kaner
23.02.05, 12:16
Nastolatki sfingowały porwanie
Policjanci z Mikołowa przez kilka godzin poszukiwali nastolatków, którzy w
centrum miasta sfingowali porwanie swojego kolegi. - Gó..arze mieli
szczęście, że nie doszło do strzelaniny - wzdycha jeden z oficerów
Kilka minut po godz. 9 na placu Dworcowym w centrum Mikołowa z piskiem opon
zatrzymała się toyota corolla. Z samochodu wyskoczyło trzech nastolatków,
którzy zaatakowali stojącego na przystanku młodego mężczyznę. Zarzucili mu
kaptur na głowę, po czym bez słowa wrzucili go do bagażnika i błyskawicznie
odjechali. Stojąca w pobliżu zszokowana kobieta przez telefon komórkowy
zawiadomiła policję. Podała numery rejestracyjne wozu, którym odjechali
porywacze.
- W ich poszukiwania zaangażowano kilka patroli, które przeczesywały całe
miasto - mówi komisarz Piotr Bieniak z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej
Policji w Katowicach.
Zgodnie z procedurą wszyscy biorący udział w akcji funkcjonariusze zostali
ostrzeżeni, że porywacze mogą być uzbrojeni. Oficer dyżurny zalecił im
maksymalne środki bezpieczeństwa.
- Strzelanina wisiała w powietrzu. Gó..arze mieli więcej szczęścia niż
rozumu - wzdycha jeden z policjantów.
Oficerowie operacyjni bardzo szybko ustalili nazwisko i adres właściciela
toyoty. Zeznał, że pożyczył auto 18-letniemu synowi, który pojechał nim do
szkoły. Chwilę potem toyotę namierzono na parkingu Zespołu Szkół Technicznych
w Mikołowie. W przerwie między lekcjami zatrzymano trzech nastoletnich
porywaczy oraz ich ofiarę. Wszyscy byli cali i zdrowi. Przyznali, że
sfingowali porwanie z nudów.
18-letniemu kierowcy toyoty wlepiono mandat w wysokości 500 zł za przewożenie
człowieka w bagażniku. Jest to bowiem niezgodne z kodeksem ruchu drogowego.
Pozostali uczestnicy sfingowanego porwania uniknęli kary. - Bo na głupotę nie
ma paragrafu - mówi policjanta.