Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    IP: *.crowley.pl 22.08.03, 12:49
    LB, przedstawiam Tobie i innym forumowiczom pod rozwagę artykuł, który
    statystycznie udowadnia to, o czym mówiłem wcześniej: że zwycięstwo
    zwycięstwu nierówne, w zależności od epoki; i że dla Bulls’96 zdobycie 72
    zwycięstw mogło nie być trudniejsze niż powiedzmy 65 zwycięstw dla zespołu z
    lat 80. czy obecnego – w erze, kiedy na szczęście przybyło talentu i
    rywalizacja znów jest bardziej wyrównana.

    sportsillustrated.cnn.com/2003/basketball/nba/08/18/hollinger.statitudes/index.html

    Pondering parity
    Analyzing whether the NBA is becoming a two-tier league
    Posted: Monday August 18, 2003 6:23PM; Updated: Tuesday August 19, 2003
    12:45AM



    By John Hollinger, SI.com
    If you look at this summer's free-agent moves, the NBA's rich are getting
    quite a bit richer.
    The evidence is beyond doubt. The Lakers, of course, added Gary Payton and
    Karl Malone, while the world champion Spurs rearmed with Rasho Nesterovic and
    Hedo Turkoglu. Meanwhile, the Kings, Nets, Pistons and Timberwolves all made
    major moves of their own to improve. Given that those teams had the league's
    six best records a year ago, one has to wonder if the league quickly will
    separate into the haves and have-nots.
    But whether we should be appalled or apathetic about the offseason
    developments depends largely on our perception of whether this is par for the
    course in the NBA. The question, then, is whether we are seeing something
    historically unprecedented or if the league gone through other eras where the
    disparity between teams was much greater.
    To measure that in a fairly simple way, I went through the past 20 seasons
    and measured the number of teams who won or lost 50 games, and the number who
    won or lost 60 games.
    From that, we can get a "Parity Index"
    Obserwuj wątek
      • Gość: LB Re: Do Wilta IP: 217.11.142.* 25.08.03, 12:01
        Wilt,

        W sumie podałeś link do ciekawego artykułu, aczkolwiek mam pewne obawy, czy też
        zastrzeżenia, co do wyciągania z niego zdecydowanych wniosków.

        Nie do końca jestem przekonany czy ten artykuł rzeczywiście statystycznie
        cokolwiek udowadnia. On po prostu stwierdza pewne zaistniałe fakty, ale nie
        podane są w nim żadne przyczyny zaistniałego stanu rzeczy.

        Nie jestem też przekonany co do Twojej tezy o tym, że obecnie jest więcej
        utalentowanych graczy niż w latach 90 i z tego powodu rywalizacja jest teraz
        bardziej wyrównana.

        Otóż:
        1. Po pierwsze - fakt, że w jednych sezonach dysproporcje pomiędzy najlepszymi
        i najgorszymi zespołami są większe, a w innych sezonach mniejsze można różnie
        interpretować.
        Można twierdzić, że w sezonach mniej wyrównanych było mniej utalentowanych
        graczy i niektórym drużynom łatwiej było zdominować ligę. Ale można też
        twierdzić, że w przeciwieństwie do sezonów wyrównanych, talenty te zostały
        skupione w kilku drużynach (a nie rozproszone po całej lidze), dzięki czemu
        odnosiły one wyjątkowe sukcesy.

        To tak jak z naszą dyskusją o WC i MJ. Ty twierdzisz, że Wilt nie zdobył więcej
        tytułów ponieważ trafił na wyjątkową w tamtym okresie konkurencję, a z kolei MJ
        miał drogę usłaną różami do triumfalnych zwycięstw, ponieważ w jego okresie nie
        pojawił się żaden wartościowy koszykarz. Moja interpretacja jest zgoła
        odmienna, ale nie chcę jej przytaczać, bo na ten temat już kilka solidnych
        poematów wysmażyliśmy. Po prostu kwestia interpretacji.

        Tak samo można zinterpretować rekordowy sezon Bulls 1995/1996, w którym wygrali
        72 mecze. Jedni powiedzą, że była to wyjątkowa drużyna, wręcz można by ją było
        nazwać "drużyną wszechczasów" - bo prędko taka drużyna nie powstanie. Inni
        powiedzą, że zrobili rekord, bo reszta ligii była słaba. Po prostu kwestia
        interpretacji, która często bywa bardzo subiektywna.

        2. Zauważmy, że w sezonach mniej wyrównanych (oczywiście też jest to kwestia
        interpretacji) rywalizacja w play-offs powinna być bardziej zażarta. Wszak,
        jeśli w lidze dominuje 10 drużyn, z których każda wygrywa po 50 meczów, to
        oznacza, że w play-offach nie grają drużyny przypadkowe, tylko naprawdę mocne
        drużyny. Zdobycie tytułu w takim sezonie może być więc traktowane jako bardziej
        znaczące osiągnięcie niż w "statystycznie wyrównanym sezonie". Trudniej
        przecież pokonać drużyny z bilansem "ponad 50" niż przeciętne drużyny "coś
        około 41". Ale to też kwestia interpretacji.

        3. Nie wiem czy twierdzenie, że lata 80. i obecne czasy są lepsze i bardziej
        dorodne pod względem "talentu" od lat 90. tylko dlatego, że obecnie sezony są
        bardziej wyrównane jest słuszne. Nie chcę się wypowiadać o latach 80., bo te
        znam tylko z nagrań video (nie było wtedy jeszcze NBA w Polsce), ale
        twierdzenie że obecnie jest więcej talentu niż ubiegłym dziesięcioleciu i
        dlatego sezony są bardziej wyrównane jest cokolwiek ryzykowne.

        A gdyby ktoś powiedział, że obecnie nie ma już takich talentów i takich gwiazd
        jak w latach 90., że kończą kariery wielcy graczy pokolenia "Dream Teamu", że
        dominuje przeciętniactwo i dlatego przeciętne drużyny osiągają przeciętne i
        małospektakularne wyniki? To znowu jest kwestia interpretacji.

        Nie do końca ją podzielam, ale wielu jest głosów tego typu. Spadają rankingi
        oglądalności - nikt, poza nami - maniakami koszykówki - nie chcie oglądać
        nudnych finałów Spurs-Nets.
        John Hollinger nie podaje jaki był index dla sezonu 1992/1993, ale rok później
        był on wysoki i wyniósł 0.89, więc pewnie i wtedy (92/93) nie należał on do
        najniższych (był to zatem "statystycznie sezon zdominowany przez kilka
        drużyn"). I co, chętniej byś teraz obejrzał jeszcze raz finały Bulls-Suns, czy
        Spurs-Nets? I gdzie rywalizacja była bardziej zacięta? W sezonie wyrównanym czy
        zdominowanym? Komu było łatwiej zdobyć tytuł: Bulls czy Spurs?


        Generalnie, artykuł przedstawia tylko wyniki prostej analizy statystycznej, ale
        autor nie próbuje zanalizować przyczyn takiego stanu rzeczy. Każdy z nas może z
        kolei próbować przedstawić własną analizę i własną interpretację tej sytuacji.
        To kwestia interpretacji.

        Pzdr,
        LB

        PS. A Ty jakie masz zdanie na ten temat? No i co sądzą o tym pozostali
        czytelnicy forum? Jaka jest Wasza interpretacja?

        • Gość: LB Re: Do Wilta IP: 217.11.142.* 27.08.03, 17:59
          I jeszcze krótkie podsumowanie:

          Wszystko zależy od tego, jak ocenimy zwycięstwo sportowca (drużyny). Możemy
          powiedzieć, że wygrał bo był najlepszy, albo że wygrał, bo miał słabych
          przeciwników.

          Ja skłaniam się do piewszego podejścia do oceny osiągnięć sportowców.
          Niezależnie od własnych sympatii i ocen.
          Dlatego, jeśli Lakersi przegrali tylko 1 mecz w play-offs (2001), to raczej
          przypisywałbym to ich umiejętnościom, a nie słabości konkurencji. Choć
          oczywiście będą tacy, którzy będą próbowali kłaść nacisk na to drugie
          podejście.

          Pzdr,
          LB

          PS. Co myślicie o Zo. Bo ja mam wrażenie, że szukał frajerów, którzy zapłacą mu
          kaskę, a on wykpi się nerkami. Ja na miejscu Nets bym nie zaryzykował...
          • Gość: capulet Re: Do Wilta IP: *.osiedle.net.pl 27.08.03, 22:04
            Wam to się nigdy nie znudzi co? :) No ale forum koszykarskie bez pojedynków
            Wilt-reszta świata nie byłoby takie same... Oczekuję więc conajmniej 30-
            postowego wątką pełnego argumentów, które i tak nie zadziałają na stronę
            przeciwną :). Keep workin' guys!
            A co do Zo to mam nadzieję, że pokaże chociaż małą cześć tego co prezentował
            jeszcze w Hornets (wtedy jeszce byli w Charlotte... wtedy jeszcze było NBA w
            polish tv... wtedy to były czasy...) czy we wczesnych Heat, bo w przeciwnym
            przypadku Kidd będzie się musiał znów ostro uwijać, żeby cokolwiek ugrać w
            finałach. A kolejna porażka na pewno mobilizująco na niego nie wpłynie...
            jeszcze pójdzie do tych Spursów i Wschód kompletnie zejdzie na psy i będzie w
            finałach przegrywać z Zachodem 5:0 :)
        • Gość: Wilt Re: Do Wilta IP: *.crowley.pl 01.09.03, 13:55
          ) Wilt,

          W sumie podałeś link do ciekawego artykułu, aczkolwiek mam pewne obawy,
          czy też
          zastrzeżenia, co do wyciągania z niego zdecydowanych wniosków.

          Nie do końca jestem przekonany czy ten artykuł rzeczywiście statystycznie
          cokolwiek udowadnia. On po prostu stwierdza pewne zaistniałe fakty, ale
          nie
          podane są w nim żadne przyczyny zaistniałego stanu rzeczy.

          Nie jestem też przekonany co do Twojej tezy o tym, że obecnie jest więcej
          utalentowanych graczy niż w latach 90 i z tego powodu rywalizacja jest
          teraz
          bardziej wyrównana.

          Otóż:
          1. Po pierwsze - fakt, że w jednych sezonach dysproporcje pomiędzy
          najlepszymi
          i najgorszymi zespołami są większe, a w innych sezonach mniejsze można
          różnie
          interpretować.
          Można twierdzić, że w sezonach mniej wyrównanych było mniej
          utalentowanych
          graczy i niektórym drużynom łatwiej było zdominować ligę. Ale można też
          twierdzić, że w przeciwieństwie do sezonów wyrównanych, talenty te
          zostały
          skupione w kilku drużynach (a nie rozproszone po całej lidze), dzięki
          czemu
          odnosiły one wyjątkowe sukcesy.

          To tak jak z naszą dyskusją o WC i MJ. Ty twierdzisz, że Wilt nie zdobył
          więcej
          tytułów ponieważ trafił na wyjątkową w tamtym okresie konkurencję, a z
          kolei MJ
          miał drogę usłaną różami do triumfalnych zwycięstw, ponieważ w jego
          okresie nie
          pojawił się żaden wartościowy koszykarz. Moja interpretacja jest zgoła
          odmienna, ale nie chcę jej przytaczać, bo na ten temat już kilka
          solidnych
          poematów wysmażyliśmy. Po prostu kwestia interpretacji.

          Przejaskrawiasz moje słowa odnośnie konkurentów Jordana; ale generalnie racja,
          już o tym się nadyskutowaliśmy.

          )Tak samo można zinterpretować rekordowy sezon Bulls 1995/1996, w którym
          wygrali
          72 mecze. Jedni powiedzą, że była to wyjątkowa drużyna, wręcz można by ją
          było
          nazwać "drużyną wszechczasów" - bo prędko taka drużyna nie powstanie.
          Inni
          powiedzą, że zrobili rekord, bo reszta ligii była słaba. Po prostu
          kwestia
          interpretacji, która często bywa bardzo subiektywna.

          Ale zauważ jedno, LB: nawet gdyby Bulls byli "drużyną wszechczasów" (ja
          oczywiście jestem od tej opinii jak najdalszy ;-)), nie przesądza to o słabych
          wynikach ich przeciwników. Przecież tamci mogli przegrywać z nimi wszystkie 2
          czy 4 mecze, a mimo to w oparciu o mecze z całą resztą ligi mieć parity index
          podobny co w latach 80.!


          ) 2. Zauważmy, że w sezonach mniej wyrównanych (oczywiście też jest to
          kwestia
          interpretacji) rywalizacja w play-offs powinna być bardziej zażarta.
          Wszak,
          jeśli w lidze dominuje 10 drużyn, z których każda wygrywa po 50 meczów,
          to
          oznacza, że w play-offach nie grają drużyny przypadkowe, tylko naprawdę
          mocne
          drużyny. Zdobycie tytułu w takim sezonie może być więc traktowane jako
          bardziej
          znaczące osiągnięcie niż w "statystycznie wyrównanym sezonie". Trudniej
          przecież pokonać drużyny z bilansem "ponad 50" niż przeciętne
          drużyny "coś
          około 41". Ale to też kwestia interpretacji.


          Playoffs to inny temat niż regular season; ale też bym polemizował. Wyobraźmy
          sobie drabinki: przeciwnicy po 50/5050/50 zwycięstw i po 40/45/55/60 zwycięstw
          (przeciętna ta sama - po 50). Którą uważasz a trudniejszą do przejścia przez
          zespół z powiedzmy 65 zwycięstwami (zakładamy, że zwycięstwa wszystkich tych
          zespołów w pełni oddają ich potencjał)? W pierwszym przypadku ten faworyt może
          stracić po 2 mecze z każdym przeciwnikiem, raczej nie więcej, i niezagrożony
          zdobywa tytuł. W drugim; co mu z tego, że drużynę „40” rozwali do zera, a „45”
          4-1, kiedy i tak będzie musiał zetknąć się z „60”, która jest tak nieznacznie
          słabsza, że może z nim wygrać, a co najmniej doprowadzić serię do 7 meczów?

          (powyższe rozumowanie oparte jest oczywiście na założeniu, że w obie drabinki
          zawierały podobną ilość talentu; nie przywołując lat 80., gdy drużyna z
          mniejszą liczbą zwycięstw mogła być lepsza niż ta teoretycznie silniejsza z lat
          90.)



          ) 3. Nie wiem czy twierdzenie, że lata 80. i obecne czasy są lepsze i
          bardziej
          dorodne pod względem "talentu" od lat 90. tylko dlatego, że obecnie
          sezony są
          bardziej wyrównane jest słuszne. Nie chcę się wypowiadać o latach 80., bo
          te
          znam tylko z nagrań video (nie było wtedy jeszcze NBA w Polsce), ale
          twierdzenie że obecnie jest więcej talentu niż ubiegłym dziesięcioleciu i
          dlatego sezony są bardziej wyrównane jest cokolwiek ryzykowne.

          Odnośnie lat 80., nie „tylko dlatego” (szczególnie, że – jak sam piszesz – to
          wyrównanie to nie przyczyna, tylko skutek innych procesów): po prostu, jak
          pisałem wcześniej, po prostu nawet identyczne „talent” pool” podzielone na 24
          drużyny daje przeciętnie lepsze składy niż gdy dzieli się przez 29.
          Poza tym przez kolejne dekady coraz trudniej zebrać głębokie składy z powodów
          finansowych: nie dość, że gracze kosztują coraz więcej, to jeszcze powstają
          coraz to nowe ograniczenia, a nawet kary finansowe, jak luxury tax. Podobnie
          działają powody psychologiczne: każdy chce być starterem, zawodnicy są
          generalnie coraz młodsi, bardziej niedojrzali i gorzej wyszkoleni itd.

          Co do dekady obecnej, na pewno, przynajmniej na razie, nie przyrównuję jej do
          lat 80. i tamtych legendarnych składów. Ale – co znów już pisałem – na jej
          korzyść działa nowy trend w postaci fali graczy zagranicznych. Potężnieje ona
          tak bardzo (przecież chyba nawet najwięksi amerykańscy szowiniści nie będą
          twierdzić, że poza USA jest mniej talentów niż w samych USA: to tylko kwestia
          ich wyłowienia, co udaje się coraz lepiej ), że zaczyna przezwyciężać i
          rozwodnienie ligi (przynajmniej póki nie rozwodnią jej znowu – np. do 50
          druzyn, z czego 10 w Europie ;-) ) , i wszystkie inne negatywne zjawiska, o
          których pisałem. Nie ma w USA obiecujących centrów? Więc sprowadza się ich z
          zagranicy (prawie wszystkie nazwiska na C w czołówce paru najbliższych
          przeszłych i projektowanych przyszłych draftów są zagraniczne). I tak dalej.



          ) A gdyby ktoś powiedział, że obecnie nie ma już takich talentów i takich
          gwiazd
          jak w latach 90., że kończą kariery wielcy graczy pokolenia "Dream
          Teamu", że
          dominuje przeciętniactwo i dlatego przeciętne drużyny osiągają przeciętne
          i
          małospektakularne wyniki? To znowu jest kwestia interpretacji.

          Ale na pewno ten argument nie byłby adekwatny do lat 80. – więc byłaby to
          interpretacja mało uniwersalna ;-) – nawet niezależnie od tego, ze dałoby się
          ją obalić na podstawie porównań obecnych sław z tymi z lat 90. i ich osiągnięć,
          oczywiście na podstawie podobnego okresu obecności w lidze.

          A propos wieku i graczy pokolenia Dream Teamu, skojarzyło mi się to z innym
          ciekawym argumentem na rzecz obecnej NBA, którego jeszcze nie przedstawiałem:
          postępy medycyny sportowej sprawiły, że kariery zawodników stają się coraz
          dłuższe. Kontuzje, które tak boleśnie dotknęły Reeda czy nawet Baylora, są
          teraz leczone, a niezależnie od tego po prostu koszykarze zachowują dłużej
          formę. Stąd K. Malone, Stockton czy (niech Ci będzie :-)) Jordan grając w
          latach „00.” mieli znacznie więcej do zaoferowania niż nawet młodszy od nich M.
          Malone wchodząc w lata 90. – i choć oczywiście nie byli w formie ze szczytu
          sławy, ogólne „talent pool” znów od tego zjawiska rośnie.
          Minusem tego jest z kolei przecenianie współczesnych graczy z powodu tej
          niezasłużonej przez nich długowieczności. Dlatego, że Ewing grał przez 17
          sezonów i zdobył przez to więcej punktów, ma być dla niektórych lepszy od
          Pettita (11 sez
          • Gość: Wilt Re: Do Wilta c.d. IP: *.crowley.pl 01.09.03, 13:56
            Minusem tego jest z kolei przecenianie współczesnych graczy z powodu tej
            niezasłużonej przez nich długowieczności. Dlatego, że Ewing grał przez 17
            sezonów i zdobył przez to więcej punktów, ma być dla niektórych lepszy od
            Pettita (11 sezonów) czy nawet Baylora (niepełne 14); nie bardzo są za taką
            tezą jakiekolwiek inne argumenty, więc trzeba wyciągnąć ten jeden… Niedługo co
            drugi dobry strzelec nagromadzi w ciągu kariery 20 000 pkt. i jego fani będą
            domagać się umieszczenia go w Hall of Fame. Ale to inny temat.

            > Nie do końca ją podzielam, ale wielu jest głosów tego typu. Spadają
            rankingi
            oglądalności - nikt, poza nami - maniakami koszykówki - nie chcie oglądać
            nudnych finałów Spurs-Nets.

            Jedną z przyczyn jest wspomniana dysproporcja sił Wschód – Zachód. Inną – w
            przypadku akurat tych jednych najgorszych ostatnich Finałów, które wymieniasz –
            wielkość rynków i liczba fanów. Kolejną – nieciekawy styl gry obu zespołów w
            Finałach. Dlatego oglądalność Finałów Lakers – Sixers, gdy 2 z tych powodów nie
            istniały, była o wiele wyższa…
            Ale czy tak w ogóle te ratings mają coś do rzeczy? Czy gdyby nagle wprowadzono
            hokej pań topless, na który przerzuciłaby się połowa widzów NBA, to byłby dowód
            na spadek poziomu ligi? ;-) Na widownię oprócz poziomu gry wpływ mają
            dziesiątki czynników, w tym nawet stan gospodarki jako takiej, i nie można
            wyciągać wniosku, że skoro mniej osób ogląda, to liga musi być słabsza.
            Ale niezależnie od tego istnieje grupa, która oglądała NBA tylko dla Jordana,
            przyczyniając się do tych cytowanych rekordowych ratings; trudno się dziwić, że
            potem przestali oglądać i jednocześnie trudno uznać ich za prawdziwych fanów
            ligi. Odpływ takich ludzi był do przewidzenia; teraz pewnie ci z nich, którzy
            mieszkają w USA, podniecają się Tigerem Woodsem i całą machiną medialną
            skoncentrowaną z kolei wokół niego.

            > John Hollinger nie podaje jaki był index dla sezonu 1992/1993, ale rok
            później
            był on wysoki i wyniósł 0.89, więc pewnie i wtedy (92/93) nie należał on
            do
            najniższych (był to zatem "statystycznie sezon zdominowany przez kilka
            drużyn").

            I właśnie wyższy indeks dla początku lat 90. potwierdza moją tezę i jej wpływ
            również na Bulls: bo w czasie pierwszej trylogii odnosili zauważalnie mniej
            zwycięstw niż w czasie drugiej! Chociaż nie byli wtedy zmęczeni jak w 1997 i
            1998, a wielu fanów Bulls wciąż jest zdania, że to skład z 1992 był lepszy niż
            ten z 1996, mimo niepobicia rekordu.


            > I co, chętniej byś teraz obejrzał jeszcze raz finały Bulls-Suns, czy
            Spurs-Nets? I gdzie rywalizacja była bardziej zacięta? W sezonie
            wyrównanym czy
            zdominowanym? Komu było łatwiej zdobyć tytuł: Bulls czy Spurs?

            Łatwiej było Spurs, bo cieszyli się zauważalną przewagą sił nad
            przeciwnikiem. Ale fakt, że jedna Konferencja jest teraz rekordowo słabsza od
            drugiej, nie oznacza jeszcze, że rywalizacja w całej lidze jest mniej zacięta:
            po prostu przedwczesne Finały grane są na Zachodzie.

            > Generalnie, artykuł przedstawia tylko wyniki prostej analizy
            statystycznej, ale
            autor nie próbuje zanalizować przyczyn takiego stanu rzeczy. Każdy z nas
            może z
            kolei próbować przedstawić własną analizę i własną interpretację tej
            sytuacji.
            To kwestia interpretacji.

            Niezależnie od interpretacji, artykuł na pewno mówi jedno: w 1996 liga była
            znacznie mniej wyrównana niż w 1984 czy 2003. I, LB, tak nawet na chłopski
            rozum :-) : gdzie łatwiej osiągać dużo zwycięstw w regular season – w lidze
            wyrównanej niż niewyrównanej?

            > Pzdr,
            LB

            PS. A Ty jakie masz zdanie na ten temat? No i co sądzą o tym pozostali
            czytelnicy forum? Jaka jest Wasza interpretacja?


            Co do Twojego 2. postu: niezależnie od intepretacji konkretnego przypadku,
            trudno się nie zgodzić z generalną tezą, że poziom rywalizacji wpływa na jakość
            osiąganych zwycięstw. Dlatego dla mnie ani 72-10 Bulls ani 15-1 moich Lakers
            nie wpływają na uznanie ich za lepszych od gigantów z choćby lat 80. (choć
            oczywiście dla Ciebie jako zwolennika wyższości playoffs ten drugi rekord
            powinien liczyć się bardziej ;-)).


            Capulet, nie przesadzaj: zawsze jestem ja kontra reszta świata? ;-)
            Aha, i skoro już na pewno odrobiłeś pracę domową i postudiowałeś podane Ci
            stronki, może byś się sam włączył do dyskusji? :-)


            Co do Zo: myślę, że nawet jeśli będzie grał przez 25 min. i na 50% dawnej
            formy, to biorąc pod uwagę poziom i płace środkowych ligi, Nets nie będą
            żałować wydania na niego MLE, nawet niezależnie że pomogło to zatrzymać Kidda.
            W końcu nawet Mutombo w Finałach przydął się klubowi (a przydałby się i
            wcześniej w playoffs, tylko nie było potrzeby jego wystawienia), a graczem jest
            jednocześnie słabszym, starszym i wielokrotnie droższym.
            A jeśli Mourning zagrałby na jakieś 2/3 formy (podobnie jak w sezonie 01/02),
            to wciąż naprawdopodobniej byłby C nr 2 w lidze, w następnym sezonie jeszcze
            przed Yao.

            Pzdr

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka