Dodaj do ulubionych

Obniżanie oceny

12.03.02, 22:01
Była klasówka. Kolega z tyłu ciągle się mnie o coś pytał. Nauczysielka
postawiła nam na pracach "ptaszki". Mnie jeden a jemu dwa i zapowiedziała, że
obniży oceny. Jemu o dwa stopnie a mnie o jeden. Za to, że on ściągał a ja mu
pozwalałem. Czy wolno stosować takie kary ? Gdybym mu nie podpowiedział ciągle
by mnie szturchał i przeszkadzał, a na dodatek pewnie by się obraził.
Obserwuj wątek
    • magdalena.wantola Re: Obniżanie oceny 21.03.02, 19:21
      Ojej! Razem przeszkadzaliście i razem ponosicie konsekwencje. Należy sie
      cieszyć, że nauczycielka nie zabrała Wam prac i nie postawiła pałek. Myślę, że
      jest to piękny temat do dyskusji na godzinie wychowawczej - przegadajcie to w
      klasie. Życzę powodzenia!
      • mp02 Re: Obniżanie oceny 11.04.02, 11:27
        magdalena.wantola napisał(a):

        > Należy sie
        > cieszyć, że nauczycielka nie zabrała Wam prac i nie postawiła pałek.

        Oczy szeroko otworzyłem! Potem drugi raz i trzeci! A potem raz jeszcze
        sprawdziłem, czy rzczywiście pisze to rzecznik praw ucznia.

        Aby było do rzeczy, dajmy krótki cytat:
        "Ocenianie wewnątrzszkolne osiągnięć edukacyjnych ucznia polega na rozpoznawaniu
        przez nauczycieli poziomu i postępów w opanowaniu przez ucznia wiadomości i
        umiejętności w stosunku do wymagań edukacyjnych wynikających z podstawy
        programowej i realizowanych w szkole programów nauczania, uwzględniających tę
        podstawę, oraz formułowaniu oceny."
        Pani Rzecznik na pewno wie skąd on pochodzi. Niewtajemniczonych informuję, że
        jest to fragment rozporzadzenia MEN z 21.03.01 - przepis, który dyktuje szkole i
        nauczycielom co podlega ocenie i na czym ocenianie polega. Z przepisu tego wynika
        bezspornie i jednoznacznie, że na ocenę wpływ mieć może jedynie rzetelnie
        rozpoznana przez nauczyciela faktyczna wiedza i umiejętności ucznia w zakresie
        nauczanego przedmiotu. Czyny zabronione lub nieetyczne, których uczeń dopuścił
        się w trakcie "rozpoznawania" nie mogą mieć żadnego wpływu na ocenę z przedmiotu,
        chyba, że uniemożliwiają wiarygodne rozpoznanie. Nawet jednak wtedy - pozostając
        w zgodzie z przepisami - nie można uznać, że rozpoznano brak wiedzy, a jedynie,
        że rozpoznanie jest niewiarygodne i należy je powtórzyć.

        Co z tego wynika?

        Niestety, wynika, że Pani Rzecznik ma całkowitą racją i wie co pisze:
        powinniście się cieszyć, że nie dostaliście jedynek! Pani Recznik wie
        bowiem doskonale, że przepisy - przepisami, a szkoła - szkołą.
        W polskiej szkole respektuje się tylko te przepisy, które pozostają
        w zgodzie z "poczuciem słuszności" wykonujących je nauczycieli lub
        innych funkcjonariuszy. Jeśli nauczyciel uzna, że "słusznie",
        "wychowawczo" i "dla dobra" jest postawić za coś jedynkę, to żaden
        przepis go przed tym nie powstrzyma, żaden dyrektor/kurator/rzecznik
        jego decyzji nie zmieni.
        Niezadowoleni mogą się poddac procedurze "poprawiania oceny"
        (tylko rocznej) jeśli statut szkoły łaskawie taką procedurę przewidział
        (miał obowiązek przewidzieć, ale kogo obchodzą jakieś głupawe
        rozporządzenia). Oczywiście poprawiać przed nauczycielem, którego
        słuszność ocen została bezczelnie zakwestionowana.

        Co do ściągania, to ściągać nie należy. Dawać ściągać też nie.
        Kto tego nie wie, powinien się dowiedzić i jeśli trzeba to taka
        lekcja może być nieprzyjemna. Ale jest znacznie ważniejsze, by
        lekcja taka została dana w ramach porządku prawnego.
        Łamanie porządku prawnego przez osoby i instytucje powołane do
        jego przestrzegania i pielęgnowania - łamanie nagminne, o czym
        doskonale wie każdy uczeń, a wypowiedź Pani Rzecznik to tylko
        potwierdza - jest przewinieniem stokroć poważniejszym, niż
        podpowiedź namolnemu koledze, którego nauczyciel nie był w
        stanie w porę przywołać do porządku. Wstyd mi - jako dorosłemu -
        że nie potrafię tego stanu zmienić. Mam nadzieję, że dzisiejsi
        uczniowie, gdy dorosną, znajdą sposób na naprawę tego, co my
        popsuliśmy.
        • magdalena.wantola Re: Obniżanie oceny 15.04.02, 18:50
          Niestety muszę się pod tą wypowiedzią podpisać obiema rękami, gdyż rzeczywiście
          nikt nie może nauczycielowi drogą administracyjną zmienić stopnia, a szkoda!
          Stpień to jedyna broń nauczycieli przeciwko niesfornym uczniom, gdyż tylko w
          ten sposób próbują utrzymac dyscyplinę w klasie. Przepis mówiący o tym, że
          onena zachowania nie moze mieć wpływu na stopnie z przedmiotu często (a nawet
          bardzo czesto)nie jest respektowany, gdyż nigdzie dalej nie jest napisane co
          sie dzieje gdy nauczyciel postawi pałkę za zachowanie. W tym przypadku
          dyrektor szkoły powinien mieć prawo zmienić stopień. Lecz tak nie jest. Jeśli
          dyrektor szkoły jest "prawdziwym" dyrektorem znajdzie sposób - choćby stosując
          kary z kodeksu pracy za nieprzestrzeganie przez nauczyciela prawa.Ale to się
          zdarza bardzo rzadko. A na klasówkach lepiej nie ściągać. Za ściąganie zawsze
          stawiano oceny niedostateczne. A samo ściąganie - to naprawdę świetny temat
          nawet na cykl godzin wychowawczych - prawdziwych z czynnym udziałem dzieci i
          młodzieży, a nie na podadankę umoralniajacą ze strony wychowawcy.
          • Gość: mp02 Re: Obniżanie oceny IP: *.fuw.edu.pl 16.04.02, 12:57
            Mam wrażenie, że wypowiedź Pani Rzecznik - choć twardo i boleśnie
            osadzona w rzeczywistości - nadal pozostawia wiele do życzenia.

            magdalena.wantola napisał(a):

            > Stpień to jedyna broń nauczycieli przeciwko niesfornym uczniom, gdyż tylko w
            > ten sposób próbują utrzymac dyscyplinę w klasie.

            Po pierwsze - pokazanie swojej pracy koledze trudno chyba
            nazwać niesfornością. Ja przynajmniej przywykłem, by słowem tym
            określać zachowania zupełnie innego rodzaju. Rozumiem, że chodziło
            raczej o nieposłuszeństwo zasadom prowadzące do zafałszowania
            wyniku sprawdzianu - w sumie o mimowolną nieuczciwość.
            Pod drugie - nie ważne, czy chodzi o nieposłuszeństwo, niesforność
            czy o zwykłe huligaństwo - nie jest prawdą, że obniżanie ocen z przedmiotu
            jest jedyną bronią nauczyciela. Jest ono jedyną bronią kiepskiego
            nauczyciela (ciekawe, czy uzyskałby on mianowanie, gdyby coś podobnego
            chlapnął przed komisją?) w kiepskiej szkole, w której statut nie
            przewiduje żadnych środków wychowawczych poza nadętymi naganami,
            oceną ze sprawowania i przeniesieniem do innej szkoły w ostatecznej
            ostateczności. To, by statut był dobry i przewidywał skuteczne środki
            (nie tylko represyjne!), to zadanie rad szkoły (w praktyce często rad
            pedagogicznych) oraz właściceli i nadzorujacych szkoły kuratorów.
            Nie jest prawdą, że środków wychowawczych nie ma. Sa one znane -
            stosowane w świecie i opisane w literaturze. (Żaden nie jest cudowny,
            ale razem mogą sporo.)
            Natomiast wygląda na to, że nie są one zupełnie znane naszym
            "specjalisom" od oświaty, bo od lat tak było, że pała (wcześniej dwója)
            z matematyki wystarczała. Pora chyba, by wszyscy - łacznie z pracownikami
            kuratoriów - zrozumieli, że nie wystarcza, bo są inne, a pała za ściąganie
            (czy brak zeszytu) jeszcze bardziej zafałszowuje diagnozę dydaktyczną niż
            samo ściąganie.
            W tym sensie z uczciwością ma jeszcze mniej wspólnego, co doskonale
            czuje intuicyjnie każdy uczeń, ale mało kiedy "wychowany" w tej nieuczciwosci
            nauczyciel.

            > Przepis mówiący o tym, że
            > ocnena zachowania nie moze mieć wpływu na stopnie z przedmiotu często (a nawet
            > bardzo czesto) nie jest respektowany

            Jeśli przepis nie jest respektowny, to obowiązkiem instytucji zobowiązanej
            do nadzoru nad respektowaniem prawa oświatowego (kuratorium) jest spowodowanie
            by stan ten został natychmiast zmieniony. Stan ten nazywa sie niepraworządnością.
            (To informacja dla uczniów w ramach edukacji obywatelskiej, do której
            szkoła ponoć także jest zobowiazana!) Kurator ma narzędzia by zmianę wymusić
            i za to między innymi bierze pieniądze.

            > Jeśli
            > dyrektor szkoły jest "prawdziwym" dyrektorem znajdzie sposób - choćby stosując
            > kary z kodeksu pracy za nieprzestrzeganie przez nauczyciela prawa.Ale to się
            > zdarza bardzo rzadko.

            To prawda, ale nie cała. Cała prawda jest taka, że jeżeli dyrektor
            sam nie znajdzie sposobu by spowodować, by jego pracownicy przestrzegali
            prawo, to szeroką gamę środków służących nakłonieniu go do tego posiada
            kurator. Od zobowiązania dyrektora do pisemnego wypowiedzenia się w
            sprawie zarzutów, poprzez kontrolę i wnioski pokontrolne, wnioski personalne
            do organu prowadzacego, a - np. po wielokrotnych, bezskutecznych
            wezwaniach do przywrócenia porządku prawnego - na zamknięciu placówki kończąc.

            Co z tego wynika? Moze to, że nie bacząc na chorą praktykę,
            odpowiedź Pani Rzecznik dla ucznia mogłaby wygladać tak:

            >>>

            Prawo zostało złamane.
            Opis zdarzenia (jak w liście) przekaż dyrektorowi, kończąc go
            np. tak: "Uważm, że zostały złamane przepisy rozporządzenia
            o ocenianiu (paragraf 2 ust. 1). Wnoszę o zbadanie w trybie nadzoru
            czy działania nauczyciela były zgodne z prawem."
            Jeśli dyrektor odpowie np. w stylu Pani Rzecznik ("cieszcie się, że
            potraktowano was łagodnie") lub jeszcze bardziej postraszy, napisz
            skargę do kuratora (na dyrektora, a nie na nauczycielkę).
            Jeśli dyrektor nic nie zrobi, to po miesiącu napisz do kuratora skargę
            na jego bezczynność. Jeśli dyrektor podejmie działania pozorne, a sytuacja
            się powtórzy, napisz skargę na brak skuteczności.
            Jeśli kurator nic nie zmieni, to powtórz procedurę, tyle że do ministra
            wobec kuratora.
            Jeśli i to nic nie da, to znaczy, ze Twoja edukacja
            obywatelska została ukończona.
            A Ty zapewne miałeś spore kłopoty z "dobrym" ukończeniem szkoły.

            <<<

            Instytucje rzeczników wymyślono między innymi po to, by zminimalizować
            groźbę takiego czarnego scenariusza, który nakreślony jest wyżej.
            Rzecznik miał występować tam, gdzie człowiek okazywał się sam bezsilny,
            z powodu dysproporcji pozycji, pomiędzy nim, a urzędem lub instytucją, której
            władzy w jakimś stopniu podlegał. Rzecznik miał zastępować człowieka
            bezsilnego lub zbyt narażonego na retorsje władzy, której działanie
            zakwestionował.

            Najwyraźniej Rzecznik Praw Uczniów to zupełnie inna inszość.
            Miło i kulturalnie, że odpowiada, ale najwyraźniej nie spełnia
            oczekiwań, które ze słowem "rzecznik" należałoby wiązać.
            Przyjmijmy za dobrą monetę, że nie tyle nie chce lub nie potrafi,
            co nie może.
            • magdalena.wantola Re: Obniżanie oceny 20.04.02, 13:50
              Kurator Oświaty w ramach nadzoru pedagogicznego kontroluje również poprawność
              ustalania stopini czyli zgodność z wewnątrzszkolymi zasadami oceniania. W
              przypadku wykrycia nieprawidłowosci zostawia dyrektorowi! - nie nauczycielowi,
              zalecenia. Nadzór nad nauczycielem ma tylko dyrektor i tylko on może podjąć
              określone prawem działania lecz nie może zmienić stponia! Droga egzekwowania
              prawa jest dokładnie taka jak ją Pan przedstawił - dodała bym jeszcze że długa
              i przykra dla obu stron, lecz w przypadku gdy prawo jest łamane konieczna -
              sama ją zalecam.Lecz najpierw należy sie dokładnie upewnić czy i w którym
              punkcie zostało złamane.W przypadku opisanym w pierwszym liscie, który wywołał
              temat, jest mowa o pracy klasowej pisanej niesamodzielnie .Nie wiem jak tę
              kwestię reguluje utworzony w tej szkole dokument o nazwie "wewnątrzszkone
              ocenianie" - może znalazła sie tam regulacja dotycząca tej sprawy. I od
              zapoznania się z tym dokumentem nalezy zacząć, aby móc stwierdzić,że prawo
              zostało złamane.
              • Gość: mp02 Re: Obniżanie oceny IP: *.fuw.edu.pl 22.04.02, 10:20
                Z przykrością muszę stwierdzić, że odpowiedzi Pani Rzecznik
                nadal pozostawiają u mnie wrażenie wielkiego niedosytu.

                magdalena.wantola napisał(a):

                > Lecz najpierw należy sie dokładnie upewnić czy i w którym
                > punkcie zostało złamane.

                Zgadzam się z drugą tezą ("w którym") ale wydawało mi się, że
                uzyskaliśmy zgodność w sprawie pierwszej ("czy"). Jeśli

                > ... tę
                > kwestię reguluje utworzony w tej szkole dokument o nazwie "wewnątrzszkone
                > ocenianie" - może znalazła sie tam regulacja dotycząca tej sprawy.

                to oznacza to jedynie, że prawo zostało złamane już na poziomie
                tworzenia statutu szkoły (zasady oceniania są jego składową).
                Wówczas odium odpowiedzialności spada nie tylko na nauczyciela
                (można tu rzeczywiście się upierać, że jest w jakimś stopniu
                usprawiedliwiony) ale przede wszystkim na twórców statutu (w praktyce
                najczęściej Radę Pedagogiczną czyli wszystkich nauczycieli) oraz
                na organ założycielski i na kuratora, który ma obowiązek kontrolowania
                zgodności z prawem statutów szkół. Fakt, że w łamanie prawa było
                zaangażowanych więcej osób, w żaden sposób nie legalizuje bezprawia.
                Przeciwnie, czyni zeń zdarzenie znacznie większego kalibru i szkodliwości.
                Działający praworządnie kurator powinien zawiesić (z dniem uzyskania
                informacji) te punkty statutu, które naruszają prawo. Działania
                niepraworządne nie powinny być tolerowane ani przez jeden dzień.
                Dlatego bardzo dziwi i oburza mnie stwierdzenie:

                > I od
                > zapoznania się z tym dokumentem nalezy zacząć, aby móc stwierdzić,że prawo
                > zostało złamane.

                Dopatruję się w nim przejawu bardzo złej filozofii, której kwintesencją
                jest powiedzenie "ukraść 100 zł to złodziejstwo, ukraść 100 milionów to
                polityka".

                Wypowiedzi Pani Rzecznik martwią mnie jeszcze z jednego powodu. Mam
                wrażenie, że są one nastawione na działanie doraźne (najlepiej
                podjęte przez samych zainteresowanych, mimo deklarowanej świadomości,
                że "może być to bardzo bolesne"). Tymczasem wydawało by się, że w sprawach,
                które mają wymiar patologii powszechnej i powszechnie znanej (to
                wynika z wcześniejszych wypowiedzi Pani Rzecznik) potrzebne jest
                działanie systemowe, może nawet nie represyjne, ale przywołujące do
                porządku. Rozesłany przez kuratora do szkół dokument - stanowczy w treści i nie
                pozostawiający wątpliwości co do swego sensu - zapewne byłby w stanie
                przywołać do porządku wielu nauczycieli i dyrektorów prowadzących "własną
                politykę". Skutek byłby jeszcze lepszy, gdyby nakazano odczytanie
                tego dokumentu na lekcjach wychowawczych i na zebraniach rodziców.
                Byłoby to tym bardziej wskazane, że - jak słusznie zauważa Pani Rzecznik
                - inna, "prywatna" droga egzekwowania prawa może być "długa i przykra
                dla obu stron". Kłopot polega jednak na tym, że wielu nauczycieli
                (i zapewne kuratorów) nie widzi w procederze niczego złego - przeciwnie,
                dostrzega w nim ważne funkcie wychowawcze i dyscyplinujące. Urzednikom
                nie wypada krytykować prawa, które mają realizować, ale w takiej sytuacji
                zbytniej gorliwości w realizacji spodziewać się nie należy. Pani Rzecznik
                także jest urzednikiem, podwładną urzędnika, którego działania mogłyby
                być zakwestionowane (przynajmniej, co do skuteczności). Dlatego trudno
                się spodziewać, że stanie murem na straży prawa chroniącego uczniów,
                że uczyni to w opozycji do swego przełożonego i najprawdopodobniej
                wbrew własnym przekonaniom co do tego, gdzie leży słuszność (można próbować
                odczytać treść tych przekonań w pierwszej odpowiedzi). Pozostają formalne
                i w praktyce nic nie warte rady by zainteresowany radził sobie sam na
                drodze "długiej i przykrej dla obu stron". I chyba na nic więcej ze strony
                tak usytuowanego i tak powołanego rzecznika liczyć nie można.
        • k101 Re: Obniżanie oceny 17.04.02, 00:21
          W opisany sposób świetnie przygotujemy ucznia do studiów, pracy. Przykładowo:
          student ściąga na egzaminie, dostaje 2, składa skargę na profesora (he he).
          Ale załóżmy, że te potwory- nauczyciele zostają zmuszeni do przestrzegania
          przepisów w wersji opisanej. Ponieważ uczniowie nie są idiotami, to nie będąc
          przygotowani do sprawdzianu zamiast oddać pustą kartkę zaczną "ostatntacyjnie
          ściągać". Oczywiście nie można postawić 1. Uczniowie muszą powtórzyć
          sprawdzian, ale znowu nie są przygotowani i tak bujają się przez cały semestr.
          W rezultacie nie mają ocen ze sprawdzianów, ale są klasyfikowani, bo byli
          obecni. Dodajmy do tego zalecenie pedagogów z poradni, że uczniów X, Y, Z nie
          można odpytywać, bo to ich stresuje, więc pozostają sprawdziany.
          • mp02 Re: Obniżanie oceny 17.04.02, 10:11
            Myślę, że głos k101 (zapewne nauczyciela, który łamie prawo,
            a studia skończył już dawno i sporo z nich zapomniał) jest bardzo
            ważny i powinien być brany pod uwagę.
            Jeśli prawo ma słabe punkty, to NALEŻY JE ZMIENIAĆ, A NIE ŁAMAĆ!
            Taka jest istota obywatelskiego państwa prawa, a szkoła powinna
            także tego uczyć. Jeśli niedobre (w jego ocenie) prawo
            łamie zwykły człowiek, to pół biedy - zapewne wkalkulowuje
            on w swoje działanie konsekwencje i jest gotów je ponieść
            w imię słuszności, tak jak ją pojmuje. Jeśli prawo łamie
            z premedytacją instytucja publiczna to bieda jest znacznie
            większa. Prowadzi to do stanu, w którym państwo nierządem stoi,
            a bezkarność w łamaniu prawa demoralizuje i prowokuje do dalszych
            naruszeń - nie tylko w imię przez siebie interpretowanej "słuszności",
            ale wcześniej czy później w imię zwykłej wygody osób sprawujących
            funkcje i urzędy. Człowiek podległy władzy niepraworządnego aparatu
            instytucji publicznych staje się bezradny i przestaje wykazywać jakąkolwiek
            ochotę do uczestnictwa w życiu publicznym - jest to odruch w sumie
            racjonalny, a jego symptomów trudno nie dostrzec już aktualnie.
            Dlatego pomysł, by w imię jakiejś "słuszności" akceptować łamanie prawa
            (szczególnie łamanie powszechne) jest dla mnie zupełnie nie do przyjęcia.
            A odpowiedź na pytanie jak poprawić prawo, by chroniło przed
            niebezpieczeństwem nadużywania go, celnie wskazanym przez k1001,
            jest prosta i znana. Podstawą klasyfikowania powinna być nie 50%
            frekwencja (lub nie tylko, bo są dziedziny w których lepiej "rozpoznaje
            się" przez obserwację, niż przez formalny sprawdzian), ale poddanie
            się (z przestrzeganiem zasad) odpowiedniej liczbie aktów "rozpoznania"
            - moim zdaniem powinno to być wiecej niż 50%, przy zachowaniu instytucji
            "drugiej szansy". Takie zasady obowiązywały mnie w czasie studiów
            - warunkiem przystąpienia do egzaminu było zaliczenie odpowiedniej
            liczby kolokwiów, a karą (najmniejszą) za naruszenie zasad był brak
            zaliczenia - nie ocena negatywna, lecz po prostu brak oceny.
            Odrębne kary za nieuczciwość oczywiście groziły także. Sądzę, że taki
            - w sumie wygodny - system stosuje wielu wykładowców, dlatego pozwoliłem
            sobie na wstępie spekulować, że k101 trochę zapomniał(a) czasy studenckie.
          • n-l Można, można 12.11.02, 21:24
            Zasięgnąłem opinii nauczycieli językowców.
            W trakcie wszystkich sprawdzianów, nawet egzaminów międzynarodowych, kryteria
            są bardzo ostre. Wszelkie zachowanie wskazujące na próby niesamodzielnego
            pisania pracy traktuje się jako przyznanie się do niewiedzy.
            I tak to należałoby traktować.
            Jedynka w majestacie prawa!

            Nauczyciel może to zresztą na wszelki wypadek wyraźnie napisać w swoim
            regulaminie oceniania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka