylko jeden wartościowy zawodnik, jeśli trener
                        ustawia
                        >
                        > całą grę w ataku pod tego jednego zawodnika, to jeśli on rzuca na potęgę, to
                        > jest to po prostu realizacja założonej taktyki.

                        Czy uwazasz, ze trenerzy nie mysla czasem o odegraniu pilki do kogos innego?
                        Tak w ramach zaskoczenia.



                        >
                        > Z tego względu nie postrzega się Jordana, Iverson czy McGrady'ego za graczy
                        > grających samolubnie lub pod siebie. Po prostu są to liderzy, od których się
                        > oczekuje realizacji założeń trenera. Oni muszą rzucać. Czy ich trenerzy
                        > powiedzieli, że ich liderzy za dużo rzucają i łamią ustaloną taktykę?

                        Gdyby to powiedzieli to wiekszosc z nich stracilaby prace. Myslisz, ze o co
                        klocil sie Iverson z Brownem. O zbiorki?



                        >
                        >
                        > 2. Jeśli w drużynie jest więcej wartościowych zawodników, jeśli strategia
                        gry
                        > ofensywnej jest bardziej wyszukana ('triangle offense' Jacksona a
                        nie 'dajcie
                        > piłkę Michaelowi i spieprzajcie mu z drogi' Collinsa) i opiera się na tych
                        > kilku wartościowych zawodnikach w równym stopniu, to jeśli jeden z nich
                        zaczyna
                        >
                        > te ustalone schematy taktyczne łamać i zagraża zwyciestwu drużyny tylko po
                        to,
                        > żeby znowu przekroczyć barierę 40 ptk. to jest to dla mnie coś nagannego i
                        > traktuję to jako grę samolubną i zorientowaną na siebie.

                        To pokaz gdzie to nastapilo. Rzucac slowa jest latwo, ale ja sie pytam w
                        ktorym momencie? Olewanie kolegow z druzyny i wybieranie sie na operacje w
                        czasie preseason tez moznaby uznac za samolubstwo, a jednak nikt tego nie robi.


                        >
                        > Jest to tym bardziej dla mnie naganne, że różnica w skuteczności KB i Shaqa
                        > jest ogromna: 45.1% wobec 57.1%!!!

                        A w wolnych 80% do 60%. Jakies wnioski? A za trzy to wrecz miazga 38% do 00%.
                        • Gość: LB Re: IP: 217.11.142.* 14.07.03, 16:31
                          Myślałem, że spróbujesz przytoczyć jakieś sensowne argumenty, przynajmniej tak
                          sądziłem czytając twoje niektóre posty na forum. Ale widzę, że gdy dyskusja
                          schodzi na temat twojego ulubieńca, to wszelkie racjonalne wywody się ciebie
                          nie trzymają. Przyznam, że trochę mnie tym rozczarowałeś. Ale trudno...

                          >
                          > Mnie boli krytykowanie tylko jednego zawodnika, podczas gdy pol ligi gra
                          > bardziej samolubnie.


                          Akurat tutaj rozmawiamy o KB, więc chyba nie ma sensu na pytanie: "Czy KB gra
                          czasami samolubnie?" odpowiadać, że "[...tu wpisz nazwisko wybranego gracza...]
                          gra jeszcze bardziej samolubnie." Dyskutujemy o KB.

                          Zresztą nikt oprócz KB nie gra z tym, jak go określacie "the most dominant
                          player/center", w drużynie.


                          > Ja dopuszczam, ale sprawiedliwe, a nie cos, co bylo faktem na poczatku
                          > kariery, ale teraz kazdy juz sie czepia, a rzeczywistosc troche sie zmienila.


                          Ale to przecież na początku tego sezonu KB pokłócił się z Texem Winterem za
                          egoistyczną grę w ataku.
                          I to w tym sezonie gonił ten rekord meczów z ponad 40 ptk. W pierwszych meczach
                          jego zdobycze punktowe były "naturalne", natomiast potem na siłę gonił ten
                          rekord. Nie pamiętasz, czy nie chcesz pamiętać?

                          Przyznam szczerze, że dziwi mnie twoje stwierdzenie, że KB był bardziej
                          samolubny na poczatku kariery? Ale nawet jeśli przyjąć takie założenie, to
                          można je jeszcze złożyć na karby braku doświadczenia i chęci pokazania się.
                          Czym się kieruje KB teraż? Naprawdę nie wiem.


                          > > Sprytnie unikasz wskazania wartościowego zawodnika w tamtych Bulls.
                          >
                          > Unikam bo ich nie pamietam, a szukac nie chcialo mi sie.


                          W sumie to Ci się nie dziwię, że piszesz że nie chciało ci się szukać, bo nawet
                          jakbyś się starał, to żadnego takiego zawodnika byś nie znalazł.


                          No wlasnie, bez jaj. Ty probujesz mnie przekonac, ze Kobe to wielki samolub
                          > bo nie podawal, do Foxow, Fisherow itp w czasie nieobecnosci Shaqa, a jak ten
                          > wrocil to do niego. Tyle, ze ci gracze to przecietniacy, a O`Neal byl w
                          > fatalnej formie. Pamietasz - on mial skutecznosc ledwie 50%. Byl ciezki i
                          > wolny. Blokowal go kto chcial. Nie wiem jak ty uwazasz, ale podawanie do
                          > kolesia, ktory marnuje pilke za pilka, dla mnie jest juz glupota.


                          Jeśli przy skuteczności 50% (jak ją obliczyłeś? ;-) dopisujesz
                          przymiotnik "ledwie", to co napiszesz przy skuteczności Kobe'ego - 45%????

                          Z tymi blokami na Shaqu to przesadziłeś (właściwie tylko Ming go dwa razy
                          ładnie zdjął i pokazali to w każdej TV).

                          Jeśli Shaq, jak piszesz, "marnuje piłkę za piłką", ale mimo to conajmniej co
                          druga rzucona przez niego piłka ląduje w koszu, a ty piszesz że to głupota, to
                          jak nazwiesz podawanie do kolesia, który rzuca jeszcze mniej skutecznie????

                          Jeśli ja miałbym do wyboru dwóch zawodników, o tak różniącej się skuteczności,
                          to ja bym dogrywał do tego celniej rzucającego. Ty najwyraźniej masz inne
                          zdanie. Ale może lepiej znasz się na koszykówce...


                          Czy jestes
                          > wstanie okreslic ile podan od Kobego zmarnowal Shaq w pierwszych 2 miesiacach
                          > po kontuzji. To bylby wskaznik samolubstwa, a nie fakt, ze rzuca duzo gdy ma
                          > do pomocy Shaqa, ktory tez potrafi rzucac.


                          Nie bardzo rozumiem ten fragment. Możesz go rozwinąć?

                          >
                          >> Porownanie umiejetnosci to jedno, a budowanie druzyny to drugie. Centrow w
                          > tej lidze jest jak na lekarstwo, a dobrych jeszcze mniej. Ale Kobe jest
                          jednak
                          > lepszym zawodnikiem. Tyle, ze strzelcow znajdziesz wszedzie, a centra juz nie.


                          Piszesz, że strzelców - czyli takich jak KB - znajdę wszędzie, a centra -
                          takiego jak Shaq - już nie. Dlaczego zatem KB jest lepszy niż Shaq, skoro nie
                          wyróżnia się z tłumy innych strzelców, a Shaq jest jedyny w swoim rodzaju?
                          Czy nie jest lepszym zawodnikiem ten, kto ma większą przewagę nad konkurentami?

                          Żeby być dobrzez zrozumianym - pisząc, że Shaq jest lepszy - nie mam na myśli
                          bezpośredniego porównania - wiadomo, że Grubas lepiej zbiera i blokuje, a KB
                          lepiej rozgrywa, rzuca z dystansu, etc., ale ma tu na myśli przydatność dla
                          drużyny. Lakersi to wciąż drużyna Shaqa. I od tego czy wróci on do formy,
                          zależy przede wszystkim przyszłoroczne mistrzostwo Lakers. Forma Kobe'ego, też
                          ma znaczenie, ale jeszcze mniejsze. Za dwa sezony sytuacja ta zapewne się
                          odwróci.


                          > No wlasnie, tu sa zasadnicze roznice. Jesli jest gracz, ktory zdobywa po 35
                          > pkt i duzo rzuca, kosztem tych, ktorzy rzucaliby po 20pkt to jest to
                          > samolubstwo.


                          Ale jak możesz stwierdzić, czy ktoś byłby w stanie rzucać po 20 ptk? Może ci
                          pozostali nie daliby rady?


                          Iverson wbrew pozorom w pewnym stopniu zabijal 76ers. On
                          > dominowal gre i nawet jak ktos byl, kto bylby wstanie mu pomoc nie byl
                          > dopuszczany do glosu. Wszystkie pilki i tak szly do Allena. Ty pijesz caly
                          > czas do tekstu Shaqa o zbyt malej ilosci podan. A ja pije do jego grubego
                          > dupska w tym sezonie, ktore spowodowalo, ze byl bardzo wolny po powrocie do
                          > gry, a chcial na sile rzucac.


                          Że był wolny to prawda, ale 57% z gry (i chyba 2. miejsce w lidze), wobec 45%
                          nie kłamie.


                          Glowne zarzuty o samolubstwo w tym sezonie
                          > opieraja sie zreszta na pierwszym miesiacu gry, bez Shaqa.


                          No nie do końca, ale o tym już wyżej pisałem (mecze > 40 ptk)


                          > Wybacz, ale nadal pozostane przy swoim. Kobe to nie PG, a trojkaty polegaja
                          > niedzy innym na szybkiej rotacji pilki po obwodzie. Tego w tym sezonie nie
                          > bylo.


                          Święta racja!!! A dlaczego był problem z rotacją piłki po obwodzie????
                          A no bo któryś z zawodników łamał wyćwiczone schematy, i zamiast podać piłkę do
                          kumpla, tak jak to robiono na treningu, decydował się na samodzielne rzuty i
                          akcje.
                          Nie wiesz przypadkiem, który to zawodnik???


                          > Czy uwazasz, ze trenerzy nie mysla czasem o odegraniu pilki do kogos innego?
                          > Tak w ramach zaskoczenia.


                          Ależ oczywiście, że tak. I Phil i Tex na pewno o tym i myśleli, i mówili. Ale
                          jakoś niektórzy zawodnicy najwyraźniej nie chcieli słuchać i woleli robić coś
                          po swojemu.
                          Ofensywa trójkątów daje właśnie wiele możliwości rozegrania ataku - nie tak jak
                          choćby jednostronna ofensywa 76ers. W jej ramach wielu zawodników może
                          wykreować sobie czyste pozycje i zdobywać łatwe punkty. Podstawowym warunkiem
                          jest jednak, co sam napisałeś, szybka gra piłką z innymi zawodnikami a nie jej
                          kozłowanie w jednym miejscu.


                          > Gdyby to powiedzieli to wiekszosc z nich stracilaby prace. Myslisz, ze o co
                          > klocil sie Iverson z Brownem. O zbiorki?


                          Mnie się wydawało, że o podejście Iversona do treningów, a właściwie ich
                          olewanie.
                          Nie przypominam sobie, żeby Brown miał pretensję do AI, że ten za dużo rzuca.
                          Przecież to Brown przesunął go z PG na SG??
                          To było właśnie realizacją jego taktyki.

                          >
                          > To pokaz gdzie to nastapilo. Rzucac slowa jest latwo, ale ja sie pytam w
                          > ktorym momencie? Olewanie kolegow z druzyny i wybieranie sie na operacje w
                          > czasie preseason tez moznaby uznac za samolubstwo, a jednak nikt tego nie
                          robi.


                          Tzn. nie wiem co mam ci pokazać: czy drużynę, w której zbilansowany atak się
                          powiódł, czy kiedy KB grał samolubnie? Z obiema rzeczami nie będzie problemów.

                          > >
                          > > Jest to tym bardziej dla mnie naganne, że różnica w skuteczności KB i Shaq
                          > a
                          > > jest ogromna: 45.1% wobec 57.1%!!!
                          >
                          > A w wolnych 80% do 60%. Jakies wnioski? A za trzy to wrecz miazga 38% do 00%.


                          Przepraszam, ale ten twój argument jest tu przytoczony zupełnie bez sensu.
                          Co to ma do rzeczy?
                          Ja pokazuję, że Shaq ma znacznie, ZNACZNIE, wyższą skuteczność i w związku z
                          tym lepiej by było dla Lakersów, gdyby dostawał więcej podań.
                          A nie wiem po co ty podajesz tutaj skuteczność z wolnych?

                          LB

                          • Gość: calagan Re: IP: *.acn.pl 15.07.03, 11:25
                            Gość portalu: LB napisał(a):

                            ) Myślałem, że spróbujesz przytoczyć jakieś sensowne argumenty, przynajmniej
                            tak
                            ) sądziłem czytając twoje niektóre posty na forum. Ale widzę, że gdy dyskusja
                            ) schodzi na temat twojego ulubieńca, to wszelkie racjonalne wywody się ciebie
                            ) nie trzymają. Przyznam, że trochę mnie tym rozczarowałeś. Ale trudno...
                            )

                            Przyznam, ze podjalem dyskusje w tym watku z nudow. Pozniej przerwac nie
                            wypadalo, zeby nie wyszlo ze przyznaje Ci racje. Generalnie dyskusje tego typu
                            uwazam, za nieco bezprzedmiotowe, zwlaszcza w naszej sytuacji - kilka meczow w
                            roku obejrzanych. Troche to przypomina spory o wyzszosci swiat.




                            ) )
                            ) ) Mnie boli krytykowanie tylko jednego zawodnika, podczas gdy pol ligi gra
                            ) ) bardziej samolubnie.
                            )
                            )
                            ) Akurat tutaj rozmawiamy o KB, więc chyba nie ma sensu na pytanie: "Czy KB
                            gra
                            ) czasami samolubnie?" odpowiadać, że "[...tu wpisz nazwisko wybranego
                            gracza...]
                            )
                            ) gra jeszcze bardziej samolubnie." Dyskutujemy o KB.

                            Jasne, ale po co podpieranie sie taktyka odnosnie sposobu gry. To nie
                            podpieram sie Shaqim dla udowodnienia tezy, ze Kobe rzuca za duzo. Ty cytujesz
                            centra Lakers, i Ty podajesz, ze w innych zespolach nie ma drugiego
                            rzucajacego zawodnika. Ja w takim razie pisze, ze w lidze jest wielu samolubow.



                            ) ) Ja dopuszczam, ale sprawiedliwe, a nie cos, co bylo faktem na poczatku
                            ) ) kariery, ale teraz kazdy juz sie czepia, a rzeczywistosc troche sie zmieni
                            ) la.
                            )
                            )
                            ) Ale to przecież na początku tego sezonu KB pokłócił się z Texem Winterem za
                            ) egoistyczną grę w ataku.

                            Czy klotnia z Texem jest koronnym argumentem jego samolubstwa? Wybacz, ale
                            wtedy gral bez Shaqa, bez tego drugiego, ktory jak twierdzisz jest wstanie
                            rzucic 35pkt.



                            ) I to w tym sezonie gonił ten rekord meczów z ponad 40 ptk. W pierwszych
                            meczach
                            )
                            ) jego zdobycze punktowe były "naturalne", natomiast potem na siłę gonił ten
                            ) rekord. Nie pamiętasz, czy nie chcesz pamiętać?
                            )

                            W ilu byl naturalny, a w ilu gonil. Bo jesli w 8 naturalny, to ja na 2
                            przymkne oko. Ja nie twierdze, ze on nigdy nie gra samolubnie. Ja twierdze, ze
                            coraz rzadziej.



                            ) Przyznam szczerze, że dziwi mnie twoje stwierdzenie, że KB był bardziej
                            ) samolubny na poczatku kariery? Ale nawet jeśli przyjąć takie założenie, to
                            ) można je jeszcze złożyć na karby braku doświadczenia i chęci pokazania się.
                            ) Czym się kieruje KB teraż? Naprawdę nie wiem.

                            Ja tez nie bo tego nie dostrzegam.



                            )
                            ) No wlasnie, bez jaj. Ty probujesz mnie przekonac, ze Kobe to wielki samolub
                            ) ) bo nie podawal, do Foxow, Fisherow itp w czasie nieobecnosci Shaqa, a jak
                            ) ten
                            ) ) wrocil to do niego. Tyle, ze ci gracze to przecietniacy, a O`Neal byl w
                            ) ) fatalnej formie. Pamietasz - on mial skutecznosc ledwie 50%. Byl ciezki i
                            ) ) wolny. Blokowal go kto chcial. Nie wiem jak ty uwazasz, ale podawanie do
                            ) ) kolesia, ktory marnuje pilke za pilka, dla mnie jest juz glupota.
                            )
                            )
                            ) Jeśli przy skuteczności 50% (jak ją obliczyłeś? ;-) dopisujesz
                            ) przymiotnik "ledwie", to co napiszesz przy skuteczności Kobe'ego - 45%????

                            50% mial po powrocie. Prowadzil wtedy statsy i wiem napewno. Kobe ma
                            przecietna skutecznosc ligowa. Jak na SG calkiem dobra.



                            )
                            ) Z tymi blokami na Shaqu to przesadziłeś (właściwie tylko Ming go dwa razy
                            ) ładnie zdjął i pokazali to w każdej TV).

                            Ej, a czy zatrzymac, zablokowac Shaqa oznacza tylko czape? A jak powstrzyma
                            go w ataku tak, ze ten z bardzo trudnej sytuacji pudluje to juz nie zatrzymal
                            Shaqa. uzylem potocznego zwrotu dla okreslenia calej gamy zagran powodujacych
                            zatrzymanie O`Neala. Mialem namysli zarowno bloki (nie tylko Ming, ale
                            pojedynkiem miedzy nimi zyla cala NBA), jak i odpowiednie odcinanie od pilek,
                            czy wypychanie na obwud, wzglednie mocne utrudnianie mu rzutow.



                            )
                            ) Jeśli Shaq, jak piszesz, "marnuje piłkę za piłką", ale mimo to conajmniej co
                            ) druga rzucona przez niego piłka ląduje w koszu, a ty piszesz że to głupota,
                            to
                            ) jak nazwiesz podawanie do kolesia, który rzuca jeszcze mniej skutecznie????

                            Ja uwazam, ze koles ktory rzuca co druga pilke do kosza zdechnie po 35min
                            stania pod koszem i przepychania sie, zwlaszcza jesli dopiero co wrocil po
                            kontuzji. Ma tez mniejsza mozliwosc odegrania, bo jest czesto podwajany. Ten z
                            obwodu ma szanse odegrac do kogos, zrobic akcje dwojkowa. Ten pod koszem ma
                            male szanse, musi sie ruszac bo mu odgwizdza trumne.



                            )
                            ) Jeśli ja miałbym do wyboru dwóch zawodników, o tak różniącej się
                            skuteczności,
                            ) to ja bym dogrywał do tego celniej rzucającego. Ty najwyraźniej masz inne
                            ) zdanie. Ale może lepiej znasz się na koszykówce...

                            Nie nie znam sie lepiej, ale biore pod uwage wszystkie czynniki. Ty
                            najwyrazniej traktujesz Shaqa jak w pelni zdrowego zawodnika w super formie.
                            Rzecz w tym, ze tak nie bylo. A sam Shaq jest na tyle zadufany w sobie, ze nie
                            przyznal do tej pory, ze to iz nie gral w pierwszym miesiacu bylo tylko i
                            wylacznie jego wina, podobnie jak slaba forma w kolejnych 2 miesiacach.



                            )
                            )
                            ) Czy jestes
                            ) ) wstanie okreslic ile podan od Kobego zmarnowal Shaq w pierwszych 2 miesiac
                            ) ach
                            ) ) po kontuzji. To bylby wskaznik samolubstwa, a nie fakt, ze rzuca duzo gdy
                            ) ma
                            ) ) do pomocy Shaqa, ktory tez potrafi rzucac.
                            )
                            )
                            ) Nie bardzo rozumiem ten fragment. Możesz go rozwinąć?


                            Ile podan, ktore otrzymal Shaq od kobego nie zostalo spozytkowanych na
                            punkty, albo chociaz sensowne odegrania do partnerow. Ile razy zdolano go
                            zatrzymac, zablokowac, zle odegral pilke lub za pozno i nie zdarzyli ulozyc
                            nowej akcji - oto mi chodzi.


                            ) )
                            ) )) Porownanie umiejetnosci to jedno, a budowanie druzyny to drugie. Cent
                            ) row w
                            ) ) tej lidze jest jak na lekarstwo, a dobrych jeszcze mniej. Ale Kobe jest
                            ) jednak
                            ) ) lepszym zawodnikiem. Tyle, ze strzelcow znajdziesz wszedzie, a centra juz
                            ) nie.
                            )
                            )
                            ) Piszesz, że strzelców - czyli takich jak KB - znajdę wszędzie, a centra -
                            ) takiego jak Shaq - już nie. Dlaczego zatem KB jest lepszy niż Shaq, skoro
                            nie
                            ) wyróżnia się z tłumy innych strzelców, a Shaq jest jedyny w swoim rodzaju?
                            ) Czy nie jest lepszym zawodnikiem ten, kto ma większą przewagę nad
                            konkurentami?
                            )

                            Czy jakby na swiecie pozostal tylko "maluch" wsrod sprawnych malych
                            samochodow to tez bys uwazal, ze to najlepszy samochod? Graja na innych
                            pozycjach i porownanie, ze Shaq nie ma konkurencji, a Kobo podobnych jest
                            wielu jest glupie i cholernie nieobiektywne. Wszystkich powaznych konkurentow
                            Shaqa policzysz na palcach jednej reki. Jest Shaq i .... Duncan(?), Miller,
                            Vlad.



                            )
                            ) Żeby być dobrzez zrozumianym - pisząc, że Shaq jest lepszy - nie mam na
                            myśli
                            ) bezpośredniego porównania - wiadomo, że Grubas lepiej zbiera i blokuje, a KB
                            ) lepiej rozgrywa, rzuca z dystansu, etc., ale ma tu na myśli przydatność dla
                            ) drużyny. Lakersi to wciąż drużyna Shaqa. I od tego czy wróci on do formy,
                            ) zależy przede wszystkim przyszłoroczne mistrzostwo Lakers. Forma Kobe'ego,
                            też
                            ) ma znaczenie, ale jeszcze mniejsze. Za dwa sezony sytuacja ta zapewne się
                            ) odwróci.
                            )

                            No widzisz, ale pisalem ja i Wilt na ten temat - druzyna jest zbudowana pod
                            Shaqa. Lakers bez dobrego PF byli wstanie zdobyc 3 tytuly. Jak druzyna
                            zostanie zbudowana pod Bryanta to pogadamy. Teraz postacia centralna wciaz
                            jest Shaq, ale jest juz slaby. Mniej rzuca (i nie dlatego, ze w ten sposob
                            chce uniknac klotni), mniej zbiera, slabiej broni. W Lakers zmienia sie
                            przywodztwo, ale nie da sie w locie przebudowac teamu. Tym bardziej, ze nadal
                            jest realna szansa na sukcesy (dlatego takie ruchy tego lata - 2 starych,
                            zamiast jakiegos mlodszego).



                            )
                            ) ) No wlasnie, tu sa zasadnicze roznice. Jesli jest gracz, ktory zdobywa po
                            ) 35
                            ) ) pkt i duzo rzuca, kosztem tych, ktorzy rzucaliby po 20pkt to jest to
                            ) ) samolubstwo.
                            )
                            )
                            ) Ale jak możesz
                            • Gość: LB Re: IP: 217.11.142.* 15.07.03, 16:23
                              Gość portalu: calagan napisał(a):


                              > Przyznam, ze podjalem dyskusje w tym watku z nudow. Pozniej przerwac nie
                              > wypadalo, zeby nie wyszlo ze przyznaje Ci racje. Generalnie dyskusje tego
                              typu
                              > uwazam, za nieco bezprzedmiotowe, zwlaszcza w naszej sytuacji - kilka meczow
                              w
                              > roku obejrzanych. Troche to przypomina spory o wyzszosci swiat.


                              To nie podejmuj wątków z nudów, tylko mając sensowne argumenty, a nie tylko
                              jakieś wyobrażenia.
                              Zgadzam się, że dyskusja staje się bezprzedmiotowa, bo po pierwsze - nie
                              odnosisz się do argumentów, które ci podaję, a po drugie - sam przedstawiasz
                              tezy, które nawet nie wiem co mają zobrazować.


                              > Jasne, ale po co podpieranie sie taktyka odnosnie sposobu gry. To nie
                              > podpieram sie Shaqim dla udowodnienia tezy, ze Kobe rzuca za duzo. Ty
                              cytujesz
                              > centra Lakers, i Ty podajesz, ze w innych zespolach nie ma drugiego
                              > rzucajacego zawodnika. Ja w takim razie pisze, ze w lidze jest wielu
                              samolubow.


                              Super kontrargument mający chyba przekonać mnie, że skoro w lidze są inni
                              samolubnie grający gracze, to KB nie jest samolubem. Dla mnie bomba!


                              > Czy klotnia z Texem jest koronnym argumentem jego samolubstwa? Wybacz, ale
                              > wtedy gral bez Shaqa, bez tego drugiego, ktory jak twierdzisz jest wstanie
                              > rzucic 35pkt.


                              Kłótnie z Texem pokazuje, że KB grał samolubnie nie tylko na początku kariery
                              (jak twierdziłeś), ale także w ostatnim sezonie. Czytaj dokładnie i patrz do
                              czego odnosi się dane stwierdzenie, a nie wyrywaj jakiegoś fragmentu z
                              kontekstu.

                              Nigdzie nie napisałem, że Shaq jest w stanie rzucić 35 ptk.
                              Choć oczywiście, trudno się z takim stwierdzeniem nie zgodzić.


                              > W ilu byl naturalny, a w ilu gonil. Bo jesli w 8 naturalny, to ja na 2
                              > przymkne oko. Ja nie twierdze, ze on nigdy nie gra samolubnie. Ja twierdze,
                              ze
                              > coraz rzadziej.


                              Czyli jednak, jak sam stwierdzasz, KB czasami gra samolubnie. I o to jest cała
                              dyskusja.
                              Ty na samym początku powiedziałeś, że KB mając trzy tytuły, może zacząć grać
                              pod siebie (to stwierdzenie jest przy tym niespójne z tym co napisałeś powyżej,
                              że KB gra samolubnie coraz rzadziej - czyli gra samolubnie coraz rzadziej, ale
                              może zacząć grać pod siebie?, nie rozumiem). Ja natomiast powiedziałem, że już
                              teraz KB gra pod siebie. I od tego zaczęła się dyskusja w którą Wilt - nie
                              mając argumentów na obronę KB - wmieszał Jordana.


                              > 50% mial po powrocie. Prowadzil wtedy statsy i wiem napewno. Kobe ma
                              > przecietna skutecznosc ligowa. Jak na SG calkiem dobra.


                              Ty prowadziłeś te statsy. Przecież oglądałeś podobno tylko kilka meczów w
                              sezonie.
                              Nie chodzi o to czy KB rzuca lepiej niż inni SG. Chodzi o to, że rzuca gorzej
                              niż kolega z drużyny. Tak ciężko ci to pojąć?


                              > Ja uwazam, ze koles ktory rzuca co druga pilke do kosza zdechnie po 35min
                              > stania pod koszem i przepychania sie, zwlaszcza jesli dopiero co wrocil po
                              > kontuzji. Ma tez mniejsza mozliwosc odegrania, bo jest czesto podwajany. Ten
                              z
                              > obwodu ma szanse odegrac do kogos, zrobic akcje dwojkowa. Ten pod koszem ma
                              > male szanse, musi sie ruszac bo mu odgwizdza trumne.


                              Co za bezsensowne argumenty. I jak to się ma do lepszej skuteczności Shaqa niż
                              KB?
                              Chyba nie chcesz w ten sposób pokazać, że Shaq ma jednak gorszą skuteczność niż
                              KB??
                              Pisząc, że Grubas wrzuca co drugą piłkę do kosza miałem na myśli jego
                              skuteczność (50%), a nie to, że co drugi rzut Lakersów jest oddany przez niego.
                              Jak ktoś jest podwajany, to ma większą możliwość odegrania, bo któryś z kolegów
                              jest wolny. Zwłaszcza, jeśli tak góruje nad podwająjącymi obrońcami jak Shaq.
                              Shaq w trakcie sezonu grał 37.8 min, wiec z jego kondycją nie było chyba tak
                              źle. Choć nie twierdzę, że był w życiowej formie.


                              > Nie nie znam sie lepiej, ale biore pod uwage wszystkie czynniki. Ty
                              > najwyrazniej traktujesz Shaqa jak w pelni zdrowego zawodnika w super formie.
                              > Rzecz w tym, ze tak nie bylo. A sam Shaq jest na tyle zadufany w sobie, ze
                              nie
                              > przyznal do tej pory, ze to iz nie gral w pierwszym miesiacu bylo tylko i
                              > wylacznie jego wina, podobnie jak slaba forma w kolejnych 2 miesiacach.


                              To wszystko nie zmienia faktu, że rzucał celniej. Mnie nie interesuje, czy
                              Grubas był w formie czy nie. I czy KB był w superformie. Dla mnie liczy się to,
                              że jeden trafiał, a drugi pudłował. Nic więcej.


                              > Ile podan, ktore otrzymal Shaq od kobego nie zostalo spozytkowanych na
                              > punkty, albo chociaz sensowne odegrania do partnerow. Ile razy zdolano go
                              > zatrzymac, zablokowac, zle odegral pilke lub za pozno i nie zdarzyli ulozyc
                              > nowej akcji - oto mi chodzi.


                              A ile takich akcji zrobił KB?

                              >
                              > Czy jakby na swiecie pozostal tylko "maluch" wsrod sprawnych malych
                              > samochodow to tez bys uwazal, ze to najlepszy samochod?


                              A pokazał byś mi lepszy samochód, jeśli "maluch" byłby jedynym na świecie?
                              :-))


                              Graja na innych
                              > pozycjach i porownanie, ze Shaq nie ma konkurencji, a Kobo podobnych jest
                              > wielu jest glupie i cholernie nieobiektywne. Wszystkich powaznych konkurentow
                              > Shaqa policzysz na palcach jednej reki. Jest Shaq i .... Duncan(?), Miller,
                              > Vlad.


                              Dlaczego głupie i nieobiektywne. Jeśli jest dwóch zawodników, z których jeden
                              nie ma wartościowych konkurentów na swojej pozycji, a drugi ma ich co najmniej
                              kilku, to ja chcę mieć w drużynie tego pierwszego. Co w tym głupiego, lub
                              nieobiektywnego?


                              > No widzisz, ale pisalem ja i Wilt na ten temat - druzyna jest zbudowana pod
                              > Shaqa. Lakers bez dobrego PF byli wstanie zdobyc 3 tytuly. Jak druzyna
                              > zostanie zbudowana pod Bryanta to pogadamy. Teraz postacia centralna wciaz
                              > jest Shaq, ale jest juz slaby. Mniej rzuca (i nie dlatego, ze w ten sposob
                              > chce uniknac klotni), mniej zbiera, slabiej broni. W Lakers zmienia sie
                              > przywodztwo, ale nie da sie w locie przebudowac teamu. Tym bardziej, ze nadal
                              > jest realna szansa na sukcesy (dlatego takie ruchy tego lata - 2 starych,
                              > zamiast jakiegos mlodszego).


                              Ludzie, którzy zbudowali tę drużynę, słusznie uznali, że Shaq jest lepszym
                              zawodnikiem niż KB, i dlatego opiera się ona w większym stopniu na tym
                              pierwszym, a mniejszym na tym drugim. Ale to nie jest drużyna tylko i wyłącznie
                              Shaqa, zwłaszcza po wprowadzeniu 'triangle offense', choć rzeczywiście, to od
                              jego postawy zależy najwięcej.

                              Ciekawe ile rzutów będzie oddawać Bryant, jak drużyna zostanie zbudowana pod
                              niego? 50?

                              Co do twoich uwag odnośnie poziomu gry Grubasa, to piszesz bzdury. Spójrz w
                              statystyki - to łatwe: wpisujesz www.nba.com i tam już znajdziesz.
                              Shaq rzuca więcej punktów, ma więcej zbiórek, asyst i bloków niż w poprzednim
                              sezonie. Owszem - są to niewielkie różnice - ale nie pisz nieprawdy dla
                              uzasadnienia jakiś swoich wyimaginowanych tez.


                              LB


                              PS. Jeśli masz jakieś sensowne uwagi i argumenty - to napisz. Jeśli nie - to
                              nie pisz bez sensu i z nudów, tylko po to, żeby brak odpowiedzi na mój post nie
                              świadczył przypadkiem o tym, że mam rację.


                              • Gość: calagan Re: IP: *.acn.pl 15.07.03, 18:43
                                Gość portalu: LB napisał(a):

                                ) Gość portalu: calagan napisał(a):
                                )
                                )
                                ) ) Przyznam, ze podjalem dyskusje w tym watku z nudow. Pozniej przerwac nie
                                ) ) wypadalo, zeby nie wyszlo ze przyznaje Ci racje. Generalnie dyskusje tego
                                ) typu
                                ) ) uwazam, za nieco bezprzedmiotowe, zwlaszcza w naszej sytuacji - kilka mecz
                                ) ow
                                ) w
                                ) ) roku obejrzanych. Troche to przypomina spory o wyzszosci swiat.
                                )
                                )
                                ) To nie podejmuj wątków z nudów, tylko mając sensowne argumenty, a nie tylko
                                ) jakieś wyobrażenia.
                                ) Zgadzam się, że dyskusja staje się bezprzedmiotowa, bo po pierwsze - nie
                                ) odnosisz się do argumentów, które ci podaję, a po drugie - sam przedstawiasz
                                ) tezy, które nawet nie wiem co mają zobrazować.
                                )

                                Przemilcze.

                                )
                                ) ) Jasne, ale po co podpieranie sie taktyka odnosnie sposobu gry. To nie
                                ) ) podpieram sie Shaqim dla udowodnienia tezy, ze Kobe rzuca za duzo. Ty
                                ) cytujesz
                                ) ) centra Lakers, i Ty podajesz, ze w innych zespolach nie ma drugiego
                                ) ) rzucajacego zawodnika. Ja w takim razie pisze, ze w lidze jest wielu
                                ) samolubow.
                                )
                                )
                                ) Super kontrargument mający chyba przekonać mnie, że skoro w lidze są inni
                                ) samolubnie grający gracze, to KB nie jest samolubem. Dla mnie bomba!
                                )

                                Czytaj calociowo, a nie wybiorczo. To nie ja podparlem sie wypowiedzia Shaqa
                                o zamalej ilosci podan.


                                )
                                ) ) Czy klotnia z Texem jest koronnym argumentem jego samolubstwa? Wybacz, al
                                ) e
                                ) ) wtedy gral bez Shaqa, bez tego drugiego, ktory jak twierdzisz jest wstanie
                                )
                                ) ) rzucic 35pkt.
                                )
                                )
                                ) Kłótnie z Texem pokazuje, że KB grał samolubnie nie tylko na początku
                                kariery
                                ) (jak twierdziłeś), ale także w ostatnim sezonie. Czytaj dokładnie i patrz do
                                ) czego odnosi się dane stwierdzenie, a nie wyrywaj jakiegoś fragmentu z
                                ) kontekstu.
                                )

                                cyt:
                                Gość portalu: LB napisał(a):

                                ) Gość portalu: calagan napisał(a):
                                )
                                )
                                ) ) Sam nie, ale on juz 3 tytuly ma. Moze teraz zechciec pograc pare lat pod
                                ) ) siebie.
                                )
                                )
                                ) :))))
                                ) Że niby do tej pory Kobe nigdy nie grał pod siebie??? :)))

                                Nie mowie, ze nigdy, ale generalnie bylo to u niego tepione. Od czasu do
                                czasu to i wielki Mike grywal popisuwy (bedac juz doswiadczonym zawodnikiem).





                                ) Nigdzie nie napisałem, że Shaq jest w stanie rzucić 35 ptk.
                                ) Choć oczywiście, trudno się z takim stwierdzeniem nie zgodzić.
                                )

                                cyt:
                                ) Pomyslmy, w polaczeniu z poczatkowa wypowiedzia o braku wartosciowych
                                ) partnerow daje to zestawienie cech samolubnych - sam bede rzucal bo te
                                lamagi
                                ) nie potrafia. ja jestem najlepszy.


                                Trochę inaczej to pojmujemy. Jeśli w drużynie jest tylko jeden zawodnik, który
                                potrafi zdobyć ponad 35 ptk., i dzięki niemu drużyna może odnieść zwycięstwo,
                                to fakt, że oddaje on dużo rzutów nie jest samolubstwem.
                                Jeśli w drużynie jest więcej takich zawodników, a jeden z nich na siłę próbuje
                                grać sam, to ja to uważam za samolubstwo. Lub grę pod siebie.


                                Fakt, nie wprost, ale trudno pomyslec, ze pisales o kims innym.



                                )
                                ) ) W ilu byl naturalny, a w ilu gonil. Bo jesli w 8 naturalny, to ja na 2
                                ) ) przymkne oko. Ja nie twierdze, ze on nigdy nie gra samolubnie. Ja twierdze
                                ) ,
                                ) ze
                                ) ) coraz rzadziej.
                                )
                                )
                                ) Czyli jednak, jak sam stwierdzasz, KB czasami gra samolubnie. I o to jest
                                cała
                                ) dyskusja.

                                Patrz cytat nr 1.


                                ) Ty na samym początku powiedziałeś, że KB mając trzy tytuły, może zacząć grać
                                ) pod siebie (to stwierdzenie jest przy tym niespójne z tym co napisałeś
                                powyżej,
                                )
                                ) że KB gra samolubnie coraz rzadziej - czyli gra samolubnie coraz rzadziej,
                                ale
                                ) może zacząć grać pod siebie?, nie rozumiem).

                                W Lakers gra coraz rzadziej. W innej druzynie moze zaczac na calego. Ja nigdy
                                nie twierdzilem, ze Kobe to wzor gry zespolowej, ale ciagle zarzuty o gre pod
                                siebie i samolubstwo uwazam za mocno wyswiechtane.


                                Ja natomiast powiedziałem, że już
                                ) teraz KB gra pod siebie. I od tego zaczęła się dyskusja w którą Wilt - nie
                                ) mając argumentów na obronę KB - wmieszał Jordana.

                                No i ja sie nie zgodzilem, piszac, ze zdarza sie, ale rzadko.



                                )
                                )
                                ) ) 50% mial po powrocie. Prowadzil wtedy statsy i wiem napewno. Kobe ma
                                ) ) przecietna skutecznosc ligowa. Jak na SG calkiem dobra.
                                )
                                )
                                ) Ty prowadziłeś te statsy. Przecież oglądałeś podobno tylko kilka meczów w
                                ) sezonie.


                                Tak, ale mam statystyke calych Lakers mecz po meczu, a do analizy
                                poszczegolnych miesiacow sleczalem pare wieczorow obliczajac to na piechote.


                                ) Nie chodzi o to czy KB rzuca lepiej niż inni SG. Chodzi o to, że rzuca
                                gorzej
                                ) niż kolega z drużyny. Tak ciężko ci to pojąć?
                                )

                                Ciezko pojac dlaczego liga nie sklada sie z samych gigantow, ktory rzucaja na
                                ponad 50% skutecznosci i liliputow do podawania. Tak trudno pojac, ze to ma
                                male znaczenie dla bycie lub nie samolubem?


                                )
                                ) ) Ja uwazam, ze koles ktory rzuca co druga pilke do kosza zdechnie po 35min
                                )
                                ) ) stania pod koszem i przepychania sie, zwlaszcza jesli dopiero co wrocil po
                                )
                                ) ) kontuzji. Ma tez mniejsza mozliwosc odegrania, bo jest czesto podwajany. T
                                ) en
                                ) z
                                ) ) obwodu ma szanse odegrac do kogos, zrobic akcje dwojkowa. Ten pod koszem m
                                ) a
                                ) ) male szanse, musi sie ruszac bo mu odgwizdza trumne.
                                )
                                )
                                ) Co za bezsensowne argumenty. I jak to się ma do lepszej skuteczności Shaqa
                                niż
                                ) KB?

                                Ano tak, ze wraz ze zmeczeniem Shaqa jego skutecznosc spada. Niezauwazyles
                                tego? Kobe w koncowce gesto czesto ma lepsza skutecznosc.


                                ) Chyba nie chcesz w ten sposób pokazać, że Shaq ma jednak gorszą skuteczność
                                niż
                                )
                                ) KB??

                                Napewno nie srednio, ale Ty zaproponowales granie glownie przez Shaqa bo ten
                                ma wyzsza skutecznosc. A ja Ci mowie, ze to takie proste nie jest. Pamietaj,
                                ze statystyki troche falszuja obraz.


                                ) Pisząc, że Grubas wrzuca co drugą piłkę do kosza miałem na myśli jego
                                ) skuteczność (50%), a nie to, że co drugi rzut Lakersów jest oddany przez
                                niego.

                                Toc sie domyslam, ale generalnie ataki Lakers to w 90% Shaq lub Kobe. Wiec
                                jak ktorys nie jest w najlepszej formie to i zostaje zachwiana rownowaga
                                miedzy nimi. W koncowce to Shaq byl w dobrej formie i on rzucal wiecej niz
                                Kobe. Czy gral samolubnie? Nie, byl poprostu w lepszej formie. Ty oceniasz gre
                                Kobego poprzez statystyki skutecznosci. A to troche bardziej skomplikowane.


                                )
                                ) Jak ktoś jest podwajany, to ma większą możliwość odegrania, bo któryś z
                                kolegów
                                )
                                ) jest wolny. Zwłaszcza, jeśli tak góruje nad podwająjącymi obrońcami jak Shaq.
                                ) Shaq w trakcie sezonu grał 37.8 min, wiec z jego kondycją nie było chyba tak
                                ) źle. Choć nie twierdzę, że był w życiowej formie.
                                )

                                Mozna grac i po 40min, a pod koniec rzesami sie podpierac. Kondycji mial na
                                gora 35min i to bylo widac. Sa podwajania i podwajania. To, ze kryje go maly
                                nie musi mu wcale ulatwiac sprawy. Pilki raczej nad glowa nie trzyma. Gdy
                                swego czasu Utah go podwajalo, to nie byl, wstanie odegrac. Poza tym pamietaj,
                                ze ten partner musi mu sie pokazac, a z tym w tym sezonie bylo bardzo ciezko.


                                )
                                ) ) Nie nie znam sie lepiej, ale biore pod uwage wszystkie czynniki. Ty
                                ) ) najwyrazniej traktujesz Shaqa jak w pelni zdrowego zawodnika w super formi
                                ) e.
                                ) ) Rzecz w tym, ze tak nie bylo. A sam Shaq jest na tyle zadufany w sobie, ze
                                )
                                ) nie
                                ) ) przyznal do tej pory, ze to iz nie gral w pierwszym miesiacu bylo tylko i
                                ) ) wylacznie jego wina, podobnie jak slaba forma w kolejnych 2 miesiacach.
                                )
                                )
                                ) To wszystko nie zmienia faktu, że rzucał celniej. Mnie nie interesuje, czy
                                ) Grubas był w formie czy nie. I czy KB był w superformie. Dla mnie liczy się
                                to,
                                )
                                ) że jeden trafiał, a drugi pudłował. Nic więcej.
                                )

                                Ale wlasnie takie rzeczy maja wplyw na postawe calej druzyny. Niby drobnica,
                                ale jednak.



                                )
                                ) ) Ile podan, ktore otrzymal Shaq od kobego nie zostalo spozytkowanych na
                                ) ) punkty, albo chociaz sensowne odegrania do partnerow. Ile razy z
                  • Gość: Wilt Do LB IP: *.gov.pl 15.07.03, 17:36
                    Gość portalu: LB napisał(a):

                    ) Jak im wrzucił 63 ptk w play-offs, to trudno, żeby Bird powiedział, że Jordan
                    ) rzuca za mało. ;-)

                    Dobrze wiesz, że po tamtym meczu Bird go chwalił – bo sam go cytowałeś.
                    Natomiast generalnie, szczególnie po sezonie 86/87 krytykował go za egoizm
                    rzutowy. To samo pisze Magic we wspomnieniach: że Jordan za młodu myślał tylko
                    o swoich popisach, co odbijało się negatywnie na dobrze zespołu.

                    ) A tak poważnie - jeszcze raz piszę, że Jordan rzucał dużo, bo musiał.
                    Potrafisz
                    )
                    ) wskazać choć jednego wartościowego zawodnika Bulls z tamtego okresu?

                    Bez trudu: Orlando Woolridge, Oakley, potem Grant i Pippen, przez 1 sezon nawet
                    (mało pograli razem) Gervin… Geniusze to nie byli (Gervin był u schyłku), ale
                    na pewno gracze lepsi od dotychczasowego składu Lakers poza Kobem i Shaqiem.
                    Różnica jest taka, że wg Ciebie kiedy Jordan rzucał, bo musiał, zamiast podawać
                    Woolridge’owi, to Kobe za to rzucał, bo grał egoistycznie, zamiast podawać
                    Foxowi (mógłbyś przy okazji wreszcie zrozumieć, że Shaq nie jest tu żadnym
                    alibi, bo – jak słusznie pisze calagan – nie może rzucać po 70 pkt. i wszystkie
                    piłki nie mogą iść do niego – nie mówiąc już o wszystkich, częstych ostatnio
                    sytuacjach, gdy nie ma go na parkiecie).

                    ) Inna interpretacja: Jeśli drużyna wygrywa - opinia wybaczy nawet egoistyczne
                    ) zachowanie, a jeśli nie - będzie to uważała za główną przyczynę niepowodzenia.

                    Tak, to inne spojrzenie na ten sam problem.

                    ) Tego nie byłbym taki pewien. Wszak KB bardzo wzoruje się na Jordanie, więc
                    ) skoro uważasz, że Jordan grał ostatnio samolubnie...

                    Tak, grał, i nie tylko ostatnio. Ale przecież, jak piszemy wyżej, postrzeganie
                    przez opinię nie musi mieć wiele wspólnego z prawdą.

                    ) Naprawdę, uważasz, że KB jest lepszy niż Shaq???

                    Oczywiście, że tak. Zostawiając nawet na boku dziedziny, w których trudno
                    porównywać PG i C – zbiórki czy asysty – Kobe jest teraz nieporównanie lepszy w
                    obronie i lepszy w ataku. Czego jeszcze trzeba, by być lepszym? KB jest przy
                    tym oczywiście „clutch”, nie pudłuje wolnych (nie wiem czemu w dyskusji z
                    calaganem udajesz, że ten ostatni element się nie liczy - choć może, jeśli nie
                    prezentujesz go koniunkturalnie, przyjmę go na stałe i bedę twierdził, że
                    Chamberlain nie miał już nawet tej jednej słabej strony ;-)). A z drugiej
                    strony na rzecz O’Neala nie działa nawet już tak jak kiedyś argument dominacji;
                    kto dał się tak ograniczyć nie tylko przez big men Spurs, ale nawet przez
                    Chandlera i Curry’ego w regular season…

                    ) A co powiedział Grant?

                    Właśnie to, co powiedziałem; że dla MJ indywidualne statystyki były często
                    ważniejsze od dobra drużyny - i jak ważne były dla niego tytuły króla strzelców.

                    ) Jaki wyścig z Shaqiem?

                    W 1998 r., kiedy Shaqowi zabrakło do wyprzedzenia go jakichś 20 pkt.

                    )Nie pamiętam, żeby Jordan miał za złe Philowi, że ten
                    ) zdejmuje go z boiska, gdy drużyna osiąga dużą przewagę i mogą grać rezerwowi.
                    ) Wszyscy wiedzieli, że to będzie ich ostatni sezon razem, więc dla nich
                    liczyło
                    ) się tylko mistrzostwo.

                    Dla Jordana jeszcze parę innych rzeczy; ten tytuł strzelecki czy próba
                    zdominowania Kobego w Meczu Gwiazd (próba – bo mu to nie wyszło).
                    Nb. nie wiem, czemu piszesz, że wszyscy „wiedzieli”, że to ich ostatni sezon –
                    wcale nie.

                    )
                    ) Z Wilkinsem to była normalna rywalizacja, o to który jest lepszy. Jordan
                    zawsze
                    )
                    ) chciał to udowodnić każdemu. Ale to nie jest tożsame z grą pod siebie.

                    Obawiam się, LB, że nie jest tożsame tylko w jednym stopniu: grają” pod siebie”
                    gracze, z aktórymi nie przepadasz, a uprawiają „normalną rywalizację” Twoi
                    idole. Ale w tym masz rację, że Jordan zawsze chciał udowodnić każdemu, że
                    jest lepszy. Naprawdę Ci się wydaje, że to zawsze działało dla dobra drużyny?
                    Nie przyznasz, że mogło być inaczej; na początek przynajmniej (zbyt dużych
                    kroków od razu nie wymagam) w jakichś pojedynczych przypadkach?

                    ) Czy rzeczywiście? Wilt, nie wciskaj mimochodem takich tekstów. Przecież to
                    ) oczywista nieprawda.

                    Oczywista nieprawda – że nieprawda. Piszesz, tak jakbyś wyszedł z wehikułu
                    czasu uruchomionego najpóżniej w 2001 – jeśli nie w trakcie paru pierwszych
                    sezonów KB. Wszyscy pamiętają, jak Kobe powściągnął swoje ambicje po przyjściu
                    Shaqa – potem odezwały się znowu w sezonie 2000/01, gdy stał się jeszcze
                    lepszy, ale wracając po kontuzji znów się zmienił i oddał prymat Shaqowi, czego
                    efektem był zanik tarć i 2 kolejne mistrzostwa. Bardziej aktywną rolę przejął
                    dopiero w tym sezonie, gdy wymagały tego okolicnzości – ograniczenie możliwości
                    i Shaqa i role players. I czemu z tych oczywistych i powszechnie znanych faktów
                    zaprzeczasz?

                    ) Czy aby na pewno?
                    ) Jordan, wraz z przyjściem Jacksona, zgodził się na ograniczenie swej roli i
                    ) większe zaangażowanie pozostałych graczy w ramach ofensywy Wintera.
                    Oczywiście
                    ) nie przyszło mu to łatwo, ale nie wynikało to z samolubstwa tylko
                    początkowego
                    ) braku wiary w to, że jego partnerzy będą w stanie wnieść coś wartościowego w
                    ) ataku.

                    Za to Kobe niby miał podstawy, żeby – szczególnie w tym sezonie – ufać bardziej
                    Foxowi i Horry’emu niż MJ Pippenowi i Grantowi? Znów to samo; dokładnie takie
                    same zachowania u graczy, których lubisz.nie lubisz klasyfikujesz zupełnie
                    inaczej (brak wiary/samolubstwo). Czy naprawdę nie cuzjesz swojego strasznego
                    braku obiektywizmu (jakoś kiedyś pisałeś bardziej trzeźwo)?
                    A z tym ograniczeniem Jordana to niewielkie poświęcenie w stosunku do Kobego;
                    tamten nigdy nie rezygnował z bycia jednoznacznie pierwszą opcją w ataku, z
                    walki o kolejne tytuły króla strzelców. Tu zresztą pomogła mu słabsza
                    konkurencja w latach 90.; ciekawe, jak frustrowałby się mając obok siebie
                    Iversona z 2000-2001 czy T-Maca i Kobego z ostatniego sezonu, osiągających
                    średnie, które pozbawiłyby go wielu z jego tytułów.

                    ) Nikt spoza drużyny nie wie jak było naprawdę. Być może Jordan oczekiwał od
                    nich
                    )
                    ) czegoś więcej? Poza tym, ani Russell, ani Hughes to nie są jakieś
                    ) niekwestionowane gwiazdy NBA. Więc jeśli to, że ich rola w drużynie spadła
                    nie
                    ) musi wynikać z jakiś zakulisowych gierek. Może po prostu słabo grali? Co do
                    ) Stackhouse'a to nie powiesz o nim, że jest "franchise player". Nie bez
                    ) przyczyny chyba Dumars się go pozbył.

                    Jordan nie musiał go brać, jeśli uważał, że lepszy jest Hamilton.

                    ) Zresztą Russell i Hughes też zmieniali
                    ) drużyny, a więc ktoś uznał, że można się bez nich obejść.

                    Dobre; może bez każdego, kto zmienił w życiu drużynę (m. in. Kareem, Olajuwon,
                    Wilt, a w końcu i sam MJ, kiedy w Chicago rozpuszczono dynastię) automatycznie
                    można się obejść? :-)

                    Czemu nie mógł ich
                    ) roli ograniczyć Collins?

                    Po kolei:
                    - Stack to franchise player – na miarę Wizards. Innymi słowy, ich najlepszy
                    zawodnik w minionym sezonie; zawodnik, który musiał jednak ograniczać się na
                    rzecz słabszego od siebie MJ, co oczywiście zespołowi się nie przysłużyło.

                    - I właśnie mając takiego zawodnika, potrafiącego wyciągnąć nawet 29 ppg w
                    sezonie, plus słabszego, ale wciąż wartościowego Jordana i trochę młodego
                    talentu dużą sztuką jest nie awansować do playoffs, choćby z ostatniego
                    miejsca, na rekordowo słabym Wschodzie. Przecież nawet ja sam, którego trudno
                    posądzić o sympatię do Wizards z MJ, przypuszczałem przed początkiem sezonu, że
                    się raczej dostaną. Tym bardziej, że znów, jak przed rokiem, sezon zaczęli
                    lepiej niż skończyli. Więc jak można twierdzić, że Hughes i Russell zostali
                    ograniczeni, bo byli słabi, skoro z nimi zespół grał lepiej?

                    - Pytasz o Collinsa? Po pierwsze, nie on decydował; on tylko wykonywał
                    dyspozycje MJ, jak wtedy, gdy ten oświadczył mediom (sytuacja niepotykana), że
                    skończyło się
                    • Gość: Wilt Do LB - cz. II IP: *.gov.pl 15.07.03, 17:37
                      - Pytasz o Collinsa? Po pierwsze, nie on decydował; on tylko wykonywał
                      dyspozycje MJ, jak wtedy, gdy ten oświadczył mediom (sytuacja niepotykana), że
                      skończyło się wchodzenie z ławki i będzie startował. Po drugie, czemu miałby to
                      zrobić , kiedy – jak wspomniałem – Wizards z Russellem i Hughesem grali lepiej?
                      Wszyscy wiedzą, że to była robota MJ (o tym, że chce wchodizć zmiast Russella,
                      powiedział przecież publicznie), więc nie udawaj Greka.

                      O Wizards zresztą napiszę chyba jeszcze osobno; na razie skupmy się na Lakers.

                      ) Widzę, że zaczynasz się zacietrzewiać. Przypomnę ci tylko, że zaczęliśmy
                      ) dyskusję od tego, że ktoś stwierdził, że "teraz KB może zacząć grać pod
                      ) siebie", na co ja odpowiedziałem, że robił to już do tej pory. I tyle.
                      )
                      ) A ty mi zaraz wyjeżdżasz z Jordanem. Proponuję jeszcze Pippena, i jeszcze
                      paru
                      ) innych badziewarzy (np. Wilta Chamberlaina ;-),

                      A to zależy, kogo i do czego proponujesz…

                      ) Tak, oczywiście. A kogóż by innego?

                      Wiedziałem ;-). Nie zapominaj tylko, że równocześnie twierdzisz, ze Pippen
                      zasłużył na miejsce w Top 50 wszechczasów, jeśli nie wyżej, a Grant był w swoim
                      czasie nawet 1 z 5 najlepszych PF.
                      P.S. MJ grał tylko przez 3 niepełne sezony, póki ci obaj nie przyszli do Bulls…


                      ) I Shaq...

                      Jasne, to właśnie recepta na sukces: Kobe powinien kasować te 30 pkt., ale
                      jednocześnie ze 30 asyst, żeby Shaq mógł wyciągać pozostałe konieczne do
                      zwycięstwa 70 pkt. Ty to piszesz poważnie?

                      ) Tak, już widzę jak Derek Fisher albo Pargo, albo inna "gwiazda" ma w głębokim
                      ) poważaniu Shaqa i specjalnie nie dogrywa mu piłek, tylko sama bierze się za
                      ) rzucanie. A Phil na to patrzy i nie reaguje.

                      Za to na Kobego Phil nie reaguje; jak wszyscy wiedzą, swoje sukcesy zawdzięcza
                      właśnie ustępowaniu gwiazdom, włączając w to Jordana. Po raz kolejny mam
                      wrażenie, że mówimy o rożnych ligach…

                      ) To, że nie skrytykował publicznie PERSONALNIE Kobego nie oznacza, że to nie
                      do
                      ) niego odnosiły się te słowa krytyki.

                      Natomiast wg Ciebie oznacza raczej, że się właśnie do niego odnosiły;
                      pogratulować logiki.

                      ) Shaq mówi o KB jako o MVP, ale chyba tylko po to, żeby uniknąć takich kłótni
                      o
                      ) prymat w drużynie jak w 2000 r.

                      No, jeśli wiesz lepiej, że Shaq wcale nie miał na myśli tego, co powiedział, to
                      bardzo przepraszam. Dodam tylko, że wiem, że Tex i Kobe wcale też tego nie
                      mieli na myśli, co powiedzieli, tylko coś odwrotnego – a udawali, żeby
                      zdezorientować pewnego internautę z Polski, niejakiego LB. :-)

                      On nie musi już słyszeć od innych, że jest
                      ) najlepszy i najważniejszym graczem w drużynie, on to po prostu wie. Kobe
                      ) jeszcze takich słownych pochlebstw najwyraźniej potrzebuje.

                      To złośliwości bez żadnego pokrycia. Shaq, jak zawsze trochę dziecinny, po dziś
                      dzień czuję potrzebę publicznego nadawania sobie przydomków typu „Most Dominant
                      Ever”. Bryant wprost przeciwnie; czy kiedyś choć zasugerował, np. że jest
                      najlepszy w lidze albo choćby w łagodniejszej, nie mogącej podrażnić Shaqa
                      wersji „the best all-around player”? Nie; mówią to za niego inni. Tymczasem T-
                      Mac i Iverson bez zahamowań, wprost oświadczali, że są po prostu najlepsi.

                      ) Nie. Możesz coś na ten temat napisać? Dzięki.

                      Naprawdę nie słyszałeś o ich sławnej wymianie zdań nt. litery „I”? Kiedy Jordan
                      nie chciał się podporządkować taktyce zespołu, Tex powiedział mu „There is
                      no „I” in team”. MJ na to: „but there is „I” in win”. Takie właśnie rozumienie
                      zespołowści miał Jordan; zastanawiałeś się, co by było, gdyby zażądano od niego
                      ustepowania innemu „I”, jak od Kobego w stosunku do Shaqa?
                      Dziwne; po raz kolejny mam wrażenie, że lepiej znam dzieje MJ od jego fanów
                      (albo po prostu mają oni bardziej wybiórczą pamięć ;-)).

                      ) Fani Lakers? Jasne - sami znawcy basketu. Kogo mam spytać: Justina Timberlaka
                      ) czy Jeniffer Aniston?

                      Wiesz, nie wiem, jak blisko jesteście z Justinem ;-), ale jeśli odpowiednio
                      blisko, zapytać się możesz; widział pewnie w tym sezonie o
                      kilkadziesiąt meczów Lakers więcej niż Ty i ja. Zapytaj zresztą kogokolwiek;
                      jestem pewien, że nawet wśród skromnych fanów LA znajdziesz w końcu kogoś
                      dorównującego Ci znawstwem.
                      BTW: czy spotkałeś wielu fanów Lakers, którzy próbowali Cię pouczać o
                      prawdziwej hierarchii graczy Kings?

                      ) Nie krytykuję Kobego za to, że próbuje brać odpowiedzialność na siebie.
                      ) Krytykuję go za to, że czasami przesadza i nie gra z kolegami, lecz próbuje
                      ) grać sam.

                      Łatwo powiedzieć: „czasami przesadza”, kiedy po prostu robił wszystko, żeby
                      jego zespół wygrał. Jasne, czasem zdarzało mu się przy tym popełniac błędy –
                      tak jak innemu innemu graczowi, w tym Twojemu ulubionemu Jordanowi, w stosunku
                      do którego wykluczasz jednak jakąkolwiek możliwość popełnienia błędu. Może to
                      ostatnie jest zresztą zrozumiałe, bo wykorzystujesz dość dziecinny argument;
                      skoro calagan (uczciwie) przyznał, że Kobemu, jak praktycznie każdemu, mogły
                      zdarzyć się jakieś złe zagrania, Ty uważasz, że to dowód, że jest tak jak
                      mówisz i przez cały czas „gra pod siebie”. Zapewne, skoro Ty nie przyznasz, że
                      Jordan mógł kiedykolwiek tak zagrać, w sposób magiczny zmieni to rzeczywistość
                      i będzie znaczyć, że nigdy tak nie było…Ale pamiętaj: kiedy ktoś wypowiada się
                      w sposób bardziej wyważony i obiektywny, nie znaczy to jeszcze, że jego
                      argumenty są słabsze.
                      Cdn.

                      Odpowiedzi na Twoje tezy z postów do calagana (przynajmniej najważniejsze, nie
                      mam na razie czasu na wszystkie):

                      - Piszesz przy okazji, że postawa Iversona czy Jordan nie ma tu nic do postawy
                      Kobego. Otóż ja bym się upierał, że ma, i to dużo; co jest właściwszą miarą do
                      oceny samolubstwa gracza - ocena jego zachowań na tle innych gwiazdorów czy
                      Twoje własne subiektywne poglądy? Ale gdyby nawet tak nie było, ma to dużo do
                      Twojej własnej postawy – niewytykania na forum tak samo lub nawet bardziej
                      egoistycznych zachowań tamtych dwóch, a koncentrowania się jedynie na krytyce
                      KB - co, musisz przyznać, stawia pod dużym znakiem zapytania Twoją wiarygodność
                      i obiektywizm w sprawie gracza Lakers.

                      - Znów odgrzewasz stare kotlety z cyklu: „Shaq ma większą skuteczność od
                      Kobego”. Jakbyś nie zauważył, na ogół centrzy są bardziej skuteczni od obrońców
                      (ma to coś wspólnego z zasięgiem i rodzajami rzutów). Mutombo w 2001 miał
                      wyższą skutecznośc od Iversona; czy Sixers przegrali, bo za dużo oddawał mu
                      piłkę? Shaq, nie mówiąc o Chamberlainie, miał wyższą skuteczność od Jordana;
                      czy akurat Ty powiedziałbyś, że w składzie z nimi powinien grać drugie skrzypce?

                      - To samo dotyczy „wyjątkowości” Shaqa; jeśli traktujesz ją jako czynnik
                      rozstrzygający, powiedz, czy wyciągasz z tego logiczne konsekwencje – że znów z
                      tego punktu widzenia Shaqowi należałoby dać pierwszeństwo w zespole przed MJ,
                      oraz że, jak powiedział B. Scott, budowę zespołu należałoby zacząć nie od MJ,
                      ale Shaqa?

                      - Zachowania Kobego: tu przekopiuję mój kawałek z wątku obok:
                      Czytaj: Kobe może zdobywać wszystko co chce, indywidualnie i z drużyną, ale w
                      oczach LB i tak będzie grającym pod siebie egoistą, bo LB… właśnie, bo co? Bo
                      LB wie lepiej, jak motywacja kryje się za konkretną akcją, kiedy Kobe zawsze
                      chce pobić kolejny rekord albo – co jeszcze bardziej go obciąża – już pobił?
                      Bądź poważny, LB; kiedy bierzesz się do krytyki, oczekujemy faktów czy
                      przynajmniej wiarygodnych hipotez, a nie tylko Twoich subiektywnych wrażeń czy
                      intepretacji słów Shaqa w stylu „miał na myśli coś zupełnie innego niż
                      powiedział”. Znamienne, że pisząc o biciu na siłę rekordów nawet nie wspominasz
                      o tym, że Kobe kosztował przez to drużynę jakieś zwycięstwo (bo wiesz, że tak
                      nie było) – a tylko, że „zagrażał”, co nie ma już
                      • Gość: Wilt Do LB - cz. III IP: *.gov.pl 15.07.03, 17:37
                        - Zachowania Kobego: tu przekopiuję mój kawałek z wątku obok:
                        Czytaj: Kobe może zdobywać wszystko co chce, indywidualnie i z drużyną, ale w
                        oczach LB i tak będzie grającym pod siebie egoistą, bo LB… właśnie, bo co? Bo
                        LB wie lepiej, jak motywacja kryje się za konkretną akcją, kiedy Kobe zawsze
                        chce pobić kolejny rekord albo – co jeszcze bardziej go obciąża – już pobił?
                        Bądź poważny, LB; kiedy bierzesz się do krytyki, oczekujemy faktów czy
                        przynajmniej wiarygodnych hipotez, a nie tylko Twoich subiektywnych wrażeń czy
                        intepretacji słów Shaqa w stylu „miał na myśli coś zupełnie innego niż
                        powiedział”. Znamienne, że pisząc o biciu na siłę rekordów nawet nie wspominasz
                        o tym, że Kobe kosztował przez to drużynę jakieś zwycięstwo (bo wiesz, że tak
                        nie było) – a tylko, że „zagrażał”, co nie ma już żadnej konkretnej treści i
                        jest czysto subiektywne. Nb. jedyny mecz, jaki w tej chwili mogę sobie
                        przypomnieć, gdy takie bicie na siłę miało miejsce, był ten na zakończenie „40
                        points streak” (gdzie później Kobe sam to przyznał), kiedy zwycięstwo Lakers
                        ani przez chwilę nie było zagrożone. I właśnie a propos; sprawdź sobie bilans
                        Lakers podczas tego streak i poza nim (jak również podczas meczów KB z triple
                        doubles i poza nimi), a może zamiast swoich uprzedzeń dostrzeżesz podstawowe
                        FAKTY: kiedy Kobe gra lepiej i ma lepsze statystyki, cały zespół gra lepiej i
                        częściej zwycięża. End of story.

                        - Kiedy popatrzysz na reakcje wszystkich wokół po klęsce Lakers – również
                        wrogów LAL – w jakiej kolejności wymieniali jej przyczyny? Na czoło wybijały
                        się dwie; słabość role players i słaba forma Shaqa. Niewielu nawet „haters”
                        utrzymywało, że to wina Kobego. Naprawdę nic Ci nie mówią te proporcje?

                        - I a propos tych przyczyn: kto, jeśli nie Ty, wcześniej na forum sam napisał,
                        że przegrana Lakers to wina „tłustego tyłka Shaqa”? Innych Kobego jakoś nie
                        obciążałeś, ale kiedy tylko nadarzyła się okazja, żeby mu przykopać… :-(

                        - Żeby koniecznie obciążyć Kobego i jednocześnie wybielić Jordana i AI,
                        konstruujesz jakieś dziwne teorie, że to zupełnie coś innego, gdy w drużynie
                        jest tylko jeden dobry strzelec, tak jakby wtedy nie istniała żadna ilość
                        rzutów uprawniająca do nazywania takiego strzelca egoistą… Piszesz, że ofensywa
                        Sixers jest jednostronna, myląc przyczynę ze skutkiem; jest jednostronna, bo
                        tego właśnie wymagało skonstruowanie jej wokół Iversona! Nad którym się
                        użalasz, że nie ma wokół siebie słabych strzelców; a co stało się po drodze ze
                        Stackhousem, Hughesem, nawet Kukocem, do których pozbycia się doprowadził? I Ty
                        krytykujesz akurat Kobego?

                        Muszę chwilowo kończyć, więć zakończę cytatem z klasyka forum ;-):

                        Jeśli masz jakieś sensowne uwagi i argumenty - to napisz. Jeśli nie - to
                        nie pisz bez sensu i z nudów, tylko po
                        to, żeby brak odpowiedzi na mój post nie
                        świadczył przypadkiem o tym, że mam
                        rację.

                        Pzdr
                        • Gość: LB Re: Do Wilta IP: 217.11.142.* 16.07.03, 16:02
                          Wilt,
                          odpowiedz mi proszę na jedno krótkie, i moim zdaniem proste, pytanie:

                          "Czy Kobe Bryant miał w tym sezonie mecze, w których grał egoistycznie?"

                          Napisz krótką, nie odwołującą się do historii, Larrego Birda, Magica Johnsona,
                          Wilta Chamberlaina, Orlando Wooldrige'a czy Michaela Jordana odpowiedź.

                          Dzięki,
                          LB

                          PS. W miarę możliwości postaram się odpowiedzieć na pozostałe twoje argumenty i
                          opinie. Pozostawiam je na razie bez odpowiedzi, gdyż po pierwsze - brak mi
                          czasu, a po drugie - większość z nich nie dotyczy kwestii egoistycznej czasami
                          gry KB.
                          • Gość: Wilt Do LB - II seria - wstęp IP: *.gov.pl 25.07.03, 15:16
                            Gość portalu: LB napisał(a):

                            > Wilt, odpowiedz mi proszę na jedno krótkie, i moim zdaniem proste,
                            pytanie: "Czy Kobe Bryant miał w tym sezonie mecze, w których grał
                            egoistycznie?"
                            Napisz krótką, nie odwołującą się do historii, Larrego Birda, Magica Johnsona,
                            Wilta Chamberlaina, Orlando Wooldrige'a czy Michaela Jordana odpowiedź.


                            Dzięki,
                            LB


                            Tak. A teraz Ty odpowiedz podobnie krótko, nie odwołując się do Władysława
                            Gomułki, na pytanie:
                            Czy np. Jordan miał choć jeden sezon, w którym nie dałoby się tego samego o nim
                            powiedzieć?


                            >PS. W miarę możliwości postaram się odpowiedzieć na pozostałe twoje argumenty
                            i
                            opinie. Pozostawiam je na razie bez odpowiedzi, gdyż po pierwsze - brak mi
                            czasu, a po drugie - większość z nich nie dotyczy kwestii egoistycznej czasami
                            gry KB.

                            Mnie też brak czasu, no i te letnie wyjazdy – ale w końcu odpowiadam, bo za
                            dużo pozostało spraw wymagających wyjaśnienia, tylko może w odpowiedzi na apele
                            niektórych forumowiczów, będę się bardziej skracał.
                            • Gość: Wilt Do LB - II seria - cz. 1 IP: *.gov.pl 25.07.03, 15:17
                              Gość portalu: LB napisał(a):

                              > Wilt,
                              >
                              > Bardzo podoba mi się twoja umiejętność przekręcania czyichś wypowiedzi i
                              > nadawania im takiej interpretacji i wydźwięku, jaka akurat ci pasuje.
                              Niestety
                              > nie ma ona wiele wspólnego z rzetelnością i obiektywizmem dyskusji. Nie
                              > spowoduje ona także, że po zastosowaniu takich „tricków” racja znaj
                              > dzie się po
                              > twojej stronie.

                              Wolę to nazwać raczej wyprowadzaniem logicznych wniosków z tez przeciwnika dla
                              ukazania ich wewnętrznych sprzeczności i niekonsekwencji, nie unikając przy tym
                              (ta moja zbyt dobra pamięć…) odwoływania się i do jego wypowiedzi z innych
                              wątków. ;-)

                              > Nie będę odpisywał na twoje argumenty bezpośrednio je cytując, bo moja
                              > odpowiedź składałaby się również z conajmniej 9 części, więc po prostu
                              > ponumeruję swoje uwagi do twojego tekstu.
                              >
                              > A zatem:
                              >
                              > 1. Bird i Magic krytykujący Jordana.
                              > W tym aspekcie nie mogę podjąć z Tobą dyskusji, bo po prostu nie mam wiedzy o
                              > takich zachowaniach ze strony Birda i Magica. Nie wiem czy rzeczywiście tak
                              > mówili. Ja, nigdy o tym nie słyszałem. Masz może jakieś źródło do tego?
                              > Co możesz powiedzieć o ich motywacjach przy tych wypowiedziach? Wszka Bird
                              był
                              > niezłym trash-talkerem...

                              Na parkiecie; poza nim wypowiadał się w sposób wyważony. W tej serii postów
                              często domagasz się bibliografii; gdybym i ja się jej domagał przy wszystkim,
                              co przytaczasz, znacznie by tu utrudniło, jeśli nie zastopowało dyskusję, ale
                              od ręki mogę Ci służyć źródłem jeśli nie do Birda, to Magica:
                              Earvin Johnson, William Novak „Moje życie”, str. 46-47.

                              I teraz możesz kontynuować, to co już zacząłeś: dywagować nt. podejrzanych
                              motywacji Magica, bo innych nie mógł mieć nawet i on, jak każdy ośmielający się
                              krytykować Wielkiego Mike’a. :-(


                              > 2. Wartościowi zawodnicy w Bulls po przyjściu Jordana.
                              > Jak sam słusznie zauważyłeś – nie byli to geniusze. O ile Wooldrigde jesz
                              > cze
                              > coś potrafił zagrać w ataku, to Oakley był raczej graczem od gry w obronie.
                              > Grant i Pippen przyszli później i też nie od razu zaczęli być wartościowymi
                              > graczami. Generalnie zatem – w czterech pierwszych sezonach w Bulls Jorda
                              > n nie
                              > miał przyzwoitych graczy u boku, którzy pomogliby mu pociągnąć ofensywę
                              Byków.

                              To wykręty. Analizując tegoroczną formę Foxa, Fisha i Horry’ego, nie mówiąc o
                              Madsenie i innych, mógłbyś powiedzieć o nich więcej złych rzeczy niż o
                              przywołanych przeze mnie – rzecz jasna nie genialnych, ale wartościowych –
                              partnerach nawet wczesnego Jordana. O ile w otoczeniu tamtych Bulls Jordan
                              musiał rzucać dużo, by w ogóle dostać się do playoffs (choć niekoniecznie tak
                              dużo jak w sezonie 86/87), o tyle w otoczeniu tych Lakers ZARÓWNO Shaq, JAK I
                              Kobe musieli rzucać bardzo dużo, by zespół mógł walczyć o mistrzostwo;
                              koncentrowanie rzutów przez jednego z nich – zresztą któregokolwiek - nie
                              miałoby skutków pozytywnych, tylko negatywne. Czy naprawdę tego nie widzisz?

                              > I tutaj jedna uwaga – moim zdaniem Jordan rzucał, ponieważ nie miał komu
                              > podawać (nie miał partnerów choćby w części tej klasy jak Shaq). Kobe mógłby
                              > więcej dogrywać do Shaqa – a skoro zdarzało mu się, że tego nie robił, ty
                              > lko
                              > sam na siłę forsował rzuty – to dla mnie oznacza, że grał samolubnie. Tak
                              > ie
                              > jest moje zdanie.
                              > Jeśli KB przeszedłby teraz do Memphis i oddawał po 30 rzutów w meczu, i
                              > większość z nich trafiał, to nie napisałbym, że gra samolubnie.
                              > Doskonale rozumiem, że Shaq nie zdobędzie 70 puntków, ale połowę z tego –
                              > bez
                              > problemów. Wystarczy tylko podać mu kilka razy piłkę częściej niż dotychczas.

                              Fox natomiast zapewne zdobyłby „bez problemu”, gdyby podawać mu kilkanaście
                              razy więcej. Niezależnie od tej PROSTEJ matematyki, znów muszę zapytać:
                              wierzysz w to, co mówisz? Shaq nawet w czasach najwyższej formy nigdy nie
                              sięgnął 35 pkt., nie przekroczył nawet 30, a teraz twierdzisz, że – 180 –
                              kilowy i schorowany – nie robi tego, bo inni (w domyśle Kobe) za mało podają mu
                              piłkę?!!!

                              > 3. Shaq i KB – kto jest lepszy?
                              > Waszym zdaniem KB, moim zdaniem Shaq. Jego wolałbym mieć w drużynie, na dziś,
                              a
                              >
                              > nie KB.

                              Więc ja wolałbym Stojakovica zamiast Webbera; pewnie jestem bliższy tematu niż
                              fani Kings.

                              > Jeśli ktoś ma wyższą skuteczność rzutów z gry, to jest to dla mnie
                              najbardziej
                              > oczywisty argument za tym, żeby mu podawać piłkę częściej niż do zawodnika,
                              > który ma gorszą skuteczność. Skuteczność z rzutów wolnych nie jest
                              bezpośrednim
                              >
                              > argumentem za tym, żeby częściej podawać do takiego zawodnika

                              Owszem, jest, podobnie jak skuteczność z gry. Tylko że słabszym; ale skoro z
                              jednej strony mamy mniejszą różnicę w FG, a z drugiej znacznię większą w FT, a
                              w dodatku część tej różnicy w FG pochodzi przecież z rzucanych przez Kobego
                              trójek, trudniejszych, ale generalnie bardziej wartościowych – wszystko się
                              równoważy.

                              > (lepiej
                              > rzucającego wolne) – no chyba że w końcówkach

                              A końcówki wszystko zmieniają – poza nimi się nie fauluje?
                              • Gość: Wilt Do LB - II seria - cz. 2 IP: *.gov.pl 25.07.03, 15:19
                                (aczkolwiek trzeba przyznać
                                > , że
                                > Shaq w końcówkach meczów na styku jest bardzo skuteczny z linii osobistych).
                                > Powstrzymam się od komentarza o Chamberlainie, bo nie chce rozpoczynać
                                kolejnej
                                >
                                > debaty na jego temat.

                                Wiem czemu… ;-).

                                > 4. Komentarz Granta.
                                > Nie mogę napisać, że to nieprawda, ponieważ nigdy takiej opinii ze strony
                                > Horace’a nie słyszałem. Czy masz może jakieś źródło do tego? (chciałbym
                                > zweryfikować swoją wiedzę na temat Bulls)

                                LB, wprawdzie staram się trzymać kontakt z ligą, ale nawet ja nie archiwizuję
                                wszystkiego co czytam, a nawet jeśli, nie zawsze chce mi się przekopywać
                                archiwów sprzed roku czy dawniejszych - ale jeżeli tak pragniesz źródeł, mam
                                dla Ciebie świeższe kawałki o zachowaniach MJ w Wizards oraz uldze, z jaką, z
                                jaką zawodnicy tego klubu witają erę bez Jordana i Collinsa.

                                > 5. Wyścig z Shaqiem.
                                > Nazwanie tego „wyścigiem” sugeruje, że Jordan na siłę walczył i rzu
                                > cał, żeby
                                > tylko być lepszym od Shaqa. Tymczasem ja pamiętam ten sezon i, tak ja
                                > napisałem, nie pamiętam, aby Jordan na siłę przebywał na boisku dłużej niż
                                > potrzeba, żeby tylko zrobić średnią punktową.

                                Przebywał tyle, ile mógł, zważywszy jego wiek i siły, które trzeba było w
                                dodatku zachować na playoffs.

                                W ten sposób każdą rywalizację, w
                                >
                                > każdej kategorii: zbiórki, punkty, asysty, możesz nazwać wyścigiem. Jak
                                choćby
                                > wyścig Kobego z T-Mac’iem.

                                Oczywiście, że można, to zresztą to samo; i wyścig, i rywalizacja implikują
                                personalne zaangażowanie. Tu widzę, że cofasz się nawet w porównaniu do swoich
                                wcześniejszych postów – wtedy przyznałeś przynajmniej ten 1 oczywisty fakt, że
                                rywalizował z Wilkinsem, tłumacząc to tylko „naturalną rywalizacją”. Teraz
                                wracasz już do zupełnie fałszywego, zmitologizowanego obrazu postaci MJ; jasne,
                                nigdy nie rywalizował z kimkolwiek, był ponad to, to wszystko mu samo jakoś
                                wychodziło, np. że lądował w ppg różnie, ale zawsze powyżej najgroźniejszego
                                rywala. Czemu tak trudno przyznać 2 proste fakty: że Jordan oczywiście chciał
                                kolejnego tytułu króla strzelców i że skoro Shaq mu w tym najbardziej zagrażał,
                                to z nim rywalizował? Czy to w Twoich oczach umniejszyłoby Jordana, czy co?!!!
                                Coś niewiarygodnego… Ja jakoś nie mam oporów przed przyznaniem, że Kobe
                                rywalizował z T-Macem, bo to oczywiste, a zresztą nic w tym hańbiącego.

                                > Wszyscy mówili o tym, że Krause nie przedłuży kontraktu z Philem, a z tym
                                > wiązało się odejście Jordana i reszty. Szeroko mówiło się, że jest to
                                > ich „ostatnie tango” (tudzież „last dance”). Nie wiem c
                                > zemu zaprzeczasz – niby
                                > pamiętasz rzeczy z połowy lat 80. (komentarze Birda i Magica), a nie
                                pamiętasz
                                > wydarzeń sprzed 5 lat. Dziwne? Selektywna pamięć?

                                „Niby”? A Ty niby nie pamiętasz, że równie dobrze można by powiedzieć, że
                                wszystko było już wiadome w 1997 r., kiedy też chodziły plotki, że chcą
                                gruntownie przebudować zespół i o mało tego nie zrobiono? Plotki, o których się
                                mówi, nie sa tożsame z tym, co „wiadomo”. Większość fanów była zaskoczona
                                odejściem całej czołówki zespołu; Ty ani trochę nie byłeś?

                                Zresztą nie wiem, co to ma dla Ciebie do rzeczy; jeśliby Jordan wiedział na
                                pewno, że to jego ostatni sezon, starałby się – w tym w rywalizacji z Shaqiem –
                                nawet bardziej.

                                > 6. Jordan chce zdominować KB w All Stars.
                                > KB – jako nieopierzony młokos, nie był dla niego żadnym wyzwaniem. Ot, po
                                >
                                > prostu kryli się nawzajem w rozrywkowym meczu bez żadnej stawki. Trochę
                                > pograli, pośmiali się i pojechali do domów. Ale „tropiciele sensacji̶
                                > 1; próbują
                                > się doszukać jakiegoś podtekstu i dopisać historię, jak to zły Mike chciał
                                > zadręczyć biednego, utalentowanego KB. Śmieszne.

                                Dlaczego zadręczyć? Dlaczego zły? Tu znowu próbujesz wybielić Jordana na
                                wszelki wypadek i w każdy dostępny sposób (tym razem obwiniając „tropicieli
                                sensacji”), gdy nie ma nawet żadnej potrzeby, bo ja go wcale nie atakuję. To
                                absolutnie normalne, że chciał pokazać młodziakowi typowanemu na swego
                                następcę, że wciąż potrafi więcej (tak jak niedługo Kobe będzie chciał pokazać
                                LeBronowi). Przypomniałem tylko, że MJ nie wyszło jak chciał, bo Kobe nie dał
                                się zdominować, był chyba najlepszy na Zachodzie, i może gdyby grał dłużej… –
                                ale cóż, pewnie trudno było trenerowi trzymać debiutanta 19-latka na parkiecie
                                przez cały mecz, gdy rożni Malone’owie narzekali ;-).

                                A nie, przepraszam, może kryje się za tym więcej niż myślałem ;-). Wspominasz o
                                rozrywkowym meczu bez stawki – ciekawa definicja ASG – w który jednak ludzie
                                tak „competitive” jak Kobe i Jordan wkładają, zapewniam, naprawdę dużo serca –
                                żeby umniejszyć znaczenie dobrego występu młodziutkiego jeszcze KB przeciw
                                Jordanowi? Co powiesz w takim razie o meczu w regular season z 1997 r., gdy
                                Kobe zdobył 33 pkt., a MJ – 35?


                                > 7. Rywalizacja Jordana z Wilkinsem
                                > Widzę, że twoja wiedza historyczna i teoretyczna o koszykówce nie idzie w
                                parze
                                >
                                > z wiedzą praktyczną. Grywasz czasami w kosza?
                                > Otóż moim zdaniem można rywalizować z kimś i starać mu się pokazać, że jest
                                się
                                >
                                > lepszym, a jednocześnie nie grać samolubnie. Jak? Otóż można przeciwnika
                                > ograniczyć w ataku poprzez dobrą grę w obronie. I to zawsze robił Jordan –
                                > ;
                                > zawsze krył tych zawodników, którym chciał coś udowodnić: Wilkinsa, Drexlera,
                                > Magica, Dumarsa, potem Paytona i innych. Oprócz tego, że wrzucał kolesiowi
                                > mnóstwo punktów, to jeszcze powstrzymywał go w ataku. I w tym sensie jego
                                > bezpośrednie pojedynki nie są tożsame z samolubną grą z jego strony, jak
                                > również przynosiły pożytek jego drużynie.

                                Teraz, wśród paru osobistych insynuacji na mój temat, uciekasz się do nowej
                                fantastycznej teorii, o której wcześniej nie wspominałeś; przy analogicznej
                                grze i zachowaniach Kobego i Jordana jednego samolubem, a drugiego team player
                                ma czynić to, że ten drugi kryje swoich najgroźniejszych rywali. To już mnie
                                zupełnie rozwaliło; a co niby robi Bryant – czy nie kryje T-Maca, Pierce’a,
                                Cartera?!!! Podążając tym śladem można by zresztą twierdzić, że... sam Jordan
                                później grał bardziej samolubnie niż wcześniej, gdy główny ciężar obrony i
                                krycie Magica czy Drexlera przejął Pippen, o czym sam wspominałeś, gdy na forum
                                chwaliłeś z kolei Pippena! :-)
                                • Gość: Wilt Do LB - II seria - cz. 3 IP: *.gov.pl 25.07.03, 15:21
                                  > Nie pisz, że wg. mnie samolubnie grają gracze, których nie lubię, bo to nie
                                  > prawda. Jest wielu graczy, których nie cierpię, ale nie mówię, że grają
                                  > samolubnie – najlepszy przykład – Jason Kidd.

                                  To być może dlatego, że z mniejszym powodzeniem o zbyt częste rzucanie niż
                                  Kidda z gwiazdorów można by oskarżać tylko B. Wallace’a… ;-)

                                  > Nie wiem też, dlaczego uważasz, że nie przepadam za KB? Myślisz, że tylko
                                  > dlatego, że nie jestem jego zagorzałym fanem i go krytykuję za jeden z
                                  aspektów
                                  >
                                  > jego gry, to zaraz jestem „Kobe-hater”? Zdecydowanie upraszczasz sp
                                  > rawę. Wiele
                                  > razy pisałem, że KB ma wielki potencjał i jeśli ktokolwiek może być „nast
                                  > ępcą
                                  > Jordana” (to oczywiście termin, którego nie jestem zwolennikiem), to on j
                                  > est
                                  > tego najbliższy.

                                  Patrz choćby odpowiedź na pkt. 9, 15 i mój ostatni w tej serii post.

                                  > 8. Ambicje KB powściągnięte po przyjściu Shaqa.
                                  > Jeśli pamiętasz – to obaj zawodnicy przyszli do Lakersów w tym samym sezo
                                  > nie.
                                  > Jak zatem KB mógł powściągnąć swoje ambicje po przyjściu Shaqa? Dziwne, że
                                  > takie pomyłki zdarzają sie takiemu znawcy historii Lakers. Poza tym jakie
                                  > ambicje? Piszesz tak, jakby KB przed przyjściem Shaqa był gwiazdą Lakers,
                                  > rzucał po 30 ptk, a potem wraz w pojawieniem sie Shaqa, zgodził się na
                                  > zdobywanie 20 ptk. Gdyby tak było, to nigdy bym nie byłoby dyskusji o
                                  > jego „graniu pod siebie” w niektórych meczach.
                                  > Tymczasem Shaq, gdy przychodził do LA był uznaną już gwiazdą ligii, zaś KB
                                  > nastolatkiem - rookie, o którym wiadomo było tylko, że ma talent. Jak zatem
                                  > możesz pisać takie bzdury, że KB „powściągnął swoje ambicje po przyjściu
                                  > Shaqa”. KB w pierszym sezonie rzucał po 7.6 punkta ma mecz, wyszedł tylko
                                  > 7
                                  > razy w pierszej piątce w pierwszych 2 sezonach (na 150 meczów) – dla poró
                                  > wnania
                                  > Shaq: ponad 26 punktów, wszystkie mecze w pierwszej piątce. Co miał
                                  powściągać
                                  > KB? W czym to niby się ograniczył?
                                  > Jego ambicje natomiast wypłynęł nieco później – kiedy zaczął już coś grać
                                  > –
                                  > czyli jak słusznie zauważyłeś w sezonie 2000/2001. Czy on je powściągnął, czy
                                  > je utemperowano – to już inna sprawa.

                                  Co do pierwszych Twoich 12 zdań: przejęzyczyłem się i chodziło mi oczywiście o
                                  przyjście Phila.
                                  Co do przedostatniego: kalendarz zmian w zachowaniu Kobego, który przedstawiłem
                                  wcześniej, pozostaje bez zmian, a nie ma on nic wspólnego z Twoimi sugestiami,
                                  jakoby Kobe ciągle grał „pod siebie”. Co do ostatniego: po pierwsze,
                                  niemożliwe; jak ktokolwiek mógłby utemperować gracza tak potężnego, że Shaq i
                                  Jackson musieli porozumiewać się z nim za pośrednictwem mediów? ;-) Po drugie,
                                  ja też mogę napisać, że nie wiadomo, czy to ograniczenie ambicji MJ –
                                  przypomnę, mniejsze niż u KB – po przyjściu Phila, za które go chwaliłeś,
                                  wypłynęło z tego, że je powściągnął, czy je utemperowano. I co daje takie
                                  przerzucanie zamiast konkretnych argumentów?

                                  *
                                  Gość portalu: LB napisał(a):

                                  > 9. Zaufanie do partnerów z drużyny.
                                  > Jordan nigdy nie miał u swojego boku takiego gracza jak Shaq. KB natomiast ma
                                  > go w drużynie. Przyznasz chyba, że Shaq jest graczem wielkiego formatu. I ja
                                  > nie mogę zrozumieć, dlaczego KB zamiast próbować z nim grać, próbuje w
                                  > niektórych meczach samodzielnych popisów. Nie wiem co w tym subiektywnego?
                                  > Jordan nigdy nie zrezygnował z bycia pierwszą opcją, bo niby na czyją rzecz
                                  > miałby zrezygnować? Był graczem, którego nikt nie był w stanie zatrzymać.
                                  Można
                                  >
                                  > się zastanawiać, co by było gdyby np. grał z Shaqiem, ale to jest „gdyban
                                  > ie”.

                                  Czy w równym stopniu powstrzymujesz się od gdybania, gdy jego wyniki mogą być
                                  korzystne dla MJ (którego fani lubią mówić np. o jego hipotetycznych tytułach w
                                  latach 94-95?)? A i o Kobem gdybasz całkiem sporo, np. przypisując mu
                                  egoistyczne motywacje.

                                  > AI, T-Mac czy KB mogą tylko pomarzyć o osiągnięciu takich średnich jakie miał
                                  > MJ.

                                  A MJ – o średnich Wilta (a nawet o najwyższej średniej Baylora)…

                                  Przypominam ci też, że MJ zdobywał tytuł króla strzelców także w 2 połowie
                                  > lat 80. Czy wówczas i na początku lat 90. konkurencja też była mniejsza niż
                                  > obecnie?

                                  Proste fakty: podczas walki o wszystkich 10 tytułów króla strzelców Jordan ANI
                                  RAZU nie napotkał rywala z 32,1 ppg, jakie miał w tym roku McGrady. A
                                  porównując jego średnie z ostatnimi dokonaniami młodych wilków – ostatnich 30
                                  ppg Kobego, 31,4 ppg Iversona sprzed roku i wspomnianym wyniku T-Maca – Jordan
                                  zamiast tych 10 mógłby mieć odpowiednio: 8, 6 i 5 (dwa razy mniej!) tytułów
                                  króla strzelców! Widzisz różnicę? Założę się, że Jordan by dostrzegł. :-)

                                  A ta różnica mogłaby być jeszcze większa, bo przecież kilkanaście lat temu
                                  średnie punktowe były wyższe i trójka KB – T-Mac – AI zdobywałaby więcej
                                  punktów!

                                  > A odnośnie mojego obiektywizmu – czy jeśli piszę, że przyjście Malone’a i
                                  > Paytona do Lakersów uważam za pozytywne i bronię na forum ich decyzji (piszę
                                  > pozytywnie o Lakers), to jestem obiektywny, ale jak ośmielę się skrytykować
                                  KB
                                  > (piszę negatywnie o Lakers), to już nie jestem obiektywny? Pogratulować
                                  logiki.

                                  A logiczne byłoby założyć, że możesz pisać o Lakers tylko albo całkowicie
                                  obiektywnie albo całkowicie subiektywnie? Wprawdzie bzyczek ze swoją upartą
                                  głupotą zbliża się do tego drugiego ideału, ale w rzeczywistości nikt żadnego z
                                  nich oczywiście nie osiąga i rożnie można oceniać różne sądy tych samych ludzi.
                                  Ty akurat, LB, prawie zawsze jesteś wyważony w opiniach; właśnie, PRAWIE
                                  zawsze, bo kiedy tylko po raz 45678. powracasz do zarzucania Kobemu egoizmu
                                  albo wyśmiewasz się z jakoby niskiej wiedzy fanów akurat Lakers, widać
                                  wyraźnie, przy których tematach Twoje słowa należy traktować… powiedzmy, z
                                  daleko większą ostrożnością niż zazwyczaj.

                                  • Gość: Wilt Do LB - II seria - cz. 4 IP: *.gov.pl 25.07.03, 15:22
                                    > 10. Wizards
                                    > Nie chcę wnikać na ile fakt, że Stackhouse, Hughes czy Russell nie wnosili
                                    > wiele do drużyny wynika z faktu, że ograniczył ich Jordan (co twierdzisz), a
                                    na
                                    >
                                    > ile okazali się zbyt słabi, żeby pociągnąć Wizards do play-offs i wesprzeć
                                    > Jordana.
                                    > Przyznasz, że nie są to gracze wybitni, i nawet jeśli potrafią coś zagrać w
                                    > ataku, to są bezużyteczni w obronie.

                                    Akurat nieprawda: i Hughes, i Russell (choć ten już mniej niż dawniej) to
                                    bardzo przyzwoici defensorzy. Czy zresztą chciałeś powiedzieć, że Jordan
                                    zastąpił Hughesa… malutkim Ty Lue, żeby uzyskać lepsze wyniki w defensywie? To
                                    dopiero manewr – masz poczucie humoru! ;-)

                                    Fakt, że pozbyto sie ich z poprzednich
                                    > drużyn, może świadczyć, że nie spełniali pokładanych w nich nadziei bądź nie
                                    > wierzono, że coś jeszcze mogą dać drużynie.

                                    Russella i Hughesa nie pozbyto się, a odeszli jako FA; jeśli to znaczy,
                                    że „pozbyto” się ich, to pozbyto się i Luego, i Oakleya, i paru innych, których
                                    promował Jordan.

                                    >Russell z roku na rok grał coraz
                                    > słabiej, a Hughes nie spełnił pokładanych w nim nadziei – raczej nie będz
                                    > ie z
                                    > niego PG, a na SG gra już Stackhouse.
                                    > Porównaj statystyki Jordana i Stackhouse’a: Obaj grali niemal tyle samo m
                                    > inut
                                    > (odpowiednio 37.2 vs. 39.0) i zdobywali podobną (20 vs 21.5) ilość punktów.
                                    > Oddawali niemal tyle samo rzutów w meczu (18.6 vs 17.1), przy czym Jordan był
                                    > wyraźnie skuteczniejszy (44.5% vs. 40.9%), miał więcej zbiórek (6.7 vs. 3.7),
                                    > przechwytów (1.5 vs. 0.9) i mniej strat (2.1 vs 2.9). Nawet w blokach 40-
                                    letni
                                    > Jordan był lepszy. Jedynie w asystach lepszy jest Stackhouse (3.8 vs 4.5).
                                    > Nawet, jeśli jak piszesz, Jordan zabierał mu piłkę w ataku, to czy Stack nie
                                    > mógł skoncentrować się na obronie, zbiórkach, przechwytach i blokach?

                                    Dobrze - coraz lepiej!
                                    Po sezonie, w którym Jordan coraz bardziej ograniczał Stackhouse’a, spychając
                                    go w końcu do roli drugich skrzypiec, ty… przytaczasz statystyki w ten sposób
                                    ograniczonego Stacka jako dowód że jest gorszy od MJ! Niezależnie od realizmu
                                    Twoich rad co do skoncentrowania się tego klasycznego SG na…zbiórkach i blokach
                                    (albo obronie, z której Stack jest oczywiście znany i dlatego MJ go
                                    sprowadził), jako dowód jego ogólnego potencjału przytoczmy raczej wcześniejsze
                                    sezony:

                                    2000/2001: kiedy grał w słabszym zespole, porównywalnym do obecnych Wizards:
                                    29,8 ppg (drugi w lidze, pierwszy w points total!) – 5,1 apg - 3,9 rpg – 1,21
                                    spg.

                                    A nawet w 2001/2002, kiedy Pistons byli już znacznie silniejsi, statystyki
                                    spadły i są mniej porównywalne z Wizards, wciąż było lepiej w porównaniu z
                                    sezonem ograniczania przez MJ:
                                    21,4 ppg – 5,3 apg – 4,1 rpg – 1,01 spg.

                                    Można jeszcze dodać, że Stack grał w najlepszym dla koszykarza wieku (ok. 28
                                    lat) i jest u szczytu formy, w przeciwieństwie do starzejącego się Jordana,
                                    który w drugim sezonie w Wizards grał wyraźnie słabiej niż w pierwszym; i widać
                                    w pełni, że żeby twierdzić, że to Jordan powinien być pierwszą opcją w zespole,
                                    trzeba kierować się względami sentymentalno – historycznymi.

                                    Trzeba przy tym przypomnieć, że kiedy Stackhouse przychodził do zespołu (co
                                    przedstawiano jako kolejny triumf MJ), wszyscy oficjele mówili, że sprowadzają
                                    go właśnie po to, by był gwiazdą i liderem – a Jordan nie miał być nawet
                                    starterem! Ta nielojalność wobec pierwotnych ustaleń na pewno nie mogła wpłynąć
                                    dobrze na Stacka, a jak odbiła się na całym zespole – widać gołym okiem.

                                    > Na jakiej zatem podstawie twierdzisz, że Stackhouse jest lepszym graczem?
                                    Jeśli
                                    >
                                    > te same standardy stosjujesz zawsze, to już wiem dlaczego dla ciebie
                                    najlepszy
                                    > jest Chamberlain...

                                    Odwołanie do Wilta wiele tu nie wnosi, poza uświadomieniem mi smutnego faktu,
                                    że – choć tyle się napisałem o nim na forum – widać wciąż nie wiesz, że
                                    Szczudło był podobnie dominujący w tych wszystkich kategoriach, co w ataku; a
                                    więc powyższe wnioskowanie nie dość, że nie ma nic wspólnego z tematem, jest
                                    całkowicie bezsensowne.

                                    > A to że Jordan ich wział – no cóż, czy kiedykolwiek napisałem, że jest do
                                    > brym
                                    > managerem?

                                    I słusznie; bo nie jest. Natomiast nawet niezależnie od tego, kto był GM i jak
                                    się sprawił, kiedy już grał taki skład, jaki grał, można było wydobyć z niego
                                    więcej – tak jak było w pierwszej części sezonu, zanim Jordan nie zaczął się
                                    coraz bardziej wtrącać i dominować grę, co zaowocowało katastrofalnymi skutkami
                                    dla zespołu.

                                    > Pytasz czy każdy kto zmieniał drużynę był niepotrzebny? Nie zawsze tak jest

                                    > zwłaszcza gdy zawodnik sam chce odejść, ale często do tego się to właśnie
                                    > sprowadza. Np. Olajuwona nikt już w Houston nie chciał. Tak samo jak Russella
                                    i
                                    >
                                    > Stackhouse’a. Nie wypowiadam sie na temat motywacji Kareema czy Chamberla
                                    > ina,
                                    > choć czy Chamberlain nie poszedł do LA, żeby wreszcie ktoś mu pomógł zdobyć
                                    > tytuł, bo sam nie dawał rady w 76-ers?

                                    Wilt zdobył tytuł już w Sixers (sławny skład 1967 r.), a do Lakers poszedł po
                                    kolejne wyzwanie – i tam zdobył kolejny tytuł. Teraz ja mógłbym wyzłośliwiać
                                    się przez pół strony nad Twoim błędem rzeczowym – ale jakoś mi się nie chce.

                                    • Gość: Wilt Do LB - II seria - cz. 5 IP: *.gov.pl 25.07.03, 15:22
                                      > Na koniec tego wątku, chcę powiedzieć, że jest oczywistym, że coś w Wizards
                                      > poszło nie tak jak planowano. Ale byłbym ostrożny w ferowaniu wyroków: czy
                                      > zawinił Jordan czy brak odpowiedniego podejścia ze strony pozostałych „gr
                                      > aczy”.

                                      W ferowaniu wyroków odnośnie KB jakoś już nie jesteś taki ostrożny – raczej
                                      przeciwnie…

                                      > Być może prawda leży gdzieś pośrodku. Natomiast dla ciebie wszystkiemu jest
                                      > winny Jordan.

                                      Nigdy nie powiedziałem, że jest winny wszystkiemu – natomiast jest oczywiste,
                                      że jest winny zdecydowanie najbardziej; tak samo jak w przypadku powodzenia
                                      byłby najbardziej zasłużony. Podczas krótkotrwałych sukcesów Wizards jakoś
                                      wynoszono go pod niebiosa, mówiąc, że to tylko jego zasługa – jest więc
                                      logiczne, że teraz zasługuje na surową krytykę. A zasługuje, bo ŻADEN gracz w
                                      historii nie był tak odpowiedzialny za wyniki swojego zespołu i nie miał w nim
                                      tyle do powiedzenia; jako mniejszościowy udziałowiec „w stanie spoczynku”,
                                      faktyczny coach (i ten który wybrał nominalnego coacha), faktyczny GM i
                                      samozwańcza pierwsza opcja w ataku. W ostatnim składzie WSZYSCY gracze Wizards
                                      oprócz jednego, mało znaczącego White’a byli wybrani przez MJ! I może mi teraz
                                      powiesz, że porażki jego drużyny nie obciążają Jordana zdecydowanie najwięcej?

                                      > 11. Lakers
                                      > Wypowiedzi Shaqa o tym, że dostaje za mało piłek oczywiście były skierowane
                                      do
                                      > Marka Madsena. Dzięki, że mnie oświeciłeś, bo ja cały czas święcie myślałem,
                                      że
                                      >
                                      > do tych, którzy najczęściej ją posiadali, czyli rozgrywających – a przede
                                      >
                                      > wszystkim KB, bo nikt z pozostałych zawodników mając wybór między samodzielną
                                      > akcją a podaniem do Shaqa nawet by nie pomyślał, żeby zrobić coś samemu
                                      (nawet
                                      > nie ze strachu, po prostu taki poziom reprezentują).
                                      > Powiedz, jeśli potrafisz, do kogo były zaadresowane słowa krytyki z usta
                                      Shaqa?

                                      Czyli – żebyś znowu nie mówił, że nie to powiedziałeś - serio twierdzisz, że
                                      KAŻDY z Lakersów oprócz KB nigdy nie zagrał sam mogąc podać do Shaqa? Ty to
                                      potrafisz iść w zaparte – wręcz brak mi słów.

                                      Ja też prosiłbym o konkrety (może być bez źródeł – ja nie chcę przesadzać), bo
                                      jedyną wypowiedzią Shaqa, jaką pamiętam i którą można by tu rozważać, są
                                      wypowiedziane w rozgoryczeniu po klęsce słowa, że nie wyobraża sobie takiej
                                      organizacji gry, by przez 15 minut nie dostawał piłki (co zresztą oczywiście
                                      nigdy się nie zdarzyło), co wygląda na skierowane w pierwszym rzędzie do
                                      trenera, potem do całego zespołu – ale na pewno nie personalnie do Kobego, jak
                                      usiłujesz to przedstawić, nie podając żadnych dowodów i jednocześnie żądając
                                      ODE MNIE, żebym udowodnił, że było inaczej!
                                      Osobiście natomiast pamiętam, że wypowiedzi Diesla z całego sezonu krytykowały
                                      poziom jego partnerów; np. że otaczają go koszykarze grający bez pasji i ognia
                                      albo że management powinien zapewnić mu graczy, którzy potrafią bronić czy
                                      rzucać. Ale Ty pewnie wciąż jesteś zdania, że chodziło o Bryanta…

                                      Powiedz przy tym, skąd bierzesz tak szczegółową wiedzę nt. meczów Lakers w tym
                                      sezonie? Z tego, co dotychczas pisałeś na forum, miałeś podobne problemy z
                                      dostępem do NBA jak ja i wielu innych, a tutaj co i rusz formułujesz
                                      twierdzenia tak autorytatywne, jakbyś pisał wprost z LA. Na czym one są oparte?
                                      Bo przecież nie na opiniach innych, których ogromna większość, jak już
                                      wspominałem, różni się w ocenie Kobego. I kiedy prezentujesz własne opinie tak
                                      odmienne od reszty, dobrze byłoby mieć jakieś tezy na ich poparcie – choćby na
                                      podstawie solidnej liczby obejrzanych meczów.

                                      > Phil wiele razy reagował na samowolkę KB w ataku, i w pomeczowych
                                      komentarzach
                                      > dało się to przeczytać. Phil ustępuje graczom, ale też w ograniczonym
                                      zakresie
                                      > i nie wówczas gdy „grają głupio”.

                                      Teraz znów wzorem Ciebie poprosiłbym o konkrety, bo jedyne, co widzę powyżej,
                                      to zdanie mogące sugerować niezorientowanym, że zdanie Texa wypowiedział Phil
                                      Jackson. Nie sądzę jednak, żebyś dysponował konkretami wykazującymi, że Phil
                                      krytykował Kobego częściej niż innych – raczej przeciwnie.
                                      Ja natomiast niezależnie od tego mogę przypomnieć słowa krytyki Phila wobec
                                      Shaqa; odnośnie jego odłożenia operacji (za którą Shaq się później zrewanżował
                                      mówiąc, że Jax też mógł zoperować kamienie przed sezonem), czy jego nadwagi i
                                      ogólnej kondycji przekładających się na formę w grze (to a propos punktu,
                                      którego wciąż nie możesz zrozumieć – O’Neal grał słabiej nie dlatego, że Kobe
                                      mu nie podawał, tylko dlatego, że lepiej nie mógł). Co to zmienia w zakresie
                                      tego, kto jest ważniejszy dla zespołu? Trenerzy są od krytykowania i
                                      poprawiania błędów; np. ze 2 lata temu wkurzony Sloan wyrzucił z parkietu
                                      jednocześnie Stocktona i Malone’a – może to dowód, że obaj są mało ważnymi dla
                                      drużyny egoistami?

                                      > 12. Tex i MJ
                                      > Ja ten sam cytat: „There is no ‘I’ in team” słyszałem w
                                      > zupełnie innych
                                      > okolicznościach. Nie wiem, kto jest ich autorem. Jesteś pewien, że wymyślił
                                      to
                                      > Tex?

                                      Tak, jestem pewien. W jakich innych okolicznościach słyszałeś ten powszechnie
                                      znany cytat?
                                      A, już wiem; na pewno zamieszany w to był Kobe. :-)

                                      > Jak grałby Jordan razem z Shaqiem – zwłaszcza od jego debiutanckiego sezo
                                      > nu –
                                      > nie wiadomo. Bardzo łatwo mi sobie wyobrazić, że o ile drużyna by wygrywała
                                      (co
                                      >
                                      > nie jest specjalnie wyszukanym założeniem), to dobrze by współpracowali. W
                                      > końcu Jordan potrafił grać z największymi gwiazdami, patrz Dream Team w
                                      > Barcelonie, wcale nie zabiegając o palmę pierwszeństwa i dominację.

                                      Mówisz tak, bo najlepiej w Barcelonie grał Barkley? ;-)

                                      > Nie ma
                                      > podstaw, żeby twierdzić, że kłócili by się między sobą z Shaqiem.

                                      Dobrze wiesz, że drużyny typu All-Star (gdzie Kobe przecież już też oczywiście
                                      z powodzeniem grał) czy Dream Team rządzą się zupełnie innymi prawami niż
                                      normalne, grające z sobą dzień po dniu, składy. Natomiast co do Jordana w Bulls
                                      w podobnej sytuacji, co Kobe w Lakers: oczywiście możemy tylko dywagować,
                                      pamiętając jednak o powszechnie znanych ogromnych ambicjach MJ i chęciach bycia
                                      zawsze nr 1. Możesz twierdzić, że problemów by nie było, ale fakty są takie, że
                                      Kobe stanął przed taką próbą, której Jordan nigdy nie musiał przechodzić, i ją
                                      przeszedł; poświęcił się dla zespołu i dlatego nie można stawiać go niżej niż
                                      kogoś, kto nie musiał się tak poświęcać – to jedna z rzeczy, których wciąż nie
                                      możesz, czy raczej nie chcesz zrozumieć.
                                      • Gość: Wilt Do LB - II seria - cz. 6 IP: *.gov.pl 25.07.03, 15:23
                                        > 13. Fani Lakers
                                        > Calagan podparł się fanami Lakers na potwierdzenie tezy, że teraz liderem
                                        > Lakers jest KB, bo takie jest przekonanie wśród nich.
                                        > Więc ja odpowiadam, że ich przekonanie mnie mało obchodzi (pomijam to, że
                                        wielu
                                        >
                                        > z nich nie zna się na koszykówce, ale nie o to tutaj mi chodzi).

                                        Znów powiedz wyraźnie; czy prostujesz wymowę swych wcześniejszych sformułowań,
                                        sugerujących, że to akurat kibice Lakers jakoś wyjątkowo nie znają się na
                                        baskecie?

                                        > Każdy może mieć swoją opinię o drużynie, i mało mnie obchodzi twoje zdanie o
                                        > hierarchii w Kings.

                                        Uprzejme. A jak bardzo ma mnie obchodzić Twoje zdanie o hierarchii w Lakers?

                                        Możesz myśleć co chcesz, w końcu żyjemy w wolnym kraju. I
                                        > możemy się różnic w ocenie.
                                        > Piszesz tak, jakbym ja nie mógł wyrazić swojej opinii Lakersach, bo nie
                                        jestem
                                        > ich fanem. I kto tu siedzi w wehikule czasu? I to takim z okresu towarzysza
                                        > Wiesława.

                                        Ten „argument” lepiej chyba będzie litościwie przemilczeć. Pomyśleć, że Ty
                                        twierdziłeś, że schodzę z tematu, kiedy przywoływałem przykład Jordana…

                                        > 14. MJ i KB.
                                        > Nigdy, nigdzie nie napisałem, że MJ jest nieomylnym bogiem koszykówki, co
                                        > próbujesz mi wmówić i o czym tak często piszesz. Może dyktuje Ci to twoja
                                        > podświadomość? I może tak myślisz, tylko po prostu spychasz to do
                                        > podświadomości?

                                        Poczytaj sam siebie, kiedy uporczywie odmawiasz przyznania, że Jordan mógł
                                        kiedykolwiek źle pograć, a dostrzeżesz różnicę między swoim traktowaniem MJ jak
                                        boga a traktowaniem przeze mnie Kobego jako człowieka, któremu błędy się
                                        zdarzają. Poważnie porozmawialibyśmy, gdybyś mógł porzucić teksty w
                                        stylu: „Jordan nigdy (sic!) nie grał pod siebie”.

                                        > Nigdy i nigdzie nie napisałem, że KB „cały czas” (!) gra pod siebie
                                        > . Napisałem,
                                        > że „czasami” (!) przesadza. Ty potrafisz w jednym akapicie, próbowa
                                        > ć wmówić mi,
                                        > że napisałem jedno i drugie. Tymczasem, między tymi stwierdzeniami jest
                                        > różnica, tylko że ja jestem autorem tego drugiego. Więc uwagi o obiektywiźmie
                                        > zaadresuj najpierw do siebie.

                                        To garść Twoich cytatów tylko z tego wątku:

                                        > A dlaczego był problem z rotacją piłki po obwodzie????
                                        A no bo któryś z zawodników łamał wyćwiczone schematy, i zamiast podać piłkę do
                                        kumpla, tak jak to robiono na treningu, decydował się na samodzielne rzuty i
                                        akcje.
                                        Nie wiesz przypadkiem, który to zawodnik???
                                        *
                                        > Jeśli w drużynie jest tylko jeden zawodnik, który potrafi zdobyć ponad 35
                                        ptk., i dzięki niemu drużyna może odnieść zwycięstwo, to fakt, że oddaje on
                                        dużo rzutów nie jest samolubstwem.
                                        Jeśli w drużynie jest więcej takich zawodników, a jeden z nich na siłę próbuje
                                        grać sam, to ja to uważam za samolubstwo. Lub grę pod siebie.
                                        *
                                        > Bryant nie musi tego robić, ale
                                        często oddaje zbyt dużo rzutów.
                                        *
                                        > Kobe nienaturalnie próbuje takim liderem się stać, podczas gdy tak naprawdę
                                        liderem Lakers jest wciąż Shaq.

                                        *
                                        A w odpowiedzi na moje stwierdzenie, że Kobe po kryzysie w sezonie 2000/2001
                                        powściągnął swoje ambicje dla dobra drużyny (co widzą prawie wszyscy, także
                                        spoza Lakers – oprócz Kobe – haters):

                                        >Wilt, nie wciskaj mimochodem takich tekstów. Przecież to
                                        oczywista nieprawda.

                                        *
                                        A teraz przeprowadź ankietę wśród czytelników, jaki obraz Kobego wyłania się z
                                        Twoich tekstów; czy ktokolwiek odczytał je inaczej niż twierdzenie, że Kobe
                                        cały czas jest samolubem i gra pod siebie? Wątpię. Jeśli naprawdę miałeś na
                                        myśli coś innego, niż napisałeś, to możesz mieć pretensje tylko do siebie.

                                        > 15. AI i KB
                                        > Wydawało mi się to proste: jeśli w drużynie jest 1 gracz, który dobrze rzuca
                                        > to dajmy mu pograć. Jeśli w drużynie jest 2 dobrych graczy – nie niech ob
                                        > aj
                                        > grają i rzucają, a nie ograniczajmy się na rzecz jednego.

                                        Kobe ograniczał Shaqa?!!!

                                        > Czasami KB się do
                                        > tego nie stosował, co sam przyznajesz pisząc oględnie, że „mogły mu się z
                                        > darzyć
                                        > jakieś złe zagrania”.

                                        Shaqowi czy komukolwiek innemu się nie zdarzały?

                                        > Nikt nie zarzucał samolubstwa AI

                                        Zupełna nieprawda; i w odniesieniu do AI, i MJ.

                                        – bo nie ma obok niego żadnych zawodnikó
                                        > w jego
                                        > formatu. Tak samo było z MJ. Z KB jest inaczej. Takie jest moje zdanie, ale
                                        nie
                                        >
                                        > jest to tylko i wyłącznie moje zdanie. Nie pisz więc o moim subiektywiźmie.
                                        > Piszesz, że jednostronnie krytykuje KB. W tym wątku dyskutujemy właśnie o
                                        nim.
                                        > Jeśli założysz wątek – „samolubnie gracze w NBA” to możemy po
                                        > dyskutować o
                                        > innych. Jest ich paru. Więc po co komentarze o moim braku wiarygodności?

                                        LB, nie zachowuj się tak, jakbyś urodził się wczoraj, a dzisiaj po raz pierwszy
                                        pojawił się na forum. Nie; wirtualnie znamy się już parę lat, rozmawialiśmy na
                                        dziesiątki tematów, i wiemy, o czym nawzajem piszemy. Odśwież mi pamięć, bo ja
                                        nie przypominam sobie, żebyś prawdziwe czy rzekome samolubstwo innego gracza
                                        niż KB uczynił centralnym tematem choćby pojedynczego postu. Tymczasem o
                                        Bryancie piszesz ich dziesiątki, na kolejnych wątkach (patrz choćby niniejszy),
                                        w każdym kolejnym sezonie! I, co najśmieszniejsze, deklarujesz przy tym, że
                                        jestes obiektywny i w gruncie rzeczy cenisz Kobego! Miałbym w takim razie
                                        prośbę; przestań go cenić, bo z takimi przyjaciółmi to on i wrogów nie
                                        potrzebuje. ;-)
                                        • Gość: Wilt Do LB - II seria - cz. 7 IP: *.gov.pl 25.07.03, 15:24
                                          > 16. Skuteczność
                                          > Nie odgrzewam starych kotletów, że centrzy na ogół lepiej rzucają. To są
                                          fakty.
                                          >
                                          > I w związku z tym, skoro mają lepszą skuteczność – powinno się im częście
                                          > j
                                          > dogrywać piłkę niż tym co gorzej rzucają. To jest generalna uwaga, która
                                          > dotyczy graczy na wszystkich pozycjach.
                                          > Jeśli Jordan miałby w drużynie Shaqa bądź WC, to gdyby rzucał w niektórych
                                          > meczach sam, nie podając im piłki, to tak samo określiłbym jego grę
                                          > jako „samolubną”.

                                          No, stary, proszę po raz kolejny – bez wykrętów. Nie ma „w niektórych meczach”
                                          itd. Napisz wyraźnie, czy grając w jednej drużynie z Shaqiem lub Wiltem Jordan
                                          powinien, ze względu na oba argumenty, których używałeś - swoją mniejszą
                                          skuteczność z gry i mniejszą „unikalność” w porównaniu z tymi dominującymi
                                          centrami – być cały czas DRUGĄ OPCJĄ w ataku w stosunku do nich, dogrywającą im
                                          piłki. Jeśli odpowiesz „nie”, ucieszy mnie to ze względu na Bryanta (albo te
                                          argumenty są decydujące albo nie) – jeśli „tak”, ucieszy mnie ze względu na
                                          Wilta (jak można logicznie utrzymywać, że Jordan, skoro powinien być dla niego
                                          drugą opcją, jest lepszy od niego?). W obu przypadkach wygrywam :-) – a Ty
                                          możesz się znowu poskarżyć, jak przeinaczam Twoje myśli, podczas gdy tylko
                                          wyprowadzam z nich logiczne konsekwencje.
                                          *
                                          Gość portalu: LB napisał(a):

                                          > 17. LB i inne.
                                          > Piszesz, że ja wiem lepiej o motywacji KB. No cóż, jeśli wszyscy w mediach
                                          > trąbia o tym, że może pobić rekord meczów > 40, i on rzuca na potęgę, żeby t
                                          > o
                                          > zrobić, to nie trzeba być geniuszem, żeby się zorientować o co chodzi.
                                          Zresztą
                                          > sam to później przyznał. Więc, po co znowu piszesz tak, jakbym ja sobie coś
                                          > wyimaginował. Takie były fakty, których się ode mnie domagasz.

                                          Fakt jest taki, że dotyczyło to ostatniego meczu z 40-pts streak, o którym
                                          przecież właśnie sam tu napisałem! Niczego nowego więc do sprawy nie wnosisz,
                                          poza tworzeniem – paranoicznego, przyznasz – wrażenia, że kiedy akurat Kobe
                                          rzuca po 40 pkt., to źle (w przeciwieństwie do całej reszty graczy ligi,
                                          których za takie wyczyny się chwali). Niedługo się pewnie dowiemy, że kiedy
                                          Shaqa nie ma (jak był właśnie choćby przez część tego streaku!), 40 pkt. Kobego
                                          to też niedobrze i powinien więcej podawać… choć oczywiście wtedy
                                          skrytykowałbyś go, ze za dużo podaje.

                                          > Jeśli masz inną interpretacją słów Shaqa – z przyjemnością ją przeczytam.
                                          > KB jeszcze nie zdobył wszystkiego co chce. Np. jeśli zostanie obrońcą roku R
                                          > 11; na
                                          > pewno nie będę pisał o jego egoizmie.
                                          > Dla mnie wystarczy, że KB „zagrażał” zwycięstwu drużyny: czy to prz
                                          > ez chęć
                                          > zdobycia którejś tam asysty, czy przez rzuty na siłe. Taką grę, jaką
                                          > w „niektórych” (!) meczach prezentował uznaję za samolubną.
                                          > Jeśli jego gra jest naturalna i skuteczna (np. 12 trójek w meczu) – wtedy
                                          > można
                                          > tylko przyklasnąć. I zgadzam się, że kiedy Kobe gra lepiej i ma lepsze
                                          > statystyki (w tym także lepszą skuteczność), cały zespół gra lepiej i
                                          częściej
                                          > zwycięża. Problem w tym, że czasami mu się „gotuje głowa”, rzuca be
                                          > z sensu
                                          > tylko po to, żeby sobie zaliczyć jakiś rekordzik.

                                          Znów to samo; żadnych konkretów, a jedynie subiektywne wrażenia. Nagle
                                          oświadczasz, że streak po 40 pkt. to źle, a 12 trójek – dobrze (co może
                                          dziwić – przecież wtedy niedobry Kobe też bił rekord!). Równie dobrze mógłbyś
                                          napisać odwrotnie i miałoby to taką samą wartość poznawczą i siłę argumentacji.

                                          > 18. Forma Shaqa.
                                          > Zgadzam się, że przyczyną leżącą u podstaw wyniku LA jest forma Shaqa. Dla
                                          mnie
                                          >
                                          > to sygnał, że KB może być w najlepszej nawet formie a i tak nie pociągnie LA
                                          > wyżej niż w tym sezonie. Bo LA to wciąż drużyna, która spoczywa na barkach
                                          > Shaqa. I to od niego jeśli nie wszystko, to wiele zależy.

                                          Spoczywa na barkach – i Shaqa i Kobego (a jakbyś nie zauważył, to ostatnio
                                          bardziej Kobego) – a teraz na szczęście również Paytona i Mailmana.
                                          Co do Twojego rozumowania „Shaq zawiódł = Shaq jest ważniejszy”, muszę
                                          powtórzyć – aż do skutku – wcześniejszy tekst:
                                          Natomiast mówić, że Lakers przegrali, bo Shaq zawiódł i dlatego Shaq jest
                                          ważniejszy… Wiesz, czytałem interesujące porównanie: bilans Spurs w tym roku,
                                          kiedy Parker rzuca ponad 20 pkt. (prawie same wygrane) i kiedy nie, potrafiąc
                                          rzucić nawet 5 pkt. (stosunkowo dużo przegranych), co prowadziło do wniosku,
                                          ze jeśli Parker będzie zawodził, zespół nie będzie miał szans na mistrzostwo. Z
                                          tego punktu widzenia można by powiedzieć, ze dla wyników drużyny jest
                                          ważniejszy niż Duncan, który zawsze swoje 20/10 zaliczy. Ale coś mi się wydaje,
                                          że naprawdę nie o to chodzi…

                                          > Nigdzie nie napisałem, że wynik LA to wina KB. Znowu coś przekręcasz. KB był
                                          w
                                          > super formie – przed sezone zrobił masę, dobrze grał przez większość sezo
                                          > nu.
                                          > Napisałem tylko, że mimo to, Lakersi nie byli w stanie obronić tytułu.
                                          > Przeczytaj coś dokładnie – a nie pisz tego, co wydaje ci się, że ktoś móg
                                          > ł
                                          > napisać.

                                          Właśnie o to chodzi; najpierw pisałeś, że to wina Shaqa i jego słabej formy, a
                                          na tym wątku obciążasz Kobego, że to przez niego Diesel nie zdobywał po 35 pkt.
                                          (a gdyby tak było, przecież LAL na pewno obroniliby mistrzostwo), choć przecież
                                          nie był do tego zdolny, nawet gdy był w o niebo lepszej formie niż teraz!

                                          • Gość: Wilt Do LB - II seria - cz. 8 IP: *.gov.pl 25.07.03, 15:25
                                            > 19. Ofensywa
                                            > Jeśli w drużynie jest 1 strzelec, to może on rzucać więcej i mnie podawać do
                                            > innych niż w przypadku gdy ma obok siebie innego dobrego strzelca. Czy to
                                            jest
                                            > jakaś dziwna teoria? Co w niej dziwnego?
                                            > Czy wg ciebie jest jakaś ilość rzutów, która uprawnia do określenia kogoś
                                            > egoistą? Ile to rzutów?

                                            Po co piszesz takie rzeczy, nie mające nic wspólnego z moimi wypowiedziami? To
                                            ja się pytałem, i nie dostałem odpowiedzi: czy, jak wskazują Twoje posty, kiedy
                                            ktoś jest samotną gwiazdą w drużynie, już nie może być nazwany egoistą, nawet
                                            oddając po np. 35 rzutów?

                                            A jeśli już wprowadzasz wątek konkretnej liczby rzutów, młody Jordan i Iverson
                                            są właśnie tu w czołówce wszechczasów. Wprowadzając więc temat progów,
                                            strzelałbyś więc znów gola do własnej bramki, bo jakie by one nie były, ci dwaj
                                            by się w nich mieścili ;-).

                                            > Ofensywa Sixers jest jednostronna, a dlaczego tak się stało, to mnie to już
                                            nie
                                            >
                                            > interesuje. Czy wymyślono ją pod Iversona, czy też wyrzucono Stacka, Hughesa
                                            i
                                            > Kukoca bo nie pasowali do istniejącej już koncepcji to jest akurat w naszej
                                            > dyskusji nieistotne. Ważne, że na boisku jest jeden gracz, który potrafi
                                            > rzucać, a reszta nie.
                                            > Notabene: gdyby w drużynie grali ci gracze, a AI nadal tyle rzucał co teraz,
                                            to
                                            >
                                            > też byłby podstawy do nazwania go samolubem. Chociaż ci gracze to nie klasa
                                            > Shaqa.

                                            No nie, LB: tu już bijesz sam siebie! Rozumiem, że gdyby Kobe powiedzmy w 2001
                                            doprowadził do wymiany Shaqa za pakiet w stylu Kemp czy Vin Baker + fillers,
                                            rujnując szanse Lakers na kolejne mistrzostwa, ale za to mając już wszystkie
                                            rzuty tylko dla siebie, to nie byłoby WCALE egoistyczne w porównaniu z tym
                                            strasznym przestępstwem, że czasem ośmiela się szukać własnego rzutu zamiast
                                            podawać do Shaqa, i odtąd egoistą już byś go nie nazywał?! Fakty są takie, że
                                            ładnych parę obiecujących duetów rozpadło się z powodu wewnętrznych konfliktów
                                            i walki o piłkę: Iverson – Stackhouse, Garnett – Marbury czy V. Carter –
                                            McGrady. Jeden się nie rozpadł – Shaq – Kobe – dlatego, że Kobe był w stanie
                                            ograniczać swoje osobiste ambicje, co zaowocowało mistrzostwami Lakers. Teraz
                                            niektórzy fani i dziennikarze mogą się użalać nad AI, KG i T-Macem, jacy są
                                            biedni nie mając wartościowych partnerów (tak jakby nie mieli w tej sprawie
                                            żadnego wyboru), a za to Kobe z Shaqiem ma łatwo – a z drugiej strony Ty
                                            możesz oskarżać o egoizm akurat tego i tylko tego, który w swoim postępowaniu
                                            najmniej z nich wszystkich go wykazał – Bryanta. Pogratulować sprawiedliwości i
                                            wyczucia proporcji! :-(

                                            > 20. Klasyka
                                            > Daleko mi do ciebie w konstruowaniu własnych interpretacji tego, co ktoś inny
                                            > miał na myśli. To jest dopiero klasyka.

                                            Bóg zapłać :-) – aczkolwiek wciąż Ci jeszcze nie dorównuję; nie twierdzę, jak
                                            Ty o Shaqu, że ktoś miał na myśli coś zupełnie odwrotnego niż powiedział.

                                            > Pzdr,
                                            > LB

                                            LB, jedno mnie zastanawia, gdy tak patrzę wstecz na tę całą dyskusję – po co w
                                            ogóle ją zaczynałeś, mając tak mało do powiedzenia rzeczy sensownych i nie
                                            powtarzanych już przedtem dziesiątki razy? Nie oceniam tak dlatego, że się ze
                                            mną nie zgadzasz, bo np. w dyskusjach Jordan – Wilt wypowiadałeś się na
                                            znacznie wyższym poziomie, ale teraz? My z calaganem przytaczamy fakty,
                                            statystyki, konkretne wypowiedzi, a Ty na to w sumie odpowiadasz, że wprawdzie
                                            Kobe nie zagroził realnie żadnemu zwycięstwu Lakers, ale „zagrażał”; że Shaq
                                            nazwał KB MVP zespołu, ale na myśli miał coś przeciwnego; że wprawdzie Lakers
                                            przegrali przez słabą formę Shaqa, ale gdyby nie zły Kobe, to Shaq – w tej
                                            słabej formie! – wyciągałby po 35 ppg, i tak dalej w ten deseń. A potem dziwisz
                                            się, że fanów Lakers denerwują takie posty…
                                            Jakie więc mogą być przyczyny takiego wystąpienia ni stąd ni zowąd (bawiłeś się
                                            w moją psychoanalizę, więc chyba i ja mogę pobawić się w twoją ;-))? Może to,
                                            że wykazałem, jak wyraźnie nowy skład Lakers przewyższa potencjałem dawnych
                                            Bulls, nawiązując do wielkich drużyn lat 80. (tu się nie martw; może kłopoty
                                            prawne KB i Paytona sprawią, że ten potencjał się nie zrealizuje :-( )? Ale
                                            główny powód jest chyba inny, ten sam co zwykle: chęć zdeprecjonowania Kobego
                                            (może zresztą podświadoma i naprawdę wierzysz, że oceniasz go obiektywnie) jako
                                            zawodnika najczęściej wymienianego jako następcę Twojego MJ, o którym złego
                                            słowa nie dasz powiedzieć, nie mówiąc o przyrównywaniu do niego kogokolwiek. W
                                            ten sposób Twoim przesadnym pochwałom Jordana odpowiadały, odpowiadają i będą
                                            odpowiadać przesadne krytyki Bryanta. Ktoś mógłby powiedzieć, że jedno
                                            wyrównuje drugie i w sumie pozostajesz obiektywny ;-) – ale, powtarzam: widać,
                                            jak w sprawie akurat tych dwóch graczy nie jesteś w najmniejszej mierze
                                            obiektywnym sędzią.

                                            Tu mógłbyś wziąć przykład z mojej skromnej osoby ;-) – może mnie trochę
                                            irytować, gdy niektórzy mało znający historię mówią, że Shaq jest równie dobry,
                                            czy nawet lepszy od Wilta; ale nie powoduje to, że deprecjonuję Shaqa, tylko
                                            spokojnie wyjaśniam, dlaczego Wilt był jeszcze lepszy.

                                            Uff, długo bym jeszcze mógł o tym wszystkim pisać, np. wracając do wątków,
                                            które pominąłeś w tej ostatniej serii odpowiedzi, ale już mi się nie chce,
                                            współforumowicze nawołują do ograniczenia się, a Ty częściowo odkupiłeś swe
                                            winy ładną tapetą z Kobem... ;-) Idź i nie grzesz więcej; a na przyszłość
                                            kiedy zaczniesz krytykować Kobego – czego oczywiście nie zaprzestaniesz –
                                            wspomnij czasem, choćby dla zachowania pozorów, i o innych z ładnych paru
                                            supergwiazd ligi i trzystu kilkudziesięciu jej graczy ogółem.

                                            Pzdr
                                            • Gość: Wilt MJ w Wizards - garść cytatów IP: *.gov.pl 25.07.03, 15:27
                                              Younger Wizards like new system


                                              By John N. Mitchell
                                              THE WASHINGTON TIMES


                                              Other than an occasional off-the-record comment by Jerry Stackhouse, most
                                              of the Washington Wizards detested the way they were forced to play basketball
                                              last season but kept their feelings to themselves.
                                              When they wanted to get out and run, then-coach Doug Collins preferred the
                                              team walk the ball up — often waiting for Michael Jordan to shoot.
                                              That is why yesterday was so important to many of the young players who are
                                              participating in the team's four-day minicamp at MCI Center.
                                              "I love it," second-year guard Juan Dixon said of coach Eddie Jordan's
                                              offense. "It's my type of game. A lot of movement, a lot of screens off the
                                              ball. Everybody gets the ball in the offense. You have to be able to handle the
                                              ball. All in all, I like what he's doing."
                                              Jordan was head coach in Sacramento for 15 games of the 1996-97 season and
                                              the entire 1997-98 campaign, compiling a 33-64 record before joining New Jersey
                                              as an assistant. However, the low-key Jordan said his transition back to head
                                              coach has not been overwhelming.
                                              "I've done a lot of that in my time," Jordan said. "It's a normal feeling.
                                              Right now we are teaching a lot. This is a point where we want to see what guys
                                              can do, what their skill level is. We are evaluating, but at the same time we
                                              are teaching.
                                              Jordan's motion offense likely will be more uptempo when the season begins,
                                              and his approach to the game — according to some players who are getting to
                                              know him — will be more conducive to communication between players and coach —
                                              something Kwame Brown said was non-existent under Collins.
                                              No player took more of a verbal beating the last two seasons from both
                                              Collins and Michael Jordan than Brown, who has yet to live up to the billing
                                              that made him in 2001 the first high school player in league history drafted
                                              No. 1.
                                              Yesterday for the first time, Brown acknowledged that both he and Collins
                                              cursed each other during a game. He doesn't expect that kind of antagonism to
                                              happen with Jordan because communication "with him doesn't seem like it's going
                                              to be a one-way street.
                                              "You have a guy like Eddie, he's a totally different style than Doug,"
                                              Brown added. "I haven't spent much time with him but he's a guy who lets you
                                              speak a little bit more. I think he wants you to voice your opinion so he can
                                              find out what works better for you and what helps the system."
                                              And this suits Brown perfectly.
                                              "I feel more comfortable now voicing my opinion," he said. "He doesn't seem
                                              like he's going to come crashing down on me once I say something he disagrees
                                              with. It's going to be a situation where a player and coach can communicate in
                                              a respectful manner and the coach doesn't try to step on anybody's toes. Last
                                              year as a whole, guys didn't even want to show up for work. Everybody felt
                                              disrespected, like they were backed into a corner."
                                              Later in the day, Wizards general manager Ernie Grunfeld met with free
                                              agent Speedy Claxton, one of the players the Wizards are considering adding to
                                              the roster at point guard. The Wizards have not given up on re-signing Tyronn
                                              Lue. However, Lue has been in contact with at least "six or seven other teams,"
                                              according to his agent, Andy Miller.
                                              "We had a good meeting," Grunfeld said of Claxton. "He came down to visit
                                              with us because he lives nearby in [Philadelphia]. So it was convenient for
                                              him."
                                              The Wizards also are reported to be interested in Antonio Daniels, Kenny
                                              Anderson and possibly Darrell Armstrong.
                                              Meanwhile, top pick Jarvis Hayes, the No. 10 player drafted overall, has
                                              not signed his contract. According to a source with knowledge of the situation,
                                              Jarvis, who will play for the Wizards in Boston's Pro Summer League, will sign
                                              later this summer.



                                              Quick question results

                                              What will Michael Jordan's legacy with the Wizards be?

                                              39.66%
                                              The entire Washington experience has tarnished Jordan's image and legacy.
                                              27.17%
                                              Proved he was still an All-Star caliber player at age 40.
                                              19.88%
                                              Breathed much-needed life into a downtrodden franchise.
                                              13.29%
                                              Washington is in worse shape now than it was prior to Jordan's arrival.
                                              Total Votes:5875

                                              Transition Game
                                              At 40, Michael Jordan is job hunting. Is he a good hire?
                                              By L. Jon Wertheim
                                              Scarcely had Michael Jordan left the NBA than he was back, once again the most
                                              talked-about man in basketball. The New York Times reported last weekend that
                                              Jordan was close to breaking ties with the Wizards, which led to news that he
                                              may hook on with the expansion Charlotte franchise, owned by Jordan's friend
                                              Robert Johnson.
                                              Whichever front office hires Jordan
                                              • Gość: Wilt MJ w Wizards - garść cytatów - cz. 2 IP: *.gov.pl 25.07.03, 15:32
                                                As for a position with Charlotte (or any other franchise), one wonders what
                                                capacity would suit Jordan. He hasn't distinguished himself as a talent
                                                evaluator, and it seems doubtful he would sublimate his ego and accept
                                                a "consultant" role bereft of power.
                                                After Jordan's final game last month, Jerry Stackhouse, one of the few
                                                Washington players publicly critical of His Majesty, announced that a "new era"
                                                was at hand. He may not have known how right he was.
                                                *

                                                (MSNBC)

                                                Jordan needs to take some responsibility


                                                Wizards’ failings rest in part
                                                with their former executive

                                                COMMENTARY
                                                May 9 — Michael Jordan lost a job because his boss didn’t like what he was
                                                doing, a quite common career reversal that happens to people all the time,
                                                especially in basketball, but apparently it’s not supposed to happen to Michael
                                                Jordan. Why? What exempts him from everyday setbacks, and accountability for
                                                his own role in them?

                                                THE DECISION BY Washington Wizards owner Abe Pollin not to
                                                rehire Jordan as president of basketball operations couldn’t possibly be the
                                                result of a personal failing on Jordan’s part. It must be something more
                                                sinister. If you listen to John Thompson on the radio, or to Jordan’s friends
                                                and associates, it’s everybody else’s fault, everybody but Jordan’s. It was a
                                                conspiracy, a sandbagging, a political plot.
                                                “Basically it was a very, very tough decision but I made the decision by
                                                myself and I made it for what I thought was best for the franchise,” Pollin
                                                said in a phone interview yesterday. “Now, I can take the heat. But I’m not
                                                going to get into any tit for tat with anybody. That’s not my style, never has
                                                been and never will be.”












                                                • Read more by Sally Jenkins





                                                One of the more popular sentiments around town yesterday was that Jordan
                                                was “exploited” by Pollin, a charge leveled by Thompson and echoed in a column
                                                by my friend and colleague Michael Wilbon. According to that view, Jordan was
                                                used for two seasons to put people in the seats, and then Pollin discarded him.
                                                Much as I respect Thompson and Wilbon, this inflammatory crack very
                                                conveniently shifts attention from Jordan’s actual performance as an executive
                                                and places it unfairly on Pollin’s character.
                                                “I want to make one thing real clear,” Pollin said. “I spent my life in
                                                this city that I love, and I’ve been involved with all kinds of citizens, and
                                                in its growth, and I’ve been involved with its rebirth. I put everything I own
                                                and created all on the line to build the MCI Center, to be the catalyst to
                                                revive the nation’s capital. So for people like John Thompson to come up with a
                                                bogus racial innuendo is offensive to me . . . and really beneath him. And one
                                                more thing. I have never lied in my life and I did not lie to Michael Jordan.”
                                                To say that Jordan was “exploited” is not just to demean Pollin, but to
                                                demean Jordan too, to suggest that the richest and most powerful athlete in
                                                modern history, one who prides himself on his shrewdness, couldn’t take care of
                                                himself in a business deal. Frankly, if that’s the case, Jordan had no business
                                                running a team. It also ignores the pertinent fact that Jordan’s comeback as a
                                                player revived his flagging businesses and endorsement deals — his latest
                                                signature shoes go for $175. Maybe he should have paid more attention to his
                                                relationship with his owner than his corporate relationships with Nike and
                                                Gatorade.



                                                One reason Pollin let Jordan go was vividly illustrated on the front
                                                pages of newspapers yesterday: photos showed Jordan spinning away from MCI
                                                Center in his convertible. Note the tag on the Mercedes. Is it D.C.? Maryland?
                                                Virginia? No, it’s Illinois, which promised the same lack of commitment to the
                                                team that he had the last time he was an absentee executive. Mystery solved.
                                                Pollin owes something to Jordan for filling seats? Yes. He owes him
                                                exactly what he agreed to pay him. This is a business we’re talking about here.
                                                The problem was, people were coming to see Michael, but the team was losing. It
                                                was like an old-time exhibition tour by Babe Ruth.
                                                Jordan defenders say that at least he created buzz, even in a suit on a
                                                losing team. But if Jordan’s mere buzz is so vital to the franchise and to the
                                                town, why doesn’t the Smithsonian set up a Michael Jordan diorama, like the
                                                ones for cave men and forest Indians? Except he’d be live, shooting baskets, or
                                                sitting in a convertible, or maybe holding sway at a mock-up of a table at Cafe
                                                Milano.
                                                All Jordan had to do to keep his job was produce a winning team instead
                                                of a losing, downward spiraling one. If he had done that he’d have been
                                                untouchable. Instead he rebuilt the roster to no improvement, and was an agent
                                                of dissension among his own players and staff. It was a Jordan production start
                                                to finish. As one source says, “If Michael Jordan had won, Abe Pollin would
                                                have had no choice but to bring him back.”
                                                Instead, Jordan lost and then subtly — but habitually — blamed others
                                                for the Wizards’ failures. It was as though he had a knee-jerk compulsion to be
                                                the hero of every situation, and when he wasn’t, he quietly shoveled the
                                                responsibility on others. One especially neat trick was to put distance between
                                                himself and his No. 1 draft pick, Kwame Brown. When it became apparent Brown,
                                                the first player ever chosen No. 1 out of high school, needed remedial work,
                                                his associates whispered that Brown wasn’t really Jordan’s choice, others had
                                                talked him into it.



                                                Enough with the whispers. And enough with Jordan’s contention
                                                that he wasn’t to be blamed if the deadbeats around him refused to dive for
                                                loose balls. Jordan handpicked the team. If the players were deadbeats, exactly
                                                who is accountable for that? The exec, that’s who.
                                                You can’t be both unsuccessful and arrogant and expect to keep your job,
                                                in any business. And apparently Jordan treated Pollin and his Washington Sports
                                                and Entertainment staff with arrogance. “From early on, you could see by the
                                                whispers and looks that Michael ‘tolerated’ working for Pollin,” one source
                                                says. “He came into it looking at his watch, wondering when [Pollin’s tenure]
                                                was going to be over.”
                                                Absent victories, what was Pollin supposed to do? Accede to Jordan’s
                                                expectations even if it was to the detriment of the franchise, just because he
                                                was Michael Jordan? “I can’t speak to what Michael Jordan expected or didn’t
                                                expect,” Pollin says. “I made a decision.” What sign did he have that Jordan
                                                was going to work at becoming a better basketball executive? If Pollin should
                                                have more patience, as some argue, then maybe Jordan should have been more
                                                respectful to a majority owner, one who is weary of 15 years of losses.
                                                The Wizards’ next move, Pollin says, is to search for a president of
                                                basketball operations and to fill the job “as quickly as possible.” Pollin, who
                                                said he has at least a half-dozen candidates in mind, spent yesterday on the
                                                phone seeking advice and recommendations from around the league, and included
                                                in his conversations were Commissioner David Stern and New Jersey Nets exec Rod
                                                Thorn, who has done for New Jersey what seems impossible around here at the
                                                moment: dragged a team out of the historical depths by making a couple of lucid
                                                trades and finding a smart, young coach.



                                                • Gość: Wilt MJ w Wizards - garść cytatów - końcówka IP: *.gov.pl 25.07.03, 15:34
                                                  I jeszcze urwał się kawałek ostatniego artykułu:

                                                  “I’m looking for the best brains in basketball,” Pollin said. “The best, most
                                                  knowledgeable person to turn my franchise around, so people will be excited
                                                  again.”
                                                  Jordan’s replacement will, almost inevitably, lack the projection-sized
                                                  image he cast, and will no doubt dull by comparison. But just maybe the Wizards
                                                  can find a nuts-and-bolts bore, some guy without buzz, who actually knows how
                                                  to put the pieces of a team together, who will eyeball talent, travel, juggle
                                                  salary implications, stroke egos and do the tedious but requisite briefcase
                                                  work that it takes to build a winning team. Whoever he is, if he can’t get it
                                                  done, then he should take responsibility for the failure and gracefully move on.

                                                  Więc przy okazji przypomnę jeszcze bilans przygody Jordana z Wizards:

                                                  Working against Jordan is his record. The Wizards are 110-179 over 3 seasons
                                                  since he became the top decision-maker - he still essentially ran the team
                                                  while he was playing. He acquired every player on the current roster except
                                                  Jahidi White, yet the Wizards just finished 37-45 for a second season.
                                                  • Gość: Wilt Zakończenie - do wszystkich uczestników dyskusji IP: *.gov.pl 25.07.03, 15:36
                                                    Może nie uwierzycie mi na słowo :-), ale w odpowiedzi na Wasze apele skróciłem
                                                    powyższą serię postów w porównaniu do tego, co mógłbym jeszcze napisać
                                                    dotknięty niecnymi insynuacjami LB wobec Bryanta.

                                                    Capulet: ja też gratuluję przebrnięcia przez naszą wymianę postów. Jestem
                                                    bliski Twoim opiniom: mimo, że nie lubię MJ, dostrzegam obiektywne podobieństwa
                                                    między zachowaniem jego a Bryanta, i w pozytywnym i negatywnym zakresie, co
                                                    właśnie różni mnie od LB, który najchętniej zrobiłby z Jordana nietykalną
                                                    kapliczkę – gracza, który nie rywalizował o tytuły króla strzelców (!), czy
                                                    NIGDY nie grał pod siebie (!!!). Aczkolwiek z satysfakcja widzę, że w poście do
                                                    Ciebie trochę zmienił retorykę, ale wciąż coś tam rzeźbi o „odmiennej budowie”
                                                    zespołów z 1 i 2 gwiazdami jako czynniku uniemożliwiającym jakoby krytykowanie
                                                    za egoizm MJ, czy że Kobe idzie „w przeciwnym kierunku”, odchodząc od
                                                    zespołowości.

                                                    A propos, LB; nawet przyjęcie takich kazuistycznych rozróżnień nie ratuje
                                                    Jordana przed krytyką: w jakim kierunku w takim razie szedł on zagarniając dla
                                                    siebie coraz więcej rzutów w Wizards, zespole zbudowanym jak najbardziej a la
                                                    Lakers na zasadzie 2 gwiazd, zdolnych zdobywać podobną liczbę punktów (tylko
                                                    Stackhouse nawet więcej)?

                                                    Calagan: krótkie pytanie na czasie: who the *** is Jamal Sampson? ;-)

                                                    Wally: o Wolves napiszę w twoim wątku o nich.

                                                    Pzdr
                            • Gość: LB Re: Do LB - II seria - wstęp IP: 217.11.142.* 28.07.03, 12:52
                              > Gość portalu: LB napisał(a):
                              >
                              > > Wilt, odpowiedz mi proszę na jedno krótkie, i moim zdaniem proste,
                              > pytanie: "Czy Kobe Bryant miał w tym sezonie mecze, w których grał
                              > egoistycznie?"
                              > Napisz krótką, nie odwołującą się do historii, Larrego Birda, Magica
                              Johnsona,
                              > Wilta Chamberlaina, Orlando Wooldrige'a czy Michaela Jordana odpowiedź.
                              >
                              >
                              > Dzięki,
                              > LB


                              Gość portalu: Wilt napisał
                              (a):
                              >
                              > Tak.




                              Dzięki Wilt,

                              To wszystko czego chciałem na ten temat od Ciebie się dowiedzieć, i to wszystko
                              co chciałem na ten temat powiedzieć.

                              Nie widzę sensu by kontynuować dyskusję, bo ty masz swoje zdanie i dodatkowo
                              jeszcze wiesz lepiej niż ja jakie jest moje zdanie.

                              Pzdr,
                              LB
                    • Gość: LB Re: Do Wilta IP: 217.11.142.* 18.07.03, 15:36
                      Wilt,

                      Bardzo podoba mi się twoja umiejętność przekręcania czyichś wypowiedzi i
                      nadawania im takiej interpretacji i wydźwięku, jaka akurat ci pasuje. Niestety
                      nie ma ona wiele wspólnego z rzetelnością i obiektywizmem dyskusji. Nie
                      spowoduje ona także, że po zastosowaniu takich „tricków” racja znajdzie się po
                      twojej stronie.

                      Nie będę odpisywał na twoje argumenty bezpośrednio je cytując, bo moja
                      odpowiedź składałaby się również z conajmniej 9 części, więc po prostu
                      ponumeruję swoje uwagi do twojego tekstu.

                      A zatem:

                      1. Bird i Magic krytykujący Jordana.
                      W tym aspekcie nie mogę podjąć z Tobą dyskusji, bo po prostu nie mam wiedzy o
                      takich zachowaniach ze strony Birda i Magica. Nie wiem czy rzeczywiście tak
                      mówili. Ja, nigdy o tym nie słyszałem. Masz może jakieś źródło do tego?
                      Co możesz powiedzieć o ich motywacjach przy tych wypowiedziach? Wszka Bird był
                      niezłym trash-talkerem...

                      2. Wartościowi zawodnicy w Bulls po przyjściu Jordana.
                      Jak sam słusznie zauważyłeś – nie byli to geniusze. O ile Wooldrigde jeszcze
                      coś potrafił zagrać w ataku, to Oakley był raczej graczem od gry w obronie.
                      Grant i Pippen przyszli później i też nie od razu zaczęli być wartościowymi
                      graczami. Generalnie zatem – w czterech pierwszych sezonach w Bulls Jordan nie
                      miał przyzwoitych graczy u boku, którzy pomogliby mu pociągnąć ofensywę Byków.
                      I tutaj jedna uwaga – moim zdaniem Jordan rzucał, ponieważ nie miał komu
                      podawać (nie miał partnerów choćby w części tej klasy jak Shaq). Kobe mógłby
                      więcej dogrywać do Shaqa – a skoro zdarzało mu się, że tego nie robił, tylko
                      sam na siłę forsował rzuty – to dla mnie oznacza, że grał samolubnie. Takie
                      jest moje zdanie.
                      Jeśli KB przeszedłby teraz do Memphis i oddawał po 30 rzutów w meczu, i
                      większość z nich trafiał, to nie napisałbym, że gra samolubnie.
                      Doskonale rozumiem, że Shaq nie zdobędzie 70 puntków, ale połowę z tego – bez
                      problemów. Wystarczy tylko podać mu kilka razy piłkę częściej niż dotychczas.

                      3. Shaq i KB – kto jest lepszy?
                      Waszym zdaniem KB, moim zdaniem Shaq. Jego wolałbym mieć w drużynie, na dziś, a
                      nie KB.
                      Jeśli ktoś ma wyższą skuteczność rzutów z gry, to jest to dla mnie najbardziej
                      oczywisty argument za tym, żeby mu podawać piłkę częściej niż do zawodnika,
                      który ma gorszą skuteczność. Skuteczność z rzutów wolnych nie jest bezpośrednim
                      argumentem za tym, żeby częściej podawać do takiego zawodnika (lepiej
                      rzucającego wolne) – no chyba że w końcówkach (aczkolwiek trzeba przyznać, że
                      Shaq w końcówkach meczów na styku jest bardzo skuteczny z linii osobistych).
                      Powstrzymam się od komentarza o Chamberlainie, bo nie chce rozpoczynać kolejnej
                      debaty na jego temat.

                      4. Komentarz Granta.
                      Nie mogę napisać, że to nieprawda, ponieważ nigdy takiej opinii ze strony
                      Horace’a nie słyszałem. Czy masz może jakieś źródło do tego? (chciałbym
                      zweryfikować swoją wiedzę na temat Bulls)

                      5. Wyścig z Shaqiem.
                      Nazwanie tego „wyścigiem” sugeruje, że Jordan na siłę walczył i rzucał, żeby
                      tylko być lepszym od Shaqa. Tymczasem ja pamiętam ten sezon i, tak ja
                      napisałem, nie pamiętam, aby Jordan na siłę przebywał na boisku dłużej niż
                      potrzeba, żeby tylko zrobić średnią punktową. W ten sposób każdą rywalizację, w
                      każdej kategorii: zbiórki, punkty, asysty, możesz nazwać wyścigiem. Jak choćby
                      wyścig Kobego z T-Mac’iem.
                      Wszyscy mówili o tym, że Krause nie przedłuży kontraktu z Philem, a z tym
                      wiązało się odejście Jordana i reszty. Szeroko mówiło się, że jest to
                      ich „ostatnie tango” (tudzież „last dance”). Nie wiem czemu zaprzeczasz – niby
                      pamiętasz rzeczy z połowy lat 80. (komentarze Birda i Magica), a nie pamiętasz
                      wydarzeń sprzed 5 lat. Dziwne? Selektywna pamięć?

                      6. Jordan chce zdominować KB w All Stars.
                      KB – jako nieopierzony młokos, nie był dla niego żadnym wyzwaniem. Ot, po
                      prostu kryli się nawzajem w rozrywkowym meczu bez żadnej stawki. Trochę
                      pograli, pośmiali się i pojechali do domów. Ale „tropiciele sensacji” próbują
                      się doszukać jakiegoś podtekstu i dopisać historię, jak to zły Mike chciał
                      zadręczyć biednego, utalentowanego KB. Śmieszne.

                      7. Rywalizacja Jordana z Wilkinsem
                      Widzę, że twoja wiedza historyczna i teoretyczna o koszykówce nie idzie w parze
                      z wiedzą praktyczną. Grywasz czasami w kosza?
                      Otóż moim zdaniem można rywalizować z kimś i starać mu się pokazać, że jest się
                      lepszym, a jednocześnie nie grać samolubnie. Jak? Otóż można przeciwnika
                      ograniczyć w ataku poprzez dobrą grę w obronie. I to zawsze robił Jordan –
                      zawsze krył tych zawodników, którym chciał coś udowodnić: Wilkinsa, Drexlera,
                      Magica, Dumarsa, potem Paytona i innych. Oprócz tego, że wrzucał kolesiowi
                      mnóstwo punktów, to jeszcze powstrzymywał go w ataku. I w tym sensie jego
                      bezpośrednie pojedynki nie są tożsame z samolubną grą z jego strony, jak
                      również przynosiły pożytek jego drużynie.
                      Nie pisz, że wg. mnie samolubnie grają gracze, których nie lubię, bo to nie
                      prawda. Jest wielu graczy, których nie cierpię, ale nie mówię, że grają
                      samolubnie – najlepszy przykład – Jason Kidd.
                      Nie wiem też, dlaczego uważasz, że nie przepadam za KB? Myślisz, że tylko
                      dlatego, że nie jestem jego zagorzałym fanem i go krytykuję za jeden z aspektów
                      jego gry, to zaraz jestem „Kobe-hater”? Zdecydowanie upraszczasz sprawę. Wiele
                      razy pisałem, że KB ma wielki potencjał i jeśli ktokolwiek może być „następcą
                      Jordana” (to oczywiście termin, którego nie jestem zwolennikiem), to on jest
                      tego najbliższy.

                      8. Ambicje KB powściągnięte po przyjściu Shaqa.
                      Jeśli pamiętasz – to obaj zawodnicy przyszli do Lakersów w tym samym sezonie.
                      Jak zatem KB mógł powściągnąć swoje ambicje po przyjściu Shaqa? Dziwne, że
                      takie pomyłki zdarzają sie takiemu znawcy historii Lakers. Poza tym jakie
                      ambicje? Piszesz tak, jakby KB przed przyjściem Shaqa był gwiazdą Lakers,
                      rzucał po 30 ptk, a potem wraz w pojawieniem sie Shaqa, zgodził się na
                      zdobywanie 20 ptk. Gdyby tak było, to nigdy bym nie byłoby dyskusji o
                      jego „graniu pod siebie” w niektórych meczach.
                      Tymczasem Shaq, gdy przychodził do LA był uznaną już gwiazdą ligii, zaś KB
                      nastolatkiem - rookie, o którym wiadomo było tylko, że ma talent. Jak zatem
                      możesz pisać takie bzdury, że KB „powściągnął swoje ambicje po przyjściu
                      Shaqa”. KB w pierszym sezonie rzucał po 7.6 punkta ma mecz, wyszedł tylko 7
                      razy w pierszej piątce w pierwszych 2 sezonach (na 150 meczów) – dla porównania
                      Shaq: ponad 26 punktów, wszystkie mecze w pierwszej piątce. Co miał powściągać
                      KB? W czym to niby się ograniczył?
                      Jego ambicje natomiast wypłynęł nieco później – kiedy zaczął już coś grać –
                      czyli jak słusznie zauważyłeś w sezonie 2000/2001. Czy on je powściągnął, czy
                      je utemperowano – to już inna sprawa.

                      9. Zaufanie do partnerów z drużyny.
                      Jordan nigdy nie miał u swojego boku takiego gracza jak Shaq. KB natomiast ma
                      go w drużynie. Przyznasz chyba, że Shaq jest graczem wielkiego formatu. I ja
                      nie mogę zrozumieć, dlaczego KB zamiast próbować z nim grać, próbuje w
                      niektórych meczach samodzielnych popisów. Nie wiem co w tym subiektywnego?
                      Jordan nigdy nie zrezygnował z bycia pierwszą opcją, bo niby na czyją rzecz
                      miałby zrezygnować? Był graczem, którego nikt nie był w stanie zatrzymać. Można
                      się zastanawiać, co by było gdyby np. grał z Shaqiem, ale to jest „gdybanie”.
                      AI, T-Mac czy KB mogą tylko pomarzyć o osiągnięciu takich średnich jakie miał
                      MJ. Przypominam ci też, że MJ zdobywał tytuł króla strzelców także w 2 połowie
                      lat 80. Czy wówczas i na początku lat 90. konkurencja też była mniejsza niż
                      obecnie?
                      A odnośnie mojego obiektywizmu – czy jeśli piszę, że przyjście Malone’a i
                      Paytona do Lakersów uważam za pozytywne i bronię na forum ich de
                      • Gość: LB Re: Do Wilta - 2 IP: 217.11.142.* 18.07.03, 15:37
                        9. Zaufanie do partnerów z drużyny.
                        Jordan nigdy nie miał u swojego boku takiego gracza jak Shaq. KB natomiast ma
                        go w drużynie. Przyznasz chyba, że Shaq jest graczem wielkiego formatu. I ja
                        nie mogę zrozumieć, dlaczego KB zamiast próbować z nim grać, próbuje w
                        niektórych meczach samodzielnych popisów. Nie wiem co w tym subiektywnego?
                        Jordan nigdy nie zrezygnował z bycia pierwszą opcją, bo niby na czyją rzecz
                        miałby zrezygnować? Był graczem, którego nikt nie był w stanie zatrzymać. Można
                        się zastanawiać, co by było gdyby np. grał z Shaqiem, ale to jest „gdybanie”.
                        AI, T-Mac czy KB mogą tylko pomarzyć o osiągnięciu takich średnich jakie miał
                        MJ. Przypominam ci też, że MJ zdobywał tytuł króla strzelców także w 2 połowie
                        lat 80. Czy wówczas i na początku lat 90. konkurencja też była mniejsza niż
                        obecnie?
                        A odnośnie mojego obiektywizmu – czy jeśli piszę, że przyjście Malone’a i
                        Paytona do Lakersów uważam za pozytywne i bronię na forum ich decyzji (piszę
                        pozytywnie o Lakers), to jestem obiektywny, ale jak ośmielę się skrytykować KB
                        (piszę negatywnie o Lakers), to już nie jestem obiektywny? Pogratulować logiki.

                        10. Wizards
                        Nie chcę wnikać na ile fakt, że Stackhouse, Hughes czy Russell nie wnosili
                        wiele do drużyny wynika z faktu, że ograniczył ich Jordan (co twierdzisz), a na
                        ile okazali się zbyt słabi, żeby pociągnąć Wizards do play-offs i wesprzeć
                        Jordana.
                        Przyznasz, że nie są to gracze wybitni, i nawet jeśli potrafią coś zagrać w
                        ataku, to są bezużyteczni w obronie. Fakt, że pozbyto sie ich z poprzednich
                        drużyn, może świadczyć, że nie spełniali pokładanych w nich nadziei bądź nie
                        wierzono, że coś jeszcze mogą dać drużynie. Russell z roku na rok grał coraz
                        słabiej, a Hughes nie spełnił pokładanych w nim nadziei – raczej nie będzie z
                        niego PG, a na SG gra już Stackhouse.
                        Porównaj statystyki Jordana i Stackhouse’a: Obaj grali niemal tyle samo minut
                        (odpowiednio 37.2 vs. 39.0) i zdobywali podobną (20 vs 21.5) ilość punktów.
                        Oddawali niemal tyle samo rzutów w meczu (18.6 vs 17.1), przy czym Jordan był
                        wyraźnie skuteczniejszy (44.5% vs. 40.9%), miał więcej zbiórek (6.7 vs. 3.7),
                        przechwytów (1.5 vs. 0.9) i mniej strat (2.1 vs 2.9). Nawet w blokach 40-letni
                        Jordan był lepszy. Jedynie w asystach lepszy jest Stackhouse (3.8 vs 4.5).
                        Nawet, jeśli jak piszesz, Jordan zabierał mu piłkę w ataku, to czy Stack nie
                        mógł skoncentrować się na obronie, zbiórkach, przechwytach i blokach?
                        Na jakiej zatem podstawie twierdzisz, że Stackhouse jest lepszym graczem? Jeśli
                        te same standardy stosjujesz zawsze, to już wiem dlaczego dla ciebie najlepszy
                        jest Chamberlain...
                        A to że Jordan ich wział – no cóż, czy kiedykolwiek napisałem, że jest dobrym
                        managerem?
                        Pytasz czy każdy kto zmieniał drużynę był niepotrzebny? Nie zawsze tak jest –
                        zwłaszcza gdy zawodnik sam chce odejść, ale często do tego się to właśnie
                        sprowadza. Np. Olajuwona nikt już w Houston nie chciał. Tak samo jak Russella i
                        Stackhouse’a. Nie wypowiadam sie na temat motywacji Kareema czy Chamberlaina,
                        choć czy Chamberlain nie poszedł do LA, żeby wreszcie ktoś mu pomógł zdobyć
                        tytuł, bo sam nie dawał rady w 76-ers?

                        Na koniec tego wątku, chcę powiedzieć, że jest oczywistym, że coś w Wizards
                        poszło nie tak jak planowano. Ale byłbym ostrożny w ferowaniu wyroków: czy
                        zawinił Jordan czy brak odpowiedniego podejścia ze strony pozostałych „graczy”.
                        Być może prawda leży gdzieś pośrodku. Natomiast dla ciebie wszystkiemu jest
                        winny Jordan.

                        11. Lakers
                        Wypowiedzi Shaqa o tym, że dostaje za mało piłek oczywiście były skierowane do
                        Marka Madsena. Dzięki, że mnie oświeciłeś, bo ja cały czas święcie myślałem, że
                        do tych, którzy najczęściej ją posiadali, czyli rozgrywających – a przede
                        wszystkim KB, bo nikt z pozostałych zawodników mając wybór między samodzielną
                        akcją a podaniem do Shaqa nawet by nie pomyślał, żeby zrobić coś samemu (nawet
                        nie ze strachu, po prostu taki poziom reprezentują).
                        Powiedz, jeśli potrafisz, do kogo były zaadresowane słowa krytyki z usta Shaqa?
                        Phil wiele razy reagował na samowolkę KB w ataku, i w pomeczowych komentarzach
                        dało się to przeczytać. Phil ustępuje graczom, ale też w ograniczonym zakresie
                        i nie wówczas gdy „grają głupio”.

                        12. Tex i MJ
                        Ja ten sam cytat: „There is no ‘I’ in team” słyszałem w zupełnie innych
                        okolicznościach. Nie wiem, kto jest ich autorem. Jesteś pewien, że wymyślił to
                        Tex?
                        Jak grałby Jordan razem z Shaqiem – zwłaszcza od jego debiutanckiego sezonu –
                        nie wiadomo. Bardzo łatwo mi sobie wyobrazić, że o ile drużyna by wygrywała (co
                        nie jest specjalnie wyszukanym założeniem), to dobrze by współpracowali. W
                        końcu Jordan potrafił grać z największymi gwiazdami, patrz Dream Team w
                        Barcelonie, wcale nie zabiegając o palmę pierwszeństwa i dominację. Nie ma
                        podstaw, żeby twierdzić, że kłócili by się między sobą z Shaqiem.

                        13. Fani Lakers
                        Calagan podparł się fanami Lakers na potwierdzenie tezy, że teraz liderem
                        Lakers jest KB, bo takie jest przekonanie wśród nich.
                        Więc ja odpowiadam, że ich przekonanie mnie mało obchodzi (pomijam to, że wielu
                        z nich nie zna się na koszykówce, ale nie o to tutaj mi chodzi).
                        Każdy może mieć swoją opinię o drużynie, i mało mnie obchodzi twoje zdanie o
                        hierarchii w Kings. Możesz myśleć co chcesz, w końcu żyjemy w wolnym kraju. I
                        możemy się różnic w ocenie.
                        Piszesz tak, jakbym ja nie mógł wyrazić swojej opinii Lakersach, bo nie jestem
                        ich fanem. I kto tu siedzi w wehikule czasu? I to takim z okresu towarzysza
                        Wiesława.

                        14. MJ i KB.
                        Nigdy, nigdzie nie napisałem, że MJ jest nieomylnym bogiem koszykówki, co
                        próbujesz mi wmówić i o czym tak często piszesz. Może dyktuje Ci to twoja
                        podświadomość? I może tak myślisz, tylko po prostu spychasz to do
                        podświadomości?
                        Nigdy i nigdzie nie napisałem, że KB „cały czas” (!) gra pod siebie. Napisałem,
                        że „czasami” (!) przesadza. Ty potrafisz w jednym akapicie, próbować wmówić mi,
                        że napisałem jedno i drugie. Tymczasem, między tymi stwierdzeniami jest
                        różnica, tylko że ja jestem autorem tego drugiego. Więc uwagi o obiektywiźmie
                        zaadresuj najpierw do siebie.

                        15. AI i KB
                        Wydawało mi się to proste: jeśli w drużynie jest 1 gracz, który dobrze rzuca –
                        to dajmy mu pograć. Jeśli w drużynie jest 2 dobrych graczy – nie niech obaj
                        grają i rzucają, a nie ograniczajmy się na rzecz jednego. Czasami KB się do
                        tego nie stosował, co sam przyznajesz pisząc oględnie, że „mogły mu się zdarzyć
                        jakieś złe zagrania”.
                        Nikt nie zarzucał samolubstwa AI – bo nie ma obok niego żadnych zawodników jego
                        formatu. Tak samo było z MJ. Z KB jest inaczej. Takie jest moje zdanie, ale nie
                        jest to tylko i wyłącznie moje zdanie. Nie pisz więc o moim subiektywiźmie.
                        Piszesz, że jednostronnie krytykuje KB. W tym wątku dyskutujemy właśnie o nim.
                        Jeśli założysz wątek – „samolubnie gracze w NBA” to możemy podyskutować o
                        innych. Jest ich paru. Więc po co komentarze o moim braku wiarygodności?

                        16. Skuteczność
                        Nie odgrzewam starych kotletów, że centrzy na ogół lepiej rzucają. To są fakty.
                        I w związku z tym, skoro mają lepszą skuteczność – powinno się im częściej
                        dogrywać piłkę niż tym co gorzej rzucają. To jest generalna uwaga, która
                        dotyczy graczy na wszystkich pozycjach.
                        Jeśli Jordan miałby w drużynie Shaqa bądź WC, to gdyby rzucał w niektórych
                        meczach sam, nie podając im piłki, to tak samo określiłbym jego grę
                        jako „samolubną”.

                        17. LB i inne.
                        Piszesz, że ja wiem lepiej o motywacji KB. No cóż, jeśli wszyscy w mediach
                        trąbia o tym, że może pobić rekord meczów ) 40, i on rzuca na potęgę, żeby to
                        zrobić, to nie trzeba być geniuszem, żeby się zorientować o co chodzi. Zresztą
                        sam to później przyznał. Więc, po co znowu piszesz tak, jakbym ja sob
                        • Gość: LB Re: Do Wilta - 3 IP: 217.11.142.* 18.07.03, 15:38
                          17. LB i inne.
                          Piszesz, że ja wiem lepiej o motywacji KB. No cóż, jeśli wszyscy w mediach
                          trąbia o tym, że może pobić rekord meczów > 40, i on rzuca na potęgę, żeby to
                          zrobić, to nie trzeba być geniuszem, żeby się zorientować o co chodzi. Zresztą
                          sam to później przyznał. Więc, po co znowu piszesz tak, jakbym ja sobie coś
                          wyimaginował. Takie były fakty, których się ode mnie domagasz.
                          Jeśli masz inną interpretacją słów Shaqa – z przyjemnością ją przeczytam.
                          KB jeszcze nie zdobył wszystkiego co chce. Np. jeśli zostanie obrońcą roku – na
                          pewno nie będę pisał o jego egoizmie.
                          Dla mnie wystarczy, że KB „zagrażał” zwycięstwu drużyny: czy to przez chęć
                          zdobycia którejś tam asysty, czy przez rzuty na siłe. Taką grę, jaką
                          w „niektórych” (!) meczach prezentował uznaję za samolubną.
                          Jeśli jego gra jest naturalna i skuteczna (np. 12 trójek w meczu) – wtedy można
                          tylko przyklasnąć. I zgadzam się, że kiedy Kobe gra lepiej i ma lepsze
                          statystyki (w tym także lepszą skuteczność), cały zespół gra lepiej i częściej
                          zwycięża. Problem w tym, że czasami mu się „gotuje głowa”, rzuca bez sensu
                          tylko po to, żeby sobie zaliczyć jakiś rekordzik.

                          18. Forma Shaqa.
                          Zgadzam się, że przyczyną leżącą u podstaw wyniku LA jest forma Shaqa. Dla mnie
                          to sygnał, że KB może być w najlepszej nawet formie a i tak nie pociągnie LA
                          wyżej niż w tym sezonie. Bo LA to wciąż drużyna, która spoczywa na barkach
                          Shaqa. I to od niego jeśli nie wszystko, to wiele zależy.

                          Nigdzie nie napisałem, że wynik LA to wina KB. Znowu coś przekręcasz. KB był w
                          super formie – przed sezone zrobił masę, dobrze grał przez większość sezonu.
                          Napisałem tylko, że mimo to, Lakersi nie byli w stanie obronić tytułu.
                          Przeczytaj coś dokładnie – a nie pisz tego, co wydaje ci się, że ktoś mógł
                          napisać.

                          19. Ofensywa
                          Jeśli w drużynie jest 1 strzelec, to może on rzucać więcej i mnie podawać do
                          innych niż w przypadku gdy ma obok siebie innego dobrego strzelca. Czy to jest
                          jakaś dziwna teoria? Co w niej dziwnego?
                          Czy wg ciebie jest jakaś ilość rzutów, która uprawnia do określenia kogoś
                          egoistą? Ile to rzutów?
                          Ofensywa Sixers jest jednostronna, a dlaczego tak się stało, to mnie to już nie
                          interesuje. Czy wymyślono ją pod Iversona, czy też wyrzucono Stacka, Hughesa i
                          Kukoca bo nie pasowali do istniejącej już koncepcji to jest akurat w naszej
                          dyskusji nieistotne. Ważne, że na boisku jest jeden gracz, który potrafi
                          rzucać, a reszta nie.
                          Notabene: gdyby w drużynie grali ci gracze, a AI nadal tyle rzucał co teraz, to
                          też byłby podstawy do nazwania go samolubem. Chociaż ci gracze to nie klasa
                          Shaqa.

                          20. Klasyka
                          Daleko mi do ciebie w konstruowaniu własnych interpretacji tego, co ktoś inny
                          miał na myśli. To jest dopiero klasyka.

                          Pzdr,
                          LB
        • Gość: Wally#10 Do Wilta w sprawie Minnesoty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.03, 14:01
          W kwestii wymienionej w tytule sporo się dzieje i właściwie ciężko mi pisać,
          bo mam głowę pełną plotek, sugestii itd. Wyglada na to, ze kontrakt z Wolves
          podpisze Howard (a przynajmniej wiele źródeł tak donosi), co powoduje, że
          pozyskanie Rasheeda jest bezcelowe (tym bardziej, że nigdy nie była to plotka,
          a raczej spekulacja). McFlip + Taylor mówią, że złożyli Rasho bardzo dobrą
          ofertę i czekają na odpowiedź; wydają się w miarę spokojni, że znów będzie w
          Minnesocie. Swoją drogą Rasho nie będzie taki znowu tani, czytałem ze w
          okreslonych warunkach Spurs byliby mu gotowi zaoferowac ok 8 mln (?). Na dzien
          dzisiejszy wydaje mi sie, że kasę Spurs weźmie Kidd, co byloby wg. mnie błędem
          (celowalbym na ich miejscu w Maggetego + lepszy z Olowokandi/Rasho). Minnesota
          zaoferuje coś w granicach 6-7 (czysta spekulacja z mojej strony). To, że J.O.
          podpisze kontrakt na 120 mln w Indianie, powoduje ze coraz bardziej wierze w
          wymiane, w ktorej Minnesota pozyskalaby Artesta lub Harringtona, a Indiana
          ucieklaby przed wielkim luxury tax. Ostatnia plotka z Minnesoty to:
          Brandon,Hudson za Harrington,Croshere,Tinsley (100% zgodnośći pensji). Podobno
          jednak Indiana wolalaby oddac Artesta. Inna z kolei dorzuca jeszcze Wally'ego -
          wszystko jest mozliwe. Jedno jest pewne: Brandona upchną komuś, ponieważ
          kazdy z nich mówił juz o tym chyba ze sto razy i nie będzie żadnych wymówek.
          McHale publicznie powiedzial, ze ma na stole dwie wymiany, które spokojnie
          moglby zrobic. Na razie bede probowac podpisac Howarda i Rasho, o trade ma byc
          w nastepnej kolejnosci. Najwazniejsze jest to, ze Taylor wreszcie gotowy jest
          placic luxury tax i moze stworzymy sobie w Minney małe Dallas lub Portland.
          Grupa: Cassell,Szczerbiak,Garnett,Howard,Rasho,Jackson,Ebi + ktos za Brandona
          (moze nawet rzeczywiscie Artest lub Harrington) + jezeli nie zostanie oddany
          Hudson, po odpowiednim zgraniu moglaby troszke zamieszac. Gdyby Hudson został
          oddany razem z Brandonem, to podobno Philly dowiadywalo sie o Jacksona za
          Snowa. Jezeli z Indy mialby trafic do Wolves Artest lub Harrington, to ja nie
          mialbym zadnego problemu z dorzuceniem Hudsona. Hudson i Jackson bardzo
          poprawili swoje notowania w czasie serii z Lakers i pytanie jest takie czy to
          nie jest przypadkiem szczyt ich mozliwosci, ich trade value jest relatywnie
          wysoka. Bez Rona lub Ala Minnesota nie wezmie Mercera z Crosherem (tak
          przynajmniej deklaruja zainteresowani). Moze zarowno Ron i Al to mrzonki,
          zobaczymy, jeszcze tylko tydzien do 16 lipca :)

          PS. Jak ktos to przeczyta to niech to jakos zaznaczy, bo inaczej stracilem
          sporo czasu na próżno. :)
          • Gość: Wilt Re: Do Wilta w sprawie Minnesoty IP: *.gov.pl 10.07.03, 16:02
            Zaznaczam, że przeczytałem. :-) Wybacz, że tym razem wyjątkowo się jednak
            skrócę; sporo nabazgrałem nie tylko o moich Lakers, ale i o Spurs, i trochę mi
            się już nie chce. W każdym razie przedstawiasz parę interesujących scenariuszy
            i być może uda się wam naprawdę wyciągnąć od desperacko poszukujących kasy na
            J. O’Neala i Millerów Pacers Harringtona (sądzę, że byłby łatwiejszy do
            pozyskania niż Artest, którego Isiah nie chce się pozbywać). E. Jonesa chyba
            jednak wciąż opierający się pełnej przebudowie Riles będzie chciał zatrzymać
            (jak będziesz płacił innym, kiedy w 2006 r. razem z Grantem będą we dwóch
            kasować 40 mln, a wtedy nikt ich już nie zechce?!), ale zawsze zostaje Spree –
            oczywiście jeśli jesteście zainteresowani ;-). W każdym razie oprócz
            zatrzymania Rasho i pozyskania Howarda(który zresztą od biedy mógłby tamtego na
            C zastąpić) coś jeszcze za Brandona musicie uzyskać, żeby zatrzymać KG (tylko
            nie zapomnijcie też w tym celu przedstawić mu odmłodzonej metryki
            Cassella! ;-)).

            Aha, a może B. Wells plus filler? Dobry byłby na defensywnego SG, którego
            Wolves szukają. Ale o Snowie za M. Jacksona nawet nie marz (zresztą miałby grać
            na SG?).

            Ale najśmieszniejsze, że nawet z tymi wszystkimi wzmocnieniami możecie
            wylądować niżej niż ostatnio, bo na 5. miejscu ;-) (o 4. walcząc albo z Mavs
            albo, jeśli ci dostaną Zo, z Kings).

            Pzdr
            • Gość: Wally#10 Re: Do Wilta w sprawie Minnesoty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.03, 11:44
              Jeżeli z jakichś niewiadomych powodów interesują cię moje wypociny na temat
              Wolves, to nieco naskrobałem w wątku o Minnesocie. Tak czy inaczej dzięki za
              uwagę.

              Kilka uwag:

              W kwestii wymiany z Indianą Thomas nie ma nic do gadania, teraz decyzje
              podejmuje Larry Bird, a jego pierwszą może być wyrzucenie Thomasa.

              Ja już sobie naostrzyłem zęby na kogoś młodszego niż E.Jones,ale może się
              okazać, że ten kontrakt (Brandon) nie jest tak wartościowy jak się fanom
              Wolves wydaje. Ostatecznie Jones nie byłby taki zły (tylko, że z jego
              kontraktem Eddie może stać się nowym Brandonem...)

              Co do wieku Cassella to wydaje mi się, czy Lakers podpisali nieco starszego PG
              na 4 lata? :)

              Ja dałbym się pokroić za Bonziego, ale to się nie wydarzy. Już prędziej
              Anderson+Patterson, choć to też mało prawdopodobne.

              > Ale najśmieszniejsze, że nawet z tymi wszystkimi wzmocnieniami możecie
              > wylądować niżej niż ostatnio, bo na 5. miejscu ;-)

              Rozumiem te uwagi, bo Wolves jeszcze nic w play-off nie osiągnęli, ale wydaje
              mi się (przyjmując, że Lakers faktycznie będą wymiatać),że aktualna ekipa
              Cassell,Troy,Wally,KG,Olowokandi mogłaby powalczyć ze Spurs (którzy na
              razie "wzmocnili" sie Rasho), Kings i Mavs (którzy na razie nikogo nie
              dodali). Wolves nie byli od nich tak bardzo gorsi w zeszłym sezonie, a wygląda
              na to, że będą mocniejsi w 2003/2004 (myślę, że jeszcze jedna wymiana
              nastąpi). Pożyjemy zobaczymy, pamiętaj, że Wolves wygrywają ostatnio 10 gier
              więcej w sezonie niż optymiści przewidują :)

              pzdr

              • Gość: calagan Re: Do Wilta w sprawie Minnesoty IP: *.acn.pl 16.07.03, 13:03
                Gość portalu: Wally#10 napisał(a):

                > Jeżeli z jakichś niewiadomych powodów interesują cię moje wypociny na temat
                > Wolves, to nieco naskrobałem w wątku o Minnesocie. Tak czy inaczej dzięki za
                > uwagę.
                >

                Pisz, pisz jak najwiecej. Ciagledyskusje o Lakers moga znudzic najwiekszych
                fanatykow.


                > Kilka uwag:
                >
                >> Ja już sobie naostrzyłem zęby na kogoś młodszego niż E.Jones,ale może się
                > okazać, że ten kontrakt (Brandon) nie jest tak wartościowy jak się fanom
                > Wolves wydaje. Ostatecznie Jones nie byłby taki zły (tylko, że z jego
                > kontraktem Eddie może stać się nowym Brandonem...)

                Ale chociaz zagra, a Brandon nawet nie gral.


                >
                > Co do wieku Cassella to wydaje mi się, czy Lakers podpisali nieco starszego
                PG
                > na 4 lata? :)

                Ale to nie wiek Paytona bedzie decydowal o pozostaniu Garnetta w Minnesocie.
                A oto chyba Wiltowi chodzilo. Poza tym ponoc podpisali go tylko na 2 lata z
                opcja po 1 sezonie (opcja Garego).


                >> > Ale najśmieszniejsze, że nawet z tymi wszystkimi wzmocnieniami możecie
                > > wylądować niżej niż ostatnio, bo na 5. miejscu ;-)
                >
                > Rozumiem te uwagi, bo Wolves jeszcze nic w play-off nie osiągnęli, ale
                wydaje
                > mi się (przyjmując, że Lakers faktycznie będą wymiatać),że aktualna ekipa
                > Cassell,Troy,Wally,KG,Olowokandi mogłaby powalczyć ze Spurs (którzy na
                > razie "wzmocnili" sie Rasho), Kings i Mavs (którzy na razie nikogo nie
                > dodali). Wolves nie byli od nich tak bardzo gorsi w zeszłym sezonie, a
                wygląda
                > na to, że będą mocniejsi w 2003/2004 (myślę, że jeszcze jedna wymiana
                > nastąpi).

                Tyz prawda. Poziwiom - uwidim - kak gawarit francuzy.

                • Gość: Wally#10 Re: Do Wilta w sprawie Minnesoty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.03, 23:25

                  > Ale chociaz zagra, a Brandon nawet nie gral. (Eddie Jones)

                  Tylko problem jest taki, że Eddie jest niemłody,podatny na kontuzje, a ma
                  bardzo wysoki kontrakt jeszcze na 4 lata. Może się okazać, że odniesie kolejną
                  kontuzję i sytuacja z nim będzie podobna do tej z Brandonem. Jeśli nie będzie
                  można uzyskać więcej i Miami się zgodzi to jest to dobra opcja. Ale raczej
                  rezerwowa.

                  > Ale to nie wiek Paytona bedzie decydowal o pozostaniu Garnetta w
                  Minnesocie.

                  Jasne. Myślę, jednak, że wiek Cassella nie jest decydującym czynnikiem.
                  Minnesota musi wygrywać teraz.

                  BTW Nie chcę tutaj wysnuwać zbyt daleko idących wniosków, ale lokalne radio w
                  Sacramento podało, iż kontuzja Webbera słabo się leczy i może być "career
                  ending". Jest to oczywiście tylko doniesienie medialne, które przytaczam, więc
                  proszę mnie nie atakować :) To nie musi być (i pewnie nawet nie jest) prawda.
                  Mam w każdym razie taką nadzieję.

                  pzdr
      • Gość: capulet Do LB Wilta calagana i reszty zainteresowanych IP: *.osiedle.net.pl 20.07.03, 18:06
        Czytałem Waszą dyskusję na temat samolubstwa KB i MJ bardzo cierpliwie i gdy
        wreszcie doszedłem do końca tej daleeeekiej podróży chciałbym sie wypowiedzieć.
        Po pierwsze pomimo, że zdajecie (chyba) sobie sprawę, że jeden drugiego nie
        przekona wytrwale ciągniecie dyskusję, która i tak dąży donikąd. Z całym
        szacunkiem dla waszej wiedzy i obeznania w świecie NBA (przy was to jestem
        laikiem... pamiętam dysputę o Chamberlainie i MJ... to dopiero była batalia...
        tylko jakoś zakończenia nie pamiętam:)) naprawdę przytaczanie kolejnych zdarzeń
        czy cytatów nie wpłynie na żadną ze stron... i jestem przekoanny, że obaj o tym
        doskonale wiecie.
        Po drugie. Both KB and MJ niewątpliwie w dużym odsetku swoich rzutów kierowali
        się zdobyciem punktów bardziej dla siebie niż dla drużyny i w obu widać było (a
        w przypadku KB nadal jest) wielką ambicję, która czasem bierze górą nad zdrowym
        rozsądkiem. Róznica pomiędzy bohaterem a szaleńcem jest prosta: zależy ona od
        zwycięstwa bądź klęski. Dam głowę, że nie byłoby tej dyskusji gdyby Lakersi
        zdobyli kolejny tytuł. Nie znam co prawda szczegółów z wczesnej kariery Jordana
        (bo wtedy to ja się interesowałem tylko tym, żeby mi było sucho i żebym miał co
        jeść:)), ale gotów jestem uwierzyć, że początki KB i MJ w lidze były podobne (z
        tą różnicą, że KB szybciej osiągnął pewien poziom i szybciej zaczął zddobywać
        mistrzowskie pierścienie). Gotów jestem także uwierzyć, że kariery KB i MJ będą
        podobne także przy ich końcach. Ponadto gotów jestem także stwierdzić, że
        stosunek do zdobywania punktów i wygrywania jest także podobny u obu graczy.
        Problem leży w tym, że na MJ chcąc nie chcąc patrzymy przez pryzmat całej
        kariery a KB tą karierę ma jeszcze przed sobą co z pewnością wpływa na opinię
        wielu (w tym LB). Jestem przekonany, że gdy KB zakończy karierę (pewnie nie
        mniej imponującą od MJ) nawet LB dojdzie do wniosku, że gracze byli bardzo do
        siebie podobni i nie ma między nimi granicy, która przedziela 'tego dobrego'
        i 'tego złego'.
        Więc lepiej skończmy tą dyskusję, bo jeszcze przeciążycie serwer Gazety kB
        swoich wywodów i nam stronka padnie :).
        Pzdr dla wszystkich fanów 'samolubów' i 'wielkich mistrzów'

        P.S. A tak w ogóle to chciałbym zaznaczyć, że w ostatnim meczu ligi letniej
        Maciek Lampe trafił 4/13 z gry... i nich mi ktoś powie, że grał dla drużyny ;)
        • Gość: LB Re: capuleta IP: 217.11.142.* 21.07.03, 09:15
          Capulet,

          Jezu, Ty to przeczytałeś??!! :))
          Czego, jak czego, ale wytrwałości to Ci nie brakuje.


          W sumie to ciężko się z Tobą w niektórych kwestiach nie zgodzić.
          Jasne, że dyskusja przypomina spór: WC vs. MJ, i raczej każdy z nas pozostanie
          przy swoim zdaniu. Też doszedłem do tego samego wniosku, ale już po wysłaniu
          swojego najdłuższego w historii posta :)

          Przy dyskusji o WC i MJ, Wilt oczywiście przyznał mi rację, i porzucił swe
          dotychczasowe, błędne przekonania, na rzecz jedynej słusznej tezy o wielkości
          Michaela Jordana. ;-))

          Nie chcę przytaczać znowu swoich argumentów, bo to bezcelowe, ale mam tylko
          takie uwagi:

          1. Myślę, że na tę dyskusję nie miałyby wpływu wyniki Lakersów. Wszak temat
          pojawił się mimochodem i raczej w kontekście dalszej kariery KB.

          2. Co do początków kariery KB i MJ, to są one raczej różne, choć sami gracze w
          niektórych aspektach są do siebie bardzo podobni. KB od razu trafił do zespółu
          walczącego o mistrzostwo, a MJ do zespołu, w którym 80% zawodników to byli:
          pijaczki, ćpuny i balangowicze, którzy w głowach mięli wszystko, oprócz gry w
          kosza.
          Jordan musiał nauczyć się ufać kolegom z drużyny, żeby zdobyć mistrzostwo. KB
          od razu był zmuszony do współpracy z innymi zawodnikami, a teraz, w niektórych
          meczach sprawia wrażenie, jakby chciał iść w przeciwnym kierunku. Moim zdaniem,
          nie tędy droga, but it's just me.
          Po prostu mam (i miałem) odmienne oczekiwania od obu zawodników, grających w
          tak odmiennie zbudowanych zespołach.

          3. Mam nadzieję, że kariera KB będzie co najmniej równie udana jak MJ.
          Przynajmniej będzie o czym dyskutować.

          Pzdr,
          LB

          PS. Capulet, dzięki za głos rozsądku w tej sprawie.
        • Gość: calagan Re: Do LB Wilta calagana i reszty zainteresowanyc IP: *.acn.pl 21.07.03, 11:56
          Ja takze przylacze sie do Twego glosu rozsadku. I tak zaden z nas nie
          przekona drugiego.
          Szczery podziw, ze zdolales sie przez to przebic. Wiem, ze jak sie zaczyna w
          srodku dyskusji sledzenie watku to trzeba miec sporo samozaparcia zeby sie nie
          zniechecic. Wiem jak pisuje Wilt, a i ja czasem mam takie napady. LB tez
          ostatnio wydluzyl swoje posty. Pelen podziw.
      • Gość: LB Re: Kobe ucieka? IP: 217.11.142.* 22.07.03, 10:01
        A tak na marginesie całej tej dyskusji, choć może już to widzieliście, ale SLAM
        jakiś czas temu zrobił super zdjęcie KB z trzema mistrzowskimi trofeami.
        Naprawdę mi się podoba to zdjęcie i zrobiłbym sobie z tego wallpapera, gdyby
        oczywiście był na nim ktoś inny :))
        Ale pomyślałem, że dla fanów KB to będzie niezła gratka, bo zdjęcie jest
        zrobione z klasą. Więc tu macie link:

        www.slamonline.com/wallpaper/kobe.jpg
        LB
        • Gość: capulet Re: Kobe ucieka? IP: *.osiedle.net.pl 22.07.03, 11:08
          Eeee... jakoś nierówno te puchary stoją... i koszulka jakaś nie ten tego ;)
          • Gość: LB Re: Kobe IP: 217.11.142.* 23.07.03, 10:23
            A mnie sie tam te old-school'owe rzeczy podobają - buty, koszulki, etc.
            W końcu takich rzeczach się wychowałem ;)

            A KB w takim stroju pewnie już nigdy nie zobaczysz.

            Pzdr,
            LB

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka