man_x
12.09.05, 22:24
Około dwudziestu pasażerów autobusu linii nr 14 przeżyło dramatyczne chwile,
gdy autobus, którym jechali, wpadł do rowu. Kierowca twierdzi, że wystraszył
się tira. Do szpitala trafiła matka z rocznym dzieckiem
Pasażerowie jadący wczoraj między godziną 14 a 15 autobusem tyskiej linii nr
14 do Katowic przeżyli szok, kiedy nagle na prostej drodze autobus mocno
przechylił się w prawo i jechał tak kilkadziesiąt metrów. - Nie wiedziałem, co
się dzieje, na szczęście szybko złapałem się za rurkę, dzięki temu nie spadłem
- mówi 13-letni Grzegorz. Jego siostra wiozła do Katowic rocznego syna w
wózku. - Robiłam wszystko, aby ochronić dziecko przed kawałkami szkła, które
leciały z rozbitego okna - opowiada Beata Domek, która wraz z dzieckiem
trafiła do Szpitala Wojewódzkiego w Tychach. - Jestem cała potłuczona i
poobijana, ale ważne, że dziecku nic się nie stało - mówiła. Lekarze po
podstawowych badaniach wypisali ją do domu.
Pozostali pasażerowie wybitym oknem wydostali się z przechylonego autobusu i
pojechali do Katowic następnym.
Kierowca pechowego autobusu również był w szoku. - Kierowca był trzeźwy.
Zeznał, że wystraszył się tira, który chciał go wyprzedzić, dlatego zjechał do
rowu - mówi Renata Gos, rzeczniczka prasowa komendy policji w Tychach.
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,2913021.html
dobrze, ze nic nikomu sie nie stalo.
mam nadzieje, ze Heuliez tez wyjdzie calo