23.01.06, 15:43
Czy ktoś może wie czym jest/będzie zabawny budyneczek z "plisowaną" elewacją
przy drodze z Bielska do Cieszyna, gdzieś przed salonem Peugot'a ?
Wygląda na jakiś biurowiec...?
Obserwuj wątek
    • stoik1 ten ? 23.01.06, 16:55
      img26.imageshack.us/img26/6941/bbc5us.jpg
      bo jak nie ten to nie wiem
      a jak ten to też nie wiem : )
      • kserkses1 chyba ten - z lewej strony zdj. zaczyna się .. 24.01.06, 09:20
        taki fajny, pozałamywany ryzalicik...
        Bliżej Bielska, jakoś tak za Sarnim Stokiem po prawej...
        /jeżdżę o pierwszej w nocy i podsypiam, więc trochę mogę przekłamywać
        odległości :)/
    • aliveinchains Re: varia... 23.01.06, 19:45
      ...hmm....a gdzie to jest, bliżej BB czy Cieszyna?
      • stoik1 Re: varia... 23.01.06, 20:00
        ten "mój" zdecydowanie bliżej BB, jadąc do cn po prawej, gdzieś tam koło makro
        • aliveinchains Re: varia... 23.01.06, 20:48
          ...w takim razie jest to biurowiec Bielskiego Parku Technologicznego...ciekaw jestem jakie firmy się tam ulokują? Podobno same high-tech...

          A w Cieszynie jest coś podobnego???...jeśli tak to dajcie znać
          • wislok1 Oj, złośliwy 23.01.06, 21:45
            Przy okazji: zapraszam na moje forum, dałem twój cytat o marnowanych przez
            Cieszyn szansach
          • kserkses1 dzięki! a w C. nie ma "czegoś podobnego", 24.01.06, 09:22
            w C. malujemy zabytki na zielono lub różowo i oblepiamy kamienice w mieście
            plasteliną (by nie powiedzieć kupą...) - vide jubiler na x.Szersznika...
            • stoik1 kurcze, stwierdzam że jakoś ostatnio omijam szersz 24.01.06, 14:45
              nika
              a jak idę w poprzek to się nie rozglądam : )
    • kserkses1 Celliniego Saliera się znalazła... była zakopana.. 24.01.06, 10:14
      www.khm.at/system2E.html?/staticE/page842.html
      CUDOWNIE!
      bo myślałam, że już jej nie zobaczę!
      • stoik1 Re: Celliniego Saliera się znalazła... była zakop 24.01.06, 12:12
        nawet nie wiedzialem że się zgubiła
        już, tzn że widziałaś kiedyś "na żywo" ?
        • kserkses1 tak, jest absolutnie/genialnie/piękna :) 24.01.06, 12:28
          była eksponowana w Kunsthistorisches... Stamtąd, z zamkniętej gablotki
          buchnięto ją parę lat temu... Złodziej wmaszerował do galerii przez
          rusztowania - muzeum było w remoncie...
          Byłam przekonana, że ktoś ją gwizdnął na zlecenie, i że teraz, po wsze czasy
          będzie leżała w jakimś rodowym sejfie - np. na wyspach japońskich...
          A tu taka miła wiadomość...:)
          • stoik1 Re: tak, jest absolutnie/genialnie/piękna :) 24.01.06, 12:45
            zwinął i zakopał
            ciekawe, może za mało spatynowana była
            • kserkses1 Re: tak, jest absolutnie/genialnie/piękna :) 24.01.06, 13:16
              :)
              dobrze, że jest złota... inną szlag by trafił....
              • kubek absolutnie/genialnie/piękna ? 25.01.06, 18:36
                Nie znam się, proszę się wytłumaczyć?
                www.khm.at/data/page842/page842/saliera600.jpg
                • kserkses1 Re: absolutnie/genialnie/piękna ? 26.01.06, 09:54
                  OK...
                  Wyobraź sobie...:
                  -rzeźbę przedstawiającą w każdym szczególe piękną, smukłą dziewczynę i
                  takiegoż, cudownie smukłego mężczyznę, oboje o pięknych twarzach,
                  proprcjonalnych członkache etc...
                  -przedstawionych w swobodnych, erotycznych pozycjach - naprzeciw siebie, jakby
                  muskających się w stopę czy ramię...
                  -wokół nich pełne bogacto - złoto, kamienie szlachetne i perły ubrane w
                  kształty żywych stworzeń, złota brama itp...
                  Widzisz zapewne coś dużego - taka skala Berniniego... i tu największy czad:
                  to wszystko ma 26 cm wysokośći i 36 cm średnicy... Jest dziełem jubilera-
                  rzeźbiarza... a działa jak duża pełnowymiarowa kompozycja...
                  Ja mam ciarki na plecach jak patrzę na takie STWORZENIA... Bo nie moge tego
                  nazwać przedmiotem...
                  /ale historycy sztuki są walnięci:)/
    • stoik1 coś się jeszcze znalazło ? 24.01.06, 14:43
      • alex.stela Re: coś się jeszcze znalazło ? 24.01.06, 15:44
        Znalazłem wyjście z sytuacji
        • kserkses1 Re: coś się jeszcze znalazło ? 25.01.06, 09:28
          ale nie jest to ślepy zaułek? :)
      • kserkses1 Caraggio!!!! YES! YES! YES! 26.01.06, 09:38
        Odnaleziony Caravaggio
        "Pielgrzymka naszego pana do Emaus" i "Święty Tomasz wkładający palec do ran
        Chrystusa" - dwa XVI-wieczne obrazy odkryte niedawno w kościele we francuskim
        miasteczku Loches nad Loarą wyszły spod pędzla Caravaggia - potwierdzili
        wczoraj eksperci.

        Obrazy trafiły do Francji razem z partią płócien zamówionych u mistrza przez
        Filipa de Bethune, ambasadora króla Henryka IV w Rzymie. Zostały skonfiskowane
        rodzinie de Bethune podczas wielkiej rewolucji francuskiej, ale konfiskatorzy
        nie znali ich prawdziwego pochodzenia. Po upadku rewolucji przekazano je
        kościołowi w Loches.

        Dzieła leżały przez wiele lat w pomieszczeniu gospodarczym za organami. Ich
        autentyczność potwierdził m.in. specjalista od Caravaggia Jose Freches - skład
        chemiczny użytych barwników i płótno zgadzają się z innymi pracami artysty.
        Przez cztery stulecia nikt nie poddawał ich renowacji, co dziś podnosi ich
        wartość. Zostaną zaprezentowane latem tego roku w Loches - władze miasta liczą
        na to, że staną się lokalną atrakcją turystyczną.

        Ostatni przypadek odkrycia dzieła Caravaggia miał miejsce w 1990 roku w
        Dublinie - obraz jest dziś jedną z głównych atrakcji irlandzkiej National
        Gallery.

        serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,3131221.html
        • kserkses1 oczywiście miało być CARAVAGGIO... 27.01.06, 10:52

          • stoik1 oczywiście 27.01.06, 11:08
            bardzo pocieszające, że jeszcze można znaleźć jakiegoś caravaggia w
            pomieszczeniu gospodarczym
            muszę sprawdzić w piwnicy
            • kserkses1 Re: oczywiście 27.01.06, 12:11
              zawołaj, to Ci pomogę...;)
              na strych też trzeba spojrzeć...!
              • stoik1 Re: oczywiście 27.01.06, 12:37
                na strychu badziewie
                same kossaki
                • kserkses1 Re: oczywiście 27.01.06, 12:46
                  fuj... spal to, bo jeszcze kto znajdzie i powiesi na ścianie...;)
      • kserkses1 mapa w Pszczynie... 27.01.06, 10:51
        Czy mapa z Pszczyny pozwoli rozwikłać zagadkę? Zabytkowa mapa sprzed kilku
        wieków, odnaleziona w archiwum pszczyńskiego zamku, może odpowiedzieć na
        pytanie, czy mieszkańcy Woli i okolic to potomkowie dworzan króla Henryka
        Walezego.
        Mapa autorstwa W. Puscha powstała w latach 1776-1794. W jej prawym dolnym rogu
        znajduje się rysunek słynnej komory solnej na Wiśle w Woli. Częściowo
        zaznaczony jest też szlak, który zaczynał się w Krakowie, a kończył w Wiedniu.
        Znany od średniowiecza kupiecki trakt nazywało się wtedy "wielą albo wielgą
        drogą". Z tego też powodu nazwa Wolia pojawiała się już na mapach XV- i
        XVIwiecznej Europy.

        - Komora stała przy karczmie Golusów, obok wąskiej wieży strażniczej, z której
        miejscowi obserwowali okolicę w obawie przed napadami. Na rysunku widać dwa
        wejścia, bo karczma była podzielona. W jednej części pili miejscowi wolni
        chłopi, w drugiej podróżni - mówi Andrzej Złoty, prezes Bractwa Gospodarczego
        Związku Górnośląskiego z Pszczyny.

        Zygmunt Orlik, historyk ziemi pszczyńskiej, przypomina sobie zapiski o komorze
        solnej z czasów króla Henryka Walezego, który nie chciał polskiego tronu. -
        Były to zapiski jakiegoś dworzanina, który w XVI wieku uciekał z Walezym do
        Francji. Mieli z innymi dworzanami przejechać mostem obok komory solnej i
        zniszczyć go rapierami oraz szablami. W ten sposób chcieli zatrzymać pogoń. Nie
        wydaje mi się, żeby most na takim szlaku był zrobiony z kilku desek, więc tutaj
        chyba porwała dworzanina fantazja - śmieje się Orlik.

        Historyk opowiada, że od kilku wieków mieszkańcy okolicznych wiosek, znający
        historię tego miejsca, uważają się za potomków dworzan Walezego. Chodzi o
        popularne tutaj nazwisko Golus, które ma być śląskim odpowiednikiem Gallusa.
        Nazwa "Gallus Wald", czyli las Gallusów, pojawia się nawet na odnalezionej
        mapie. Złoty uważa, że coś w tym jest, Orlik mówi, że jest sporo do
        wyjaśnienia.

        Pierwszą osobą, która chce się podjąć tego zadania, jest Bronisława Świergolik
        z Ćwiklic, która wychowała się w Woli. 67-letnia pani Bronisława jest z
        wykształcenia ślusarzem-tokarzem. Od dziecka interesuje się historią komory
        solnej, pisze książki o mieszkańcach Woli, którzy poginęli w pierwszej i
        drugiej wojnie światowej. - Od dawna pytałam starszych o to, co się tam
        właściwie stało i dlaczego wszystko spłonęło. Mówili, że w XIX wieku, kiedy już
        szlak nie funkcjonował, pędzili przez most stada bydła, a zabudowania strawił
        pożar w czasie zaborów. Zanim się do tego zabiorę, muszę jeszcze w archiwach
        pogrzebać - tłumaczy.
        Katarzyna Piotrowiak

        miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3133205.html
    • kserkses1 urodziny Mozarta trzeba uczcić... 27.01.06, 10:35
      dwieściepięćdziesiąte...
    • kserkses1 dopiero dziś na to wpadłam... a mocne: 08.02.06, 12:35
      CIESZYN JAKO CENTRUM DIZAJNU (SIC!)
      Zamek Sztuki i Przedsiębiorczości w Cieszynie kończy rok

      Marcin Mońka 27-01-2006, ostatnia aktualizacja 27-01-2006 21:15

      Jeszcze kilkanaście miesięcy temu Cieszyn kojarzył się głównie z piękną
      starówką, Wzgórzem Zamkowym i festiwalem Nowe Horyzonty. Teraz o mieście mówi
      się, że staje się centrum dizajnu.


      Gdy w styczniu 2005 roku otwierano Zamek Sztuki i Przedsiębiorczości, cieszyli
      się zwłaszcza projektanci, artyści oraz krytycy sztuki. Zamek to
      przedsięwzięcie unikatowe, bo nigdzie dotąd w Polsce nie powstało regionalne
      centrum dizajnu, czyli wzornictwa. - Jesteśmy w takim "centrum poza centrum".
      Gdy kiedyś rozmawiałam ze znanym projektantem o Zamku, ten zapytał mnie: czy
      wiadomo, gdzie jest produkowana coca-cola? Najważniejsze, aby być najlepszym na
      świecie - opowiada Ewa Gołębiowska, dyrektorka Zamku.

      Na razie cieszyńskie centrum nie ma tak globalnych ambicji. Stawia na
      wzornictwo, sztukę użytkową, rzemiosło artystyczne, turystykę, ginące techniki
      i zawody. - Chcemy przekonywać, że kultura i sztuka też są wartością
      gospodarczą - wyznaje Gołębiowska, która od początku funkcjonowania Zamku
      zachęca do współpracy przedsiębiorców. W rozmowach z nimi powtarza, że
      wzornictwo to umiejętność nadawania przedmiotom znaczenia, a nawet tożsamości.
      Podczas spotkań z producentami tłumaczy im, że nie sprzedają np. butów, ale
      markę, a często iluzję lub nawet marzenia. - Początki zawsze są niezwykle
      trudne. Często jest tak, że producent nigdy w życiu nie widział projektanta i
      myśli, że to natchniony artysta, który będzie mu robić rewolucję w zakładzie,
      by realizować swoje szalone wizje - dodaje dyrektorka. Wielu śląskich
      przedsiębiorców udało się już namówić na warsztaty, spotkania i konferencje.
      Kilku projektantów nawiązało współpracę z firmami. Z myślą o nich Zamek
      zorganizował też kilkanaście intrygujących wystaw, w tym: "Wobec
      konsumpcji", "Polska pasja tworzenia. Meble" oraz "e-a-t: eksperyment i
      typografia".

      Wszystkie ekspozycje były organizowane w odnowionej części cieszyńskiego zamku.
      Część eksponatów wystawiano też poza murami. Rodziło to zabawne sytuacje. -
      Przez kilka ciepłych miesięcy przed Oranżerią cieszyła wszystkich fontanna -
      parasol wodny, który włączał się pod wpływem ruchu. Jednak wielu turystów
      myślało, że fontanna włącza się jak zegar, o pełnej godzinie. Cierpliwie
      czekali, a tymczasem wystarczyło, że ktoś przeszedł lub przeleciał ptak -
      wspomina Gołębiowska. Zainteresowanie wzbudzają też przedmioty dalekie od
      dizajnu. - Rower pana Franciszka, naszego dozorcy, ma ponad 15 lat i zwykle
      stoi oparty o frontową ścianę. Dlatego często jest brany za eksponat. Bywa, że
      młode pary, które przychodzą na Wzgórze, robią sobie z rowerem zdjęcie. Pan
      Franciszek zapewnia, że przynosi szczęście - śmieje się Gołębiowska.

      Dizajnerska działalność Zamku ujawnia się także w gotowych przedmiotach, które
      można zakupić w Cieszynie. Artyści sięgnęli po haft beskidzki, którego
      geometryczne wzory pojawiły się na koszulkach i smyczach do kluczy. Przedmioty
      łączące stare z nowym (sposób haftowania i materiał, na jakim są wyszywane
      wzory, budzą skojarzenia z geometryzacją, a także z pikselami) stały się
      przebojem letnich miesięcy w Cieszynie.

      Marcin Mońka
      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35018,3135242.html
      • alex.stela Re: dopiero dziś na to wpadłam... a mocne: 08.02.06, 14:58
        Co jak co, ale promocje to sobie robią niezłą. Gdyby jeszcza tak reszta dobrze
        im wychodziła... ;-)
        • kserkses1 :) 08.02.06, 15:00

    • kserkses1 piękne marzenia... 08.02.06, 12:38
      Niecodzienny pomysł na zagospodarowanie wieży ciśnień w Żywcu
      Ewa Furtak 07-02-2006, ostatnia aktualizacja 07-02-2006 20:22

      - Ta wieża jest fantastyczna. Można w niej zbudować obserwatorium z największym
      teleskopem w Polsce - zachwyca się Jacek Uniwersał. Do pomysłu zapalili się też
      żywieccy urzędnicy

      Pod koniec października zeszłego roku ponadstusześćdziesięcioletnia Wieża
      Braniborska w Zielonej Górze wzbogaciła się o ponadtrzymetrową kopułę
      osłaniającą nowoczesny teleskop. Obserwatorium w Instytucie Astronomii
      Uniwersytetu Zielonogórskiego sterowane jest zarówno z kopuły, jak i z
      pomieszczeń dolnej części wieży. Służy nie tylko studentom - odległe od Ziemi
      nawet o miliard lat świetlnych obiekty mogą obserwować także mieszkańcy. Kopułę
      wybudowała żywiecka firma Uniwersał - słynny na całym świecie producent m.in.
      lunet, teleskopów i obserwatoriów astronomicznych.

      Jacek Uniwersał, jeden ze współwłaścicieli firmy, proponuje, by w podobny
      sposób wykorzystać starą wieżę ciśnień obok dworca kolejowego w Żywcu. - Wieża
      ma fantastyczną średnicę około 15 metrów, a to oznacza, że można w niej
      wybudować obserwatorium z największym teleskopem w Polsce o średnicy metra -
      zachwyca się Uniwersał. Można by przez niego oglądać np. pierścienie Saturna,
      czapy polarne na Marsie czy plamy na Słońcu.

      Uniwersał rozmawiał już o pomyśle z żywieckimi urzędnikami. Burmistrz Antoni
      Szlagor bardzo się zapalił. - Takie obserwatorium mogłoby stać się wielką
      atrakcją turystyczną - mówi.

      Obserwatorium byłoby nie tylko atrakcją dla turystów. W Żywcu prężnie działa
      koło miłośników astronomii Antares. Uniwersał tłumaczy, że w wieży jest dojść
      miejsca, by pod kopułą otworzyć pracownię komputerową. Nowoczesne teleskopy
      wyposażone są w kamery, a młodzi astronomowie mogliby na miejscu zająć się np.
      obróbką zrobionych za ich pomocą zdjęć nieba. Z czasem wieża mogłaby stać się
      nawet placówką naukową. Koszty takiego przedsięwzięcia nie są na razie znane.
      Nie wiadomo jeszcze, jakie prace trzeba by wykonać, by przekształcić wieżę w
      astronomiczne obserwatorium.

      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35056,3152437.html
    • kserkses1 od kontaktów z geniuszem wyrasta geniusz? :) 09.02.06, 10:31
      limeryki Michała Rusinka - sekretarza Szymborskiej...:

      Zakonnicy ze wsi Kowal
      mnich się wessał raz w ust owal.
      Gdy odessać się zdołała
      zawołała kardynała:
      "Eminencjo, weź mu dowal".


      Pewien pan spod miasta Poznań
      lubi sztukę Olgi Boznań-
      skiej. I lubi, gdy sąsiadki
      chłoszczą pejczem mu pośladki,
      dostarczając słodkich doznań.

      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35796,3154172.html
      • stoik1 albo eugeniusz : ) 09.02.06, 11:28
        nie sądzę żeby to było zaraźliwe
    • kserkses1 dla wielbicieli i zainteresowanych 09.02.06, 15:14
      kulturą habsburskiego zaborcy :)
      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3154252.html
      Obrazki liche, ale ok, że pokazują...
    • kserkses1 a w Cieszynie sypią się organy... 09.02.06, 15:21
      Zabytkowe cieszyńskie organy potrzebują pilnej naprawy

      Marcin Czyżewski 08-02-2006 , ostatnia aktualizacja 08-02-2006 20:33

      Piękne, zabytkowe organy w ewangelickim kościele Jezusowym w Cieszynie są w
      fatalnym stanie. Parafia szuka pieniędzy, żeby ratować cenny instrument. Pomoc
      zapowiedziało już miasto.


      Organy w kościele Jezusowym to najstarszy i najcenniejszy taki instrument na
      Śląsku Cieszyńskim, jeden z najznakomitszych w Polsce. Niemiecka firma Sauer
      wykonała je w XVIII wieku. Mają 2067 piszczałek - o wysokości od 6 cm do 6 m.
      Ich imponujące brzmienie znają nie tylko parafianie. W kościele organizowane są
      najważniejsze cieszyńskie koncerty - m.in. w ramach Festiwalu Muzyki Organowej
      i Kameralnej oraz słynnego Viva il canto.

      Mariusz Makowski, historyk z Muzeum Śląska Cieszyńskiego: - To wielkie dzieło
      barokowe, wspaniały przykład architektury organowej. Ich dźwięk w kościele
      Jezusowym, gdzie panuje niezwykła akustyka, robi niesamowite wrażenie. Nie
      potrafię sobie wyobrazić tej świątyni bez tych organów.

      Cenny i piękny instrument ma się jednak coraz gorzej. - Piszczałki są już
      zanieczyszczone, a te wykonane z drewna, podobnie jak inne drewniane elementy,
      drążą korniki - mówi ks. Janusz Sikora, proboszcz parafii ewangelickiej.

      Potwierdziła to ekspertyza niemieckich specjalistów, zajmujących się m.in.
      renowacją organów na Dolnym Śląsku. Według nich organy trzeba rozebrać na
      drobne części, wyczyścić, odpowiednio zakonserwować i złożyć ponownie.

      Będzie to kosztować około 300 tys. zł. Parafia wspólnie z miastem chce zwrócić
      się o dofinansowanie remontu m.in. do Ministerstwa Kultury. - Będziemy się
      również starali znaleźć jakieś środki w naszym budżecie - zapewnia Bogdan
      Ficek, burmistrz Cieszyna.

      Prace mają się rozpocząć jeszcze w tym roku. - Chcemy zdążyć na 2009 rok. Wtedy
      z udziałem gości z zagranicy będziemy obchodzić 300-lecie naszego kościoła -
      dodaje ks. Sikora.

      Cieszyński kościół Jezusowy to tzw. kościół łaski. Po kontrreformacji luteranie
      w monarchii austriackiej musieli się kryć ze swoimi obrzędami. W domach i
      lasach przy stołach ofiarnych śpiewali psalmy, czytali postyllę, czyli
      komentarze do Biblii, i słuchali kazań wędrownych kaznodziei. Dopiero w 1709
      roku cesarz Józef I - na podstawie tzw. ugody altransztackiej, oznaczającej
      początki tolerancji religijnej na Górnym i Dolnym Śląsku - zezwolił luteranom
      na budowę pierwszego kościoła ewangelickiego na Śląsku Cieszyńskim i kilku
      kościołów w Kotlinie Kłodzkiej. Stąd nazwa "kościoły łaski". Jeszcze w tym
      samym roku zbudowano w Cieszynie prowizoryczny drewniany kościółek i zaczęto
      wznoszenie murów obecnego. Jego budowa trwała 14 lat.
      • kserkses1 pozostałe kościoły łaski... 09.02.06, 15:39
        powstały w Żaganiu, Kożuchowie, Jeleniej Górze, Kamiennej Górze, Miliczu...

        Nie mylić z Kościołami Pokoju, które nie mogły być z "trwałego materiału" -
        można było do ich budowy używać wyłącznie drewna, gliny etc... Więc coś mu to
        nie konweniuje z porządną barokową architekturą Kościoła Jezusowego...
        vide - cudowne absolutnie - Kościoły Pokoju w Jaworze, Świdnicy czy już nie
        istniejący w Głogowie
    • kserkses1 pomnikomania... 10.02.06, 12:08
      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35056,3156713.html
      250 tyś złotych to ile miesięcy funkcjonowania np. przedszkola?
      Przynajmniej nie jest to jakiś gniot dramatyczny...
    • kserkses1 coś w tym jest...:) 01.03.06, 15:45
      Orgazm świętej Teresy
      Tygodnik "Wprost", Nr 1211 (26 lutego 2006)
      Erotyczne uniesienia przeżywa co piąty widz oglądający klasyczną sztukę
      Łukasz Radwan,Iga Nyc

      Jack Nicholson powtarza, że oglądanie obrazów Tamary Łempickiej jest dlań
      mocniejszym doznaniem niż orgazm. Sławny aktor jest jedną z setek tysięcy ofiar
      uwiedzenia przez sztukę. Cierpi on na syndrom Rubensa. Podobnie jak na przykład
      Fiodor Dostojewski, który oglądając klasyczne dzieła, dostawał z zachwytu
      ataków epilepsji. Na syndrom Stendhala zapadł z kolei Homer z kultowej
      kreskówki "Simpsonowie". W jednym z odcinków zostaje artystą i by się
      zainspirować, ogląda dzieła dawnych mistrzów. Te obrazy nawiedzają go później w
      sennych koszmarach: czuje się osaczony przez sztukę i wpada w panikę. Okazuje
      się, że podobne działanie jak viagra bądź środek psychotropowy ma tylko
      tradycyjna sztuka figuratywna, w dodatku najczęściej autorstwa wielkich
      mistrzów, jak Sandro Botticelli czy Michał Anioł. Naukowcy badający syndrom
      Rubensa stwierdzili, że naturalistyczna golizna i epatowanie seksem,
      charakterystyczne dla współczesnych obiektów sztuki, zamiast podniecać, często
      wywołują agresję widzów.

      Ekstaza w muzeum
      Psychologowie stwierdzili, że "Wiosna" Sandra Botticellego może wywołać
      śmielsze myśli erotyczne niż dziewczyny z rozkładówek "Playboya". Aż 20 proc.
      bywalców galerii sztuki i wystaw przeżywa erotyczną przygodę. Najbardziej
      erotycznie działają klasyczne greckie rzeźby oraz płótna Caravaggia.
      Tajemnicza scena z filmu Briana De Palmy "Ubranie mordercy", w której główna
      bohaterka podczas zwiedzania muzeum ulega urokowi nieznajomego, staje się
      jasna, gdy zważymy, że na ścianach wisiały obrazy największych mistrzów.
      Seksuolodzy uważają, że muzeum jest lepszym miejscem na zawieranie przygodnych
      znajomości niż dyskoteka lub klub, bo duch erotyzmu wręcz się tam unosi. We
      Włoszech ułożono nawet ranking sprzyjających doznaniom erotycznym muzeów.
      Przewodzą Palazzo Doria w Genui, Pinacoteca di Brera w Mediolanie, Galeria
      d'Arte Moderna w Turynie i Muzeum Guggenheima w Wenecji.
      Listę najbardziej stymulujących seksualnie dzieł otwiera posąg "Umierający
      Gal", znajdujący się w Muzeum Kapitolińskim w Rzymie. Rzeźba przedstawia
      umierającego nagiego wojownika. Właściwie jest to kopia zaginionego greckiego
      oryginału z brązu zrobiona przez Rzymian w V wieku. Ale nawet ta kopia wywołuje
      erotyczne uniesienia. Wiedział o tym Napoleon, dlatego polecił przewiezienie
      posągu do Paryża.
      Niekwestionowanym od ponad pięciuset lat ideałem piękna i obiektem westchnień
      jest "Dawid" Michała Anioła. Co roku ponad milion turystów przyjeżdża do Włoch
      tylko po to, by go zobaczyć. Widzowie na widok Dawida mdleją częściej niż
      nastolatki na widok idoli popkultury. Graziella Magherini, profesor psychiatrii
      z uniwersytetu we Florencji, zbadała fizjologiczne i psychiczne reakcje osób
      oglądających posąg Michała Anioła. Nazwała je syndromem Dawida. Okazało się, że
      widzowie dostają palpitacji serca, duszności, tracą przytomność. Reakcjom tym
      towarzyszy często odurzenie porównywalne z upojeniem alkoholowym czy
      narkotycznymi halucynacjami. Czasem występuje oszołomienie, uczucie paniki czy
      zazdrości. Magherini prowadziła swoje badania przez 10 lat, rozmawiając z
      setkami osób, które po zobaczeniu posągu trafiły do szpitala z zaburzeniami
      psychicznymi.

      Ekstaza Dostojewskiego
      Dario Argento nakręcił horror "Syndrom Stendhala", którego akcja rozgrywa się
      we florenckiej galerii Uffizi, gdzie znajdują się dzieła Botticellego, Michała
      Anioła, Leonarda da Vinci, Rafaela i Tycjana. Bohaterka, policjantka, która w
      galerii ściga oprawcę, pod wrażeniem eksponatów zaczyna tracić zmysły i doznaje
      halucynacji. Inspiracją do tej fabuły były badania prof. Magherini z 1989 r.
      Reakcje widzów na dzieła sztuki charakteryzujące się omdleniami, dezorientacją
      czy paniką nazwała ona syndromem Stendhala. Słynny autor "Czerwonego i
      czarnego" odwiedził w 1817 r. Florencję. Po wizycie w kościele Santa Croce
      (pochowani są tam m.in. Michał Anioł, Dante Alighieri, Galileusz) opisał
      mistyczne doznania, jakich doświadczył, oglądając XVII-wieczne freski
      Volterry: "dzięki Sybilli Volterry doznałem takiej przyjemności, jakiej nie
      doznałem jeszcze nigdy w życiu. Osiągnąłem stan emocjonalny przypominający
      niebiańską ekstazę, który może się pojawić tylko pod wpływem piękna sztuki. Gdy
      wychodziłem z Santa Croce, moje serce biło nieregularnie, poczucie życia
      uciekło ze mnie tak szybko, iż bałem się, że zemdleję".
      Rosyjski pisarz Fiodor Dostojewski ekstatycznie zareagował na obraz Hansa
      Holbeina "Chrystus w grobie", co opisała w swoim dzienniku Anna Grigoriewna,
      druga żona autora "Biesów". Była ona świadkiem, jak Dostojewski "skamieniał" na
      ponad 20 minut. On sam swoje wrażenia opisał później w powieści "Idiota". W
      jednym z artykułów prasowych przeanalizował natomiast swe reakcje na grecką
      rzeźbę "Apollo Belwederski" dłuta Leocharesa. "Zmieniła na zawsze moją duszę"-
      pisał. Dostojewskiego do ekstazy doprowadzały też madonny pędzla Rafaela i
      Holbeina, ale również monumentalna architektura.
      Największe uniesienia oglądających wywołuje rzeźba "Ekstaza św. Teresy"
      Berniniego z rzymskiego kościoła Santa Maria della Vittoria. W czasach baroku
      popularne były opisy mistycznych spotkań z Bogiem karmelitanki świętej Teresy.
      Bernini wykorzystał te wizje, tworząc swą rzeźbę. Teresę umieścił na chmurze, a
      naprzeciw niej anioła przypominającego Kupida z ognistą strzałą w ręku. Twarz
      świętej ma ekstatyczny wyraz - jak podczas orgazmu. To skojarzenie jest tak
      czytelne, że Berniniego oskarżano o obrazę uczuć religijnych. Dzisiaj do Rzymu
      ciągną rzesze turystów i pielgrzymów chcących zobaczyć tylko to dzieło.
      Nasiliło się to po ukazaniu się "Aniołów i demonów" Dana Browna. Pisarz
      wyjaśnia, iż dzieło to przedstawia "świętą Teresę na plecach, wijącą się w
      wyginającym jej palce u stóp orgazmie". Brown nie jest jedynym, który
      podkreśla, że ekstaza religijna i erotyczna nie tylko wyglądają podobnie, ale
      prowadzą też do podobnych stanów uniesienia.
    • stoik1 Varia - reaktywacja: poczytam wieczorem : D 01.03.06, 15:52
      • stoik1 ufff, przeczytałem 01.03.06, 23:36
        dobre
    • kserkses1 choć może powinno być w feminizmach... 07.03.06, 13:27
      83% + 9% + 6% +2%
      = rozwiązanie tajemnicy Mony Lisy

      Naukowcy z uniwersytetu w Amsterdamie twierdzą, że rozwiązali tajemnicę
      słynnego dzieła Leonarda da Vinci, portretu Monny Lisy del Giocondo, małżonki
      florenckiego kupca Francesco di Bartolommeo di Zanobi del Giocondo. Portret
      namalowany został w latach 1503-06. Uważa się powszechnie, że efekt
      tajemniczego uśmiechu udało się osiągnąć artyście dzięki umiejętnemu i
      wyrafinowanemu modelowaniu światłocienia oraz zastosowaniu "sfumato", miękkiego
      modelunku, zacierającego wyrazistość konturów i sprawiającego wrażenie
      oglądania obrazu jakby przez mgłę lub dym. Dzięki specjalnemu programowi
      do "rozpoznawania uczuć" ustalono teraz, że na uśmiech Giocondy składają się; w
      83 % szczęście, w 9 % - pogarda, w 6 - strach oraz, że wyraża on w dwóch
      procentach zlość. Użyty algorytm (opisany w poważnym tygodniku brytyjskim "New
      Scientist") potrafi analizować rysy twarzy, takie jak kształt ust, czy "kurze
      łapki" wokół oczu i korelować je z sześcioma podstawowymi emocjami, jakie
      wyraża człowiek. Do zbudowania programu komputerowego przeanalizowano 10
      tysięcy zdjęć kobiecych twarzy. Odkrycie "tajemnicy uśmiechu" przeczy więc
      definitywnie opinii między innymi poety Paula Valery'ego, który twierdził, że
      uśmiech Mony Lisy nie wyraża niczego.
      www.artinfo.pl/index.php?dzial=TRESCI&art=artinformacje.php
      • albrecht1 Re: choć może powinno być w feminizmach... 07.03.06, 13:34
        kserkses1 napisała:

        > 83% + 9% + 6% +2%
        > = rozwiązanie tajemnicy Mony Lisy
        >
        > Naukowcy z uniwersytetu w Amsterdamie twierdzą, że rozwiązali tajemnicę
        > słynnego dzieła Leonarda da Vinci,

        Nie cierpie takiego rozwiazywania tajemnic. Czar prysnął... ;)
        • kserkses1 Re: choć może powinno być w feminizmach... 07.03.06, 13:41
          przyznasz, że wzór jest wspaniały :)
          teraz wszystkie portrety królewskie do analizy i wreszcie się dowiemy, dlaczego
          tak naprawdę Kazio zakończył dynastię a Zyga nie lubił Habsburżanek :)
    • kserkses1 jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o kasę... 17.03.06, 09:22
      wiadomosci.onet.pl/1318957,720,1,1,kioskart.html
      /Już naprawdę mam dość tego cyrku.../
    • kserkses1 nihil novi... 28.03.06, 09:25
      Gretkowska "wycięta" za kpiny z Kaczyńskich
      Z nowego numeru miesięcznika "Sukces" usunięto już po wydrukowaniu felieton
      Manueli Gretkowskiej - informuje dzisiejsza prasa.
      Jak podaje "Rzeczpospolita", w zeszłym tygodniu w magazynie firmy kolportującej
      miesięcznik dziennikarze i inni pracownicy pisma wycinali nożyczkami z 90 tys.
      wydrukowanych egzemplarzy stronę z felietonem.

      Decyzję, bez poinformowania autorki, podjął właściciel wydawnictwa Multico-
      Press Zbigniew Jakubas. Zdaniem samej Gretkowskiej powodem była interwencja
      Kancelarii Prezydenta RP w związku z jej wcześniejszym tekstem o braciach
      Kaczyńskich. W lutowym numerze "Sukcesu" Gretkowska stwierdziła m.in., że
      politykami powinni zajmować się psychoanalitycy. W związku z ówczesną zmianą na
      stanowisku ministerstwa finansów pisała m.in. "Kaczyńscy są przyzwyczajeni do
      kobiet finansistek, bo finansami w ich domu zarządzała owdowiała matka".

      Anna Kamińska, szefowa biura prasowego prezydenta Lecha Kaczyńskiego oprócz
      sprostowania mylnie podanego nazwiska minister finansów oraz faktu, że ojciec
      braci Kaczyńskich zmarł dopiero w zeszłym roku, nazwała
      felieton "pseudointelektualnym bełkotem". Swój list zakończyła
      stwierdzeniem: "Zapisana w konstytucji wolność słowa gwarantuje, że swoje
      wynurzenia mogą publikować twórcy tej miary co Manuela Gretkowska. Dziwi jednak
      fakt, że »Sukces«, pismo, które stara się zachować wysoki poziom, otwiera swoje
      łamy na tego rodzaju publicystykę".

      W bieżącym numerze pisma Gretkowska zamierzała odpowiedzieć na list
      prezydenckiej urzędniczki. W usuniętym felietonie padło m.in. zdanie: "Jeśli
      pisarz brzydko kłamie, rozczarowani czytelnicy mogą go ukarać, nie czytając i
      nie kupując jego książek. Polityk ciskający wyborcze iluzje, łgający podczas
      kadencji jest oszustem. Czy równie bezkarnym co artysta?". Gretkowska napisała
      też, że ostatni przypadek publicznego łajania pisarzy przez polityka miał
      miejsce za czasów Gomułki.

      Zdaniem wydawnictwa decyzja nie ma związku z treścią tekstu, a wynika z powodów
      formalnoprawnych. Jak powiedziała "Gazecie Wyborczej" dyrektor wydawnictwa
      Mariola Wiercińska, zdaniem jej prawników najpierw "Sukces" winien opublikować
      list Kamińskiej, a dopiero potem polemiczny felieton Gretkowskiej.

      Tymczasem, jak podaje Presserwis, Gretkowska nie zamierza już więcej
      współpracować z "Sukcesem". "Gazecie Wyborczej" pisarka powiedziała,
      że "poprosi Jarosława Kaczyńskiego o pomoc, bo mówił, że będzie bronił
      dziennikarzy przed wydawcą, który ogranicza wolność słowa dziennikarzy".
      • kserkses1 Re: nihil novi... 28.03.06, 09:28
        Cenzura czy zabawa
        Wojciech Krzyżaniak 28-03-2006, ostatnia aktualizacja 27-03-2006 23:34

        Czy to, co się dzieje w mediach, to już regularna cenzura, czy dopiero jej
        początki? Krajowa Rada przestraszyła Polsat, a teraz Polsat straszy widzów

        W ostatnim, niedzielnym programie "Kuba Wojewódzki" w Polsacie fragmenty
        rozmowy gospodarza z Muńkiem Staszczykiem, liderem T.Love, zastąpiono planszą o
        tym, że treść wypowiedzi może być zinterpretowana przez Krajową Radę Radiofonii
        i Telewizji jako naruszająca przepisy ustawy o mediach i jako taka nie może być
        wyemitowana w obawie przed karą. Plansza pojawiła się razy kilka i nie
        przypadkiem wtedy, gdy akurat rozmowa schodziła na piosenkę T.Love pt. "Mr.
        President". Tym razem była to tylko prowokacja producentów i nadawcy i widzowie
        nic nie stracili. Ale akcja Polsatu może niedługo stać się normą w polskiej
        telewizji.

        - Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powinna stać na straży wolności słowa, a
        staje się organem do jego tłamszenia - mówi prof. Wiesław Godzic, wybitny
        medioznawca - Z przestrachem obserwuję, że wracamy do sytuacji, w której władza
        wszystko wie najlepiej i próbuje to wymóc na obywatelach. Niektórzy publicyści
        mówią, że jest to tylko histeria intelektualistów, a ja widzę poważne i realne
        zagrożenie - dodaje.

        Szefostwo Polsatu oficjalnie nie tłumaczy użycia plansz. Chce, by wnioski
        wyciągnęli widzowie. - To rodzaj protestu przeciwko temu, co się dzieje - mówi
        pracownik firmy Freemantle Media, producenta programu, który chce zostać
        anonimowy. - Jeśli teraz nie zareagujemy, to nie wiadomo, jaki będzie finał.
        Musimy zacząć się bronić.

        Przed czym? KRRiT ma Departament Analiz Programowych, który może dopatrzyć się
        wszystkiego. Prowadzi już kilkadziesiąt spraw zgłoszonych przez obywateli.

        Prawdziwa cenzura dotknęła pisarkę Manuelę Gretkowską, która drukowała
        felietony w miesięczniku "Sukces". Wydawca wyciął (dosłownie!) jej ostatni
        felieton z całego nakładu. Zrobił to po interwencji Kancelarii Prezydenta Lecha
        Kaczyńskiego. - To przykład nie tyle cenzury, ile nadgorliwości w odgadywaniu
        przez wydawcę tego, czego oczekuje władza . A to jest niefajne - powiedziała
        nam Justyna Pochanke z TVN 24, która wczoraj na znak protestu zrezygnowała ze
        współpracy z wydawcą. Odeszło też kilku innych autorów. Sama Manuela Gretkowska
        przypomniała przewrotnie na antenie TVN 24 politykom PiS, że to oni zapewniali,
        że będą bronić dziennikarzy przed zakusami wydawców na ich wolność wypowiedzi.

        Prof. Godzic uspokaja, że musimy pamiętać, że o wolność trzeba walczyć. - Ktoś
        ma nad nami tyle władzy, ile sami mu dajemy. Bez aktywnej obrony i patrzenia
        władzy na ręce nie możemy marzyć o wolności - dodaje profesor.
        • albrecht1 Re: nihil novi... 28.03.06, 13:27
          Państwo ma być tanie. Jak zacznie działać cenzura, to wówczas do wydrukowania
          gazety będzie potrzeba mniej papieru. To oczywiście zmniejsza koszty, prasa
          staje się bardziej dostępna dla przeciętnego kowalskiego, a przy okazji
          chronimy umysły obywateli i leśne zasoby. A Ty się czepiasz :)
          • kserkses1 Re: nihil novi... 28.03.06, 15:10
            genialne!
            masz rację... i jeszcze daje się zatrudnienie cenzorom :)
    • kserkses1 nawet mnie nie rozbawiło... 29.03.06, 08:09
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15232&w=29975721&a=30764452
      czyli zastanawiałam sie kiedyś - i już mam odpowiedz... gratuluję wyboru
      wiadomosci.onet.pl/1297150,11,item.html
    • kserkses1 ale to już mnie zaczyna bawić... 08.05.06, 09:38
      wiadomosci.onet.pl/1318198,11,item.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka