Gość: Józek Olchawa
IP: 62.89.113.*
10.09.03, 10:27
Komentator i dziennikarz sportowy pan Zdzisław Ambroziak jest jak posąg z
granitu. Jego nieznośna maniera przepoetyzowania relacji i komentarzy,
używania górnolotnych metafor i skojarzeń - słowem: bełkotliwego bicia piany,
jest na dłuższą metę nie do zniesienia. Maniera ta pozostaje niezmienna od
lat i to zaskorupienie będące popłoczyną stylu Bohdana Tomaszewskiego, jest u
Ambroziaka niereformowalne. Pół biedy jeśli pisze - można się wówczas z
zaciśniętymi zębami przebić przez te qasi-poetyckie wypociny. Najgorsze jest
w jego przypadku słowo mówione. Horror, thliller czy jak to tam zwać.
Kwieciste porównania, wznoszenie się szczyty komentatorskich uniesień,
operowanie słowami-kluczami, dorabianie mitologiczno-historyczno-
fizjologiczno-filozoficznych wątków do siatkarskiego zbicia i bloku,
tenisowego serwisu itp.;wszystko to jest żenujące, co w połączeniu ze
śmieszną modulacją głosu, daje superkomiczny a jednocześnie żałosny efekt.
Bardzo lubię siatkówkę i tenis, lecz podczas oglądania relacji z zawodów
wielokrotnie zżymałem się na bełkot Ambroziaka płynący z offu i zastanawiałem
się czy nie wyłączyć telewizora, aż tu pewnego pięknego dnia moja żona wpadła
na genialny w swojej prostocie(czego życzę Panu Ambroziakowi)pomysł: Wzięła
pilota i wyłączyła tylko głos oraz zabroniła mi czytać w "Wyborczej" jego
relacji i komentarzy. Od tego czasu polubiłem na nowo te dyscypliny, a
atmosfera w domu podczas transmisji telewizyjnych zawodów sportowych
komentowanych przez ww. i mojej prasówki jest zdecydowanie lepsza. I dzieci
się mnie mniej boją.
Znakomicie prawdza się w tym przypadku stara zasada, że żurnaliści dzielą
się na dziennikarzy i dziennikarzy sportowych.
Pozdrawiam bez złośliwości i zacietrzewienia.
Józef Olchawa(Kraków)