azymut17
01.04.11, 11:43
Naszła mnie taka refleksja po przeczytaniu tego
Kiedyś (taaak, kiedyś wszystko było lepsze ;-)) bycie brafitterką coś znaczyło. Obecnie każdy byle bieliźniak ogłasza się z ofertą dobierania rozmiaru, w centrum handlowym wszędzie wiszą ogłoszenia zachęcające do poznania swojego rozmiaru - np. w sklepie z Calvinem Kleinem... Kasica wrzuciła też na Blipa zdjęcie z podobną ofertą. Na Balkonetce pojawiają się fotki staników dobrane w (podobno) uświadomionych sklepach, a patrząc na nie dostaję bólu zębów...
Czy jest jakaś możliwość zastopowania tego zjawiska? Ograniczenie użycia słowa brafitterka do osób wyszkolonych i uczciwych? Bo nawet jak ktoś ma wiedzę, to z centrum handlowym raczej jej nie wykorzysta, bo trzeba SPRZEDAWAĆ, SPRZEDAWAĆ!
Przypomina mi się tutaj pani, która miała dobrany 30F z zastrzeżeniem, że przy tak małym biuście nie może nosić normalnych staników, a do każdego musi wszywać kilkucentymetrowe gąbki - u mnie wyszło jej 30D i oczywiście leżały dobrze bez puszapa...