Dodaj do ulubionych

Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa

13.02.05, 19:37
niech poszuka w czesci szczegółowej kodeksu karnego i zgłosi sprawe do
prokuratury, taki czyn chyba jest scigany z urzędu.
Obserwuj wątek
    • Gość: Shedows Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.05, 19:52
      Bzdury sprubujcie nośic dredy w renomowanej szkole w Anglii. A oni demokracje
      mają troche starszą od naszej. Ale to do szkół w Anglii wysyłają swoje pociechy
      naprawde bogaci polacy odwrotnego kierunku jakoś nie widać
      • Gość: gorf Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.05, 11:59
        tylko że 'renomowane szkoły' to są najczęściej 'independent schools' a nie
        szkoły publiczne. prywatna szkoła może sobie robić taki regulamin jaki chce. Nie
        musisz do niej chodzić. Ale szkoła publiczna to całkiem inna bajka. I nie ma
        znaczenia czy jest lepsza czy gorsza.
      • Gość: A Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa IP: *.aine.pl 15.02.05, 22:56
        W Anglii jest monarchia a nie demokracja!
    • rkcb Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa 13.02.05, 20:04
      Panią dyrektorkę dysypinarnie won za naruszenie godności osobistej ucznia.
      Uczniowi przeprosiny z kuratorium, najlepiej na piśmie.
      PS. Do Shedows to NIE jest prywana szkoła tylko PUBLICZNA
    • rs_gazeta_forum Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa 13.02.05, 20:23
      Jak zwykle konflikt o granice prywatności.
      Cóż, szkoła prywatnym miejscem nie jest i nie uważam za nic nagannego, że
      dyrektor tej szkoły dba o przestrzeganie pewnych norm.

      Współczuję trochę chłopakowi, sam jestem wściekły, gdy muszę się
      podporządkowywać normom, które JA uważam zbędne, ale przyjmuję też do
      wiadomości, że manifestacja moich poglądów może nie zostać bez echa, oraz że
      żyjąc w społeczeństwie po prostu pewnych rzeczy nie wypada, choć można, robić.

      Dobrze byłoby, gdyby to zrozumiał wcześniej, dobrze jeśli zrozumie teraz.
      Oczywiście zgodzę się ze zdaniem, że dredy w szkole to nic wielkiego - w tym
      konkretnym, jednostkowym wypadku. Ale warto się zastanowić, dlaczego kierunek
      emigracji "po naukę" u ludzi bogatych jest taki, jak wskazano w poście wyżej.

      Można sobie wyobrazić szkołę jako miejsce do wyrażania własnej indywidualności -
      więcej, dobrze byłoby, gdyby w szkole nie było powszechnej urawniłowki - ale
      chyba nie chodzi o wyrażanie jej przez fryzurę - mało tego, szkoła w zasadzie
      powinna uczyć, że nie tędy droga.
      Dochodzi do tego wieczne przesuwanie granicy - dziś dredy, jutro, kiedy już
      wszyscy będą je nosić, co? Co w końcu jest złego w noszeniu spodni z wyrwanymi
      na pośladkach wielkimi dziurami w połączeniu z przezroczystą bielizną?
    • Gość: Antoni Ta kobieta jest niebezpieczna!!!!!! IP: *.aster.pl 13.02.05, 21:10
      Jak mozna popisywac sie takim kompletnym brakiem szacunku dla drugiego czlowieka! I do tego jeszcze odpowiadac za wychowanie, pracowac w szkole. Nawet w oborze trzeba sie wykazac pewnym umiarem. Jakie to dziwne? Powoli dociera do swiadomosci Polakow, ze bicie dzieci jest takim samym przestepstem jak bicie doroslych. A ile jeszcze musi uplynac wody w Wisle zanim ludzie zrozumiejea, ze znecanie sie psychiczne na dziecmi jest tak samo karalne jak znecanie sie nad doroslymi? To jest bardzo niebezpieczna kobieta, taki tyran na czele watachy "pedagogow" trzesacych sie ze strachu o swoje stolki i za nic majacych wychowanie i nauczanie. Przenoszenie swojego widzimisie i swoich kompeksow (czytaj niedorozwoju emocjonalego) pod pozorem poszanowania dla regulaminu szkolengo na innych to skandal. Ciekawe co Ona zrobila by nieletnie dzieci w nie palily papiersow w szkole po katach, nie pily alkoholu, nie cpaly, nie przeklinaly, nie sciagaly, etc. Wlosow sie czepia. Czy ktos zna link albo adres do tego kuratorium albo do miejscowej gazety? Podajcie prosze. Trzeba poprzec chlopaka. Niech kazdy napisze co o tym mysli.
    • create o kierunku emigracji szkolnej 13.02.05, 21:21
      O emigracji "po naukę" jak ktos napisał tak naprawde mozna mówić na pozimie
      studiów wyższych, a nie gimnazjum ani liceum, chyba ze chodzi o jednostkowe
      przypadki.

      Jezeli ktos moze mowic o wskazywaniu granicy w szkole publicznej to tylko
      panstwo (w tym przypadku MEN i kuratorium).

      A regulamin szkoły niema żadnej mocy prawnej, jest tylko zbiorem zasad do
      powieszenia w gablocie szkolnej.

      >Co w końcu jest złego w noszeniu spodni z wyrwanymi
      >na pośladkach wielkimi dziurami w połączeniu z przezroczystą bielizną?
      No własnie co?
      W końcu chcemy lustracji , nie?
      • roman.gawron Re: o kierunku emigracji szkolnej 13.02.05, 21:24
        create napisał:

        > A regulamin szkoły niema żadnej mocy prawnej, jest tylko zbiorem zasad do
        > powieszenia w gablocie szkolnej.

        Nie ma? Możesz rozwinąć tę myśl?
        • create źródła prawa 13.02.05, 22:32
          źródła prawa są enumeratywnie wymienione w konstytucji, są to sama konstytucja,
          umowy międzynarodowe, ustawy i rozporządzenia + akty prawa miejscowego.
          Regulamin szkoły moze dotyczyć spraw techniczno - organizacyjno - porządkowych
          (wraz z kryteriami np. wyrzucenia ze szkoły) , ale nie moze w żaden sposob
          ingerowac w prawa jednostki. W szczegołnosci takie prawa ktore dotycza jej
          osobistych przekonań. Regulamin albo jego część który jest sprzeczny z
          powszechnie obowiązujacym prawem jest z mocy prawa nieważny.
          Oczywiście powszechnie obowiązujące prawo nakłada pewne ograniczenia na osoby
          poniżej 18 roku życia, głównie związane z używkami i do naruszania tych zakazów
          regulamin może się odnosić. Także może sie odnosić do wszelkich czynów, które są
          zagrożone sankcją przez kodeks karny albo kodeks wykroczeń.
          Powszechnie obowiązujące prawo jednak nie nakłada na osoby poniżej 18 roku życia
          innych ograniczeń niż na osoby pełnoletnie w kwestii ubioru czy fryzury, więc i
          regulamin niema tu nic do rzeczy.

          Napewno tryb wydawania regulaminów i ich kontroli (pewnie przez kuratorów) jest
          uregulowany w jakimś rozporządzeniu. To nie znaczy że regulamin moze dowolnie
          okreslać prawa i obowiązki ucznia.

          Weźmy np. zmianę obuwia, wydaje sie że obowiązek taki może być nałożony , gdyż
          wpisuje sie w politykę środkami pieniężnymi szkoły (czyli defacto jest
          organizacyjny), pozatym szkoły nie mówią na jakie obuwie uczniowie mają zmieniać
          to w którym przyszli z dworu, tylko ogólnie określają że ma być zmienione. Uczeń
          więc nie jest ograniczony w swoich prawach.
          • roman.gawron Re: źródła prawa 20.02.05, 19:28
            create napisał:

            > Regulamin szkoły moze dotyczyć spraw techniczno - organizacyjno - porządkowych

            Także tych "techniczno-organizacyjnych" kwestii związanych ze sposobem
            wykonywania w szkole nałożonych przez ustawę obowiązków wobec ucznia.

            > Powszechnie obowiązujące prawo jednak nie nakłada na osoby poniżej 18 roku
            > życia innych ograniczeń niż na osoby pełnoletnie w kwestii ubioru czy
            > fryzury, więc i regulamin nie ma tu nic do rzeczy.

            Powszechnie obowiązujące prawo to również ustawowej rangi delegacje do
            sprawowania pieczy wychowawczej nad dziećmi. Te ustawowe uprawnienia posiadają
            nie tylko rodzice, ale również babcie, ciocie, sąsiadki, wychowawcy na
            koloniach, druhowie na obozach harcerskich, wychowawcy w internatach, w
            państwowych i rodzinnych domach dziecka, nauczyciele. Ci ostatni mają te
            uprawnienia zarówno w sensie administracyjnoprawnym, jak i w sensie
            cywilnoprawnym, działając "in loco parentis".

            Tak więc jeżeli jako ojciec dzieciom mam prawo wymagać od nich określonego
            stroju i wyglądu, takie prawo ma również nauczyciel działający w moim imieniu,
            a przede wszystkim z ustawowego, administracyjnoprawnego upoważnienia.

            > Na pewno tryb wydawania regulaminów i ich kontroli (pewnie przez kuratorów)
            > jest uregulowany w jakimś rozporządzeniu.

            To może najpierw je poczytaj, potem dopiero zabieraj głos.

            > To nie znaczy że regulamin moze dowolnie okreslać prawa i obowiązki ucznia.

            Dowolnie nie. Ale może określać w zakresie upoważnienia ustawowego, czyli
            wszystkie takie, które wynikają z samej istoty pojęć: nauczanie, wychowanie i
            opieka, z podstawowych ustawowych zadań szkoły i nauczyciela wobec uczniów.
            Wymogi co do stroju i wyglądu mieszczą się w ramach pojęcia "piecza
            wychowawcza", także "zakładowa piecza wychowawcza".

            Nie masz również racji pisząc, że ingerencja szkoły w prywatność ucznia jest
            niedozwolona. Ingerencja w prywatność dziecka wynika często z istoty
            pojęć: "piecza", "opieka", "wychowanie", odpowiednim kryterium będzie tu zawsze
            dobro dziecka rozpatrywane z punktu widzenia nauk pedagogicznych.
            Każda ingerencja w prywatność dziecka, za które opiekun ponosi przeciez pełną
            prawną odpowiedzialność, uzasadniona pedagogicznie celami wychowania i opieki
            jest ingerencją podejmowaną z mocy ustawy. Także w sprawie ubioru i wyglądu.
            • create Re: źródła prawa 16.03.05, 23:56
              > Powszechnie obowiązujące prawo to również ustawowej rangi delegacje do
              > sprawowania pieczy wychowawczej nad dziećmi. Te ustawowe uprawnienia posiadają
              > nie tylko rodzice, ale również babcie, ciocie, sąsiadki, wychowawcy na
              > koloniach, druhowie na obozach harcerskich, wychowawcy w internatach, w
              > państwowych i rodzinnych domach dziecka, nauczyciele. Ci ostatni mają te
              > uprawnienia zarówno w sensie administracyjnoprawnym, jak i w sensie
              > cywilnoprawnym, działając "in loco parentis".

              To jest całkowite nieporozumienie. prawo administracyjne ma sie w sprawach
              sprawowania opieki jak pięść do oka.
              W sferze cywilistycznej źródłem prawa jest kodeks rodzinny i opiekuńczy, który
              jedynie reguluje stosunki pomiędzy małoletnim a rodzicem/opiekunem (a.90 in. o
              władzy rodzicielskiej).
              Wydaje się oczywiste ze ze wzgledów czysto praktycznych - celowościowych - w
              państwie pluralistycznym obowiązkiem szkoły jest edukacja a nie wychowanie.
              Dzieci mogą być wychowywane wg. różnych zwyczajów i w róznych kulturach, a
              szkoła ma im przekazać więdzę możliwie jak najbardziej obiektywną bez prób
              kolektywnego wychowania.

              Odwoływanie sie do sentencji rzymskich nie ma sensu, chyba że żyłeś 2000 lat temu

              > > jest uregulowany w jakimś rozporządzeniu.
              >
              > To może najpierw je poczytaj, potem dopiero zabieraj głos.

              Nie potrzebuje, bo znam system prawa i wiem że to co powiedziłeś tu:

              > Dowolnie nie. Ale może określać w zakresie upoważnienia ustawowego, czyli
              > wszystkie takie, które wynikają z samej istoty pojęć: nauczanie, wychowanie i
              > opieka, z podstawowych ustawowych zadań szkoły i nauczyciela wobec uczniów.
              > Wymogi co do stroju i wyglądu mieszczą się w ramach pojęcia "piecza
              > wychowawcza", także "zakładowa piecza wychowawcza".

              Jest nieprawdziwe, gdyż zakres ustawowy odnosi się do rozporządzenia, w żadnej
              mierze do regulaminu. To takie schodki, najpierw jest ustawa, ktora daje
              ministrowi uprawnienie/obowiazek do wydania rozporzadzenia, rozporzadzenie
              zawiera natomiast szczegółowe postanowienia, regulamin szkoły ma umocowanie
              ustawowe, ale jest wydawany na podstawie rozporzadzenia, jest czysto techniczny
              i nie moze dotyczyc praw i obowiazkow, gdyz te na obywatela moze nakładać tylko
              konstytucja, ustawa i rozporządzenie.
              • roman.gawron Re: źródła prawa 17.03.05, 20:57
                create napisał:

                > To jest całkowite nieporozumienie. prawo administracyjne ma sie w sprawach
                > sprawowania opieki jak pięść do oka.

                Ponieważ?

                > W sferze cywilistycznej źródłem prawa jest kodeks rodzinny i opiekuńczy, który
                > jedynie reguluje stosunki pomiędzy małoletnim a rodzicem/opiekunem (a.90 in. o
                > władzy rodzicielskiej).

                A ja piszę o Ustawie o systemie oświaty i o ustawie Karta nauczyciela.

                > Wydaje się oczywiste ze ze wzgledów czysto praktycznych - celowościowych - w
                > państwie pluralistycznym obowiązkiem szkoły jest edukacja a nie wychowanie.

                Przepisy prawa ośwaitowego mają na ten temat inne zdanie. Podstawowe funkcje
                szkoły i podstawowe zadania nauczyciela to: nauczanie, wychowanie i opieka.

                > bez prób kolektywnego wychowania.

                Nauczanie, wychowanie i opieka w polskich szkołach z mocy prawa odbywa się na
                forum grupy rówieśniczej.

                > Odwoływanie sie do sentencji rzymskich nie ma sensu, chyba że żyłeś 2000 lat
                > temu

                Hm, nie wiem, czy nie tracę czasu na tę dyskusję.

                > > > jest uregulowany w jakimś rozporządzeniu.
                > > To może najpierw je poczytaj, potem dopiero zabieraj głos.
                > Nie potrzebuje, bo znam system prawa

                To zacytuj odpowiedni zapis.

                > regulamin szkoły ma umocowanie ustawowe, ale jest wydawany na podstawie
                > rozporzadzenia, jest czysto techniczny i nie moze dotyczyc praw i obowiazkow,
                > gdyz te na obywatela moze nakładać tylko konstytucja, ustawa i rozporządzenie.

                Opiekun ma prawo nakładać na dziecko obowiązki, bo sprawuje nad nim opiekę,
                mając do tego delegacje rangi ustawowej właśnie.
                I nawet w statucie nie musi tego być, a nauczyciel i tak ma prawo wymagać od
                ucznia odpowiedniego wyglądu. To jego prawo wpisane jest w rodzaj jego stosunku
                pracy (art. 12 ust. 2 Karty nauczyciela - zamieszczony w rozdziale czwartym).
                • create Re: źródła prawa 18.03.05, 00:32
                  > Opiekun ma prawo nakładać na dziecko obowiązki, bo sprawuje nad nim opiekę,
                  > mając do tego delegacje rangi ustawowej właśnie.
                  > I nawet w statucie nie musi tego być, a nauczyciel i tak ma prawo wymagać od
                  > ucznia odpowiedniego wyglądu. To jego prawo wpisane jest w rodzaj jego stosunku
                  >
                  > pracy (art. 12 ust. 2 Karty nauczyciela - zamieszczony w rozdziale czwartym).

                  Karta nauczyciela i art. ktore przytoczyłeś , mimo ze jest wzmianka o stosowaniu
                  metod wychowawczych, to karta nauczyciela jest ustawa szczegółną w obrębie prawa
                  pracy , mowi o sposobie nawiazania stosunku pracy , jego rozwiazaniu itd..
                  Wywodzenie z tej ustawy uprawnien nauczycieli wzgledem ograniczania praw dziecka
                  jest nieuprawnione.

                  Wogóle jeżeli uważasz że szkoła ma prawo czynnej ingerencji w proces wychowawczy
                  dzieci, na podstawie jakiejkolwiek ustawy, to poddajesz tą ustawe cięzkiej
                  próbie, gdyż przy takiej faktycznej interpretacji jej zapisów, byłaby ona
                  niezgodna z art. 48 konstytucji.
                  • roman.gawron Re: źródła prawa 18.03.05, 08:51
                    create napisał:

                    > karta nauczyciela jest ustawa szczegółną w obrębie prawa pracy, mowi
                    > o sposobie nawiazania stosunku pracy , jego rozwiazaniu itd.

                    O tym mówi tylko rozdział czwarty. Cała ustawa ma tych rozdziałów więcej:)

                    > Wywodzenie z tej ustawy uprawnien nauczycieli wzgledem ograniczania praw
                    > dziecka jest nieuprawnione.

                    Po pierwsze nie ograniczanie praw dziecka, ale ograniczanie go - w sytuacjach
                    uzasadnionych pedagogicznie - w sposobach korzystania z jego praw.
                    Po drugie wychowanie i opieka to obowiązki służbowe nauczyciela, jest to więc
                    kontratyp działania w ramach uprawnień i obowiązków służbowych właśnie.

                    > W ogóle jeżeli uważasz że szkoła ma prawo czynnej ingerencji w proces
                    > wychowawczy dzieci, na podstawie jakiejkolwiek ustawy, to poddajesz tą ustawe
                    > cięzkiej próbie, gdyż przy takiej faktycznej interpretacji jej zapisów,
                    > byłaby ona niezgodna z art. 48 konstytucji.

                    Jeśli wziąć pod uwagę jeszcze art. 31 ust. 3 Konstytucji i rozpatrzeć te zapisy
                    przez pryzmat Ustawy o systemie oświaty i Karty nauczyciela, to stanie się
                    jasne, że korzystanie tu przez rodziców z ich konstytucyjnych uprawnień odbywa
                    się w systemie oświaty na zasadach ustalonych w ustawie i podlega ustawowym
                    ograniczeniom. W szkole to nauczyciel ponosi za dziecko bezpośrednią prawną
                    odpowiedzialność, on zatem podejmuje bieżące decyzje względem niego (decyzje
                    wynikające z funkcji szkoły i z zadań nauczyciela). A rodzice mają prawo wyboru
                    szkoły, która im najbardziej odpowiada, mogą też założyć własną szkołę.
                    Ty wybierzesz taką, gdzie panuje dowolność co do stroju i wyglądu uczniów, ja
                    dla swoich dzieci wybiorę wprost przeciwnie. Dlaczego chcesz ograniczać moje
                    konstytucyjne prawo wyboru i wychowania dzieci zgodnie z _moimi_ przekonaniami?
                    Dyktat liberałów?

                    W sensie cywilnoprawnym: rodzice na mocy swoich kontytucyjnych uprawnień
                    wybierają osobę lub placówkę, której ufają i której powierzają swoje dziecko
                    (dłużnika), który to dłużnik potem podejmuje wobec tego dziecka autonomiczne
                    decyzje, kierując się swoim oglądem i osądem sytuacji, swoim rozumieniem
                    pojęcia "dobro dziecka", swoim doświadczeniem życiowym i pedagogicznym.
                    Wkraczanie w sferę praw dziecka wynika z samej istoty procesów "wychowanie"
                    i "opieka". Mają do tego prawo i rodzice, i osoby działające "w ich miejsce".
                    • create Re: źródła prawa 18.03.05, 18:30
                      > Jeśli wziąć pod uwagę jeszcze art. 31 ust. 3 Konstytucji i rozpatrzeć te zapisy
                      >
                      > przez pryzmat Ustawy o systemie oświaty i Karty nauczyciela

                      Źródła prawa mają swoją hierachię, możesz patrzeć na ustawę przez pryzmat
                      konstytucji, nie na odwrót
                      • roman.gawron Re: źródła prawa 18.03.05, 23:10
                        create napisał:

                        > Źródła prawa mają swoją hierachię, możesz patrzeć na ustawę przez pryzmat
                        > konstytucji, nie na odwrót

                        Nie odniosłeś się merytorycznie do większości moich argumentów.
                • Gość: MP ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.05, 18:33
                  > To jego prawo wpisane jest w rodzaj jego stosunku
                  > pracy (art. 12 ust. 2

                  Tylko czy to na pewno artykuł (a nie Paragraf) i czy na pewno 12 (a nie 22)?
      • rs_gazeta_forum Re: o kierunku emigracji szkolnej 13.02.05, 22:30
        create, o swoim poglądzie na takie problemy już napisałem, sprawa "emigracji" ma
        tu tak naprawdę znaczenie marginalne, może tylko służyć jako pewien punkt do
        dalszych rozważań, choć też i nie musi.

        Natomiast pogląd, że wskazywanie na granice w sposobie postępowania należy
        ograniczyć do kompetencji MEN i kuratorium, jest co najmniej szkodliwy, więc
        podejmę z nim polemikę.
        Otóż, zaczynając od podstaw, ani MEN, ani kuratorium dla funkcjonowania szkoły
        publicznej potrzebne nie są.
        A zdjęcie wyznaczania granic postępowania z rodziców i nauczycieli zakrawa na
        kpinę wręcz. Jako rodzic bez przerwy wyznaczam granice postępowania mojego
        dziecka, nie robiąc tego ślepo (bo ja tak uważam i już!), lecz uczulając je na
        przestrzeganie pewnych norm społecznych.
        Oddając je nauczycielowi ufam, że w swej roztropności będzie to robił także, w
        przybliżeniu kierując się podobnymi zasadami. Jeżeli to dobrze, że uczeń ma
        własne zdanie, to chciałbym by nauczyciel miał je również.

        Jak było w tej konkretnej sprawie nie wyrokuję, bo nie uważam, że mam do tego
        prawo po jednym artykule, pisanym w dodatku z pozycji "poszkodowanego".
        • create Re: o kierunku emigracji szkolnej 13.02.05, 22:41
          jako rodzic masz do tego świete prawo, dane Ci przez kodeks rodzinny i
          opiekuńczy. Jest tam artykuł który bodajrze mówi " dziecko jest winne rodzicom
          posłuszeństwo". (jest cały rozdział dotyczący stosunków rodzice-dzieci, ale ten
          fagment mi się utrwalił )

          Co do granic ingerencji szkoły, to napisałem powyżej Twojego postu.
          • rs_gazeta_forum Re: o kierunku emigracji szkolnej 14.02.05, 00:59
            Być może jesteś prawnikiem/studentem prawa, ale do wydawania opinii potrzeba
            jeszcze trochę wiedzy o świecie.
            To co napisałem nie jest moim prawem dlatego, że mówi o tym kodeks czy
            jakikolwiek inny ukaz. Próbując usprawiedliwić swoje zdanie o wolności dla
            ucznia tym, że nie jest gdzieś w kodeksach zapisane, jak się ma ubrać w szkole,
            zacząłeś ograniczać mnie w moich prawach.
            A poza tym to nie jest moje prawo, tylko obowiązek.

            A wracając do regulaminów szkolnych - nawet nie myślę przez moment się
            zastanawiać, kiedy są ważne z punktu widzenia prawa - to sprawa dla prawników,
            ale myśl, że wygląd w szkole miałby być regulowany przez ustawy, a nie przez jej
            regulamin jest po prostu rozweselająca. Nie mówię, że to niemożliwe, w końcu nie
            takie nam prawa fundowano.
            Podkreślę - twój tok rozumowania jest dla mnie o wiele gorszy niż tej
            dyrektorki, o ile sprawiedliwie ją przedstawiono. Zakładasz bowiem regulowanie
            mojego życia prawem w daleko bardziej głębokim stopniu niż ten regulamin, z
            którym mogę w końcu iść do innych rodziców i (nie mając na karku kuratorium i
            ministerstwa) po prostu wymusić jego zmianę po uzyskaniu tychże rodziców poparcia.
            • create Re: o kierunku emigracji szkolnej 14.02.05, 14:10
              ubiór czy fryzura w skole nie sa regulowane ustawą, pozostają bowiem w sferze
              wolności obywatelskiej.
              • rs_gazeta_forum Re: o kierunku emigracji szkolnej 15.02.05, 22:56
                Czy to jest gdzieś zapisane w jakiejś ustawie ?
                :-)
    • tomekjeden Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa 13.02.05, 22:03
      Sprawa jest poważna. Dotyczy bowiem i tolerancji i definicji pojęcia
      indywidualizmu. Brak tolerancji jest nie do przyjęcia. To co zrobiła ta
      dyrektorka liceum jest potworne, nie tylko nadużyła ona władzy, ale jeszcze
      straszyła konsekwencjami dalszymi, poza jej szkołę wychodzącymi. Dla
      postraszenie ucznia użyła również policji. Nie powinna ta pani pracować w
      szkolnictwie. Nic nie rozumie ona o powinności przekazywania
      szerokiego horyzontu myślowego, opartego na szacunku dla drugiego człowieka.
      Dredy jednak można, a nawet należy, traktować jako chęć szybkiego
      dowartościowania się. Dowartościowania nie popartego wiedzą, talentem czy
      pracowitością. Można teoretycznie przyjąć dwa rodzaje ludzi noszących dredy.

      1 - to ci, którzy noszą dredy dla podkreślenia swojej indywidualności.
      Indywidualności, której nie mają bo nie popartej pracą, wiedzą czy
      zdolnościami. Ludzie nieelokwentni bez prawdziwych ambicji, dbający o swój
      wygląd zewnętrzny wedle kryteriów swojej zacofanej społeczności. Takie matoły,
      którym wydaje się (często słusznie), że dredy załatwią im pozytywny obraz w
      grupie. Częściej dotyczy to, zapewne, tych którzy urzędują z różnymi śrubami w
      nosie czy w wargach, czy okolczykowanych jak sto prosiaków jednocześnie. Jakie
      szerokie trzeba mieć zdolności werbalizowania swojej sytuacji, żeby nosić śruby
      czy kolce w uchu. Ale dredy, włosy podgolone, czy farbowane to potencjalnie
      inna sprawa.

      2 - to ludzie zdolni, którym dredy sie po prostu podobają.

      W tym drugim przypadku ci zdolni młodzi ludzie trafili na dyrektorkę kretynkę.
      Na dyrektorkę niezdolną do zrozumienia jak ważna jest tolerancja we
      współczesnym społeczeństwie europejskim. Im mniej takich nauczycieli, tym
      lepiej. To tacy nauczyciele czynią z Polski kraj bardzo śmieszny i zacofany,
      nieprzystawalny do wymogów dzisiejszego świata. Pamiętam jak na zajęciach z
      filozofii na UW, było to chyba na drugim roku i bardzo dawno, wykładowca
      zwrócił uwagę na moje owłosienie. Włosy długie opadające na ramiona i broda.
      Powiedział, że jeszcze kilka lat przedtem taki wygląd był znakiem,
      stwierdzeniem, że coś się człowiekowi nie podoba. No to można śmiało
      powiedzieć, że kilka lat wcześniej sytuacja była bardziej prymitywna niż
      podczas moich studiów. Kontestuje się słowem, a nie wyglądem. W zeszłym roku
      rozmawiałem z grupą młodych ludzi o wyglądzie. Oczywiście wyrazili wielkie
      poparcie dla pełnego w tej materii luzu, ze śrubą gwintowaną w nosie, z mutrami
      jak orzechy w obu uszach włącznie. Zapytałem ich wtedy komu chętniej wpłaciliby
      w banku swoje pieniądze, czy kasjerowi w podkoszulku, ze szpilkami, czy innymi
      pineskami na czaszce, zamiast włosów, czy też kasjerowi z włosem krótkim i
      uczesanym w koszulce z krawacikiem. Po chwili smutnej konsternacji słabe głosy
      poparły włos krótki i uczesany i koszulę z krawatem. Nasz wygląd to i nasz
      wybór i oczekiwania społeczne. Jeden idzie do banku i wie, że będzie musiał
      chodzic w garniturku, inny zaś zostaje całkowicie mundurowym i straszy dzieci w
      szkołach gdzie dyrektorują kretyni, a jeszcze inny zostaje malarzem (artystą
      bądź pokojowym) i chodzi sobie w luźnym wdzianku. Życie jest pełne
      różnorodności i wyborów. A gdzie ma młody człowiek poeksperymentować sobie, jak
      nie w szkole?


      • rs_gazeta_forum Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa 14.02.05, 00:36
        tomkujeden, twoją argumentację z punktu obniża niezależnie od użytych argumentów
        wykazywanie się nieumiejętnością przetwarzania tekstu.
        Po pierwsze szkoła omawiana to gimnazjum, nie liceum, po drugie gdzie tam jest
        mowa o policji!!??

        Ale nawiązując do wypowiedzi.
        Ludzie, z którymi rozmawiałeś, zgodzili się, że chętniej powierzą swoje
        pieniądze człowiekowi ubranemu "spokojniej" (to moje określenie, być może nie
        najszczęśliwsze).

        1. Nie napisałeś, czy prowadziłeś dyskusje/badania dlaczego taka była ich
        opinia. Ja od siebie dodam, że po odpowiedź warto sięgnąć do kultur bardziej
        pierwotnych niż nasza (choć nie tylko rzecz jasna). Otóż strój człowieka dość
        jednoznacznie go identyfikował, ale nie w sensie jednostkowej erupcji
        osobowości, ale przynależności do grupy - w pierwotnych społecznościach grupy
        rodzinnej, w bardziej rozwiniętych także społecznej.
        Niektóre teorie rozważane przez naukowców nadają temu bardzo duże znaczenie -
        zdolność do nadawania wyglądowi symboliki pozwalała na szybkie rozpoznanie
        swój/wróg/przyjaciel i pozwoliła na lepszą współpracę i tym samym przeżycie w
        warunkach rozproszenia wczesnych grup ludzkich.
        I nie popadnijmy w samozachwyt nad naszym społeczeństwem - nadal wygląd nas
        identyfikuje. Jak wygląda identyfikacja w przypadkach przez ciebie opisanych sam
        napisałeś. Doskonale wiesz, jak identyfikują choćby buty itd. itp.

        2. Zapewne łatwo się ze mną zgodzisz, że moje dziecko jest dla mnie jeszcze
        ważniejsze, niż pieniądze. Powinieneś więc też zrozumieć, że mogę oczekiwać od
        szkoły, do której dziecko oddaję odpowiedniego zachowania, w tym wyglądu jej
        uczniów. Takie moje oczekiwania skutkują tym, że jej uczniowie nie mają pełnej
        swobody w ekspresji swoich fantazji.
        Co z tego dalej wynika - spróbuj odpowiedzieć sam, w końcu przeprowadziłeś już
        pewne rozważania.
        • tomekjeden Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa 15.02.05, 00:17
          Niestety nie bardzo rozumiem o co Tobie chodzi.Mowa o policji w tym gimnazjum
          jest w innym artykule na ten sam temat. Jest nawet wywiad z miejscowym jakimś
          starszym rangą policjantem. Co to jest jednostkowa erupcja osobowości? Co mają
          dredy wspólnego z butami, które służą do kopania ludzi z innej grupy? To że
          Tobie wydaje się, że pieniądze ludzie powierzą komuś ubranemu "spokojniej" nie
          ma się nijak do zwyczaju, wedle którego urzędnicy bankowi chodzą w garniturach.
          Garnitur jest tutak podobnym wyznacznikiem jak prawidłowy do funkcji i
          terytorium ubiór trybalny. Bo owszem społeczeństwa trybalne mocno opierały się
          na odrębności ubioru, ale był to tylko jeden aspekt w ich skomplikowanym
          systemie znaków. Dzisiaj "trybalnie" myślą chuligani futbolowi. Tylko znowu co
          to wszystko ma wspólnego z dredami? Dredy nie muszą być znakiem myślenia
          antyspołecznego, czy terytorialnego.. O jakich, na miły Bóg, mówisz
          rozproszenia wczesnych grup ludzkich? My tu mówimy o szkole średniej w
          Goczałkowicach.

          Co to znaczy "że mogę oczekiwać od szkoły, do której dziecko oddaję
          odpowiedniego zachowania, w tym wyglądu jej uczniów. Takie moje oczekiwania
          skutkują tym, że jej uczniowie nie mają pełnej swobody w ekspresji swoich
          fantazji." A jeżeli Twojemu dziecku dredy się będą podobały, to co mu powiesz?
          Co do znaczy "odpowiednie zachowanie" w stosunku do dredów. To znaczy, że ci
          się one nie podobają. Ale nikt się Ciebie o Twój gust w tej materii nie pyta.
          Jednym się podobają, innym nie. Twoja opinia jest tutaj nieistotna, bo nie o
          Twoje włosy chodzi. Co to znaczy "nie mieć pełnej ekspresji swoich fantazji"?
          Są fantazje i fantazje. Czy Ty przypadkiem nie jesteś zwykłym zamordystą z
          klapkami na oczach?

          • rs_gazeta_forum Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa 15.02.05, 23:22
            A propos Twojego zrozumienia tego, co napisałem - przepraszam, zapewne napisałem
            zbyt niezrozumiale.

            Jeśli jednak chodzi o policję - jest zasada stosowana ogólnie przy pisaniu
            tekstów, że jeśli używamy jakichś informacji pochodzących z tekstów
            niedostępnych przy czytaniu, to podajemy je jako źródła.
            Jest to niestety jeszcze jedna zasada w tym okropnym świecie dorosłych, ale
            skoro bierzesz udział w ogólnodostępnym forum, to wypada się do takich zasad
            stosować.
            Zapobiega to wielu problemom - m.in. posądzeniu o nieumiejętność czytania
            tekstu, plagiaty itp.

            Muszę ustosunkować się do butów :-) - laboga, ja miałem na myśli to, że po
            butach można rozpoznać ile kto ma pieniędzy, więc od razu jest np.
            dyskwalifikowany przy próbie przyłączenia się do określonego kółka w klasie, a
            nie że będzie kopał innych.

            Co do moich wzmianek o różnych dziwnych rzeczach - zacząłeś filozofować nieco w
            swoim poście, to ja kontynuowałem, nie podoba ci się? - trudno.

            A teraz co do pytania i twierdzenia z ostatniego akapitu.
            Jeśli mojemu dziecku podoba się cokolwiek, to ja z nim o tym spokojnie
            dyskutuję, przedstawiając różne za i przeciw. Staram się robić to od
            najmniejszego, zaznaczam przy tym, że nie jestem zwolennikiem wychowania
            bezstresowego, zapoznaję więc swoje dziecko z różnymi ograniczeniami i
            przestrzegam ich stosowania.
            Co do dredów na głowie mojej córki - nie widzę problemów po uzgodnieniu ze szkołą.
            Co do tego, że moja opinia jest nieistotna - życzę szczęścia na dalszej drodze
            życia.
            • tomekjeden Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa 16.02.05, 00:36
              Niestety trudno mi śledzić z uwagą to co piszesz, ze względu na potworny
              podział na akapity i wygląd Twoich postów w ogóle. Duże pomieszanie z
              poplątaniem. Piszesz dosyć tajemniczo, żeby nie powiedzieć mętnie. Dobry
              przykład z butami.

              Nie odpowiedziałeś ani na jedno z moich pytań. (I błagam Ciebie nie rób tego!)

              Dziękuję za zasłużone życzenia szczęścia "na dalszej drodze życia". Aż się w
              głowę podrapałem z przejęcia.
              • rs_gazeta_forum Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa 16.02.05, 02:24
                Cóż, te buty już pewnie dla Ciebie tajemnicą zostaną ;-)
                Ale twierdzenie, że nie odpowiedziałem na żadne z Twoich pytań nie jest prawdziwe.

                I przyrzekam, że jakiejś byś opinii nie wyraził o wyglądzie czy czytelności tego
                co napisałem, nie poruszy mnie to na tyle, by odpisać, pod warunkiem wszelako,
                że opinie te nie bedą stały w jawnej niezgodzie z faktami.

                Przepraszam też z góry za oddzielenie tych dwóch akapitów pustą linią, co
                spowoduje ich mniejszą czytelność.
                • tomekjeden Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa 16.02.05, 22:57
                  Jeszcze nieco bełkoczesz, ale postęp jest. Duże brawa!
    • Gość: arahat Klikam z synem z londynu- za takie cos juz by nie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.02.05, 22:12
      pracowala : za rasizm. ale tu ciemnota i wszedzie sekty czychajace na
      bogobionych chrzescian
      • create no to sieć astercity już jest w Londynie? 13.02.05, 22:43

    • lortea Szkola ma uczyć kultury a nie koltunerii. 13.02.05, 22:22
    • Gość: Przemas Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa IP: 195.150.233.* 13.02.05, 22:56
      Co ma Koleś na głowie - jego sprawa, ale ten idiota z kuratorium to by się
      raczej nie wypowiadał. Dredy skleja się na brudzie i dopiero jak się porządnie
      trzymają można je umyć.
    • zzamiedzy Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa 14.02.05, 04:24
      Nie zasmiecaj umyslow mlodych ludzi!
    • Gość: socjolog Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.05, 10:37
      Noszenie dredów to ideologia (trzeba sięgnąć do historii). Dla ideologii nie ma
      miejsca w szkole.
      Oczywiście dziś większość o ideologii nie pamięta i nie zwraca na to uwagi,
      chce po prostu być na topie. Nie da się jednak wykluczyć, że uczniowie,
      zwłaszcza bardzo młodzi wiedzą, co oznaczała dawniej taka fryzura i dlatego
      właśnie chcą ją mieć. Informacje rozchodzą się drogą pokątną. Stąd bunt, opór.
      Nie wiemy jakie jest "drugie dno sprawy", jacy to młodzi ludzie, dlaczego
      dyrekcja postąpiła aż tak drastycznie, z wypowiedzi na miejscowym forum wynika,
      że konflikt trwa już jakiś czas, co go wywołuje? Czy tylko fryzury? Może kryje
      się coś za tym?
      Uczniowie w wieku gimnazjalnym nie są w stanie jeszcze ocenić obiektywnie
      pewnych faktów. Ich stosunek do dyrekcji świadczy o wielkim oburzeniu.
      Zapominają o demokracji, chociaż sami się na nią powołują. Wszystko to wygląda
      raczej na anarchię, a wiadomo, co na to konstytucja.

      Z punktu widzenia historii to nic nowego:
      - młodzi buntują się przeciw zakazowi,
      - rodzice są rozdarci pomiędzy szkołą a dzieckiem,
      - szkoła pokazuje, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda,
      - odkąd są władze oświatowe, lawirują pomiędzy zdaniem rodziców, dziecka a
      zdrowym rozsądkiem,
      - a media? pokazują, choć czasem jednostronnie, zmuszają do dyskusji i do
      przewartościowania pewnych faktów i poglądów.
      • rs_gazeta_forum Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa 16.02.05, 02:04
        Dopiero teraz się dopatrzyłem tego postu.
        Podpisuję się pod nim, jeśli autor pozwoli :-)
    • Gość: sureqz/serek Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa IP: *.jgora.dialog.net.pl 15.02.05, 12:53
      A moze mi nie podoba sie ubranie dyrektorki?! Niech zacznie nosic takie ciuchy
      jakie nam sie podobaja! Czy tak?! Kazdy ma fryzure, ubiera sie, chodzi jak chce
      i nikt nie ma prawa mu tego zabronic. Ta dyrektorka nie tylko jest
      nietolerancyjna, ale wykorzystuje swoja wyzszosc. Nie ma do tego prawa. Za to,
      ze ziom musial sciac wlosy (pewnie fryzjerowi duzo placil, co nie), o ktore
      dbal powinien dostac odszkodowanie. Bylo to bez sensu. Powinni mu tez zaplacic
      za to, ze musial sie wypisac ze szkoly i bezpodstawnie zanizano mu ocene z
      zachowania. Nie znosze czegos takiego. Dyrektorka mysli, ze wszyscy mamy
      zachowywac sie jak w jej czasach, ale nie wie, ze te czasy dawno minely.
      Ostatnia rzecz: Polska to tolerancyjny kraj, a moim zdaniem dyrektorka napewno
      zlamala jakis przepis dotyczacy wolnosci/praw dziecka i powinna byc za to
      ukarana. =[ Pozdro dla wszystkich i dzieki dla ekipy Gazeta.pl, ze naglasniaja
      takie i podobne tematy =).
    • Gość: serek Jeszcze jedno... IP: *.jgora.dialog.net.pl 15.02.05, 13:02
      Przeczytalem kilka opinii (nie wszystkie, jak sie po kims powtarzam, to sorry)

      >Co w końcu jest złego w noszeniu spodni z wyrwanymi
      >na pośladkach wielkimi dziurami w połączeniu z przezroczystą bielizną?

      Sorry...ale nie mowimy tutaj o pokazywaniu tylka, a tylko o zmianie wygladu
      NIEINTYMNYCH czesci ciala... Chcialbym zaznaczyc, ze noszenie "innych" ciuchow,
      noszenie "innych" fryzur itd. to co innego niz rozbieranie sie, albo
      noszenie "erotycznych" ciuchow, co nie? Tez nie lubie, kiedy ziomala chodzi w
      mini i w stringach, bo to po prostu idiotyczne, ale noszenie spodnicy do kolan,
      tyle, ze z dziwnymi napisami czy cos nie jest niczym zlym. Nie porownujcie do
      siebie takich "stylow" bo to dwie rozne rzeczy.
      • Gość: ktoś Re: Jeszcze jedno... IP: *.aster.pl 15.02.05, 21:53
        Pytanie o wolność jednostki i jej praw.Czy będziemy tolerować w szkole -
        stopniujmy i niech każdy odpowie sobie na pytanie ,z kim nie wytrzymałby
        siedząc w jednej ławce/a przecież regulamin tego dokładnie nie opisuje/
        -chłopaka z dredami
        -chłopaka z ADHD przeszkadzającego na lekcji
        -brudasa co nie zmienia skarpetek i śmierdzi tylko na WF
        -brudasa co śmierdzi w promieniu kilku metrów
        -brudasa co ma wszy
        -śmierdzącego klejem bo niedawno się odurzał
        -po alkoholu/skończył 18 lat i na przerwie wyskoczył na piwo/
        -chłopaka z AIDS
        Myślę,że każdy z nas ma inną granicę wytrzymałości,ale dredy dla mnie z tych
        wszyskich przypadłości są najbardziej OK.
        • rs_gazeta_forum Re: Jeszcze jedno... 15.02.05, 22:54
          Zdecydowanie wolę z wymienionych chłopaka z dowolną, trzymającą zasady higieny
          fryzurą na głowie.
          Oczywiście gdybym mógł wybrać między chłopakiem/dziewczyną z dowolnym
          uczesaniem, to wybrałbym dziewczynę :-)

          Wypowiadając się wcześniej zostałem tu już podejrzany o zamordyzm (nie dam
          swojemu dziecku tego przeczytać, bo poturlało by mi się ze śmiechu gdzieś pod
          biurko), widać moja argumentacja była kiepska, ale jeszcze raz spróbuję
          naświetlić swój punkt widzenia.

          Regulamin rzeczywiście dokładnie wyglądu nie opisuje, ale w gruncie rzeczy
          chodzi tu o (zmienną w czasie) pewną ogólną normę akceptowaną przez RODZICÓW i
          NAUCZYCIELI dzieci/młodzieży (niech mi młodzież wybaczy to niepełnoprawne
          traktowanie).
          Ja jestem za współpracą szkoły i rodziców w tych sprawach, wiele można osiągnąć
          dyskusją, natomiast nie jestem za sytuacją, gdy dyrekcja i nauczyciele nie dbają
          o przestrzeganie regulaminu przez uczniów.
          W końcu ja posyłając do szkoły dziecko z regulaminem się zapoznałem i wyraziłem
          zgodę na jego stosowanie.
          Stąd nie potępiam w czambuł dyrektorki, szczególnie, że jak powiedziałem nie
          ufam bezkrytycznie relacjom prasowym.

          W przypadku niestandardowego wyglądu mojego dziecka to ja przede wszystkim biorę
          na siebie odpowiedzialność za niechętną reakcję otoczenia (choćby ktoś
          wrzeszczał i tupał, że tak być nie powinno w stosunku do dredów, to trzeba się z
          tym liczyć, a dziecko zazwyczaj jest zbyt ufne i nie dostrzega takich zagrożeń
          bądź je bagatelizuje), więc będąc człowiekiem przewidującym, np. w szkole
          powinienem zasygnalizować wychowawcy/dyrektorowi tę sprawę.

          I wydaje mis się, że w tej sprawie strony zamiast dogadać się zaczęły stawiać
          sprawy od razu na ostrzu noża.
    • Gość: Zibi nie szata zdobi człowieka IP: *.lubin.dialog.net.pl 19.02.05, 20:51
      Mówi się, że przysłowia są mądrością narodu. Wiele lat temu zauważyłem, że
      przysłowie "nie szata zdobi człowieka" już nie działa. To chyba najbardziej
      anachroniczne z przysłów. A moim skromnym zdaniem - szkoda. Wynika to, jak mi
      się wydaje, z coraz bardziej powszechnej powierzchowności ludzkiego myślenia.
      Coraz mniej ludzi umie dotrzeć do sedna problemu. Na pewno niektórzy pamiętają
      rywalizację Tadeusza Mazowieckiego ze Stanisławem Tymińskim o urząd prezydenta.
      Byłem zatrwożony jej wynikiem. Z człowiekiem poważnym, nie obiecującym gruszek
      na wierzbie wygrał jakiś awanturnik z Peru, który te gruszki obiecywał. Miał
      chyba lepszy garniturek, wyglądał zdrowiej, był "lepszy" dla ludzi. Boziu chroń
      nas przed ciemnotą. Chyba mój stosunek do sprawy dredów widać wyżej ale dla
      pełnej jasności: uczniowi należało wystawić słuszną ocenę zachowania po jego
      przeanalizowaniu. Jeżeli sam fakt noszenia dredów (jeżeli włosy były czyste)
      wpłynął na ocenę zachowania, to dyrektorka nie nadaje się do szkoły ze względu
      na swój despotyczny chrakter, który moze mieć jeszcze gorsze przejawy. Ciekawi
      mnie czy nie ma w tej szkole mobingu.
    • Gość: duda Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa IP: 80.51.245.* 20.02.05, 18:29
      Własnie kolega robi mi dredy :)
    • roman.gawron Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa 20.02.05, 19:29
      create napisał:

      > niech poszuka w czesci szczegółowej kodeksu karnego i zgłosi sprawe do
      > prokuratury, taki czyn chyba jest scigany z urzędu.

      Który artykuł kk masz konkretnie na myśli?
      • create zależy 17.03.05, 00:07
        co do tego którego w zeszłym roku zawiozła do fryziera, odnosi sie do niej art.
        211 kk., natomiast główny bohater artykułu mógłby skorzystać z art.191
        • roman.gawron Re: zależy 17.03.05, 20:47
          create napisał:

          > co do tego którego w zeszłym roku zawiozła do fryziera, odnosi się do niej
          > art. 211 kk.

          "Kto, wbrew woli osoby powołanej do opieki lub nadzoru..." - pasuje, jak nie
          wiem co ;-)
          Do fryzjera zaprowadziła go osoba uprawniona do opieki i nadzoru, była też z
          nimi matka chłopaka, gdybyś nie wiedział.

          > natomiast główny bohater artykułu mógłby skorzystać z art.191

          Interesujące byłoby na sali sądowej usłyszeć, jak dowodzisz tej "przemocy"
          lub "groźby bezprawnej" ;-)
          • create Re: zależy 18.03.05, 00:12
            owszem, dyrektorak nie jest powołana do opieki poza granicami szkoły, gdy zawozi
            dziecko do fryziera działa wbrew woli rodzica

            natomiast groźba bezprawna nie musi sie przejawiać w użyciu siły fizycznej, może
            to być groźba takiej jakiej użyła dyrektorka wobec tego chłopaka, obniżenia
            oceny zachowania i nie zabrania na wycieczkę. Działa ona poza zakresem swojego
            umocowania, czyli bezprawnie.
            • roman.gawron Re: zależy 18.03.05, 08:32
              create napisał:

              > owszem, dyrektorak nie jest powołana do opieki poza granicami szkoły

              To nie jest tak oczywiste, jak sugerujesz.

              > gdy zawozi dziecko do fryziera działa wbrew woli rodzica

              U fryzjera była z nimi matka.

              > natomiast groźba bezprawna nie musi sie przejawiać w użyciu siły fizycznej,
              > może to być groźba takiej jakiej użyła dyrektorka wobec tego chłopaka,
              > obniżenia oceny zachowania i nie zabrania na wycieczkę.

              Groźba obniżenia oceny i niezabrania na wycieczkę :-)))
              Widziałeś kiedyś w ogóle sąd? ;-)

              > Działa ona poza zakresem swojego umocowania

              Agere intra et non contra legem.
    • Gość: merowing Re: Prawa ucznia: moje dredy, moja sprawa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.05, 08:30
      czytam i wyjśc z podziwu nie mogę nad komentarzami. dyrektorskiej akcji nie
      pochwalam , ale .... Ja kończyłem szkoły za komuny schyłkowej ale, komuny do
      podstawówki chodziliśmy w jednolitych uniformach (chałatach) praktyczne bo się
      nie uciorałeś, na ramieniu miałeś tarczę szkoły i było wiadomo z jakiej budy
      jesteś. mój dyro pilnował aby młodzierz była czysta i schludna , nie daj boże
      jakby jakaś panienka nawet w 8 klasie przyszła w makijażu i z zadługimi
      pazurami i co jakoś to nam nie zaszkodziło jak stare powiedzenie głosi czego
      Jaś się nie nauczy tego Jan nie będzie umiał. Dyscyplina w szkole jestem za
      oczywiście w granicach rozsądku , prawa ucznia a może popatrzmy też na
      obowiazki . o tempora ! o mores ! (co za czasy ! co za obyczaje!), a poza tym
      pamiętajmy ,że takie Polski przyszłości jakie ich dzieci chowanie !!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka