desmina33
05.06.13, 11:33
Witam.
Ostatnio starałam się o pracę podinspektora w Urzędzie Miasta Chorzów. Ponieważ od dłuższego czasu poszukuję pracy oferta była dla mnie szczególnie atrakcyjna zawodowo. Przez miesiąc rzetelnie przygotowywałam się do egzaminu z ustaw, a że bardzo mi zależało to znałam je już prawie na pamięć. Dodam jeszcze, że mam dwa dyplomy magisterskie, kursy, oraz doktorat wszystko w zakresie obowiązków referatu, do którego chciałam się dostać. Powiem szczerze, że bardziej dobranej zawodowo oferty dotychczas nie znalazłam, tym bardziej byłam zachwycona, że bardzo kompleksowo spełniam wymagania podane w ogłoszeniu. Przeszłam pierwszy etap egzaminów pisemnych z ustaw przyznam, że poszło mi bardzo dobrze. Następny etap to rozmowa z komisją 3 osobową. Pozytywnie nastawiona i pełna optymizmu poleciałam do urzędu. Tym większe było moje zdziwienie, że czekając na ową rozmowę zobaczyłam jak osoby z komisji poznają wśród kandydatów swoją stażystkę i bez skrępowania poklepują po ręce mówiąc o nasza stażystka będzie dobrze. Trochę mnie to zmartwiło, ponieważ uważałam, że moją szansą z tym skorumpowanym świecie jest tylko uczciwy egzamin, w którym mogę zaprezentować swoją wiedzę. Kiedy zorientowano się, że są także inni kandydaci poproszono mnie na rozmowę: miał być to drugi etap egzaminu a okazał się zwyczajną rozmową- tutaj moje zdziwienie sięgnęło zenitu, bo, po co prowadzić rozmowę na temat, kim pani/pan jest skoro wszystkie dokumenty komisja ma przed sobą, więc jest to strata czasu i pieniędzy? W mojej opinii można przecież przejrzeć aplikację kandydatów oraz test wiedzy i wybrać osobę, która tutaj najlepiej pasuje. Jeśli natomiast szanse są wyrównane powinno się przeprowadzić egzamin, który wyłoni kandydata. Spełniając wszystkie wymagania podane w ogłoszeniu jeszcze raz przedstawiłam swoją osobę w kontekście zadań referatu. Usłyszałam natomiast pytanie: czy praca w urzędzie nie wydaje się Pani nudna? Czy to jest poważne pytanie Pani Naczelnik referatu?.... Nasuwała mi się jedna odpowiedz Szanowne Panie nie wyglądają na znudzone. Dalej pytano o sprawy oczywiste, ale tłumaczyłam, powtarzałam, wydawało mi się, że moje zawodowe osiągnięcia są wręcz przytłaczające i musze zdobyć to stanowisko, w końcu przecież tytuł doktora i 2 magisterskie coś znaczą zwłaszcza w temacie. Co się okazało po 2 dniach ogłoszono wynik przyjęto ową stażystkę. Nasuwa mi się jedno pytanie:, po co robić konkurs zewnętrzny i zwodzić ludzi, którzy w tej ciężkiej sytuacji na rynku pracy desperacko próbują się gdzieś zaczepić, jeśli i tak najpierw bierze się stażystów. Może lepiej od razu zrobić ogłoszenie dla stażystów i zaoszczędzić innym czas, nerwy i pieniądze, których i tak nie mają. Mimi swojej naiwności że będzie uczciwie, chociaż kilka osób na podstawie własnych doświadczeń mówiło mi że nie ma takiej opcji i werdykt jest już znany, to wierzyłam nadal, że mnie się uda i ze może trochę przytłaczają ich kompleksy, są złośliwi. Okazuje się jednak że to oni mieli racje ..smutna, szara, rzeczywistość.