sineira
08.06.08, 21:43
Trafiłam na Pomorzu do sklepu z bielizną "we wszystkich rozmiarach".
Wszystkich może i tak, ale - jak się okazało - powyżej D mieli jedynie
Krisline. Mając przed oczyma duszy obraz cycatej modelki z e-sklepu tej firmy
rzuciłam się namiętnie do przymierzania.
Przymierzyłam 70E, 70F, 75E, 75F i 75G.
Wyszłam z niczym.
Pomna forumowych sugestii, że powinnam celować w 70, wycelowałam. Chybiłam
haniebnie.
Ktoś tu kiedyś pisał, że to rozciągliwce, prawda? Po dłuższym noszeniu być
może, ale... W 70-tkach dopięłam się chyba tylko siłą woli, na wydechu,
oddychać nie mogłam za cholerę, diabelstwo było kompletnie nierozciągliwe,
boleśnie wpijało mi się w żebra. Pod biustem nie mam tłuszczu, nie mogę mieć
za ciasnego biustonosza, bo mnie to po prostu boli! A przedłużki to ja chromolę.
Poprosiłam o 75-tki.
75 było ciasne, ale dało się przeżyć. Miseczka E ciut przymała, ale to pikuś,
najciekawsze działo się pod pachami, pod biustem i w ogóle wszędzie dookoła.
Robiły mi się jakieś dziwne wypiętrzenia, jakich w życiu nie widziałam. Próby
zagarnięcia owych wypiętrzeń i wpakowania ich do biustonosza nie dawały efektu.
Spróbowałam 75F. Wypiętrzenia zniknęły. Było super, dopóki nie podniosłam rąk.
Jassssna dupa, zostałam polatuchą!!! Próbowałam zgarnąć ten nadmiar, nic z
tego. Ogólnie błeeee i ohyda.
Sięgnęłam po G. Nie ma co się rozpisywać, miseczka była po prostu za duża i
tyle. Fałd skórny, który umożliwia polatuchom latanie, ale kobiecie raczej nie
jest do niczego potrzebny, nadal istniał. Jak pragnę zdrowia, nigdy -
przenigdy mi się coś takiego nie zrobiło, w żadnym staniku!
No to się wyżaliłam. Dziękuję za uwagę;)