astonish
12.07.10, 00:10
Skąd się biorą ludzie którzy ciągle powtarzają „nic mi się nie chce”.
Ludzie którzy kończą studia, robią np. kurs makijażu i pracują w tym zawodzie.
Dlaczego kursy są tak popularne.
Dlaczego ludzie myśląc, „muszę się nauczyć języka” od razu szukają popularnego
kursu językowego, płacą pieniądze i czekają aż ktoś ich go nauczy.
Dlaczego ludzie nie wyobrażają sobie iż można się czegoś nauczyć samodzielnie.
Albo padają sformułowania typu: ja już mam szkolę za sobą więc już się nie
muszę uczyć.
Albo prymusi którzy na gruncie szkolnym sobie świetnie radzą, potrafią obryć
się wszystkiego co im się karze, bezkrytycznie, na odpowiednia godzinę, potem
okazuje się że są dnem jeśli chodzie o samodzielne myślenie, zdobywanie
wiedzy, kreatywność itp.
Albo istnieją studenci którzy podchodzą do studiów tak samo jak to wynieśli z
liceum, jeżeli profesor mówi im czego się maja nauczyć to słychać głosy
niezadowolenia.
Tak jakby to była kara, „o jeeezu, musimy się tego uczyć?”.
Wydaje mi się iż przytłaczająca większość uczniów, to są Ci niewolnicy, którzy
płacą psychiczną cenę, stres, problemy, nauka na pamięć, pod presją, ze ściąg.
Żeby tylko to przetrwać.
Albo studenci którzy przychodzą na wykład i czytają gazetę albo oglądają film.
Kto im tam karze siedzieć. Ale oni boją się mieć nieobecność, jak w szkole
podstawowej.
To jest efekt jakieś zasranej indoktrynacji, jakiegoś masowego prania mózgu.
Jakieś, zniekształcanie, tłamszenie, motywacji poznawczej.
Małe dziecko przychodzi do szkoły z wielką ciekawością świata. Z czasem
zaczyna się uczyć, dla oceny i to jeszcze było by w miarę ok, gdyby dobra
ocena go mobilizowała do pracy nad sobą. W rzeczywistości większość osób
zaczyna uczyć się pod groźbą złej oceny, ze strachu, na silę, żeby tylko
wepchnąć sobie do głowy tą informacyjna papkę. Przeciętny obiekt szkolnej
obróbki nie będzie mówił czegoś w stylu: szkoła mi umożliwiła poznanie
ciekawych ludzi, autorytetów, którzy mnie zainspirowali, zaciekawili
przedmiotem, skłonili do samodzielnej pracy. Albo szkoła zaraziła mnie pasją
poznawczą, dzięki niej miałem warunki do poszerzania wiedzy z zakresu który
mnie interesuje. Przecięty uczeń będzie mówił: ta ku... od matmy, ta szmata od
biologi się przypie...ła, nienawidzę matmy, nienawidzę geografii (jak można
nienawidzić geografii?). Kompleks, geografii, kompleks matematyki (czyli boje
się dodawać), kompleks biologii, kompleks wiedzy o społeczeństwie. Może o to
właśnie chodzi żeby społeczeństwo w końcowym stadium edukacyjnej obróbki,
zrzucało odpowiedzialność za niewiedze na szkołę i dalej niczego się nie
uczyło. Koncentrujemy się na jednostkach którzy wychowali się wśród ludzi
którzy ich uchronili od tego, ktoś ich nauczył samodzielnego myślenia i
krytycznego podejścia do „nauczycieli”, szkoły. A co z pozostałymi, przecież
taka powinna być rola szkół, co się okazuje, nie tylko im nie pomoże ale
przyczyni się do tego żeby im życie utrudnić.